Aldebaran wstał gwałtownie. Mu i Shaka znieruchomieli zaalarmowani.
Atena podniosła się z rzeźbionego drewnianego krzesła i zrobiła kilka kroków w kierunku drzwi. Aldebaran zastapił jej drogę. Dwaj pozostali Rycerze podeszli do Saori. Nie pozwoliła im jednak nic powiedzieć. Odezwała się pierwsza:
- Przepuśćcie mnie. – Mówiła jak zawsze spokojnie, z zupełną pewnością siebie, ale jednocześnie całkowicie łagodnie.
- Ateno, proszę cię, to nie jest dobry pomysł – zaczął Mu.
Wszystkim trzem na raz stanął przed oczami obraz rozprzestrzeniającej się czarnej enerii kosmicznej, która o mało nie pochłoneła na zawsze drobnej postaci dziewczyny. Mu nie wiedział jak przemówić swojej władczyni do rozsądku. Niejednokrotnie jak widać dobroć kazała Saori podejmować szaleńcze ryzyko. Atena nie wydawała się tym zupełnie przejęta.
- Nie wiadomo co się może stać jeżeli tam pójdziesz, księżniczko! – powiedział Aldebaran. Mimo swojej potężnej budowy czuł się zupełnie bezradny wobec ubranej w prostą białą sukienkę dziewczyny.
Atena nie powiedziała już nic, tylko popatrzyła na każdego z nich. Pod ciężarem jej spojrzenia w momencie pospuszczali głowy i odsuneli się, zostawiając jej wolną drogę do wyjścia.
- Chodźcie ze mną. I nie martwcie się. – Powiedziała otwierając drzwi. Klamki były miedziane, ciężkie, wytopione na kształt podłużnych kwiatów lilii. Mu zauważył, że samo pociągnięcie jednej z nich w dół wymagało obu dłoni Saori. Jej ręce były takie miękkie i delikatne, że Mu ciarki przeszły mimowolnie kiedy wyobraził sobie, że połamią się przez tą prostą codzienną czynność. Atena otworzyła jednak drzwi zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Wszyscy wyszli.
- Możemy go do ciebie przyprowadzić – zaproponował Shaka kiedy szli przez korytarz. Wzdłuż pomieszczenia, w odległości metra od krawędzi czerwonego dywanu biegły rzędy kolumn.
- Nie trzeba. – odpowiedziała Saori, znów z łagodnym uśmiechem. Aldebaran wiedział, że nie denerwowała się na nich, doceniała to, że się martwią. Ale była bardzo konsekwentna w tym co sobie postanowiła. Rycerz Byka miał tylko nadzieję, że wie co robi. Na wszelki wypadek trzeba będzie posłać po Shurę i Aphrodite'a. Milo ciągle jest w Domu Wodnika, niektórzy Brązowi Rycerze wymagają jeszcze uwagi. Aioria obiecał znienić opatrunki Janina, Death Mask zajął tymczasowo stanowisko w Domu Barana.
Wyszli przed Pałac, gdzie natknęli się na zdumionego Aphrodite'a.
- Dokąd idziesz, księżniczko? – zapytał zatrzymując się wpół drogi w górę. Atena nic nie mówiąc zeszła kilka stopni w dół, Rycerz Ryb powitał ją przepisowo, po czym pytająco popatrzył na kolegów. Aldebaran, który szedł ostatni skinął na niego głową i Aprodite dołączył do grupy. Jak widać Saori chciała wszędzie udawać się osobiście. Złoci Rycerze dopiero ją poznawali i trzeba przyznać, że powodowało to u nich nadal sporo stresu. Szli za swoją przywódczynią cały czas w dół. Schody były idealnie zachowane od czasu panowania ostatniego wcielenia Ateny. Janin i jego poprzednicy dobrze o nie dbali. Gdzieniegdzie Marin posadziła kiedyś nawet kwiaty, chociaż o tej porze roku nie rosły zbyt dobrze, marznąc czasami podczas nocnych wachań temperatur.
Przez dłuższy czas nie było już widać Domów Zodiaku z powodu wysokich ścian z obu stron ścieżki którą szli. Tylko co takiś czas Berło Ateny, które Saori trzymała w dłoniach błyszczało odbijając promienie słońca. Aphrodite szedł z tyłu i myślał nad tym, że powinni wyznaczyć kogoś, kto bezpośrednio pomagałby Atenie. Szczerze dziwił się jakim cudem ta drobna, wątła dziewczyna jest w stanie utrzymać długi, metalowy drąg zakończony odlanym w złocie symbolem sowy na tle słońca. To Berło wydawało się ważyć o wiele za dużo, na to żeby Saori wszędzie nosiła je ze sobą.
Wreszcie wyszli zza rogu na bardziej otwartą przestrzeń. Poczuli natychmiast powiew powietrza od strony morza. Ale równie nagle zostało ono gwałtownie zatrzymane przez ciężka, lodowatą parę. Wzniosła się wokół nich w momencie, nie wiadomo skąd.
- Stać! Kto idzie? – zapytał surowy głos. Jego właściciela nie było widać nigdzie. Mgła zgęstniała jeszcze bardziej. Przez prawie nieruchome powietrze ledwo było słychać szum morza.
- W porządku, Camus. To ja. – Powiedziała Atena zatrzymując się na chwilę i patrząc w kierunku wejścia do jaskiń po swojej prawej stronie.
- Atena! – Złoty Rycerz Wodnika wyszedł właśnie w tamtej strony. Mgła rozwiała się w momencie. – Wybacz, nie wiedziałem...
- To ja przepraszam. – powiedziała Saori podchodząc do niego z uśmiechem - Nie mogłeś wiedzieć, nie uprzedziłam nikogo, że się tutaj pojawię. Bardzo dobrze wykonujesz swoje obowiązki.
Rycerz Wodnika nie mógłby zupełnie nic przeczuć ponieważ Atena nie ujawniała swojej energii kosmicznej. Na pewno służyło to jakiemuś celowi, ale dziewczyna nie zwierzyła się z niego nikomu. Camus ukłonił się nic nie mówiąc. Był jednak zaalarmowany przyjściem Ateny i skierował pytające spojrzenie na resztę Rycerzy. Ale tylko przelotnie. Saori wyminęła go i skierowała się w stronę wejścia do jaskiń. Zanim jednak dotarła jeszcze do schodów Camus zastąpił jej drogę.
- Co robisz, księżniczko?! – zapytał przytomniejąc wreszcie – Chyba nie chcesz tam wejść?
- Już postanowiłam, Camus. Przepuść mnie.
- Ale Ateno, to może być dla ciebie śmiertelnie niebezpieczne! Kto wie co się może stać…
Saori przerwała kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie martwcie się o mnie. Nie byłabym potrzebna nikomu gdybym cały czas siedziała bezpiecznie na tronie. Są rzeczy, które muszę zrobić sama.
Camus nie wiedział co ma odpowiedzieć. Atena znów wyminęła go. Rycerz Wodnika dołączył do grupy rozkazując gestem kilku żołnierzom żeby trzymali wartę także na zewnątrz pod jego nieobecność.
Szli po śliskiej, wiecznie mokrej podłodze. Po obu stronach słychać było chlupot wody o skaliste ściany i metal. Gdzieniegdzie na ścianach trzymano pochodnie i lampki naftowe. Prąd elektryczny był niemożliwy do utrzymania w takim wilgotnym miejscu. Za to uciekano się do dwóch innych sposobów oświetlenia używanych jednocześnie, ze względów ostrożności. Przepisy zformułowane przez Wielkiego Mistrza były bardzo dobrze przemyślane. Pochodnie gasły zbyt szybko w kontakcie z wodą, a lampki naftowe mogły za to stać się żródłem pożaru na samej powierzchni. Dlatego nie używano każdego żródła po połowie, nie bazując tylko na jednym. Poza tym każde ze źródeł światła było chronione przed zalaniem podczas przypływu przez specjalne rozmieszczenie i wodoodporne błony.
Na bocznych scianach w miejscach, które woda najczęściej zakrywała widać było ruszające się warstwy zielonych glonów i porostów. Codziennie żołnierze pełniący wartę czyścili wązką ścieżkę, którą teraz szła Atena i jej Rycerze. Podmywany bez przerwy kamień mógł w bardzo krótkim czasie stać się okropnie śliski, a po bokach ścieżki nie było żadnych barierek. Aldebaran zauważył, że sukienka Ateny zamoczyła się na dole i pobrudziła. Saori zupełnie nie zważała na swoje ubranie kiedy angażowała się w sytuacje tego typu. Była gotowa wejść nawet do miejsc najbardziej nie odpowiadających jej godności. Żadna inna ważna osobistość którą Rycerz Byka znał, choćby tylko ze słyszenia, nie poświęcała nigdy swojego poważnego i eleganckiego wizerunku po to żeby osobiście rozwiązywać problemy. Dopiero weszli i już ze sklepienia pospadało na ramiona Saori kilka szrawych kropel. Otarła jedną ze skroni szybkim ruchem patrząc ciągle przed siebie. W powietrzu czuło się wilgoć i ciężki zapach wodorostów, mokrego piasku, kamienia, czy też coś, co po prostu ogólnie kojarzyło się z morzem. Aldebaran nie znał się na tym.
Camus wyprzedził grupę nieznacznie i zatrzymał się przy jednej z cel wskazując tym samym Atenie tę, której szuka. Saori podeszła do czarnych, pionowych metalowych krat i zwróciła się do Rycerza Wodnika.
- Otwórz drzwi.
Rycerze spojrzeli po sobie. Chcieli znów protestować, ale Atena odwróciła głowę i spojrzała na każdego z nich poważniejąc. Nikt się nie odezwał. Wreszcie zatrzymała wzrok wyczekująco na Camusie, który popatrzył jej tylko w oczy i posłusznie otworzył drzwi do celi. Aphrodite patrzył to na Camusa, to na Aldebarana usilnie myśląc jak możnaby jeszcze zatrzymać tę dziewczynę i skierować z powrotem do Świątyni. Nic nie przychodziło im do głowy wobec zdecydowania i uporu Greczynki.
Atena podała rękę Mu stojącemu po jej lewej stronie i ostrożnie zeszła do wody. Było bardzo ślisko. Buty miała wiązane, ale i tak mogły utknąć w nieregularnym i gęstym dnie. Sukienka zamoczyła się w jednej trzeciej i kleiła się lekko do nóg Saori od strony, z której szły fale. Mu trzymał się blisko. Pomimo, że nie chciała złapać się jego ramienia, gotów był w każdej chwili znów je wyciągnąć gdyby straciła równowagę na kamieniach. Pod stopami nie mieli wyłożonej płytkami posadzki, tylko pełną nierówności i wgłębień strukturę jaskini taką, jak wyrzeźbiło ją morze. Camus dziękował bogom, że woda nie była jeszcze zbyt głęboka. Sięgała dziewczynie nieco tylko powyżej kolan, co i tak uważał już za zbyt dużo. Tu nie ma przecież żadnego oświetlenia. Zdradliwe, śliskie dno, półmrok, woda o niesprecyzowanej głębokości i morderca. Siedział w cieniu, albo, równie dobrze, mógł być nawet gdzieś pod powierzchnią wody. Rycerz Wodnika pomyślał, że Atena zapewne chciałaby wejść do środka nawet podczas przypływu. Odznaczała się zatrważającą determinacją. Przecież tutaj jest pełno zagłębień, kamieni i pęknięć, można przyczaić się gdziekolwiek. Jeszcze go nie zauważyli. Nikt nigdy nie wchodził do środka cel, z wyjątkiem wyławiania ciał, nie przejmowano się strukturą wnętrza każdej z nich. Mu, uważaj żeby nie wpadła do wody! Miała na sobie tylko lekkie sandały, bogowie, to nie powinno się tak odbywać, żeby tylko nic ją nie ukąsiło.
Nie widzieli więźnia nigdzie. Złoci Rycerze nie odstępowali Saori ani na krok, postawieni w stan najwyższej gotowości. Ponieważ cele nie miały osobnego oświetlenia Rycerzom oczy musiały dopiero przyzwyczaić się do półmroku.
Wreszcie na tle skalnej ściany z samego końca, tej przostopadłej do wejścia, rozróżnili siedzącą sylwetkę. Więzień nie zauważył ich w pierwszej chwili, albo też całkowicie zignorował. Kiedy podeszli bliżej poruszył się jednak i widocznie zorientował się, że podchodzi do niego cała grupa osób. Rzucił na nich przelotne spojrzenie, które w sekundzie zatrzymało się na idącej przodem Saori i natężyło. Cała postać Rycerza gwałtownie drgnęła. Natychmiast wstał i cofnął się, co spowodowało, że Złoci Rycerze przybliżyli się bardziej do swojej przywódczyni. Mu i Aldebaran stanęli z jej obu stron. Camus i Aphrodite wysuneli się na przód i podnieśli więźnia za oba ramiona do wyprostowanej pozycji, dokładnie pilnując żeby nie mógł zaatakować Saori. Shaka stanął z boku, gotowy do interwencji w razie potrzeby. Rycerz Ryb czuł, że całe ciało Sagi jest okropnie napięte.
- Poczekajcie na zewnątrz – zwróciła się Saori do Złotych Rycerzy.
- To niebezpieczny człowiek, księżniczko, sama się o tym przekonałaś kiedy jego energia kosmiczna wymknęła się spod kontroli. Jesteśmy tu dla twojego bezpieczeństwa. – powiedział Aldebaran.
- Wiem o tym, ale nie mogę z nim rozmawiać w ten sposób. Zostawcie nas samych.
- Wybacz Ateno ale to niemożliwe. – wtrącił się Mu - On próbował cię zabić przy każdej nadażającej się okazji. Nie możemy zostawić cię bez ochrony.
- Nie wybaczylibyśmy sobie gdyby znów coś ci się stało. – dodał Aphrodite. Wzrok Sagi przelatywał szybko od jednego rozmówcy do drugiego.
- W porządku, niech Mu i Camus zostaną – powiedziała Atena po chwili ciszy – Pozostałych proszę o poczekanie przy wejściu.
Shaka pierwszy cofnął się i skierował w stronę drzwi. Aphrodite puścił prawe ramię Sagi i niechętnie dołączył do wychodzącego Aldebarana. Słychać było chlupotanie wody i wreszcie kroki rycerzy na wilgotnym kamieniu korytarza pomiędzy celami. Zatrzymali się zaraz za drzwiami.
- Puść – powiedziała Saori cicho do Camusa. Rycerz Wodnika zwolnił uchwyt na ramieniu Wielkiego Mistrza, ale nie ruszył się z miejsca. Dwóch Złotych Rycerzy mogło się okazać zbyt mało.
Saga jakby wbrew sobie usiadł z powrotem, opierając się o skalną ścianę za swoimi plecami. Kamień nie był szorstki, wręcz obleśnie ruchliwy i śliski. Rycerz nie miał jeszcze zbyt wiele siły. Prawie nie zauważył, że usiadł w wodzie. Pomimo, że był tu od niedawna zdążył oczywiście całkowicie przemoknąć i jak każdy zamknięty w Sunnion trząsł się z zimna. Na zewnątrz pogoda była ładna, ale tutaj lekko tylko ciepły wiatr doceniało się dopiero po przetrwaniu nocy, podczas której temperatury gwałtownie spadały. Po świcie człowiek witał dzienne, cieplejsze powiewy z zewnątrz jak zbawienie.
- Witaj Saga – powiedziała Atena. Nie uzyskała odpowiedzi. Rycerz Bliźniąt podniósł tylko na nią wzrok i zaraz go opuścił.
Saori przysuneła się nieznacznie i także przykucneła żeby usiąść w wodzie. Zaalarmowało to nawet Sagę, który patrzył w zupełnym zdumieniu jak biała sukienka Ateny cała zatapia się w falach. Trochę się na początku wybrzuszała, ale dziewczyna zdecydowanym ruchem wsadziła ją pod wodę, żeby nie wchodziła w drogę.
- Co robisz, księżniczko! – zawołał Mu zupełnie zaskoczony.
- Proszę mi nie przeszkadzać – odpowiedziała zdecydowanym głosem, powodując że Rycerz Barana cofnął się z powrotem do tyłu.
Znów zwróciła się do Sagi, który już nie próbował unikać jej wzroku.
- Posłuchaj – powiedziała po chwili przerwy – Bardzo mi przykro, że musieliśmy cię tutaj zamknąć. Obiecuję, że ci pomogę jak tylko będę umiała.
Saga popatrzył na Mu, potem znów na Saori. Spuścił wzrok, potem znów podniósł na chwilę, spuścił znowu. Dziewczyna patrzyła na niego bez przerwy tak intensywnie, że wydawała się prawie nie mrugać. Wreszcie Rycerz Bliźniąt nie wytrzymał ciszy i odezwał się:
- Ateno – mówił bardzo cicho – Twoi Rycerze mają zupełną rację. Nie powinnaś tutaj przychodzić.
- Dlaczego nie? – zapytała. To proste na pozór pytanie zdawało się być tym, czego Saga bardzo chciał uniknąć.
- Znowu spróbuję cię zabić. Musisz stąd natychmiast iść.
Atena nie ruszyła się. Fale sięgały jej prawie do pasa kiedy tak siedziała obok Rycerza. Co jakiś czas ją także przechodził lekki dreszcz. Mu widząc to znowu drgnął. Żeby tylko się nie przeziębiła. Nie wyglądała na kogoś o wysokiej odporności na takie rzeczy. Zeusie, to wszystko była ich wina! Dlaczego nie wyperswadowali jej przyjścia tutaj! Nie żeby to było możliwe, ale trzeba było próbować z większym zdecydowaniem!
- Dlaczego mnie ostrzegasz przed samym sobą? – pytała dalej Atena.
Rycerz nie odpowiedział. Patrzył jak fale poruszają zatopioną sukienkę Saori i co jakiś czas powodują, że materiał podpływa do powierzchni, potem znów się zanurzając.
- Podejrzewam, że dręczy cię poważny problem – powiedziała dziewczyna – I dlatego przyszłam z tobą porozmawiać. Obiecuję, że ci pomogę.
Saga popatrzył na dziewczynę znowu i zaśmiał się urywanie.
- To niemożliwe – powiedział.
- Czy do tego potrzeba dużej ilości energii? – zapytała.
- Nie – zaprzeczył Rycerz od razu – Nie o to chodzi...
- Powiedz mi dlaczego twoja energia zmienia sie tak bardzo. – Atena przyblizyła twarz do Sagi, powodując, że odruchowo cofnął się do tyłu.
- Dlaczego ciągle się ode mnie odsuwasz?
Cisza.
- Nie chcesz żebym cię leczyła. – powiedziała.
Znów brak odpowiedzi.
– Mówisz, że chcesz mnie zabić, a unikasz mnie jak ognia – ciągneła, ale Rycerz znów milczał. Saori przestała pytać ale nie odsuneła się ani o centymetr.
Cisza przeciągała się. Atena uparcie nie spuszczała wzroku z twarzy siedzącego przed nią Rycerza Bliźniąt. Ten czuł się coraz bardziej niekomfortowo. Wreszcie wybuchnął:
- Na bogów, Ateno! – Camus i Mu patrzyli uważnie, ale Saga nie miał zamiaru atakować Saori. Zamiast tego wyrzucił z siebie tylko słowa.
- Tyle razy próbowałem cię zabić i otwarcie przyznaję, że zrobiłbym to ponownie! Ostatni raz kiedy okazałaś wobec mnie litość o mały włos nie przypłaciłaś tego życiem. Czy to nie wystarczy żeby kazać mnie osądzić albo po prostu skazać na śmierć?
Chwilę milczał, po czym podjął:
- Zrób co chcesz, możesz mnie na przykład zostawić tutaj, skoro nie chcesz wydawać wyroku. Dlaczego mnie leczyłaś tam w Pałacu?! Moja śmierć nigdy nie spadłaby na twoje sumienie!
Zamilkł na chwilę. Mu i Camus wymienili zdezorientowane spojrzenia. Atena spoważniała całkowicie.
- Właśnie widzę, że chcesz zginąć i dlatego zastanawiam się czemu tak bardzo ci na tym zależy. Wcale nie chcesz mnie zabić. – powiedziała – Powiesz mi co cię gnębi, czy mam sama spróbować się dowiedzieć?
Saga dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie ujawniła jeszcze w ogóle swojej energii kosmicznej. Zareagował natychmiast.
- Nie, nie rób tego! – Lekko pochylił się w kierunku Saori. Camus położył mu dłoń na ramieniu, osadzając z powrotem. Saga na chwilę uspokoił się widząc, że Atena nie zamierza na razie manifestować swojej aury.
Przysunął się odrobinę, ale zaraz cofnął pod spojrzeniem Mu i Camusa. Jeszcze chwilę wiercił się bijąc w wodę powierzchnią dłoni. Był śmiertelnie poważny.
- Dobrze, księżniczko, odpowiem na twoje pytania. – powiedział wreszcie, cicho.
- Bardzo się cieszę. – powiedziała Saori, tak samo poważnie – Czy to prawda, że jesteś wcieleniem Aresa?
- Tak... – Powiedział to bardzo cicho. Rycerzowi ciężko było się przełamać, ale tak jak obiecał nie próbował już unikać odpowiedzi.
- Kiedy to się zaczeło? – pytała dalej Saori.
- Kiedy miałem dziewięć lat. Poprzedni Wielki Mistrz zabił mojego bardzo bliskiego przyjaciela. – Saga przerwał na chwilę ale Atena nie przestawała patrzeć mu w oczy. Mówił dalej - Nie byłem jeszcze wtedy Złotym Rycerzem, czekałem na końcowe próby prowadzące do zdobycia Zbroi. Chciałem pomścić tego chłopaka ale Wielki Mistrz pokonał mnie w walce i zagroził wypędzeniem.
Myślałem, że uda mi się zapomnieć o tym wszystkim. Niestety, pomimo zdobycia Złotej Zbroi Bliźniąt nie mogłem znieść faktu, że reprezentował Atenę ktoś, kto zabił Aetosa z taką zimną krwią. Próbowałem oddalić się od Świątyni i dużo działałem w mieście, ludzie mnie lubili.
Niestety kiedy byłem juz nastolatkiem Wielki Mistrz wezwał mnie do siebie i wspomniał tamten wieczór żądając żebym przysiągł, że nigdy nie ujawnię co się wtedy stało. Ostatnio gnębiły go poszukiwania Rycerzy współpracujących ze szpitalami i sierocińcami. Niejedno dziecko zginęło im w ten sposób. Aioros także im pomagał, a ponieważ ja i Rycerz Strzelca byliśmy przyjaciółmi – w tym miejscu głos załamał mu się lekko, ale Saga nie przerwał. Atena patrzyła na niego bez przerwy bardzo uważnie słuchając i to sprawiało, że ciągle opowiadał - Wielki Mistrz od razu pomyślał o tym żeby zamknąć mi usta. Opanowała mnie wściekłość i to co się potem stało pamiętam tylko jak przez mgłę. Fakt był taki, że zabiłem Wielkiego Mistrza i zająłem jego miejsce, ogłaszając, że Rycerz Bliźniąt został zabity.
Saga na chwilę przerwał, słysząc niedowierzające prychnięcie Mu. Popatrzył w fale i zamilkłby zupełnie, zdając sobie sprawę z tego, że zabrzmiało to jak kiepsko wymyślone kłamstwo. Atena jednak odezwała się zaraz:
- Ja ci wierzę. Potrafię rozpoznać kosmos mojego brata.
Zaraz skarciła wzrokiem Złotego Rycerza stojącego obok niej. Prosiła żeby jej nie przeszkadzano. Mu spoważniał i spuścił wzrok na jedną ze ścian.
- Słucham cię, mów dalej – powiedziała poważnie. Saga chwilę jeszcze milczał ale w końcu zaczął znowu:
- Od tamtej pory czuję drugi umysł wewnątrz siebie. Wiem bardzo dobrze kto to jest, nasze umysły przenikają się nawzajem i nawet zbyt dobrze rozumieją. Na początku zupełnie nie potrafiłem go kontrolować. Przez kilka lat robił to co chciał, a ja budziłem się tylko czasami, na krótko. Mniej więcej od dwóch lat walczymy ze sobą bardzo ostro i czasami udaje mi się zdobyć nad nim przewagę. Mimo to jednak przyznaję otwarcie, że nadal nie jestem w stanie stwierdzić kiedy się ujawni ani przewidzieć tego co bedzie robił kiedy już przejmie kontrolę nad moim ciałem.
Atena słuchała w milczeniu cały czas patrząc na Sagę. Camus i Mu nie wierzyli w to co słyszą, prawie w podwójnym rozumieniu tego zdania.
- Niestety nie mogę sam się zabić. Przez kilka pierwszych lat próbowałem to zrobić, ale on zawsze się budzi w chwilach kiedy najbardziej jest zagrożony. Dlatego właśnie ucieszyłem się kiedy Shura zranił mnie wtedy Ekskaliburem. Bez zbroi to z pewnością rana śmiertelna a ja miałem akurat nad sobą kontrolę. Gdybym umarł, Ares byłby na zawsze przywiązany do mojej duszy. Ponieważ jestem śmiertelnikiem nie mógłby się już nigdy zreinkarnować. Niestety w ostatniej chwili wyczuł twoją energię, Ateno i odzyskał kontrolę. Wtedy nie mogłem juz nic zrobić.
- Ale ta dziewczyna ci pomogła, prawda? – zapytała Saori.
Saga odwrócił wzrok wpatrując się w ciemność.
- Uratowała ci życie – powiedział.
- Raczej pomogła tobie je uratować.
- Ja nic nie zrobiłem – uciął prawie szeptem. Denerwował się tą sytuacją. Czuł się niespokojny wobec bezsensownego narażania się Ateny, ale też i tego, że musi ujawniać swoje prywatne myśli w obecności innych Złotych Rycerzy.
Saori zmieniła pozycję w wodzie, przesiadając się na drugi kamień, bardziej z prawej strony. Camus zobaczył, że przy jej ruchu z dna wzbiło się nieco mułu. Saga nie ruszał się i patrzył tylko w powierzchnię wody. Atena znów uśmiechnęła się i przełożyła berło do drugiej ręki. Znów znikneło pod wodą. Mu ze zgrozą obserwował jak oblepiają je glony z dna. To samo działo się z rękami, którymi Saori się podpierała, były pobrudzone aż powyżej łokci.
- Widzisz Saga, im bardziej ciebie słucham, tym bardziej zdaję sobie sprawę jak wielki dług mam wobec ciebie – powiedziała pogodnie.
Rycerz Bliźniąt popatrzył na nią zupełnie zaskoczony. Napotkał wreszcie wzrokiem jej uśmiech. Natychmiast odwrócił głowę. W toku całej ich rozmowy poczucie winy wzrastało w nim coraz bardziej. Pogodne nastawienie Ateny tylko zwiększało jego wstyd. Saori z całych sił starała się mu wszystko wybaczyć, jak on mógł pozwolić żeby takej osobie działa się krzywda! Powinien być jej wierny, a zamiast tego notorycznie próbował ją zabić. Bogowie, to się działo przez trzynaście lat, nawet kiedy była niemowlęciem. Był po prostu słaby. Sytuacja stała się dla Sagi nie do zniesienia.
- Ateno, proszę cię, zostaw mnie – powiedział słabym głosem – Zostaw mnie samego – poprosił.
Atena nie poruszyła się, ale uśmiech zniknął z jej twarzy. Saga popatrzył na nią przelotnie i zauważył tę zmianę. Znów spojrzał w fale przed sobą.
- Przepraszam cię, księżniczko. Czy chciałabyś jeszcze o coś zapytać? – odezwał się
- Posłuchaj Saga, mogę ci pomóc, ale musisz mi zaufać – wyciągneła rękę do niego, ale zatrzymała się wpół drogi widząc, że znów drgnął, zaalarmowany od razu. Bardzo podobnie zareagowali Złoci Rycerze stojący obok, ale ponieważ Atena zatrzymała się, nie zrobili jeszcze nic.
- Spokojnie, pozwól mi spróbować – powiedziałaAle jej ręka nie dotknęła go jeszcze. Saga wstał gwałtownie podpierając się na prawie suchej na tym poziomie, chropowatej ścianie, pokrytej wyschłymi odrobinę zielonymi włosami.
- Ateno, zrozum, to nie jest zabawa – powiedział. Wyjątkowo uzyskał cichą aprobatę ze strony Mu i Camusa, którzy denerwowali się prawie tak samo jak Rycerz Bliźniąt – To, że moje ciało jest jeszcze słabe nie ma w żadnym razie związku z tym jaką siłę będzie miał Ares jeżeli przejmie nad nim kontrolę. Ma bardzo spore zapasy własnej energii, oprócz tego, że po części dysponuje moją. Nawet jeśli ledwo stoję na nogach on może szybko zregenerować jakiekolwiek z moich ran czy usunąć zmęczenie. Przez nasycenie ciała swoją energią kosmiczną zmusi je do działania jeśli będzie tego potrzebował.
Rycerz Bliźniąt stał teraz po lewej stronie Mu. Atena także wstała. Jej suknia cała ociekała wodą i długie włosy pomoczyły się od połowy w dół. Teraz przylepiły się do sukienki. Wiotka dziewczyna przy nagłym napływie wiatru z zewnątrz zadrżała jak osika. Mu natychmiast odpiął swój płaszcz i zarzucił jej na ramiona. Dziewczyna zupełnie tego nie zauważając odpowiedziała:
- Nie bój się, nie wywołam go tym razem. Spróbuję go zapieczętować.
- Zapieczętować? – powtórzył zdziwiony Mu. Saga patrzył tylko, nie wiedząc czy wierzyć w to co słyszy. Rozważał możliwości i zagrożenia takiego rozwiązania.
- Odrzucając jego dominację nad swoim ciałem spychasz umysł Aresa wgłąb siebie. Jeżeli uda mi się zatrzymać go tam za pomocą Pieczęci Ateny nigdy już nie będzie cię nękał. Będziesz mógł wrócić pomiędzy Złotych Rycerzy. - powiedziała
- Niemożliwe – potrząsnął głową Saga – Istnieje zbyt duże ryzyko że odczuje twoją obecność i obudzi się. Wtedy żadne z nas nad nim nie zapanuje.
- Dlatego będziemy potrzebowali pomocy tej blondwłosej dziewczyny. Ona pomoze ci utrzymać nad nim kontrolę.
- To niemożliwe – powtórzył Saga, tym razem bardzo stanowczo – Z całym szacunkiem dla ciebie Ateno, nie zgodzę się żeby June miała z tym cokolwiek wspólnego. Ares nienawidzi jej, już kilka razy pomogła mi zdobyć nad nim przewagę. Jak sama zapewne wiesz, bogowie nigdy nie pozwolą żeby śmiertelnik ich zdominował, jestem przekonany, że on będzie chciał ją zabić przy najbliższej okazji.
- Shaka i Mu mogą nam pomagać i ochraniać ją – zaproponowała Saori.
- Niestety Ateno, obawiam się, że muszę sprzeciwić się twojej woli – odpowiedział Saga – Dlaczego nie każesz mnie zabić? Uwierz mi, to najlepsze wyjście, przemyśliwałem tą sprawę przez trzynaście lat!
Atena stała naprzeciwko niego. Ani Camus ani Mu nie osłaniali jej już tak zawzięcie, rozumiejąc całą sytuację. Saori położyła rękę na jego ramieniu.
- Przyjdę jutro z twoją przyjaciółką. Na pewno ona też nie chce żebyś zginął. Zaufaj mi, wszyscy razem mamy szansę zakończyć to wszystko na dobre.
Saga nie odtrącił jej dłoni. Zadrżał tylko lekko i spiął się na moment, zaraz jednak wszystko mineło. Rycerza Bliźniąt nagle opuścił cały poprzedni opór. Skłonił lekko głowę podczas jak Atena wychodziła z celi.
- Proszę cię, zastanów się nad tym jeszcze raz – powiedziała – Wiem, że nie chcesz nikogo narażać, ale trzeba koniecznie wierzyć, że nam się uda. Jesli tak, to będziesz mógł wreszcie wrócić do normalnego życia, a Ares już więcej nie pojawi się na ziemi.
Kiedy Saori wychodziła Saga myślał o uśmiechniętej June. Na mokrej ścieżce czekali juz na Atenę pozostali Złoci Rycerze. Drzwi celi zamknęły się znowu i Saga został sam. Woda chlupotała obijając się o ściany i ściekając kroplami z jego opuszczonych wzdłuż tułowia rąk. Wiedział bardzo dobrze, że dotyk dłoni Saori przebudził tkwiącą w nim duszę Aresa, ale był już zupełnie spokojny. Na szczęście podjął już decyzję i powinien wytrzymać do zachodu słońca. Rana na brzuchu jeszcze trochę ściskała go od środka.
Shina zamkneła drzwi i zaraz siadła na komodzie czyli na pierwszej rzeczy, którą miała pod ręką, wchodząc do mieszkania mistrza Shury.
Shura z pewnością nie zachowywał się wobec niej obojętnie. Coraz bardziej i bardziej dochodziło do niej co Złoty Rycerz próbuje dać jej do zrozumienia, chociaż już od dłuższego czasu starała się oddalić od siebie to wszystko.
To głupota.
Shinę roznosiło coś od środka. Trzeba było mu powiedzieć jak sprawy stoją, a tymczasem ona cały czas była jakoś dziwnie skrępowana. Po raz pierwszy nie mogła się do czegoś zmusić, chociaż zdawała sobie dokładnie sprawę z tego co chce zrobić. Co za beznadzieja. Jej życie było jednym wielkim bezsensem, nic się nigdy nie układało. Do Hadesa, dlaczego zawsze musiała walczyć z każdym najmniejszym elementem swojej egzystencji?
Atena nie powiedziała ani słowa do czasu, aż wszyscy byli na zewnątrz. Złoci Rycerze byli niewyobrażalnie szczęśliwi. Olbrzymi kamień spadł każdemu z serca że wyszła na zewnątrz bez szwanku i że nic się nie stało. Zaraz jednak ze smutkiem zauważyli jak ta wizyta odbiła się na wizerunku dziewczyny. Jej suknia ociekała zielonkawą wodą. Atena, cały czas idąc w kierunku Świątyni, jakby powzieła jakąś inną równie ważną decyzję podała Aphrodite'owi płaszcz Mu i kilkoma ruchami wycisnęła sukienkę z kilku stron. Na schodach lekko tylko strzepneła piasek z przedramienia, niestety dłonie, buty i sporą część sukienki miała obklejone ciemnozielonkawym mułem z dna jaskini. Wytarła ręce w sukienkę bardzo szybko i ścisnęła znów w prawej dłoni Berło, także ociekające wodą. Aphrodite przyspieszył koku i znów zarzucił jej na ramiona płaszcz. Saori dygotała jeszcze nieco z zimna, ale gruby, solidny materiał zdawał się pomagać osłaniając od wiatru. Poza tym słońce stało wysoko na niebie, szybko się wysuszy. Zresztą trzeba i tak wracać jak najszybciej.
Po drodze na górę do Pałacu wzrok Aphrodite'a niespodziewanie napotkał postać Shury. Rycerz Koziorożca rozmawiał chyba z jednym z wartowników podlegających Death Maskowi, ale odskoczył nagle bardzo gwałtownie i to ten ruch przykuł wzrok Rycerza Ryb.
- Co?! – zawołał Hiszpan z wściekłością i niedowierzaniem.
Atena wyprzedziła już bardzo Aphrodite'a i niczego nie zauważyła. Rycerz Ryb stanął na chwilę, przyglądając się, zaniepokojony co się stało. Wartownik zadrżał, nie spodziewając się zupełnie takiego wybuchu i zaraz zaczął coś gorączkowo tłumaczyć, ale to tylko pogorszyło sytuację. Shura wyglądał na całkowicie wyprowadzonego z równowagi. Aphrodite podszedł do niego bez wachania, chcąc zareagować zanim będzie za późno.
- Shura, wszystko w porządku? – zapytał zaalarmowany chwytając Rycerza za prawy łokieć,a wszelki wypadek zaginając go lekko. To opóźni ewentualny atak ekskalibura.
Shura nie odpowiedział. Za to wartownik, który miał już prawie duszę na ramieniu, spojrzał na Aphrodite'a z wdzięcznością, jak w słońce. Teraz już raczej nie zginie z ręki wściekłego Hiszpana. Tłumaczył się jeszcze gorączkowo, chyba przez to, ze nadal był jeszcze w szoku.
- Złoty Rycerz Lwa naprawdę nie miał z tym nic wspólnego! Ona po prostu go nie akceptowała i dlatego to wszystko. Tamten Brązowiak widział ją bez maski już dawno, tamten był zazdrosny i dlatego przylazł. Głupiec, myślał, że zabije go pierwszy. Wiadomo było, że nie ma szans jeżeli Złoty Rycerz Lwa chce tego samego. Tylko że ona mu powiedziała że już tamtego zobaczyła i nie powstrzymał się.
Wartownik mówił bardzo szybko i cokolwiek mu przyszło na myśl, nie wiedząc co tak rozzłościło Złotego Rycerza Koziorożca i jak go ułągodzić. Aphrodite szybko kazał mu odejść widząc, że pięści Shury tylko bardziej się zaciskają. Zdawało się, że ze wszystkich sił próbuje nie wybuchnąć.
Nie odpowiadał na żadne pytanie i nie dał się odprowadzić nigdzie, nie ruszył się ani o centymetr.
