Rozdział 6: Ten Pan, Pytania bez odpowiedzi, Część Pierwsza


Zanim przejdziemy do główniej części, chciałam podziękować panu gościowi, który swoim komentarzem zmobilizował mnie do tłumaczenia kolejnego rozdziału. Gdyby nie on, pewnie nie zabrałabym się za to w najbliższym czasie. Tak więc, po przeczytaniu dziś tego krótkiego, ale treściwego komentarza, znalazłam w sobie motywacje na przetłumaczenie całego (ale krótkiego) rozdziału. Stwierdziłam też, że nie będę zmieniać sposobu zapisu dialogów, który prowadziłam przez pierwsze 5 rozdziałów i White jest jednak partnerem życiowym Sebastiana, nie małżonkiem. Przepraszam za to małe zamieszanie. Tak więc proszę się cieszyć kolejną częścią Lokaji i Panów... ^^


Punkt widzenia Ciela

"On jest... moim partnerem życiowym, paniczu."

To zdanie przelatywało przez mój umysł raz za razem, znowu, znowu i znowu. Stawałem się szalony przez to co usłyszałem. Właściwie to nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Partner życiowy...? Więc on jest już zamężny... ale z demonem-mężczyzną? Dlaczego albo nawet 'Jak'?

Sebastian lubi mężczyzn?

Dlaczego po prostu nie powiedział czegoś?

Był zamężny czy coś podobnego?

W ogóle nie odpowiadał.

Po prostu ironicznie uśmiechnął się i nie przestawał, gdy zadawałem te pytania. Był... homoseksualistą? To dlatego mnie pocałował? Naprawdę jest zainteresowany tego typu rzeczami? Dlaczego nie odpowiadał?

"Sebastian, rozkazuję ci odpowiedzieć na każde moje pytanie." Oznajmiłem, podczas gdy jego uśmieszek poszerzał się. Zwyczajnie ukłonił się, a potem rozpoczęły się moje pytania.

"Kto to był?" Moje pierwsze pytanie; nie jest to oczywiste?

"On jest moim partnerem życiowym, paniczu. Jego demoniczne imię to Amon, ale nie znam jego ludzkiego imienia. Domagał się, bym nazywał go 'White'." Westchnąłem sfrustrowany.

"Kiedy się pobraliście? Kiedy czułeś pociąg do niego? Było to zaaranżowanie małżeństwo, czy..." Nie mogłem właściwie wydusić z siebie tego słowa. "...czy coś innego?" Byłem sfrustrowany; nie mogłem w to uwierzyć. Dlaczego w każdym razie jestem zainteresowany tą sprawą? Wtedy usłyszałem jego śmiech. Spojrzałem na niego z wściekłością. Dlaczego uważał to za śmieszne?

"Paniczu..." Powiedział, podchodząc bliżej. Stałem się poddenerwowany. Moja temperatura rosła, moje uszy płonęły, moja twarz stała się gorąca i moje ciało bardzo pragnęło czegoś... czegoś, Bóg jeden wie czego... Ukląkł, by znaleźć się na moim poziomie, a jego czerwone oczy uwięziły moje. Jego oczy... tak czerwone... Byłem tak uzależniony od tego. Byłem uzależniony od jego oczu, nosa, uszu, ust; jego całej twarzy.

"Te absurdalne przypuszczenia, mój lodzie... Jestem po prostu jego partnerem życiowym nie mężem, czy kochankiem..." Powiedział, ujmując delikatnie moją twarz obiema dłońmi. Rumieniec oblał całą moją twarz. W takim razie czym był ich związek? Pogłaskał moje policzki.; dotykając mnie, jak gdyby wolno mu było robić to tak swobodnie. Ale ilekroć to robi... Ja... Ja czuję się sparaliżowany; kompletnie obezwładniony. Zadrżałem z zawstydzenia i rzuciłem mu gniewne spojrzenie- nawet chociaż nie chcąc tego.

"A więc... Jaki rodzaj związku posiadacie?" Zapytałem z przekonaniem gotującym się we mnie. Uśmiechnął się, a potem jego gorący oddech opadł na moją 'już piekielnie gorącą' twarz. Jak on może zachowywać się tak normalnie, ech?

"Paniczu, on jest... Jak powinienem to powiedzieć?" Zamruczał pod nosem przez chwilę, po czym kontynuował. "On jest swego rodzaju najlepiej pasującym partnerem, jak to ludzie mówią... coś jak 'najlepszy przyjaciel'." Zachłysnąłem się powietrzem-nie z zaskoczenia, ale z ulgi. Dzięki... Bogu? "Otóż demony mają partnerów życiowych, ale większość demonów nie znajduje partnerów życiowych, nim nie staną się dorosłe, ale my byliśmy szczęściarzami. Byliśmy przyjaciółmi z dzieciństwa, więc nasza więź jest silniejsza od innych."

Słuchałem uważnie.

"My, demony, mamy partnerów życiowych od narodzin lub od momentu stania się demonem. Partnerzy życiowi są zdolni do czytania sobie w myślach, więc dlatego stajemy się dla siebie ważni. Dzielimy rodzaj tego samego losu w naszych drogach życiowych... Jest to tak zaaranżowane, że jeśli jeden coś dostaje, to drugi również to otrzymuje." (Tak jak choroba zakaźna.)

Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa. Byłem zaniepokojony, sfrustrowany, zawstydzony, uspokojony, ale zaskakująco... szczęśliwy; wszystko na raz. Ale nie jestem kimś kto łatwo pokazuje swoje emocje, prawda?

Koniec punktu widzenia Ciela

Ciel westchnął i przewrócił oczami. Sebastian przytrzymał drzwi dla swojego panicza i poprowadził go na zewnątrz. W momencie, gdy doszli do recepcji, Sebastian wręczył klucz staremu recepcjoniście. "Nie wrócimy, tak więc tu jest zapłata." Ciel oznajmił, podczas gdy Sebastian wręczył dziadkowi kilka monet. "Dziękuję." Sebastian uprzejmie ukłonił się i podążył za swoim małym demonem.

Kiedy duet znalazł się w powozie, drobne ramiona Ciela spoczęły przed jego piersią, a jego usteczka wydęły się jak u małego dziecka. Sebastian uśmiechnął się do niego z zakłopotaniem. Ciel przewrócił oczami, nie chcąc patrzeć na jego perfekcyjną twarz. Musiał przyznać; Sebastian mał perfekcyjną twarz i ciało. Ciało?! O czym ja myślałem?! Ciel aż sapnął z powodu swoich własnych myśli. Sebastian zasłonił swoje usta i zaśmiał się kpiąco. "Wyglądasz zbyt uroczo, Bo-chan!"

Ciel gwałtownie zwrócił swoją głowę w kierunku Sebastiana, ale nagle został zaskoczony przez jego niespodziewany pocałunek. Sebastian wychylił się do przodu i powoli objął go w pasie. Ciel wzdrygnął się z początku, ale potem przypomniał sobie o swojej misji. Intencje Sebastiana! Dokładnie idealny moment! Ciel zaśmiał się szatańsko w duchu, ponieważ ułożył plan jak wypełnić swoją misję. W końcu położył swoje dłonie na szyi wyższego mężczyzny i przebiegł palcami przez jego krucze kosmyki. "Mmmmnhhhhh..." Ciel grał po części tak jak wczoraj, wywołując małe podniecenie w swoim własnym ciele.

Ciel nie był pewien, czy jest to dobry pomysł, czy nie. Jestem pewien, że nie wpadnę w jego pułapkę - jego myśli zatrzymały się w momencie, gdy Sebastian wsunął swój język pomiędzy jego usta. Ku swojemu niedowierzaniu, Ciel zajęczał... szczególnie głośno. "Mmmm... Seb..." Gdyby Ciel był przy swoich zmysłach, byłby rozczarowany sobą.

Języki toczyły pojedynek, walcząc o dominację i oczywiście demon wygrał. Bez dalszych ceregieli, Ciel przyciągnął go do siebie, by wnieść swoją ochoczość do pocałunku. Sebastian mógł to poczuć.

On pragnął tego. Pragnął pocałunku... mojego pocałunku...