June obudziła się. Całe ciało bolało ją tak jakby za chwilę miała rozpaść się na kawałki. Jeszcze przez jakiś czas nie mogła się poruszyć, ale w końcu powoli przewróciła się na lewy bok. Podparła się rękami, nogi przestawały nieco drętwieć. Podniosła się i usiadła.

Zaraz rozejrzała się wokół siebie. Leżała na kamiennej posadzce u podnóża Świątyni. Słońce stało już na niebie, jak widać byli na powierzchni. Albo w miejscu, które powierzchnię przypominało. Nie zdziwiłaby się gdyby był to tylko kolejny wymiar.

Zerkneła na ziemię obok siebie i przesuneła się tam pospiesznym ruchem.

- Saga – powiedziała do leżącego obok Rycerza, lekko szturchając go za ramię – Odezwij się.

Nie odpowiadał, musiał zupełnie stracić siły. Szukając wyjścia przenosił ich przez tyle wymiarów, że June czuła się zupełnie zagubiona. Pochyliła się nad nim, sprawdzając czy oddycha. Lekko, ale tak. Dzięki ci Ateno! Trzeba go obudzić, za wszelką cenę, nie wiadomo w jakim jest stanie. June sama już nie wiedziała, czy jego ciało jest kolejną iluzją, czy rzeczywiście czuła ręką prawdziwy puls. Dłonie miała całe zdrętwiałe, zimne jak lód. Przez tak długi czas czuła jego niematerialną ale jednocześnie zadziwiająco namacalną obecność w świecie Hadesa i teraz chociaż próbowała, nie mogła stwierdzić czy on żyje, czy też nie. Niczego nie chciała brać za pewne, zbyt dużo widziała. Wzdrygneła się na samą myśl tego piekła tam na dole.

June potrząsneła lekko ramieniem Sagi, znów próbując nawiązać z nim kontakt. W tym momencie jednak zza jej ramienia rozległ się głos:

- Co wy tutaj robicie?!

June obejrzała się w tamtym kierunku. Głos brzmiał agresywnie.

- Jak śmiecie podchodzić tak blisko Świątyni!

June staneła w pozycji bojowej. Przed sobą zobaczyła młodego Rycerza w dziwnej, nieznanej jej zbroi. To miejsce musiało leżeć bardzo równolegle do wymiaru, z którego przyszli. Miało nawet Świątynię. A może to była ich Świątynia? Nie wiedziała zbyt wiele na temat różnych wymiarów.

- Moim obowiązkiem jest chronić Atenę. Ostrzegałem was!

Zaatakował. June zatrzymała kilka jasnoniebieskich pocisków. Co on wygaduje? Wcale ich przecież nie ostrzegał!

- Wiedzcie – ciągnął dalej z emfazą – że każdy, kto będzie próbował zagrozić Atenie zginie! Nie spocznę dopóki Atena nie będzie bezpieczna!

Zaatakował znów. June starała się stać mając Sagę za swoimi plecami żeby pociski nie doleciały do niego. Atakujący Rycerz jednak przeskoczył nad ich oboma i znów zaatakował. Na szczęście nie myślał zbyt szybko, ani też zbyt logicznie. Zamiast użyć rozproszonego ataku, posłał pociski jak zwykle, czyli prosto przed siebie powodując, że znów trafiły tylko w June. Odbiła je wszystkie.

Saga poruszył się lekko, ale nie otworzył oczu. Wylądał jakby stracił wszystkie siły. June bała się, że jeżeli szybko czegoś nie zrobi straci go nieodwracalnie.

Zanim zdążyła skoczyć wprzód żeby zasłonić przed atakami leżącego Rycerza, agresor rozpoznał kogo ma przed sobą. Był bardzo zdziwiony, nawet jak na swój poziom intelektualny.

- To niemożliwe! Wielki Mistrz! – zawołał i natychmiast dodał szybko i fanatycznie – Jak to możliwe, że on żyje! Nie dopuszczę żeby znów zagroził Atenie!

To mówiąc zakrzyknął głośno i znienacka przed oczami June pojawiło się jeszcze trzech innych. Wszyscy natychmiast okrążyli ją, stanąwszy w pozycjach bojowych.

- Przestańcie – zawołała do nich dziewczyna – Atena sama nas tu wzywała. Ukaże was jeżeli nas zabijecie.

- To niemożliwe! Atena nigdy nie zaufałaby Wielkiemu Mistrzowi! – jeden z nich próbował być elokwentny i popisywać się pseudo-logicznym myśleniem. Było oczywiste, ze nie ma pojęcia co właściwie działo się teraz w Świątyni. Nawet nie miał tam wstępu.

- Odstąp! – zarządał od June drugi z atakujących – Musimy bronić Ateny za wszelką cenę!

Szykowali się do walki.

Saga nadal się nie ruszał. Nie wiadomo dlaczego miał na sobie zwykłe ubranie treningowe, w którym June nigdy jeszcze go nie widziała. Ucieszyła się jak nigdy z tego, że udało im się dosięgnąć czegoś, co przypominało powierzchnię i z tego, że znowu widzi słońce. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym skąd przyszli. Wzrokiem cały czas szukała Aiorii, niestety nigdzie go nie było.

Dwóch obcych Rycerzy zaatakowało, ale June odbiła oba pociski. Na razie dopiero zaczynali. Upewnili się, że nie pozwoli im zbliżyć się do Rycerza.

– A więc jesteś z nim w zmowie! Trzeba was oboje zabić!

Nie było dobrze, June nie nosiła zbroi. Zresztą, została ona zupełnie zniszczona kiedy walczyli z Aresem w Pałacu Ateny. June widziała, że mężczyżni, którzy ją zaatakowali nie mogą być Srebrnymi Rycerzami, podejrzewała że to grupa Brązowych. To jednak i tak nie wyrównało rachunku, każdy z nich był w pełni uzbrojony.

- Wy tchórze, we czterech atakujecie jedną kobietę? – zawołała rozzłoszczona, nie tyle dlatego, że walka była nierówna. Tak naprawdę bała się żeby to wszystko co udało im się zrobić w jednej chwili nie poszło na marne.

- Ten człowiek jest niewyobrażalnie potężny – powiedział z fanatyczną powagą jeden z atakujących – Nawet Złoci Rycerze nie byliby w stanie go pokonać. Nie możemy się jednak poddać. Jedynie my możemy teraz ocalić Atenę.

Reszta przytaknęła mu z namaszczeniem. Czterech mężczyzn zaatakowało, jeden po drugim. Ponieważ June musiała osłaniać leżącego Rycerza, a była otoczona ze wszystkich stron, potyczka zapowiadała się na niełatwą.

- Gdzie wasz honor?! – oburzyła się dziewczyna osłaniajac się od kilku pocisków i czegoś w rodzaju łańcucha.

- Milcz! – zawołał jeden z Rycerzy – Nikczemna istoto, nigdy nie uda ci się nas powstrzymać! Będziemy walczyć do samego końca. Zginiemy jeśli trzeba!

June skoczyła w bok, ale w locie trafił ją strumień zielonej energii. Uderzyła plecami o skalną ścianę. Nie zdążyła nawet opaść w dół bo już poleciał ku niej pędzący w prostej linii ostro zakończony łańcuch. Szarpneła całym ciałem w bok, spadła na kamienie i od razu odskoczyła, unikając szeregu pocisków. Nie miała nawet czasu atakować! W takim tempie bardzo szybko się zmęczy. Bogowie, co z Sagą! Gdzie jest Aioria!

Promienie energii migały z różnych stron, wszystkie na raz. Jeden trafił jej w nogę, dwa w prawe ramię. Nie mogła nawet porządnie ich zatrzymać. Sytuacja jest tragiczna, przemknęło June przez głowę. Broniła się stojąc plecami do kamiennej ściany. Czuła jak kurz podnosi się w górę za każdym razem kiedy energia kosmiczna rozbija się o skalną ścianę. Mężczyźni znaleźli się już wszyscy naprzeciwko niej. W pewnym momencie dwóch z nich, najwyraźniej dochodząc do wniosku że June nie stwarza dla nich zagrożenia, podeszli do leżącego na ziemi Sagi. Mówili coś do siebie, ale dziewczyna nie usłyszała nic dokładnie. Nie wiedziała co ma robić. Rycerz Bliźniąt nadal się nie ruszał, w żadnym razie nie mógł się bronić.

Skoczyła wprzód, usiłując przebić się przez salwę pocisków. Co za amatorszczyzna! Gdyby tylko miała tutaj swój bicz! Od razu szczęścia by się odwróciły. Skoncentrowała swoją energię i przeleciała pomiędzy dwoma napastnikami, którzy wciąż atakowali. O mały włos nie uderzyli siebie nawzajem, tak bardzo przedkładali impet ponad kontrolę kierunku ataku. Dwoje stojących przy byłym Wielkim Mistrzu nie spodziewało się jej i jak widać miało także spowolnione reakcje. June solidnym kopniakiem w lewo, a potem w prawo odsunęła ich na bezpieczną odległość. Niestety, za chwilę stanęli, znów otaczając ją i Sagę.

June kątem oka zauważyła ruch wśród skał dookoła siebie. O, nie! Przynajmniej trzech. Zaraz, czterech, pięciu. Razem będzie dziewięciu na jedną. Sytuacja stała się beznadziejna.

Ocena June okazała się jednak mylna. Po pierwsze zza kamiennych ścian wysuneło się nie pięciu, ale dwunastu mężczyzn. Nie mieli na sobie Zbroi Rycerskich, które by rozpoznawała, tylko czarno-brunatne stroje. Wojownicy, stwierdziła. Ale nie tacy, z którymi June spotykała się zwykle. Wyglądali na jakiś rodzaj doborowego wojska. June nogi i ręce zatrzęsły się gwałtownie. Nagle wobec szansy uratowania życia swojego, Sagi i Aiorii odezwała się w niej dzika wola przetrwania. Dlatego, ze to wszystko naraz stało się możliwe, byli tak blisko żeby wszystko się ułożyło!

Ale June myliła się jeszcze pod jednym względem i zaraz się o tym przekonała na własne oczy.

- Stać! – usłyszała nad sobą władczy, niski głos. Na jego brzmienie obejrzala się za siebie tak gwałtownie, że gdyby któryś z Brązowych Rycerzy w tej chwili ją zaatakował, nie umiałaby się nawet ręką zasłonić.

Widząc nad sobą wysoką postać Rycerza dziewczyna zamarła, całkowicie zdezorientowana. Spojrzała na ziemię, gdzie leżał Saga. Potem zaraz na skałę nad sobą, na której Saga stał. Wyglądało na to, że rzeczywiście znajdują się w równoległym wymiarze, gdzie Saga miałby swoje alter ego! Nie miała pojęcia, że takie rzeczy są możliwe.

Mężczyzna zeskoczył na ziemię tuż obok niej. Miał na sobie ciemnozłotą Zbroję, ale nie wyglądał na Złotego Rycerza. Ozdobne wzory na połyskującym metalu były dla June zupełnie nierozpoznawalne, jakby pochodziły z zupełnie innej kultury niż Grecka. Naramienniki i pas pokrywały szeregi symboli przypominających runy.

Mężczyzna skinął ręką i dwunastu wojowników zeskoczyło w dół, otaczając Brązowych Rycerzy, po trzech na każdego. June ze strachem zobaczyła, że na skałach nad nią pojawiło się kolejnych dwudziestu.

Dowódca, zatrważająco podobny do Sagi podszedł bliżej i spojrzał na leżącego Wielkiego Mistrza.

- Saga – powiedział zaskoczony, jakby wstrzymując oddech. Natychmiast bardzo uważnie popatrzył na June, która nadal stała w pozycji bojowej, zdezorientowana, ale gotowa zaatakować jeśli ktokolwiek zbliżyłby się za bardzo.

- Kim ty jesteś? – zapytał.

Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ przywódca Brązowych Rycerzy, ten który pierwszy ją zaatakował widocznie zniecierpliwił się, że to nie na nim skupiona jest uwaga. Podbiegł wprzód i wyrzucił z siebie kilka pocisków. Mężczyzna stojący obok June nawet nie podniósł ręki. Jego energia zabłysła i w Brązowy Rycerz z impetem poleciał do tyłu uderzając w kamienną ścianę. Trzech wojowników otoczyło go od razu, a z góry zeskoczyło jeszcze dwóch, blokujac dalsze tego typu wystąpienia.

Reszcie Brążowych Rycerzy nie spodobało się to jak potraktowano ich kolegę. Zaczeli się awanturować, ale ciemno ubrani żołnierze zablokowali każdy z ataków. Brązowi Rycerze byli w mniejszości i nie mieli żadnych szans.

- Panie generale – odezwał się jeden z wojowników – To awanturnicy, co rozkażesz z nimi zrobić?

- Na razie trzymajcie ich krótko. I uważajcie, to Rycerze Ateny, nie powinni zginąć jeśli nie zajdzie taka potrzeba.

Zwrócił się do June.

- Kim jesteś? – powtórzył pytanie. Miał ochotę podejść, ale June od razu sprężyła się, zaalarmowana. To nie była aura Sagi, głos nieco tylko inny, ale rysy prawie identyczne! Nieco ciemniejsze oczy i włosy, ale gdyby nie to, że znała Sagę dość dobrze, mogłaby się od razu pomylić. June chciała odpowiedzieć, że mogłaby jego zapytać o to samo, ale dobrze widziała, że w jej sytuacji lepiej nie być zaczepnym.

- Mam na imię June, jestem Brązowym Rycerzem Kameleona – powiedziała.

- Ach, rozumiem, słyszałem o tobie – powiedział bardzo poważnie - .

Podszedł bliżej, kierując się do Sagi.

- Nie martw się, nic mu nie zrobię – powiedział kiedy June zastąpiła mu drogę. Tak jakby mogła mu w czymś w ogóle przeszkodzić.

Wyminął ją i pochylił się nad leżącym Rycerzem Bliźniąt.

- Żyje – odezwał się po chwili, jakimś dziwnym głosem. June klękneła obok niego, wciąż niepewna tego co właściwie się dzieje. Rzeczywiście, na szczęście Saga nadal oddychał. Może jednak to ciało było tylko iluzją? A może była to podwójna iluzja, dwie postacie w tym samym wymiarze? June nie wiedziała co ma o tym wszystkim mysleć.

- Stracił siły po tym jak przeniósł mnie, siebie i jeszcze jednego Rycerza przez kilkanaście różnych wymiarów. Próbowaliśmy wydostać się ze świata Hadesa na ziemię.

Mężczyzna popatrzył na nią osobliwie. Wyglądał na zaskoczonego i w pewnym sensie przejętego.

- A kim ty jesteś? – zapytała June wreszcie.

- Jestem jego bratem, mam na imię Kanon. Służę jako generał w wojsku Posejdona.

No właśnie. To tłumaczyło dziwną zbroję i wojowników, których June nigdy jeszcze nie widziała. Ale dziewczyna nie chciała zupełnie mu uwierzyć, to co twierdził było sprzeczne z wcześniejszymi słowami Rycerza Bliźniąt.

- Saga mówił, że jego brat nie żyje.

- To niemożliwe. – zaprzeczył bez zbędnych delikatności. Jego ton zdradzał przyzwyczajenie do wydawania rozkazów - Co prawda próbował mnie kiedyś utopić w Sunnion, ale za jakiś czas dowiedział się, że przeżyłem. – zamilkł na chwilę, po czym dodał – Bogowie, kilka dni temu widziałem jego grób w Świątyni. Jak to się stało?

- Saga rzeczywiście się zabił, ale...- urwała na chwilę – ale poszłam za nim. W Świątyni jest brama, w Domu Raka, od dawna o niej słyszałam, udało mi się ją otworzyć. Nie mogłam sobie wybaczyć, że pozwoliłam mu zginąć. Nie chciał mnie w to wciągać, a ja nic nie zrobiłam zeby go powstrzymać.

Mężczyzna przed nią jak widać nie miał złych zamiarów. Słuchał opowiadania z uwagą.

- Przez długi czas błąkałam się po podziemiu, nie wiedziałam jak go znaleźć. Pamiętam jak skądś pojawił się kosmos Złotego Rycerza Lwa. Potem znalazłam Sagę, mówił coś o Atenie. Rzeczywiście w którymś momencie poczułam jej kosmos. Saga przenosił siebie, mnie i Rycerza Lwa, który nie wiem jakim sposobem także tam się znalazł. Mieliśmy wydostać się na powierzchnię.

- Jak widać wam się udało. – Kanon podniósł brwi w górę - Saga zawsze mnie zadziwiał tymi międzywymiarowymi technikami, ale nie miałem pojęcia, że jest zdolny do czegoś takiego.

- Wydaje mi się, że Atena w jakiś sposób przygotowała nam drogę – powiedziała June – nie wiem dokładnie jak. Saga w pewnym momencie z nią rozmawiał, ale tam w świecie podziemnym czas zupełnie inaczej biegnie, nic nie jest chronologiczne...sama nie wiem jak to się stało!

- Nie martw się – powiedział Kanon, zaświecając lekko swoją energię kosmiczną i kierując leczniczy promień na Sagę – Trafiłaś do świata Hadesu będąc ciągle żywą, to zrozumiałe, że nie mogłaś poruszać się tam i odbierać wszystkiego tak jak ktoś martwy.

Nagle ich rozmowa została przerwana przez nagłe zawołanie jednego z Brązowych Rycerzy:

- Za Atenę! Oni chcą ożywić Wielkiego Mistrza! Dalej, naprzód!

- Masz rację! – dodał drugi – Nie możemy się poddawać! Musi być jakiś sposób żeby ich powstrzymać!

- Zabić goooo! – wrzasnął przywódca.

Cała piątka połączyła siły. Energia kosmiczna rozbłysła jaskrawo i ich dowódca przebił się przez pierścień otaczających go wojowników Posejdona. Zaatakował od razu, z tym samym fanatycznym uporem, mierząc tym razem w Kanona.

Ten jednak nawet nie drgnął. Nie musiał. Rozległ się wrzask i Brązowy Rycerz runął na ziemię. Już się nie podniósł.

- Całkiem nieźle jak na kogoś, kto nie nosi zbroi – powiedział Kanon do June. Nawet się nie ubrudziła.

Dziewczyna jednak nie podzielała jego pogodnego nastroju. Pozostali Brązowi Rycerze atakowali wojowników Posejdona z tymi samymi fanatycznymi tekstami na ustach. Nie wytrzymała. Zacisnęła pięści i pobiegła w ich kierunku jak strzała. Wojownicy Posejdona na znak dany przez Kanona usuneli jej się z drogi. Pokonała najpierw tego z łańcuchem, denerwował ją najbardziej, jakimś cudem przypominając kolegę z dawnych czasów, z którym trenowała. Zawsze był beznadziejnie słaby. Potem pod jej atakiem drugi, z długimi włosami, padł na kamienie. Ostatni jednak zaatakował od tyłu, odrzucając ją w przód. Nie miała zbroi i każde trafienie mogło być dla niej bardzo niebezpieczne. Nie wyglądało jednak na to, ze dziewczyna łatwo zrezygnuje. Rzeczywiście musi być w nim porządnie zakochana, skoro go tak broni, pomyślał Kanon.

Generał Posejdona wstał i odezwał się:

- Dość tego.

Skoczył i w momencie znalazl się tuż obok June. Pojedynczym ruchem ręki przeszył na wylot jednego, potem drugiego. Trzeci już się nie podniósł po ostatnim ataku June.

- Poradziłabym sobie sama! – dziewczyna wydawała się zdenerwowana. Nie wyglądała na wdzięczną za pomoc.

- Wiem o tym, ale denerwowali mnie. Ty dostałaś swoich dwóch, ja swoich. – powiedział.

Otarła krew z boku policzka i poszła w kierunku Sagi, zauważając, że ten nareszcie się poruszył. Energia Kanona musiała nieco pomóc. Złoty Rycerz z pomocą June usiadł powoli.

- Kanon?! – zdziwił się widząc podchodzącego brata.

- Niestety to ja – powiedział generał – Co się tak dziwisz? To mnie o mało o zawał nie przyprawiłeś, hehe. Zawsze wiedziałem, że ciężko Atenie będzie się pozbyć takiego pasożyta jak ty, ale przerosłeś nawet moje oczekiwania. Jak widać Hades też cię nie zatrzyma.

- Uważaj co mówisz, jeszcze nie wiem czy tam nie wrócę. – popatrzył na June.

- Z tą małą? Od razu ci mówię, że jesteś bez szans. – Z twarzy Kanona nie schodził ironiczny uśmieszek. June widziała, że mimo wszystko wyraźnie cieszył się, ze widzi Sagę – Wierz mi, widziałem ją właśnie w akcji – wskazał na martwych Rycerzy – Jeśli mnie pytać, to sądzę, że wejdzie po ciebie do Hadesa jeszcze z kilkadziesiąt razy.

Saga popatrzył najpierw na niego, a potem na June i uśmiechnął się.

Wiadomość od Ateny nadal nie nadchodziła a noc zbliżała się szybko. Aldebaran patrzył na pusty stół przed sobą i myślał, że powinien chyba jeszcze coś zjeść zanim wszystko się zacznie. Nie był jednak wcale głodny, gładził tylko ręką czarny hebanowy blat, jakby od niechcenia. Wiedział, że gdzieś w trakcie wszystkich wydarzeń pewnie poczuje głód i będzie się denerwował sam na siebie, ale na razie nie mógł na niczym się skoncentrować. Shaka, kiedy tu przyszedł, wydawał się jeszcze bardziej zamyślony niż zazwyczaj. Co jakiś czas zamykał oczy, a potem je otwierał, co znaczyło zwykle, że badał teren Świątyni bardzo dokładnie. Coś niedobrego wisiało w powietrzu. Zresztą, obecność podwładnych Hadesa nie mogła nieść ze sobą nic pozytywnego.

Popatrzył na figurkę, którą Rycerz Panny zostawił. Lekko emanowała energią podobną do energii Saori, a tak przynajmniej mu się zdawało. Dziwne, że nigdy nie widział czegoś podobnego. Nie słyszał też żeby przedmiot o tak dużej mocy, naturalnie poza składnikami Posągu Ateny, przechowywany był kiedykolwiek na terenie Świątyni. Poza tym rozkazy, które otrzymał dotąd wydawały się pozbawione sensu. Aldebaran był pierwszym strażnikiem Świątyni, Mu nadal nie wrócił z Pałacu i Rycerz Byka na razie musiał pozostać u niego w Domu. To dziwne, że Atena rozkazała Shace przynieść tą figurkę akurat tutaj, na sam kraniec, gdzie właśnie najbardziej była narażona na kradzież.

Aldebaran czuł się zmęczony. Wczoraj przeprowadził bardzo ciężki trening, chcąc złamać w sobie niektóre bariery w nadziei rozwinięcia zarówno fizycznego, jak i duchowego. Dzisiaj powtórzył wszystko, jednak nie zapewnił sobie w międzyczasie wystarczającej liczby godzin snu. Trenował prawie do rana, a już przed południem Mu przekazywał wszystkim Złotym Rycerzom dokładnie wyznaczone dla każdego rozkazy. Mięśnie nóg, ramion i pleców nadal bolały Aldebarana, a i ze strony mentalnej podświadomie szukał spokoju. Nie chciał żeby nikt o cokolwiek go pytał. Przeciwnie, marzył o tym żeby dobrze się wyspać i żeby wszystkie problemy poczekały do jutra rana.

Złoty Rycerz przeciągnął się i pozostał przez chwilę w pozycji naprężonych mięśni, poruszając się tylko lekko to w prawo, to w lewo. Wreszcie westchnął i rozluźnił się. Na dworze coraz ciemniej, czas chyba założyć Zbroję. Nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie coś robić. Nawet nie był pewien czy ma się spodziewać walki. Nie znał jeszcze Ateny na tyle dobrze, żeby odczytać wiele z jej zachowania, a raczej z poprzednich działań i teraźniejszego milczenia.

Zbroja Byka nałożyła się na niego posłusznie, odpowiednio dostosowując. Mimo to jednak Aldebaran czuł, że będzie go obcierać na plecach, tam nieznośne zmęczenie mięśni doskwierało mu najbardziej. Nagle w ciszy rozległo się zdecydowane i dość szybkie pukanie do drzwi frontowych. Nadchodził ktoś z zewnątrz. Wróg zazwyzaj nie zapowiada się zanim wejdzie, ale Aldebaran i tak pomyślał, że w porę założył Zbroję. Nigdy nic nie wiadomo. Podszedł do drzwi i otworzył je ostrożnie, wyczuwając nieznaną sobie energię kosmiczną.

Przed Domem Barana stała drobna dziewczyna. Miała ciemną cerę, z pewnością rodowita Greczynka, pomyślał Aldebaran i złapał się na tym, że jego wzrok przesunął się raczej niżej niż pozwalały na to zasady uprzejmej konwersacji. Zaraz popatrzył znów na twarz dziewczyny. Była ładnie zaokrąglona, z bardzo płaskim noskiem, jak na kogoś tutejszego i oczami w kształcie migdałów. Rycerz Byka ledwo powstrzymał się przed głośnym westchnieniem. Sam nie zdawał sobie sprawy jak dawno nie widział kogoś, kto tak bardzo przypominał by mu Brazylijskie piękności. Od czasu kiedy opuścił rodzinny kraj i przyjechał tutaj, żadna dziewczyna nie wzbudziła w nim podobnego odczucia.

- Dobry wieczór – powiedziała nieznajoma. Bogowie, jaka ona była przy mnie malutka, zaśmiał się do siebie w duchu Aldebaran.

- Dobry wieczór – odpowiedział i zapytał uprzejmie – W czym mogę pani służyć?

- Ojej, dziękuję, w niczym – zaśmiała się, lekko spuszczając wzrok – Mam wiadomość dla Złotego Rycerza Barana. Ale jak widzę, pan także jest Złotym Rycerzem, więc mogę przekazać ją panu.

- Jest pani pewna? Jeżeli jest to wiadomość do Rycerza Barana, moze powinna pani poczekać aż wróci do Domu. Na razie, jak podejrzewam, będzie nieobecny conajmniej do jutra.

- Nie, nie, to nic prywatnego – zaśmiała się z energią - Ja tylko chciałam zawiadomić, że jeden z Generałów Posejdona zamierza pojawić się w Światyni. Widziałam go na powierzchni, będzie tu lada moment.

- Dziękuję za informację – powiedział Aldebaran odwzajemniając jej uśmiech – To bardzo miło z pani strony. Rzeczywiście, nie spodziewaliśmy się żadnej wizyty.

- Zawsze się cieszę jeśli mogę pomóc – popatrzyła mu w oczy i dodała wesoło – Pracuję niedaleko i często zdarza mi się rozmawiać z Rycerzem Barana, jest bardzo miły, nie sądzi pan?

- Całkowicie się zgadzam. Jest moim najlepszym przyjacielem.

- To znakomicie! – ucieszyła się – może wobec tego kiedyś zobaczę pana tutaj znowu. Obiecuję że za każdym razem kiedy będę w pobliżu, wstąpię żeby o pana zapytać.

- Dziękuję – powiedział jeszcze Aldebaran. Nie zauważył jak podczas rozmowy przyblizyła się o kilka kroków, tak że stali bardzo blisko siebie. Zanim Rycerz Byka się zorientował, w małej rączce mignął jakiś przedmiot. Aldebaran poczuł ukłucie na ramieniu, w miejscu, które zwykle nie było chronione Zbroją.

- Bardzo miło się z panem rozmawiało – usłyszał jeszcze – Życzę miłych snów!

Powietrze zafalowało w promieniu dwóch metrów dookoła Rycerza, jakby otwierał się jakiś teleport. Obraz dziewczyny rozpłynął się Aldebaranowi przed oczami. Przyklęknął, zanim mógł zareagować na atak. Nieznajoma widziała jak zamykają mu się oczy. Jeden zapieczętowany.

Poczekała aż osunął się na ziemię, podparła go lekko żeby nie upadł.

- Jaki miły! – powiedziała do siebie – Podobno wszyscy są tacy. Ech... Prawdziwa szkoda, że jesteśmy wrogami, ale cóż. Znów się zaśmiała. Oparła Rycerza o ścianę z boku Domu i szybko skierowała się przez korytarz do środka Domu Barana.

Wszędzie było pusto i cicho, widocznie nie rozstawili w ogóle straży, oprócz tego jednego Rycerza. Atena naprawdę nie miała żadnego wyczucia jeśli chodzi o taktykę. Zresztą, Hades uprzedził ją już wcześniej że tak będzie, bogini dopiero co się odrodziła i podobno jak narazie panoszyła się, bardziej niż słuchała porad.

Figurka leżała na stole. Co za lekkomyślność, drogo za to teraz zapłacą. Dziewczyna wzieła przedmiot do ręki, rzeczywiście emanował tak silną energią jak jej doniesiono. Bardzo dobrze, ze zdecydowała się zacząć od tego. Zapaliła swoją energię kosmiczną, próbując wchłonąć do siebie energię figurki. Czuła przyjemne ciepło rozchodzące się po swoim ciele.

Nagle jednak uśmiech zadowolenia zrzedł jej na ustach. Energia niespodziewanie znikneła. Dziewczyna spróbowała ją pobrać ponownie, i jeszcze raz. Niestety, na próżno.

- No nie! – zdenerwowała się nie na żarty – Kurde, specjalnie tutaj po nią zeszłam!

Figurka zgasła zupełnie i dziewczyna rozpoznała zwykły miedziany przedmiot, dla połysku tylko pokryty złotą warstwą. A więc to była sztuczka! No pięknie, specjalnie tutaj schodziła na sam dół zeby zdobyć to, na co Atena kazała swoim Rycerzom tak uważać. Co za pech, najwyraźniej dała się nabrać. Saori zapewne podejrzewała, że ma na terenie intruza. Na Zeusa, no!

Dziewczyna nie była w dobrym humorze. Będzie musiała przedzierać się z powrotem w górę Świątyni. Teraz pewnie wszyscy wiedzą, że tu jest. Pomyślała chwilę. Hmmm...no tak, moze i wiedzą, ze ktoś się tutaj dostał, ale sądząc z zachowania Rycerza Barana raczej nie spodziewają się kobiety, hehe. Może nie wszystko stracone, w końcu tutaj są sami mężczyźni. Postanowiła iść dalej, zawsze mogła jeszcze otworzyć teleport z powrotem.

Przechodząc przez puste mieszkanie Rycerza Byka, poczuła czyjś kosmos naprzeciwko ądało na to, że Rycerz Raka jeszcze nie wrócił na stanowisko, ale ktoś wyraźnie się z tamtąd zbliżał. W miarę jak dziewczyna szła do przodu, jej skóra nagle zaczeła najpierw pękać, a potem odpadać szerokimi płatami. Jej cała postać zwiększyła się i spod brązowej cery wyloniło się zupełnie blade ciało. Włosy wyprostowały się, zachowując jednak bardzo głęboką czerń, nogi wydłużyły jej się, biust zwiększył, to zawsze działało.

Schodami zbliżał się Złoty Rycerz Barana. Jego energia rozbłyskiwała co jakiś czas, a na twarzy widać było niepokój. Pewnie próbował porozumieć się z Rycerzem Byka, pomyślała dziewczyna. Wracał, jak widać do siebie. Kiedy wyszedł zza zakrętu zobaczył naprzeciwko siebie jedną z wojowniczek, sądząc z ubrania podlegających właśnie Aldebaranowi. Zbliżała się szybkim krokiem i Mu nie mógł nie zauważyć jak jej piękne, długie włosy i, musiał przyznać, bardzo ładny biust, się przy tym poruszają. Była wyraźnie czymś przejęta, odezwała się pierwsza:

- Panie, coś wydarzyło się w Domu Barana! – zawołała zatrzymując się przed nim – znalazłam Złotego Rycerza Byka nieprzytomnego przy wejściu!

Mu był tak zafascynowany, że nie zauważył u niej braku przepisowego powitania. Zastanawiał się jak to się stało, że jeszcze nigdy jej nie widział. Nagle oprzytomniał nieco.

- Zauważyłaś jakiegoś intruza?- zapytał idąc od razu w dół schodów, w kierunku swojego Domu. Dziewczyna podążyła za nim.

- Nie, Panie. Dlatego przyszłam zawiadomić Rycerza Raka. Nie ma żadnych śladów, a przynajmniej nic co nasz patrol mógłby rozpoznać.

- Zaraz się temu przyjrzę – powiedział, skanując teren przed sobą za pomocą fali telepatycznej. Wszystko zdawało się być w porządku. Dziewczyna trzymała się z tyłu, aż stanęli przed wejściem do Domu Barana. Mu od razu znalazł Rycerza Byka i pochylił się nad nim. Powietrze wokoło falowało lekko.

- Proszę pozwolić mi pomóc – odezwała się dziewczyna i uklękła obok. Jej talia i biodra znalazły się bardzo blisko, nie mówiąc oczywiście o klatce piersiowej, którą było teraz widać od góry. Mu nie mógł powstrzymać mysli, że to mężczyźni mogliby nosić maski, wtedy przynajmniej nie byłoby widać na co patrzą. Znieruchomiał na chwilę, odpędzając od siebie podobne pomysły, trzeba było się skoncentrować na zabraniu Aldebarana do środka, jednak Mu zdał sobie nagle sprawę, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zupełnie nie jest w stanie myśleć logicznie.

Zanim się zorientował położyła mu rękę na ramieniu i ukłuła dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej Aldebarana. Powietrze poruszyło się jeszcze szybciej niż dotychczas, falując w górę i w dół. Mu popatrzył tylko na swoje ramię, nie był w stanie nawet się poruszyć.

Za chwilę powietrze ponownie zwolniło swój pęd, i tylko lekko się unosiło i opadało dookoła dwóch leżących Rycerzy. Dziewczyna wstała.

- Drugi załatwiony. Hmm..nie ma tutaj zbyt dobrej linii obrony, trzeba przyznać. Bardzo silni, ale jacy niezorganizowani! No cóż, nie mój problem.

Wstała i znów skierowała się w górę Świątyni. Jak dotąd szło bardzo dobrze, nawet z jedyną bronią, w jaką wyposażył ją Hades. Początkowo zdawało jej się, że bóg podziemi usiłuje ją wysłać na pewną śmierć. Nic dziwnego, kazał jej wszystko zostawić i dał tylko ten mały amulet z wystającym kolcem. Najwyraźniej jednak właśnie w ten sposób ma duże szanse na odzyskanie należnych swojemu panu dusz i powrót do podziemi. W każdym razie trzeba starać się najlepiej jak się da.

Nadal myśląc o swojej misji dziewczyna przeszła przez Domy Byka, Bliźniąt i Raka. Oho! – pomyślała - następny Dom jest pusty, co tu się dzieje? Straszny brak planowania! – westchneła sama do siebie z niedowierzaniem – Gdzie ci wszyscy Rycerze? Przecież nie zgineli – zaśmiała się do siebie, prawie na głos – to akurat bym wiedziała.

Pomyślała, że może to następny podstęp. Niemożliwe, żeby Atena aż tak nie umiała sobie poradzić z organizacją swojej Świątyni.

Przystanęła, Dom Panny. Tutaj nareszcie kogoś wyczuła. Podumała na chwilę wczuwając się w energię kosmiczną. Spokojny facet ze skłonnością do medytacji. Szuka spokoju. Pochodzi z Indii, obowiązkowo należy zostawić czarne włosy.

To będzie łatwe, pomyślała. Skóra znów zaczęła jej odpadać i dziewczyna powoli zmieniała kształt. Zmniejszyła nieco biust, on na to raczej nie poleci aż tak łatwo jak ten ostatni. Wystarczy o rozmiar mniej, trzeba wszystko lekko zaakcentować. Za to talia musi być idealna, nie ma wątpliwości, biodra ładnie uwydatnione, najlepiej byłoby pojawić się w jakiejś zwiewnej sukience, ale nie ma za kogo się podać. Tu są tylko wojowniczki, ech...co za nuda. Nawet nie ma w czym wybrać.

No nic, trzeba wykorzystać to co jest dostępne. Mogłaby w zasadzie założyć coś zwiewnego pod zbroję, ale on zapewne od razu się zaalarmuje, że nie wygląda jak każda wojowniczka. Przyciemniła sobie odcień skóry, ale zaraz znów rozjaśniła. Chyba lepiej nie przesadzać bo mnie facet z hindu przepyta, pomyślała. Jasne oczy, tym razem, może niebieskie. Przyjrzała się sobie z zaskoczeniem. O dziwo, wygladało na to, że zbiegiem okoliczności prawie przybrała swoją normalną postać. Ucieszyło ją to, miło było pomyśleć, że komuś spodobałabyś się tak jak jesteś. No ale dość tego przebierania, weszła do środka, znów jako wojowniczka Rycerza Byka.

Rycerz Panny siedział w samym środku swojego Domu, zwrócony w jej stronę. Musiał wyczuć że ktoś się zbliża. Spojrzała na niego i stanęła zaskoczona. Zupełnie nie wygladał jak Hindus! A właściwie dokładnie odwrotnie, zaśmiała się w duchu. Nie dość, że miał długie włosy, to jeszcze zupełnie jasne. Cera jasna jak u Skandynawa, a oczy niebieskie. Trzeba przyznać, ze inaczej sobie go wyobrażała. No ale to nie miało znaczenia w zasadzie, liczyło się to jaki miał gust bardziej niż cokolwiek innego. Z pewnością pochodził z Indii, nie dało się nie zauważyć stroju w którym siedział, no i pozycji kwiatu lotosu. Jakkolwiek by nie wyglądał, pewnie ma taki sam gust jak wszyscy inni, jej intuicja nigdy nie zawodziła. A nawet jeśli by tak było, to mogła się założyć, że nie widział ostatnio zbyt wielu kobiet i da się nabrać tak samo jak jego koledzy.

Wyprostowała się i skłoniła przepisowo.

- Co się stało? – Rycerz popatrzył na nią przymróżając lekko oczy.

- Panie, mamy na terenie intruza! – powiedziała – Nie widać żadnych śladów, ale mój patrol natknął się na nieprzytomnych Rycerzy Barana i Byka. Są u stóp Świątyni.

- Czy są ranni? – zapytał poważnie.

- Nie wiem, Panie. Nie zauważyłam żeby krwawili, jednak wysłano mnie w górę Świątyni żebym o tym doniosła Złotym Rycerzom. Pozostali wojownicy zajęli się nimi.

- Rozumiem – powiedział Rycerz Panny i wstał – Natychmiast trzeba tam pójść. Założę tylko Zbroję.

Wyciągnął rękę przed siebie i jego energia kosmiczna zapaliła się. Dziewczyna zobaczyła jak Złota Zbroja Panny wylądowała przed swoim właścicielem. Rycerz odwiązał górną część swojego stroju do medytacji. Nieznajoma poruszyła się nieco, ale zdecydowała, że to chyba normalne że zakłada Zbroję przy niej. Miał bardzo ładnie rzeźbioną klatkę piersiową i silne ramiona. Dziewczyna nagle zdała sobie sprawę z tego, że wszyscy mężczyźni w Hadesie mieli skórę ciemną, jakby nawet szarawą, tak samo jak oczy. Nigdy nie widziała, żeby którykolwiek zapuszczał włosy poniżej ramion, może to jakieś specjalne zalecenia ze strony boga podziemi, żeby im nie przeszkadzały w walce, czy coś. Albo jakaś powszechna moda.

Rycerz Panny popatrzył na nią w milczeniu, dopasowując przednią część płata chroniącego klatkę piersiową. Jego włosy były naprawdę przepiękne i zapewne niezwykle rzadko spotykane w tym odcieniu, nawet na powierzchni. Zanim się zorientowała, nie mogła już oderwać spojrzenia od tych jasnoniebieskich oczu.

Próbowała się poruszyć, ale nie udało jej się nawet drgnąć. Złoty Rycerz znieruchomiał zupełnie, po czym odłożył fragmenty Zbroi nie odwracając od niej wzroku ani na ułamek sekundy. Podszedł bliżej. Chciała się cofnąć, ale zdała sobie nagle sprawę, że nie może nawet się odezwać. Rycerz Panny nadal patrzył jej w oczy.

- Witam, miałem nadzieję, że wreszcie do mnie pani przyjdzie. Zaczynałem się już niecierpliwić.

Nadal patrzył. Nie mogła się ruszyć ani na centymetr.

- Muszę przyznać, że teleport, którego pani używa jest pierwszej jakości. To niegrzecznie śledzić ludzi na ich własnym terenie, dlatego wybaczy pani, że i ja pominę niektóre zasady dobrego wychowania.

- Kto cię tu przysłał? – zapytał o wiele ostrzejszym głosem, przechodząc na 'ty'. Jego spojrzenie nadal nie opuściło oczu dziewczyny. Sama temu nie wierzyła, ale jej usta otworzyły się od razu, zupełnie niezależnie od jej zauważyła, że już od jakieoś czasu jego energia kosmiczna promieniuje w całym pomieszczeniu.

- Hades. Służę Hadesowi – powiedziała.

Shaka domyślał się tego oczywiście, ale zawsze trzeba było sprawdzić. Na szczęście w porę zorientował się jakiej techniki próbuje użyć ta dziewczyna i udało mu się odwrócić atak przeciwnko niej samej.

- Jak się nazywasz? – pytał dalej.

- Megara – usłyszał odpowiedź i z zaskoczenia o mało nie utracił kontroli nad całą hipnozą. Niemożliwe! Megara była jedną z najbardziej zaufanych podwładnych boga podziemi.

- Po co weszłaś się na teren Świątyni?

- Miałam odzyskać dusze Rycerza Bliźniąt, Lwa i Kameleona.

- Dlaczego Hades wysłał tutaj kogoś tak wysoko postawionego w chierarchii? Nie mógł zlecić tego jednemu ze swoich Spectrów?

- Posłał mnie ponieważ Atenie służą w większości mężczyźni. O wiele łatwiej mi było dostać się do środka.

No tak, rzeczywiście.., przemkneło Shace przez myśl. Nie mógł winić ani Mu, ani Aldebarana, wojowniczka stojąca przed nim naprawdę wywierała na nim zamierzony efekt i tak samo musiało być z poprzednimi dwoma Złotymi Rycerzami.

- Jak ci się udało pokonać strażników Domów Barana i Byka?

Dziewczyna podała mu mały owalny amulat, który cały czas trzymała w dłoni. Miał na sobie wyrzeźbione jakieś znaki, a z samego środka wystawał pojedynczy czarny kolec.

- Ukłułam każdego z nich – powiedziała – To pozwoliło mi zapieczętować ich świadomość na pewien czas.

- To znaczy, że żyją?

- Tak, znajdują się w czymś w rodzaju snu. Obudzą się za kilka dni, lub kiedy medalion zostanie zniszczony.

Shaka nadal nie spuścił z niej wzroku. Zacisnął pięść, rozległ się brzęk i kawałki medalionu pospadały na podłogę.