Początek roku szkolnego nadszedł szybciej niż Harry by się tego spodziewał. Razem z Dumbeldore'em zdołali znaleźć i zniszczyć pierścień Guant'ów oraz Nagini. Mimo że wąż był trudnym przeciwnikiem do pokonania, to zdołali ją zabić. Dyrektor tym razem nie został potraktowany klątwą i jego ręka nadal była cała i zdrowa.

Na Peron 9 i 3/4 został odprowadzony przez swojego ojca chrzestnego i Remus'a Lupin'a. Gdy tylko przeszli przez filar dookoła nich rozbrzmiał większy hałas niż na mugolskim peronie. Harry co raz słyszał szepty i kątem oka zauważał jak ludzie wskazują na nich. Jednak nie zwracali na to uwagi. Dumnym krokiem podeszli bliżej wagonu, który z opowieści Syriusza zajmowali Hunctwoci. Właściwie to nie wagon, a pojedynczy wagon z sześcioma miejscami.

- Wiesz, szczeniaku... - zaczął Black. - To twój tata powinien być tu teraz razem z twoją mamą. James zapewne szeptał by Ci pomysły różnych psot na ucho, a Lily swoim wyniosłym głosem mówiłaby byś dobrze się uczył i znalazł przyjaciół.

- Nie zapomnij, Syriuszu, że Lily również by zdzieliła Rogacza po głowie za te pomysły. - zaśmiał się smutno Remus.

- Masz racje! - przytaknął mu czarnowłosy. - Nie możemy ich zastąpić, Harry. Ale postaram się być najlepszym ojcem chrzestnym i to właśnie ja mam zamiar dać Ci parę wskazówek na temat psot.

- A ja będąc tym rozsądniejszym powiem byś dobrze się uczył i znalazł przyjaciół. Ale pamiętaj by dobrze się bawić.

Młody Potter patrzył przez krótki moment oniemiały na przyjaciół swojego ojca, by po chwili wybuchnąć śmiechem. W jego oczach pojawiły się łzy, które szybko zaczęło spływać po jego różowych policzkach. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. W końcu poczuł jak to mieć kochającą rodzinę i musiał przyznać iż było to wspaniałe uczucie. Podszedł bliżej do dwóch mężczyzn, którzy zmienili jego życie na lepsze i przytulił ich. Choć musiało wyglądać to komicznie, biorąc pod uwagę jego krótkie rączki próbujące objąć dorosłych facetów jednocześnie.

- Dziękuję. - wyszeptał. - Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele to dla mnie znaczy.

- W porządku! - zaśmiał się Syriusz. - Nie będziemy przecież płakać. Jesteśmy facetami. - mruknął już ciszej, wycierając pojedynczą łzę. - Pisz do mnie, baw się i szalej, a przede wszystkim bądź sobą!

- Tak zrobię, Syri. - zachichotał, Potter. Po czym kątem oka zobaczył jak zbliża się do nich pewna blond włosa rodzina. Black podążając za wzrokiem chrześniaka również obrócił się w tamtą stronę. Jego twarz przybrała obojętną maskę.

- Syriuszu... - zaczęła Narcyza, z lekkim uśmiechem na ustach. - Miło Cię znów widzieć, wyglądasz fantastycznie.

- Cyziu, piękna jak zawsze. - odpowiedział czarnowłosy, składając delikatny całus na wierzchu dłoni kobiety. Narcyza Malfoy, była jego drugą ulubioną kuzynką zaraz po Andromienie. Chociaż z okresu przed Hogwartem spędzali ze sobą najwięcej czasu. Głowa rodu Black spojrzała na wysokiego mężczyznę i skinęła krótko głową w jego stronę. - Malfoy.

- Black. - Lucjusz odpowiedział tym samym. Zdawał sobie sprawę iż jego żona bardzo lubiła swego kuzyna i nigdy nie powiedziała na niego złego słowa.

Harry mimo iż zdawał się być zszokowany dziwnym przejawem uprzejmości względem siebie, to nie dał po sobie tego poznać. Zamiast tego spojrzał na Dracon'a, który również się mu przypatrywał. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.

- Witaj, Draco.

- Dobrze Cię widzieć, Harry. - wymienili ze sobą krótkie przywitanie i zanim zdołali powiedzieć coś więcej, znów głos zabrał Syriusz.

- Narcyzo, Lucjuszu, chciałbym wam przedstawić mojego chrześniaka. - odparł Black. - Harry, poznaj Narcyzę, moją kuzynkę oraz jej męża Lucjusza. Ich syna chyba już nie muszę Ci przedstawiać.

- Miło mi państwa poznać. - zielonooki dygnął lekko, jak przystało na chłopca urodzonego w dobrej rodzinie. - Walburga wiele mi o was opowiadała.

- Ah, tak. - zaczął były wiezień Azkabanu. - Portret mojej matki bardzo upodobał sobie Harry'ego. Nie uwierzysz, Narcyzo ale gdy ostatnio Harry źle się czuł, była tak bardzo zmartwiona jak wtedy gdy cała nasz piątka zachorowała na smoczą ospę.

- Oh! Rzeczywiście musiała Cię bardzo polubić, Harry. - zaśmiała się Pani Malfoy. Przez myśl zielonookiemu przeszło, że w poprzednim życiu nie widział nigdy by ta kobieta się choćby uśmiechnęła.

- Nie chcę wam przerywać, ale chyba to czas by dzieci udały się do pociągu. - odezwał się Remus, patrząc z delikatnym uśmiechem na zebranych.

- Racja. - przyznał Pan Malfoy. - Słyszałem, że został Pan nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią.

- Owszem. - przyznał wilkołak. - Czy ma Pan z tym jakiś problem?

- Ja osobiście nie. - odpowiedział, widząc wzrok swojej żony.

- W takim razie, udam się już do przedziału nauczycieli. - po czym obrócił się w stronę czarnowłosego. - Do zobaczenia, Siri.

- Będę czekać na listy, Remi. - zaśmiał się Black. - Miej oko na Harry'ego.

- Będę mieć nawet dwa. - zażartował Lupin, odchodząc.

Syriusz spojrzał na swojego chrześniaka. Nie mieli za dużo czasu by poznać siebie tak jakby tego chcieli, ale czuł, że między nimi pojawił się nić porozumienia i miał nadzieję iż zdoła pogłębić je w przyszłości. Miał zamiar zaopiekować się synem swojego najlepszego przyjaciela jak tylko mógł i nie zamierzał go opuszczać.

- Postaraj się trzymać kłopoty z dala od siebie, szczeniaku.

- Przecież wiesz, że to one same mnie znajdują. - zachichotał, Harry.

- Jasne, jasne. - Syriusz przytulił mocno zielonookiego i złożył na jego czole delikatny całus. Potter poczuł, że znów w kącikach jego oczy zbierają się łzy. Zdawał sobie sprawę, że musiał zginąć by doświadczyć tego cudownego uczucia. Gdy Harry odszedł kawałek, by dać swoje walizki dla tragarza Black zwrócił się do dziecka swojej kuzynki. - Wydajesz się mieć głowę na karku, dzieciaku. Proszę byś miał na oku tego tam, chłopca z blizną.

- Nie musisz się o nic martwić, wuju. - powiedział poważnie Draco. - Będę go pilnować by nie robił żadnych głupstw.

- Tego właśnie oczekiwałem. - zaśmiał się, czarnowłosy i ku zdziwieniu dwóch blondynów i jednego rozczulonego uśmiechu Narcyzy przytulił młodego Malfoy'a. Pani Malfoy poczuła niemałą ulgę, wiedząc iż jej kuzyn zaakceptował jej syna. - Dbaj również o siebie.

- Ej, nie jestem małym dzieckiem. - oburzył się Harry, podchodząc do zebranych. Gdzieś w oddali zauważył rudowłosą rodzinę i choć nadal lubił ich członków i nigdy nie zapomni wyrazów ich twarzy gdy zginął Fred. Dlatego też wolał ich unikać. Złapał swojego rówieśnika za rękę i żegnając się ze starszymi, szybko wsiedli do wagonu.

- Widocznie gdzieś mu się śpieszyło. - odparł chłodno, Lucjusz.

- Albo przed kimś uciekał. - westchnął, Syriusz. Sam również zobaczył rodzinę Weasley'ów i już wcześniej zastanawiał się dlaczego Potter ich nie tolerował.

Narcyza widząc zaciekawioną minę swego męża, postanowiła szybko zmienić temat. - Czy macie już plany na święta, Syriuszu?

- Razem z Harry'm planowaliśmy spędzić je w swoim gronie. - odparł były więzień, we trójkę ruszyli do wyjścia. - To pierwsze święta Harry'ego. Chciałbym by miał jak najlepsze wspomnienia.

- Pierwsze? - dociekał się, Lucjusz.

- Wybacz, Malfoy. Ale to nie jest rozmowa, którą można odbyć w tym miejscu.

- Czy chcielibyście odwiedzić nas w drugi dzień świąt? Cała wasz trójka. - spytała, była Panna Black zanim jej mąż mógłby drążyć dalej. Czasami jego ciekawość mogłaby się równać tej Gryfonów.

- Z chęcią przyjmę Twoje zaproszenie, Cyziu. - odpowiedział Black. - Czy Draco mógłby z nami spędzić pierwszy tydzień ferii zimowych? Myślę, że Harry będzie wniebowzięty.

- Ależ oczywiście, Syriuszu.

- Cieszę się, że się zgadzamy. - zaśmiał się animag. Tyle razy był świadkiem gdy jego rodzice wymieniali w ten sposób uprzejmości, a także jak zapraszali przyjaciół Regulusa do siebie na święta lub oni byli wysyłani do innych na wakacje zimowe.

Tymczasem Harry i Draco znaleźli wolny przedział. Oboje milczeli przez kilka minut, co raz zerkając na siebie. W końcu Malfoy nie wytrzymał.

- To było dziwne. - zaczął. - Nigdy nie widziałem matki tak uśmiechniętej. No może, gdy wypowiedziałem swoje pierwsze słowo.

- Walburga dużo mi opowiadała do twojej mamie. Razem z Syriuszem byli najlepszymi przyjaciółmi zanim trafili do różnych domów.

- Ojciec raczej nie jest zadowolony. - mruknął blondyn. Potter w sumie się tego nie dziwił. Śmierciożerca oraz członek Zakonu Feniksa w przyjaznych stosunkach, śmiechu warte. Wybraniec miał cichą nadzieję, że po pokonaniu Voldemorta Mroczne znaki zniknął. Pomogłoby to nie tylko Severusowi ale też i ojcu Draco.

- A czego oczekiwałeś? Przecież to Ślizgon przeciwko Gryfonowi. - zaśmiał się zielonooki, wybierając proste i lżejsze wyjaśnienie.

- Racja. - przytaknął ze uśmiechem szarooki. - Jak myślisz w jakim domu będziesz?

- Bez różnicy. - odparł Chłopiec, który przeżył, wzruszając ramionami. Taka była prawda. Nie liczyło się w jakim domu był.

- Ja na pewno... - zaczął Malfoy, ale przerwało mu gwałtowne otworzenie drzwi. W których stanęła mała Pansy Parkinson, Blaise Zabini oraz Crabbe Vincent oraz Gregory Goyle.

- Tu jesteś! - prawie, że wykrzyknęła dziewczyna. Właściwie, Harry uznał, że jej głos przypominał skrzek kaczki. - Wszędzie Cię szukaliśmy.

- Cały czas tu byłem. - burknął znużony, blondyn. Odkąd dziewczyna dowiedziała się, że może zostać jego żoną nie dawała mu spokoju. Nie zwracała uwagi na pogłoski iż jego rodzina przypieczętuje unię z rodziną Greengrass'ów. Co cieszyło chłopca bardziej, gdyż Astoria była o wiele interesującą towarzyszką niż Pansy, mimo iż była od niego młodsza.

- Daj spokój, Draco. - zachichotała czarnowłosa, siadając bardzo blisko swojego obiektu westchnięć. Dopiero po chwili zauważyła, że naprzeciwko siedzi ktoś jeszcze. Spojrzała na bruneta pogardliwie. - Kim jesteś?

Potter wzruszył tylko ramionami. Nie patrząc nawet na zebranych. Jego wzrok był skierowany na krajobraz za oknem. Parkinson rzuciła mu wściekłe spojrzenie, po czym skierowała swój pytający wzrok na Draco.

- Jeśli nie chcę Ci powiedzieć, to ja tym bardziej Ci nie powiem. - powiedział poważnie Malfoy.

Trójka chłopców rozsiadła się na wolne miejsca. Crabbe wyjął z kieszeni trzy czekoladowe żaby i spojrzał pytająco na innych. Draco i Blaise cicho odmówili i podziękowali. Goyle zabrał jedną z nich, od razu wpychając słodycz do usta. Czarnowłosa dziewczyna pokiwała przecząco głową, nadal mając na twarzy okropny wyraz. Za to Harry przyjął ofiarowaną żabę, oddając Vincentowi kartę z Grindewaldem.

- Matka zapewne zaprosiła Ciebie i wuja na święta. - ponownie zaczął Draco, przerywając dziwną atmosferę.

- Hmm, Syriusz pewnie przyjmie je z otwartymi ramionami. - powiedział z uśmiechem, Wybraniec.

- Tak myślisz?

- Jestem tego pewny. Nie odmówił by twojej mamie.

- Pewnie masz racje. - zamyślił się, szarooki.

Znów między nimi zapanowała cisza. Potter pogrążył się w swoich myślach. Ile czasu zajmie im pozbycie się Voldemorta? Co jeśli ta rzeczywistość była inna i trzeba by było znaleźć inne środki na powstrzymanie czarnoksiężnika? Jak na razie wszystko układało się zbyt pięknie by było prawdziwe. Harry aż za dobrze znał te uczucie. Dlatego postanowił trzymać się na baczność i mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

Do końca podróżny Potter nie odezwał się ani razu. Pogrążony w swoich przemyśleniach, nie zwracał uwagi na zmartwione spojrzenie Draco, ani wściekłych gromów jakie rzucała w jego stronę Pansy, zaciekawionych i krótkich spojrzeń Blaise'a. O dwóch pozostałych pasażerach nie wspominając, gdyż Ci byli zajęci zajadaniem się słodkościami odkąd przejechał wózek z jedzeniem.

Przepłynięcie rzeki było dla Harry'ego równie ekscytujące co za pierwszym razem. Jednie co było inne to brak strachu przed Profesor McGonagall i nieznanym światem, gdzie znał go już bardzo dobrze. Jedynym szokiem dla niego, jak i pewnie dla pozostałych była decyzja Tiary Przydziału. Która pewnym głosem wykrzyknęła coś, czego się nie spodziewał.

Jego czarny krawat zmienił barwę na niebieską, a godło Hogwartu przedstawiało teraz kruka. Nie dając po sobie poznać, ruszył z lekkim uśmiechem w stronę swojego nowego stołu.