Shura siedział już w miejscu gdzie posadził go Aphrodite, co najmniej przez kilka godzin. Kamienna ławka była szorstka i zimna, noc zapadła już zupełnie. Kiedy Żłoty Rycerz wreszcie otrząsnął się z zamyślenia i podniósł do pozycji stojącej nie mógł w zasadzie powiedzieć, czy zaraz nie zacznie wschodzić słońce. Zupełnie stracił rachubę czasu. Przeszedł kilka kroków w górę i oparł dłoń o stojące obok siebie młode drzewo. Nie mógł już zupełnie pozbierać myśli i z czasem chaos w jego głowie zamiast znikać tylko się zwiększył.
Rycerz Koziorożca pomyślał wreszcie, że trzeba wracać do Domu i położyć się spać, może jutro będzie w stanie zmusić się do myślenia. Nie zrobił jednak nawet jednego kroku, kiedy nagle ciszę nocy przeszył przeraźliwy wrzask. To krzyczała kobieta. Shurze krew w żyłach zatrzymała się w jedym momencie. Nigdy w zyciu nie przypuszczał, że usłyszy coś podobnego. To krzyczała Shina, przeraźliwie i wysoko. Shura natychmiast skoczył w kierunku Domu Strzelca. Nie był on daleko, jak się okazało, jeszcze jeden skręt w prawo i już stanął przed domem Rycerza Wężownika. Z początku nie zobaczył nikogo, jednak po chwili w ciemności rozróżnił na ziemi leżącą sylwetkę. Miał zapaloną energię kosmiczną, gotowy do walki. Powoli wschodziło słońce, pierwsze promienie pokolorowały już niebo ponad powierzchnią morza. Shura podszedł do leżącej postaci i natychmiast pochylił się nad nią. Shina była nieprzytomna, ale oddychała. W okolicy nie było widać śladu nikogo i Shura nie miał pojęcia co mogło ją zaatakować. Po chwili usłyszał szelest i stukot kroków o kamienne schody. Ścieżką z dołu zbliżał się Milo. Z drugiej strony Shura usłyszał głos Camusa:
- Shura? Co tu się dzieje?
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Rycerz Koziorożca, delikatnie podnosząc Shinę.
- Usłyszałem krzyk – powiedział Milo i wszyscy trzej popatrzyli na nieprzytomną dziewczynę.
- Chyba to nie Shina... – zaczął Camus z niedowierzaniem.
- To ona krzyczała – powiedział Shura. Miał co do tego zupełną pewność, mimo, że wszystkim trzem takie coś wydawało się niemożliwe. Zresztą, fakt że leżała nieprzytomna przed swoim domem chyba wystarczył żeby stwierdzić, że coś było nie w porządku.
- Znalazłem ją leżącą tutaj przed domem – powiedział Shura – nie ma żadnych śladów walki. Nic jej nie jest, tylko zemdlała. Wygląda na to, że coś ją poważnie przeraziło.
Zapadła cisza. Każdy ze zgrozą zastanawiał się, co też mogłoby doprowadzić kogoś tak niewzruszonego jak Shina najpierw do wrzasku, a potem do omdlenia.
- Nie martwcie się, zajmę się nią – powiedział Shura i otworzył drzwi do domu ciągle trzymając dziewczynę na rękach.
- Trzymaj się w pogotowiu. Jeśli cokolwiek lub ktokolwiek porusza się po okolicy, trzeba będzie się tym zająć – powiedział Camus, a Milo dodał:
- Zawiadomię Death Maska na dole Świątyni, a przy okazji rozejrzę się po okolicy. Camus, idź zawiadomić Mu, niech wyśle wiadomość wszystkim żeby zachowali czujność. To mi się nie podoba.
- Mnie też nie – powiedział Shura wciąż stojąc w progu – Nie ma żadnych śladów, ale wygląda mi to na intruza. Postawcie wszystkich na nogi, tak na wszelki wypadek. Niech ktoś przeczesze cały teren. Nie możemy ryzykować że Atena zostanie zaatakowana. Dołączę do was jak najszybciej, sprowadzę tylko Marin.
- Nie, jeszcze nie odzyskała przytomności – to byly pierwsze słowa, jakie Shina usłyszała. Zobaczyła nad sobą drewniane sklepienie i zielone firanki gdzieś w nogach łóżka. Pomarańczowa, mięciutka pościel. Jest u siebie w domu. Westchnęła głęboko z ulgą. Pamięć dopiero powoli do niej wracała. Kiedy Shina zdała sobie nagle sprawę z tego co się właściwie stało, strach wrócił z szaloną szybkością. Usiadła na łóżku gwałtownie i rozejrzała się dookoła.
- Shina...?
Obejrzała się. Serce biło jej gwałtownie a ręce zatrzęsły się ponownie. Na szczęście na zewnątrz słońce stało już wysoko i promienie wpadały do domu przez otwarte drzwi i okno. Przed sobą zobaczyła Shurę i Marin. Złoty Rycerz stał w drzwiach, jakby dopiero przed chwilą przyszedł.
- Wszystko w porządku? – zapytał podchodząc bliżej. Shina siedziała na łóżku i patrzyła na Shurę szeroko otwartymi oczami. Na szczęście nie mógł widzieć przez maskę jak bardzo była roztrzęsiona.
- Shura, muszę już iść – powiedziała Marin.
- W porządku. Zajmę się nią, dziękuję ci – powiedział Złoty Rycerz tylko odrobinę odwracając wzrok od Shiny.
Drzwi do domu zamknęły się za wychodzącą rudowłosą dziewczyną. Rycerz Koziorożca przysunął sobie krzesło blizej łóżka i usiadł.
- Jak się czujesz? – zapytał patrząc ciągle na jej twarz, zaniepokojony. Zaczynał naprawdę nienawidzieć tych masek. Nie mógł nawet stwierdzić, czy Shina jest smiertelnie blada, czy też przeciwnie, uśmiecha się. Tylko z lekkiego drżenia jej ramion wnioskował, że nie uspokoiła się jeszcze.
Nie odpowiedziała.
- Shina? Wszystko w porządku? – znów sie odezwał, tym razem także nie uzyskując odpowiedzi.
Nie było w porządku. Shina trzęsła się coraz wyraźniej, ciągle nie mogąc odpędzić od siebie wspomnienia ostatniej nocy. Nie mogła opanować drżenia i bała się odezwać żeby nie zdradzić jak bardzo jest wyprowadzona z równowagi. Poza tym nie wiedziałaby co powiedzieć. No co mogła na ten temat powiedzieć? Sama z całej siły nie chciała wierzyć, że to co widziała było prawdą. Nikt by jej nie uwierzył.
- Shina? Powiedz coś. – Shura niepokoił się coraz bardziej. Wreszcie położył rękę na jej ramieniu – Już nic ci nie grozi. Powiedz mi co się stało.
- Nic...?- przerwała na chwilę. Gardło miała suche jak pieprz. Zakaszlała i próbowała przełknąć ślinę, ale nie udało jej się. Rycerz sięgnął po wodę, którą Marin zostawiła na stoliku przy łóżku i podał jej, odwracajac się. Niepotrzebnie, Shina wypiła poprzez otwór w masce, przez tyle lat przebywania z mężczyznami-Rycerzami nauczyła się tego dość dobrze.
- ...nic ...nic nie widzieliście? – powiedziała wreszcie i ponownie odkaszlneła.
- Nie, znalazłem cię tutaj, koło domu. Nie było żadnych śladów, zupełnie nie mamy pojęcia co się stało. – Shura mówił, czekając aż dziewczyna będzie miała na tyle siły żeby coś powiedzieć – Przeszukaliśmy teren Świątyni, ale... – urwał, zauważając, że Shina potrząsneła gwałtownie głową, znów przełykając wodę ze szklanki.
- Nic nie znajdziecie teraz... teraz już nic – powiedziała i znów zamilkła.
- Shina, kto to był? Co się właściwie stało? – zapytał patrząc uważnie.
Znów zadrżała, Shura cofnął się lekko. Nie wiedział co ma robić. Dziewczyna trzęsła się jak osika.
- Bogowie, powiedz mi co się stało!- prosił Shura, coraz bardziej zdenerwowany. Chwycił ją dłońmi za ramiona i lekko przysunął do siebie tak, że tylko ich ramiona dotykały się nawzajem. Shaina chciała się odsunąć, ale poczuła, że nie może już wytrzymać. Za wiele stresu, za duży szok, za bardzo wszystko się na niej skupiło. Poczuła, że coś wewnątrz niej pękło. Nie było żadnego wyjścia. Oparła czoło na jego ramieniu.
Przytrzymała się boku łóżka jedna dłonią, czując jak łzy powoli napływają jej do oczu.
- To był Saga – powiedziała wreszcie.
Shura zaniemówił. Zapadła chwila ciszy, po czym dał się słyszeć szept Złotego Rycerza:
- Co..?
Popatrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Shaina nadal nie przestawała się trząść. Mówiła tak cicho, że gdyby nie to, że jej twarz była tak blisko niego, nie mógłby nic usłyszeć. Czuł jak dziewczyna cała dygoce.
- Widziałam Wielkiego Mistrza – powiedziała urywanym głosem, bardzo, bardzo cicho.
Shura kompletnie znieruchomiał. Mimo woli ciarki przeszły mu po plecach i rękach.
- To..to niemożliwe. – powiedział – Saga nie żyje.
Shina nie mogła powstrzymać łez, teraz na pewno Shura domyśli się, że płacze.
- Co ty mówisz? – Rycerz Koziorożca nie odważył się podnieść swojego głosu o wiele wyżej niż jej – Przecież oboje wiemy, że to niemożliwe. On zginął wczoraj w Sunnion. Aioria...
Shura nie dokończył, bo Shina, której jeszcze wczoraj udało się uspokoić Atenę sama nie wytrzymała i wybuchła płaczem. Dalej jednak ze sobą walczyła, Rycerz słyszał jak oddycha urywanie, starając się zatrzymać każdą łzę.
- Shina, uspokój się. – powiedział. Jednym zdecydowanym ruchem usiadł obok niej i objął ją ramionami. Ucichła prawie natychmiast, jej wszystkie mięśnie naprężyły się nagle. Przez chwilę próbowała się wyrwać, ale Rycerz nie zwolnił uchwytu. – Uspokój się – powtórzył - Poddała się wreszcie, ucichła zupełnie. Shura poczuł, że nieznacznie się rozluźniła. Odczekał chwilę.
- Nie mogłaś widzieć Wielkiego Mistrza, on nie żyje od wczoraj, co oboje bardzo dobrze wiemy – tłumaczył jej spokojnie, starając się rozumować jak najbardziej logicznie – Miał za to brata bliźniaka, który jest jednym z generałów armii Posejdona. Bardzo możliwe, ze...
- To był Saga. – przerwała mu zdecydowanie, ale nadal prawie bez tchu.
- Shina, jego brat...
- Wiem, że miał brata bliźniaka – przerwała mu ponownie. Nastała chwilowa cisza, po czym Shina dodała – Ale to nie był on. Widziałam Wielkiego Mistrza, przed moim domem.
Shura nadal nie odsuwał się, czując, że dziewczyna znów cała się spieła. Drżenie nie ustało, i mimo, ze wcześniej trochę się zmniejszyło, Złoty Rycerz zobaczył jak dłonie i kolana Shiny znów drgają niekontrolowanie.
- Było ciemno, jak możesz być pewna...
- Zaatakowałam. Jego energia rozbłysła na chwilę – mówiła znów szybko i urywanie – Widziałam go. Bogowie...on...był cały poszarpany..stał przede mną...
Głos uwiązł jej w gardle i nie mogła powiedzieć już nic więcej. Shura nie potrafił wyjść z szoku wobec tego co usłyszał.
- Ateno. – Death Mask ukłonił się przepisowo przed Saori siedzącą na tronie w Sali Audiencyjnej.
- Death Mask, powiedziano mi, że jedynie ty możesz wiedzieć gdzie jest teraz Aioria. – odezwała się Atena.
Marin stała obok tronu. Mimo jej bezruchu Rycerz Raka wiedział dobrze, że od kilku godzin dziewczyna zupełnie odchodzi od zmysłów. Czekała na jego słowa jakby miały wszystko uratować.
- Rzeczywiście, księżniczko – poweidział Złoty Rycerz – możliwe, że jestem ostatnią osobą, która go widziała.
Chciał powiedzieć 'widziała go żywego', ale na szczęście w porę się powstrzymał.
- Powiedz mi dokładnie co się właściwie stało - zarządała Saori. Była prawie tak samo przejęta jak Marin.
- Jak zapewne wiesz już, Ateno, posiadam pewien związek ze światem Hadesa, jako że moje ataki wymagają ode mnie podróży pomiędzy światem tam i tu.
Marin zadygotała, ale Atena nie spuszczała wzroku ze swojego Rycerza, więc Death Mask kontynuował:
- Ponieważ Mu i Aldebaran byli przy tobie, od jakiegoś czasu nie zajmowałem swojego zwykłego stanowiska w Domu Raka, stróżując u podnóży Świątyni dopóki Mu nie wróci. Ja i inni Złocoi Rycerze robiliśmy tak już wcześniej nie raz. Kiedy stałem na posterunku nagle zjawił się Aioria. Przyszedł do mnie szukając Marin, której, jak mówił nikt nie widział w okolicy od dłuższego czasu. Wybacz Marin – zwrócił się na chwilę do Srebrnego Rycerza - jeżeli powiem cos niezgodnego z prawdą, ale mówię po prostu to co wiem. To wszystko zaczeło się po zniknięciu tej blondwłosej dziewczyny zakochanej w Wielkim Mistrzu. Aioria był przekonany, że obie dziewczyny zaprzyjaźniły się ze sobą i że ponieważ przy naszym ostatnim spotkaniu w gronie Złotych Rycerzy wyraziłem podejrzenie, że ta blondwłosa dziewczyna przeszła przez bramy Hadesu pod moją nieobecność, Aioria poważnie podejrzewał, że Marin skierowała się za nią. Nie mogłem znaleźć żadnego argumentu przeczącego takiej hipotezie. Nikt od jakiegoś czasu ani nie widział, ani nie odczuł obecności Marin nigdzie w okolicach Świątyni. Nie odpowiadała nawet na twoje wezwania, Ateno. Aioria nie wytrzymał, nie był w stanie znieść oczekiwania. Nie mogłem go powstrzymać.
- Czyli to co mówił Shaka jest prawdą? – zapytała Saori ze zgrozą. Marin zamarła. Death Mask podejrzewał że przez kilka chwil nawet nie oddychała – Aioria wszedł do Hadesu?
- Nie wiem tego na pewno, księżniczko – powiedział Death Mask – Po rozmowie ze mną zniknął zupełnie. Nie widziałem ani nie wyczułem zeby użył bramy Hadesa, ale ponieważ nie mogłem opuścić posterunku nie wiem nic na pewno. A kiedy ktoś zapuści się zbyt daleko nie mogę go już odczuć, nawet ze swojego Domu.
- A czy potrafisz stwierdzić, czy brama została ostatnio otwarta czy nie? – zapytała Atena.
- Tak, to wiem z pewnością. Pieczęcie są naruszone, co najmniej jedna osoba użyła wejścia do Hadesu. Albo z Hadesu – dodał po chwili.
- Bogowie, to wszystko dzieje się za szybko! – zauważył głośno Milo kiedy szli schodami w dół. – Najpierw mobilizacja, przejęcie władzy przez Atenę, cały problem z Aresem, a teraz jeszcze Hades!
- Nie narzekaj, kto wie czy nie dojdzie do tego Posejdon – zauważył Shaka – Generał Morski Smok nie był nastawiony najlepiej kiedy dowiedział się o śmierci swojego brata.
- I tak dobrze, że na razie nie wie, ze jego brat tak zupełnie nie zginął. – westchnął Milo.
- O czym ty mówisz! – odezwał się z przodu Death Mask. Szedł zaraz przed Ateną – Właśnie w tym problem, że Rycerz Bliźniąt nie żyje!
- Zciemnia się już zupełnie – stwierdził nagle Aphrodite zmieniając temat – Trzymajcie się na baczności.
- Czy on może być groźny, tak właściwie? – zapytał Death Maska Milo – Shinie nic nie zrobił, tylko ją wystraszył.
- Trudno powiedzieć, nie wiemy dlaczego pojawił się w Świątyni – odpowiedział Rycerz Raka – I nie wiemy przede wszystkim jak zareaguje na obecność Ateny. Najlepiej brać to wszystko jak najbardziej poważnie. Co do mnie to powiem wam, że jeżeli ma złe zamiary, część z nas może nie dożyć wschodu słońca.
- Dzięki za podniesienie na duchu – rzucił Milo – Może nie pocieszałbyś w ten sposób Ateny?
- Jesteś pewna, księżniczko, że chcesz zobaczyć go na własne oczy? – zapytał Aphrodite, ciągle jeszcze powątpiewając w to co opowiadala Shina. Nie mogła w żadnym razie zobaczyć ducha Wielkiego Mistrza! To było niedorzeczne!
- Nie chcę go zobaczyć, chcę z nim porozmawiać – odpowiedziała dziewczyna. Aphrodite zastanawiał się czy istniało coś czego ona by się bała. Jak na razie nic nie przychodziło mu na myśl.
Death Mask westchnął. Nie uważał żeby próba dogadania się ze wszystkimi stanowiła najlepszą drogę do przetrwania. Rozumiał, że Atena zamierza propagować na ziemi pokój, ale w niektórych przypadkach negocjacje po prostu nie mogły mieć miejsca. Jeszcze nigdy nie udało mu się porozumieć z którąkolwiek z dusz należących do świata Hadesa. W zasadzie jednak, może Saori będąc wcieleniem bogini potrafiłaby czegoś takiego dokonać. Zresztą, nie mogli otwarcie przeciwstawić się swojej przywódczyni, a perswazje zazwyczaj działały jedynie w wypadkach, kiedy Saori była wyraźnie i bezpośrednio zagrożona. Tylko że wtedy mogło okazać się za późno żeby się wycofać.
Aphrodite miał rację, noc zapadła już całkowicie. Staneli na wysokości Domu Strzelca. Pozostali Złoci Rycerze i stojący na posterunkach wartownicy dostali rozkaz powiadomienia ich o jakichkolwiek oznakach mogących wskazywać na pojawienie się tajemniczej zjawy na terenie Świątyni, lub w jej okolicach. Warty zostały specjalnie wzmocnione.
- Death Mask? – odezwała się Saori idąca na samym przodzie.
- Tak jest, Ateno? – Rycerz Raka zbliżył się i szli teraz ramię w ramię. Milo rozglądał się dookoła wrażliwy na jakiekolwiek poruszenie wśród ruin. Shaka ze swej strony badał aurę otoczenia.
- Czy wiesz kiedy może się pojawić?
- Nie da się tego określić dokładnie, księżniczko. To zależy od tego dlaczego w ogóle wychodzi na powierzchnię. Jeśli Shina rzeczywiście widziała duszę Rycerza Bliźniąt, to według mnie istnieją dwie główne przyczyny, dla których mógł tu być. Pierwsza zaistniałaby gdyby podczas tego wybuchu w Sunnion, Wielkiemu Mistrzowi udało się utrzymać swoja dotychczasową łączność z duchem boga wojny. To znaczyłoby, że ich dusze w pewnym sensie na zawsze pozostaną złączone i tak jak mówił Saga, nigdy nie będzie się juz mógł odrodzić. W takim wypadku dałbym głowę, że Ares nie zamierza odpuścić sobie faktu, że został w ten sposób oszukany. Dla boga takie poniżenie, w dodatku z ręki śmiertelnika jest nie do wybaczenia. Dopilnowałby zapewne żeby dusza Rycerza Bliźniąt nigdy nie zaznała spokoju.
Milo patrzył zdumiony to na Death Maska, to na Saori. Milczenie Ateny zdawało się potwierdzać prawdopodobieństwo słów Rycerza Raka. Milo nie wytrzymał i przerwał mu:
- Na Hadesa, świetnie, naprawdę bardzo różowo to zarysowałeś. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to jest tak naprawdę możliwe, żeby Wielki Mistrz mógł się pojawić Shinie jako duch?! Przecież duchy nie istnieją! Co za bzdury...Nie da się wócić z krainy Hadesa! A nawet jeśli tak, to nie pomyślałeś w ogóle o tym, że Hades chyba musiałby mieć coś w tej całej sprawie do powiedzenia? Z tego co zrozumiałem to twoją hipotezą jest to, że Ares coś tam sobie postanowił i tak ma być, co? A wujaszka o nic nie zapytał?
- To tylko domysły, Milo. – powiedział Death Mask nadal pozostając przy Atenie. Zatrzymali się na wzgórzu pomiędzy domkami Marin i Shiny. – Oczywiście, że musiałby dogadać się z Hadesem, ale jeżeli zakładamy, że dusza Sagi rzeczywiście wydostała się na powierzchnię, to Hades siłą rzeczy musiał mieć z tym coś wspólnego. Nie muszę takich rzeczy tłumaczyć Atenie.
- A jaka jest druga możliwość, Death Mask? – zapytała Saori przywracając rozmowę znów na tor, który był jej potrzebny. Chciała uzyskać jak najwięcej informacji zanim o czymś miała zadecydować.
- Drugie wyjście – podjął Rycerz Raka od razu zwracając się w jej stronę – zakłada, że Aresowi udało się oddzielić od Sagi i sytuacja sprowadziła się do zwykłego punktu wyjścia, tak jak to się dzieje co dwieście lat w przypadku śmierci wcielenia któregokolwiek z bogów. W takim przypadku dusza Wielkiego Mistrza odbywa zapewne karę za wszystkie swoje zbrodnie. Nikt nie wie jakie kary spotykają przeklęte dusze, ale według ludowych wierzeń z różnych kultur przebywanie na powierzchni i błąkanie się tam bez celu jest jedną z nich.
- Reasumując, żeby odpowiedzieć na twoje pytanie Ateno – dodał Death Mask patrząc na horyzont i upewniając się, że ostatnie promienie słońca znikają już zupełnie – W pierwszym przypadku to Ares zdecydowałby o losie duszy Wielkiego Mistrza i przypuszczam, że przechodziłaby jeszcze przez co najmniej kilka innych miejsc zanim trafiłaby tutaj. Jeżeli z kolei jest to kara wyznaczana przez Megarę albo Mojry, że tak się wyrażę 'automatycznie', to zacznie się prawie na pewno równo ze zniknięciem słońca.
- Czyli z tego co mówisz i tak nie jesteśmy w stanie stwierdzić z pewnością kiedy ten duch się tu pojawi, jeśli w ogóle? – zapytał Milo. Nadal powątpiewał w to wszystko.
- A nie powinniśmy czekać przed twoim Domem, Death Mask? – zapytał Shaka.
- Nie, kiedy dusza dostanie raz wypędzona, nie wraca do Hadesu w zwykłym sensie. Nie jestem pewien jak to wszystko działa, ale słyszałem, że jakimś sposobem znajduje się i tam i tu. Może to tez jest część kary, nie mam pojęcia.
Słońce całkowicie już zaszło ale okolica nie była tak ciemna jak dwie noce temu kiedy Shina wracała sama do domu. Ponieważ Atena dowiedziawszy się o całym zdarzeniu wyraziła zdecydowaną chęć przyjścia tutaj we własnej osobie zaraz następnej nocy, w całej okolicy Domu Strzelca co jakiś czas ustawiono lampy tak, żeby przynajmniej główna ścieżka była dobrze oświetlona. Ponieważ nikt, nawet Death Mask, nie był pewien czy taka dusza pojawiłaby się przy zbyt obfitym oświetleniu, wszystko poza głównymi ścieżkami pozostawiono tak jak było. Liczyły się względy bezpieczeństwa, ale trzeba było pomiętać, ze Wojska Hadesa działały zwykle w półmroku, peferując ruchy nocą, lub też starając się wytworzyć w atmosferze nad danym terenem zasłonę w postaci chmur czy też pola energetycznego.
Saori ledwo miała czas żeby spotkać cię z Shiną i porozmawiać na temat zjawy. Atena nadal mało sypiała i wciąż była opanowana przez napięcie, które zaciskało się wokół niej niczym metalowa obręcz. Saori nikomu się z tego nie zwierzyła, ani też nie pokazała nawet najmniejszym gestem jak bardzo nadal boryka się z problemem opanowania swojego śmiertelnego ciała. Starała się uśmiechać do wszystkich jak najczęściej mogła. Co prawda poprosiła Mu o pomoc w porządkowaniu spraw administracyjnych Świątyni, ale dawny asystent Wielkiego Mistrza, Janin także miał pełne ręce roboty.
Saori już wcześniej zainteresowała się tym dziwnym zjawiskiem, ale sceptyczne nastawienie Milo i Aphrodite'a spowodowało, że poczekała jedną noc. Nie wzeszło nawet słońce, a pod jej oknami dało się słyszeć gwałtowne i rozpaczliwe pukanie Janina do drzwi Pałacu. Szedł jeszcze do archiwum po jakieś spisy ewidencyjne, kiedy zobaczył tę samą zjawę, która ukazała się Shinie. Zarówno Rycerz Wężownika, jak i Janin twierdzili z pewnością, że był to Wielki Mistrz, a trzeba przyznać, że nikt nie mógł tego stwierdzić lepiej niż rudowłosy adiutant, który pracował z nim od tylu lat. Zresztą, zadrapania i rany opisane przez obu świadków zdradzały sposób, w jaki postać owa zginęła, a ten pokrywał się z oficjalnym raportem na temat zdarzenia w Sunnion.
Milo z powodów niezupełnie jasnych dla pozostałych Złotych Rycerzy, nie lubił Janina i nie uwierzył mu. Od razu podważył wiarygodność jego relacji przypominając, że adiutantowi często zdarzało się pić zarówno w czasie służby, jak i zaraz po niej.
Saori, w przeciwieństwie do Rycerza Skorpiona od razu potraktowała całą sprawę poważnie. Shina nie chciała wiele opowiadać o swojej reakcji na pojawienie się zjawy, ale nadal była pod bardzo dużym wrażeniem. Tylko przed Saori przyznała się, że strach całkowicie ją sparaliżował i dlatego straciła przytomność. Saga nie zaatakował jej, jednak Shina zdawała się przerażona tym jak wyglądał i oczywiście tym, że mimo swojego wyglądu stał przed nia jak żywy. Zresztą, w tej sytuacji nie trzeba tłumaczyć ani opisywać żadnej reakcji, myśli nasuwają się same. Saori w żadnym razie nie uważała, żeby Shina mogła kłamać. Janin nie widział zjawy z tak bliska, jednak nie był wiele mniej przerażony niż ona.
Saori wezwała do siebie Death Maska, który trenował walcząc z żołnierzami Hadesa i wiedział o świecie podziemnym o wiele więcej niż pozostali. Po rozmowie z Rycerzem Raka tylko utwierdziła się w przekonaniu o prawdopodobieństwie tego, że dusza Wielkiego Mistrza została w jakiś sposób przeklęta.
Od razu zarządziła, że w nocy pójdzie, w towarzystwie Shaki, Death Maska i Aphrodite'a w okolice Domu Strzelca i we własnej osobie zbada tą sprawę. Milo przekonywał ją zawzięcie, że to na pewno tylko żart któregoś z miejscowych Rycerzy, albo co najwyżej chwyt taktyczny wroga. Niestety, tym ostatnim wbrew sobie tylko utwierdził Saori w uporze zbadania tego zjawiska. W końcu sam także postanowił jej towarzyszyć, twierdząc, że wobec tego on będzie pierwszą osobą która zdemaskuje całe to oszustwo.
Stali nadal przed pustym domem Shiny. Dziewczyna jeszcze nie wróciła. Mieszkała tu nadal jak gdyby nigdy nic, nie chcąc w żadnym razie pokazać że czegokolwiek się boi. Nikt nie wiedział dokąd poszła, ale było jeszcze wcześnie, mogła nawet dalej być w mieście na zakupach.
- To dziwne, że zjawa pojawiła się tutaj, jesteśmy dość daleko od Domu Bliźniąt. – stwierdził Shaka.
- Ale tuż obok Domu Strzelca. Pamiętajmy, że to Saga wydał rozkaz zabicia Aiorosa. Może między innymi za to teraz pokutuje – zauważył Aphrodite.
- Masz rację – przyznał Rycerz Panny.
Dookoła było zupełnie cicho. Dom Shiny stał w zasadzie dość daleko od głównej ścieżki i żołnierze, jak zwykle nie myślący wiele poza tym czego wymagały wydane rozkazy tutaj nie postawili żadnej lampy. Panował więc półmrok.
- Poczekajcie, z tej skały będzie lepiej widać okolicę – powiedział Aphrodite wskazując skalne usypisko z boku za domem. Sięgało kilku metrów ponad ich głowy, ale mogli na nim usiąść i widzieć o wiele większą część okolicy jak z małej wieży obserwacyjnej. Aphrodite dwoma skokami znalazł się na szczycie i rozejrzał się żeby sprawdzić czy bezpiecznie będzie posadzić tutaj Saori. Im się nic nie stanie w razie gdyby spadli, ale trzeba było odrzucić czasem swoje przyzwyczajenia z treningów i pomyśleć o niej.
- Zaraz, Aphrodite, powiedz mi na czym ty stoisz? – zapytał Shaka.
Nie usłyszał odpowiedzi. Rycerz Ryb poruszył się gwałtownie. Kamienie pod jego nogami obsuneły się i Złoty Rycerz wciąż stojąc zsunął się po skalnej ścianie, znikając po drugiej stronie skały. Łoskot obsuwających się kamieni słychać było jeszcze przez dłuższą chwilę.
- Hej, nic ci nie jest? – zawołał Death Mask obchodząc wzgórze z boku. Nie było odpowiedzi. Ale to nie tylko dlatego Rycerz Raka podbiegł wprzód zdumiony. Nie zobaczył tyłu niewielkiego skalnego usypiska, tak jak się tego spodziewał, tylko strome zbocze, ciągnące się w dół tak daleko, że w gineło w ciemności. Dna nie było widać. Death Mask zdążył zobaczyć tylko wązkie, wyrzeźbione schodki prowadzące w dół zbocza. Zaraz jednak ciemność zdecydowanie się zagęściła, księżyc znikał za grubą warstwą chmur.
- Cholera! Ale ze mnie idiota! – zawołał Death Mask i natychmiast odwrócił się na pięcie. Za plecami zamiast domu Shiny miał pionową skalną ścianę.
Złoty Rycerz zaklął z wściekłością. Nigdzie nie było ani śladu Aphrodite'a. Wokoło nie wiadomo kiedy podniosła się ciemnoszara, gęsta mgła. Mógł prawie dotknąć jej ręką.
Zaklął znowu. Łącząca iluzja, przecież mógł się domyślić! Mozliwe, że to wróg, ale Death Mask zgadywał, że raczej staneli dokładnie w miejscu, przez które zjawa wychodziła na powierzchnię czyli tam gdzie otwierał się teleport. Stąd wachania międzywymiarowe. Kurde, jak mógł tego nie przewidzieć! Pilnował żeby pozostawać cały czas dokładnie w tym samym miejscu, już i tak dość daleko się wysunął, będzie teraz musiał powoli energią kosmiczną wyczuwać drogę z powrotem pomiędzy iluzją i pomieszanymi fragmentami różnych wymiarów. Teraz wszyscy się rozdzielą. Death Mask nie miał pojęcia jak wysłać do pozostałych sygnał żeby za żadne skarby nie zostawili Ateny samej.
