Kiedy Atena zeszła na dół schodów i stanęła u wejścia do Sunnion Złoci Rycerze siedzieli w dalszym ciągu na tych samych miejscach. Tylko Aioria znalazł w sobie dość energii żeby wejść do środka więzienia i sprawdzić co się stało. Nie był w stanie stwierdzić co. Nic w środku nie było nawet draśnięte, ani jeden przedmiot czy kamień poruszony. Niezwykła manifestacja energii trwała dobre kilka minut. Rycerz Lwa dopiero niedawno zdążył wyjść kiedy zobaczył nagle nadchodzącą Saori. Szybkim ruchem odpiął płaszcz i przykrył nim poszarpane ciało Wielkiego Mistrza zanim zdążyła podejść bliżej.

Widząc leżących wszędzie żołnierzy i wreszcie samego Camusa Atena zadrżała. Rycerz Wodnika nie krwawił i wyglądał jakby spał. Aphrodite przybiegł pierwszy i zobaczył tylko jak jego kolega zgina się wpół i pada na ziemię. Zdążył podeprzeć go pod ramię i wtedy dotarł na miejsce Mu, ale Camus prawdopodobnie nie zdążył nawet zobaczyć nadchodzącego Rycerza Ryb. Dusza uciekła z niego tak szybko, jakby jego siła Złotego Rycerza nie miała żadnego znaczenia.

Saori podbiegła bliżej wejścia do Sunnion, gdzie Mu i Aphrodite nadal siedzieli bez słowa. Było okropnie cicho, tylko w ciemności po ich lewej stronie było słychać morze. Dzięki lampom i kilku pochodniom można było nawet zobaczyć najbliższe fale.

Aphrodite nie mógł w to wszystko uwierzyć. Zupełnie nie rozumiał co się stało. Nikt nie rozumiał. Nikt nie mógł logicznie myśleć. Mu miał łzy w nieruchomych oczach, ale bezmyślnie wpatrywał się w ziemię jakby czekając aż wiatr, którego przecież zupełnie nie było sam je wysuszy. To było nie do zniesienia, siedzieć tak blisko Camusa i nie czuć jego energii. Nic, zupełnie nic. Nie dało się w to uwierzyć. Aphrodite widział, że nikt nie może w to uwierzyć.

Aioria cieszył się, że Atena pod jego perswazją nie weszła w końcu do Sunnion i nie pytała o Wielkiego Mistrza. Na wszelki wypadek jeszcze tego wieczora nakazał inspekcję jego celi. Inspekcja, tak się to nazywa, żeby nie nazywać innymi słowami, których chociaż prostych nie chciał używać. Przypływ w żadnym razie nie był rozwiązaniem. Pamiętał tylko krew na skałach i jeszcze coś tu i ówdzie, o czym nie chciał myśleć. Po prostu jak najszybciej stamtąd wyszedł.

Aldebaran stał oparty o kamienną ścianę. Saori popatrzyła na niego i nagle gwałtownie szarpneła go za ramię.

- Aldebaran, Mu, Aphrodite! – zawołała powodując, że poderwali głowy do góry – Podnieście go! Szybko! Aioria, Shura, chodźcie tutaj, trzeba ich stąd natychmiast zabrać!

Mówiła nerwowo i szybko. Nikt nie widział jej wcześniej w takim stanie. Nie krzyczała ani nie ogarneła jej panika, ale wszyscy zaalarmowali się. Nie uroniła ani jednej łzy.

Aioria pamiętał wszystko bardzo dokładnie. Kiedy tylko wynieśli Camusa i żołnierzy poza miejsce gdzie zmanifestowała się dziwna energia, powietrze tuż przed twarzami Złotych Rycerzy zafalowało. Rycerz Wodnika syknął z bólu i jego energia rozbłysła ponownie. Nie panował nad nią początkowo i schody w promieniu kilku metrów zlodowaciały. Normalnie Mu potrząsnąłby Camusem, ale tym razem nie śmiał nawet się poruszyć. Złote Zbroje Barana i Ryb całe pokryły się szronem. Mu poczuł jak skóra na policzku i brodzie ściągneła mu się nagle. Shura oderwał od ziemi najpierw jedną nogę, a potem, z większym trudem, drugą. Saori podeszła do przodu i zapalając swoją energię kosmiczną dotknęła klatki piersiowej leżącego Rycerza.

- Camus – zawołała go łagodnie.

Rycerz Wodnika poruszył powiekami i urywanie wciągnął powietrze. Zaraz otworzył oczy. Zobaczył nad sobą Mu, Aphrodite'a, Saori i gdzieś dalej Shurę.

- Bogowie... – westchnął tylko. Jego energia kosmiczna paliła się bez przerwy i niekontrolowanie.

Shura mimo woli drgnął przestraszony kiedy żołnierz, którego trzymał pod ramiona nagle się poruszył. Życie nagle zaczeło do wszystkich wracać. Skąd Atena wiedziała co się dzieje? Jakim cudem tak szybko zorientowała się co trzeba zrobić? Czy działali w ostatniej chwili czy mogliby odkryć co się święci dopiero wynosząc wszystkich podczas pogrzebu? Co się tak właściwie stało? Aioria nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań.

Na szczęście Camus i wszyscy żołnierze żyli.

Rycerz Wodnika dopiero z pomocą Ateny zdołał zgasić swoją energię. Mu i Aphrodite musieli trzymać swoje cały czas zapalone, inaczej mogliby zamarznąć. Camus jeszcze długo nie otrząsnął się, jakby pochłonięty przez wspomnienie, w które sam nie wierzył. Nie chciał mówić ani słowa o tym co się stało.

Aphrodite pomyślał, że to musiała być jakaś pieczęć czy coś w rodzaju teleportu, założone wokół więzienia, które podziałało wyłącznie na tych, którzy byli wtedy na miejscu. Potem nikt już nic tam nie odczuł, nawet Saori czy Camus.

Atena odwróciła się i poszła w kierunku Pałacu nie mówiąc ani jednego słowa. Aphrodite i Milo towarzyszyli jej tym razem, reszta Rycerzy rozeszła się do Domów. Żołnierze mogli już poradzic sobie sami, a Aphrodite na wszelki wypadek trzymał się blisko Camusa podczas drogi na samą górę. Zdawało się, że Rycerz Wodnika był jeszcze pod wpływem szoku. Kiedy szedł po schodach, jego energia jeszcze co jakiś czas lekko rozbłyskiwała niekontrolowanie. Saori szła niewiele przed nim. Napotkała wzrok Milo, który przeszedł od postaci Camusa na jej twarz. Odezwała się w odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie:

- Nic mu nie będzie. Wkrótce dojdzie do siebie. – Milczała na chwilę.

- Co tam się właściwie zdarzyło? – zapytał Milo patrząc na Atenę uważnie. Była niepokojąco smutna i cicha. Nie patrzyła na żadnego z nich, szła tylko przed siebie. Milo zauważył, że Aiorii z nimi nie ma. Został na dole żeby zrobić coś, o czym nikt nie mówił.

Wreszcie Atena odwróciła głowę w stronę Złotego Rycerza Skorpiona, który nadal patrzył to na nią, to na Camusa nadal licząc że uzyska odpowiedź na swoje pytanie.

- To było przejście międzywimiarowe - odezwała się Saori, bardzo cicho, tak, że tylko Milo mógł ją usłyszeć. Camus został nieco w tyle, za nim szedł Aphrodite, na wszelki wypadek obserwując Rycerza, gotowy pomóc gdyby było trzeba.

- Przejście międzywymiarowe? – zdziwił się Milo - To niemożliwe Ateno, widziałem kilka w swoim życiu. Zazwyczaj trwają o wiele dłużej i bardzo dobrze je widać. Poza tym nigdy nie słyszałem żeby w taki sposób działały na energie kosmiczne!

- To przejście – Atena wzieła głęboki oddech. Już od jakiegoś czasu nie patrzyła na Milo, tylko na schody przed sobą – zostało wytworzone tylko w naszym wymiarze. Nie otwierało się do żadnego innego.

Milo nie wiedział co ma powiedzieć. Nie wiedział też co mysleć o tym co słyszy.

- To, że wciągnęło Camusa i tych żołnierzy było tylko przypadkiem. Musiało w pewnym momencie wymknąć się spod kontroli. Ich energie kosmiczne zostały wciągnięte przez pole energetyczne.

- Wielki Mistrz próbował ucieczki? Dlaczego takim sposobem? – zapytał Milo. To było dziwne, ludzie zwykle oszukiwali strażników, albo forsowali ściany i kraty. Wielki Mistrz sam szczegółowo dbał o zabezpieczenia Świątyni, nie mógł nie wiedzieć, że nigdy nie wydostanie się przez użycie teleportu.

- Saga je otworzył... – głos jej się urwał - ...ono...nie zostało otwarte żeby nigdzie przejść. Po prostu on nie znał innego sposobu żeby odciąć się od otoczenia na czas który potrzebował...

Milo usłyszał jak głos załamuje jej się znowu. Zbliżył się lekko na wypadek, gdyby znów utraciła siły i zemdlała. Ale Atena szła dalej, przyśpieszając nawet nieco kroku. Przetarła dłonią skroń szybkim ruchem.

- Nie rozumiem, Ateno. – powiedział Rycerz Skorpiona – Saga nie próbował zabić wartowników?

- Nie – zaprzeczyła – Popełnił samobójstwo.

- To niemożliwe! – zawołał Milo, zwracając na siebie uwagę Camusa i Aphrodite'a.

- Wszystko w porządku? – zapytał Rycerz Wodnika. Milo tylko przytaknął i szybko znów odwrócił się do nich plecami, wyrównując krok z Ateną. Saori najwyraźniej nie chciała mówić wszystkiego oficjalnie, ale Milo czuł, że zdarzyło się coś poważnego i obawiał się, że nie mogą pozostawiać tego wszystkiego Atenie.

- Księżniczko, Rycerz Bliźniąt sam nam powiedział, ze nie może się zabić. Czy to znaczy, że cały czas kłamał?

- Nie, Milo – powiedziała Saori – Zaproponowałam mu, że spróbuję zapieczętować duszę Aresa w jego wnętrzu. – Milo oczy rozszerzyły się i słuchał z coraz większym zdumieniem – Kiedy z nim rozmawiałam upierał się, że nie chce narażać ani mnie, ani swojej przyjaciółki, Srebrnego Rycerza Kameleona. Myślałam, że przemyśli sobie całą sprawę i w końcu zdołam go przekonać. Niestety on wykorzystał wieczorną zmianę warty żeby nie dać nam czasu na działanie i próbował wytworzyć wokół siebie barierę, która nie wciągnęłaby nikogo innego. Niestety musiała się potem zwiększyć, Rycerz Bliźniąt był przecież ranny, zapewne nie miał wystarczająco sił żeby nad nią zapanować kiedy Ares się obudził.

Atena mówiła już bardzo cicho.

- Po co była ta bariera? – Milo nadal nie rozumiał, albo raczej nie chciał przyjąć do siebie swoich domysłów dopóki nie zostaną zupełnie potwierdzone.

- Kiedy Ares...zorientował się w całej sytuacji... że w więzieniu jest ode mnie odizolowany i że...planujemy go zapieczętować...- Atena co jakiś czas przerywała – musiał się dowiedzieć, wiedział co Saga myśli...zaatakował. - Atenie głos się załamał – Podejrzewam, że Rycerz Bliźniąt nie pozwalał mu nad sobą zapanować.

Atenie nagle łzy popłyneły z oczu. Po chwili było ich już coraz więcej. Milo nie wiedział co ma zrobić. Przypomniał sobie poplamiony płaszcz Aiorii i dziwny zapach energii kosmicznej roznoszący się wokół Sunnion. W zaaferowaniu nikt nie zwrócił na powietrze uwagi, ale Milo pamiętał jak jego Mistrz doprowadzał czasem przeciwników do spalenia. Ich energia kosmiczna wypalała się w oczach, aż nic nie pozostało. Tak właśnie pachniało później powietrze. Każdy ze Złotych Rycerzy znał ten zapach. Wielu z nich zdarzyło się widzieć parę przeciwników w słupie energii wylatujących razem w przestrzeń, zapach był taki sam. Aphrodite natychmiast podbiegł do Ateny jak tylko zaczeła płakać.

- Milo, na bogów, co ty robisz! – zdenerwował się, nie rozumiejac co się stało. Podał Saori rękę, ale przez łzy nie zauważyła go wcale, więc zamiast tego objął ją lekko ramieniem i poprowadził w stronę Pałacu. Atena była wycieńczona niewyspaniem i emocjami. Dwa zamachy na jej życie, jeden po drugim, potem problemy w Świątyni, ranni i zabici, zagrożenie życia Camusa, wartownicy, Wielki Mistrz... To wszystko okazało się za dużo i nie można było się temu dziwić. Milo był wdzięczny Aphrodite'owi że zajął się Saori, sam nie wiedział co ma powiedzieć i jak jej pomóc. Na pewno bezpodstawnie brała na siebie to wszystko.

Rycerze Skorpiona i Ryb zostali na noc, pozwalając Shace i Aldebaranowi na powrót do Domów i odpoczynek. Mu mimo że stróżował przy Atenie już od dłuższego czasu został z nimi także, żeby spróbować pomóc w uspokojeniu Saori.

Marin nigdzie nie było, a Atena nie przestawała płakać. Niestety, wbrew nadziejom Aiorii zobaczyła jendak zakryte płaszczem ciało i wiedziała instynktem bogini co miało miejsce w środku celi, może nawet lepiej niż sam Rycerz Lwa, który widział na własne oczy w jakim stanie są ściany i kraty od wewnątrz.

Niestety Mu także nie wiedział co ma robić żeby uspokoić Saori.

- Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie w żaden sposób pomóc. Jedynym wyjściem jest zostawić ją samą – powiedział.

Aphrodite i Milo wiercili się niespokojnie pod drzwiami do pokoju wcielenia bogini. Wszyscy trzej Złoci Rycerze czuli, że ich narada na nic się nie zda. Przecież nie można zostawić jej w takim stanie, trzeba coś zrobić. Tylko nie wiedzieli co.

Nagle usłyszeli pukanie do drzwi po drugiej stronie korytarza. Ktoś chciał dostać się do Pałacu. Milo szybkim krokiem poszedł w tamtym kierunku i juz za chwilę otworzył drzwi.

- Shina? – powiedział zdziwiony – co ty tu robisz o tej porze?

Spodziewał się raczej Marin.

- Milo. – powiedziała zamiast przywitania - Szukam Shury, chciałabym z nim porozmawiać, ale nie ma go w Domu Koziorożca. Pomyślałam, że może ma służbę w Pałacu.

Milo odsunął się i dziewczyna weszła do środka. Zobaczyła tylko Mu i Aphrodite'a i zaraz zniecierpliwiona popatrzyła na drzwi do Sali Audiencyjnej.

- Nie ma go w Pałacu – powiedział Milo – Jesteśmy tylko my, Atena jest w złym stanie.

Shina zwróciła głowę w stronę Złotego Rycerza, zaalarmowana. Wyglądała jakby to po co tutaj przyszła zeszło na chwilę na drugi plan.

- Jakto? – zapytała ostrym głosem. Zawsze mówiła w ten sposób. Złoci Rycerze rzadko widzieli, żeby nie reagowała na coś gwałtownie. Milo jednak nie zwrócił na jej ton uwagi. Miał myśli zajęte całkowicie troską o Atenę. Nie sądził żeby do tej pory choć trochę się uspokoiła.

- Jak zapewne sama zauważyłaś, w Sunnion doszło to wybuchu energii kosmicznej. Camus i około dwudziestu wartowników o mało nie zgineli. Aioria znalazł ciało Wielkiego Mistrza całe rozniesione po ścianach celi. Cudem udało nam się przywrócić Camusa do życia i na szczęście nic mu nie jest. Niestety Atena była pod ogromną presją, ostatnio nie spała prawie wcale. Od prawie godziny płacze i zupełnie nie potrafimy jej uspokoić.

Shina zamilkła i zastygła całkowicie, słuchając. Nawet ona musiała być przejęta. Do Milo i Shiny dołączyło pozostałych dwóch Złotych Rycerzy.

- Płacze prawie bez przerwy – powiedział Aphrodite – Nie wiemy co powinniśmy zrobić. Prosiła żeby zostawić ją samą, ale nie możemy przecież siedzieć tu i czekać bezczynnie.

- Zupełnie nie mamy pojęcia jak choć trochę jej ulżyć – odezwał się znów Milo – a nie mogliśmy znaleźć Marin żeby się poradzić.

Shina popatrzyła po kolei na każdego z nich. Wreszcie bez słowa poszła w kierunku sypialni Saori. Aphrodite zatrzymał ręką Mu, który ruszył za nią. Chociaż mocno wątpili w delikatność Shiny i jej zdolności do podnoszenia ludzi na duchu powinni pozwolić jej spróbować.

Shina pociągnęła za ciężką miedzianą klamkę w kształcie jakichś kwiatów, które miały chyba byc piękne, ale jej nie podobały się zupełnie. Weszła do pokoju i od razu zdecydowanym krokiem podeszła do łóżka, do którego Złoci Rycerze zdołali doprowadzić Saori. Shina domyśliła się, że Atena została tam dokładnie w tej samej pozycji w jakiej ją posadzili. Półleżała oparta o poduszki z boku dużego łóżka z przeźroczystym baldachimem. Shina zdjęła z twarzy maskę i wciąż trzymając ją w dłoni usiadła obok Saori. Ta nie przestała płakać od prawie godziny, jak się tego spodziewał Mu. Zauważyła Rycerza Wężownika dopiero po chwili.

Shina popatrzyła na Saori w milczeniu i od razu wyciągneła do niej ręce i przytuliła do siebie objąwszy ramionami. Trzymała tak przez chwilę. Z początku Saori sztywno oparła się na niej, ale z czasem powoli się rozluźniła. Łzy zamoczyły ramię Shiny.

Atena poczuła się nagle lżej, zupełnie niespodziewanie. Shina miała zupełnie zgaszoną energię kosmiczną. Saori nie czuła w niej Rycerza, tylko inną dziewczynę. Obecność taka była jej mało znana, jako że Atena wyrastała i pozostawała jak dotąd zawsze w otoczeniu mężczyzn. Shina ze swojej strony oczywiście przebywała przez większość życia w żeńskim obozie treningowym, gdzie kobiety nieraz dodawały sobie nawzajem odwagi. Shina nie próbowała nic mówić, ani uspokajać jej zapaleniem swojego kosmosu, jak to by zrobili Złoci Rycerze. Zamiast tego Saori poczuła bratnią duszę, inną śmiertelniczkę, dziwnie do siebie podobną, tak samo słabszą i bardziej wrażliwą na ataki i wyroki losu jak ona sama. Atena powoli zaczynała przyswajać sobie na nowo wiedzę o swojej śmiertelnej części. Już nie czuła się taka osamotniona. Dziewczyna siedząca obok niej okazała się zadziwiająco podobna. Także próbowała być silna wobec tego czemu musiała się przeciwstawiać, wobec walk i wobec ciągle nasuwającego się porównania do mężczyzn-Rycerzy. Atena z wolna przestała płakać i popatrzyła na twarz siedzącej obok siebie Shiny. Nigdy nie widziała wcześniej tej dziewczyny, wyraźnie jednak Złoci Rycerze jej ufali, skoro ją tu wpuścili. Poza tym Saori nie wyczuwała z jej strony zagrożenia. Shina miała zielone oczy o odważnym spojrzeniu i zaczepnym wyrazie. Włosy, jasne, także w podobnym odcieniu lekko się kręciły, jak to u Włoszki. Siedziały dość długo, blisko siebie, milcząc. Saori oczy wyschły już zupełnie i przestała drżeć. Problemy związane z byciem wcieleniem Ateny odpłynęły dziwnie na drugi plan. Saori zapytała wreszcie:

- Jak masz na imię.

- Shina – Nie dodała nic aż Atena nie zapytała ponownie.

- Znasz Złotych Rycerzy?

- Tak, przez jakiś czas mieszkałam w Świątyni. Dowodziłam wartownikami, a potem już jakoś tu zostałam.

- Dziękuję ci, że przyszłaś.- powiedziała Saori

- Nie przejmuj się. – powiedziała Shina tak jakby rozmawiała sobie z koleżanką z obozu treningowego a nie z wcieleniem bogini – Masz tu przechlapane, wszędzie faceci. I tak sobie dobrze dajesz radę. – oświadczyła surowo jak zawsze.

- Chociaż mają dobre intencje. – dodała po chwili, jakby na ich usprawiedliwienie.

- Nie, to po prostu...było za dużo – Saori wycierała jeszcze czerwone oczy – Rycerz Strzały zginął, potem Ares, o mało nie straciliśmy Camusa i dwudziestu wojowników. Potem Rycerz Bliźniąt...

- Wiem. – powiedziała Shina ucinając słowa Saori nie zbyt ostro, ale zdecydowanie. Widziała, że łzy znów się zbierają w oczach wcielenia Ateny – To nie twoja wina. Rzeczy czasami wymykają sie spod kontroli.

- Mogłam ich zatrzymać...albo powiedzieć żeby...

- Nic nie mogłaś zrobić – przerwała, znów zdecydowanie Shina – Śmiertelnicy giną i nic nie można zrobić. Na tym polega bycie śmiertelnikiem. Trammy sam sprowokował twoich Rycerzy atakując cię. Prawie cię nie zabił, nie mogli zareagować inaczej. Wielki Mistrz sam wybrał swój los, miał do tego wystarczającą siłę i trzeba uszanować, że w taki sposób ją wykorzystał. Poza tym zrobiłaś najwięcej ratując życie Rycerzowi Wodnika i wartownikom, oni zgineliby niewinnie. Zawdzięczają ci życie.

Nastąpiło milczenie, które ciągnęło się przez dobrą chwilę. Wreszcie Saori poruszyła się i usiadła trochę odsuwając się nieco od Shiny, do której była do tej pory przytulona.

- Wszystkim Rycerzom w Świątyni i jej okolicach odczucie twojej obecności dodaje siły i odwagi. Rosną w siłę przez samo poczucie że nad nimi czuwasz.

- Czujecie moją energię w mieście?

- Oczywiście – powiedziała Shina jakby tłumaczyła coś naiwnej dziewczynce podczas treningu – No, ale musisz też czasem zapomnieć o tych wszystkich poważnych rzeczach. – wstała nagle i wyciągneła do Saori rękę - Co ty na to żebyśmy się przespacerowały? Te sztywniaki - wskazała dłonią na drzwi – za daleko nas pewnie nie puszczą, ale chodźmy chociaż na taras, prowadzi przez całą długość z tyłu Pałacu. Jest stamtąd dobry widok na morze. Lubisz patrzeć na gwiazdy?

- Bardzo – powiedziała Saori. Bogini w jej wnętrzu zupełnie się uspokoiła, podziwiając spokój normalnej, luźnej rozmowy. Żadko takie do tej pory prowadziła. Wychowawszy się w tak zwanym „dobrym domu" zawsze otaczała ją sztywna etykieta. Shina nie znała, lub nie respektowała prawie żadnych takich zasad. Nigdy nie używała przepisowych powitań w stosunku do Złotych Rycerzy, jak i do Janina. Dla Ateny czuła duży repekt, ale nadal jak widać nie zamierzała stosować się do konwencji.

Ten brak dystansu spowodował, że niedługo rozmawiały już zupełnie luźno. Milo kilka razy zerknął czy na tarasie nic im się nie dzieje. Stały jednak patrząc w niebo i Złoci Rycerze uspokoiwszy się na dobre czekali na korytarzu. Wreszcie, Shina odprowadziła Atenę z powrotem do sypialni, poczekała chwilę aż Saori zasnęła, tym razem nareszcie spokojnym snem. Założyła maskę z powrotem i dołączyła do trzech mężczyzn czekających za drzwiami.

- Dziękujemy ci, Shina – powiedział za wszystkich Mu.

- Jak ty to zrobiłaś? – zapytał Milo.

Shina wzruszyła ramionami i zmieniła temat:

- Atena chce widzieć się z Aiorią jutro z samego rana. Moglibyście mu to przekazać? – zapytała.

- Oczywiście – skinął głową Mu – Poinformuję go od razu.

- Pójdę już do siebie – Shina skierowała się w stronę wyjścia. Pożegnała się lekkim machnięciem ręki w kierunku trójki Złotych Rycerzy i dodała całkiem łagodnym głosem – Dobranoc!

- Dobranoc – powiedział Aphrodite. Żaden z nich już o nic nie zapytał. Widać to wszystko była jakaś kobieca sprawa, której by i tak nie zrozumieli.

Shina przeszła przez pusty Dom Ryb, a potem w Domu Wodnika niechcący zbudziła Camusa. Kiedy jednak rozpoznał niespodziewanego nocnego gościa, pomachał tylko lekko i wrócił do łóżka.

Shina zchodziła w dół i myślała o tym czy Rycerz Koziorożca będzie u siebie w Domu. Kiedy przyszła tu na górę kilka dobrych godzin temu, była przygotowana psychicznie na to co ma powiedzieć, ale teraz zupełnie o wszystkim zapomniała i znów miała w głowie chaos. Na szczęście w Domu Koziorożca nie było zapalonych świateł, wyglądało na to, że Shura nie wrócił na noc, lub też śpi. Może uda jej się przemknąć niezauważenie, tym bardziej że zgasiła swoją energię kosmiczną. Jeśli śpi to może zignoruje jej obecność.

Udało się, przeszła przez Dom Koziorożca bez problemu, Shury nie było.

Denerwowała się na siebie, że tak się spięła i odwracała głowę uważnie słysząc każdy najmniejszy szelest. To tylko rozmowa, co w tym takiego stresującego. Trzeba sobie wyjaśnić sytuację i już. Przecież tyle razy rozmawiała z każdym ze Złotych Rycerzy, wliczając samego Shurę. Co ją napadło, że się nagle przejmowała w taki sposób.

Westchnęła idąc po schodach i mijając już również pusty Dom Strzelca. W zasadzie wszyscy mieli duże szczęście. W ciągu zaledwie kilku dni doszło do drastycznej zmiany władzy w Światyni, a przy tym prawie nikt nie zginął. W zasadzie tylko dwóch Rycerzy. Tak, trzeba przyznać że mieli niebywałe szczęście. Czasami takie wydarzenia przeradzały się w tak zwane „Święte Wojny", które wszczęte zwykle pomiędzy bogami były niezwykle krwawe, trwały długo i przede wszystkim pochłaniały życia setek wojowników i dziesiątków Rycerzy.

Shina stanęła przed swoim domkiem i popatrzyła na wschód, gdzie pośród starożytnych kamiennych ruin widoczny był daszek domu Marin.

- Shina – usłyszała czyjś głos za sobą. Odskoczyła w bok nawet nie tracąc czasu na odwracanie się. Pół obrót i znów uskok pozwolił jej dopiero ustawic się naprzeciwko przybysza. Przed nią rysowała się w ciemności sylwetka mężczyzny. Nie zauważyła go wcześniej zupełnie ani nie usłyszała, mógł ją więc zaatakować z zupełną łatwością. To, że tego nie zrobił wróżyło raczej dobrze. Poza tym znał jej imię. Stała cały czas nieruchomo, natomiast postać nieznajomego przybliżyła się nieco.

- Nie ruszaj się! Kim jesteś? – zapytała szybko i ostro nie spuszczając z niego wzroku. Kto mógł tutaj chodzić o tej porze? Nie czuła żadnej rozpoznawalnej energii kosmicznej. Po co się krył?

Wobec braku odpowiedzi Shina nie myśląc wiele zatakowała pierwsza. Jej fioletowa błyskawica poleciała z pełną prędkością prosto w twarz przybysza. Gdyby był to któryś ze Złotych Rycerzy na pewno odezwałby się do niej już dawno, to musiał być intruz. Kiedy błyskawica prawie uderzyła już twarzy Rycerza, jego energia rozbłysła nagle i Shina rozpoznała kogo ma przed sobą.