Rozdział 356: Podwójna randka
Sally właśnie mi powiedziała, zakładam, że już wiesz? - G
Naturalnie. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony, że Anthea nawiązała emocjonalne połączenie, nie mówiąc już o faktycznym działaniu. - MH
Myślę, że to niesamowite. Spadła Sally w oko, jakiś czas temu. - G
Hej, może umówimy się na podwójną randkę? - G
Naprawdę, Gregory? - MH
Tak, czemu nie? Myślę, że byłoby super! - G
Tak przypuszczam. - MH
Wiesz, że tak. Zatem, czy chcemy zorganizować gdzieś kolację? - G
Zrobię rezerwację. - MH
Sally praktycznie się na niego gapiła, kiedy Greg przedstawił jej plan, co było szalenie przezabawne. Nie był taż tak zaskoczony, że Mycroft zgodził się na podwójną randkę, ale z drugiej strony znał go lepiej, niż ktokolwiek inny. Mając więc ustaloną datę i godzinę oraz zrobioną rezerwację, Greg wsiadł do czarnego samochodu, który podjechał pod jego mieszkanie.
Zarówno Mycroft, jak i Anthea byli już w samochodzie, czego się spodziewał. Potem mieli zamiar zabrać po drodze Sally i pojechać na miejsce docelowe.
— Dobry wieczór, inspektorze — przywitała go Anthea, odrywając na chwilę spojrzenie od swojego Blackberry.
Gdy Greg usadawiał się obok Mycrofta, smukła dłoń czule ścisnęła jego kolano.
— Dobry wieczór. — Skinął jej głową w odpowiedzi, uśmiechając się. — A jeśli spotykasz się teraz z moim sierżantem, wraz z naszym dość długim związkiem przez Mycrofta, czy nie powinnaś zwracać się już do mnie przez moje imię?
— Być może — mruknęła Anthea, uśmiechając się lekko.
Siedzący obok niego Mycroft zaśmiał się lekko.
Kiedy Sally wsiadła do samochodu, wyglądała zarówno niesamowicie wspaniale, jak i na szalenie zdenerwowaną. Greg uśmiechnął się do niej szeroko i lekko przechylił głowę, jakby pytając, czy wszystko jest dobrze. Sally zdobyła się na uśmiech i skinęła głową w odpowiedzi. Resztę drogi do restauracji przebyli w ciszy (która, jak przyznawał Greg, była w większości wygodna), a kiedy wysiedli, Mycroft gestem zaprosił ich wszystkich do środka.
— Za dobry początek — oznajmił Greg, unosząc kieliszek świeżo nalanego wina, kiedy wszyscy już zajęli swoje miejsca.
— Jesteś niedorzeczny, szefie — powiedziała Sally, przewracając oczami, nawet gdy się uśmiechała.
Niezależnie od tego wszyscy wznieśli kieliszki i wznieśli toast.
— Sierżancie Donowan, Gregory powiedział mi, że trwa to dość długo? — zapytał po chwili Mycroft, uśmiechając się łagodnie.
— Mówi mi Sally, proszę — odpowiedziała, machając lekko ręką. — I cóż… tak, chyba tak. Nie wiem. To trochę żenujące, jeśli mam być szczera, panie Holmes.
— Jeśli mam nazywać cię Sally, to możesz mówić do mnie Mycroft — stwierdził młodszy mężczyzna, odstawiając kieliszek z winem. — Anthea pracuje u mnie od dłuższego czasu, więc czujmy się ze sobą całkiem swobodnie. To zakłopotanie zniknie z czasem, zapewniam cię.
Greg nie przegapił gestu, gdy Anthea sięgnęła pod stół, prawdopodobnie po to, by delikatnie ścisnąć nogę Sally. Wymieniły krótkie spojrzenia i Greg zobaczył pierwszy całkowicie szczery uśmiech na twarzy Anthei. Ze wszystkich sił starał się nie gapić, ale to był niezły widok. Na szczęście żadna z kobiet nie zwróciła na to uwagi.
Wszyscy podzielili się swoimi indywidualnymi przystawkami, a następnie desery zostały podzielone między parami. Cóż, Greg próbował podzielić się z Mycroftem. Namówił go do kilka kęsów, zanim mężczyzna machnął ręką, dając znać, że miał dojść. Greg zaakceptował to jako swoje małe zwycięstwo. Sally i Anthea szybko zjadły własny deser, rywalizując o ostatni kawałek. To była zabawna rzecz, obie chichotały i szturchali się łokciami, próbując dostać następny kęs.
Rozmowa toczyła się łatwo po drugim kieliszku wina. Dziwne napięcie i niezręczność, które miały miejsce na początku wieczoru, zniknęły, kiedy Sally przyzwyczaiła się do towarzystwa, a Greg był zachwycony. Wszystko poszło o wiele lepiej, niż początkowo sądził, kiedy zaproponował pójście na podwójną randkę.
Kiedy później wsiedli do samochodu, kobiety trzymały się nawet za ręce. Greg był ciekawy, kiedy po raz pierwszy usłyszał, że ta dwójka naprawdę się spotyka, ale teraz wszystko nabrało sensu. Były bardzo wyraźnie zauroczone sobą. Odkąd usiedli przy stole, Anthea miała Blackberry schowany w torebce i przez resztę wieczoru skupiała się na Sally. Nigdy nie wiedział swojego sierżanta tak szczęśliwej. Napełniało go to dziwną dumą.
Kiedy zatrzymali się przed mieszkaniem Sally, Anthea wysiadła razem z nią z samochodu. Greg wyjrzał na zewnątrz i zobaczył, jak rozmawiały cicho i pochylały się w swoją stronę.
— Pocałują się — wyszeptał, przygryzając wargę i uśmiechając się.
— W takim razie może powinieneś dać im prywatność — skomentował rozbawiony Mycroft.
— Jedynie… tak bardzo cieszę się z powodu Sal, Mycroft. Zasługuje na to.
— Podobnie jak Anthea. — Mycroft przytaknął. Otoczył ramieniem ramiona Grega i przyciągnął go bliżej, skupiając jego uwagę na sobie.
— Są razem takie słodkie — wyszeptał Greg, uśmiechając się do Mycrofta.
— Tak, na pewno są.
— Kolacja była cudowna, dziękuję za zrobienie rezerwacji.
— Nie ma za co — odszepnął Mycroft, kładąc palec pod brodę Grega i unosząc jego głowę do powolnego pocałunku.
Na zewnątrz Anthea i Sally również wykonywały ten sam intymny, mały gest.
