Death Mask siedział w swoim Domu i myślał o wiadomości od Camusa. On także poczuł tę dziwną manifestację energii kosmicznej, pomimo, że zdał sobie z tego sprawę dopiero kiedy się obudził. Wyczuł zmianę przez sen. Wyczuwał przez sen wszystko i było tak od bardzo dawna. W jaskiniach, gdzie trenował jako dziecko i potem kilkunastolatek zawsze mogło cię coś zaatakować. Death Mask czułby się pomimo to nawet całkiem bezpiecznie ponieważ w miejscu gdzie zazwyczaj spał, większość stworzeń wiedziała już, że to jego teren. Dał to do zrozumienia kilku z tych czarnych pokrytych futrem kształtów, które polowały trójkami lub dwójkami na ryby i inne drobne stworzenia. Przypalił też pasmem energii jakiegoś mieszkającego w okolicy lisa czy wilka, cokolwiek to było. Zawsze było zbyt ciemno żeby dokładnie dostrzec, no i Death Mask nie osiągnął wtedy jeszcze prędkości światła więc nie miał tej swobody i przewagi.

Nawet jednak po przekonaniu tych kilku lokalnych drapieżników, z którymi dzielił terytorium, Death Mask nigdy nie spał spokojnie. Nie tylko dlatego, że z wężami, oślizgłymi płazami czy insektami w rodzaju wijów nie można było w ogóle 'się dogadać', czy 'dać im cokolwiek do zrozumienia', ale przede wszystkim przez mistrza. W ramach szkolenia nauczyciel był w stanie zaatakować młodego włocha dosłownie w każdej chwili w przeciągu całej doby. Lepiej więc było nie wymiękać, 'padając na posłanie i zasypiając kamiennym snem', jak to się mówi, bo można było już się nie obudzić. Ten facet po prostu dusił i nikogo nie żałował. Death Mask nigdy nie dowiedział się z pewnością jakiej konstelacji rycerzem był jego mistrz. Nawet z wiedzą i wyczuciem, jakie posiadał teraz, z trudem potrafiłby określić choćby do jakiej rangi przynależał. Zbroję miał zciemniałą, nigdy nie wychodził na zewnątrz a i też swojego ucznia nie wypuścił prawie nigdy, dopóki ten nie zdobył Złotej zbroi. Wymykając się nocą Death Mask obserwował gwiaździste niebo jak ślepy, który nagle po długim czasie odzyskał wzrok. Dla Rycerza Raka było ono największym cudem świata. Niczego bardziej nie cenił, nawet po tylu latach życia tutaj, w Atenach, pełnych willi, antyków i starożytnych ruin. Death Mask założył sobie hamak na dwóch wbitych przez siebie w kamień palach i często spędzał noc patrząc jak gwiazdy błyskają nieznacznie co chwilę i myśląc nad tym jak się zmieniają w ciągu roku. Czasami zdarzały się meteoryty, a wtedy Death Mask nie spał prawie w żadną noc. Sam sobie czasem dziwił się, że potrafi przez tyle godzin z nie malejącym ani trochę napięciem, wpatrzony w niebo czekać aż jeden z nich zabłyśnie na chwilkę i zniknie. Podczas dnia hamak stał pusty, przez co Milo przez długi czas myślał, że Rycerz Raka tylko go tam postawił, w nagłej chęci kolekcjonowania przedmiotów, czy pod wpływem jakiegoś filmu, ale nigdy naprawdę nie miał chęci swojego hamaka używać.

Death Mask nie posiadał żadnych książek o astronomii. Nie czytał prawie nic przed zdobyciem Zbroi Raka, a i teraz nie lubił tego. Nie znosił bezruchu, nie wiadomo dlaczego wydawało mu się zawsze, że przez czytanie traci czas. Nie mógł się zmusić i w końcu całkowicie zrezygnował. Przebywał w różnych miejscach, słuchał, mówił, słuchał znowu. Shaka bardzo go chyba lubił i Death Mask wyczuwał, że Rycerz Panny jest zaintrygowany jego osobą w pewnym sensie. Potrafili prowadzić wielogodzinne burzliwe dyskusje na temat wszechświata, cyklów życia i śmierci, czy też fenomenów socjologicznych. Aldebaran przewracał na nich oczami, a Camus, Milo i Aphrodite wychodzili przezornie od razu jak tylko dyskusja się zaczynała. Rycerz Panny szybko porzucił początkową niechęć, a może nawet cień pogardy, jaki Death Mask odczuł u niego kiedy się poznali. Shaka zawsze czuł wyjątkowy szacunek do ludzi, od których czegoś się uczył. Death Mask zyskał jego respekt i przyjaźń kiedy Shaka zrozumiał, że księgi nie zawsze są tym co prowadzi do prawdziwej mądrości.

Za to rzeczą, która zjednała sceptycznemu i oddzielonemu od wszystkich początkowo Death Maskowi blondwłosego Rycerza była jego niewiarygodnie mocna głowa. Tylko Shaka i on zostawali na placu boju pod koniec imprez Złotych Rycerzy zawierających alkohol, to znaczy tych, które zawieszone zostały na razie ze względu na czas podwyższonej gotowości wojennej. W dodatku ponieważ Shaka upijał się 'na Atosa', czyli smutniał coraz bardziej i bardziej w miarę picia, Death Mask mógł puścić sobie wodze, bo wiedział, że i tak ponury Rycerz Panny nie pozwoli mu na nic głupiego. Z czystego znudzenia życiem i odczucia jego beznadziejnosci Shaka gasił wszystkie irracjonalne zapały i pomysły Death Maska jako bezsensowne. Dzięki temu nie spalili jeszcze Domu Wodnika, żeby się przekonać czy jest taki pełen wody jak mówią, nie poszli po nocy uwodzić śpiącej smacznie Marin, nie oświadczyli się przemęczonej całodziennym budowaniem rusztowań Shinie, którą zresztą zastaliby właśnie w kąpieli, ani nie ogolili Wielkiego Mistrza na łyso. Death Mask był Shace za każdą z tych rzeczy wdzięczny następnego dnia po danej imprezie.

Za jakiś czas, kiedy wszyscy lepiej się poznali, okazało się jednak jakim mocnym przeciwnikiem w kieliszku jest Camus. Nikt z pozostałych Złotych Rycerzy niczego nie podejrzewał po Rycerzu, który spędził przecież tyle SAMOTNYCH wieczorów na ROSYJSKIEJ SYBERII. Wtedy stereotypy nie rozchodziły się widać tak szybko.

- Camusssz... – powiedział lekko tylko niewyraźnie Death Mask grubo już po północy – Czemu z nami nie pijesz...? Zawsze taki sssztywniak z sssiebie.

- Piję. – Powiedział Camus. Zawsze używał tonu stwierdzenia, nigdy za to tonu sprzeczki. Rycerz Wodnika nie argumentował, po prostu wiedział swoje.

- Eeee... pijesz wino z kieliszka! Chłopie, wszystko się już przerzuciło na Whisky, nawet ta mucha...ooo.. tu leci. Trzymaj, chłopie, naleję ci trochę. Dobra rzecz, sssam zobaczysssz.

- Daj mu spokój – Shaka leniwie poruszył powiekami. Nigdy nie otwierał oczu kiedy był pijany – Już wystraszyłeś Marin i Mu.

Rzeczywiście, Mu nie znosił picia. To była jedyna wada jego mistrza, która zresztą wreszcie sprawiła, że zginął w nierównym pojedynku. Mu nie tolerował alkoholu u siebie w domu, ale wszyscy to akceptowali i dlatego kiedy chcieli się napić spotykali się u Shaki albo w letnim domku niedaleko Domu Raka. Mu także czasem przychodził, ale tylko dla towarzystwa i szedł do domu kiedy już nie mógł sobie za bardzo z nikim porozmawiać.

- Nie ma mowy! – zdecydował Death Mask i przysunął się do Camusa, zachęcony tym, ze wydało mu się iż Rycerz Wodnika jest mniej nieruchomy niż zazwyczaj, ale nie wiedział, że to tylko w oczach mu się powoli kręciło. – Camussz, musisz się ze mną napić, kolego. Nigdy jeszcze nie wzniosłeś ze mną toasssztu.

- Nie, dziękuję, Death Mask – powiedział tak samo lodowato Camus, wcale nie tonem przyjacielskiej peswazji, jakby to dyplomatycznie zrobił Aioria. Obok niego siedzieli Milo i Rycerz Lwa, obserwując co się dzieje, jak dotąd zupełnie przyzwoicie przytomni.

Death Mask zdawał się urażony tonem Camusa.

- No dawaj, zmuś się chociaż do jednego!

Postawił szklankę przed Rycerzem Wodnika tak gwałtownie, że prawie wszystko się wylało Camus patrzył na niego niewzruszenie. Zdecydował, że nie ma co nawet wysilać się na słowa, i tak nie dotrą do celu. Nie znosił kiedy do kogoś nie docierało to co mówił.

Shaka powiedział jeszcze kilka zdań o beznadziejności wszystkiego, ale Death Mask nadal był wzrócony do Camusa i wreszcie się zdenerwował. Za ten czas sam wypił jednego czy dwa.

- Ty Francuska panienko! – przybliżył twarz do Camusa – Nie jesteś mężczyzną, jeszcze z tobą gorzej niż z Aphroditem! Hadesie, jakeściewy sie w ogóle tu dostali! Tyle mocnego, krzepkiego chłopa dookoła a takich nie wiadomo jakich przyjmują! Bogowieee...- Mówił łapiąc się za głowę. Wreszie uderzył pięścią w ścianę, na szczęście pod złym kątem, więc nie uszkodził nic. Sięgnął po szklankę stojącą przed Camusem, chcąc ją wychylić jednym ruchem, ale zimne palce złapały go za nadgarstek. Death Mask szarpnął, ale dłoń nawet nie drgnęła. Rycerz Wodnika patrzył na niego nie mrugając, tak uważnie, że Aioria i Milo zdziwili się nie na żarty. Camus, ciągle nie puszczając sięgnął drugą ręką przez cztery puste butelki po winie stojące po jego lewej stronie i zabrał butelkę Whisky sprzed nosa Shaki, który tylko pożegnał ją wzrokiem.

- Wszystko przemija... – westchnął filozoficznie.

Camus był zły nie na żarty. Powiało chłodną parą, Rycerz Wodnika nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie przestał wyzywająco patrzeć w oczy Death Maska i bezwiednie mrozić mu dłoni. Lewą ręką postawił przed sobą butelkę. Szklankę przed nim skuł lód i w momencie pękła z głośnym brzękiem. Aldebaran przewrócił się na drugi bok.

- Kurde, wreszcie! Kocham cię chłopie! To rozumiem! – ucieszył się Death Mask, nie przejmując się swoją dłonią, lekko zmrożoną przez Camusa, wyciągnął ją z jego uścisku i nawet nie pocierając postawił na stoliku dwie nowe whiskaczówki. Nie spuszczał wzroku z ciemnych oczu Camusa, jakby się bał, że ten może rozpłynąć się w powietrzu albo uciec przy najlżejszej nieuwadze. Rycerz Wodnika ze swej strony nie uspokoił się ani trochę. Milo założył przezornie kurtkę, Aioria poczuł, że ciarki na plecach i rękach otrzeźwiły go prawie zupełnie. Zresztą niewiele wypił.

Wokół milczącego Camusa i ucieszonego z obrotu spraw Death Maska zaczeła się tworzyć zimna chmura. W ciągu kilku sekund w whiskaczówkach pojawiły się kostki lodu, co zatrzymało wyciągniętą w bok rękę Rycerza Raka i sprawiło, że od razu zacisnęła się na szklance. Camus nie spuszczał wzroku z Death Maska, wyraźnie zły nie na żarty. Niewiele mówił, ale kiedy się zdenerwoał potrafił milczeć jak grób. Tym razem był wściekły.

Camus patrząc nadal uparcie nalał do szklanek jednym idealnie precyzyjnym ruchem, nie rozlewając ani kropli. Death Mask uśmiechnął się i podnióśł swoją do ust.

- Zdrowie! – powiedział z szelmowskim uśmiechem. Nie cieszył się tak z tego, że upije kolegę, jak z faktu, że udało mu się go sprowokować. Przez chwilę zwątpił czy to możliwe. Ale na facetów zawsze działa to samo - zwątpienie w ich męskość.

Camus bez najmniejszego mrugnięcia wypił swoją od razu. Nalał znowu, nie puszczając butelki.

Wychylili obaj, Death Mask z całą wesołością, Rycerz Wodnika wciąż nie spuszczając z niego wzroku. Jeszcze raz i jeszcze raz. Death Mask zobaczył, że siedzący przed nim Rycerz nie pokazuje po sobie zupełnie nic, tylko patrzy cały czas wyzywająco. Podchodzi do tego tak poważnie! Dobra, czemu nie, wyzwanie to wyzwanie, ciekawe jak będzie wyglądał pod koniec konkurencji. Death Mask usiłował wyobrazić sobie Camusa wybuchającego śmiechem, ale mu się nie udało, zdecydował więc, że to będzie na pewno zwyczajowe w barach głuche zwalenie się pod stół, bez jednego słowa. Czas zwiększyć stawkę. Postawił na stoliku następne dwie szklanki i nalał każdemu z nich, tym razem mieli po dwie. Camus jednym gestem dodał do nich lodu. Rycerz Raka wychylił jedną po drugiej i wyrzucił za siebie kostki z obu szklanek.

- Nie, dzięki, nie potrzebuję rozcieńczania. – powiedział znów z uśmiechem.

Milo wydawało się, że Camus wreszcie mrugnął przelotnie. Aż oczy go bolały od jakiegoś czasu kiedy myślał, że Camus w ogóle nie poruszył powiekami. Popatrzył na Aiorię, który wzniósł w górę jedną brew zauważając jak wesoły jest Death Mask, a potem poszedł za wzrokiem Rycerza Skorpiona w stronę butelek po winie, które opróżnił wcześniej Camus. Oboje zdecydowanie już wcześniej niemało wypili. Milo policzył butelki, Camus po prostu nie robił z tego tyle hałasu co reszta i nikt nic nie zauważył.

Jeszcze raz po dwie. Death Mask zaśmiał się i gadał coś do Shaki, który tylko słuchał tego co się wokół dzieje ze sceptycznym wyrazem twarzy.

.Jeszcze po cztery. Milo oczy rozszerzały się coraz bardziej. Camus ani nie dragnął i nie spuścił wzroku z twarzy Death Maska. Nie mógł cały czas patrzeć mu w oczy, bo Rycerz Raka co chwilę zmieniał pozycje i śmiał się urywanie.

- Zobaczyżżż – powiedział do Shaki – zzzzarass pad...nie pod zztół i tyle go wizzzzielii...

- Jak na razie jestem zdania, że zaraz to ty padniesz.. – powiedział melancholijnie Rycerz Panny.

- Nie ma moooooowy! – wyrzucił z przekonianiem Death Mask. Camus nalał po dwie, dorzucił sobie pojednyczą kostkę do jednej ze swoich szklanek i wypił od razu, znów tylko lekko mrugając, przelotnie.

Aioria myślał czy by nie zakończyć tego wszystkiego. Przed oczyma stanął mu widok powalonych potężnym kacem kolegów i bardzo możliwych nieciekawych zabrudzeń jakie będzie trzeba rano czyścić w różnych miejscach domku letniskowego, w którym siedzieli. Ale z Death Maskiem nie będzie łatwo, rozochocił się na dobre. Jeszcze po cztery. Milo od samego widoku powoli robiło się niedobrze i powiedział tylko z wachaniem:

- Camuuus...

Rycerz Wodnika ani drgnął. Nie było celu odwoływać się do jego rozsądku kiedy coś sobie postawił za punkt honoru i Milo właśnie się o tym dowiedział.

Jeszcze po cztery.

Aioria odwrócił wzrok, Milo mial zdegustowany wyraz twarzy. Rycerz Lwa wstał wreszcie.

- No dobra, chłopaki, trzeba kończyć. Idziemy do domu.

Camus ani drgnął i nawet się nie obejrzał. Wychylił następną. Death Mask popatrzył na swoją szklankę i podniósł ją do ust, ale nie już wypił. Mamrocząc coś jeszcze przez chwilę z hukiem zwalił się na podłogę. Na to Shaka podniósł sennie głowę i podparł na dłoni drugi policzek. Przez te zamknięte oczy nikt nigdy nie zauważał w którym momencie Rycerz Panny zasypiał pod koniec imprezy.

Z podłogi rozległo się głośne chrapanie. Death Mask już się nie podniósł. Aioria poszedł obudzić Shurę i Aphrodite'a. Aldebaran poszedł w pewnym momencie do domu, miał jutro audiencję u Wielkiego Mistrza. Zresztą wiedział, że jego powrót uspokoi Mu, że impreza zmierza ku końcowi i Rycerz Barana bedzie mógł zasnąć w miarę spokojny, że nie musi interweniować, skoro jego rozważny kolega doszedł do wniosku, że tamtym nic głupiego już raczej do głowy nie wpadnie. Zresztą tym razem Aioria i Milo pozostali prawie zupełnie trzeźwi.

Milo wstał i podszedł w kierunku Camusa, ten jednak podniósł się także i tylko na chwilę na niego patrząc wychylił pokrótce szklankę Death Maska. Zaraz po tym podszedł do małej szafki z grami, kartami, gdzie nawet zachowało się jeszcze trochę chipsów paprykowych. Milo wiedział, że Camus nie lubił chipsów, głównie ze względów ideologicznych. Nie popierał kultury masowej ani żadnych jej przejawów, włączając cokolwiek, czego właściwości zostały sztucznie wzmocnione, jak w tym przypadku smak. Camus rzeczywiście był dziwny. Rycerz Wodnika zaczął czegoś szukać w szufladzie szafki i wreszcie znalazł to w tyle, za butelkami. Milo patrzył jak Camus niesie w dłoni coś Rycerz Skorpiona się zorientował, Camus pochylił się już nad Death Maskiem.

- Camus, zostaw go już, idziemy. – położył mu dłoń na ramieniu.

- Idziemy – powtórzył Rycerz Wodnika. Dopiero po tym ściszonym głosie Milo upewnił się, że Camus w żadnym razie nie wylewał Whisky za kołnierz. Głos brzmiał nienaturalnie i nisko, ale Rycerz Wodnika trzymał się na nogach całkiem dobrze.

- Zbierajmy się, chyba tych dwóch trzeba tu zostawić – powiedział Aioria podchodząc i wskazując na Shakę i Death Maska. Nagle stanął zdumiony. Wzrok Milo powędrował z zaskoczonej twarzy Rycerza Lwa w dół na leżącego na podłodze. Death Mask miał za plecami krzesło, jakby nadal siedział na pokrytym kwiecistym materiałem siedzeniu, tylko że wazdłuż podłogi, z plecami nadal na oparciu i nogami z boku krzesła. Zmarszczył lekko czoło i chrapał głośno. Aioria i Milo złapali się rękami za czoła i cicho zaśmiali. Camus położył na stole szeroki, czarny marker. Death Mask miał na czole napisane „Panienka".

Rycerz Raka zawsze uśmiechał się na wspomnienia wszystkiego co Złoci Rycerze razem przeszli.

Teraz nie mogli się chwilowo tak spotykać. Ku uldze Mu pili tylko herbatę, rozkazy Wielkiego Mistrza nakazywały czujność o każdej porze i całkowicie zabraniały alkoholu. Death Mask siedział u siebie, na dość niskim drewnianym stołku i myślał o najnowszej wiadomości od Camusa. A właściwie o tym, że ta wiadomość nie zawierała nic. To znaczy mówiła o tym, że nikt nic nie wiedział. Nie mieli zupełnie żadnych informacji na temat tej obcej energii kosmicznej. I to nie dawało mu spokoju.