Shaka zmarszczył brwi. Otworzył oczy i znów je zamknął.
- Co tak znikneli za tą skałą? – zastanawiał się głośno Milo. Zrobił krok wprzód.
- Czekaj. – zatrzymał go ręką Shaka, znów otwierając oczy. Popatrzył na Saori – To wzgórze przed nami nie istnieje.
- Co? – skrzywił się Milo, nie rozumiejąc – Shaka, to nie jest odpowiednia pora na filozofowanie.
- Mówię ci, że jego tam nie ma. I nigdy nie było.
- To przetrzyj oczy, przecież stoi tu przed nami. Nie wygłupiaj się.
Znów ruszył do przodu, ale Shaka zatrzymał go zdecydowanie sciskając za ramię.
- Nie podchodź. Ponieważ zwykle mam zamknięte oczy, jak wiesz rozpoznaję wszystko poprzez energię kosmiczną. Aphrodite stanął na czymś, czego nie wyczuwałem, a przynajmniej nie jako skałę czy inną formę terenu.
- Skoncentruj się Milo, Shaka ma rację – powiedziała Saori – Ta skała nie jest częścią naszego świata.
- Poza tym jest jeszcze coś... – zaczął Shaka.
- Death Mask i Aphrodite zniknęli – dokończył za niego Milo.
Atena popatrzyła na obu Rycerzy.
- Nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów. Straciłem z nimi kontakt telepatyczny – powiedział Shaka – Ale możliwe, że uda mi się ich przywołać tu z powrotem...
Coś musiało się jednak nie udać. Nagle głos Shaki wydał się dziwnie oddalony. Cała postać Rycerza Panny zafalowała, jakby była tylko płaską projekcją złożoną ze światła.
- Shaka! – zawołał Milo, ale było już za późno. Sylwetka blondwłosego Rycerza zamigotała im przed oczami i dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.
- Kurde, on i jego telepatie! – zawołał Milo. Natychmiast popatrzył na Saori.
- Nie martw się Ateno, nie zostaniesz bez ochrony – zmarszczył brwi.
- Musimy uważać, wydaje mi się, że stoimy na przejściu międzywymiarowym – powiedziała Saori.
- Na wszelki wypadek złap mnie za ramię, księżniczko – odezwał się Rycerz Skorpiona.
Przed nimi trawa falowała tylko, poruszana lekkim wiatrem.
W pewnej chwili Milo poczuł, że coś jest nie tak. Natychmiast zapalił swoją energię kosmiczną i otworzył wokół siebie i Ateny barierę ochronną. W sekundę uderzył w nich gwałtowny wiatr, zatrzymując dech w piersiach. Przeszedł przez ścianę energii jakby zupełnie nie istniała. Milo ruchem ramienia skierował Saori za siebie, zasłaniając przed pędzącym powietrzem. Zasłonił twarz drugą ręką i próbował wziąć oddech. Zamiast tego jednak gwałtownie zakaszlał. Wiatr niósł ze sobą ciemnoszarą, gęstą mgłę. Kiedy podmuch ustał wreszcie, kłębiła się już wszędzie wokół nich. Najgorsze, że gryzła w oczy i Złoty Rycerz Skorpiona widział wszystko niewyraźnie.
Znów uderzył w nich wiatr. Tym razem chmura tworzyła barierę prawie tak gęstą i wyczuwalną jak warstwa waty. Milo zupełnie nie mógł złapać tchu. Ciężkie powietrze powodowało, że nic nie widział.
- Milo – usłyszał obok siebie głos Saori, poczuł jej dłoń na ramieniu. Znów zapalił swoją energię kosmiczną, próbując zneutralizować tą mgłę, czymkolwiek była. Nadal jednak nie mógł oddychać, za każdym wdechem szary, ciężki dym dostawał mu się do płuc i drażnił okropnie. Gęsta fala mgły uderzyła po raz trzeci.
- Milo! – usłyszał znowu głos Ateny. Nagle złota energia kosmiczna zamigotała i przygasła. Rycerz Skorpiona opadł bezwładnie na ziemię.
Death Mask z całej siły próbował się skoncentrować na ścianie przed sobą. Gdyby pobiegł w dół schodów zapewne nigdy nie wróciłby z powrotem do swojego wymiaru, a przynajmniej nie starczyłoby mu życia na to żeby znaleźć właściwą drogę.
Jednak trzeba było myśleć szybko. Takie wachania między wymiarami oznaczały, że przejście właśnie się otwierało. Wiedział, że przy Atenie pozostało juz tylko dwóch Rycerzy. Wiele mogło się stać zanim zorientują się co się dzieje. Któryś z nich mógł próbować szukać jego i Aphrodite'a za wzgórzem. Wystarczyło, że zrobią jeden nieuważny krok i wpadną w taką szczelinę, jak Death Mask. Rozpalił swoją energię nieco bardziej, szukając ledwo zauważalnej granicy pomiedzy odłamkami różnych wymiarów i iluzją łączącą je razem. Trzeba było znaleźć w tej plątaninie szczelinę przez którą dostał się do środka. Mogła być bardzo wąska lub nawet mieć postać niewielkiego nakłucia wielkości łebka od szpilki. Takie coś mogło zająć godziny, a nie było czasu. Death Mask nie wiedział co się stanie jeśli noc się skończy i przejście z powrotem się zamknie.
- Optymista ze mnie – powiedział sam do siebie – Od razu zakładam, że po drugiej stronie nic się do tej pory nie stało. Atena może i tak została gdzieś wciągnieta. Cholera, całe ataki polegają na wrzucaniu przeciwnika w takie rzeczy!
Denerwował się sam na siebie. Nie pomyślał o tym żeby sprawdzić dokładnie teren zanim zaczęli cokolwiek robić. Powinien przynajmniej spędzić jedną noc na badaniu okolic Swiątyni zanim wciągneli do tego Atenę.
- Death Mask? – zabrzmiał nagle głos. Dochodził z powietrza, jakby z zupełnie niokreślonego kierunku. Rycerz Raka znieruchomiał. Wołanie powtórzyło się, ale nie mógł rozpoznać głosu. Kurde, chyba któryś ze Złotych Rycerzy jest w równoległym wymiarze i przypadkowo go usłyszał! To była szansa jedna na... nie chciał myśleć jak wiele.
- Tutaj – odpowiedział - Na bogów, nie ruszaj się, gdziekolwiek jesteś, bo stracimy kontakt.
- Chwyć się mnie – usłyszał Rycerz Raka. Wszystko dookoła zafalowało. Death Mask zobaczył wyciągniętą ku sobie rękę.
- Uważajże! – zawołał zły na taką lekkomyślność. Zastygli oboje i iluzja wokoło znowu się ustabilizowała. Death Mask powoli skierował tam najpierw swoją aurę. Kiedy upewnił się, że energie się stykają, złapał wyciągniętą dłoń. Kontakt dwóch kosmosów ustabilizuje ewentualne ruchy wymiarowe przynajmniej trochę, i będzie można całkiem się przenieść.
Miał tylko nadzieję, że znajdzie się gdzieś bliżej wyjścia.
Wszystko zamigotało nagle i przez ciało Death Maska przeszło jakby elektryczne wyładowanie, nie zabolało jednak ani trochę. Rycerz Raka otworzył oczy i zobaczył pod sobą piasek i kępkę suchej trawy. Podniósł wzrok i natychmiast zerwał się na równe nogi.
Przed nim na ziemi leżał z zamkniętymi oczami Milo. Aphrodite pochylał się nad nim. Niedaleko stał Shaka. Na samym środku, pomiędzy Złotymi Rycerzami Death Mask zobaczył obłok niebieskawego światła, a w nim dwie postacie. Niebieską poświatę przeszywała szeroko rozświetlona energia Ateny i przenikała prawie w całości. Atena stała na ziemi a naprzeciwko niej Death Mask zobaczył postać, która jeszcze przed chwilą stała z rozłożonymi na boki ramionami i teraz opadła na ziemię.
Aphrodite i Shaka patrzyli na Death Maska. Atena także z uśmiechem radości napotkała jego spojrzenie, ale zaraz spoważniała i odwróciła wzrok na postać przed sobą. Death Mask zrobił kilka kroków do przodu.
- Dziękuję – Zwróciła się Saori do klęczącej postaci.
Death Mask zaniemówił ze zdumienia. Niebieska postać podniosła głowę. Długie, lekko kręcone włosy odsunęły się na ramiona odsłaniając twarz i Rycerz Raka rozpoznał Wielkiego Mistrza. W zasadzie ledwo zauważył zwykłe ubranie treningowe, zarys twarzy i oczy. Nie przez wygląd wiedział, że to Saga, wyczuwał instynktownie jego aurę. Wbrew relacji Shiny i Janina Rycerz Bliźniąt nie miał na sobie żadnych śladów ran. Zresztą, w złotawym świetle aury Ateny było go widać bardzo nieznacznie ale nie było to powodowane jaskrawością aury Saori. To podkulona postać jakby zanikała. Wielki Mistrz powiódł dookoła siebie nieobecnym wzrokiem, który skupił się w końcu na Atenie.
Wargi Rycerza Bliźniąt poruszyły się lekko. Jego postać stanowiła jedynie jakby zagęszczenie powietrza. Death Mask mógł przez nią zobaczyć ścianę domku Shiny i schody w oddali.
- Czy wszyscy? – usłyszał Death Mask i mimo woli zaalarmował się. Przez tyle lat rozpoznawał bezbłędnie niewyraźny, rozedrgany głos tych, którzy służyli Hadesowi.
- Tak, dziękuję.
Rycerz Raka spojrzał na Aphrodite'a.
- Chyba to nie on nas tu sprowadził?
- Z tego co podejrzewam to tak – odezwał się Shaka.
Death Mask mimowolnie wzdrygnął się na myśl o ręce, którą chwycił. Na szczęście jednak podejrzewał, że był to raczej wyraz porozumienia telepatycznego pomiędzy nimi niż coś fizycznego. Zresztą, teraźniejsza postać Sagi obecności fizycznej z pewnością nie posiadała.
Death Mask zrobił krok wprzód. Prawie znalazł się w promieniu energii kosmicznej Saori.
- Na bogów, co ty tutaj robisz? – zawołał w stronę zjawy.
- Cicho, Death Mask, Atena prosiła żeby nie przeszkadzać – Shaka złapał go za ramię - Nie mamy wiele czasu. Poza tym on cię nie usłyszy, widzi tylko Atenę.
- Co z Milo?
- Nic mu nie będzie. Atena mówi, że obudzi się równo ze świtem.
Saori rozmawiała ze zjawą spokojnym głosem. Death Mask ucichł i wsłuchał się w to co mówili.
- Ares...jakiś rodzaj pozwolenia – do uszu Złotych Rycerzy słowa dochodziły jak w strzępach, bardzo niewyraźnie, chociaż Atena wydawała się rozumieć je bez trudu. Wielki Mistrz zdawał się mówić na rozkaz, z wymuszeniem. – Wszystko... na powierzchni ... Świątynię . ... jest . ... ścigają zawsze... wracać tu przed słońcem - Większość tego co Rycerz Bliźniąt mówił zupełnie nie była słyszalna. Atena jednak patrzyła poważnie i odpowiedziała:
- Rozumiem. Zajmę się tym.
Na te słowa postać Wielkiego Mistrza jakby cała się skurczyła. Niebieskie światło rozbłysło i znów przygasło. Powiedział coś szybciej niż wcześniej, przez co słowa dotarły do uszu Death Maska jednym, jakby przedłużonym pozbawionym sensu strumieniem dźwięków. Atena wyciągnęła rękę wprzód i Rycerz Bliźniąt momentalnie urwał. Złoci Rycerze patrzyli z podziwem, bogini miała naprawdę dużą władzę, nawet nad duszami należącymi do Hadesa, jak widać.
- Saga, jest coś o czym powinieneś wiedzieć – powiedziała Atena – June weszła za tobą do Hadesu.
Zareagował od razu. Poderwał głowę do góry i zaraz potem jego postać zmieniła się bardzo gwałtownie. Zarysy sylwetki rozmyły się całkiem. Zanim Złoci Rycerze zdążyli zareagować niebieska poświata wokół Ateny i Wielkiego Mistrza rozbłysła i stanęła w płomieniach. Shaka, Death Mask i Ahprodite skoczyli wprzód, ale Saori z niewzruszonym wyrazem twarzy podniosła rękę ponownie. Jej energia kosmiczna ledwie zauważalnie się zwiększyła. Rozległ się wrzask, znów tym samym, dziwnym, nierealnie brzmiącym głosem i płomienie znikneły a dusza Rycerza Bliźniąt, znów w swoim poprzednim kształcie znajdowała się tam gdzie wcześniej. Trzej Złoci Rycerze zastygli na swoich miejscach. Saori uspokoiła ich wzrokiem po czym znów popatrzyła w dół, przed siebie.
- Chcę, żebyś ją sprowadził z powrotem – powiedziała surowym tonem.
Nie było odpowiedzi, a przynajmniej Złoci Rycerze nie usłyszeli nic.
- Ona nie należy do Hadesu, jest moim Rycerzem i chcę ją z powrotem – zarządała.
Rycerz Bliźniąt powiedział coś, ale Death Mask nie usłyszał nawet jednego dźwięku. Dziwna niebieska poświata rozszerzyła się i nagle zaczął wiać wiatr.
- Powtarzam, że June ma wrócić. Żądam jej u siebie, w Świątyni – powiedziała Saori równie surowo i zdecydowanie jak przedtem.
Ruch powietrza przybierał na sile. Zarysu postaci Sagi nie było już prawie widać.
Energia Saori rozbłysła jeszcze bardziej, tym razem dodatkowo intensywniejąc.
- Nie przyjmuję takiej odpowiedzi. – powiedziała ostro. Złoci Rycerze nigdy nie widzieli żeby zachowywała się w taki sposób. Do tej pory zawsze była łagodna, bez względu na wszystko – Rozkazuję ci przyprowadzić ją z powrotem.
Ruchem ręki Atena zakończyła rozmowę. Jej energia kosmiczna wróciła do normy. W momencie niebieska poświata stała się jedynym oświetleniem w ciemności dookoła. Trzej Złoci Rycerze o mało nie krzyknęli. Bez łagodzącej i uzdrawiającej aury Saori postać Wielkiego Mistrza nagle drastycznie się zmieniła. W momencie zrozumieli dlaczego Shina i Janin tak się przerazili. Bez protekcji Saori zjawa boleśnie dokładnie odpowiadała opisowi. Rycerz Bliźniąt krzyknął i wokół niego zawirowało kilkanaście podłużnych, także przeźroczystych kształtów. Wyskoczyły jakby spod ziemi i momentalnie rzuciły się w jego stronę jakby tylko czekały aż Atena skończy. Przed Saori powietrze zaczęło się kotłować.
Wiatr ciągle narastał i wreszcie zadął z przerażającą siłą, ale ten ostatni poryw trwał tylko krótką chwilę. Nagle wszystko ucichło i Złoci Rycerze rozejrzeli się wokół siebie. Zjawa zniknęła, tak samo jak wiatr i dziwna niebieska poświata. Wszystkim jeszcze przez dobrą chwilę wrzask brzmiał w uszach.
Na horyzoncie od strony morza pokazały się pierwsze promienie wschodzącego słońca. Wszystkie historie o duchach mówiły prawdę twierdząc, że w spotkaniach ze zjawami wszelkiego typu czas zupełnie zmienia bieg, albo jedna minuta wydaje się trwać wiecznie, albo też, jak w tym przypadku, cała noc mija w jednej chwili.
Z podłogi rozległ się przeciągłe, jakby leniwe jęknięcie Milo. Aphrodite pochylił się i pomógł mu wstać. Rycerz Skorpiona jak tylko oprzytomniał od razu poderwał się do góry i rozejrzał wokół siebie, szukając Saori. Kiedy zobaczył ją całą i zdrową i zorientował się, że zagrożenie minęło, zachwiał się znów i przyklęknął na jedno kolano. Aphrodite podtrzymał go w porę.
- Spokojnie Milo, wszystko w porządku. Atena jest bezpieczna. Już świta.
Milo zaklął głośno.
- Jak mogłem być nieprzytomny kiedy Atena potrzebowała pomocy!
- Nie martw się Milo, żaden śmiertelnik nie mógł bez szwanku utrzymać się na terenie teleportu. W tej sytuacji okazało się, że to Atena musiałaby nas bronić.
Aphrodite popatrzył na niego znacząco. Milo zreflektował się, że nie wypadało przecież kląć przy Atenie.
- I co? Udało się? – Rycerz Skorpiona podniósł głowę, starając się wócić do przytomności i zorientować w sytuacji najszybciej jak się dało – Nie mów mi, że jednak widzieliście tego ducha.
- Widzieliśmy – powiedziała Atena poważnie.
Aphrodite pomagał Milo dojść do siebie. Nie było łatwo uspokoić Rycerza Skorpiona. Nie chciał ani na chwilę usiąść na miejscu i poczekać, aż przestanie mu się kręcić w głowie.
- Księżniczko wybacz, że pytam – odezwał się Shaka - ale o co pokłóciłaś się z Rycerzem Bliźniąt?
- Nie pokłóciłam się z nim – powiedziała Atena – On nie znajduje się w pozycji do kwestionowania moich rządań. Nie ma innego wyjścia niż zrobić to co mu kazałam.
Saori wyraźnie zbierała sie do odejscia zupełnie nie przejmując się wachaniem Rycerza Panny.
- Z całym szacunkiem – ciągnął Shaka delikatnie - ale czy nie uważasz że jemu też zależy na tym żeby ta dziewczyna wyszła z tego wszystkiego bez szwanku?
- Chcesz mi powiedzieć, że potraktowałam go zbyt surowo? – zapytała Saori patrząc Rycerzowi w oczy spokojnie.
- Tak sądzę - powiedział.
Atena nie uśmiechnęła się.
- Masz rację. Jednak nie ma innego sposobu. Trzeba pamiętać, że Rycerz Bliźniąt podlega teraz Hadesowi i niełatwo będzie skłonić go do działania na naszą korzyść. Jego świadomość funkcjonuje w inny sposób niż wcześniej.
- Dlaczego nie wspomniałaś mu także o Aiorii? – zapytał Milo wtrącając się niespodziewanie – Niech jego też znajdzie skoro już nam pomaga.
- Nie wiemy na pewno czy Aioria wszedł do Hadesu – odpowiedziała Saori, kierując się w stronę Pałacu. Pozostali podążyli za nią – Poza tym on nie ma z Rycerzem Lwa takiego bliskiego związku, nie będzie chciał mu pomóc sam od siebie, a to może być kluczowe w tej sytuacji.
Shaka przyspieszył kroku i zrównał się z Saori. Nadal nie rozumiał jej zachowania i nie dawało mu to spokoju.
- Księżniczko, nie jestem przekonany czy zdołamy uzyskać cokolwiek ze strony Wielkiego Mistrza. Jak mniemam twoja energia odizolowała go chwilowo od wpływu świata Hadesa na czas waszej rozmowy. Jednak kiedy wydostał się z promienia jej światła wszyscy zobaczyliśmy jak naprawdę teraz wygląda. Wyraźnie było widać, że ciąży na nim jakieś przekleństwo.
- No, tu masz rację – przyznał Death Mask – Zgadzam się zdecydowanie. Takie rany nie są powierzchnią, funkcjonują bardziej jak znamiona.
- Poza tym te podłużne jakby węże – zauważył Aphodite i wzdrygnął się – Rzuciły się na niego jak piranie.
- Czy nie obawiasz się – ciągnął Shaka wciąż zwracając się do Ateny - że on nie będzie mógł nam w niczym pomóc? Takie przekleństwo nie pozostawia zapewne wiele swobody, dlaczego chcesz zmusić go do wyprowadzenia tej dziewczyny z podziemi? Jeżeli tam weszła, na pewno zdawała sobie sprawę jak się to może skończyć.
- Jak już mówiłam – powiedziała Saori – On nie ma wyboru, musi spełnić moje żądanie.
- Nie rozumiem. Co w takim razie stanie się jeśli Hades zechce ją zatrzymać u siebie?
- Wybacz Shaka, nie mogę tego teraz wyjaśnić. – powiedziała Saori. Stanęli pod drzwiami do Pałacu – Nie mamy wiele czasu, wieczorem wrócimy na to samo miejsce. Chcę żeby wszyscy Złoci Rycerze bezwzględnie byli na swoich posterunkach przed zapadnięciem nocy. Na razie możecie odejść, Death Mask, zostań ze mną. Posłałam po Mu, będzie tu lada moment.
Rycerz Panny chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Atena odezwała się pierwsza:
- Na razie chcę cię prosić o coś niezwykle ważnego – podała mu mały złoty przedmiot, który wyjęła z kieszeni. Była to miniaturowa figurka dziewczyny. Lekko jaśniała i Rycerz poczuł dłonią jak emanuje z niej ciepła energia.
Saori cały czas patrzyła uważnie w oczy Shaki. Ani na chwilę nie zmieniła poważnego wyrazu twarzy. Rycerz Panny nadal był zaalarmowany tym wszystkim. Zachowanie Ateny było niecodzienne i prawdę mówiąc wcale nie wróżyło nic dobrego.
Nastała chwila ciszy. Atena cały czas patrzyła to na jednego Rycerza, to na drugiego. Zdawała się odgadywać ich wątpliwości. Nadal jednak nie skomentowała niczego. Zamiast tego, nadal całkowicie poważna, kontynuowała:
- Ta figurka będzie miała decydujące znaczenie w odzyskaniu June, a może także Aiorii. Zatrzymuje zdolności i wpływ sił Hadesa prawie całkowicie. Proszę żebyś zaniósł ją do Domu Byka. Niech Aldebaran tam wróci i strzeże jej, powiem Mu żeby przyszedł do siebie przed zmrokiem i przejął ją. Ważne jest żeby każdy z was był w swoim Domu tej nocy. Kiedy już upewnisz się, że figurka jest w Domu Byka wróć prosto do siebie. Milo, Aphrodite, wy wracajcie od razu. Wszyscy czekajcie na sygnał ode mnie.
Shaka usłuchał. W końcu odsunął od siebie nieufność. Coś w spojrzeniu Ateny przekonało go, że w grę wchodzi bardzo delikatna operacja. Miał wrazenie, ze bierze udział w jakiejś dziwnej grze, której zasad Saori nie chciała im zdradzić. Postanowił więc milczeć.
Schodząc po schodach w dół pożegnał się na razie z Aphrodite'm. Milo zajął posterunek w siebie, w Domu Skorpiona, a Shaka szedł dalej w dół.
Cały czas miał dziwne wrażenie, że jest obserwowany, chociaż za każdym razem, kiedy koncentrował się na jakimś miejscu żeby złapać tę dziwną aurę, natychmiast znikała. Rycerzowi Panny nie podobało się to ani trochę. Jeżeli rzeczywiście ktoś za nim szedł, to takie szybkie i kontrolowane wachania energii znaczyły tylko jedno – ten ktoś mistrzowsko poruszał się pomiędzy wymiarami. Shaka zaczął się obawiać, że Hades już dowiedział się o tym co Atena zamierza, cokolwiek to było.
Shina obudziła się i zaraz bardzo gwałtownie wstała. Wydarzenia ostatniej nocy wróciły do niej, ale dopiero teraz była w stanie zareagować na nie tak jak powinna, zupełnie jakby była wczoraj kompletnie pijana. Nie jakby, tylko właśnie tak było. Żadko jej się zdarzało wypić na tyle żeby zupełnie się zapomnieć, ale niestety wczorajszego wieczoru nie powstrzymała się. Wszystko przez ten stres.
Dziewczyna spojrzała wokół siebie i natychmiast ogarneła ją panika, tym razem zupełnie innej natury niż kiedy zobaczyła Wielkiego Mistrza dwa dni temu. Teraz sytuacja była zupełnie innej natury. Shina siedziała na szerokim, podwójnym łóżku z niebieską pościelą pokrytą fioletowymi geometrycznymi wzorami. Kołdra nie była miękka, jak to Shina lubiła, tylko jakby sztywna, szrostka, mimo, że zrobiona z bawełny. Na pewno nowa. Dużo półek powieszonych pojedynczo, dookoła kamienne ściany i kolumny, które bardzo dobrze znała. Fotele pokryte ciemnoczerwonym materiałem bez wzoru, pod nimi bordowy, miękki dywan, na stole rozłożone książki o technikach walki wręcz.
Shina znajdowała się w Domu Koziorożca!
Pamiętała aż za dobrze. Poszła najpierw do miasta na zakupy i była z powrotem przed zmrokiem. Zanim się zciemniło wypiła już wystarczająco żeby zdecydować się na wyjście z domu. Kiedy tylko tutaj przyszła poprosiła o jeszcze trochę, miał jakiś rum. Potem zaczeła jak jej się zdało opowiadać mu w czym rzecz, żeby nie miał żadnych nadziei w stosunku do niej, bo i tak nie warto. A przynajmniej to próbowała mu przekazać, nie wiedziała teraz czy wyrażała się wystarczająco jasno żeby zrozumiał o co jej chodzi. Ostatnią rzeczą, jaką Shina pamiętała była nowa myśl, która nagle strzeliła jej do głowy: Prześpi się z nim. A co jej szkodzi, wreszcie coś przyjemnego w tym całym beznadziejnym maratonie.
Bogowie, to wszystko było zupełnie niedorzeczne! Po co w ogóle tutaj przyszła, jeżeli i tak zdawała sobie sprawę z tego jak on zareaguje, a przede wszystkim z tego, że przecież ona nic do niego nie czuła. Co za upokożenie... I problem dla nich obu! Przecież teraz jest jeszcze gorzej niż mogło kiedykolwiek być gdyby tu nie przyszła.
Shina zaklęła półgłosem i wyszła z pokoju, po drodze zauważając na stoliku butelkę po jakimś rumie. Zaklęła w myślach jeszcze kilka razy. W kuchni był porządek, ale w koszu na śmieci Shina znalazła kilka następnych butelek, tym razem nawet potłuczonych. Najlepsze, że na twarzy nadal miała maskę. Uderzyła pięścią w blat kuchenny. Nikomu nie mogła ufać. Żadnemu mężczyźnie, nawet jednemu ze Złotych Rycerzy. I nawet nie zdjął jej maski, co obłuda! Jak mógł wykorzystać fakt, że była pijana! Usiadła na krześle zciągając z twarzy przedmiot i rzucając na stół.
Siedziała jeszcze przez chwilę zastanawiając się nad sytuacją. Było tragicznie, jak zwykle. Los chyba całkowicie się na nią zawziął. Nie dość, że spędziła kilka dobrych lat zakochana w zupełnym idiocie, dzieciaku niedorosłym emocjonalnie i w dodatku brutalu, tylko dlatego że przelazł w swoim idiotyźmie przez teren żeńskiego obozu treningowego i przypadkowo zobaczył ją bez maski. Potem została przydzielona do pracy z samymi mężczyznami, jako że niewiele kobiet dorównywało jej siłą. Wtedy nastąpiły najgorsze docinki i porównania. Kiedy dostała się do Świątyni, myślała, że wszystko jakoś się wreszcie układa, jednak jak na złość podobała się jednemu z nich. To było do przewidzenia, jednak nigdy nie przypuszczała, że sprawy wymkną się spod kontroli aż tak bardzo.
Shina nie była jedną z tych 'twardych' kobiet, które nie znają wieczora bez butelki i wchłaniaja w siebie niezliczoną ilość shotów, tylko co jakis czas spluwając w pogardzie dla leżących już dawno pod stołem mężczyzn. Shina żadko sie upijała i nie miała skłonności ani do hulanek, ani do alkoholizmu. Wczoraj miała jednak jeden z tych najgorszych dni, które nie wiadomo jak przetrwać. Wreszcie pod sam wieczór spotkała się z nim, ale tylko po to żeby mu wyjaśnić sytuację. Musiała wcześniej się napić bo zbyt dużo stresu spotkało ją ostatnio, ale nie chciała z tym czekać. Ufała Rycerzowi Koziorożca, wydawał jej się zawsze jednym z najbardziej honorowych. Miała dużą nadzieję, że da jej spokój kiedy dowie się, że i Shina nigdy nie będzie w stanie odwzajemnić jego uczuć. Mimo wielu prób nigdy nie udawało jej się zabić tamtego barbarzyńskiego Brązowego Rycerza.
Shina spojrzała na zewnątrz przez okno, ale Shury nigdzie nie było.
„Kurde, nawet go tu nie ma żebym mogła pokazać mu co o nim myślę" – myślała idąc przez główny korytarz do pokoju dziennego, gdzie, jak pamiętała zostawiła kurtkę. Wisiała na jednym w krzeseł przy dużym, obiadowym stole. Shina wiedziała, że to była jej wina, przecież sama chciała. Zresztą, nie bała się walki i nie miała tak naprawdę nic do stracenia. Cassios, jedyna osoba, do której Shina była przywiązana, nie żył. Za to Saori, jako wcielenie Ateny na pewno nie przejęłaby się jej śmiercią aż tak bardzo, jest wiele osób które się nią zajmują i dobrze jej życzą, nie zostanie sama. Shina wiedziała, że Złoty Rycerz nie będzie chciał walczyć z kobietą, ale wielu już w swoim życiu udało się jej sprowokować. Trzeba go tylko znaleźć.
Zabrała z krzesła kurtkę, zajęta myślami o tym, gdzie może być Shura i czy lepiej byłoby wyzwać go teraz czy też kiedy wróci do Domu. Ostatecznie zdecydowała, że najlepiej będzie pójść do niego od razu. Nie lubiła z niczym czekać.
Nagle coś wyrwało ją z zamyślenia. Nadal stojąc przy stole spojrzała w dół, na dywan. Zastygła z zaskoczenia i jej myśli zupełnie się rozwiały. Pod ścianą po drugiej stronie pokoju leżały dwa duże koce i cały zestaw pościeli. Kołdra była w nieco zniszczonej poszewce i dlatego wyłchodziła na wierzch z jednej strony. Jaskrawa poduszka zupełnie nie pasowała do reszty. Wśród chaosu fałdów pościeli widać było głowę pogrążonego we śnie Shury. Shina w zamyśleniu zupełnie go nie zauważyła. Kurde, co się dzieje, że odczucie jego aury zupełnie jej nie zaalarmowało! Co on tutaj robi?!
„Śpi na podłodze, głupia!", odpowiedziała sama sobie.
Shinie w momencie zrobiło się przeraźliwie wstyd. Nawet nie zdążyła zacząć sama sobie wyrzucać tego, że tak źle go oceniła, kiedy postać Złotego Rycerza nagle lekko się zaświeciła. Shina poczuła energię kosmiczną Mu. Migotała lekko ogarniająć Shurę. Rycerz Koziorożca pomruczał chywilę coś niezrozumiałego. W końcu podniósł głowę i wymamrotał:
- Dobra, dobra, już wstaję! Rozkaz, wasza wysokość... Wiem, że Atena kazała, przecież wstaję! Wiem, wiem, rozumiem co mam robić.! – lekka złota poświata znikneła i Shura mruknął do siebie – Bogowie, ale się tu można wygnieść... Czuję się jak stary dziad.
Nagle urwał, ponieważ przeciągając się zauważył nagle Shinę, która nadal stała obok stołu. Drgnął niespokojnie i popatrzył na nią nie wiedząc jak zareagować.
Shina była bez maski. Stało się. Nie było po co już odwracać wzroku.
Zresztą, zaraz przypomniał sobie że przecież zagrożenia już nie było. I tak tamten zobaczył ją pierwszy. Wczorajsze słowa Shiny tylko potwierdziły tą wiadomość, którą wczesniej usłyszał od wartownika podlegającego Death Maskowi. Nawiasem mówiąc o mało nie pobił tego biedaka jak się o tym dowiedział. Ale człowiek zawsze reaguje na takie rzeczy automatycznie. Shura pomyślał, ze Shina też dopiero zorientowała się, ze jest bez maski i chyba przeszła przez ten sam proces myślowy. Nagle zrobiła krok do tyłu, jakby zdając sobie sprawę, ze zostawiła ją na stole w kuchni i zupełnie o tym zapomniała. Potem jednak, tak samo jak on rozluźniła się, przeciez to i tak nie miało żadnego znaczenia.
Shina nie spuszczała wzroku ze Złotego Rycerza. A więc to wcale nie było tak! Wyglądało na to, że Shura, będąc zupełnie trzeźwy, na szczęście nie dopuścił żeby sprawy zaszły za daleko. Tym bardziej, że ona nad sobą nie panowała i nie wiadomo jak by zareagowała na następny dzień. Najwyraźniej po prostu położył ją spać. Jak mogła tak okropnie podejrzewać go o to, że wykorzystał fakt, że była pijana, powinna dobrze wiedzieć, że on by nic takiego nie zrobił! Potarła łokieć, na którym czuła przeciętą skórę. Musiała potłuc te pozostałe butelki, dlatego w pokoju gdzie spała unosił się zapach alkoholu zbyt silny żeby tylko coś pili. Ręka lekko ją jeszcze szczypała.
Nie wiedzieć czemu, Shina nagle zdała sobie sprawę, że czuje się dziwnie lekko. To było coś niesamowitego i nie mogła przypisać tego faktowi, że Rycerz Koziorożca jednak przespał noc tutaj na podłodze. To ulżyło jej już na samym początku.
Shura zauważył dziwny wyraz twarzy dziewczyny, jakby zaskoczenie pomieszane z zadumą. Popatrzył w bok, na swoją pościel, a potem znów na nią.
- Jak się czujesz? – zapytał – Wybacz, miałem cię odprowadzić, ale trochę za dużo wypiłaś. Upierałaś się, że Atena będzie coś robiła w nocy koło Domu Strzelca. Nie chciałem ci wierzyć, ale rzeczywiście, Mu właśnie mi doniósł że coś tam kombinują. Jakaś ważna operacja, jeszcze nawet podobno nie skończyli – uśmiechnął się – Jak głowa?
Nie oderwała od niego wzroku ani przez chwilę.
- Zostaniesz na śniadanie? Mam nutellę i ser biały jeśli chcesz. Pamiętam, że lubisz, zwłaszcza nutellę.
Shura przeciągnął się i wstał. Miał na sobie tylko czarne spodnie od piżamy, więc sięgnął po bluzę z fotela. Nie będzie się wygłupiał i obnosił z klatą w takiej chwili. Poza tym w niektórych kulturach pokazywanie przez mężczyzn nagiej klatki piersiowej nadal jest uważane za nieprzyzwoite. Shina naturalnie widziała już niejedną podczas treningów i potyczek, ale to była inna sytuacja. Nie chciał żeby Shaina pomyślała sobie, że nie ma do niej szacunku. I tak już czuł mieszane uczucia pozwalając jej zostać tutaj przez noc. To znaczy wiedział co ona prawdopodobnie sobie pomyśli, tym bardziej jeżeli wypiła na tyle żeby nie pamiętać co się z nią działo. I wiedział co wszyscy inni sobie pomyślą jeśli się dowiedzą że u niego nocowała. Ale w zasadzie nie dbał o nic dopóki sam przed sobą nie musiał się niczego wstydzić.
Shina znów milczała, wpatrzona w niego uparcie. Intensywnie nad czymś myślała. Shura zobaczył jak jej wzrok przelatuje po jego twarzy nerwowo. Zachowywała się tak jakby widziała go po raz pierwszy w życiu.
Uśmiechnął się tylko postanawiając się nie przejmować tym, czymkolwiek by nie było. Trzeba było pozwolić dziewczynie nieco odetchnąć.
- To ja stawiam wodę na herbatę i rozrabiam ser.
To mówiąc zniknął w drzwiach.
Shina pomyślała, że jednak zostanie. Wiadomo, że będzie przechodziła przez całą sytuację nieodwzajemnionego uczucia, ale to nie znaczyło, że musiała łamać serce jemu. Przecież szczęście nie zawsze osiąga się poprzez zaspokojenie swoich życzeń. Może jego szczęście chociaż trochę udzieli się jej?
Jakoś wbrew samej sobie czuła, że właśnie tak będzie.
