Obudziły go delikatne szturchanie w ramię i gdy leniwie otworzył oczy zobaczył kucającego przed nim skrzata.
- Panicz zasnął na kanapie. Stworek go przenieś do pokoju Panicza w nocy. Śniadanie dla Panicza jest już gotowe. - powiedział na jednym wydechu skrzat domowy.
- Dziękuję, Stworku. Zaraz zejdę. - mruknął Harry, po czym z uśmiechem dodał. - I możesz mówić dla mnie Harry.
- Stworek nie może mówić tak na Panicza. - oburzył się skrzat i zniknął.
Potter westchnął, liczył na jeszcze z godzinę snu. Ale jeśli skrzat już go obudził, nie zamierzał marnować dnia. Jednak przez chwilę jeszcze rozkoszował się mięciutkim materacem i jedwabną pościelą. Nie przypominał sobie by w tamtym życiu były takie wygody w tym domu. Chyba, że to skrzat specjalnie dał im gorszą pościel, uważając iż zdrajcy krwi nie zasługują na lepsze.
Prześcieradło jak i poszewki na poduszki były hebanowe, łóżko, a raczej łoże na którym leżał było ogromne i posiadało zielony baldachim. Po oby stronach stały stoliki nocne a na nich lampy ze świecą. Gdy postawił nogi na ziemi, myślał że poczuje zimne drewno ale jego stopy dotknęły równie miękkiego dywaniku w odcieniu szarości. Rozejrzał się po pokoju. Nie był ogromny, ale dla niego był w sam raz. Po lewej stronie stało duże biurko zrobione z ciemnego drewna, wyglądało na masywne i czekało tylko na jego prace wakacyjne gdy wróci z Hogwartu. Przy biurku stało skórzane krzesło, które też zachęcało by na nim usiąść.
Dalej jego wzrok nakierował się na duży regał na książki, który teraz był pusty. Harry planował go wypełnić ciekawymi książkami o Quiddichu i dodatkowymi pozycjami o Obronie Przed Czarną Magią. W kącie pokoju dostrzegł dwa fotele i stolik do kawy. Po jego prawej stronie stała komoda, również w ciemnym odcieniu pasująca do reszty mebli. Nie przeoczył też trzech par drzwi, pierwsze musiały prowadzić na korytarz, kolejne do łazienki a następne do garderoby.
Otwierając je po kolei, wiedział już które, do czego należą. Chwilę zatrzymał się przy garderobie, godnej samego Malfoy'a. Uświadomiło go to, że potrzebuję nowej garderoby. Ale żeby mieć nowe ciuchy musi mieć na nie pieniądze co doprowadzało go do odwiedzenia Banku Gringotta... a za tym szło posiadanie klucza do swojej skrytki, ale żeby mieć ten klucz musiał odwiedzić Dyrektora Hogwartu!
Na Merlina, jakie to pogmatwane. Pomyślał, Harry.
Spotykając się z Albusem Dumbeldore'em będzie musiał mu wyjaśnić całą sytuację. Nie chciał też by starszy czarodziej odsyłał go do wujostwa. To zdecydowanie by mu nie pomogło. Westchnął i przetarł twarz dłonią. Nie będzie na razie o tym myślał, chciał zjeść śniadanie. Także, nadal w tym co spał zszedł do kuchni połączonej z jadalnią. Po drodze przywitał się z Panią Black, która tylko spojrzała na niego z pogardą widząc co ma na sobie. Potter przemilczał to i ruszył dalej, będąc już w kuchni usiadł na samym rogu stołu. A przed nim pojawił się talerz z bekonem, jajecznicą oraz dwie kromki białego chleba z, jak poczuł Harry serkiem. Wszystko wydawało się być świeże i Wybraniec miał nadzieję, że Stworek zrobił jakieś zakupy albo coś w tym stylu. W sumie, nigdy nie zastanawiał się w jaki sposób skrzaty zdobywały jedzenie. Może same miały jakieś zakłady, gdzie były farmy z warzywami. Albo czarodzieje mieli sklepy, gdzie skrzaty robiły zakupy dla swoich właścicieli.
Zaśmiał się, Hermiona dałaby mu niezły wykład na temat skrzatów i tego jak je powinno się traktować. Jednak zapisał sobie w myślach by kiedyś zapytać o to Stworka.
Po zjedzonym śniadaniu, za które Harry pochwalił skrzata domowego Black'ów za pyszne danie. Udał się do kominka, w którym nadał tlił się ogień. Na gzymsie nad kominkiem znalazł wazon z proszkiem Fiuu i Potter chwile się zastanawiał ile może mieć lat; wziął głęboki oddech i wsypał trochę zielonego prochu do kominka.
- Gabinet Albusa Dumbeldore'a, Hogwart! - krzyknął, mając nadzieję, że ów osobnik będzie w swoim gabinecie. Nie musiał długo czekać aż głowa dyrektora uformowała się z węgielków.
- Um, dzień dobry, profesorze. - powiedział szybko Potter. - Czy przeszkadzam?
- Nie, oczywiście, że nie...
- Harry. - przedstawił się zielonooki, niepewnie.
- W czym mogę Ci pomóc, Harry? - spytał rozbawiony dyrektor i Wybraniec mógłby przysiąść, że nawet w kominku widział wesołe iskierki w oczach starca.
- Czy mógłbym do Pana przejść? To nie jest rozmowa przez kominek. - powiedział poważnie.
- Chłopcze, wiesz, że są wakacje...
- Doskonale wiem, że w czasie wakacji uczniowie nie mogą przebywać w Hogwarcie. Jednak to jest pilne.
- Harry... Czy twoi rodzice wiedzą, że się ze mną kontaktujesz? - spytał poważnie Dumbeldore.
- Całkiem możliwe, że widzą iż teraz z Panem rozmawiam.
- Czy mógłbym z nimi porozmawiać?
- Proszę mówić. - zakpił, Potter. - Oni pewnie to słyszą.
- Proszę, nie żartuj ze mnie, chłopcze.
- Ja nie żartuje. Moi rodzice nie żyją, profesorze. Więc za pewne patrzą na nas z góry.
- Oh, wybacz mi. Nie miałem poję...
- Ależ miał, Pan. Nic się jednak nie stało. Czy mogę do Pana zajść?
- Skąd rozmawiasz, Harry? - przeciągał dalej siwobrody.
- Czy Kwartera Główna Zakonu Feniksa, coś Panu mówi? - zapytał sarkastycznie zielonooki, a na twarzy samego założyciela tej że o to grupy malował się szok.
- Odsuń się, chłopcze. Zaraz do Ciebie przejdę.
- Oczywiście. - mruknął, Potter i spełnił prośbę starca. To będzie długa rozmowa, pomyślał.
Nie musiał długo czekać, aż Albus przekroczył próg kominka i celował różdżką w czarnowłosego chłopca.
- Dzień Dobry. - przywitał się z uśmiechem. - Nie musi Pan we mnie celować.
- Wybacz mi ostrożność, chłopcze. Nie wiele osób wie o Zakonie Feniksa. - powiedział starzec, choć nie opuścił różdżki. Stworek od razu pojawił się przed Harry, osłaniając go.
- Czy Panicz Harry jest zagrożony? - spytał skrzat, obserwując dyrektora.
- Wszystko w porządku, Stworku. Profesor mnie nie skrzywdzi. - odparł spokojnie chłopiec. - Przynieś mi medalion.
- Jak sobie Panicz życzy. - zniknął, by po chwili znów się pojawić z złotym naszyjnikiem.
- Dziękuję, Stworku. - przytaknął zielonooki. - Czy wie Pan co to jest?
- Jak mnie nie mam, Medalion Salazar'a Sytherina'a. Skąd go masz, chłopcze?
- Owszem, jest to właśnie ten medalion. Ale także jest czymś jeszcze. - mruknął chłopiec, a Albus spojrzał na niego zaskoczony. - Powiem Panu, jeśli obieca Pan, że nie odeśle mnie Pan do moim krewnych oraz wysłucha mnie Pan.
- Myślę, że to zbyt duża stawka, za rąbek tajemnicy. - powiedział rozbawiony dyrektor.
- Oh, myślę, że warto znać choć ten rąbek tajemnicy, profesorze.
- Nazywasz mnie profesorem, chłopcze. Nie przypominam sobie bym Cię uczył. Choć widzę pewne podobieństwo do...
- James'a Potter'a, tak wiem. W końcu to mój ojciec. - uśmiechnął się delikatnie, zielonooki.
