Rozdział 4: Ten Pan, Porozumienia
Dziecko, takie niewinne, a mimo to takie grzeszne, takie skromne, a mimo to takie aroganckie i anielskie, było moim małym demonem. Tak, to jest mój mały demon. Mój panicz.
Rumieniec wkradł się na jego mały policzek, gdy zacisnął dłoń na rękawie lokaja. Dłoń puściła uchwyt i spoczęła ponownie na kolanach chłopca. Okryta rękawiczką dłoń łagodnie pogładziła go po policzku wywołując u niego dreszcze. Delikatne głaskanie było stosowane, aż panicz nie zwrócił nic nie wyrażającej twarzy do swojego lokaja, jedynie w oczach było widać zmieszanie.
"Paniczu, ja już rozumiem czego się domagałeś, podczas gdy jedynie na mnie spoglądałeś i wołałeś moje imię." Uspokajający, a mimo to lubieżny głos wślizgnął się ukradkowo w Ciela, który natychmiast odpowiedział na to sapnięciem. Lokaj zostawił jego mały policzek i uśmiechnął się do jego właściciela.
"Jeśli sobie tego życzysz to myślę, że to właściwy czas, by udać się na spotkanie z ojcem Mandarinem." Sebastian powiedział uśmiechając się nieznacznie do zarumienionego pana. "T-tak..."
Niedługo potem dwójka ruszyła w kierunku domu kobiety na spotkanie z ojcem Mandarinem. Podczas, gdy szli w dół odludnej ulicy, Ciel ciągle myślał o planie, który Catherine zasugerowała mu. To zadziałało. Kiedy Ciel pogrążył się w swoich myślach, Sebastian, który był obok niego, chwycił spokojnie rękę chłopaka. Ciel natychmiast otrząsnął się z myśli i zauważył, że jego ręka była w dłoni okrytej rękawiczką. Ciel zamarł, ale jego nogi nie stanęły.
Jego twarz powoli zmieniała kolor z różowego na czerwony, a ręce zaczęły płonąć pod jego bladą skórą. Jego uszy zapłonęły, gdy ręce poczęły zamarzać. Jego serce biło jak więzień, który pragnie uciec z więzienia i łomotało jak gdyby miało wydrzeć się z jego nieprzeciętej piersi. Sebastian uśmiechnął się, kiedy jego mały demon odwrócił głowę kryjąc to, że się rumieni. Ogólnie rzecz ujmując, Sebastianowi podobało się to, tak samo jak Cielowi. Bez względu na to jak głęboko jego duma się ukryła, w ciemnym zakamarku jego serca wciąż obecne było małe światełko. Ciel czuł to. To jednak nie pozbawiało go uchwytu, ale delikatnie mówiło mu, by uspokoił się i cieszył chwilą.
Nieco dalej, gdy szli, natrafili na obszerny tłum przed domem ofiary. Ciel natychmiast rozszerzył oczy, puścił dłoń swojego lokaja i ruszył w masę ludzi. Ku jego rozczarowaniu-Sandy Bronze była martwa. Obrócił się w stronę Sebastiana, który szacował czas śmierci i jej przyczynę.
"Paniczu, ona umarła dokładnie 15 minut przed naszym powrotem. Jest właśnie 13:58. Wygląda na to, że ojciec Mandarin był trochę wcześniej niż oczekiwaliśmy. Na pierwszy rzut oka przyczyną jej śmierci jest samobójstwo poprzez przerwanie nerwów. Ale myślę, że nikt nie byłby zdolny do zrobienia tego sobie samodzielnie. Dodatkowa osoba jest potrzebna do tego procesu, co powoduje, że naszym podejrzanym staje się ojciec Mandarin. Musiał uciec zaraz po morderstwie." Zakończył Sebastian.
Rozczarowany umysł Ciela skierował się w głębokie przemyślenia odnośnie ojca Mandarina. "Panie Phantomhive!" Znajomy głos przykuł jego uwagę. Sebastian obrócił się do damy w granatowym płaszczu. Szła w kierunku dwójki z tradycyjnym uśmiechem na twarzy. "Lady Cambridge?" Sebastian odwrócił się twarzą do kruczowłosej kobiety. Ciel zaczął zadręczać się.
A co jeśli ona powie Sebastianowi to co jej powiedziałem?Ale jego obawy były niepotrzebne.
"Ojej, co za zbieg okoliczności widzieć cię drugi raz po naszym pożegnaniu w powozie." Powiedziała kobieta, udając, że nic nie zaszło pomiędzy nią i Cielem. "Taki przypadek..." Sebastian podążył wzrokiem ku Lizzy, która chwilę potem skoczyła na niego. "Stęskniłaś się za mną tak szybko, Elizabeth?" Powiedział, a mała, futrzasta kulka wtuliła się w jego pierś. Ciel szybko odbiegł i stanął obok Catherine, aby uniknąć objawów alergii.
"Czy wszystko ułożyło się pomiędzy tobą a panem Sebastianem?" Catherine szepnęła uśmiechając się słodko swoimi śliwkowymi ustami. Ciel kiwnął głową potwierdzająco.
"Och, tak... Mam inne rozwiązanie dla sytuacji, którą mi przedstawiłeś." Powiedziała, a oczy zaświeciły się jej w podekscytowaniu. Ciel zbyt energicznie przygotował się do słuchania. "Tak jak powiedziałam wcześniej, sługa musi mieć jakiś cel w tym wszystkim tak, że... może gdyby pan z własnej woli, jeden raz, zgodził się chętnie uczestniczyć i angażować w takie działania to możliwe, że odkryłby prawdziwe intencje swojego sługi! Wiesz... Idź z prądem." Powiedziała spoglądając z uderzającym ożywieniem w oczach.
Ciel zamarł, ponownie. Nie byłby zdolny zrobić tego! Iść z prądem? Ochoczo zaangażować się w takie działania? Odkryć jego prawdziwe intencje? Te myśli zachmurzyły dumny umysł Ciela. Nie mógł uwierzyć w to co usłyszał! Może są inne rozwiązania... Ciel pomyślał.
"Czy są jakieś inne rozwiązania, Catherine?" Spytał z nadzieją. "Nie sądzę. Mogę iść dalej, jeśli cel sługi jest ukryty... Może powiesz temu panu to co ci powiedziałam, może on powie tobie co odkrył,a ty powiesz mi." Catherine powiedziała, patrząc na tłum z odbijającym się zawodem w jej oczach. "Ona... ona jest martwa?" Zapytała Catherine, patrząc na ciało, które wynoszono. Ciel pokiwał głową i odzwierciedlił jej wyraz twarzy.
"Umarła zaledwie przed piętnastoma minutami. Przecięła sobie nerwy." Ciel powiedział, oglądając natychmiastową zmianę jej przygnębionej twarzy. "Muszę iść na tę chwilę, panie Phantomhive. Proszę, powiedz mi jeśli ten mężczyzna cokolwiek ci powie. Rozwiążę to, bez względu na wszystko." Catherine zapewniła , zakładając swój czarny kapelusz i poszła do Sebastiana odebrać swojego kotka. "Dziękuję za zajęcie się nią, panie Sebastianie..." Uśmiechnęła się swoim miodowo-słodkim uśmiechem, kiedy zabierała swoją Lizzy z powrotem. "Proszę nie marnować takich słów na mnie." Sebastian powiedział i pozwolił odejść jej kotkowi.
Kilka sekund potem Catherine odeszła trzeci raz. Ciel szedł do Sebastiana, myśląc o tym co Catherine mu powiedziała. To powtarzało się bez przerwy w jego głowie.
"Idź z prądem."
Sebastian patrzył jak jego mały demon idzie w pobliżu bez poświęcania uwagi jemu, ani nikomu i niczemu innemu. On po prostu szedł-do drogi! Bez dłuższej zwłoki Sebastian zrobił sobie drogę przez tłum i ruszył ku niemu. Ale był totalnie zszokowany, bo chłopiec leżał na drodze-bez żadnego ruchu!
"Paniczu!" Sebastian szybko wziął go na ręce i trzymał w stylu panny młodej. Niósł w ramionach chłopca, który szybko zasnął. Był zszokowany. Żaden człowiek nie może zasnąć w mgnieniu oka- zwłaszcza demoniego oka! Lekko pochylił się swoją głowę i przysłuchał się oddechowi chłopca. Był ciężki i zimny, ale nie normalny. Ciel nigdy nie oddychał w ten sposób- nigdy! Nienaturalne oczy Sebastiana nieznacznie rozjarzyły się, kiedy odkrył co to było.
"Demoniczny dotyk snu." Sebastian pomyślał. Wiedział, że istniały demony, których dotyk sprawiał, że człowiek zasypiał tak jak w tym przypadku i wyglądało na to, że demon chciał, by życia Ciela odeszło, w przeciwnym wypadku, jaki głupi demon chciałby, żeby człowiek zapadł w sen na zatłoczonej ulicy? Sebastian przeszukał ulicę w poszukiwaniu demona, ale to było bezcelowe. Kimkolwiek był demon to z pewnością był szybki. Sebastian westchnął i popatrzył jak jego mały demon drzemie w jego ciepłych objęciach.
Wyglądał tak samo. Zimny, anielski i uroczy. Sebastian uśmiechnął się do swojego małego demona, gdy usłyszał jak mamrocze coś przez sen. Sebastian spokojnie pogłaskał jego mały policzek, sprawiając, że jego kwilenie nieco ucichło. Sebastian przycisnął go bardziej do swojej piersi i skierował się do powozu.
XXX
"Catherine!" Ciel gwałtownie podniósł się, wołając imię Catherine. Dyszał, zaciskając pięść na swojej koszuli nocnej. Pot zrosił jego czoło sprawiając, że kilka kosmyków jego włosów przykleiło się do niego. Sebastian obrócił się do swojego panicza. Ciel rozglądał się wkoło. Nie był na miejskim placu, ani Catherine nie była tu obecna. Był w swoim hotelowym pokoju, w swoim łóżku i w swojej koszuli nocnej. Rozglądał się i patrzył jak Sebastian pokonuje drogę do niego. Sebastian spokojnie położył swoją okrytą rękawiczką dłoń na jego czole, a Ciel gwałtownie wciągnął powietrze tak jak wtedy, gdy obudził się z koszmaru.
"Dzięki bogu, nie jesteś chory." Stwierdził Sebastian czując, że temperatura Ciela szybko wraca do normalności. "Huh... ha...jak ha...ha my...?" Ciel nie mógł dłużej mówić. Palec Sebastiana spoczął na jego małych ustach. "Nie powinieneś mówić w takim stanie." Sebastian wyciągnął poduszkę i umieścił za plecami Ciela i jeszcze jedną, by ten mógł na nich spocząć. Ciel powoli oparł swoje plecy o poduszkę i sapnął ostatni raz. Wtedy nagle rozwiązanie Catheriny przebiegło przez jego umysł.
"Idź z prądem."
Ale jak mam to zrobić? Nie mogę poprosić go, by znowu mnie pocałował! Co powinienem zrobić?
"Paniczu, czy jest coś co cię martwi?" Zapytał Sebastian idąc po wodę dla niego. Ciel milczał. "Chciałbyś trochę wody, czy mam po prostu zrobić to swoimi ustami?" Sebastian zadał pytanie z uśmieszkiem. To był najlepszy czas! Ciel przez moment w myślach przedyskutowywał rozwiązanie. Ostatecznie Ciel pogodził się ze swoimi myślami i przeczyścił gardło. Pamiętaj, Ciel, pewność jest kluczem! "Ja chcę twoich ust, Sebastian!"
Sebastian wyraźnie rozszerzył swoje oczy z rozbawieniem. Nigdy nie spodziewał się po nim, że zrobi tak śmiałą rzecz! Ciel zarumienił się z powodu swojego komentarza, ale zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, różane płatki lekko dotknęły jego ust.
Kremowe usta Sebastiana złączyły się z jego pełnymi wargami jeszcze raz. Bez dalszych zastrzeżeń Ciel poszedł z prądem. Jego oczy trzepotały, gdy powoli przymykał je, a ramionami otoczył szyję demona. Sebastian objął rękami jego talię, kiedy ulokował się ponad małym demonem dla lepszego dostępu. Sebastian był teraz nad nim mając Ciela pomiędzy swoimi kolanami. Ciel odzyskał władzę nad swoim umysłem na moment, ale jeszcze raz poszedł z prądem. Ciel zajęczał z przyjemności jak Sebastian oblizał jego dolną wargę niewątpliwie prosząc o wejście.
Ciel zgodził się. Ochoczo.
Jęki Ciela stały się głośniejsze, kiedy mięsień Sebastiana badał jego ciemną jaskinię. "Mmm..." Ciel zajęczał z przyjemności. Sebastian uśmiechnął się wchodząc dalej i odkrywając nowe doznania, które wznieciły pełną przyjemność zarówno w ciele jak umyśle Ciela. Ruchy Sebastiana sprawiały, że łóżko lekko skrzypiało, ale oboje zignorowali to, trwając w chwili.
Kilka chwil później Ciel cofnął się. Sapał energicznie przez moment jakby nie było powietrza w jego płucach. Przez chwilę był tak zdesperowany, że zapomniał oddychać! Samotne oko Ciela patrzyło jak czerwonooki mężczyzna odchylił kawałek jego opaski odsłaniając kontraktowe oko. Ciel patrzył z tęsknotą na gładkie usta lokaja. Po prostu nie mógł tego znieść. I wydarzył się cud.
Ciel przyciągnął Sebastiana do chętnego pocałunku. Sebastian uśmiechnął się, widząc jego entuzjazm. On z pewnością pragnął więcej. Tym razem Ciel był tym, który lizał usta starszego (dużo starszego) mężczyzny. Sebastian, zszokowany poczynaniami jego małego demona, lekko rozchylił swoje usta. Nowe wrażenie powstało, kiedy Ciel wepchnął swój język. Palce Ciela przebiegały przez krucze kosmyki włosów bledszego mężczyzny. "Mmmmmm..." Ciel znów jęknął, ale tym razem zaskakująco głośno.
Sebastian czuł to. Teraz Ciel smakował każdej części niego. Jego język wędrował wkoło zbierając każdy smak, który mógłby zostać stworzony przez napięcie pomiędzy dwoma mężczyznami. Wciąż słodką jaskinię wypełnił słodki smak z nutą demonicznej pikantności. Ciel pragnął tego, tak bardzo tego pragnął. Sebastian dał każdą część siebie, oddając zwycięstwo swojemu panu. Delikatnie położył swojego panicza na plecach, a łóżku zatrzeszczało. Ciel wycofał się, pozostawiając linię śliny łączącą ich usta. Zarumienił się, a jego pierś podnosiła się i opadała w szybkim tempie. Jego twarz buchała gorącem, a usta gwałtownie łapały powietrze.
I mimo to przeszli do kolejnej rundy. Ciel, ani też Sebastian, nie mógł się zatrzymać. Oni po prostu nie potrafili się zatrzymać. Przechodzili do kolejnych rund znowu i znowu. "Mmmmmm...Seb...uch..." Ciel jęczał jeszcze głośniej niż wcześniej. Sebastian uśmiechnął się na swoje osiągnięcie.
Kiedy rundy zostały zakończone Sebastian lekko odchylił się i ujął jego policzek, głaszcząc go najczulej jak to możliwe. "Seb...ach...um..." Ciel zlizał ślinę Sebastiana ze swoich ust. "Paniczu, czas iść spać. Wyglądasz na bardzo zmęczonego. Możemy to zrobić później, jeśli sobie tego zażyczysz." Lokaj delikatnie ułożył poduszki i położył płynnie jego głowę na nich. Ciel powoli rozchylił powieki i spojrzał w wirujące czerwone oczy. Utonął w ich głębi, wpadając w głęboki sen. Sebastian cicho zszedł z łóżka i popatrzył jak śpi. Wyglądał tak anielsko, a mimo to był jego małym demonem.
Zanim Sebastian zdmuchnął płomienie na świecach, Ciel złapał połę jego fraku. "Seb... Sebastian?"
"Tak, mój panie?" Sebastian obrócił się do niego. Delikatnie przyklęknął na krawędzi łóżka i pogłaskał jego blady policzek. "Nie... Nie idź dzisiaj. Zostań tu. Zostań tu..." Ciel powiedział wreszcie. "Tak, oczywiście, mój panie."
