To ostatni rozdział, który udało mi się napisać. Kolejny będzie w następnym tygodniu, przynajmniej się postaram

Czekam na wasze komentarze! To dodaje mi się motywacji :D

Zaskakujące było to, jak dobrze czuł się wśród Krukonów. W pokoju wspólnym nie panował gwar, tylko przyjemny spokój. Oczywiście, to nie tak, że wszyscy siedzieli z nosem w książkach jednak każdy doceniał ciszę. Czterech szóstorocznych grało w kącie w Eksplodującego Durnia i choć to była głośna gra, nie było słychać wybuchających kart. A wszystko dzięki zaklęciu wyciszającemu. Proste i skuteczne, choć nigdy on ani jego byli koledzy z dormitoriom nie zwracali uwagi na potrzeby innych. Nikt w sumie nie zwracał na nich uwagi.

Harry siedział sam w pojedynczym fotelu, z którego miał doskonały widok na cały pokój wspólny. Zadziwiające było to, iż szybko się przystosował do panującej tu atmosfery. Zasady panujące były proste i dawały wiele swobody uczniom z domu Ranveclaw. Profesor Flitwick zapowiedział spotkania, gdzie będzie przez jakiś czas w Pokoju Wspólnym i pomagał w pracach domowych.

To również się różniło od Gryffindor'u, gdzie McGonagall, pełniąca też funkcję wicedyrektora nie miała czasu na takie zajęcia i to prefekci zazwyczaj pomagali młodszym.

Z pozostałymi domownikami nie miał raczej problemu, po dwóch dniach przyzwyczaili się do jego towarzystwa, a gdy jeszcze zauważyli, że Potter jest zwyczajnym uczniem bez wybujałego ego - stracili nim zainteresowanie.

Następnego dnia, po uczcie powitalnej zielonooki wysłał list do Syriusza z wiadomością w jakim domu jest. Jeszcze nie dostał odpowiedzi i zaczynał mieć wątpliwości czy Łapa się na nim nie zwiedzie. Remus oczywiście był bardzo szczęśliwy z przydziału swojego przyszywanego chrześniaka. Gdy minęła pierwsza lekcja OPCM'u, Lupin zatrzymał go na chwilę i wyraził swoje zadowolenie oraz skomentował to w sposób, iż Chłopiec, który przeżył nie wpadnie w większość kłopotów jakoby był Gryfonem.

Siedząc tak w fotelu i rozmyślając o minionych dniach, Harry nie zauważył jak mała sówka leciała w jego stronę. Dopiero gdy usiadła na oparciu fotela i dziobnęła go w ucho, wrócił do rzeczywistości. Z uśmiechem na twarzy, odwiązał mały rulonik przyczepiony do jej nóżki. Gdy tylko to zrobił, sowa odleciała. Wzruszywszy ramionami, chłopiec rozwinął list.

Wejście do Wielkiej Sali o 14.

D.M

Krukon rzucił szybkie spojrzenie na zegar wiszący w pokoju i udał się do swojego dormitorium, które dzielił z Terry'm Boot'em, Michael'em Corner'em oraz Anthony'm Goldstein'em. W poprzednim życiu, znał ich dzięki spotkaniom Gwardii Dumbeldore'a.

Gdy wszedł do sypialni, nie było w niej nikogo. Także zabrał z łóżka czarny sweter i naciągnął go na białą koszulę. Różdżkę schował do pojemnika, przymocowanego zaklęciem do nadgarstka. Było to bardzo praktyczne i wygodne.

Wychodząc z pokoju wspólnego, minął się z paroma osobami, których kojarzył z twarzy. Dotarcie pod Wielką Salę zajęło mu pięć minut, dzięki temu iż schody nie zrobiły mu żadnych figli. W umówionym miejscu czekał na niego już Malfoy.

- Potter-Black? - spytał na wstępie blondyn, łapiąc i ciągnąć przyjaciela w stronę wyjścia z zamku.

- Um, no tak. - odparł speszony brunet. - Syriusz nie dał mi nawet wyboru.

- Oj, już się nie tłumacz. - zaśmiał się Ślizgon. - Ale żebyś zobaczył minę Parkinson.

- Dlaczego?

- Wiesz, odkąd się dowiedziała, że może zostać moją żoną - co wcale nie jest prawdę to zaczęła za mną łazić. Ale teraz gdy jesteś Ty może się przyczepić do Ciebie. Tak słyszałem.

- Uh, daj spokój. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. - wzdrygnął się Potter. Razem z Draco dotarli do niskiego drzewka nad brzegiem jeziora.

- Wiesz, byłem trochę zaskoczony twoim przydziałem.

- Zapewne nie Ty jeden. - westchnął zielonooki.

- Nie jest źle. To i tak lepiej niż byś był Gryfonem. - zachichotał blond włosy pierwszoroczny.

- Masz coś do Gryfonów, Malfoy?! - piskliwy głos rozbrzmiał nad nimi, przez co szybko zerwali się na nogi. Przed nimi stał Ronald Weasley razem z Dean'em i Seamus'em.

- Pewnie to samo co, Ty Weasley do Ślizgonów. - odpowiedział spokojnie szarooki. Harry spojrzał zdziwiony na przyjaciela. Draco z jego poprzedniego życia rzucił by już klątwę a nie tracił czas na spokojnie dyskusje.

- Chcesz przez to powiedzieć, że Ron jest uprzedzony? - powiedział głośno Dean, przez co Weasley zaczerwienił się jeszcze bardziej. Harry duże znał wyraz twarzy, dlatego westchnął głośno co zwróciło uwagę pozostałych chłopców.

- Czy wy macie po siedem lat? - spytał Potter i widząc, że pozostali chcą już coś powiedzieć, burknął. - To było pytanie retoryczne. Nie chcę się z wami kłócić.

- Jesteś inny niż mówili, Potter. - mruknął posępnie Dean. - Ron nam opowiadał, że odwiedziłeś go w wakacje. Inaczej sobie Ciebie wyobrażałem.

- Tak już bywa, gdy wierzysz we wszystko co mówią. - powiedział chłodno, zielonooki. - Ślepa wiara w coś lub kogoś może doprowadzić was do zguby.

Spojrzał jeszcze raz po chłopcach z Gryffindoru. To, przez co przeszedł w poprzednim życiu wiele go nauczyło. Wyminął Gryfonów i ruszył z powrotem do zamku. Draco podążył za nim.

- A skąd Ty możesz to wiedzieć?! - krzyknął za nim Ronald.

Harry zatrzymał się na moment. Wspomnienia z ostatniej bitwy oraz słowa rudego chłopca powróciły ze zdwojoną siłą. Szybko jednak się z nich otrząsną i ruszył przed siebie.

- Wszystko w porządku, Harry? - spytał niepewnie Malfoy.

- Tak jest okey, Draco. - uśmiechnął się delikatnie. - Obiecaj mi, że będziesz ignorował Weasley'a. Nie ma sensu walczyć z kimś, kto tak naprawdę nie ma pojęcia o co walczy.

- Słowa godne Ślizgona, Panie Potter. - oschły głos rozbrzmiał przed nimi. W drzwiach zamku stał Severus Snape.

- Dziękuję, profesorze. - uśmiechnął się szeroko, Wybraniec. - W Pana ustach brzmi to jak komplement.

- Może nim właśnie był?

- Jeśli był, w takim razie przyjmę go z dumą. - zachichotał, Potter. - Pójdę już. Do widzenia, Profesorze. Draco.

Szybkim krokiem ruszył w stronę Wielkiej Sali, a w niej usiadł przy stole Krukonów obok Cho Chang. Azjatka uśmiechnęła się do niego, co odwzajemnił. Gdy tylko pojawiło się na stole jedzenie, nałożył sobie małą porcję.

Kolejny tydzień przywitał wraz z lekcją eliksirów, którą miał co najdziwniejsze ze Slytherin'em. Gdy Harry wraz z innymi wszedł do sali i usiadł w drugiej ławce, dzięki czemu miał lepszy widok na tablicę. Z prawej strony, obok niego usiadł Draco, a z drugiej zanim krzesło zdążyła zająć Pansy usiadł Terry. Czarnowłosa Ślizgonka fuknęła głośno, ale widząc minę swojego Opiekuna Domu przesiadła się ławkę dalej, zajmując miejsce obok Milicenty.

- Witam was wszystkich na lekcji eliksirów. - powiedział chłodno. - Jesteście tutaj by nauczyć się jak ważną dziedziną są eliksiry. Nie będę tolerował głupiego wymachiwania różdżką, a tym bardziej żartów w mojej klasie. To czy docenicie ten przedmiot zależy od was samych.

Następna część lekcji minęła wręcz spokojnie. Snape tłumaczył same podstawy i co będą ważyć na pierwszym roku. A przede wszystkich, obyło się bez żenujących i karcących komentarzy w stronę Gryfonów. Harry zastanawiał się czy na lekcjach Krukonów z Puchonami również tak było. Pod koniec zajęć Mistrz Eliksirów spojrzał po klasie, a jego czarne oczy zatrzymały się na Chłopcu, Który przeżył. W środku Harry westchnął ciężko, w końcu musiało do tego dojść. Wybraniec miał dziwne wrażenie, że nauczyciel od początku roku bacznie mu się przygląda a jego wzrok był niemal oceniający.

- Potter. - zaczął. - Co mi wyjdzie, jeśli dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?

- Wywar Żywej Śmierci, sir. - odparł niewzruszony chłopak. Ha, tym razem zielonooki był przygotowany. Wiedza, mimo że znikoma z poprzedniego życia świtała mu z zakątkach umysłu, ale także Wybraniec poczytał trochę przed tą lekcją.

- Niech będzie. A gdzie będziesz szukał, jeśli ci powiem, żebyś znalazł mi bezoar?

- W żołądku kozy, sir.

- Dobrze. Dziesięć punktów dla Gry... Ranveclaw'u. - przejęzyczenia profesora nie dało się pominąć, ale każdy milczał.

Zanim mogło zadziać się coś bardziej kompromitującego, lekcja się skończyła. Zestresowany pierwszy rok dosłownie wylał się z sali, zostawiając Potter'a i Malfoy'a na tyłach. Każdy bał się, że Postrach Hogwartu spyta ich o coś, czego nie wiedzą.

- Potter. Przyjdź do mnie w piątek po kolacji.

- W porządku, panie profesorze.

Z kolejnymi zajęciami Potter nie miał żadnych problemów. Mimo, że Transmutację, którą miał z Gryfonami i czuł wrogie spojrzenia Weasley'a oraz Dean'a i Seamus'a to nie przejął się nimi za bardzo. Naprawdę lubił ród rudowłosych, ale ich reakcja po śmierci Fred'a bardzo go bolała, zwłaszcza gdy uważał i czuł się jak członek tej rodziny a oni potraktowali go jako narzędzie. Broń do zabicia Voldemorta. Nie zamierzał pozwolić by skrzywdzono go po raz drugi.

Podczas kolacji, Harry dostał list od Syriusza. Z lekką obawą otworzył go przed nałożeniem sobie jedzenia na talerz.

Szczeniaku,

Przepraszam, że nie odpisałem od razu. Ale powrót do rzeczywistości przysporzył mi wiele pracy w MM, o których zapewne dowiesz się jutro z Proroka Codziennego. Nie powiem Ci o co chodzi, ale widz, że niektórzy mogą być z tego powodu zadowoleni.

Mimo początkowego szoku, związanego z twoim przydziałem jestem z Ciebie mega dumny! Nigdy w to nie wątp, mały. Lily była by zachwycona i pewnie jest tam w górze, że jej syn okazał się małym, mądrym skubańcem! Możesz wynieść wiele korzyści będą w Ranveclaw'ie. Bo go by podejrzewał Krukona o robienie psikusów. Oni zawsze wyglądali na nudziarzy... Ops, nie bierz tego do siebie, Harry.

Uważaj na siebie, rób żarty i wpakuj się w jakieś kłopoty!

ps. Nie mów tego dla Remus'a.

Syriusz.

Z ulgą wypisaną na twarzy, zielonooki złożył starannie list, chowając go do kieszeni. Z uśmiechem zaczął nakładać sobie jedzenie.

- Dobre wieści? - spytał delikatny głos z jego prawej.

- Tak. - zachichotał.

- To dobrze. - uśmiechnęła się promiennie Azjatka. - Cho Chang.

- Harry Potter, ale to już pewnie wiesz. - odpowiedział, Wybraniec. Jeśli miał zacząć nowe życie, od tego też miałby zacząć.

- Tak. Nie łatwo Cię przegapić.

- Przepraszam?

- Uh, wybacz. Chodzi mi o twoją bliznę. - mruknęła nieśmiało czarnowłosa.

- Ah, nic się nie stało.

- Co sądzisz o Quiddiczu? - spytała, zmieniając temat za co Potter w głębi duszy jej podziękował.

- Kocham latać. - uśmiechnął się. - Mam zamiar startować w przyszłym roku do drużyny.

- Oh, to cudownie! Ja idę w tym roku na eliminację, mam nadzieję, że się dostanę.

- Na pewno sobie poradzisz.

- Dzięki. Wiele to dla mnie znaczy. - jej policzki zrobiły się różowe, a wzrok spadł na talerz.

- Mogę to zrozumieć.

- Mój tato bardzo kocha Quiddicz'a. Jeśli się dostanę to będzie ze mnie dumny.

- Wiesz, że pewnie jest dumny z Ciebie nawet bez tego.

- Masz rację, ale lubię gdy mnie chwali. - zachichotała Krukonka.

- Jak każdy.

Rozmowa skończyła się wraz z zjedzeniem przez Harry'ego kolacji. Pożegnał się z Cho i ruszył do biblioteki by wypożyczyć parę książek na temat Starożytnych Run. Wiedział, że będzie mógł wybrać ten przedmiot dopiero na trzecim roku ale gdy zobaczył wczoraj u jednego ze czwartorocznych jeden z tematów, które zaczęli przerabiać w tym roku to bardzo go to zainteresowało. Już wiedział, że nie ma zamiaru wybrać Wróżbiarstwa na trzecim roku. Raz popełnił ten błąd i to w zupełności wystarczy.

W Bibliotece siedziało kilka osób w różnym wieku. W tym Hermiona Granger. Miał trochę wolnego czasu, więc gdy tylko zdobył te egzemplarze, które go interesowały podszedł do bujnowłosej dziewczyny.

- Hej, mogę się dosiąść? - spytał szeptem, kątem oka zwracając uwagę czy Pani Princ nie rzuca w jego stronę gromów. Jednak ta siedziała, zaczytana w jakąś książkę.

Gryfonka zaskoczona jego pytanie uniosła wysoko głowę, patrząc na niego dziwnie.

- Tak. - szepnęła, po czym znów wsadziła nos w książkę.

Harry wzruszywszy ramionami, przysiadł się i zajął się pierwszą książką, mówiącą o podstawach Run. Po godzinie czytania, wyczuł oceniający wzrok Granger.

- Coś się stało? - spytał, spoglądając na dziewczynę.

- Dlaczego się do mnie przysiadłeś? Przecież jest tyle wolnym stołów. - szepnęła, nerwowo spoglądając w stronę bibliotekarki.

- Niby tak, ale wyglądasz na osobę lubiącą ciszę a ja lubię z kimś posiedzieć jak czytam. - uśmiechnął się delikatnie. - Harry Potter.

- H...Hermiona Granger. - wyjąkała dziewczyna, przyjmując jego dłoń.

- Miło mi poznać. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi.

- Przy... przyjaciółmi?! - wykrzyknęła, po czym szybko zakryła sobie usta i wybiegła z pomieszczenia.

Otępiały Harry, spojrzał przepraszająco na straszą kobietę i zabierając książki dziewczyny oraz swoje poszedł jej szukać. Dzięki pomocy portretom, znalazł Gryfonkę w łazience Jęczącej Marty.

- Jaka ja byłam głupia! Zaproponował mi przyjaźń, a ja uciekłam. Teraz nie będzie mnie chciał znać. Uzna, że jestem dziwna. - szeptała głośno dziewczyna, na co chichotał duch dziewczyny zamieszkującej tą łazienkę.

- Jeśli mówisz o chłopcu z Ranveclaw'u to właśnie tu stoi i czeka aż przestaniesz się mazać. - zaśmiała się głośno Marta, po czym zanurzyła się w jednej z toalet, przy czym było słychać charakterystyczny plus wody.

- Um, Hermiono... Przyniosłem twoje książki. - powiedział skrępowany Harry. - Jeśli... jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to po prostu je tu zostawię i ...

- Nie! - krzyknęła, z rozmachem otwierając drzwi od kabiny. - Ja, przepraszam. Nikt nigdy nie chciał się ze mną przyjaźnić.

- Nic się nie stało. - uśmiechnął się delikatnie Harry. Oczy Hermiony były zaczerwienione a włosy w jeszcze większym nieładzie niż wcześniej. - Ja niedawno znalazłem przyjaciół. Zawsze byłem sam.

- Jak to? Przecież jesteś Harry'm Potter'em!

- Cóż, sława to nie wszystko, prawda? -mruknął oschle.

- Przepraszam, nie powinnam tego mówić.

- Nic się nie stało. - spojrzał na zegarek, który dostał od Remus'a. - Wracajmy lepiej już do swoich domów. Jest już po dwudziestej.

- W porządku. - przytaknęła, zabierając od niego swoje książki. - Czy...

- Może spotkamy się jutro przed obiadem? Nie chciałabyś zjeść ze mną przy stole Krukonów?

- Bardzo chętnie. - odpowiedziała po chwili wahania. - Dziękuję.

Oboje rozeszli się w stronę swoich dormitoriów. Hermiona Granger pierwszy raz od początku roku szkolnego szła z szerokim uśmiechem na twarzy, a Harry odczuł niemałą ulgę, wiedząc, że to początek odzyskiwania starej przyjaźni.

Poszedł do łóżka spać z myślą, że wszystko się ułoży.

Zapomniawszy o jutrzejszej niespodziance Syriusza, odpłynął do krainy Morfeusza.