Rozdział 2: Ten Pan, Śledztwo
"Czas wstawać, paniczu". Sebastian pochylił się, aby wydobyć swego drzemiącego mistrza, który dryfował w swoim przytulnym kokonie. Z jękiem rozdrażnienia Ciel przewrócił się na bok i przeciągnął. Chłopak przypadkowo złapał włosy lokaja i pociągnął go w dół. Trochę zaskoczony demon usiadł prosto. Ciel wciąż trzymał jego pukiel kruczych włosów, kiedy się zorientował się, puścił je i zamienił się szkarłat. "Przepraszam za ... uh ..." Sebastian był wstrząśnięty "uh ... Pozycję ..." Głos mu zamarł na ostatnim słowie.
Ciel popatrzył gniewnie, gdy uśmieszek uformował się na ustach lokaja. Sebastian już wcześniej przygotował śniadanie dla jego małego demona. Uśmiechając się w milczeniu, nalał mu herbaty. Ciel ziewnął uważając, by znowu nie złapać kruczoczarnych włosów lokaja. Sebastian przyniósł jego ubranie, podczas gdy ten rozpinał swoją nocną koszulę.
"Sam to zrobię." Ciel odtrącił rękę Sebastiana wprawiając go tym na moment w zaskoczenie. ''Ale.." Przerwał spiorunowany spojrzeniem Ciela. Sebastian uśmiechnął się unosząc brwi do góry i cierpliwie czekał, aż jego pan rozbierze się, odwracając się do niego plecami, i wsunie się w formalne ubranie.
Ciel żałośnie próbował zapiąć koszule, ale nie udało się to trzy razy, które odczuwał jak wieczność. Sebastian zachichotał jak Ciel wysunął swój mały język próbując zapiąć koszulę. On nie zdawał sobie sprawy jak słodko wygląda w tej sytuacji. Wreszcie Sebastian porzucił cierpliwość i uklęknął, by zapiąć swojego pana. ''Mogę zapytać dlaczego sam chcesz się ubrać?" Sebastian zapytał z tłumionym śmiechem. '' Ja… Ja po prostu chcę zająć czymś ręce… żeby przestać obgryzać paznokcie…" Odpowiedział Ciel odwracając twarz od wyższego męszczyzny.
Gdy Sebastian skończył, wstał i uniósł delikatnie podbródek swojego pana do swojej twarzy. ''Wygląda na, że nareszcie zwróciłeś na mnie uwagę." Sebastian uśmiechnął się, gdy jego pan znów odtrącił jego dłoń i złożył ręce przed jego klatką piersiową pochylając lekko głowę. Sebastian uznał to za takie urocze, że nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. "Przestań stać jak słup i pospiesz się, Sebastianie." Sebastian posłuchał rozkazu i ubrał swojego pana do końca.
Ciel siedział na skraju łóżka popijając z filiżanki herbatę Earl Grey i uniósł swoją nogę do Sebastiana, by ten wsunął na niego buta. ''Czy znalazłeś te informacje?" Ciel zapytał swojego lokaja. ''Yes.." Odpowiedział Sebastian zakładając buty na stopy Ciela. '' Wygląda na to, że te wszystkie kobiety były członkiniami nowego kościoła. Od kiedy tu jesteśmy, mogliśmy przebadać jedynie sześć ofiar, inne ciała zostały już zabrane. Znalazłem ich imiona i wiek." Sebastian przerwał i wyciągnął papierek z kieszeni na piersi.
''To są nazwiska, ich wiek, czas zgony oraz przyczyna śmierci." Ciel wziął papierek i popatrzył przez chwilę. ''Morderca musiał je zabić i zostawić w stanie wskazującym na, że jest to samobójstwo." Stwierdził Ciel. Sebastian kiwnął głową. ''Doszedłem do tego, że następną ofiarą będzie dziewczyna o imieniu Sandy Bronze. Mieszka we wschodniej części Londynu." Wywnioskował Sebastian.
Ciel zawiązał swoją opaskę na oko, wstał i zwrócił się do Sebastiana. ''Złóżmy wizytę kolejnej ofierze." Sebastian skłonił się otwierając drzwi przed Cielem. W drodze do wyjścia Sebastian oddał klucz recepcjoniście. ''Będziemy pod wieczór." Recepcjonista kiwnął głową. Wyszli obydwoje i wsiedli do czekającego na ich przybycie powozu. Ciel pierwszy, a Sebastian jego śladem.
''Jak daleko jest cel podróży?" Spytał Ciel. ''Godzina jazdy, paniczu." Sebastian usłyszał westchnienie Ciela. ''Wiesz gdzie dokładnie jest dom?'' Ciel zapytał swojego lokaja. Sebastian przytaknął. '' Tak, dom znajduje się w małej miejscowości tam. Przez miasteczko przechodzi jabłoniowy sad." Sebastian przestał obserwować poczynania Ciela i kontynuował uśmiechając się '' Mówi się, że ten sad ma najlepsze jabłka w Londynie."
Ciel popatrzył się na Sebastiana i uśmiechnął się złośliwie. '' Zatem pamiętaj o zebraniu trochę." Piętnaście minut później Ciel znów powrócił do swojego złego nawyku. Jego usta swędziały, by gryźć paznokcie. Odetchnął z ogromną ulgą zagryzając niecierpliwie swój paznokieć. Niedługo po tym Sebastian, który siedział naprzeciwko niego, usiadł obok. Ciel był zszokowany. Zignorował go i dalej gryzł paznokieć. Po paru sekundach poczuł dłoń na tej której używał.
Sebastian z irytacją odciągnął rękę od jego ust i mocno przytrzymał. Ciel drgnął na ten uchwyt i przeniósł wzrok na niego. ''Puść mnie!" ''Nie zamierzasz porzucić swojego nawyku, prawda?" Sebastian zwyczajnie się uśmiechnął i zacieśnił uchwyt. Ciel skrzywił się w myślach czując jak jego ręka jest stopniowo miażdżona. Sebastian uśmiechnął się krzywo reagując na zachowanie Ciela. Ale usta Ciela tęskniły ponownie za paznokciami. Poczuł suchość w ustach, więc podniósł rękę i zagryzł paznokieć.
Sebastian ściągnął swój noc z irytacją i westchnął. Chwycił jego ręce i przytrzymał nad jego głową. Ciel skrzywił się i przysunął swoje plecy do ściany. Ciel był uwięziony przez ciasny uchwyt demona. Kurczowo zacisnął oczy czując, że jego usta robią się suche. Jego umysł krzyczał za paznokciami, podczas gdy z nędznym skutkiem próbował uwolnić ręce. Ciel krzyknął z bólu, gdy Sebastian ścisnął jego ręce mocniej niż wcześniej. ''Ach! Sebastian! Puść mnie!"
''Jeśli cię puszczę, znowu będziesz gryźć paznokcie." Stwierdził Sebastian. Ciel próbował wykręcić się z uchwytu, ale jego wysiłki szły na marne. Demon był za silny. Kręcił się, wiercił, wykręcał-starał się jak mógł. Sebastian uśmiechnął się, gdy spostrzegł jak Ciel odbiera swoją lekcję.
''Chcesz znów gryźć swoje paznokcie, niegrzeczny chłopcu?" Sebastian droczył się z nim. Ciel cicho płakał. ''Ja… nie mogę! Moje usta są suche bez nich!" Ciel załkał. Nagle poczuł coś na ustach, coś miękkiego i gładkiego. Coś jak płatki róży musnęło jego pełną, różową wargę. Otworzył swoje oczy tylko po to, by rozszerzyć je jeszcze bardziej, gdy odkrył co to było.
Sebastian najzwyczajniej złączył się ustami z ustami jego małego demona. Ciel chciał go zatrzymać, ale nie mógł mówić. ''Mmm… Se — tian!" Ciel zawołał. Demon zignorował go i oblizał jego wargi w prośbie o wejście. Ciel odmówił. Walczył zaciekle, gdy próbował go zatrzymać. Jego policzki były zarumienione. Jego serce galopowało, umysł stracił kontrolę, jego ciało było sparaliżowane, uszy płonęły, a jego wzrok odpłynął. Wszystko było takie same jak wtedy, gdy Sebastian położył swój palec na jego ustach. Tylko tym razem został zastąpiony przez jego usta.
Sebastian nie przestał lizać jego warg prosząc o wejście. Kiedy Ciel odmówił, nieznacznie wzmocnił swój uścisk co zmusiło Ciela do rozwarcia ust. Sebastian natychmiast wcisnął swój język w jego usteczka. Ciel pojął co się stało jak język Sebastiana badał jego ciemną jaskinię. Niespodziewanie Ciel zamknął oczy i słabo jęknął. ''Mmm…" Ciel otworzył oczy i zrewidował myśli. Nie ma mowy, żeby on czerpał z tego przyjemność! Nawet jeśli to jego lokaj! Ciel wyparł myśli o przyjemności ze swojego umysły podczas, gdy jego policzki zarumieniły się na głębszy odcień czerwieni.
Oczy Sebastiana uśmiechnęły się chytrze, gdy Ciel, nie mogąc temu zapobiec, jęknął ponownie. Jego oczy zatrzepotały z przyjemności jak jego język splótł się z językiem demona. Ich smaki łączyły się ze sobą, sprawiając, że Ciel kosztował po trochu smaku swojego kamerdynera. Sebastian uśmiechnął się nieznacznie, gdy Ciel jęknął, po raz kolejny, tym razem głośniej. W końcu po uświadomieniu sobie, że Ciel potrzebuje oddychać, Sebastian przełamał pocałunek oferując mu oddech. Ciel szaleńczo sapał, podczas jak jego serce zawzięcie galopowało. Jego oczy nadal były zamknięte w zawstydzeniu. Jego cała twarz, łącznie z uszami, była w różnych odcieniach czerwieni i szkarłatu. Sebastian zabrał dłonie i wyprostował się.
Ciel otworzył oczy i drgnął, kiedy zobaczył, że jego lokaj uśmiecha się i oblizuje usta ze smakiem. '' Co to było, zboczeńcu?!" Ciel popatrzył gniewnie na lokaja wycierając usta. Sebastian uśmiechnął się i usiadł obok niego delikatnie powstrzymując go od szaleńczego wycierania ust.
''Myślałem, że masz sucho w ustach, a nie miałem wody…"
''I pocałowałeś mnie?!" Zawołał Ciel. Ten demon ukradł mój pierwszy pocałunek?!
"To było zaledwie zetknięcie naszych ust, paniczu".
''Tak, i to się nazywa pocałunek, draniu!" Ciel skrzywił się i usiadł z dala od niego. ''Chciałem jedynie przenieść moją wilgoć na twoje suche usta, paniczu…" Przekonywał Sebastian, cały czas uśmiechając się. Ciel zadygotał na ten przyprawiający o gęsią skórkę uśmieszek. ''Podobało ci się…" Ciel wytrzeszczył swoje odkryte oko. ''Co…?!" Krzyknął. Sebastian uciszył go kładąc palec na wargi Ciela. Ten natychmiast odtrącił jego dłoń i spiorunował go wzrokiem. ''Nie podobało mi się!" Ciel skrzyżował swoje ręce na piersi.
''Więc co spowodowało te jęki?" Sebastian drażnił się z mniejszym męszczyzną. Ciel zarumienił się zanim przeszył lokaja gniewnym spojrzeniem. Niecierpliwie zagryzł znów swój paznokieć. ''Wygląda na to, że chcesz to powtórzyć…" Sebastian uśmiechnął się pod nosem i przybliżył się do niego. Ciel pospiesznie opuścił rękę i ścisnął ją w pięść. ''nie pozwalaj sobie na—… " Przerwało mu nagłe zatrzymanie się powozu.
Obaj wpatrywali się w siebie zdezorientowani.
''Jesteśmy już na miejscu?" Ciel spytał zdziwiony. ''No." Odpowiedział zaskoczony Sebastian. Obydwoje wyjrzeli na zewnątrz. Wszystko co tam było to bujny gąszcz. Drzewa były obrośnięte pełnymi jabłkami oraz zielonymi liściami. ''Jak to się stało, że jesteśmy w dżungli?" Spytał Ciel zbity z tropu. ''To nie jest dżungla, panie, to jest ogromny jabłoniowy sad." Sebastian wyjaśnił wysiadając z powozu. Ciel dołączył do niego z niecierpliwością.
Kiedy znaleźli się na zewnątrz, Ciel rozglądał się wokół podczas, gdy Sebastian sprawdzał sytuację. ''Co się stało?" Spytał woźnicę. „Wygląda na to, że konie boją się czegoś co jest za tymi drzewami." Powiedział wskazując na potężną jabłoń.
Duet popatrzył na siebie zmieszany. Gdy Sebastian podjął decyzję o sprawdzeniu tego, Ciel nadal był pogrążony w myślach obawiając się tych działań. Sebastian westchnął, kiedy zbliżył się do drzewa. Ciel podążył za nim, ciekaw co to może być. Mogli usłyszeć jak coś tam chodzi. Powoli podeszli do drzewa, kiedy nagle—
Mały kotek skoczył na Ciela!
''Weź to… *Achooo*… ode mnie! Weź to natychmiast!" Ciel zawołał jak jego alergia dała o sobie znać. Sebastian pospiesznie zdjął małego, białego, futrzastego kotka i wziął na ręce. ''Cóż, czy nie jesteś uroczy? Jakie jest twoje imię, koteczku?" Sebastian przytulił go, a Ciel patrzył na to w rozpaczy i zaczął szaleńczo kichać. ''Trzymaj…*Achooo*…to z dala…*Achooo*…ode mnie!"
Ciel poszedł za drzewa, by trzymać się z dala od kota, podczas gdy Sebastian podążył za nim. Ku jego zdumieniu, była tam dziewczyna leżąca pod drzewem! Ciel natychmiast zatrzymał się, by zbadać postać przed nim. Dziewczyna miała kruczoczarną grzywkę, dłuższe włosy, bladą cerę i chude ciało. Miała ona pięknie, wyrównane rzęsy i brwi, a do tego jej małe, różowe usta były lekko rozchylone. Nosiła długi, granatowy płaszcz ze złotymi i szkarłatnymi krawędziami i guzikami. Miała białą wstążkę na jej białej koszuli, a całość uzupełniały czarne spodenki sięgające jedynie za linię pośladków. Do jej ud naciągnięte były czarne pończochy, a do kolan białe buty na obcasie. Wyglądała jakby była martwa, albo spała, ponieważ jej oczy były całkiem zamknięte.
Ciel nakazał Sebastianowi gestem podejść i sprawdzić, czy ona żyje. Sebastian uklęknął cicho z kotkiem i dotknął jej szyi w poszukiwaniu pulsu. Niespodziewanie oczy dziewczyny otworzyły się ukazując jasne, szmaragdowe kule. Dziewczyna szybko wstała. Nie traciła czasu, wyciągnęła dwa pistolety z wewnętrznych kieszeni i wycelowała gwałtownym ruchem. Jeden w Sebastiana, drugi w Ciela.
Pistolety były dość niezwykłe. Były srebrne z różami i splecionymi łodygami wyrytymi na drewnianych kolbach, który maił rozmazane inicjały. ''Kim jesteście?" Szorstki ton jej jedwabistego głosu wylał się na duet. ''Kim mogła…*Achooo*…byś być?" Ciel spytał próbując ignorować swoją alergię. ''Spytałam pierwsza, głuchy chłopcu!" Dziewczyna odparła. ''Nie ma potrzeby używać pistoletów, panienko. Nie jesteśmy wrogami. Powiemy ci, kim jesteśmy." Sebastian powiedział uprzejmie podczas, gdy kotek zeskoczył z jego rąk i otarł się o nogę dziewczyny.
''Nie. Najpierw powiedzcie mi wasze imiona!" Szmaragdowe oczy dziewczyny wpatrywały się to w Sebastiana, to w Ciela. Jej włosy miały małe pasemko, które wywijało się do góry, zauważył Ciel. Palec w czarnej rękawiczce zacisnął się mocniej na pistolecie wycelowanym w Sebastiana. ''Jestem Ciel… *Achooo*…Phantomhive, a to jest…*Achooo*…mój lokaj Sebastian Micheallis." Ciel wreszcie odpowiedział. Sebastian skłonił się lekko. Dziewczyna zatrzymała się na moment i spojrzała na duet zmieszana. Po chwili dziewczyna rzuciła pewne 'tsk' i wsunęła broń do kabur.
''Naprawdę jesteś Ciel Phantomhive?" Spytała kpiąco. Ciel przytaknął przed kolejnym kichnięciem. ''Dlaczego?" Zapytał Sebastian. ''Ja po prostu myślałam, że będzie…" Przerwała nieznacznie unosząc idealną brew.
''Większy?" Sebastian zaśmiał się lekko. ''Nie. Właściwie po tych wszystkich plotkach myślałam, że będzie mniejszy."
Podniosła swojego kotka i czarną torbę, która leżała w pobliżu. ''Kim możesz być?" Spytał Sebastian wpatrując się w nią. ''Nazywam się… Catherine Cambridge." Wreszcie odpowiedziała. ''Co tu robisz, lady Cambridge?" Sebastian spytał uprzejmie. ''Przemierzałam dżungle, aby dojść do wschodniego Londynu." ''Całkiem…*Achooo*…sama?" Ciel zapytał wciąż drażniony przez swoją alergię.
''Cóż, miałam powóz, ale zdecydowałam się iść do miasta." Powiedziała głaszcząc swojego, małego, białego kotka. ''Dlaczego?" Spytał Ciel. ''Słyszałam, że w tej dżungli są najlepsze jabłka, więc odesłałam powóz i przyszłam tu, by spróbować tych jabłek." Powiedziała i otworzyła torbę pokazując jabłka. ''Ale jak aż tam sięgnęłaś?" Sebastian spytał podejrzliwie, ponieważ zauważył, że drzewa były wysokie, a dziewczyna była w szpilkach. ''Nie ja. Moje pociski." Odparła. ''Twój…kot…*Achooo*?" Ciel spytał zakłopotany. Pokręciła głową, wyciągnęła jeden z pistoletów i umiejętnie wycelowała w jabłko.
BANG!
Pojedynczy strzał i jabłko upadło na trawę. Kotek pobiegł i ostrożnie poturlał je do Catherine. Dziewczyna podniosła jabłko i im podała. Sebastian przyjął podarunek i grzecznie podziękował. Ciel pomyślał przez chwilę i zwrócił się do czarnowłosej dziewczyny. ''Dlaczego nie pójdziesz z nami. Idziemy przecież w to samo miejsce." Sebastian był zszokowany ofertą swojego pana. Spojrzał na niego i uniósł brew nic nie mówiąc, jedynie w oczach miał nieufność. Ciel uśmiechnął się przebiegle. Sebastian wiedział już o co chodzi. Zaprosił ją, żeby on nie mógł go ponownie ukarać. To chytry demon! Pomyślał Sebastian.
Catherine była przez moment zaskoczona, po czym odpowiedziała. ''Nie chcę tobie przeszkadzać, paniczu Phantomhive." Ciel stłumił śmiech. ''Ależ skąd. Będziesz wspaniałą …*Achooo*… towarzyszką." Ciel powiedział idąc w kierunku powozu. Sebastian wyciągnął rękę po torbę dziewczyny, ale ona odmówiła. Nawet Ciel był zaskoczony odpornością dziewczyny na urok demona. Jeśli Sebastian zapytał jakąkolwiek inną osobę, ona (czasem on) mogła nawet zasłabnąć. Trójka wsiadła do powozu, który ruszył ponownie.
Sebastian usiadł obok swojego małego demona podczas, gdy Catherine zajęła miejsce naprzeciw nim. ''Masz naprawdę ładnego kotka, lady Catherine." Zagadał Sebastian. ''Dziękuję." Jej różowe usta nieznacznie się wygięły, a ręka znów zaczęła delikatnie głaskać kota. ''Jakie jest… jej imię?" Sebastian spytał ze szczególnym naciskiem na płeć. ''Elizabeth.. ale wolę nazywać ją Lizzy." Odparła Catherine. Sebastian zachichotał, natomiast Ciel roześmiał się w myślach.
''Nie mogę uwierzyć, że jej kot ma na imię Elizabeth!" Ciel pomyślał.
''Mogę ją potrzymać?" Spytał Sebastian lekko uśmiechając się do Ciela. Ciel prawie podskoczył, gdy tylko to powiedział. Catherine, nie zdając sobie z tego sprawy, popatrzyła na dwójkę i odpowiedziała. ''Panicz Phantomhive ma alergię… Czy nie zaszkodzi mu, jeśli Lizzy będzie za blisko?"
Zarówno Ciel jak i Sebastian rozszerzył oczy i obrócił się do niej. ''Skąd wiesz, że… *Achooo*… mam alergię?" Ciel utkwił w niej rozbawione spojrzenie. ''Dlaczego miałabym tego nie wiedzieć? Kichasz jak diabli od kiedy się spotkaliśmy, paniczu Phantomhive." Odparła odrzucając kruczoczarne włosy. ''Ale jak doszłaś do tego, że jest uczulony akurat na koty?" Sebastian spojrzał na nią podejrzliwie. Dziewczyna westchnęła i przysunęła Lizzy bliżej Ciela. Natychmiast pomieszczenie wypełniły głośne kichanie i kaszel. Odsunęła swoją kotkę i delikatnie pogładziła jej główkę, na co kotek zamiauczał i uroczo zamruczał.
Sebastian oniemiał, natomiast Ciel kaszlał i kichał jak diabli. Catherine, która obserwowała jego dolegliwość, otworzyła swoją torbę i wyciągnęła kawałek białego materiału z czarnymi paskami po obu końcach. ''Proszę, paniczu Phantomhive, to powinno tobie pomóc." Wręczyła mu tkaninę.
Ciel przyjął ją i popatrzył się i popatrzył się w szmaragdowe oczy damy zakłopotany. ''Możesz to ubrać jak maskę. To zapobiegnie wdychaniu zanieczyszczonego powietrza." Wyjaśniła. Ciel naciągnął sznurki na każde z uszu i po chwili przestał całkowicie kichać, ponieważ maska zakrywała jego usta i nos.
Trójka siedziała w ciszy przez moment, póki kotek nie zaczął siłą wyrywać się z ciepłego uścisku Catherine. Dziewczyna była przez chwilę zdumiona, kiedy Sebastian podniósł kotkę i przytrzymał, zwracając się do kruczowłosej właścicielki. ''Myślę, że jest głodna." ''Ty naprawdę musisz być kocią osobowością…" Stwierdziła ponownie przeszukując wnętrze torby szmaragdowymi oczami. Sebastian nieznacznie uśmiechnął się na ten komentarz, a Ciel zmarszczył brwi nie mogąc przejrzeć jego myśli. ''Ale jak możesz nie wiedzieć, że twój uroczy kotek jest głodny?" Sebastian spytał Catherine, która podała mu trochę mleka w butelce z małym otworkiem. Sebastian ciepło karmił białego, futrzastego kotka, a Catherine westchnęła.
''Nie jestem długo z Lizzy. Faktem jest, że mój lokaj dał mi dziesięć malutkich kociaków zaledwie wczoraj. Lizzy wszędzie za mną chodzi, więc musiałam zabrać ją ze sobą." Ponuro wytłumaczyła. Ciel był przez chwilę w szoku. Jej lokaj dał jej dziesięć tych stworzeń wczoraj? On musi być jeszcze lepszy niż Sebastian. Ciel odpłynął swoje myśli na moment i zwrócił twarz na szkarłatnookiego męszczyznę.
Sebastian karmił tego stwora z największą troską w swoich ramionach. Kotek wtulił się w jego objęcie i zasnął krótko po tym jak Sebastian skończył go karmić. Ciel zauważył, że nadal zostało trochę mleka i utkwił spojrzenie w do połowy pełnej butelce. Sebastian, który to zauważył, spytał podstępnie. ''Także chcesz, żebym nakarmił cię mlekiem?"
Ciel zarumienił się na głębszy odcień czerwieni. Catherine zakryła swoje śliwkowe usta i delikatnie zachichotała z dwójki. ''Jakbyś kiedykolwiek mnie karmił, Sebastian! Twoje poczucie humoru jest beznadziejne!" Ciel skrzywił się kryjąc zawstydzenie.
