Aldebaran zostawił Mu i Kikiego na dole żeby czuwali przy rannej dziewczynie. Srebrny Rycerz wysłany przez Wielkiego Mistrza zanim zginął, zdążył trafić ją złotą strzałą w samą pierś. Aldebaran biegł co sił do Domu Raka, a za nim podążali Brązowi Rycerze przybyli z Japonii. Dziewczyna nie okazała się być Japonką. Wychowała się w tym dalekim kraju, ale on i Mu od razu rozpoznali w niej Greczynkę. Ponadto, jej energia kosmiczna nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Czegoś podobnego nie czuli nigdy swoim w życiu. Mu ukląkł przed nią bez słowa. Jej energia jaśniała dobrocią i ciepłem, rozchodząc się na odległość, którą Rycerz Barana do tej pory uważał za niemożliwą. Jednym impulsem przekazanych od dziewczyny myśli, przed oczyma Mu stanęła cała prawda o Aiorosie i zdrada Wielkiego Mistrza ukazała się jasno jak na dłoni. Rycerz Strzelca był świadkiem próby zamordowania nowonarodzonej Ateny przez swojego dowódcę. Udało mu się uciec ze Świątyni ratując dziecko, ale został okrzyknięty zdrajcą i w pościg za nim ruszyli wszyscy Rycerze, włącznie z bardzo młodym wtedy Shurą. Śmiertelnie ranny Aioros zdołał tylko przekazać dziewczynkę oraz Zbroję Strzelca japońskiemu biznesmenowi, który akurat przebywał na wycieczce w Atenach. Saori Kido rzeczywiście była wcieleniem ich bogini.

Widząc, że pierwsi ze Złotych Rycerzy ulegają nowoprzybyłej, jak spod ziemi pojawił się Rycerz Strzały i śmiertelnie ją ranił. To, że rycerze z jej świty zabili go już po chwili nie poprawiło sytuacji. Trzeba było dotrzeć do Wielkiego Mistrza ponieważ według ostatnich słów Trammy'ego jedynie jego ręka mogła wyjąć strzałę i przywrócić Greczynkę do życia. Mu i Aldebaran byli pewni, że ich dowódca będzie stawiał zaciekły oprór. Trzeba było zwołać wszystkich Złotych Rycerzy i przygotować się do starcia z nim. Podczas gdy Mu pozostał przy dziewczynie, Aldebaran pobiegł przenieść wieść wszystkim wieści i nakłonić ich do działania. Dotarłwszy do Domu Raka przekazywał Death Mask'owi wszystkie wieści.

Nie zauważył, że Brązowi Rycerze ze Świty Saori wyprzedzili go znacznie. Mu powiadomił wszystkich pokrótce o konieczności ich przepuszczenia, jednak w zaaferowaniu wszyscy zapomnieli o Rycerzu Lwa.

Kiedy Death Mask i Aldebaran dotarli na miejsce zobaczyli Aiorię opartego o jedną ze swoich kolumn. Słysząc ich nie poruszył nawet powieką. Stał bokiem, nieruchomo jak posąg. Dookoła widać było pobojowisko. Kolumny i meble leżały poprzecinane na drobne paski, podłoga była rozryta, z sufitu wielkimi płatami odpadała jasnoniebieska farba. To Marin dobierała ten odcień.

Złoci Rycerze zatrzymali się wpół kroku. Przed nimi leżało ciało martwego ucznia Shiny. Jeden z Rycerzy Saori siedział w kącie dalej nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Pozostałych nie było.

„Tym razem ten szaleniec naprawdę kogoś zabił" – pomyślał ze zgrozą Aldebaran. Żaden z Rycerzy nie wiedział w jaki sposób Cassios znalazł się tutaj. Death Mask podbiegł do Aiorii i zamachnął się do uderzenia. Rycerz Lwa odwrócił głowę i Death Mask zatrzymał się wpół kroku przed nim. Energia emanująca z pięści znikneła w momencie. Patrzyli na siebie. Brązowe oczy Aiorii wyrażały ból i wstyd nie do opisania. Death Mask, który jeszcze przed chwilą chciał go zabić nagle także spuścił wzrok i Aldebaran poczuł ten sam impuls biegnący od Rycerza Lwa. Wszyscy w Świątyni zobaczyli jak promień wychodzący z ręki Wielkiego Mistrza zasłonił oczy Aiorii mgłą. W momencie Rycerz stracił nad sobą całkowicie kontrolę. Zapomniał nawet o Marin. Miał zabić pierwszą osobę, która próbowałaby przejść przez jego Dom. I tylko czyjaś śmierć otworzyłaby mu oczy. O mało nie była to śmierć Marin.

Aioria nic nie mówił, ciągle oparty na filarze. Po przebudzeniu z transu przypomniał sobie wszystko co robił z bolesną dokładnością. Widział każdy cios jaki zadał ukochanej dziewczynie z zawziętością nie godną Złotego Rycerza. Potem ona umierała sama. Nigdy już nie będzie mógł spojrzeć jej w oczy.

June nie przeraził gniew Wielkiego Mistrza. Nie poruszyło nią również to, że została skazana na śmierć w najgorszym więzieniu w Świątyni przeznaczonym dla zdrajców Ateny. June już dawno nie panowała nad sobą na tyle żeby to wszystko zauważyć. Nie mogła zapomnieć tego, co ujrzała będąc w połowie drogi do tronu. Przed nią siedział Saga. Była tego tak bardzo pewna, że zachwiała się prawie nie upadając. Ateno, bogowie, nie! To niemożliwe! Nie mogła otrząsnąć się z przerażenia. Ręce i nogi zatrzęsły się jej i ledwo zmusiła je do posłuszeństwa. Znajomy Rycerz, którego tak bardzo kochała i który uratował jej życie znalazł się nagle na miejscu najbardziej bezwzględnej i znienawidzonej osoby w całych Atenach. To on kazał zabić setki nieposłusznych sobie Rycerzy włącznie z poprzednim dyrektorem szpitala. Przez niego płakały i nosiły żałobę dziesiątki osób. W imię rozwoju militarnego poświęcał życie ludzi jakby nic nie znaczyło.

Na moment nie chciała jeszcze wierzyć, że ten który siedzi przed nią to naprawdę ten sam człowiek, który ocalił ją i ludzi spod gruzów szpitala. Jednak energia kosmiczna nie pozostawiała wątpliwości. Brudnozielonkawa, miejscami przechodząca w czarną nie maskowała się już teraz zupełnie. June pamietała dziwne ataki, przez które Saga przechodził wcześniej. To właśnie ta energia tłumiona próbowała wydostać się na zewnątrz.

June została wyprowadzona przez Shurę z Sali w stanie absolutnego szoku. Nie widziała i nie słyszała niczego aż do momentu kiedy zobaczyła brakujące płomienie na Zegarze Złotych Rycerzy.

To obudziło ją na chwilę z zamyślenia. Wybuchneła płaczem, ale bez jednego dźwięku. Łzy ciekły jej po twarzy mocząc wnętrze maski i czuła jak zbierają się w dole policzków, zawisając na samej krawędzi twarzy. Nawet w najczarniejszym koszmarze nie wyobrażała sobie, że sytuacja jest aż tak tragiczna. Dlaczego nic jej nie powiedział! Zabrakło czasu, pomyślała, cholernie mało czasu. Dopiero zdążyli się poznać, nie wiedział jeszcze czy może jej całkowicie zaufać. Na Hadesa, nigdy nie przypuszczała, że wisi nad nim coś takiego.

Poczuła trącanie i rękę na ramieniu. Ci wojownicy chcieli żeby z nimi dokądś szła. Ruszyła ręką, gwałtownie sięgając po bicz i powodując że mężczyźni staneli w pozycjach bojowych. Nagle z lewej strony nadszedł szybkim krokiem Złoty Rycerz Skorpiona. Powiedział coś do żołnierzy. Do uszu June doszły dwa słowa: Wielki Mistrz. Spojrzała na Złotego Rycerza. Mówił do nich z ożywieniem, każąc przekazać wiadomość wszystkim w mieście. Wielki Mistrz to zdrajca, próbował wielokrotnie uśmiercić Atenę dla zdobycia władzy nad jej państwem i zwierzchnictwa nad Rycerzami. Kazał zabić Aiorosa i przez niego teraz Atena leży u stóp Świątyni śmiertelnie ranna.

June błyskawicznie cofnęła się w cień i kiedy tylko znikneła im z pola widzenia skoczyła wprzód najszybciej jak umiała. Musi dotrzeć tam przed nimi. Biegła nie patrząc nigdzie wokół siebie, po energii Wielkiego Mistrza bezbłędnie przeczuwając którędy dotrzeć do Sali z tronem. Janin wpadł za nią, próbując zastąpić jej drogę. Bezskutecznie. Dotarła pod tron i stanęła przed Sagą. Brudnozielona energia buchneła jej w twarz jak żrące powietrze i June zamarła tam gdzie stała. Przez chwilę zdawało się, że czerniejąca, pełna wściekłości aura wchłonie ją w siebie lub spali żywcem. Nagle jednak osłabła i cofneła się.

Janin zatrzymał się w biegu kilka kroków od niej nie ośmielając się podejść zbyt blisko tronu.

- Wybacz Wielki Mistrzu, zaraz wyprowadzę tego intruza – odezwał się i ruszył wprzód. Nie zrobił nawet jednego kroku kiedy szeroki, jaskrawy promień odrzucił go w tył. Adiutant z impetem uderzył o podłogę kilka metrów od drzwi wejściowych.

- Wynoś się – rozkazał Wielki Mistrz tonem nie znoszącym sprzeciwu. Janin zastygł na chwilę z bezruchu nic nie rozumiejąc, ale zaraz wstał najszybciej jak umiał i zniknął zamykając za sobą drzwi. Wolał nie wiedzieć co się tam będzie teraz działo.

June natychmiast skoczyła w stronę tronu. Dotknęła jego ręki i zawołała:

- Saga! Odezwij się! Na Atenę, Saga!

Włosy siedzącego Rycerza gwałtownie zmieniały kolor wachając się między niebieskim a brudnoszarym. Jego całe ciało było naprężone. June zaświeciła swoją energię kosmiczną. W momencie mężczyzna rozluźnił się. Zielonkawa energia znikneła całkowicie.

- June... – westchnął z trudem łapiąc powietrze. Sprężył się znowu, tym razem patrząc na nią w panice – Bogowie, co ty tu robisz!

- Saga, musisz mi natychmiast powiedzieć co się tutaj dzieje! – zawołała. Odwrócił od niej wzrok.

Shura zszedł na sam dół właściwie bez celu, ale często tak szedł, rytm schodów pomagał mu myśleć i uspokoić się. Zwykle tak schodził i wychodził z powrotem na górę, aż do Pałacu. Przyrzekł sobie, że jak tylko Wielki Mistrz ochłonie, on wypuści tą dziewczynę i dopilnuje, żeby bezpiecznie dostała się do domu. Przypływ na szczęście raczej nie miał jeszcze nadejść. Tylko jedna noc, już jest wieczór, nic jej nie będzie. Bogowie, po co ją tu przyprowadzał! Pamiętał jak bała się na sam widok Wielkiego Mistrza.

Rytm schodów połączony z lekkim ruchem na powietrzu powoli powodował, że myśli nieco lepiej układały się Shurze w głowie.

Nagle usłyszał dziwne dźwięki niedaleko siebie. Nie były głośne, ale zapewne wydawał je człowiek. Shura na chwilę opuścił swoje dotychczasowe myśli. Zresztą, mógł to zrobić, już podjął przecież decyzję i zdecydowanie jutro z samego rana wyprowadzi Rycerza Kameleona ze Świątyni, najlepiej osobiście odprowadzając do Domu Barana.

Shura rozejrzał się uważnie, postawiony w stan gotowości, ale nigdzie nie dostrzegł źródła dziwnego hałasu. Dopiero za chwilę w którymś z cieni w dole zauważył skuloną postać. Nie było widać dokładnie, bo ten ktoś siedział otoczony przez krzaki, więc Shura dopiero nieco się zbliżywszy rozpoznał Shinę. Poczuł coś ciężkiego w środku i zatrzymał się zdumiony. Nie przesłyszał się, ona płakała. Wiedział bardzo dobrze, że Rycerz Wężownika nigdy nie zniesie myśli, że ktoś widział ją w chwili słabości. Natychmiast cofnął się na ścieżkę. Rozejrzał się raz jeszcze. Na drodze obok zobaczył grupkę żołnierzy, obijających się jak zwykle. Ucieszył się na ich widok jak nigdy i natychmiast wykrzyknął niskim, władczym głosem. Taki najlepiej się niósł.

- Hej wy! Baczność! Co tu robicie?! Natychmiast zameldować się w koszarach. Macie się trzymać z daleka od Świątyni, nie słyszeliście rozkazów? Siedzieć tam i czekać na polecenia. Odmaszerować!

Teraz na pewno Shina już wiedziała, że on tu jest. Poszedł w jej kierunku, zdecydowanie, ale też nie za szybko, chcąc dać jej jeszcze trochę czasu.

- Shina? Co ty tu robisz? – zapytał przechodząc swobodnie przez barierę energii, która otaczała Świątynię jak mur ciepłego powietrza, nie wpuszczając do środka nikogo z zewnątrz.

Dziewczyna siedziała już w niedbałej pozycji, jak zwykle. Na twarzy miała maskę, więc nic nie było widać. Przestała szlochać, oczywiście. Ale ponieważ normalne po płaczu załamywanie się głosu mogło nadal ją zdradzić, Shura nie dał jej odpowiedzieć.

- Pewnie już wiesz, że nie możemy wpuścić nikogo do Świątyni.

Tak, od razu domyślił się o co mogło chodzić. Shina była bardzo dumna i na pewno uważała wymuszone mieszkanie u swojego ucznia nie tylko za ułamek na honorze rycerskiego mistrza, ale także swojej reputacji jako dziewczyny. Nienawidziła stereotypu słabej kobiety i przeciwstawiała się mu całą sobą. Shura odgadł, że nie mogłaby znieść bycia na łasce mężczyzny, kimkolwiek by nie był. Rycerz Koziorożca nieraz myślał o Shinie od kiedy zaostrzono przepisy, a ona przebywała na misji poza Świątynią. Nie wiedział tylko kiedy dziewczyna wróci. Uśmiechnął się do niej, ale nie patrzył zbyt uparczywie, jakby zajęty jakimiś swoimi sprawami i nic nie podejrzewający. Nadal nie pozwalał jej się wtrącić, czego ona zresztą nawet nie próbowała.

- Marin też będzie musiała wyprowadzić się do miasta, jak tylko stanie na nogi. Została ranna, może słyszałaś, dlatego jeszcze u nas jest. Nawet szpitala już nie mamy, ech...Nie martw się, dużo pokoi się zwolniło, ludzie wynoszą się ze strachu przed wojną, a Wielki Mistrz pewnie i tak za kilka dni odwoła stan alarmowy. Niemożliwe żebyśmy się mieli tak bać jakiejś nastoletniej Japonki i grupy Brązowych Rycerzy! – zaśmiał się i ciągnął pogodnym tonem - Wiesz co, dobrze, że cię spotkałem, bo szczerze mówiąc właśnie szukałem kogoś kompetentnego. Chciałbym cię o coś prosić. Mój mistrz ma mieszkanie w mieście, na wypadek jakby zachciało jej się tutaj przyjechać na wakacje ze znajomymi i pochwalić się gdzie ta zakała jej uczeń pracuje. Nigdy prawie nie rusza się już z Hiszpanii, ale nigdy nie wiem co jej do głowy wpadnie. Wiesz jak teraz ludzie szybko giną i różni kombinatorzy szukają pustych mieszkań żeby zająć jak najwięcej i potem po wojnie wynajmować. Dlatego normalnie co jakiś czas chodzę do tego mieszkania żeby sprawdzić czy go nie rozkradli, albo czy nie zmieniło właściciela, rozumiesz. Sąsiadka sprząta co wtorek, ale tu trzeba Rycerza.

Shura mówił dość szybko, bo jakiś czas pogodnie patrząc na nią, to znowu na miasto w dole. Pokazał gestem na jego północną dzielnicę.

– Ale teraz nie mam jak tego robić, muszę siedzieć na górze, Aphrodite właśnie przyniósł wiadomość, że wojna oficjalnie się zaczeła. Nie martwię się tym za bardzo, ale nie wolno mi wychodzić do miasta pod żadnym pozorem. I właśnie zastanawiałem się ile zostanie z mieszkania mojego mistrza, oprócz gołych ścian, kiedy wreszcie tam przyjdę. Zgodziłabyś się mi pomóc? Wiem, że to głupia robota, normalnie bym ci nic takiego nie proponował, ale sytuacja nie zostawia mi wiele swobody. Sprawdzałabyś tylko czy wszystko jest tam w porządku, wiem że sobie poradzisz z ewentualnymi intruzami i mogę ci ufać. W dodatku zostało mi trochę funduszy z ostatniej służby w mieście, która skończyła się niespodziewanie szybko i możemy to oficjalnie zaliczyć do pracy na rzecz Świątyni. W ten sposób będziesz miała spokój ze stosowaniem się do zwykłych rozkazów i zostanie ci trochę kasy. Wolę dać tobie niż zwrócić do kiesy Wielkiego Mistrza, a sam nie mogę oczywiście wziąć.

Shina znów nie zdążyła odpowiedzieć. Shura wstał nagle.

- Mam sygnał od Mu. To coś ważnego, muszę już iść – powiedział nagle wstając. Szybko przeszukał kieszenie i wyjął pęk kluczy. Dwa od piwnicy, jeden od tylnej furtki, jeden od domku letniskowego, którego i tak nie zamykali zazwyczaj, wreszcie odpiął te których szukał.

- Zrobisz to dla mnie Shina? Proszę cię, nie mam kogo teraz o to zapytać, a tu trzeba bronić świat przed destrukcyjną falą nastoletnich Brązowych Rycerzy.

Zaśmiał się lekko i popatrzył na nią jakby w roztargnieniu, podając klucze. Nic nie powiedziała i wykorzystał to od razu.

- Dzięki wielkie! Wiem, że to nudne, ale możesz się tam rozgościć i jak chcesz nawet tam spać, będzie bliżej z imprezy. Ważne żeby ktoś tam był co jakiś czas. Aha! Przepraszam cię jeśli zostawiłem w kuchni jakieś jedzienie i przypadkiem mi spleśniało! Dzięki jeszcze raz! Do zobaczenia niedługo!

I poszedł szybko przez barierę i w kierunku swojego Domu.

Shina nie do końca chciała dopuścić do siebie myśl, że zrobił to wszystko specjalnie, bo wiedział w jakiej ona jest sytuacji. To było dokladnie to czego potrzebowała.

Shura poczuł się nagle bardzo lekko, wbiegł do Domu Koziorożca zanim się obejrzał. Że się uśmiecha sam do siebie zorientował się dopiero kiedy z zamyślenia wyrwała go tym razem autentyczna wiadomość od Mu. Wieści były szokujące, jak widać wrócił w sam raz.

Mu patrząc na nieruchomą postać Saori niepokoił się nie na żarty. To Brązowi Rycerze z jej świty musieli dostać się do Wielkiego Mistrza, Złoci mogli tylko patrzeć. Młodzi podwładni dziewczyny mieli poważne trudności z przejściem przez Dom Bliźniąt a teraz utknęli na dobre w Domu Strzelca. Ostatni widział ich Milo, ale od około pół godziny nie dawali znaku życia. Aphrodite, Camus i Shura czekali jak na rozżarzonych węglach. Niestety pomimo, że Złoci Rycerze mieli prawo wolnego przejścia przez Świątynię nie mogli w niczym pomóc tym młodzikom. Energia Domu Strzelca nie pozwalała im wejść jednocześnie.

Zegar Złotych Rycerzy dogasał, wskazując koniec życia Saori. Ostatni płomień palił się jeszcze lekko, a po Rycerzach nie było ani śladu. Wreszcie Mu odebrał impuls od wszystkich trzech Złotych Rycerzy jednocześnie. Są!

Niestety, było już za późno. Ostatni promień na Zegarze dogasał. Nawet używając Szybkości Światła nie zdążą sprowadzić na dół Wielkiego Mistrza, nawet gdyby chciał pójść z własnej woli. Mu serce ścisnęło się i z trudem hamował łzy. Czuł wyraźnie jak energia bijąca z młodej dziewczyny zanika coraz bardziej. Odnaleźli ją żeby potem od razu stracić. Mu nie mógł zrozumieć dlaczego, nawet będąc Złotymi Rycerzami byli tak bezradni wobec śmierci zabierającej tych, których kochali najbardziej.

Nagle przed Mu coś zaiskrzyło się na ułamek sekundy. Spojrzał w górę i zobaczył szeroki promień światła biegnący na dół aż ze szczytu Świątyni, tam gdzie kiedyś stał posąg Ateny. Promienie słońca odbijały się od czegoś i lądowały u podnóża Domu Barana. Mu odsunął się i za chwilę promień zatrzymał się na nieruchomej dziewczynie.

Jej energia natychmiast rozświetliła się na wszystkie strony, wchłaniając promień słońca do siebie i oddając go w niezliczonym zwielokrotnieniu. Mu nie wierzył własnym oczom. Strzała zniknęła. Saori otworzyła oczy i wstała, podnosząc ze sobą berło Ateny.

Mu miał ochotę uścisnąć ją z całej siły, ale powstrzymał ręką nawet Kikiego. Bez słowa podążyli za postacią dziewczyny w kierunku Domu Byka.