Nie zwracajcie uwagi, jak zdania będą bez ładu i składu. Kiedyś je poprawie, obiecuję :D I błędy też.
Śniadanie w Wielkiej Sali jak zwykle było głośne dzięki Gryfonom. Ślizgoni pokazywali swoje doskonałe maniery, nawet Crabbe i Golye wiedzieli jak używać sztuców mimo, że na stole Slytherinu było ich znacznie więcej niż na pozostałych domach. Puchoni, jak to oni żyli we własnym świecie, patrząc na wszystko przez różowe okulary. Natomiast przy stole Krukonów, no cóż o dziwo nikt nie czytał książki. Za to praktycznie każdy uczeń wpatrywał się w jednego ucznia, który wyróżniał się swoją blizną na czole.
Harry Potter patrzył z niedowierzaniem na pierwszą stronę Proroka Codziennego. A dokładniej...
BELATRIX LESTRANGE JUŻ NIE BLACK'IEM!
Dzisiejszego ranka głowa Szlachetnego Rodu Black wydziedziczył obecnie znajdującą się w Azkabanie Belatrix Lestrange. Syriusz Orion Black publicznie wydziedziczył swoją kuzynkę, komentując tylko iż kobieta przynosi wstyd rodzinie. Cały dobytek, który Pani Lestrange posiadała - łącznie z majątkiem rodu Lestrange został skonfiskowany i przeznaczony na rzecz Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart ( dalsza część str. 23). ...
To nie koniec szokujących wiadomości. Andromeda Tonks, młodsza siostra Belatrix oraz starsza Narcyzy Malfoy ponownie wcielona do rodu Black! ...
(Zbrodnie Lsstrange str. 10)
( Historia rodziny Black str. 17)
Harry nie czytał wszystkiego, w oczy rzucał mu się tylko pierwsze oraz ostatnie linijki. Przez myśl mu przeszło, że Syriusz miał rację, mówiąc iż był zajęty. W gazecie znajdowało się również zdjęcie z Azkabanu Belli, całej rodziny Tonks'ów oraz Malfoy'ów. Na nieszczęście Harry'ego, jego zdjęcie też się tam znajdowało.
Potter westchnął cicho i odsunąwszy od siebie talerz wstał od stołu. Musiał się gdzieś zaszyć dopóki uczniowie zajmą się innymi sprawami. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić a do rozpoczęcia pierwszych zajęć została mu godzina. Gdy wychodził z Wielkiej Hali kątem oka spostrzegł, że Draco również wstaje a za nim niestety podążała Pansy. Przystaną przy drzwiach i czekał.
-Nie mam ochoty Ci się tłumaczyć, Draco. - odparł, widząc jak blondyn otwiera usta by coś powiedzieć.
- No weź, Harry. Powiedz tylko czy spodziewałeś się tego? - spytał z nadzieją, Ślizgon.
- Nie. - mruknął i ruszył w stronę swojego pokoju wspólnego. Malfoy ruszył za nim.
- Ojciec będzie zadowolony. Nie tylko Hogwart dostanie lepsze wyposażenie ale też nie ma już powiązania z ciotką Bellą. Zawsze opowiadał, że za nią nie przepadał.
- Czy Ty myślisz, że naprawdę to mnie interesuje? - spytał zielonooki, stając.
- Jesteśmy kuzynami, Harry. - powiedział pewnie, blond chłopiec. - Mógłbyś się trochę tym zainteresować.
- Każdy szanujący się dziedzic szlachetnego rodu powinien znać swoje drzewo genologiczne. - odezwała się Pansy, po raz pierwszy.
- Nie wiem czy pamiętasz, Parkinson ale jestem półkrwi. - powiedział z uśmiechem. I naprawdę Harry czuł się rozbawiony i niemal zachichotał jak do dziewczyny dotarło co powiedział.
- Myślałam...
- Widocznie Ci to nie wychodzi. - burknął Potter, którego wzrok znów padł na Malfoy'a. - Porozmawiamy później.
Harry sam nie wiedział czemu zachował się w taki a nie inny sposób. Cieszył się z takiego obrotu sprawy a przecież nie musiał zachowywać się jak jakiś dupek, za przepraszaniem i wyładować swoją złość na Draco. Ślizgon miał prawo zadawać pytania.
Zielonooki zaszły się w swoim pokoju na pewien czas by szybko naskrobać list do swojego ojca chrzestnego. Nie zapomniał o dzisiejszych lekcjach, które w tym życiu wydawały się mu znacznie ciekawsze niż wcześniej. Chyba, że bycie Krukonem do czegoś zobowiązuje.
Pierwsze zajęcia jakie dziś miał to Opieka nad Magicznymi Stworzeniami, które prowadził Hagrid wraz z pomocą profesor Grubbly - Plank. Pół olbrzym pokazywał jak obchodzić się ze stworzeniem a profesor wykładała ciekawostki i różne opowieści na temat danego zwierzęcia.
Dziś akurat omawiali Psidwaki. Każdy z uczniów dostał małego psa z dwoma ogonami. Były to bardzo słodkie szczeniaczki, jednak słuchając uważnie wykładu Plank, uczniowie z mugolskich rodzin odsunęli się dyskretnie od swojego pupila na czas lekcji. Powszechnie wiadomo było, że psidwaki nie za bardzo przepadali za mugolami.
Potter'owi bardzo podobała się ta lekcja i nie mógł się już doczekać następne. Kolejne zajęcia jakie miał, to Transmutacja z profesor McGonagall. To zdecydowanie była ciekawa godzina. Zwłaszcza gdy patrzył na próby swoich rówieśników. Dziś mieli zamieniać szczura w puchar. Puchoni jednak bardzo ostrożnie i delikatnie obchodzili się w transmutowanym zwierzęciem. Szeptali czułe słówka by uspokoić gryzonia.
Profesor McGonagall załamywała nad tym ręce i za każdym przesłodzonym słowem powtarzała żeby przestali tak robić.
Zielonooki Wybawca wyszedł z zajęć z uśmiechem na twarzy, zważywszy na to, że zdobył dziesięć punktów dla swojego domu.
Historia Magii jak i później Latanie minęły mu miło i spokojnie, z barku lepszych słów.
Potter postanowił po kolacji przeprosić Draco za swoje zachowanie.
Koniec tygodnia przybył bardzo szybko, a co z tym szło? Wizyta u Mistrza Eliksirów.
Krukon, trochę zestresowany stał minute przed czasem przed drzwiami postrachu Hogwartu i równo z wybiciem godziny osiemnastej drzwi otworzyły się, zanim pierwszoroczny zdążył zapukać. Przed nim stanęła wysoka postać, odziana w czarne szaty.
- Wejdź, Potter. - powiedział, nauczyciel i obróciwszy się na pięcie odszedł w stronę fotela, który razem z sofą stały naprzeciw palącego się kominka.
Brunet wszedł powoli do środka i usiadł na wskazanej przez starszego mężczyznę miejsca na wymienionym wcześniej meblu.
- Widząc twoje zdenerwowanie, przejdę od razu do sedna. - odparł, Snape. Po czym wskazał na pięć fiolek. Tylko dwa z nich miały taki sam kolor. - Mam dla Ciebie spóźniony prezent urodzinowy.
- Nie musiał pan... - zaczął chłopak, ale starszy go uciszył gestem ręki.
- Oczywiście, że nie musiałem. Jednak chciałem tego, Pott...Harry. - mruknął ciszej, jednak zielonooki i tak to usłyszał. - Ten eliksir, wypij już teraz.
Snape podniósł fiolkę z ciemno-fioletowym płynem i podał go chłopcu. - Naprawi twój wzrok.
Wybraniec z początku powąchał zawartość i skrzywił się nieznacznie.
Wszystkie eliksiry miały okropny zapach, o smaku już nie wspominając. Spojrzał jeszcze na swojego drugiego ojca chrzestnego i wypił wszystko na raz.
Z początku nic się nie działo, ale po chwili ogarną go straszliwy ból głowy. Jednak jak szybko się pojawił tak szybko minął. Harry ściągnął okulary i nagle dotarło do niego jak dobrze ludzie widzą.
- O wow, nie... nie przypuszczałem, że można tak dobrze... - zaczął, po czym przerwał i westchnął błogo.
- Kolejne eliksiry mają na celu poprawić twoją budowę. Zdaje sobie sprawę, że jesteś prawie dwa razy mniejszy od swoich rówieśników i jest to wina twojego wujostwa i Dumbeldore'a.
- Dyrektor nie wiedział...
- To on Cię tam zostawił, Harry. I do jego obowiązku należało by sprawdzać jak się Tobą zajmują. - odparł chłodno, po czym jego twarz wykrzywiła się w żalu. - I ja też mogłem sprawdzić... Mogłem Cię stamtąd zabrać. Miałem szanse... mogłem coś zrobić...
- Już w porządku... - szepnął zielonooki. Teraz jego spojrzenie było bardziej intensywne. Potter- Black zrobił coś, na co pewnie sam Gryfon by się nie zdecydował. Wstał ze swojego miejsca i delikatnie objął postrach Hogwartu. - Ja... Cieszę się, z tego co jest teraz. To więcej niż bym pragnął.
Severus Snape przez moment siedział jak sparaliżowany. Czuł, że właśnie uzyskał przebaczenie i zalała go fala ulgi i ciepła. Ostrożnie odwzajemnił uścisk.
- Wracając, ten eliksir... - Snape odsunął się, a Harry wrócił na swoje miejsce. Czarnowłosy wskazał na fiolkę z jasnym płynem. - ...wypijesz jutro rano do śniadania. Najpierw coś zjedz, najlepiej lekkostrawnego.
- W porządku.
- Te dwa, odbudują twoje kości i mięśnie. Będziesz je zażywał przed snem raz w tygodniu, przez kolejny miesiąc. Dopilnuje, żeby co tydzień w piątek przy twoim łóżku będzie nowa porcja.
Potter zdołał tylko kiwnąć głową.
- Następnie, ten tutaj. - fiolka z zieloną cieczą. - Oprócz witamin i suplementów, doda Ci kilka centymetrów. Trzeba przyjmować to codziennie rano, przez cały tydzień. Pamiętaj, też by jeść wartościowe śniadania, nie jak zazwyczaj robisz słodkie bułeczki.
Mistrz Eliksirów patrzył uważnie na zielonookiego, którego policzki trochę się zaróżowiły. Nie sądził, że profesor tak go obserwuje.
- Czy wszystko jest dla Ciebie jasne?
- Tak, profesorze. - uśmiechnął się, Harry. Nie mógł uwierzyć jak bardzo ten mężczyzna się o niego martwi. - Nie wiem jak panu dziękować...
- Nie musisz. - odparł chłodno, nauczyciel, wracając do swojej złowrogiej postawy. - A teraz zmykaj, kolacja zaczęła się pięć minut temu.
Eliksiry będą już na twojej szafce nocnej, jak wrócisz.
- Jeszcze raz dziękuję. - uśmiechnął się, chłopiec. - Do widzenia, profesorze.
I ruszył do Wielkiej Sali.
Sobotni poranek zaczął oczywiście od wzięcia eliksiru na wzrost. Następnie, po szybkim prysznicu ubrał się w ciemne dżinsy i zwykłą koszulkę, na którą narzucił koszulę z długim rękawem.
Razem z chłopakami z pokoju, ruszył na śniadanie. Gdzie, pamiętając o radzie profesora Snape'a, zjadł trzy kanapki z sałatą, szynką, serem i ogórkiem, popił to gorąca herbatą. A gdy skończył, do ręki zgarnął jeszcze jabłko i ruszył wolnym krokiem w stronę dormitorium.
Na godzinę dziesiątą był umówiony z Hermioną w bibliotece, gdzie będą odrabiać pracę domowe z całego tygodnia. Nie było ich dużo, jednak przeznaczyli na to cały dzień.
Było chwilę po dziewiątej, gdyż śniadania w weekendy zaczynały się od ósmej rano, a nie jak w tygodniu od siódmej.
Dlatego Harry wrócił do swojego pokoju i po woli zaczął zbierać potrzebne podręczniki, notatki i kilka rolek czystego pergaminu. Zastanawiał się przez moment czy nie napisać do Syriusz'a, ale może wyślę mu sowę w niedzielę. Widząc, że ma jeszcze trochę czasu do umówionego spotkania, ruszył powoli w stronę biblioteki.
W jedynym cichym miejscu... no, może oprócz klasy profesora Snape'a, nie zastał jeszcze Hermiony. Podszedł, więc do stolika, który zazwyczaj zajmowali. Znajdował się on na uboczu, choć oni siedząc przy nim mieli bardzo dobry widok na całe pomieszczenie. Usiadł na jednym z sześciu krzeseł i rozpakował się. Zaraz po tym, pojawiła się Granger.
- Dzień Dobry, Harry. - przywitała się nieśmiało, siadając obok niego.
- Hej, Hermi. - uśmiechnął się, zielonooki. Po czym zdał sobie sprawę, że nazwał ją przezwiskiem z dawnego życia.
- Hermi? - zdziwiła się, dziewczyna. Chwilę potem na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, a na policzkach intensywny rumieniec. - Podoba mi się.
- Cieszę się. - zachichotał, wybraniec. - To od czego zaczynamy?
- Myślę, że możemy najpierw zrobić wypracowania dla profesora Snape'a, później dla profesor McGonagall, na Zaklęcia i Obronę, a na koniec Opiekę i Historię Magii.
- W porządku. Tak chyba będzie najlepiej. - zgodził się, Potter. - Wolę zrobić te trudniejsze na początku, by pod koniec mieć trochę luzu.
- Dokładanie. - odparła, rozpromieniona Gryfonka.
Wyłożyli pergaminy na stół, otworzyli książki na odpowiedniej stronie i zabrali się do pracy. Gdy Harry kończył pisać wstęp, kątem oka zobaczył jak niska postać staje obok ich stolika. Podniósł głowę by lepiej przyjrzeć się nowej osobie.
- Um... Cze... Cześć. - wyszeptała nieśmiało, dziewczyna w żółto-czarnym krawacie.
- Hej. Susan, prawda? - zapytał, Harry. Na co nowo przybyła przytaknęła. - Możemy Ci w czymś pomóc?
- Ja, um... Chciałam spytać... Znaczy... - wzięła duży wdech, po czym kolejne zdania powiedziała już pewniej. - Widziałam, że odrabiacie eliksiry... i chciałam zapytać czy mogę do was dołączyć.
Potter wymienił z Panną, Wiem to wszystko jedno spojrzenie i kiwnął głową. - Pewnie, zapraszamy.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się rudowłosa.
- Hermiona Granger. - Gryfonka, wyciągnęła dłoń do nowej koleżanki.
- Susan Bones. Bardzo mi miło.
- Mi również. - Panna Granger chyba po raz pierwszy poczuła, że może mieć pierwszą, prawdziwą przyjaciółkę. - Omawialiśmy z Harry'm zastosowanie koziego żołądka.
- Oh, już o tym napisałam. Znalazłam to w ...
- No proszę. - przerwał dziewczynie, kolejny gość. - Co my tu mamy.
- Daj spokój, Draco. - zachichotał, Krukon. - Nie bądź nie miły.
- No dobrze. - szeroki, choć trochę łobuźarski uśmiech zaskoczył obie dziewczyny. - Czy my również możemy do was dołączyć?
Potter spojrzał za Ślizgona, gdzie stał nie kto inny jak Blaise Zabini. - Ja nie mam nic przeciwko.
- Mi również to nie przeszkadza. - odparła Gryfonka. Wbrew temu, co opowiada Ronald Weasley, żaden Ślizgon ani razu nie obraził jej z powodu jej mugolskiego pochodzenia. Gdy Draco i Blaise usiedli, Hermiona zauważyła Neville'a Longbotton'a z jej domu. Chłopiec, który przeżył widząc jej spojrzenie wstał ze swojego miejsca i podszedł do pulchnego chłopca. Szepnął mu parę słów do ucha, po czym wrócił na swoje miejsce.
Gryfon patrzył na nic przez chwilę i ostrożnie wstał ze swojego miejsca. Zebrał swoje rzeczy i podszedł do nich.
- Um, cześć. - przywitał się, zajmując ostatnie wolne krzesło.
Każdy po kolei odpowiedział na nieśmiałe słowa kolegi z roku. Z początku ciężko było im przełamać barierę, jednak dość szybko złapali wspólny język. Nie zwracali uwagi na to z jakiego są domu.
Kończyli właśnie pisać esej na Obronę Przed Czarną Magią, gdy zrobiło całkiem głośno w bibliotece. Zielonooki chłopak z blizną szybko spojrzał w miejsce, gdzie zazwyczaj siedzi Irma Pince. Jednak bibliotekarki nie było tam. Harry ponownie zwrócił swój wzrok na powód zamieszania, którym na nieszczęście był Ronald Weasley wraz z kilkoma innymi Gryfonami, którzy właśnie podążali w ich stronę.
- Co Ty z nimi robisz, Neville? - burknął rudzielec, patrząc na zebranych. - I Ty, Granger. To przecież śmierciożercy!
- Odrabiamy lekcje. - odparła spokojnie, Gryfonka.
- Nie możecie robić tego w normalnym towarzystwie? - zakpił jakiś drugoroczny, który najwyraźniej również miał zerowy iloraz inteligencji.
- My przynajmniej je odrabiamy, w przeciwieństwie do was. - powiedział głośno i wyraźnie, Longbottom, który zaskoczył wszystkich.
- Co powiedziałeś?
- Nie udawaj, że nie słyszałeś, Weasley. Chyba, że uszu myjesz tak samo jak odrabiasz prace domowe. - odpowiedział, blondyn.
- Jak śmiesz, Ty śmierciożerco! - wrzasnął Ronald, tak, że wszyscy, którzy jeszcze nie zwracali na nich uwagi to właśnie teraz ich uwaga była na nich w pełni skupiona.
- Nie ośmieszaj się jeszcze bardziej, Ronald. - mruknął chłodno, Harry. Wszyscy zwrócili na niego uwagę. - Nie jestem pewien, co chcesz osiągnąć Tym zachowaniem ale my nic złego nie robimy w przeciwieństwie do Ciebie.
- Ty...Ty... - rudowłosy Gryfon zaczął się jąkać, jednak zadnim zdążył wymyślić coś sensownego. Po prostu wyciągnął różdżkę i wycelował ją w Hermionę. - To wszystko twoja wina!
I czas jakby zwolnił. Wypowiedziane słowa Ron'a spowodowały iż z jego różdżki wyleciało Confringo. Potter-Black, mając wyćwiczony już refleks rzucił na przyjaciółkę Salvio Hexia, Susan rzuciła na Expelliarmus'a na Gryfon'a, którego odrzuciło również Rictusempra Neville'a. Draco Malfoy, widząc jak reszta przeciwników wyciąga różdżki rzucił na swoją grupę zaklęcie tarczy, Protogo Maxima, a Zabini zdążył dwóm pozostałym towarzyszy Weasley'a odebrać ich własne różdżki.
Hermiona Granger stała jak sparaliżowana, nie wiedząc co się dzieje. W jej oczach pojawiły się łzy, gdy zdała sobie sprawę co by się stało gdyby nie osoby, które dziś poznała. Osoby z innych domów, które nie musiały wcale jej bronić. Osunęła się zszokowana na ziemię, a zaraz przy niej znalazła się Susan i Harry.
- Dosyć! - krzyk, wzmocniony zaklęciem zwrócił uwagę wszystkich na stojącego w drzwiach dyrektora, wraz z McGonagall i Pince. - Do mojego gabinetu, wszyscy.
