Rozdział 358: Tatuś pocałował Świętego Mikołaja
Greg nigdy nie potrafił powiedzieć, co go do tego skłoniło. To nie tak, że miało to zrobić wielką różnicę. Jego syn, Oliver, spał twardo i nigdy nie był dzieckiem, które często budziło się w nocy i włóczyło się po okolicy. Mimo to była Wigilia i strój leżał w szafie, więc… Czemu nie?
Poprawiwszy miękką czerwoną czapkę na głowie, przeszedł przez salon i pracował nad wyłożeniem ostatnich prezentów, które on i Mycroft kupowali w ciągu ostatniego miesiąca. Przykucnął, wpychając bardziej zapakowane prezenty pod choinkę i układając niektóre z rozpakowanych. To była zabawna rozmowa, wyjaśniająca Mycroftowi myśl stojąca za trzymaniem rzeczy rozpakowanych i zapakowanych. Najwyraźniej w domu Holmesów próbowano rozwiązać zagadkę Świętego Mikołaja, ale z nim i Sherlockiem nie trwało to długo.
Za jego plecami rozległ się cichy śmiech. Greg uśmiechnął się, oglądając się przez ramię. Mycroft wszedł do pokoju z rękami skrzyżowanymi luźno na piersi i głową przechyloną na bok. Spojrzenie jego jasnoniebieskich oczu przebiegło po jego postaci, obejmując widok przed nim.
— Idziesz na całość, czyż nie? — zapytał, podchodząc bliżej.
Greg wstał, odkładając pluszowego smoka, którego próbował umieścić pod choinką.
— Jak wyglądam? — zapytał, rozkładając ręce i lekko się obracając.
— Jesteś bardzo czerwony — zaśmiał się Mycroft.
Greg zerknął na jaskrawoczerwony, puszysty strój Mikołaja, który miał na sobie i wzruszył ramionami.
— Są święta — zażartował, poprawiając sztuczną brodę zwisającą luźno na jego twarzy, po czym podszedł do niego. — Podoba ci się?
— Mmm, nie posunąłbym się tak daleko, Gregory — powiedział Mycroft, przewracając oczami.
— Nie, całkowicie ci się to podoba.
Podchodząc jeszcze bliżej, Greg otoczył ramionami talię męża i uśmiechnął się do niego. Mycroft odwzajemnił jego czułe spojrzenie, kładąc dłoń na piersi Grega i delikatnie gładząc miękki materiał.
— Przypuszczam, że ma w sobie pewien urok — przyznał Mycroft z uśmiechem. — Chociaż wierzę, że to bardziej zasługa osoby, która go nosi, niż samego kostiumu.
— Och, czyli działam na ciebie? — zapytał Greg, a jego własny uśmiech poszerzył się.
Sugestywnie poruszył brwiami, a Mycroft przewrócił oczami.
— Nawet nie zaszczycę tego odpowiedzią — powiedział Mycroft, unosząc brodę z wyższością.
Greg roześmiał się i wsunął dłoń we włosy z tyłu głowy Mycrofta, by przyciągnąć go do pocałunku.
— Gdzie jest moje mleko i ciastka? — wyszeptał figlarnie Greg w usta Mycrofta, kiedy zakończyli pocałunek, aby odetchnął.
Mycroft posłał mu karcące spojrzenie.
— Całowanie cię w tej całej sztucznej brodzie jest raczej… interesujące — zamiast tego skwitował młodszy mężczyzna, skubiąc lekko szorstkie, białe kosmyki sztucznych włosów zwisające z brody Grega.
— Czy mam go założyć, kiedy pójdziemy dzisiaj do łóżka? — zapytał figlarnie Greg, przywierając do piersi Mycrofta.
— Och, drogi Panie, nawet o tym nie myśl — powiedział Mycroft, odsuwając się. — Umieścisz się na tej tak zwanej liście niegrzecznych, jeśli to zrobisz.
— Byłoby to całkowicie warte tego — zaśmiał się Greg, obracając się i kucając z powrotem przed choinką.
Mycroft tylko pokręcił głową i poszedł do kuchni zrobić im herbatę.
OoO
Następny poranek był pełen emocji i śmiechu. Gregowi najbardziej podobało się to w bożonarodzeniowym poranku, że posiadanie dziecka sprawiło, że było to naprawdę magiczne. Oliver był zachwycony drzewkiem, pod którymi kryły się prezenty. Greg i Mycroft usiedli wygodnie na kanapie, pozwalając synowi się nimi zająć.
— Widzisz? — wyszeptał Greg, unosząc brwi, kiedy patrzył, jak Mycroft obserwował Olivera biegającego wokół drzewka z wypchanym smokiem w dłoniach, paplając w czymś, co nie do końca było angielskim.
Mycroft tylko skinął głową na niewypowiedzianą część tego zdania. Widzisz, dlaczego to wszystko było konieczne?
— Tatuś! — krzyknął Oliver, podchodząc do nich. Mycroft wyprostował się nieco i uśmiechnął. — Patrz!
Podał mu smoka, a Greg zabrał herbatę od Mycrofta, gdy młodszy mężczyzna oglądał zabawkę i posłusznie ją pochwalił. Kiedy Oliver wydawał się usatysfakcjonowany, wziął go z powrotem i przeniósł się, aby odłożyć go w wygodniejszym miejscu. Potem chłopiec wrócił do kanapy i stuknął Grega w kolano.
— O co chodzi, Ollie? — zapytał, pochylając się do przodu i opierając łokcie na kolanach.
— Widziałem tatusia… — zaczął Oliver. — Widziałem, jak całował Świętego Mikołaja.
Chłopiec wyszeptał ostatnią część, otwierając szeroko oczy dla dodatkowego efektu. Greg robił, co mógł, żeby się w niego nie wpatrywać w szoku ani nie wybuchnąć śmiechem. Udawał zdziwienie najlepiej jak potrafił, ale Oliver wydawał się usatysfakcjonowany i chętny do powrotu do wszystkich swoich nowych zabawek. Greg zakrył usta dłonią, a jego ciało wibrowało od bezgłośnego śmiechu. Kiedy odwrócił się, by spojrzeć na Mycrofta, prawie przegrał z ukrywaniem swojego śmiechu. Jego mąż wyglądał na całkowicie zawstydzonego.
— Cieszę się, że uważasz to za zabawne — mruknął Mycroft, chowając się za kubkiem swojej herbaty. — Nie mam pojęcia, jak to wyjaśnimy.
— Nie martw się — zaśmiał się Greg, przygryzając wargę, żeby jak najbardziej to stłumić. — Jestem pewien, że zapomni.
— Mmmm.
— Och, daj spokój, musisz przyznać, że to było zabawne — powiedział Greg po chwili, kiedy się uspokoił.
Mycroft prychnął.
— Przypuszczam.
— To jest świąteczny duch — mrugnął Greg, pochylając się i całując go w policzek.
