Disclaimer: I do not own Deus Ex: Human Revolution

A/N1: osobiście nie mam nic do informatyków. To w większości bardzo mili i uczynni ludzie :D


Epilog

- Nie wiedziałaś, że tam siedziałem - Miał ochotę na papierosa. Moduł CASIE kategorycznie zaoponował: niebezpieczne dla jednostki i jej otoczenia; patrz: szkodliwość palenia/bierny palacz.

- Zgadywałaś na ślepo! - Ugryzł się w język, za późno.

Dziewczyna zaśmiała się, pewnie potraktowała to jako kolejną grę słów.

- Wiedziałam. - Poprawiła się na łokciu. - Po pierwsze wydawałeś z siebie wiele dźwięków – głównie smutnych. Po drugie te babsztyle za ladą ciągle o tobie nadawały. Mówiły, że ulepszenia cię oszpeciły. Chciałam się przekonać.

- I?

- Masz intrygujący głos, jakby ci ktoś struny głosowe przetarł gruboziarnistym papierem ściernym.

- Ewo, przepraszam, że ostatecznie… nie wyszło. - Były glina przyznał po chwili milczenia. - Nie wiem jak to się stało, że atmosfera tak się… zmieniła.

- Teraz mamy taką głupią mentalność, że ludzie źle interpretują własne potrzeby. Nie rozumieją samych siebie.

- Czyli rozgryzłaś mnie od samego początku?

- Adam, nie jestem jasnowidzem a co dopiero jakąś matką polką. Ja mam, po prostu, swoje zasady. Wykorzystywanie mężczyzn się do nich nie wlicza.

Jensen wziął głęboki oddech, gotowy by zadać pytanie które kołatało mu się po głowie od dawna. Dziewczyna prychnęła.

- Jak masz zamiar użalać się nad sobą jak jakiś Emo czy inny forever alone, to sobie daruj. Cokolwiek twierdzi ten twój współpracownik, co cię do diabła posyła, to głupio gada.

Skrzyżowała ręce na piersi i nadęła policzki. Gdyby Adam posiadał własne zęby, to od jej słodyczy dostałby próchnicy.

- Pewnie informatyk! Oni tak zawsze! Jak jeden mąż! Były chłopak mojej poprzedniej współlokatorki też taki był. Podniecają się oni wszyscy Final Fantasy i piszą w sekrecie scenariusze do pseudo-inteligentnych seriali. Nerdy jedne głupie. Nie zauważyliby życia nawet gdyby zrobiło im loda pod biurkiem.

Wulgaryzm już tak nie kłuł w uszy jak poprzedni a poza tym to ostanie stwierdzenie koniecznie musi zostać zapamiętane na okres 'po chorobowym' - do kolejnej przepychanki na słowa ze wspomnianym informatykiem.

- Taaa… Kropka w kropkę Francis Pritchard.

- Ma na imię Francis? - Uniosła brwi, tłumiony uśmieszek wykwitł na jej twarzy. - Nie dziwne dlaczego taki opryskliwy! Mówię ci, każdy informatyk taki sam! Herbaty? Kawy? - Dodała, wstała z łóżka i, z precyzją godną chirurga, przeszła pokój.

Poruszała się z taką gracją, że przez chwilę szef ochrony zapomniał nawet o jej niepełnosprawności.

- Jak chcesz, to wiem gdzie Magdalena chowa te batoniki, którymi wy wszyscy, ulepszeni, się objadacie. CyberBoost? tak się nazywają?

- Herbatę poproszę. Nie ma co twojej koleżanki objadać. Batoniki mam swoje, a przynajmniej papierki po nich.

- Ja nie wiem jak wy je możecie jeść. - była już koło niego i wręczyła mężczyźnie kubek z parującym naparem. - Ten cały pro-energy snack to nic innego jak cukier buraczany, konserwanty, trzy-czwarte tablicy Mendelejewa i zero czekolady. Choć moja współlokatorka twierdzi, że daje takiego kopa, że Redbull przy nim to bardziej podcina skrzydła niż je dodaje i że można ludzi powalać jednym uderzeniem… albo wybijać dziury w ścianach. Raz nawet spróbowała…

- I co?

- Dziury nie zrobiła, bo to nie ręce ma ulepszone, ale dziewczyny z medycznego przynajmniej miały na kim trenować zakładanie opatrunków. Były glina prychnął i wbił wzrok w swój kubek. Sztuczne źrenice automatycznie analizowały trajektorię unoszącej się pary, nasycenie koloru naparu i przybliżoną prędkość utraty ciepła. Ona obracała swój kubek w rękach, chłonąc każdą nierówność naczynia niczym rzeźbiarz przy pracy.

I przez tą chwilę, krótką i ulotną, Adam, cud augmentacji, i Ewa, naznaczona defektem Darrowa, byli całkiem szczęśliwi.