Rozdział 2- Kwestia damsko-męska.
"(...) And if I said that I didn't plan for it to turn out this way I'd be lying- because I was born to be the other woman. I belonged to no one- who belonged to everyone, who had nothing- who wanted everything with a fire for every experience and an obssesion for freedom that terrified me to the point that I couldn't even talk about- and pushed me to a nomadic point of madness that both dazzlez and dizzied me.(...)" Lana Del Rey - Ride (Monolog)
Siedzieli ramie w ramie, otoczeni martwą ciszą lasu.
Po „chłopcach" od remontu pozostały jedynie ślady kół ciężarówki i kilka petów rzuconych niedbale na podjeździe.
Czekali już tylko na Stefana, wstępnie uzgadniając ,że powiedzą mu tyle co..nic.
Będą się uśmiechać, ona zamacha rękami i nogami zapewniając ,że nadal są sprawne i w jednym kawałku. On będzie uprzejmy i postara się unikać cynizmu jeśli ona dotrzyma swojej części umowy i nie zaprosi Stefana do środka.
Schody były granicą nie do przekroczenia. Mógł na nie wejść , mógł na nich usiąść lub na nich stanąć jednak myśl by wszedł na werandę nie bawiła Niklausa.
Od wejścia na werandę do dotknięcia klamki było już tylko kilka kroków , a od dotknięcia klamki do poproszenia o zaproszenie do środka , już tylko krótka droga , Klaus wiedział o tym aż za dobrze.
Tak po prawdzie Klaus był niezdrowo zadowolony z wizyty Stefana, co z kolei niezdrowo martwiło Bonnie.
Nadal tą dwójkę dzielił niezakopany topór wojenny , a Bonnie wiedziała ,że trzeba czegoś więcej niż tylko spotkania przy zrujnowanym domu by zakopać wszelką broń dwa metry pod ziemią.
Poprawiła nerwowo sukienkę , przeklinając samą siebie za dobór ubrania.
Doskonale wiedziała co może sobie pomyśleć Stefan widząc ich razem, swobodnych, opartych ramie o ramie i ją, ubraną jak dziwkę.
Ostatnie czego potrzebowała to plotki krążącej po Mystic Falls , jakoby była kochanką Klausa.
Spokojnie, będę chronić Twoją niewinność.
Prychnęła rozbawiona, doceniając jego próbę rozluźnienia nastroju.
Faktycznie , jesteś wzorem dla każdej szanującej się Przyzwoitki!
Słysząc jego cichy śmiech pochyliła głowę włosami próbując skryć wesoły uśmiech. Gdyby nie wizja Stefana i jego zmartwionej wampirzej miny , to późne popołudnie Bonnie uznałaby za dość przyjemne.
Najedzona, rozluźniona , siedząc ramie w ramie z Niklausem ..ostatnimi czasy nie zdarzało się to często. On miał swoje problemy ona swoje.
Czasem o nich dyskutowali jednak przez większość czasu robili wszystko co było tylko możliwe by druga strona nie dowiedziała się o nich.
Nie żeby było to kłamstwo przecież.
W końcu nigdy nie pytali o te problemy dosłownie.
„Wszystko w porządku" ? „yhm" zazwyczaj było bliżej nieokreśloną odpowiedzią a Bonnie wystarczył sam fakt ,że te problemy go nie zakołkują ,gdy będzie próbował spać.
Schody , podobnie jak dom zewnątrz nadal wyglądały jak kompletna ruina, jednak Bonnie wiedziała ,że to tylko kwestia kilku miesięcy by dom powrócił do „życia".
Skrzyżowała nogi w kostkach pozwalając ciepłemu słońcu spróbować ogrzać jej zziębnięte kości.
Czuła się taka zimna. Nienaturalna.
Krew Niklausa krążyła w jej krwiobiegu jednak ciało , emocje, wszystko wydawało się takie spowolnione , ograniczone tylko do niezbędnych reakcji.
Wewnątrz niej panowała gniewna zawierucha chociaż na zewnątrz wyglądała pozornie na spokojną i pogodną.
Pogodzoną z sytuacją.
Pogodzoną z faktem iż jest martwa.
Nie do końca.
Ukryła we włosach ciepły uśmiech ,gdy oparła skroń o jego ramię. Rzadko myślała o nich w ten sposób jednak były takie momenty ,gdy była prawdziwie wdzięczna opatrzności ,że utknęła w takiej sytuacji właśnie z nim. Stefan by jej nie zrozumiał a już na pewno nie Caroline. Tylko Niklaus potrafił w pełni pojąć jak jest być zamkniętym we własnym ciele z dwoma gniewnymi żywiołami. Dwie bestie wymagające dwóch odmiennych rzeczy.
Siedząc tuż obok siebie , dotknięci własnymi emocjami i myślami równie wyczuwalnie jak ciałem coś w nich potrafiło się na krótki moment wyciszyć. Jej żądza magi , większej potęgi uspokajała się w dotyku z jego silną osobowością. Ten który mógł jej to zapewnić był tuż obok , wyczuwała to na najbardziej elementarnym poziomie. Ten który mógł ją nakarmić był tuż obok, dotykała go więc i wampiryczna natura siedziała wyciszona , wtulona w ciało niosące wytchnienie pragnieniu. Im jednak był dalej ciałem tym jej sny stawały się agresywniejsze a panika drażniąca. Wampirzyca szarpała się wewnątrz a wiedźma pozbawiona uziemienia w łagodnej naturze podrzucała niepokojące myśli. Chociaż zewnątrz była nadal zwykła Bonnie Bennett wewnątrz nieustannie toczyła wojnę między dwiema istotami które chociaż nie mówiły potrafiły manipulować jej odruchami. Myśl ,że Niklaus musiał żyć z tymi dwiema istotami od tysiąclecia napawała ją dreszczem. Była świadoma że gdyby była pozostawiona z tymi bestiami sam na sam postradała by zmysły.
Poczuła jak jego ręka przesuwa się za jej plecami by objąć ją ramieniem , nieobecna myślami wtuliła się mocniej w jego ciało dając swoim bestią odetchnąć.
Wiedźma, wampirzyca i Bonnie Bennett westchnęły w jego obojczyk tęsknie.
Na szczęście Bonnie nie mogła zobaczyć teraz twarzy Niklausa co było dla niego zapewne najwygodniejsze. Mogła tylko poczuć jak opiera policzek o czubek jej głowy myślami będąc zaplątanym bardziej w jej niż w jego myślach.
Zmiękczona wyszeptała w jego myśli
Czy ty mnie właśnie obwąchałeś?
Niemal mogła wyobrazić sobie jak wywraca oczami.
Twój zapach uspokaja.
Dawna Bonnie Bennett poderwała by się do pionu nerwowo poprawiając ubranie. Nowa Bonnie , krzyżówka dwóch głodnych bestii była zdolna mruknąć tylko mało elokwentne
yhm.
Nigdy nie miała dość odwagi by zapytać jak to jest z nim, czy trudniej być mu hybrydą gdy pierwszym czynnikiem jest wilkołak? Jej magia nie przypominała dawnej wesołej energii rządzącej się dobrymi emocjami. Jej magia przypominała teraz zimne ostrze co moment wymagające dalszego użycia. Jednak nie była czymś ...dzikim, nieoswojonym jak natura wilka. Wampir wymagał krwi jednak podejrzewała ,że dominującą rolę pełni pierwszy czynnik ten z którym się urodził.
Rozbawiona zapytała delikatnie
Często tak robisz?
Chociaż chciała zapytać czy wilk każe ci to robić.
Pamiętasz naszą pierwszą noc?
Zaczerwieniła się leciutko , zabrzmiało dwuznacznie.
Usłyszała uśmiech w jego werbalnych słowach:
-No wiesz co!
Pamiętam.
Trudno było zapomnieć, najbardziej zagubiona noc w jej dotychczasowym życiu.
Zapaliłaś szałwię , wiedźma nakazała Ci to ?
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Tyle jeśli chodzi o prywatnośc myśli , wyśledził wszystko , nawet tak poboczną myśl.
Przecież wiesz.
Odpowiedział jej tym samym, otaczając ją ciaśniej ramieniem.
Jak ukryjemy to przed Stefanem?
To było dobre pytanie.
Sam fakt że jest nową hybrydą można by przemilczeć. O ile potrafiła ukryć magię z wampirzycą wewnątrz było by trudniej. Jednak bycie hybrydą było zaledwie niczym wisienka na torcie. Jak zdołają ukryć ,że podąża za nim instynktownie niczym zagubiony szczeniak? Jak ukryć setki sekretnych uśmiechów , przypadkowych choć niezbędnych dotyków które łakną wtulenia się w jego ciało. Jak opanować dłonie by nie dotykały jego, jak nakazać oczom by nie szukały jego?
W najlepszym możliwym scenariuszu założą że są kochankami a ona straciła dla niego głowę. Uważała to za najlepszy z łatwością gdy opcją najgorszy było by wyobcowanie.
Nie zrozumieli by jej a ludzka strona Bonnie łaknęła tej akceptacji. Potrafili zaakceptować nieludzką Caroline, Elenę , Stefana nawet Damon'a. Wiedziała jednak jak zareagują na wieść o nowej hybrydzie.
Wystarczająco nasłuchała się sposobu w jaki wymawiają samo "Hybryda". Bardziej przerażała ich podzielna natura Niklausa niż sam fakt ,że jest Pierwotnym Wampirem.
To Twoja decyzja, jednak jeśli chcesz znać moje zdanie powinniśmy...Przesłał jej wyrazisty obraz zmasakrowanych braci Salvatore. Szturchnęła go ramieniem nie mając serca pogrozić magiczną migreną. Odkąd poczuła na własnej skórze jak to jest jakoś odechciało jej się przyprowadzać go do porządku w ten właśnie sposób.
Nagle poruszył się niespokojne , zaciskając mocniej dłoń na jej talii
Nie jest sam.
Caroline? Poderwała głowę a wampirzyca wewnątrz syknęła na nią gniewnie. Instynktownie próbowała wyrwać się z jego uścisku , reagując wstydliwością dawnej Bonnie. Już widziała co powiedziała by Caroline na widok ich , razem.
Pociągnął ją mało delikatnie na twarde stopnie schodów mrucząc
Damon.
-Damon? - Nie mogła uniknąć pewnego niedowierzania. Najstarszy Salvatore daleki był od troski zwłaszcza ,gdy w grę wchodziła troska o nią.
A jednak sekundę później nawet ona wyczuła ich gniewną obecność najwyraźniej wyczuł to i on bo w tej chwili , świadomie czy też nieświadomie, jego ramie nie pozwalało jej na odsunięcie.
-Klaus! - Zaczynała się czuć przytłoczona, nie pojmowała skąd gniewny wrzask Stefana. Nie tak dawno od tak był gotów poświęcić jej życie. Dyskretnie Wampirzyca przysunęła się bliżej Niklausa podczas ,gdy wiedźma tylko czekała na ich niewłaściwy krok. Tej nocy śniła o ogniu , obawiała się swojej pierwotnej natury dzisiaj. Widząc wściekłość na twarzy Damona wampirzyca niemal wkleiła się w Niklausa , wyraźnie zadowalając się byciem uległą Wielkiemu Złemu Wilkowi.
Nie żeby to się jemu nie spodobało.
Wiedźma wywracała oczami czując jego zadowolenie.
-Jak śmiesz wykorzystywać naszą wiedźmę Bennett ! - Zły krok Damon. Podłoże błyskawicznie zapaliło się pod stopami mężczyzny nim ten zdążył użyć wampirzego tempa. Podskoczył warcząc do Stefana - Co do cholery ?
-Waszą wiedźmę Bennett? - Wycedziła zimno , odrobinę odsuwając się od Niklausa. Istniały pewne wojny w których musiała walczyć sama za siebie. Potyczki z Damon'em Salvatore były jedną z takich.
Ogień przygasł a on warknął
-Wyluzuj księżniczko i poczekaj grzecznie w tej wieży na ratunek- Było coś w Damonie takiego...wkurzającego. Cała jego postać , od gestów po intonacje głosową wprawiało ją w szał.
Stefan uczynił krok naprzód jednak widząc ostrzegawcze spojrzenie Bonnie uniósł pokojowo dłonie w górę mówiąc:
-Bonnie , nie chcemy zrobić Ci krzywdy- Mruknął jednak wampirzym szeptem w stronę brata - Zamknij się.
Tu był jednak problem. Nie mogli zrobić krzywdy Niklausowi bez uczynienia krzywdy jej. Każde uderzenie będzie dzielone między niego a ją.
Uniosła więc władczo głowę mrucząc cicho
-Skoro już ustaliliśmy ,że nikt tu nie ma zamiaru uczynić mi krzywdy ...- zamachnęła ręką a niewidzialne coś przyciągło Braci Salvatore za kołnierze kurtek tuż przed ich schody. Poczuła zaciekawienie Niklausa na równo jak jej zaskoczenia.
Nie wiedziałam ,że tak potrafię.
Mogłabyś jeszcze rzucić ich na kolana?
Wywróciła oczami , rzucając mu z boku kpiące spojrzenie
Coś jeszcze ,mój panie?
Wzruszył ramionami mrucząc niebezpiecznie poważnie
Mógłbym ich zauroczyć ale to nie było by to samo.
Wampirzyca uległa sugestii szturchając wiedźmę, spojrzała wrednie na Damona unosząc pionowo dłoń, wystarczył zaledwie lekkie strząśnięcie dłonią by kolana się pod nim ugięły i do tego najwyraźniej dość boleśnie.
-Bonniieeee- Klaus zaśmiał się dźwiękiem podejrzliwie podpadającym pod zwykły, męski,złośliwy chichot.
Ja nie chichotam.
Zacisnęła usta , uwalniając najstarszego Salvatore.
Oczywiście ,że nie mój Alfo i Omego.
Dopiero teraz dostrzegła że całe jej planowanie poszło w diabli, gdy spostrzegła zwężone oczy Stefana biegnące od niej do niego i tak w kółko.
Zesztywniała w ramionach Niklausa zaczynając dostrzegać jak to musi wyglądać w ich oczach jeszcze chwilę temu. Rozluźnieni , rozbawieni, co rusz spoglądający na siebie chociaż nie pojawiały się słowa a kolejne czynności. Zbladła zaciskając instynktownie dłoń na dłoni Nikausa , tej która trzymała jej ciało tuż przy nim.
On wie.
Zbladła jeszcze bardziej.
-Wyglądasz nieźle jak na kupkę prochu ,Klaus- Jak to mężczyźni , zawsze zaczynają od drobnych grzeczności,
-Cóż mogę powiedzieć ? Geny- Dawna Bonnie była by zapewne równie poirytowana tym zdaniem co paplaniną Damona, nowa miała ochotę zachichotać i wtulić się w jego ciepło. Potrząsnęła głową bliska trzaśnięcia samej siebie.
Jeszcze siedząc na parapecie , jeszcze nim przez jej drzwi przeszedł Klaus potrafiła myśleć w miarę logicznie, ostrożniej. Wystarczyło podzielenie się winem, wymiana kilku złośliwości , wymiana krwi i ocieranie się o niego bezczelnie na schodach ...
Zamarła spoglądając na swoje ciało. Dopiero teraz dostrzegła jak bardzo wciśnięta była w jego bok czego on jej rzecz jasna nie utrudniał sam przytrzymując ją ramieniem.
Zapewne gdyby była żywa oblałby ją zimny pot.
Pamiętała oparcie skronią o bark , pamiętała jego zdradziecką dłoń prześlizgującą się za jej plecami jednak ...ocieranie się?
Kochanie?
Zapatrzyła się pusto na swoją prawą dłoń spoczywającą leniwie na jego kolanie i drugą zaciskającą się na jego ręce. Dość nieporadny układ rąk jeśli ktoś by ją pytał. Krąg zamknięty , dość ciasny , zamknięty krąg.
Nik?
Uniósł dłoń bezczelnie nakazując zamilknąć Bracią Salvatore. Obrócił się całkowicie w jej stronę wolną dłonią unosząc jej podbródek tak by mógł dostrzec jej oczy , teraz rozbiegane i spanikowane.
-Mów do mnie , Bonnie Mikaelson , mów- Uchwyciła się jego oczu jak kotwicy łapiąc powolny oddech . Wiedziała ,że pewne zaklęcia mogą nieść ze sobą pewne ...konsekwencje, powinna być na nie przygotowana. Z uprawianiem magi jest jak z uprawianiem seksu jeśli nie jesteś gotowa ponieść konsekwencji używasz zabezpieczenia. Tylko ,że wtedy nie było czasu na tworzenie planu b , c, czy d.
Zamrugała dopiero po chwili szepcząc:
-Nik,chyba mamy problem- Jej oczy zalśniły wyraźnym poczuciem winy które usilnie próbowała przepchnąć jak najbardziej poprzez ich łącze. By wiedział bez wahania ,że nie taka była jej pierwotna intencja.
Damon najwyraźniej nie mógł dłużej wytrzymać bycia ignorowanym bo mruknął kpiąco:
-Jeśli teraz powiesz ,że jesteś w ciąży ...-Nie zdążył nawet skończyć zdania , gdy kilka sekund później leżał bez życia ze skręconym karkiem.
Niklus przestąpił nad ciałem Najstarszego Salvatore ciężko wypuszczając powietrze z płuc ,gdy mruczał:
-Sądzę, że audiencja dobiegła końca, zobaczyłeś Bonnie, jak widzisz jest w jednym , nienaruszonym a co więcej , dobrowolnym kawałku.
Bonnie objęła dłońmi ramiona milcząco wstając ze schodów. Górowała nad nimi w milczącym wyczekiwaniu nie potrafiąc spojrzeć Stefanowi w oczy na dłużej niż kika nerwowych sekund. Jeśli chciała go przekonać co do dobrowolności , to właśnie był ten odpowiedni moment.
Na chwilę obecną wyglądała jak zagubiona dziewczynka ,która zbyt boi się oprawcy by przyznać się do jego agresji.
-Bonnie? - Dziewczyna uniosła błyskawicznie głowę pochwycona delikatnością jego głosu. Może gdyby nie Elena...
Zeszła pośpiesznie po schodkach , rzucając ostrzegawcze spojrzenie Niklausowi nim ten spróbuje zastąpić jej drogę w celach rzecz jasna obronnych.
-Musiałam uratować Niklausa, rozumiesz Stefan? Gdyby on umarł zginęła by niewyobrażalna liczba wampirów w tym ty, Damon, Tayler,Caroline. - Pokiwał powoli głową, najwyraźniej dostrzegał w tym cień chorej logiki. Oczywiście nie miała zamiaru wspominać o zamianie ciał między Taylerem a Klausem. Co za dużo to nie zdrowo - Pamiętasz zaklęcie dzięki ,któremu osuszyliśmy Niklausa i zamknęliśmy go w trumnie?
Znowu pokiwał a Bonnie rzuciła nerwowe spojrzenie uważnie przysłuchującemu się Niklausowi :
-Matka ostrzegała mnie ,że będą konsekwencje. Coś poszło nie do końca tak tamtej nocy. - przygryzła nerwowo wargę instynktownie cofając swojego kroki w stronę Klausa- Musisz zrozumieć ,że moje miejsce jest teraz przy nim, a przynajmniej do czasu aż nie znajdę innego wyjścia z tej ...sytuacji.
Sytuacji? Zadrżała słysząc cichutki , uprzejmy głos Nika. Jak nic sytacja podpada do tej samej szuflady co uzgodnienie.
-Chcesz mi powiedzieć ,że nie masz innego wyjścia? - spojrzała na Nika błagalnie, kiepsko kłamała taka prawda.
Proponowałem żeby ich zabić , proponowałem.
Przełknęła ślinę mrucząc ostrożnie.
-Trochę się pozmieniało , Stefan. Niewygoda naszej sytuacji nie polega już na nienawiści.
Nienawidziłaś mnie? udał oburzonego wzbudzając na moment jej uśmiech
Uważałam cię za diabła wcielonego!
Stefan przerucił spojrzeniem od niej do niego by wreszcie zapytać coś zupełnie odmiennego/
-Nazwał Cię Bonnie Mikaelson, co to ma niby znaczyć?
Poważnie?
to akurat ją mile zaskoczyło.
Mogło mi się coś wymsknąć przez przypadek.
Bynajmniej nie wydawał się być winnym.
Postanowiła to jednak zbyć śmiechem.
-Nie rób takiej miny , to nie tak że zmusiliśmy księdza do udzielenia nam ślubu ! - Zadrżała jej grdyka , gdy pomyślała na nowo o konsekwencjach. Jedyna nadzieja w jej księdze.
Chcesz mi coś powiedzieć? - Zadrżała. Znała ten ton głosu, wyczuwała w nim trujący jad paranoi. Smutne ,że nawet w relacji tak podstawowej i wręcz pierwotnej jak ich on nadal doszukuje się u niej początku zdrady. W tym momencie Bonnie zawahała się możliwie ,że o kilka sekund za długo nim wreszcie wyszeptała.
Mamy pewien problem z naszą relacją i proszę, tylko nie wpadaj w szał , nim skończę.
odpowiedziała jej wyczekująca cisza.
Odkąd wyprowadziłeś się ..mam pewien problem z balansem. Jestem niespokojna , głodna, a jedyne czego wiem że chce to hm...iść do Ciebie.
Spodziewała się krzywego uśmieszku , licznych werbalnych komentarzy na temat jego czarującej osobowości i nieodpartego uwodzicielskiego uroku. Ku jej zaskoczeniu przez moment dostrzegła jak coś za klikało w jego głowie, rozjarzona myśl
To dla tego zamigotała przez jej umysł by pośpiesznie zniknąć.
Łapiąc się nadziei , licząc że to nie jest pewien rodzaj więzi pan-sługa , czekała co powie
Przekrzywił głowę obserwując ją uważniej.
Nie sądzę by to była wina zaklęcia - uniosła głowę z nadzieją - Przed tym wszystkim , nim nawet stałaś się wiedźmą byłaś zwykłą dziewczyną. Wiecznie w cieniu słodkiej Eleny i Towarzyskiego Rekina Caroline. Przyzwyczajona do bycia za kimś, podążająca za kimś. Ja urodziłem się z bestią, któa może i spała ale była tam, tuż pod skórą. W mojej naturze jest dominacja a w twojej uległość , możliwe że dostosowałaś się do mnie.
To więź pan-sługa? bała się odpowiedzi równie jak samego pytania
Nie bądź śmieszna nie słuchasz mnie. To kwestia czysto damsko -męska.
Przekrzywiła głowę mrucząc ostrożnie:
Może powinnam poszukać innego dawcy krwi? Co jeśli w ten sposób tylko to...pogłębiamy?
Moja krew czyni cię silniejszą, koniec tematu.
Pokiwała zgodnie głową.
Nagle usłyszeli ochrypły jęk i niewątpliwie glos Damona
-Albo jestem w piekle albo Bonnie Bennett mruga zalotnie do Pierwotnej Hybrydy - Bonnie potrząsnęła głową rzucajać miażdżące spojrznie zadowolonemu damonowi
-Wcale nie flirtowałam! - Damon podniusł się z ziemi otrzpując kurtkę gdy mówil
-Na nas już pora bracie, jak dla mnie sytacja jest oczywista. Aż cuchnie od niej Klausem.
