Kilka kolejnych dni minęło Potter'owi na oczekiwaniu. Jego ojciec chrzestny miał wyjść ze szpitala na dniach, a sam zielonooki nie mógł się już doczekać aż Syriusz będzie w domu. Jednak teraz miał w planach coś innego.

Była środa, a Remus był już od godziny w świętym Mungu i Harry chciał im dać dzień lub dwa, sam na sam by mogli sobie wszystko wyjaśnić. Wybraniec na dzisiejsze popołudnie miał w planach odwiedzenie swojego drugiego ojca chrzestnego. Dzięki dyrektorowi Hogwartu, Wybraniec wiedział, że nauczyciel eliksirów jest w swoim domu na Spinner's End.

Po zostawieniu notatki dla wilkołaka, wszedł z domu, uprzednio żegnając się z Walburgą Black. Naprawdę polubił tą kobietę, mimo jej czarnego charakteru. Zastanawiał się, czy w jego poprzednim życiu mógłby nawiązać z nią podobne relacje, gdyby nie ignorował jej krzyków. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdził, że prawdopodobnie by to nie wyszło. Pani Black w tamtym życiu uważała go za bękarta Potter'a oraz szlamę.

Przeszedł dwie ulice dalej by wezwać Błędnego Rycerza. Tym razem jazda czarodziejskim autobusem była trochę inna niż pamiętał. Mimo, że Stan był gadatliwy jak wcześniej i po wymienieniu kilku uprzejmych zdań w końcu dojechał na wyznaczoną ulicę. Odnalezienie właściwego domu trochę mu zajęło, ale dał radę. Stanął przed drzwiami i biorąc głęboki wdech - zapukał do drzwi.

Długo nie musiał czekać aż jego dawniej znienawidzony profesor stanie w progu swego mieszkania.

- Jeśli chcesz mi sprzedać ciastka to nie jestem zainteresowany. - mruknął swoim obojętnym tonem, Snape. Harry zachichotał i podniósł wzrok na Mistrza Eliksirów.

- Dzień Dobry, wujku Sev. - powiedział radośnie, zielonooki.

- Naprawdę, Harry. - mruknął młody Severus, zacierając cieknącą ślinę z podbródka pół rocznego Wybrańca. - Daj mi chociaż znak, że nie jesteś taki sam jak swój ojciec.

- Sev. - zaśmiał się zielonooki, śliniąc się jeszcze bardziej. - Sev. Sev. Sev. Sev. - ćwierkotał, podnosząc swoje pulchne rączki w stronę czarnowłosego mężczyzny. Ten westchnął cierpko, ale z uśmiechem na ustach podniósł swojego chrześniaka.

- Twoja elokwencja mnie powala, Harry.

- ujo Sev. - zielonooki Potter złapał za włosy mężczyzny i wsadził je sobie do usta.

- Mam nadzieję, że wyrośniesz na dobrego chłopca. - kolejne westchnięcie opuściło czarnookiego, który nawet nie próbował już wyciągnąć swoich włosów z ust dziecka. Za sobą usłyszał kobiety chichot. - Nie śmiej się, Lily.

- Z Tobą przy boku na pewno wyrośnie na dobrego chłopca, Sev. - odparła rudowłosa.

- Sev. Sev. Sev. - zaśmiał się bobas, ciągnąc za włosy swojego wujka.

Wspomnienie opuściło go tak szybko jak się pojawiło. Otrząsnął się by ponownie spojrzeć na Mistrza Eliksirów. Oczy mężczyzny były szeroko otwarte, a usta lekko rozchylone.

- Um... Czy mogę wejść? - spytał niepewnie, Harry, nie wiedząc jak się zachować.

- Oczywiście, Potter. - warknął Severus, sprawdzając na ulicy czy nikt ich nie obserwuje.

- Harry. - mruknął, zielonooki. - Kiedyś mówiłeś na mnie, Harry.

Potter nigdy nie był w mieszkaniu profesora Snape'a, jednak masa pudeł i prawie opustoszałe regały na książki dawały dużo do myślenia.

- Co tu robisz, Potter?

- Harry. Mam na imię Harry. - powtórzył, wywracając oczami.

Severus ignorując wypowiedź chłopca, stanął przed nim i rzucił mu spojrzenie, pod którym każdy Puchon dostawał histerii. Jednak na Potter'a to już nie działało. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się szeroko, by w następnej sekundzie zszokować jeszcze bardziej Postrach Hogwartu. A mianowicie, zielonooki przytulił swojego profesora.

- Cieszę się, że Cię widzę, wujku. - powiedział, pewny siebie Wybraniec.

- Potter, nie będę kolejny raz powtarzał. Co tu robisz? - warknął Severus, nadal stoją sztywno choć nie odepchnął jeszcze od siebie syna jego przyjaciółki.

- Czy nie mogę odwiedzić swojego ojca chrzestnego? - spytał Chłopiec, Który Przeżył, podnosząc głowę by jego spojrzenie napotkało czarne oczy.

Severus Snape tego dnia wstał z przeczuciem, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Wstał z rana, jak zwykle o siódmej rano. Co było dla niego godziną i tak późnią, jednak były wakacje i cieszył się chwilami relaksu. Następnie poświęcił dziesięć minut by się porozciągać. Z wiekiem jego mięśnie coraz bardziej zastygały, a nie bardzo miał ochotę na starość leżeć w łóżku na łasce jakiegoś skrzata. Kolejną rzeczą było śniadanie, które zazwyczaj popijał czarną kawą bez cukru.

Gdy zjadł pierwszy posiłek dnia, zabrał się za warzenie eliksirów do Skrzydła Szpitalnego w Hogwarcie. Przeważnie poświęcał na to cztery do pięciu godzin, jednak był w trakcie pakowania swoich rzeczy więc spędził tylko dwie godziny relaksując się przy robieniu Eliksiru Pieprzowego. Jedyny eliksir, który schodzi litrami pod koniec września aż do końca marca.

Wracając. Gdy skończył ważyć przyszła kolej na pakowanie książek do pudeł. Wyprowadzkę z tego miejsca planował już w czasach szkolnych, ale dopiero niedawno - dzięki uprzejmości Dumbeldore'a oraz swojej ciężkiej pracy - mógł zapewnić sobie dogodną rezydencję. Budowa Snape Manor rozpoczęła się dwa lata temu, a zakończyła na początku lipca, jednak Severus musiał poczekać z przeprowadzką.

Dwa skrzaty, które kupił nadal były zajęte sprzątaniem i dekorowaniem nowego domu, a on sam wolą zadbać o swoje kolekcje książek jak i drogocenne składniki do eliksirów.

W każdym razie. Te dziwne przeczucie trzymało się go cały dzień, aż w końcu około południa ktoś zapukał w jego drzwi. Mają nadzieję, że szybko spławi nieproszonego gościa użył swojego oschłego tonu i chciał szybko zamknąć drzwi jednak gość go zaskoczył, okazując się sławnym Wybrańcem. Bachor miał jeszcze czelność nazywać go wujkiem!

- Panie Potter, zapewniam Pana, że nie jestem...

- Owszem, jesteś! Nawet nie zaprzeczaj, wujku! - powiedział głośno, brunet.

- Co daje Ci prawo o tym sądzić?

- A takie, że pamiętam wszystko od moich urodzin. Każdy dzień. Nawet to ja próbowałeś mnie ululać, a ja jadłem twoje włosy. - końcówkę Harry wypowiedział bardziej do siebie, ale Severus i tak go usłyszał.

Snape nie wiedząc co odpowiedzieć zmienił temat. - Dlaczego jesteś tu sam? Gdzie byłeś przez ten czas?

- Martwiłeś się o mnie? - zapytał z uśmiechem młodszy czarodziej.

- Nie odwracaj kota ogonem, Potter. - warknął nauczyciel eliksirów. I ku irytacji Severus'a, zielonooki zaśmiał się i ponownie go przytulił. - Czy mogę w końcu dostać sensowne wytłumaczenie dlaczego i po co tu jesteś?

- Oczywiście, że tak, wujku Sev. - odpowiedział Chłopiec, Który Przeżył i nie patrząc na wściekłe spojrzenie starszego mężczyzny, usiadł na starej kanapie. - Jestem tu, ponieważ dostałem pozwolenie od profesora Dumbeldore'a.

- Dumbeldore? - powtórzył głucho, czarnooki. Albus nie uprzedzał go, że będzie miał nie gości. Chociaż znając dyrektora ma teraz niezły ubaw z jego zakłopotania. - Po co tu jesteś?

- Chciałem Cię poznać zanim zacznę uczyć się w Hogwarcie. - odparł, wzruszając ramionami. - I nie, nie chcę mieć żadnych ulg w szkole. Ale znając Ciebie, będzie jeszcze gorzej. - mruknął poważnie, Harry. Po czym zachichotał. - Zawsze powtarzałeś, że będziesz wymagał ode mnie jeszcze więcej, przez to, że jesteś moim chrzestnym.

- Skąd... - zaczął Severus, ale Potter znów mu przerwał.

- Czy od Draco też będziesz wymagał więcej? - spytał i spojrzał na swojego drugiego ojca chrzestnego. Snape miał nietypowy dla niego wyraz twarzy. Była to mieszanka zdezorientowania i pytań, które w coraz to większej ilości kłębiły się w jego głowie. - Chociaż, on pewnie już ma za sobą podstawy.

W tej chwili, zielonooki zdał sobie sprawę, że teraz również nie zna podstaw Eliksirów. Przeklną w myślach. Pierwsze co zrobi po powrocie z domu, to przeczyta podręcznik z pierwszego roku. Poszuka też książek dla dzieci, które na pewno kurzyły się w bibliotece Black'ów. Nie chciał by jego lekcje eliksirów wyglądały tak jak w poprzednim życiu. Właściwie to, czemu by nie zostawić Snape'a z tymi pytaniami. Wybraniec powstrzymał chichot, i ruszył do drzwi. Otworzył je, lecz zanim wyszedł, dodał.

- Wiem, że nadal musisz udawać, że jesteś po stronie Voldemorta. Dlatego wiedz, że rozumiem czemu będziesz udawał niechęć do mnie. - spojrzał przez ramię, a blask z jego oczu zniknął i Severus zdał sobie sprawę, że są bardzo podobne do Albus'a. Oczy kogoś, kto przeżył już swoje i chcę zaznać spokoju. - Już niedługo, wujku Sev. Już niedługo będziesz wolny.

Wyszedł, zostawiając za sobą Postrach Hogwartu. Profesor usiadł ciężko na ulubiony fotel, nie wiedząc co myśleć.