Rozdział 3: Ten Pan, Argumenty

Powóz w końcu zatrzymał się na skrzyżowaniu w mieście, gdzie nadszedł czas, by trójka rozdzieliła się. Catherine nie traciła czasu, aż Sebastian wyjdzie i otworzy jej drzwi. Sama je otworzyła i wysiadła. Krótko po tym Lizzy podążyła jej śladem. ''Bardzo dziękuję za waszą uprzejmość, panie Phantomhive i panie Sebastianie. Ja będę już szła." Catherine wzięła swoją torbę i czarny, miękki kapelusz z czerwoną wstążką oraz wyszytymi na nim różami i odeszła z kotką pomiędzy swoimi obcasami. Zanim Sebastian i Ciel zdążyli się jej o cokolwiek zapytać, dziewczyna podziękowała i odeszła.

Powóz po raz kolejny wprawił w ruch swoje koła i skierował się w kierunku domu ofiary.

Ciel był naprawdę zaskoczony szybkim odejściem dziewczyny. Obrócił się, by zobaczyć jak odchodzi, kiedy nagle coś złapało go w pasie. Drgnął i odwrócił się do swojego demona. Jego czerwone oczy były utkwione w jego niebieskich. Jego ręce przytrzymywały talię jego małego demona, który usiłował wydostać się z jego uchwytu. Szybkie ruchy lokaja sprawiły, że Ciel otworzył, aż usta z wrażenia. Chłopak uderzył swoimi małymi piąstkami starszego (dużo starszego) mężczyznę w pierś i próbował poruszyć się, ale nie udało się to. ''Sebastian! Puść mnie w tej chwili!" Ciel rozkazał swojemu lokajowi.

Sebastian uśmiechnął się widząc jak jego mały demon walczy z jego uchwytem. Nie ignorował dłużej rozkazu i szybko chwycił obydwie dłonie unosząc nad głowę panicza. Ciel drgnął, gdy kilka dreszczy przeszło go wzdłuż kręgosłupa, a jego serce zabiło szybciej niż zwykle. Jego twarz pod maseczką zaczęła nabierać koloru. Łapczywie nabrał powietrze, kiedy został przyparty do ściany powozu. Ciel przymknął oczy w zawstydzeniu, gdy spokojny oddech lokaja spowił jego rozpaloną twarz. Sebastian był tak blisko, a jednak tak daleko od spełnienia swoich intencji. Nie mógł nic zrobić z materiałem na tych małych ustach, prawda?

Ciel powoli otworzył oczy i odkrył, że oddech kruczowłosego mężczyzny zatrzymał się. Jego serce zdruzgotało mu prawie żebra, gdy zobaczył co lokaj robi. Perłowo-białe zęby Sebastiana chwyciły maskę i zdjęły ją z jego twarzy. ''Sebastian, przestań! Nie rób…ach…! Ciel pisnął. Sebastian uśmiechnął się, widząc zarumienioną twarz małego chłopca przed nim. Nareszcie maseczka została zdjęta z jego twarzy.

''Seba—ah…" Krzyk Ciela został pochłonięty przez usta drugiego mężczyzny. Ich usta ponownie się złączyły tak jak ich smaki. Słodkie mrowienie szło w parze z pikantnym dotykiem. Ciel nabrał łapczywie powietrza zanim znów otworzył usta, by zaprotestować. "Seb...ah...mm...Seb—" Sebastian znów mu przerwał. Tym razem jego język został uwięziony przez język lokaja. ''Mmm…" Ciel zamruczał słabo. Sebastian uśmiechnął się na widok rezultatów swoich działań. Ciel smakował swojego lokaja ponownie, tym razem nietkniętymi zakątkami swojej jaskini. Ciel przestał walczyć i zaczął jęczeć, kiedy wstrząs sprawił, że otworzył swoje, spowite przyjemnością, oczy.

Sebastian uśmiechnął się kiedy Ciel znów jęknął, ale zaczął ponownie z nim walczyć. On jest bez wątpienia bardzo uparty... Myśli Ciela nie odpłynęły tym razem, nie tym! Chłopiec wyciągnął dotychczas ukrytą energię ze swojego ciała i zmusił, by demon zaprzestał swoich działań. Wreszcie Sebastian rozdzielił ich usta, ale nitka śliny nadal je łączyła. Ciel łapczywie chwytał powietrze, a czerwonooki mężczyzna patrzył na każdy jego wdech.

''Zostaw mnie! Tym razem to rozkaz, Sebastian!" Powiedział Ciel rzucając gniewne spojrzenie lokajowi. Sebastian uśmiechnął się ironicznie i puścił jego małe ramię. ''Ile razy mam ci to powtarzać, zboczeńcu?! Nie rób tak! Za co to tak w ogóle było?! Nie gryzłem swoich paznokci!" Ciel zbeształ swojego lokaja. Kamerdyner w ciszy wysłuchał swojego rozzłoszczonego panicza. Sebastian uśmiechnął się, zanim zauważył ''Ale paniczu, muszę nawilżać twoje suche usta tak tęskniące za paznokciami, od czasu do czasu..."

Ciel zarumienił się słysząc usprawiedliwienie lokaja. Ciel nie mógł dłużej się kłócić. Sebastian zachichotał widząc zakłopotanie pana. Denerwujący śmiech przypomniał Cielowi o poprzednich zdarzeniach co sprawiło, że przypominał paletę, na której czerwień rozprysnęła się i wymieszała z różem i szkarłatem. W powozie teraz nic się nie działo, ale Ciel był mocno zaczerwieniony, a jego serce galopowało. Sebastian od czasu do czasu spoglądał na swojego małego demona, który intensywnie wpatrywał się w przestrzeń za oknem.

W końcu powóz zatrzymał się na ulicy wypełnionej po obu stronach domami. Sebastian wysiadł i cierpliwie poczekał na zirytowanego panicza. Ciel pospiesznie wysiadł ignorując pomocną dłoń swojego lokaja. Sebastian uśmiechnął się widząc rozdrażnienie swojego panicza. Stanęli przed drzwiami małego domu i zapukali. Mogli usłyszeć kroki zmierzające w kierunku drzwi i za chwilę drzwi zostały otwarte przez młodą kobietę. Miała blond włosy związane w warkocz i ciepłe, brązowe oczy oraz opaloną skórę. Uprzejmie zapytała dwójkę o cel ich wizyty.

"Panna Sandy Bronze...?" Sebastian zapytał się. Kobieta przytaknęła. "Chcieliśmy tylko dowiedzieć się kilka rzeczy o ostatnich samobójstwach w tym tygodniu, więc jeśli..." Zanim Sebastian skończył mówić, kobieta wpuściła ich rumieniąc się, gdy Sebastian przechodził obok niej. Domek był przytulny, ale mały. Kobieta zaprowadziła ich do pokoju dziennego i posadziła na przeciwko niej. Ciel zajął miejsce, a Sebastian stanął obok niego.

"Tak, jestem Sandy Bronze, ale co mam wspólnego z tymi samobójstwami, sir?" Spytała. Ciel patrząc pomiędzy swoje nogi wyjaśnił. "Samobójstwa, które my widzimy nie są samobójstwami, ale dziełem seryjnego mordercy." Ciel zatrzymał się, gdy młoda dama przyłożyła dłoń do ust ze zdumienia. Ciel kontynuował. "Podejrzewały, że będziesz siódmą ofiarą."Mój Boże! Co ty mówisz, sir! Ja mam być zabita? Ja nic nie zrobiłam. Nie chcę jeszcze umierać!"

Sebastian spojrzał na kobietę, która bała się stracić swoje zwyczajne życie. Ciel ciągnął. "Znałaś kobiety, które zostały zabite? Słyszeliśmy, że zostałaś nową członkinią Świętego Kościoła. " Dziewczyna zakryła swoje usta, a oczy wypełniły się łzami. Sebastian był lekko zszokowany, podczas gdy Ciel patrzył na szlochającą kobietę. Sebastian przeszukał swoją kieszeń na piersi i wyciągnął chustkę. Wręczył ją blondwłosej damie. Kobieta przyjęła ją i wytarła czerwone, spuchnięte oczy. "J-ja nikogo nie znałam. Ja-jeszcze-nie poszłam do kościoła. Ale byłam umówiona na dzisiaj..." Kobieta przerwała i załkała trochę lżej. "J-ja nie mogłam iść, bo musiałam zrobić... prace domowe." Więc... Ojciec Mandarin powiedział, że mi wybacza i...i przyjdzie pobłogosławić mnie tutaj." Dziewczyna zakończyła i zapłakała.

Sebastian uniósł brew na jej słowa. "Kiedy ojciec Mandarin przyjdzie, panno Bronze?" Zapytał. "O...2 po południu." Odpowiedziała. Sebastian przeszukał soją kieszeń i wyciągnął swój mały, złoty zegarek. Była 1:12. Mieli 48 minut zanim ojciec Mandarin przybędzie.

Ciel pomyślał, że dłuższe siedzenie tam jest bezcelowe, więc wstał. Kobieta też wstała i odprowadziła do drzwi. Kiedy odchodzili, Sebastian uprzejmie pocałował jej rękę. Była gotowa wyjść za niego. Zadrwił z tej sceny Ciel i odszedł. Jego lokaj w jednej chwili był już przy nim. "Będziemy czekać na ojca Mandarina, mój panie?" Zapytał Sebastian. "Tak." Powiedział Ciel idąc w stronę plasu miejskiego. Sebastian nie pytał już o nic więcej. Ciel był rozbawiony milczeniem swojego lokaja. Odwrócił się, żeby na niego spojrzeć, ale nie było go tam.

"Sebastian!" Sebastian westchnął. Naprawdę? Nie mogę choć przez kilka chwil pobyć z moją miłością? Sebastian delikatnie pogłaskał głowę czarnego kota, a on wtulił się w jego pierś. Ciel skierował kroki w jego stronę i złapał go za tył płaszcza. Sebastian uśmiechnął się widząc, że jego pan jest zirytowany. Czuł jakby mały chłopak kusił go i wzywał do wzięcia go w ramiona. Uśmiechnął się wypuszczając kota i obrócił się w stronę mniejszego mężczyzny.

Ciel popatrzył wściekle na swojego lokaja. "Jeśli nie chcesz podążać za mną to nie idź! Ale nie możesz oddalać się tak w mknięciu oka!" Ciel zasyczał do lokaja. Sebastian po prostu ujął podbródek panicza i uniósł do swojej twarzy. ''Stęskniłeś się tak szybko?" Uśmiechnął się, gdy Ciel pokrył się rumieńcem zawstydzenia. Ciel nie znalazł siły, by odepchnąć lokaja, znów zamarł. Szybko odwrócił się, by ukryć zakłopotanie. Sebastian uśmiechnął się i delikatnie pocałował go w policzek.

Ciel natychmiast odskoczył w zabawnym wstrząsie. Sebastian zachichotał na widok jego zarumienionej twarzy.

Ciel zaczął mocno pocierać swój policzek. Niespodziewanie poczuł, że jego ręka została złapana przez dłoń. ''Chyba nie chcesz zrujnować tak pięknego policzka, prawda?" Ciel oblał się rumieńcem. "Zostaw mnie!" Sebastian puścił rękę panicza i uśmiechnął się. ''Co będziemy robić przez resztę czasu?" Ciel spytał odwracając głowę. "Możemy powrócić do powozu i kontynuować naszą przerwaną akcję, paniczu." Na twarzy Sebastiana zakwitł uśmieszek. Ciel nie chciał ponownie być całkiem sam z lokajem. Syknął i ruszył w kierunku placu. Sebastian natychmiast za nim ruszył.

XXX

Była 1:47 i dwójka spacerowała po miejskim placu. Trzy kobiety właśnie omdlały, gdy zobaczyły przechodzącego Sebastiana. Dwie dołączyły później jak pomógł im nieść bagaże. Ciel był zmęczony patrzeniem jak kobiety mdleją na widok jego kamerdynerskiej 'oh-jak-doskonałej' piękności. "Wracamy." Oznajmił lokajowi. "Och, rozumiem. Panicz jest zazdrosny." Sebastian rozgryzł go. "Co?! Dlaczego miałbym być zazdrosny?!" Ciel spiorunował go wzrokiem. Sebastian uśmiechnął się nim odpowiedział. "Oczywiście, z powodu kobiet, które tracą dla mnie głowę." Ciel nie wdając się dłużej w dyskusję trochę przyspieszył. Obrócił głowę w stronę lokaja,...który zniknął.

Sebastian został otoczony przez tłum kobiet. Przepraszając wszystkie odszedł, podczas gdy te błagały go, by został. Uśmiechając się, szedł do miejsca, w którym jego mały demon zatrzymał się. Tylko, że go tam nie było.

Dlaczego ja jestem jedynym, który zawsze musi go szukać?

XXX

"Och, wiec Sebastian jest atrakcyjny...rozumiem..." Catherine powiedziała idąc obok Ciela. Jej lśniące włosy bawiły się i igrały z wiatrem. Ciel póki co kontrolował swoją alergię, czym zadziwił pozostałą dwójkę. "On tak bardzo mnie irytuje, a ja nic na to nie mogę poradzić, co jeszcze bardziej mnie denerwuje..." Prychnął zaplatając ze złością ręce na piersi. "Wiesz, Epictetus powiedział pewnego razu, że każda osoba może cię zdenerwować stając się twoim panem." Stwierdziła dziewczyna w krótkich, czarnych spodenkach.

Ciel natychmiast rozplótł swoje ręce i spojrzał na Catherine z lekkim szokiem w oczach. Następnie spokojnie odetchnął i ruszył wolniejszym krokiem. "Ale to jest zawsze on! Wszystko jest jedynie wokół niego!" Ciel wyznał.

"Co z tego, że to jest zawsze on? Jestem pewna, że ty też jesteś wyjątkowy." Powiedziała, podczas gdy złość Ciela powoli się wypalała.

"Pamiętaj, panie Phantomhive... Są dwa typy ludzi na świecie. Pierwszy to taki, który powie 'Tu jestem. Popatrz na mnie i poświęć mi swoją uwagę, ponieważ jest ważny.' A drugi to taki, który powie 'Tu jesteś! Tak, jesteś ważny. Co powinienem zrobić dla ciebie?' Szmaragdowooka dziewczyna powiedziała do swojego niebieskookiego kompana. Ciel popatrzył na nią zmieszany.

"Czasem, choćby jeden raz... Nie byłoby miło wiedzieć, że druga osoba jest kimś kto lubi być w pobliżu ciebie i kimś kto emanuje ciepłem i troską?" Patrzyła na w oczekiwaniu na odpowiedź. "Tak przypuszczam..." Ciel zamyślił się na moment. "W takim razie pozwól Sebastianowi mieć to wszystko co posiada, ponieważ jedynym, który jest dla niego ważniejszy od innych, jesteś ty. Nie czyni cię to szczęśliwym?" Spytała go z zaciekawieniem błyskającym w jej oczach.

Dwójka usiadła na ławce na miejskim placu i przyglądała się ludziom wokół. Catherine stwierdziła, że miasteczko jest spokojne, podczas gdy Ciel pogrążył się w swoich myślach.

Ona mówi tak jakby naprawdę wiedziała co czuję. Może ten jeden raz. Będę mógł być wolny, jeśli z kimś porozmawiam. Ciel doszedł do wniosku, że powinien być trochę bardziej otwarty do swojej towarzyszki.

"Nigdy nie pomyślałem w ten sposób..." Głos Ciela zabrzmiał trochę jaśniej. "Ale myślę, że to sprawiło, że jestem odrobinę szczęśliwszy." "Widzisz... To proste." Catherine obdarzyła go uśmiechem, który był gotów stopić najzimniejszy lód lub ugasić najdzikszy pożar. Cie pomyślał o tym. Może ona miała rację. Wiedział, że Sebastian nie dbał o nikogo z wyjątkiem jego, nieważne jak piękna była dana osoba. Ale kiedy był już gotowy w to uwierzyć, prawda oślepiła go. Sebastian był przecież demonem.

Moment, kiedy ich usta były złączone, rozbłysł na kilka chwil w jego myślach. Przypomnienie sobie jak jęczał z przyjemności sprawiło, że nieznaczny rumieniec wkradł się na jego policzki. Nie był całkiem pewien dlaczego jęczał, gdy Sebastian to robił. Doskonale zdawał sobie sprawę, że lokaj zrobił to po to, by nawilżyć jego suche usta i nie miał w tym żadnego innego celu. Pewien pomysł wykiełkował mu w głowie.

Catherine wygląda jakby wszystko dokładnie rozumiała... Może jeśli jej powiem będę mógł znieść wszystkie kary, które otrzymuję! Jeśli dokładnie to rozplanuję to na pewno da mi kilka rad do zwyciężenia nawyku i powstrzymania kar!

"Uch... Panno Cambridge..." Przerwała Cielowi. "Och, możesz mówić do mnie Catherine." Powiedziała patrząc na dzieci leżące przed nimi. Schyliła się do dziewczynki, która wyglądała bardzo blado i słabo. Jej kości policzkowe były widoczne. Catherine szybko wyciągnęła jabłko z torby i dała dziewczynce. Dziewczynka przytuliła jej nogę w białym bucie i uciekła. Ciel czuł się coraz to bardziej pewien swojego planu.

"Catherine... Co byś powiedziała o dwóch mężczyznach, którzy obejmują się i wykonują pewne czynności?" Ciel zapytał śmiało. Catherine nie była zaskoczona szybką zmianą tematu. "Nie mam żadnych zastrzeżeń, jeśli obaj tego chcą." Odpowiedziała równie pewnie jak Ciel. Ciel kontynuował swój plan. "A co jeśli jeden z mężczyzn wymusza te aktywności na drugim jako karę?" Ciel zmieszał się słysząc swoje słowa. "Jakie przestępstwo popełnił mężczyzna, by zasłużyć na taką karę?" Odpowiedziała pytaniem na jego pytanie.

"Ten mężczyzna... nie potrafił zaprzestać... złego nawyku." Ciel odpowiedział, aż jego głos zanikł. Catherine delikatnie potarła podbródek i ciągnęła. "No więc, to jest dziwna kara. Na pewno. Ale jeśli nawyk był naprawdę zły to może on na to zasługiwał. Przyzwyczajenia są zazwyczaj wędrowcami, następnie gośćmi, by w końcu stać się szefami." Ciel był zszokowany ostatnim zdaniem jej wypowiedzi.

"Co jeśli ten, który jest karany, ma narzeczoną?" Ciel poczerwieniał z powodu własnego pytania. "Najpierw powiedz mi jaki rodzaj relacji jest pomiędzy tymi dwoma mężczyznami." Zapytała, a zainteresowanie rozjaśniło jej twarz. "Coś w stylu pan-sługa... Tym co odbiera karę jest pan." Ciel powiedział próbując ukryć, że pan, o którym mówi, jest on sam! "A co o narzeczonej i panie? Są w dobrych stosunkach?" Catherine kontynuowała swoje wypytywanie.

"Uch... Ich zaręczyny to nie był ich wybór. To był wybór ich poprzedników. Jednakże pan jest trochę zirytowany swoją wiecznie przywiązaną do niego narzeczoną. Ona nie ma o tym pojęcia." Ciel odpowiedział i poczuł jak smutek cicho wkrada się w jego serce. "Hmm..." Catherine pomyślała przez chwilę. "Czy pan czuje się winny całej tej sytuacji?" Catherine spytała drapiąc lekko po głowie kota leżącego obok jej nogi.

Winny... Ciel przypomniał sobie te chwile wypełnione brutalnym uporem z małym kolcem przyjemności, ale nie czuł się winny przez to co zrobił, prawda?

"Nie." Ciel dał zdecydowaną odpowiedź. "Teraz powiedz mi coś o związku pan-sługa... Są brutalne czy coś takiego?" Spytała z największą ciekawością błyskającą w jej czystych, szmaragdowych oczach. Ciel spojrzał w szmaragdowe oczy na moment. To sprawiło, że przypomniał sobie o Elizabeth, jego narzeczonej, jego niewinnej Lizzy. Odwrócił się nie mając odwagi znów spojrzeć i odpowiedział całkowicie szczerze. "Ich związek był wyłącznie na poziomie pan-sługa, póki nie pojawił się zły nawyk. Sługa działa w ten sposób jedynie wtedy, gdy pan przejawi swój nawyk, ale jedynie wtedy, gdy są sami."

Catherine całkowicie rozpracowała staranny plan. Krążyła nad sytuacją kilka razy, tam i z powrotem, by zbliżyć się do wniosku. "Czy oni się kochają?" Spytała delikatnie gładząc swoją kotkę, która słodko przy tym pomiaukiwała. Ciel otwarł usta. Jedna rzecz, cały czas ukryta, która stworzyła tę skomplikowaną sytuację, została odkryta, ale czy to było to?

Miłość...? Demony nie potrafią kochać. Nie, one nie potrafią. Ale ludzie potrafią. Ja nie jestem zwykłym człowiekiem! Jestem Ciel Phantomhive! Jak mógłbym pokochać swojego lokaja? Nigdy! Jestem tego pewien! Ja nie kocham Sebastiana!

Ponownie myśli Ciela Phantomhive zostały przejęte przez jego dumę i próżność.

"Nie, oni się nie kochają." Słowa Ciela opuściły gardło, zostawiając kilka pęknięć w jego sercu, gdzie jego duma schowała się przed nim. Catherine spuściła głowę, myśląc o kilku sugestiach, które wynikały z tej sytuacji, ale nie mogła ich pojąć swoją świadomością.

"Odpowiedz jest prosta, panie Phantomhive. Sługa musi mieć dość złego nawyku swojego pana, bo po cóż innego, by to robił? Zaręczony pan, który ma właściwe relacje ze swoim sługą jest karany przez niego karany z powodu jego zły nawyku przy użyciu pewnych aktywności, które są źle widziane w społeczeństwie... Ale sługa robi to jedynie, gdy jest sam na sam ze swoim panem. Narzeczona nie ma pojęcia co się dzieje pomiędzy nimi, ponieważ obaj nie mają odwagi głośno o tym mówić. Pan nie czuje się winny i wszystko wskazuje, że sługa także." Catherine w końcu wysunęła rozwiązanie.

Ciel był zszokowany jej szybkim uporządkowaniem możliwości. Ale nie był do końca pewien, czy to było dokładnie to, czego doświadczył. Catherine kontynuowała podążanie za swoimi przypuszczeniami.

"Teraz problemem jest jak on nie jest w stanie poczuć się winny, gdy ktoś robi mu takie rzeczy bez jego zgody. Sługa zaangażował się w te czynności mocno czy ochoczo? Czy to wszystko było jedynie zabawą sługi? Lub pan jest zbyt dumny i pewny siebie, by przyznać się, że jest atrakcyjny dla mężczyzny. Lecz ci dwaj mężczyźni nie kochają się... a może jednak?" Catherine wysunęła kolejne podejrzenie.

Ciel był mocno zdziwiony jej spostrzeżeniami. Mimo, że nie wie co się naprawdę zdarzyło, wychodzi z tyloma podejrzeniami i rozwiązaniami, o których nawet nie pomyślałem! Myślę, że nie jest zwyczajną kobietą. Ale co miała na myśli w ostatnim zdaniu?

Ci dwaj mężczyźni nie kochają się... a może jednak?

Ostatnie zdanie rozbrzmiało kilka razy w jego myślach i sercu. "Paniczu!" Jego myśli zostały rozwiane przez znajomy głos.

"Paniczy, dlaczego samemu się oddaliłeś? Mogłeś zostać ranny lub coś mogło się tobie przydarzyć!" Sebastian zbliżał się z daleka wyraźnie nie pokazując żadnych oznak zmartwienia na twarzy. "No cóż, to był miło spędzony czas, panie Phantomhive. Mam nadzieję, że pamiętasz, co tobie powiedziałam." Powiedziała podnosząc swoją torbę i czarny kapelusz i wstając do odejścia. Nim odeszła, pochyliła się, by szepnąć mu lekko na ucho.

"Mnóstwo problemów i nieporozumień zniknie, jeśli nauczysz się rozmawiać ze swoim lokajem zamiast o nim." I dama znów odeszła ze swoją kotką pomiędzy jej obcasami.

"Paniczu, dlaczego tak po prostu uciekłeś? Nie wiesz, jak bardzo się martwiłem... Nasz kontrakt został zakłócony przez jakąś dziką, demoniczną aurę, co zablokowało zdolność odszukania cię. Przeszukałem całe miasto dla ciebie, mój panie." Sebastian powiedział, gdy stanął przed swoim małym panem.

Dobrze, Ciel... Pamiętaj czego nauczyła się Catherine. Pierwszy krok to kontakt wzrokowy. Ciel uniósł głowę na spotkanie dwóch czerwonych kul wpatrujących się w jego osamotnione, niebieskie oko. Drugi krok to pewność siebie. "Sebastian." Trzeci to przyznanie racji ze śmiałością. "Miałeś rację. Byłem zazdrosny o całą uwagę jaką otrzymywałeś. Czwarty etap to trzymanie się pozytywów poprzez ukazywanie dobrych stron. "Ja wiem, że próbowałeś wykonywać swoje obowiązki przez karanie mnie za zły nawyk. Piąty krok jest konfrontacją z wykorzystaniem żądania w sugestywnym pytaniu. "Czy byłbyś chętny dawać mi inną karę? Czy mogę zaproponować wypróbowanie innej, odpowiedniej kary?" Szósty krok to nie używanie słów takich jak "zawsze", "za każdym razem", "nigdy". Te słowa są wrogie sytuacjom i wyolbrzymiają rzeczywistość "Możesz dawać mi karę jedynie wtedy, jeśli gryzę swoje paznokcie." Szósty krok jest przepraszaniem bez przeprosin. "Wiem, że w swojej sytuacji nie powinienem tego mówić, ale myślę, że mam prawo do zatrzymania takiego nieporządku." Ósmy krok to zapewnienie o 'w przeciwnym wypadku'. "Jeśli nie będziemy robić tego w ten sposób to możliwe, że zdobędę trochę motywacji, by zaprzestać złego nawyku, ale myślę, że ty sprawiasz tym, że jest gorzej." Dziewiąty krok to złapanie uchwytu. Ciel stanowczo złapał rękaw Sebastiana. Ostatni krok to uśmiech... ale ja...

Ciel spoliczkował Sebastiana, jedynie wykrzywiając pełne usta i spojrzał w głębię demonich oczu.