Petrificus Totalus trafił szczura, który opadł bezsilnie w dłoniach rudowłosego chłopca, którego siła zaklęcia powaliła na ziemię. Przez moment w pomieszczeniu trwała cisza, spowodowana szokiem. Jednak Molly Weasley nie byłaby sobą, gdyby nie ruszyła bronić swoje dziecko niczym lwica. Co w sumie było nawet dobrym porównaniem, biorąc pod uwagę jej kolor włosów, charakter i w jakim domu była w czasie szkolnym.
- Czyś Ty oszalał, Dumbeldore?! - wrzasnęła i wycelowała swoją różdżką w starego człowieka. - Jak... Jak mogłeś!? Jak w ogóle śmiałeś wycelować w moje dziecko!?
Harry nie patrząc na scenę rozgrywającą się obok, podszedł do zszokowanego chłopca. Pomógł mu wstać.
- Wszystko w porządku? - spytał uprzejmie, ignorując uparcie ból w piersi.
- Ja... - za jąkał się, Ron.
- To było konieczne. - mówił dalej, zielonooki. - Byłeś w niebezpieczeństwie.
Ostatnie słowa uciszyły całą kłótnie i wszyscy spojrzeli na niego. Potter właśnie wyjmował szczura z rąk nieświadomego chłopca. Położył go na ziemi, a dyrektor rzucił niewerbalnie kolejne zaklęcie. Po chwili na miejscu szczura, leżał od dawna uznawany za martwego Peter Pettigriew.
- Proszę mi wybaczyć, jednak teraz zabiorę tego mordercę tam gdzie jego miejsce. - powiedział szybko siwobrody. - Harry wam wyjaśni resztę.
Chłopiec, który przeżył wyobrażał sobie trochę inaczej złapanie Glizdogona, jednak ten sposób też był dobry. Pomijając fakt, że Dumbeldore wrobił go w wyjaśnienia.
- Mogłem przewidzieć, że tak będzie. - mruknął do siebie ciemnowłosy. Wszyscy patrzyli na niego, więc z jego ust wyszło ciężkie westchnięcie.
- Harry...
- Proszę poczekać, Pani Weasley. - odpowiedział. - Nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od samego początku. - powiedział wyniośle, Percy.
- Myślę, że każdy z was zna historię o Chłopcu, Który Przeżył. - powiedział, siadając przy stole. Pozostali kiwnęli i poszli za jego śladem. Na razie tylko Molly wiedziała, że to on jest chłopcem z historii, którą zaraz wyjawi. - Otóż, gdy wszyscy myśleli, że to Syriusz Black jest Strażnikiem Tajemnicy to tak naprawdę był nim Peter Pettigrew. To było świetna zmiana, gdyż wszyscy myśleli, że Syriusz, będąc najbliższym przyjacielem będzie strzegł ich tajemnicy. Dlatego zmienili go na Peter'a. Nikt przecież nie brał pod uwagę ich małego, niezdarnego kolegi. To był błąd, gdyż już wtedy Pettigrew miał Mroczny Znak na ramieniu. Zdradził gdzie ukrywają się Potter'owie, po czym upozorował własną śmierć, zabijając przy tym trzynastu mugoli.
- A skąd Ty to możesz wiedzieć? - prychnął niedowierzająco Percy, patrząc na niego z kpiną w oczach.
- Ponieważ, pamiętam wszystko od dnia moich narodzin. Nazywa się to hipermnezją. - powiedział wzruszając ramionami.
- To nic nie znaczy... - ponownie zaczął jeden z obecnych najstarszych synów, Państwa Weasley. Molly położyła mu rękę na ramieniu, a Harry odgarnął grzywkę, ukazując znienawidzoną bliznę. Piątka rodzeństwa sapnęła zaskoczona.
- Ha...Harry Potter! - wykrzyknęła Ginny. Jej twarz przybrała kolor jej włosów, po czym szybko wstała z miejsca i uciekła na górę. Jej bracia wybuchli śmiechem, nawet Pani Weasley zachichotała, by następnie trzepnąć każdego z synów ręką po głowie za naśmiewanie się ze swojej siostry.
- Wybacz, Harry...
- ...buja się w Tobie od lat. - bliźniacy zachichotali, jednak nie trwało to długo gdyż ponownie dostali w potylice.
- Więc powiedz nam, Harry...
- ... jak to jest przeżyć zaklęcie zabijające?
I tak minął wieczór, póki Remus nie zafiukał do Nory. Harry uwielbiał spędzać czas z bliźniakami, chociaż obecność Ron'a trochę go krępowała a Percy zadawał zdecydowanie za dużo pytań, dlatego z ulgą opadł na sofę w salonie w Rezydencji Black'ów.
- Czy już coś wiesz na temat Syriusza? - spytał, popijając czarną herbatę. Odkąd Dumbeldore udał się do Ministerstwa Magii, cały czas go to zastanawiało.
- Jest w świętym Mungu. - odparł wilkołak. - Wypuścili go dwie godziny po przesłuchaniu Peter'a.
- To co my tu jeszcze robimy, Remi? - wykrzyknął, Potter, zrywając się z miejsca.
Lupin spojrzał na syna swojego przyjaciela i choć na jego twarzy pojawił się leniwy uśmiech w głowie toczyła się bitwa. Co zrobi, gdy zobaczy swojego najlepszego przyjaciela, którego uważał za zdrajcę? Czy Syriusz mu wybaczy? Czy będzie w stanie spojrzeć mu w oczy?
- Na pewno Ci wybaczy, Lunatyku. - odparł cicho chłopiec, przytulając się do starszego mężczyzny. - Nie będzie miał Ci za złe, Luniuu. Będzie się cieszył, mogąc Cię zobaczyć.
Przyszły profesor nie był tego taki pewien, jednak odwzajemniał uścisk przyszywanego chrześniaka. Następnie wilkołak poszedł się przebrać i razem ruszyli do Świętego Munga. Nie musieli długo czekać, aż ktoś wskaże im właściwą salę. Kątem oka zauważyli zbierających się dziennikarzy przy wejściu na oddział pourazowy, który był chroniony bardzo silnymi barierami.
Stanęli pod salą pięćdziesiąt osiem. Harry spojrzał na Remus'a, który odwzajemnił jego spojrzenie i zielonooki chłopiec złapał za klamkę, a Lupin pchnął drzwi. W pomieszczeniu stały dwa łóżka, z czego jedno było wolne a drugie zajęte przez czarnowłosego mężczyznę. Oddech pacjenta był spokojny, a jego powieki były zamknięte.
- Dostał dwie dawki Słodkich Snów, powinien wstać za jakąś godzinę - dwie. - powiedział kobiecy głos za nimi. Nie obrócili się, ale kobieta widziała jak obaj skinęli głowami. Opuściła ich, zamykając delikatnie drzwi.
- Jak myślisz, co zrobi jak wstanie? - szepnął Harry, siadając po prawej stronie łóżka na białym taborecie.
- Cóż, biorąc pod uwagę, że nadal może być na leczniczych eliksirach, to może być trochę zdezorientowany. - odpowiedział delikatnie czarodziej, również siadając przy łóżku.
Chłopiec, który przeżył nie odpowiedział. Utkwił wzrok w odprężonej twarzy ojca chrzestnego, nieświadomie łapiąc go za rękę. Mimo, że wiedział iż Syriusz żyje i tak miał przed oczami scenę, gdy ten wpada za zasłonę. Śmierć Łapy odcisnęła na nim gorszę piętno niż śmierć rodziców. Nie zrozumcie go źle. Tęsknił za matczynym uściskiem i ojcowskim poklepywaniem w plecy, jednak nie znał James'a i Lily. W tamtym życiu nie miał o nich żadnych wspomnień, a z Syriuszem trochę czasu spędził, gdy ten uciekł z Azkabanu.
Syriusz czuł przyjemne ciepło, którego nie zaznał przez dziesięć lat. Otaczał go również przyjemny zapach, którego nie mógł w żaden sposób powiązać z gnijącą celą, w której przebywał. Czuł się również dziwnie wypoczęty. Otworzył powoli jedno oko, ale gdy zaatakowała go szpitalna biel, od razu je zamknął. Jednak cicho chichot, który był dla niego tylko wspomnieniem zmobilizował go do ponownego wysiłku. Tym razem wytrzymał jasność pomieszczenia i już po chwili mógł zobaczyć swojego przyjaciela, siedzącego po jego lewej stronie.
- R...Remi... - sapnął, Black.
- Witaj, Syri. - uśmiechnął się delikatnie, wilkołak. - Jak się czujesz?
- Jakbym wrócił z tygodniowej orgii. - odparł szeptem, jednak na jego ustach pojawił się cwaniacki uśmieszek.
- Dobrze widzieć, że nic się nie zmieniłeś. - zaśmiał się, Lupin. Pochylił się i zgarnął przyjaciela w mocny uścisk.
- Ty za to chyba trochę przypakowałeś. - zachichotał, czarnowłosy. Chcąc odwzajemnić uścisk, zauważył, że coś albo raczej ktoś trzyma jego rękę. Burza czarnych włosów przysłaniała czoło, jednak okrągłe okulary było widać doskonale. Coś boleśnie zakuło go w pierś i pierwsze co mu przyszło na myśl to, to, że James czuwał przy nim przez ten cały czas. Jednak za dobrze pamiętał dzień, w którym wpadł do domów Potter'ów i zszokowany opadł przy ciele swojego najlepszego przyjaciela. Zapłakał wtedy głośno i całkiem możliwe, że zatraciłby się w rozpaczy gdyby nie płacz dziecka, dobiegający z góry.
- Czy to... - nie zdążył dokończyć, gdy czarnowłosy wstał powoli a jego zielone oczy spojrzały w szare oczy Black'a.
- Syriuszu! - wykrzyknął chłopiec, rzucając się na pacjenta. - Czy wszystko z Tobą w porządku? Jak się czujesz? Nic Cię nie boli?
- H..Harry? - wyszeptał szarooki. - Oh, Harry! - świadomość, że ma przy sobie swojego chrześniaka dawała mu poczucie ulgi. Tym razem odwzajemnił uścisk, nie chcąc na razie wypuszczać małego Potter'a z rąk.
- Tak się cieszę, że mogę Cię w końcu zobaczyć. - mruknął Potter, odsuwając się od ojca chrzestnego i siadając przy tym na swoim miejscu. Na jego twarzy widniał delikatny uśmiech.
- Ja też, szczeniaku. Ja też. - zaśmiał się Syriusz. - Tak się cieszę, że Remus się Tobą zaopiekował. Zawsze się obawiałem, że Dumbeldore może Cię umieścić u Petunii.
Wybraniec spojrzał na Remus'a. Wilkołak miał zbolałe spojrzenie.
- Przykro mi, Łapo. To nie ja opiekowałem się Harry'm. Przez mój problem nie mogłem nawet znaleźć pracy... a co dopiero opiekować się dzieckiem. - westchnął Lupin.
- Nie Ty? - sapnął animag. - Błagam. Powiedź, że Snape.
Tym razem chłopak spojrzał zaskoczony na Black'a.
- Czyli jednak... Petunia. - warknął były więzień. - Szczeniaku, tak mi przykro.
- Nie było tak źle, Łapo. - mruknął młody czarodziej, odwracając wzrok. Po czym spojrzał dwóch najlepszych przyjaciół jego rodziny. - Dlaczego Snape miałby się mną opiekować?
- Jest twoim drugim ojcem chrzestnym, Harry. - powiedział delikatnie, Remus. A Chłopca, Który Przeżył ponownie zaatakowały wspomnienia.
- Nie zgadzam się, Lily!
- Nie masz tu nic do gadania, kochanie. - odpowiedziała spokojnie, rudowłosa kobieta.
- Póki jestem jego ojcem, mam coś tu do powiedzenia.
- James. - spokój, z jakim wypowiedziała imię męża sprawił, że przez jego ciało przeszły dreszcze. Gdy mówiła tym tonem, znaczyło to, że albo ma kłopoty albo...a z resztą, nie ważne.
- Kochanie, ale naprawdę. - jęknął Potter. - Wszystkich, ale nie Snape.
- To może Voldemort? Co ty na to? - uśmiechnęła się delikatnie, nie odwracając głowy w stronę swego małżonka. Nigdy nie bała się wymówić tego imienia. Sięgnęła po różdżkę i wyczarowała kolorowe chmurki nad śmiejącym się Harry'm, któremu wyrastał pierwszy ząbek.
- Nawet tak nie żartuj! - wykrzyknął, co ściągnęło uwagę dziecka. - Nie krzyczę na Ciebie, Rogasiu.
Mały Harry ponowie wrócił do zabawy chmurkami, które przyjmowały teraz kształty zwierząt. Lily spojrzała na swojego męża.
- James, mieliśmy umowę. Ty wybierasz pierwszego chrzestnego, a ja drugiego.
- Nie wiedziałem wtedy, że tym kogo wybierzesz będzie Snape!
- Myślałam, że skończyliście z tą głupią nienawiścią. Zawiodłam się na Tobie, James. - ostatnie zdanie dobiło mężczyznę, a gdy jego ukochana zabrała jego pierworodnego i zamknęła się w pokoju chłopca nie wytrzymał. Ulubiona waza jego matki, była teraz w kawałkach.
Lily długo nie musiała czekać, aż James Potter zapuka do sypialni Harry'ego. Chłopiec spojrzał na swoją mamę, która miała chytry uśmieszek.
- Widzisz, Harry. Trzeba umieć wychować sobie męża. - zaśmiała się kobieta, a Potter Junior zachichotał razem z nią.
Jego ojciec w końcu zgodził się by Severus Snape był jego drugim ojcem chrzestnym.
- Wszystko w porządku, szczeniaku? - głos znów zabrał Lunatyk, wiedział, jakie wspomnienia ma Harry na temat Mistrza Eliksirów z dawnego życia.
- Tak. - przytaknął, chłopiec. - Jest ok.
- Chyba musicie mi dużo wyjaśnić. - wtrąciła się, Black.
- Oj, nawet nie wiesz jak dużo, Syri. - zachichotał, Harry.
