Saga, Kanon i June staneli przed wejściem do Świątyni.
- Co oni tam robili, tak właściwie? – zapytał Saga.
- Nie mam pojęcia. Od jakiegoś czasu moi żołnierze deptali im po piętach. Tych czterech kombinowało coś niejasnego. Nie zdziwiłbym sie gdyby włażenie na nasz teren było ich własnym pomysłem.
Saga przytaknął.
- Zgadzam się. Nie sądzę zeby Atena szukała z Posejdonem zwady.
Zaraz jednak Rycerz Bliźniąt skupił swoją uwagę na Domu Barana. Westchnął. Zaczyna się. Spojrzał na brata.
- Idziesz z nami?
- Nie mów mi że spodziewałeś się czego innego, mam jeszcze oczy na swoim miejscu. Twoja dziewczyna nie nosi zbroi a ty ledwo stoisz. Nie wnikam w to, czym wyście się tam zajmowali w tych innych wymiarach, może bardzo dobrze się bawiliście. Jednak kto jak kto, ale ty powinieneś pamiętać żeby trochę sił sobie zostawić, tak na wszelki wypadek. Widzę, że jesteś bezbronny jak dziecko.
- Uważaj co mówisz, Kanon! – zdenerwował się Saga.
- Tak, tak, uważam. Hehe. Ale przyznasz mi chyba rację.
- Przestańcie – June zatrzymała Sagę, który juz zaczął się denerwować – Dziękujemy ci Kanon. Być może Atena uprzedziła już wszystkich o naszym przyjsciu, ale nigdy nic nie wiadomo. Poza tym Hades prawie na pewno za nami kogoś posłał.
- No właśnie – odezwał się Saga – Nie sądzisz, że Posejdonowi może nie spodobać się to, że mieszasz się w konflikt pomiędzy Hadesem i Ateną? Jeżeli zainterweniujesz w jakikolwiek sposób, Hades was także uzna za wrogów.
- Wiem o tym i dlatego jeżeli nie będę musiał się w to mieszać, dam ci braterskiego buziaka.
- Och ty, dzieciaku! Nigdy nie wyrośniesz... – wywrócił oczami Saga.
Przekomażali się całą drogę, zpod powierzchni wody gdzie Kanon ich znalazł, aż tu, pod Dom Barana. June uśmiechnęła się i pomyślała, że muszą strasznie się cieszyć z tego, że znów się widzą.
- Wejdźmy wreszcie, bo rzeczywiście uznają, że mamy złe zamiary – powiedziała mijając kamienne schody. Nie uszła daleko. Rycerze podbiegli do miejsca, w którym stanęła.
- Aldebaran? Mu? – zdziwił się Saga i zaraz pochylił się nad nimi, lekko zapalając swoją energię kosmiczną – Żyją ale wygląda na to, że ktoś nas uprzedził – wskazał na ślady ukłucia na ramionach obu Rycerzy. W tym momencie powieki Mu lekko się poruszyły.
- Do tyłu! – zawołał Saga i odepchnął jednym ramieniem June, a drugim Kanona. W samą porę. Upadając na ziemię cała trójka o włos uniknęła szerokiego promienia energii kosmicznej.
Wyglądało na to, że były Wielki Mistrz dobrze znał swoich podwładnych.
- Stój! – zawołał ostro Rycerz Bliźniąt i podbił ręce Aldebarana w górę. Promień o kilka centymetrów wyminął włosy June i prawe ramię Kanona i pogruchotał część sufitu. Pospadały na nich małe kamyki, ale Rycerz Byka, jakby instynktownie usłuchał znajomego głosu. Oboje z Mu podnieśli się szybko.
- Niemożliwe! – zawołał Rycerz Barana - Wielki Mistrz!
Kurz opadł lekko. Strażnicy pierwszych dwóch Domów Zodiaku zobaczyli przed sobą całą trójkę i przez chwilę zaniemówili ze zdumienia. Generał Posejdona siedział tuż obok Sagi, nie było mowy o tym, żeby podszywał się pod niego.
- Co to ma znaczyć?! Kolejny podstęp?! – zmarszczył brwi Mu – Wybaczcie, ale pomyliliście się o kilka dni. Wielki Mistrz nie żyje.
To mówiąc podniósł obie dłonie przed siebie, szykując się do ataku. Saga poderwał się w górę, ale zaraz chwycił się za pierś. Znów tracił siły. June ze zgrozą pomyślała, że przecież już zapada noc. Nie pozostało wiele czasu, musieli stanąć przed Ateną jak najszybciej!
- Zaraz, chwileczkę – wtrącił się Kanon. Podniósł się i stanął pomiędzy Sagą, a pozostałymi dwoma Złotymi Rycerzami - Słuchajcie, panowie Rycerze, chyba się teraz nie pobijemy. Inaczej mnie przyjęliście dwa dni temu. A poza tym nikt mi nie będzie mówił czy mój brat żyje czy też nie, kiedy mam go obok siebie. Chyba nie stwierdzicie, że ja też nie żyję?
- Właśnie zaatakowano Świątynię. – odezwał się Mu - Skąd mamy mieć pewność czy nie należycie do wroga?
- Nie szukamy konfliktu – odezwała się June – Przychodzimy z wezwania Ateny.
- Nie wierzę wam – powiedział Mu – Byliście blisko, ale źle trafiliście. Atena zamierzała wydostać Rycerza Kameleona i Bliźniąt z Hadesu dopiero za kilka godzin.
- Co?! Czyli twierdzisz, że jesteśmy za wcześnie?! – wykrzyknął Kanon – Co to ma do rzeczy, na wszystkich bogów!
- Dość tego! – odezwał się nagle Saga przerywając bratu wpół zdania. Podniósł się i stanął naprzeciwko Mu – Nic dziwnego, że Świątynia została zaatakowana. Jak widzę nic nie jest zorganizowane tak jak trzeba.
- Jak śmiesz! Nawet gdybyś był Rycerzem Bliźniąt, to i tak nie miałbyś już prawa mówić do nas w ten sposób! – Mu znów szykował się do walki.
- Mylisz się – odciął Saga tak samo ostro – Nieważne kim jestem, oboje zapominacie o swoich obowiązkach! Znaleźliśmy was nieprzytomnych, nie wyczuwam nikogo ani w Domu Raka, ani Bliźniąt, ani Lwa. Tak więc wróg przedarł się już co najmniej połowę drogi, a tymczasem wy tracicie tutaj z nami czas! Atena może być w niebezpieczeństwie. Bogowie, nie mogę uwierzyć, że zostawiliście aż tak wielkie luki w zabezpieczeniach! Do wszystkich diabłów Mu, podejmij decyzję! Albo nas zabij, albo nam uwierz, ale zrób to szybko. Jeden z was powinien tu zostać a drugi już dawno biec na górę sprawdzić co się dzieje.
Mu milczał, nawet wbrew samemu sobie. Aldebaran patrzył na stojącego przed nimi Sagę spod zmarszczonych brwi.
- Nie patrzcie tak na mnie! – wybuchnął Saga. June podeszła zeby mu przerwać, ale stanęła zobaczywszy, że zapalił swoją energię kosmiczną najbardziej jak się dało. Niestety, Kanon miał rację, Saga zużył przeważającą większość sił na znalezienie jej i Aiorii, potem połączenie ich dusz z ciałami, i wreszcie żeby wydostać wszystkich na powierzchnię. Teraz ledwo stał na nogach.
- Ruszycie się czy nie?! – zawołał do Złotych Rycerzy – Atena jest w okolicy Domu Strzelca, a tam otworzył się portal do Hadesu! Jeżeli nie chcecie się ruszyć, to zejdźcie mi z drogi, sam tam pójdę.
- Stój, walka nie będzie potrzebna. Rzeczywiście jesteś Wielkim Mistrzem – powiedział Aldebaran opuszczając dłonie Mu w dół – Trzeba natychmiast działać.
- Mu, jesteś zmęczony, zostań tutaj przy wejściu i wykończ ewentualnych uciekinierów. Wyślij wiadomość Death Maskowi, że natychmiast ma stanąć na posterunku. Zeusie, walczymy z Hadesem a brama nie strzeżona! Reszta, natychmiast w drogę! – Zwrócił się do Aldebarana i pozostałych gasząc swoją energię kosmiczną i nawet się nie oglądając ruszył do przodu.
Kanon stał przez chwilę z otwartymi ustami, dopiero za moment dołączył do wszystkich. Jak widać Saga nigdy nie tracił czasu na rzeczy zbędne. Nawet nie oburzył się że go nie poznali, nie zaczekał aż ustalą kto tu dowodzi, nie przejął się tym, że to rozkazy Ateny powinny być teraz decydujące. Super, hehe! Ponadto, co jeszcze bardziej zaskoczyło Generała, Złoci Rycerze nie powiedzieli ani słowa sprzeciwu. Widocznie rozumieli jak poważna może być sytuacja i wszyscy trzej zostawili osobiste porachunki i urażoną dumę na potem. Nie chciał tylko widzieć tego 'potem'. Sądząc po minie Rycerza Barana, Mu nie odpuści tak lekko. A w ogóle to skąd u licha Saga wiedział, ze ten facet jest zmęczony? Kanon tylko wzruszył ramionami. Wszystko po staremu, wygląda na to, że zawsze będzie miał czego uczyć się od brata.
- Saga – zawołał za nim – A z jakiej racji ty wydajesz tutaj rozkazy? Wydawało mi się, że Atena zrzuciła cię ze stołka. Czy to nie ona powinna decydować o tym co będziecie robić?
- Owszem – odpowiedział Rycerz Bliźniąt nie odwracając nawet głowy – Jak najbardziej. Zapytaj Aldebarana jakie instrukcje ostatnio dostał.
June i Kanon jednocześnie popatrzyli na Złotego Rycerza Byka. Ten spuścił wzrok.
- Nie mamy żadnych wiadomości juz od jakiegoś czasu. Atena jest zajęta przygotowaniami i nie podjęła jeszcze decyzji.
- Hmmm...Rozumiem – powiedział Kanon – Ale skąd on o tym wie?
- Złoci Rycerze komunikują się ze sobą i z Ateną. Przyznam, że trudno mi w to uwierzyć, ale jak widać on też to słyszy.
June nagle zdała sobie sprawę z tego jak trudno będzie Rycerzowi Bliźniąt wrócić do Świątyni. Nie witano go tutaj z radością. Nawet Aldebaran, o którym zawsze słyszała tylko najlepsze rzeczy, widocznie traktował go z niechęcią.
Wszyscy milczeli już, dopóki Saga nie zatrzymał się przed Domem Panny. Pozostali także stanęli. Weszli tam ostrożnie i powoli.
- Zdecydowanie czuć tutaj kogoś od Hadesa – powiedział Kanon, rozglądając się uważnie.
Nikt ich jednak nie zaatakował. Przeszli przez korytarz i dotarli do dużej sali, w której Shaka miał zwyczaj medytować, albo też czekać na przechodzącego wroga, przy czym jedno nie wykluczało drugiego.
- O kurde! – zawołał Kanon na widok, który ukazał się ich oczom – Niech mnie, Saga, zapisuję się do twojej armii!
Na środku sali leżało kilka materaców do ćwiczeń. Na środku nich siedział Shaka, a przed nim półleżała w bardzo zmysłowej pozie długonoga, czarnowłosa piękność i zdawała się prosić o chwilę uwagi. Jej duże, rozmarzone niebieskie oczy patrzyły w upojeniu, za wszelką cenę starając się roztopić lodowate spojrzenie Rycerza Panny.
- Gdzie oni są teraz? – zapytał surowo ten ostatni, zupełnie niewzruszony ani nią, ani też faktem przybycia do swojego Domu całej czwórki Rycerzy.
- Już nic więcej nie wiem, mój najsłodszy – powiedziała dziewczyna – Zdradziłam ci wszystko co powiedział mi Hades. A teraz proszę, porozmawiajmy o czymś innym.
- O niech mnie... – wyszeptał Aldebaran.
- Na przykład – powiedziała podnosząc dłoń i biorąc pomiędzy długie, smukłe palce kosmyk złotych włosów Rycerza - możemy porozmawiać o tobie i o mnie...
Zmieniła pozycję na inną, nie mniej zachęcającą.
- Saga, chłopie! – podekscytował się Kanon - Nigdy nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale jesteś genialny! Jeśli u ciebie w Świątyni są takie atrakcje, to możesz wliczyć całe moje wojsko do swoich szeregów!
- Przestań. – Saga jak zwykle denerwował się kiedy ktoś nie zachowywał powagi w takich chwilach – Ta dziewczyna służy Hadesowi. Rycerz Panny ją tylko zahipnotyzował.
- No to niech mnie też taką zahipnotyzuje! – zawołał Generał Posejdona zupełnie nie przejmując się powagą brata. Zaraz z nim o tym pomówię.
Shaka nagle zamknął oczy. Dziewczyna w momencie bez czucia opadła na materac.
- Saga, widzę że wróciłeś – powiedział – A więc to jest ta część planu, której Atena nie chciała nam zdradzić. Przywołała was jeszcze tej samej nocy?
- Tak, czego się dowiedziałeś? – zapytał Rycerz Bliźniąt.
- Widzę, że dobrze się bawisz – przerwał mu Aldebaran uśmiechając się chytrze – Wybacz że przeszkadzamy.
Shaka zamrugał oczami i wykrztusił:
- Daj spokój... - potem odchrząknął lekko i od razu przeszedł do pytania Sagi - Ta dziewczyna to Megara, jedna z potężniejszych sług Hadesa. Przysłano ją tutaj żeby odebrać dusze twoją, jej – wskazał na June – i Aiorii.
- Właśnie, gdzie jest Aioria? – zapytał Aldebaran.
- Wydostał się na powierzchnię razem z nimi, ale musiał jeszcze coś swojego załatwić, obiecał że zjawi się we właściwym czasie. – powiedział Kanon.
- A propos czasu – wtrąciła się June, łapiąc Sagę za ramię – nie pozostało go wiele. Musimy zobaczyć się z Ateną przed północą.
- Znowu północ! – zdenerwował się Kanon – To zawsze jest północ! Czemu nie 23:24 i trzydzieści dwie sekundy?
- Zgadzam się, to głupie – przyznał Saga całkowicie rozumiejąc o co mu chodzi - Ale nie mamy innego wyjścia, tak zostało ustalone – powiedział, po czym wyjaśnił na pytające spojrzenie Shaki i Aldebarana - Atena musi niejako potwierdzić nasze istnienie, przyjąć nas z powrotem do świata, do którego nas wezwała.
- Jest przy domu Shiny, to tam otworzył się wczoraj teleport. Idźcie od razu, ale musicie uważać – powiedział Shaka – Z tego co Megara mówiła, na powierzchnię wyszło jeszcze kilku Spectrów. Nie wiedziała gdzie dokładnie, ale nie przyszli zagrozić Atenie, to na was będą polować.
- Dziękuję, idziemy zaraz – powiedział Rycerz Bliźniąt i ruszył naprzód – Kanon, idziesz?
- Już...juuuż... – zamruczał Generał powoli odrywając wzrok od leżącej Megary i odezwał się do Shaki – Słuchaj, ta tutaj, jest ci jeszcze potrzebna?
Shaka popatrzył na niego przez chwilę, po czym zapytał ostrożnie:
- A co?
- Nic, tak sobie myślałem, że jak z nią skończyłeś, to może mógłbyś ją zahipnotyzować na mnie. Wiesz, żeby też się tak wpatrywała jak w słońce.
- Niestety, przyznam się, że to efekt uboczny – powiedział Shaka – Używała lekkiego rodzaju hipnozy. Odbijając atak przez przypadek odwróciłem także jego dodatkowe działanie. Próbowała mnie złapać na swoje wdzięki, ale zamiast tego to ona zauroczyła się mną.
- Dalej do końca nie rozumiem coś ty tam zrobił, ale bardzo podoba mi się efekt – Kanon nie dawał za wygraną – To co, spróbujesz ją nastawić na mnie?
- Kanon! – Rycerz Bliźniąt złapał go za bark i pociągnął za sobą – Nie wygłupiaj się.
- No co? Nie chcę żeby się taka laska zmarnowała! – oponował Generał.
- Nie zmarnuje się – Saga tym razem sam uśmiechnął się złośliwie – Shaka się już nią zajmie tak jak trzeba. Tylko nie wypada mu powiedzieć nam nieuprzejmie żebyśmy się wynosili i zostawili ich sam na sam.
To mówiąc Rycerz Bliźniąt, zupełnie nie zważając na protesty Shaki popchnął wszystkich do wyjścia. June zauważyła jak znacząco rozluźnił się na wiadomość, że żołnierze Hadesa skierowani są przeciw nim, a nie Atenie.
Naprzeciwko siebie zobaczyli nadbiegającego Death Maska.
- Rycerz Bliźniąt! – zawołał od razu – A więc jednak Mu miał rację. Postanowiłeś nadal mieszać się w nie swoje sprawy.
- O co ci chodzi? – zmarszczył brwi Saga.
- Nie było cię zaledwie parę dni, ale zapominasz, że w tym czasie wiele się zmieniło. Już nie jesteś głową Świątyni, pamiętasz? Co cię napadło żeby wydawać nam rozkazy!
- Co wyście się tacy dumni zrobili nagle! – Rycerz Bliźniąt stanął naprzeciw niego – Wszystkim wam przewróciło się w głowie i nie widzicie co jest ważne, trzeba usunąć wroga i zapewnić Atenie bezpieczeństwo! Gdzieś ty się podziewał? Brama jest niestrzeżona!
- Atena mnie wezwała – odpowiedział równie zaczepnie Death Mask - i jeśli nie masz nic przeciwko temu, musiałem jej asystować.
- Zostawiając wejście do Hadesu niezabezpieczone? My WALCZYMY z Hadesem! Po co niby Mu i Aldebaran, gdyby nawet stali na swoich miejscach, stróżowaliby na przodzie Świątyni skoro można dostać się tu od środka, szybko i wygodnie?
Oboje zapalili swoje energie kosmiczne. June zrobiła krok do przodu, ale Kanon zatrzymał ją od razu.
- Zaczekaj. Zostaw ich, nic sobie nie zrobią. – powiedział półgłosem.
- Jakto? – zdziwiła się dziewczyna, zarówno czując, jak i widząc że energie obu Rycerzy ciągle narastają. Zderzały się ze sobą, w przygotowaniu do gwałtownego i brutalnego pojedynku.
- Wierz mi. Zostaw ich.
June ledwo zmusiła się żeby to zrobić. Obie złote aury spięły się ze sobą, to przenikając, to spychając się wzajemnie. Narastały i gęstniały. June usłyszała trzaski, to podobne wyładowaniom elektrycznym siły. Wyglądało to jakby dwie chmury spotkały się ze sobą i miały wywołać burzę z piorunami. Ruchy energii przepychały powietrze i od strony dwójki Rycerzy zaczął wiać wiatr. June usłyszała jak piasek uderza w jej maskę, jedyną rzecz, która jej jeszcze pozostała ze Zbroi Kameleona. Złoci Rycerze stali nadal nieruchomo, mierząc się nawzajem wzrokiem. Nagle Death Mask poruszył się nieznacznie i June drgnęła. Ale atak nie nastąpił. Energie zgasły i wiatr ustał.
Saga uśmiechnął się i wyciągnął wprzód prawą rękę. Rycerz Raka uścisnął ją. Także odpowiedział uśmiechem.
- Witaj w domu – powiedział.
- Dziękuję.
June czuła się jedyną obecną osobą, która nie rozumie co się właściwie stało. Wszyscy inni natychmiast przeszli nad całym wydarzeniem do porządku dziennego.
- Spieszcie się – powiedział Death Mask. Podniósł dłoń na pożegnanie i ruszył szybkim krokiem w dół schodów.
- Ty też, na Atenę! – zawołał za nim Saga.
- Co się tam przed chwilą stało? – zwróciła się June do Aldebarana, który biegł obok niej. Złoty Rycerz nie odpowiedział. Miał posępny wyraz twarzy i nie popatrzył na nią nawet.
- Musieli sobie wyjaśnić kilka rzeczy – odezwał się z drugiej strony Kanon – Czasami to znacznie lepsze wyjście niż bezpośrednia walka. Niestety to dość skomplikowany proces i uczą go tylko Rycerzy wyższej rangi. Saga przeszkolił mnie w tym kiedyś, zanim jeszcze zostałem Generałem Posejdona. Jak go znam, to wyszkoli też ciebie, o ile oczywiście wasza trójka wyżyje do jutra.
Przebiegli przez korytarz Domu Wagi, pusty jak zazwyczaj.
- Mam nadzieję, że Aioria wie co robi czekając w ten sposób – odezwała się June – Nie zostało wiele ponad godzinę czasu.
- Na pewno depcze nam już po piętach – powiedział Kanon – gdzie mógłby być?
- No właśnie, my też chętnie byśmy się dowiedzieli – odezwał się czyjś głos w ciemności. Już prawie wydostali się na zewnątrz Domu Wagi. Niestety, kiedy stanęli miejscu gdzie powinno znajdować się wyjście okazało się, że korytarz ciągnie się nadal, jakby w nieskończoność.
- Korytarz międzywymiarowy – mruknął Saga – Stary numer.
Stanął nagle, skupił swoją energię i wypuścił przed siebie niewielką, złotawą kulkę. Uderzyła w coś niewidocznego i rozprysneła się na kawałeczki. Nieskończony korytarz zniknął. W momencie przed ich oczami ukazało się otwarte wyjście z Domu Wagi.
- Mamy towarzystwo – odezwała się June.
- Aldebaran, dołącz do Ateny – powiedział Saga – Mogła zostać bez ochrony.
Rycerz Byka, wciąż bez słowa, ruszył przed siebie.
June czuła aż za dobrze kilka oddzielnych energii kosmicznych. Każdy z nich należał do świata Hadesa, dziewczyna będąc tam przez czas, który wydawał się wiecznością, doskonale rozpoznała kogo mają przed sobą. A ponieważ weszła do podziemi jako śmiertelniczka, o wiele lepiej niż Saga zauważała tam wszystkie ślady i związki ze światem żywych. Teraz od razu połączyła te tymczasowe ciała z elementami świadomości sług Hadesa.
- Jest ich czterech – szepneła i wskazała wzrokiem miejsca, gdzie się ukrywali.
- To będzie dziecinnie proste – odezwał się Kanon i zanim ktokolwiek zdążył coś jeszcze powiedzieć, zaatakował.
Rozłożył ramiona na boki i zarysował nimi w powietrzu trójkąt. Jeszcze krótka koncentracja i aury dwóch napastników zniknęły bez śladu.
- Bardzo dobrze – pochwalił Saga.
- Co chcesz przez to powiedzieć?! – Kanon najerzył się od razu – Nie traktuj mnie jak swojego ucznia! Dziękuję bardzo Mistrzu, cieszę się, że udało mi się zaliczyć to ćwiczenie.
- Proszę bardzo, uczniu. Bardzo dobrze, dostateczny.
Kanon wydał z siebie coś jakby warknięcie i trzepnął brata dłonią po grzywce.
- Wypraszam sobie, Wasza Wielebność!
Saga i June zaśmiali się równo.
- Wybaczcie że wam przerywam – na schodach wreszcie pokazała się postać pojedynczego wojownika Hadesa, a potem jeszcze jednego - ale mam wam coś do zaprezentowania.
Trzymał w wyciągnietej dłoni mały przedmiot. Skierował go zaraz w stronę całej trójki. Saga i June momantalnie przestali się śmiać. Oboje przyklękli i chwycili się za piersi. Powietrze dookoła zaczęło falować w górę i w dół.
- Kurde, co ty robisz! – zawołał zaskoczony Kanon.
- Pieczętuję tą dwójkę – twarz przybysza zupełnie nie ruszała się kiedy mówił. Generał Posejdona skrzywił się z niesmakiem, ten Spectr nie potrafił, lub nie miał ochoty odpowiednio panować nad swoim ciałem, przez co wisiało ono w powietrzu jak kukła, martwy pretekst do bycia tutaj, na powiezchni. Kanon aż się wzdrygnął z obrzydzenia. Zdawało się, że obu Spectrów nie chce nawet marnować czasu na to, żeby dokładnie manipulować swoimi ciałami. Widocznie pewni byli, że trzy zbiegłe z Hadesu dusze nie dotrą do Ateny na czas.
- Bogowie, jesteście obaj naprawdę obleśni – oświadczył Kanon.
Nie wdał się jednak w dalszą dyskusję. Tym samym atakiem co wcześniej wysłał do innego wymiaru jednego ze Spectrów, już zbierającego swoją energię. Jednakże, atak był policzony na obydwóch osobników. Kanon domyślił się, że dziwny, zakończony kolcem medalion w jakiś sposób zablokował jego energię kosmiczną. Tymczasem Saga i June nie powiedzieli ani jednego słowa, zupełnie znieruchomieli. Ten facet w tak krótkim czasie zupełnie ich unieszkodliwił, pomyślał ze zgrozą Kanon.
Trzeba było działać szybko.
Niestety, tajemniczy medalion zaświecił nagle i jak spod ziemi wyłonili się pozostali trzej słudzy Hadesa. Przeniósł ich z wymiaru, w który wrzucił ich Kanon! Zaatakowali wszyscy na raz. Generał nigdy nie widział, żeby eneria kosmiczna była w takim dysonansie z czyimś ciałem. Przyzwyczajony do ataku z wyczuwaniem aury, Kanon poczuł kilka uderzeń pięściami. Oczywiście nie wyrządziły mu one żadnej krzywdy, nosił przecież Zbroję Morskiego Smoka, ale na sam dotyk wosy stanęły mu na głowie, a po plecach przeszły ciarki. Co za obrzydliwość!
Zaatakował, tym razem samą energią kosmiczną. Podziałała o wiele lepiej. Trzech Spectrów, jeden po drugim, poleciało do tyłu. Ich aury zachwiały się znacznie. Dobrze, widać jakiś postęp, wiadomo co skutkuje, a co nie, pomyślał w duchu Kanon. Trzeba jednak było przede wszystkim pomóc tamtej dwójce. Nie wyglądali dobrze, coraz bardziej kulili się w sobie, a ich aury mocno straciły na sile. Generał podbiegł do stojącej postaci i uciął promieniem energii poprzez wyciągniętą rękę tak szybko, że sługa Hadesa nawet nie zdążył mrugnąć. Kanon odwrócił wzrok, kiedy odcięty fragment głucho upadł na ziemię. Natychmiast jednak przemógł obrzydzenie i poszukał wzrokiem medalionu. Leżał tuż obok dłoni. Spectr jak tylko zorientował się co się stało, rzucił się po owalny przedmiot, ale było już za późno. Słychać było trzask i kilka pęknięć. Słudzy Hadesa wrzasnęli jednocześnie, jakby jednym głosem. Stopa Kanona gniotła ostatnie kawałeczki na drobny proszek.
Generał obejrzał się za siebie. Powietrze znów zrzedło i przestało się ruszać. Pieczęć znikneła. Mimo to jednak sytuacja nie wygladała na dobrą. Saga i June leżeli nieruchomo obok siebie, oboje mieli zamknięte oczy i nie wydawali żadnego odgłosu. Kanon zauważył, że śmiertelnie zbledli. Chciał sprawdzić, czy jeszcze żyją, ale żołnierze Hadesa znów przygotowywali się do ataku.
- Saga! June! Nic wam nie jest? – zawołał do nich. Zdążył jedynie podnieść June lekko za ramiona. Nie uzyskał żadnej odpowiedzi.
Nagle promień ciemnofioletowej energii uderzył go w bok. Przez ramię i całą prawą stronę brzucha Kanona przeszedł przeszywający ból. Czuł to jak na gołej skórze mimo że był w Zbroi! Zaklął w myślach. Widocznie atakowali w swerze energii kosmicznej, a nie bezpośrednio w cielesnej. Rzucił wzrokiem w dół na leżącego Sagę. Nagle zdał sobie sprawę tak naprawdę jak niepewne było jeszcze, że jego brat przeżyje. Ponieważ zobaczył go chodzącego, rozmawiającego i panoszącego się jak zwykle, Kanon jakoś podświadomie uspokoił się wewnętrznie. Założył, że wszystko już jest dobrze. Nie ma mowy, nie mógł w żadnym razie pozwolić żeby przez godzinę nie doszli tego małego kawałeczka, który im pozostał do spotkania z Ateną! To byłoby śmieszne.
Odwrócił się do swoich przeciwników. Odrzucili już zupełnie swoje ziemskie ciała, wszystkie cztery leżały już na podłodze. Nikogo nie było widać, ale Kanon dokładnie wyczuwał ich energie. Zamknął oczy, najłatwiej pójdzie mu walczyć z nimi sposobem Shaki. Skoncentrował się i natychmiast wyczuł gdzie dokładnie się znajdują. Odbił kilka promieni i sam zaatakował. Niestety, pomimo, że trafił, niewiele udało mu się ich uszkodzić. No tak, przecież trzeba było zmienić także sposób ataku. Zwykle uszkadza się przede wszystkim czyjeś ciało, teraz jednak było to niemożliwe. Kanon nigdy jeszcze nie walczył z kimś, kto nie posiadał cielesnej powłoki. Musiał na poczekaniu wymyślić jak zmienić swój atak żeby w ogóle na nich poskutkował. Tymczasem tamci atakowali bez przerwy, Generał odskoczył poza schody, na zewnątrz Domu Wagi, żeby nie trafili June albo Sagi.
Kanon coraz bardziej uświadamiał sobie jak bardzo traci czas, ale nie mógł nic zrobić. Koncentracja nadal zajmowała mu zbyt wiele czasu. Jeżeli miał uderzyć w ich energie kosmiczne z odpowiednią siłą, potrzeba mu było kilkunastu sekund, a w tym czasie oni trafiali go już, rozpraszając zupełnie energię, którą uzbierał. Nie mogąc własnoręcznie zabrać dusz Sagi i June z powrotem, Spectrzy widocznie grali na zwłokę. Trzeba było myśleć bardzo szybko.
Nagle Kanon wpadł na pomysł. Rozłożył ramiona na boki, jak zawsze kiedy przygotowywał się do ataku międzywymiarowego.
- Głupcze, to nic nie da – usłyszał czyjś śmiech zawieszony jakby w powietrzu – Znamy już ten atak. Nawet bez amuletu, będąc we czwórkę damy radę powrócić z twojego wymiaru!
Kanon jednak nie zważając na te słowa zaatakował, pilnując żeby promie ataku objął wszystkich na raz. Tak też się stało, cztery energie kosmiczne zniknęły. Morski Smok nie czekał jednak ani przez chwilę. Od razu zebrał swoją energię, najszybciej jak się dało. Skupiał ją wokół siebie jednocześnie uważając na każdy nalżejszy znak obcej aury dookoła siebie. Jego ciemnozłota energia gęstniała, rozświetlając pokrytą runami Posejdona Zbroję.
Kanon zastygł w oczekiwaniu, tylko jego energia coraz bardziej się wzmacniała. Nareszcie, z lewej strony od wejścia niedaleko szereg kolumn pojawiło się pęknięcie, bardzo dokładnie je wyczuwał. Spectrzy zaczęli wychodzić, na szczęście wszyscy naraz. Kanon wyrzucił obie ręce do przodu i promień energii poleciał w ich stronę z prędkością światła. Nie zdążyli nawet drgnąć. Generał czuł, jak ciepłe, gęste powietrze odpływa od niego zupełnie. Wreszcie zakończył atak, gasząc ostatnie fragmenty swojej aury, które jeszcze leciały wprzód. Dopiero teraz udało mu się wziąć oddech. Ręce jeszcze mu drżały, ale udało się. Po obcych energiach nie pozostało ani śladu.
Opuścił ręce i odetchnął ponownie.
Zaraz jednak znów się spiął. Trzeba było działać. Na Hadesa, nie miał pojęcia która jest godzina. Tych dwoje jakoś automatycznie wyczuwało ile mają jeszcze czasu, ale Kanon zupełnie nie miał o tym pojęcia. Co za pech, że wysłali przodem Aldebarana, ciężko będzie samemu nieść oboje na raz, no ale przecież jednego z nich tutaj nie zostawi, co będzie jeśli nie zdąży już tu wrócić na czas? Podniósł Sagę, chwytając pod ramię i przerzucił sobie jego rękę za szyję. To samo zrobił z June, po drugiej stronie. Nie zdążył jednak zrobić ani kroku.
- Kanon – odezwał się czyjś głos tuż za nim. Generał odwrócił się od razu. Kurde, obie ręce miał zajęte. W takie sytuacji był aż zbyt łatwym celem.
Jednak jak tylko zobaczył nadchodzącą postać, wiedział że nie musi się obawiać ataku. Schodami zbliżała się szybkim krokiem Atena, a za nią Aldebaran i jeszcze jeden Złoty Rycerz, którego Kanon nie rozpoznawał. Zresztą, nie znał wszystkich.
- Już jestem, udało mi się zamknąć portal – odezwała się Saori i od razu pomogła Kanonowi położyć najpierw June, a potem Sagę z powrotem na ziemi.
- A co z Rycerzem Lwa? - zapytał Morski Smok.
Atena popatrzyła na niego z przestrachem.
- Byłam przekonana, że jest z wami. Nie wyszedł na powierzchnię? – zapytała szybko.
- Tak, ale odłączył się od nas mówiąc, że ma coś ważnego do zrobienia. Powiedział, że spotka się z nami później. Myślałem, że dotarł już do ciebie.
Atenie ręce zatrzęsły się. Było jasne, że nie dotarł.
Saori bez słowa zapaliła swoją energię kosmiczną i z całej siły usiłowała skoncentrować myśli na leżącej przed nią dwójce. Kanon zobaczył, że oczy jej zawilgotniały. Zamknęła je szybko, skupiając się jeszcze bardziej.
- Nareszcie! Co się z tobą stało, postradałeś zmysły?! – oburzył się Death Mask.
Aioria stanął z nim przy wyjściu z Domu Raka. Death Maskowi po wielu wysiłkach udało się wreszcie wyciągnąć go z powrotem. Takie rzeczy nie były nigdy łatwe, nawet jeśli ten, którego próbowało się wywołać okazywał chęci do współpracy. Niestety, wyglądało na to, że Aioria miał właśnie szczerą chęć pozostać w podziemiu. Nie pomógł Rycerzowi Raka ani trochę w zlokalizowaniu się, a nawet stawiał pewien opór. Death Mask widział, że jego przyjaciel jest zupełnie załamany.
Rzeczywiście, wszystkie poszukiwania okazały się bezowocne. Rycerz Bliźniąt przekonywał Aiorię, że nie ma szans na znalezienie Marin. June nie wiedziała na pewno czy dziewczyna weszła do podziemi za nią, Saga natomiast nie mógł już dalej szukać. Zbyt wnikliwe badania pozwoliłyby Hadesowi dokładnie określić ich pozycję i wszyscy byliby zgubieni. Marin musiała znajdować się bardzo blisko powierzchni, albo w ogóle poza światem podziemnym. Niestety, Rycerz Lwa nie wierzył zbyt mocno w tę ostatnią możliwość, będąc w Świątyni od dłuższego czasu nie widział Marin, ani nie wyczuwał jej aury. Jeszcze nigdy tak nie było. Na wiadomość, że dziewczyna nie odpowiada nawet na wezwanie Ateny, Aioria nie wytrzymał.
Teraz musiał wyjść na zewnątrz nie znalazłszy jej. Wrócił żeby jej szukać, na przekór wszystkiemu, tym bardziej, że w świecie Hadesa zupełnie tracił poczucie czasu ziemskiego i mógł nie wyjść dostatecznie wcześnie żeby spotkać się z Saori.
- O ile wiem powinieneś natychmiast iść do Ateny! – powiedział Death Mask jak tylko zaczerpnął oddechu po zamknięciu bramy Hadesu.
- Słyszysz?! – powtórzył i położył mu dłoń na ramieniu. Wziął nagłą rezygnację kolegi za utratę sił. Czasu było już niewiele. Bogowie, wszyscy byli przekonani, że Aioria już dawno był z Ateną.
Rycerz Lwa nie poruszył się.
– Nie wygłupiaj się, opadasz z sił. Złap się mnie, pomogę ci.
- Nie trzeba, już idę – powiedział Aioria bez emocji, ominął wyciągniętą do siebie rękę i wyszedł na zewnątrz, nie podnosząc z ziemi martwego wzroku. Death Mask, wciąż niepewny czy interweniować, patrzył za nim.
Rycerz Lwa nie uszedł nawet kilku kroków.
- Aioria! – usłyszał głos od strony Domu Lwa. Obejrzał się w tamtym kierunku i coś ścisnęło go w środku ze zdenerwowania, jeszcze bardziej niż zwykle. Marin przyspieszyła kroku i w kilku skokach była już przy nim.
- Bogowie, nareszcie! – wykrzyknęła i objęła go obiema rękami. Cała się trzęsła i od razu zaczęła płakać.
Aioria był tak zaskoczony, że zupełnie nie mógł się poruszyć. Nie miał pojęcia co zrobić.
- Marin... – wykrztusił wreszcie. Kamień spadł mu z serca. Nadal nie wierzył, że dziewczyna naprawdę przed nim stoi.
Death Mask uśmiechnął się. A więc to tutaj tkwił cały problem. Zobaczył, że Aioria w jednej chwili całkowicie się zmienił. Rozluźnił wszystkie mięśnie, jego spojrzenie nabrało wyrazu i nareszcie się uśmiechnął.
Marin nadal płakała, wtulona w niego, ani trochę nie zwalniając uścisku. Rycerz Lwa z wolna także ją przytulił. Death Mask widział, jak Marin zrywa maskę i rzuciwszy ją pod nogi ponownie wtula twarz w brązową koszulę treningową Złotego Rycerza. Mówiła coś szybko, klatka piersiowa cała jej drgała, z emocji i od płaczu. Aioria przerwał jej w pewnym momencie, delikatnie biorąc do ręki małą dłoń dziewczyny. Przez dłuższą chwilę tłumaczył coś tak samo gorączkowo jak ona, po czym popatrzyli na siebie i znów przytuliwszy się zaczęli mówić jeden przez drugiego. Wreszcie Aioria zniżył głowę i pocałował Marin w oba policzki, w miejscach, gdzie zbierały się łzy. Zrobił o jeszcze raz, jakby chcąc wysuszyć je wszystkie.
Dziewczyna otworzyła oczy i pocałowali się nareszcie. Wyglądało na to, że po tak długim czasie w końcu wyznali sobie wszystko to co było trzeba.
Death Mask już od jakiegoś czasu przeszedł za rząd kolumn, żeby dać im trochę czasu dla siebie, ale nadal stróżował niedaleko. Aioria znajdował się jakby w transie, z jednego przeszedł od razu w drugi, pokiwał głową do siebie Rycerz Raka. Nie zdziwiłby się gdyby z całego szczęścia oboje zupełnie zapomnieli, że czas leci. Jeżeli Atena nie zatwierdzi obecności Aiorii tu na powierzchni, to energia kosmiczna Sagi nie da już rady utrzymać połączenia jego ciała z duszą i Rycerz Lwa będzie musiał wrócić do świata Hadesa czy tego chce, czy nie.
Death Mask zerknął na nich zza kolumny żeby sprawdzić czy może już wyjść. Nie, jeszcze nie. Zaśmiał się do siebie w duchu z zadowolenia. Nareszcie, długo im zajęło żeby się do siebie nareszcie zbliżyć. Zresztą, oboje byli dość nieśmiali, mimo wszelkich pozorów. Nie było się co dziwić, że żadne nie mogło zdobyć się na pierwszy krok. Szczęście tylko, że cała rzecz nie skończyła się tragicznie, a już dobrych parę razy się na to zanosiło.
Rycerz Raka wyjrzał ponownie. Stali już naprzeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy jak zaczarowani.
- Aioria! – zawołał Death Mask stając przed nimi i dodał zaraz – Cześć, Marin.
Aioria na jego widok natychmiast się zdenerwował. Drgnął, ale Marin trzymała go mocno, wcale się nie wstydząc i on również od razu się zrelaksował. Przecież nie było się z czym chować. Rycerz Lwa uśmiechnął się, nareszcie szczęśliwy.
- Pamiętaj, że musisz zaraz iść do Ateny.
- W tej chwili – powiedział Złoty Rycerz, nie mogąc przestać patrzeć na Marin.
- Nie żartuj sobie. Od tego zależy czy dożyjesz do rana! – przypomniał Rycerz Raka. Marin popatrzyła na niego w popłochu.
- Co masz na myśli? – zapytała przestraszona.
- Aioria wszedł do Hadesu żeby cię szukać – powiedział Death Mask – Jeżeli w najbliższym czasie Atena nie potwierdzi, że go tu osobiście wzywała, Hades będzie mógł zabrać jego duszę z powrotem.
Marin natychmiast puściła Rycerza Lwa.
- Nie powiedziałeś mi tego! Na co jeszcze czekamy? Chodźmy na górę!
- Nie trzeba – usłyszeli za sobą głos. Saori stała na schodach Domu Raka trzymając Berło w dłoni. Towarzyszyli jej June, Saga, Kanon, Milo i Aldebaran.
- Dlaczego zawsze wszyscy muszą do mnie dochodzić, tak jakbym sama nie mogła przejść ani kawałka drogi – powiedziała Atena z uśmiechem i zwróciła się do Rycerza Lwa – Dobrze, że cię znaleźliśmy. Saga i June już w pełni do nas wrócili, teraz kolej na ciebie.
Zapaliła swoją energię. Złote światło przeszło także na Berło, które Atena od razu skierowała na Aiorię. Wszystko w promieniu dwóch metrów od Rycerza rozbłysło jasnym światłem, łącznie z całą postacią Marin, schodami i jednym suchym krzakiem. Aioria przymknął oczy i odetchnął głęboko, czując, jak jego świadomość zostaje mocno osadzona w ciele. Wszyscy zobaczyli, że światło utworzyło wysoki słup, zabłysło i wreszcie zniknęło.
- Gotowe – powiedziała Saori, zadowolona – Teraz nie musimy się już niczym martwić. Death Mask, czy udało ci się zamknąć Bramę do Hadesu?
- Tak jest, księżniczko, przejście jest już zapieczętowane.
- Świetnie, bardzo się cieszę – powiedziała Saori i dodała – W takim razie chyba nareszcie możemy sobie odpocząć. Pozwalam wszystkim wrócić do swoich Domów, wyśpijcie się porządnie. Kanon – zwróciła się do Generała – Bardzo będzie mi miło jeśli zostaniesz u nas przynajmniej do jutra. Wydaję w Pałacu przyjęcie na cześć naszego zwycięstwa.
Kanon skłonił się uprzejmie.
- Z przyjemnością, księżniczko. Dziękuję za zaproszenie.
- Rozkażę Janinowi przeznaczyć któreś z pokoi gościnnych w Pałacu do twojej dyspozycji.
- To nie będzie potrzebne, Ateno – Saga wysunął się do przodu – Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałem zaproponować mojemu bratu gościnę w Domu Bliźniąt.
- Oczywiście – przytaknęła Saori – Nie pomyślałam o tym. Macie na pewno wiele tematów do omówienia.
Wszyscy pożegnali Death Maska i Aldebarana, po czym skierowali się w górę Światyni.
- Hmm...To co, June? – powiedział Saga otaczając dziewczynę ramieniem – Dom Bliźniąt jest dość duży, może ty też zostaniesz? Po co masz zchodzić całą drogę w dół do miasta, żeby jutro znowu musieć się tu wspinać?
Uśmiechnął się zawadiacko.
Nagle pomiędzy nich jakimś sposobem dostała się roześmiana Marin.
- Hej, June! Atena zaprasza nas i Shinę do siebie na podwieczorek, a potem babskie pogaduszki przez całą noc, co ty na to? – zapytała patrząc na Sagę z przekornym uśmieszkiem.
Tak jak Marin, June zdjęła maskę z twarzy.
- Pewnie! Świetny pomysł! – zawołała. Uścisnęła Rycerza Bliźniąt za szyję i odbiła mu na policzku pojedynczego całusa – Wypocznij sobie dobrze – powiedziała mu w ucho – Do zobaczenia jutro.
Dołączyła do Saori na samym przodzie. Marin jeszcze poszła pożegnać się z Aiorią. Coś tam do siebie szeptali i na koniec Marin zaśmiała się i odbiegła, machając do niego ręką.
- Saga – odezwała się jeszcze Atena, odwróciwszy się.
- Tak jest?
- Chciałabym z tobą porozmawiać jeszcze przed jutrzejszym przyjęciem. Przyjdź do mnie w południe.
- Tak jest, księżniczko – Saga nadal był odrobinę zdekoncentrowany i raz po raz zerkał na June.
Wszystkie dziewczyny poszły przodem, zostawiając za sobą nawet Milo, który stwierdził, że jakkolwiek nie uważał żeby Atena powinna pozostawać bez eskorty, to nie chciałby znaleźć się w samym kobiecym towarzystwie przez całą długą drogę na górę. Poza tym inni Złoci Rycerze są przecież u siebie, nic jej nie będzie. Oboje z Aiorią postanowili poczekać.
Saga miał niewyraźną minę. Spojrzał na Rycerza Lwa, a ten tylko podniósł brwi w górę i wzruszył ramionami.
- No co, spodziewałeś się, że będzie tak łatwo? – klepnął go po plecach Kanon – Jak wam się podobają, to musicie poczekać.
Dziewczyny zniknęły za zakrętem gdzieś na górnej części schodów, więc Rycerze wreszcie ruszyli do siebie. Kanon i Saga, już zdążywszy się pokłócić pozostali w Domu Bliźniąt, z którego Saga szybko zdjął wszystkie międzywymiarowe pułapki. Miały jedną poważną zaletę, a mianowicie to, że wciągały nie tylko wrogów, ale także i kurz! Przychodziło się po kilku latach i nawet nie trzeba było sprzątać! Idealnie.
June, Saori i Marin rozmawiały sobie luźno idąc spokojnie w stronę Pałacu. Przeszły już przez Dom Lwa i do tej pory udało im się już w miarę zaznajomić. Dzięki Shinie Atena powoli odkrywała zalety kontaktów pomiędzy śmiertelnikami, których zawsze unikała w swoich wcześniejszych wcieleniach. Nagle poczuła w sobie niezwykle silną chęć rozwijania znajomości i rozmawiania ze wszystkimi. Nie czuła się jeszcze pewnie w tym względzie, dlatego z radością przyjęła fakt, że dziewczyny nie tylko szanują ją jako Atenę, ale potrafią także polubić. Miała nadzieję, że z czasem zostaną dobrymi przyjaciółkami.
- To dziwne – odezwała się Saori kiedy weszły na korytarz kolejnego Domu Zodiaku – Nigdzie nie widać Rycerza Panny, jednak wyraźnie czuję jego energię kosmiczną.
- To prawda. Aura jest niestabilna i zachowuje się w sposób, jakiego nie rozpoznaję – June rozejrzała się uważnie – Czyżby ktoś znów nas zaatakował?
Marin zastąpiła im obu drogę i delikatnie skierowała w stronę wyjścia.
- Nie martwcie się, nic mu się nie dzieje. Ja wyczuwałam już takie przypadki. Shaka ma tutaj po prostu trochę zabawy. Lepiej zostawmy go w spokoju.
- Ach. – powiedziała krótko June i wymieniła spojrzenia z Saori. Zaśmiały się bezgłośnie i wszystkie trzy wyszły na zewnątrz.
Po drodze do Domu Strzelca wstąpiły do mieszkania Shiny, ale nie znalazły jej tam.
- To nic, później przyślę po nią Janina – powiedziała Atena i na razie poszły dalej przez Dom Koziorożca. Shura z pewnością był u siebie wyczuwały jego aurę bardzo wyraźnie. Przeszły przez korytarz, ale Saori postanowiła się przywitać. Zrobiła kilka kroków w stronę kuchni, nagle jednak wszystkie trzy zamarły dokładnie tam gdzie stały.
Przez uchylone drzwi dał się słyszeć dziewczęcy śmiech. Zaraz dołączył do niego głos Shury. Chwila ciszy i nagle poruszenie. Rozległ się łomot i coś przeleciało przez pokój i uderzyło o ścianę, tłukąc się na drobne kawałeczki.
- Ty wariacie! – wrzasnął ten sam kobiecy głos, nadal żartobliwie – Rozwalę ci łeb!
June, Marin i Saori poparzyły na siebie skonsternowane. Zupełnie niespodziewanie znalazły Shinę.
Shura nadal się śmiał.
- Skąd u ciebie wzięły się te mordercze skłonności? – zapytał.
- Nie mam pojęcia, po prostu nagle naszła mnie ochota żeby cię zabić! – wrzasnęła ostro, nagle wcale nie wydawało się że mogłaby żartować.
- Tak? – odpowiedział – Poczekaj to ci pokażę.
Znów rozległ się łomot przesuwanych mebli i przede wszystkim spadających z czegoś przedmiotów. Po chwili ustał i dziewczyny, które były w zasadzie bardzo blisko drzwi usłyszały przesadnie głośne cmoknięcie.
- Oż ty! – wrzasnęła Shina z wściekłością. W powietrzu rozbłysła energia kosmiczna i nagle wybuchła. June, Saori i Marin schowały się za najbliższy rząd kolumn, zatkały uszy i mimowolnie wcisnęły głowy jak najniżej pomiędzy ramiona. Momentalnie brązowe drewniane drzwi do kuchni otworzyły się z hukiem i wyleciał przez nie Rycerz Koziorożca w pełnej Zbroi i z szerokim uśmiechem na ustach. Z brzękiem metalu padł plecami na podłogę w progu i zaniósł się niepohamowanym śmiechem, kilka razy tylko trochę zakaszlał od pyłu, który wzniósł się w powietrze. Przy okazji musiał się rozpaść kawałek ściany. Zanim jednak kurz zdążył choć trochę opaść, w drzwiach stanęła Shina, trzymająca w rękach wilkinowy kosz. Zanim Shura zdążył cokolwiek powiedzieć został zasypany istną lawiną sprzętów kuchennych, ścierek, książek i pojedynczych papierów. Śmiech na chwilę ucichł. Nagle jednak usypisko poruszyło się nieznacznie. Shura wykonał mały, lecz precyzyjny ruch, całkowicie podcinając dziewczynie nogi. Straciła równowagę i zsunęła się po ruchomym pogórku na środek korytarza.
- No dobrze, poddaję się, wygrałaś! – zawołał wesoło Złoty Rycerz odkopując się spod lawiny i łapiąc ją za łydki – Ale nie puszczę cię dopóki nie zarządasz jakiegoś trofeum!
Shina popatrzyła na niego i oboje znów wybuchnęli śmiechem.
- Witaj Shura – odezwał się nagle głos Saori.
Shina i Rycerz Koziorożca w momencie poderwali się w górę.
- Atena! Co ty tutaj robisz? – zapytał Shura ale zaraz się poprawił – Nie powinnaś chodzić po Świątyni bez eskorty. Czyżbyśmy nie byli w stanie wojny z Hadesem? – zapytał.
- Wojna już się skończyła. Właśnie się zastanawiałam dlaczego nie odebrałeś wiadomości ode mnie – Saori uśmiechnęła się widząc pomieszanie swojego Rycerza.
- Shina, co ty wyrabiasz? – zdziwiła się Marin.
- To nie twoja rzecz! – odwarknęła Shina, zdecydowanie znów wracając do swojego zwykłego 'ja'.
- Pokłóciliśmy się nieco, ale już udało nam się dojść do porozumienia – wyjaśnił Atenie Shura, odzyskując szybko pewność siebie – Polecam ci Shinę do gwardii przybocznej, księżniczko, jest niewiarygodnie silna. Nabiła mi kilka porządnych siniaków, mimo że jestem cały opancerzony. Aż strach myśleć co zrobiłaby z jakimś słabiej uzbrojonym napastnikiem. Zdecydowanie, nie zdziwiłbym się gdyby w zapasy położyła nawet Aldebarana.
Potarł łokieć i znów się uśmiechnął. Shina stojąca obok chciała chyba nadal być rozgniewana, ale na słowa Shury mogła tylko skromnie złożyć ręce. Rycerz Koziorożca zdawał się mieć na nią jakiś niewiarygodny wpływ. Najpierw śmiała się, a teraz hamowała wściekłość.
- No proszę, brawo! – zaśmiała się także Saori – Co ty na to Shina, chciałabyś zostać moją osobistą strażniczką?
- Mówię to całkowicie poważnie – dodała Atena nie słysząc odpowiedzi – Chciałabym mieć ze sobą kogoś zaufanego, kto by mnie rozumiał i umiał właściwie doradzić. Poza tym Mu na pewno uścisnąłby cię z radości, że nie musi tu bez przerwy wchodzić aż z Domu Barana.
- Bardzo chętnie – odezwała się wreszcie Shina, całkiem łagodnym jak na siebie głosem. Zupełnie nie wiedziała jak Shura to zrobił. Gdyby nie to, że złagodził całą sytuację i sprawił, że nikt nie robił co do nich żadnych dwuznacznych aluzji, Shina nawet nie chciałaby rozmawiać z Ateną i zapewne obraziłaby się na całą resztę. Co to było z tym facetem!
- Świetnie! – ucieszyła się Atena – Shina, właśnie cię szukałyśmy. Wszystko skończyło się dobrze i jutro wieczorem wszyscy są zaproszeni na uroczyste przyjęcie w Pałacu. A na razie ja, June i Marin idziemy na podwieczorek. Pójdziesz z nami?
- Mamy w planie przedłużyć go do rana – powiedziała June – czyli przegadać całą noc.
- To wspaniały pomysł! – zawołał Shura i zwrócił się do Shiny – Dopiero co sama mi mówiłaś, że przydałoby ci się trochę relaksu. Proszę bardzo, już jest okazja.
Dziewczyna odwróciła się i zaczepnie złapała go za nadgarstek.
- Ja nie chodzę na takie rzeczy – powiedziała znów ostrym tonem – Nie mieszaj się do nie swoich spraw!
- Przestań. Mnie nie oszukasz. Lubisz tort czekoladowy. Lubisz herbatę owocową. Lubisz sernik, ciastka holenderskie i poziomki – wyliczył - Niemożliwe żebyś nie poszła na podwieczorek w Pałacu! Nie wiesz jakie masz szczęście, ja jeszcze nigdy na czymś takim nie byłem. A w dodatku raj na ziemi: żadnych facetów, może wyłączając tych którzy będą ci służyć i wszystko podawać. No nie mów mi, że nie idziesz!
Shina nie wiedziała co ma powiedzieć. Ślinka zebrała jej się w ustach na wspomnienie sernika, a zwłaszcza poziomek. Nie mogła znaleźć żadnego kontrargumentu. Kurde, co z tym Shurą!, denerwowała się sama na siebie. A tak w ogóle to jak on tak dobrze pamiętał co ona lubi a czego nie!
W końcu zgodziła się pójść, na co Złoty Rycerz od razu się ucieszył. Kiedy wychodziła już z Domu Koziorożca wraz z pozostałymi dziewczynami obejrzała się jeszcze przelotnie i zauważyła, że Shura puścił do niej oko. Ale może jej się tylko przewidziało. Szła obok Ateny w milczeniu. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje, zaczynała zachowywać się irracjonalnie.
Saori popatrzyła na nią przez chwilę i powiedziała:
- Shina, June wyświadczyła ci dziś rano przysługę, jeśli mogę to tak nazwać.
Obie dziewczyny o których była mowa spojrzały na siebie, tak samo nie wiedząc o co chodzi. Właśnie zobaczyły się po raz pierwszy, o jaką przysługę mogłoAtenie chodzić?
- Ona i Kanon pokonali czterech z naszych Rycerzy, którzy panoszyli się bez pozwolenia po terenie Posejdona, a potem próbowali zaatakować Sagę i ją. Wszyscy czterej zginęli.
Shina i June nadal nie rozumiały w czym rzecz. Patrzyły pytająco na Saori.
- To byli Brązowi Rycerze z mojej dawnej świty – powiedziała Atena - Twój niedoszły 'adorator' znajdował się pomiędzy nimi.
Shina stanęła w miejscu nie wierząc w to co słyszy.
- Kiedy dokładnie go zabiłaś? – zapytała June wstrzymawszy oddech.
- Dzisiaj rano, zdaje się, że niedługo po wschodzie słońca.
Shina zaniemówiła przypominając sobie początek dnia w Domu Shury. Od kiedy wstała, czyli około południa nie miała maski na twarzy ani przez pięć minut.
