TRON: Geneza
Rozdział czwarty: Zgadnij kim jestem.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po odzyskaniu przytomności było zwrócenie całej zawartości żołądka na podłogę. Źle się czułam, w głowię mi się kręciło i było mi zimno. Spróbowałam wstać ale uniemożliwiła mi to para kajdanek zapięta na moim lewym nadgarstku i przypięta do rury wystającej z podłogi. Rozejrzałam się niepewnie po pomieszczeniu. Miał metr na półtorej szerokości. Ściany były zbudowane z nago betonu i pozbawione okien. Przy rogu jednej ze ścian stały metalowe drzwi. Z sufitu smutno zwisała żarówka na kabelku. Ktokolwiek mnie tu zamknął postarał się o realizm.
Usiadłam po turecku i starając się zignorować wymiociny leżące obok zaczęłam badać rurę. Niestety była mocno przytwierdzona do podłoża. Kajdanki też były porządne, a ja nie miałam przy sobie żadnego wytrychu. Następnie wolną ręką poszperałam po kieszeniach kurtki. Jedyne co znalazłam to szminka. Myślałam że się załamię. Musiałam się z stąd wydostać. Spojrzałam na moją lewą rękę. To o czym pomyślałam przeraziło mnie. Wiedziałam jak się uwolnić. Musiałam wybić sobie kciuk ze stawu.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i zacisnęłam zęby. Uderzyłam przykutą ręką w podłogę z całej siły. Z oczy popłynęły mi łzy. Spojrzałam na dłoń. Zdarłam sobie kawałek skóry. Uderzyłam jeszcze raz. Przygryzłam sobie wargi z bólu. Nadal nie wybiłam kciuka.
Kolejne uderzenie.
Miałam ochotę odgryźć sobie tą rękę.
-Uwolnię się dla ciebie Tron- powiedziałam do siebie i po raz kolejny uderzyłam ręką o betonową podłogę.
Trzech najważniejszych mężczyzn w moim życiu zapewne odchodziło teraz od zmysłów. Musiałam do nich wrócić.
Nagle usłyszałam kroki dochodzące zza drzwi. Zesztywniałam z przerażenia. Trzy sekundy później do pomieszczenia wszedł nie Ed Dillinger Junior. Miał na sobie ciemnogranatowe rurki, kremową koszulę i kamizelkę pasującą kolorem do spodni. Na nosie miał te swoje przeklęte hipsterskie oprawki.
-Sam- wyszeptał podchodząc do mnie. Gdy przy mnie ukucnął wolną ręką złapałam go za gardło
i przyciągnęłam jego twarz bliżej swojej.
-Co to ma kurwa znaczyć- wychrypiałam.
-Sam, spokojnie. Chce ci pomóc... to wszystko zorganizował mój stary... opowiem ci wszystko po drodze, musimy się spieszyć on tu może zaraz przyjść.
Spojrzałam na niego. Mogłam go w każdej chwili udusić i on o tym wiedział. Postanowiłam zaryzykować. Puściłam go. Wtedy hipster wyjął z kieszeni spodni kluczyk i otworzył moje kajdanki.
-Coś ty próbowała zrobić?- zapytał widząc moją poranioną dłoń.
-Próbowałam wybić sobie kciuk ze stawu- powiedziałam ocierając z twarzy resztki łez- to kurewsko boli.
-Skąd ci to przyszło do głowy?- przyłożył papierową chusteczkę do rany.
-Widziałam na coś takiego na filmie. A teraz wyprowadź mnie z stąd.
Ed kiwnął twierdząco głową i zaczął prowadzić mnie przez korytarze.
-Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie mój stary. Poprosił mnie żebym się z nim dziś spodlał. Na początku się nie zgodziłem ale w końcu mnie przekonał. Myślałem że chce się pogodzić... no wiesz, mój stary to palant, nie gadałem z nim od szesnastego roku życia. Gdy się z nim spodlałem zaczął nawijać coś o jakiś testach cyfryzacji kwantowej, o jakimś porzuconym projekcie i jego firmie...
-Jego firmie?- zapytałam cicho.
-Tak. Ojciec jest właścicielem fConu. Obecnie jesteśmy w podziemiach jego biurowca.
-Zrobił sobie tu niezłe katakumby- mruknęłam- wiesz po co konkretnie mnie sprowadził?
-Chce się zemścić na twoim ojcu- odpowiedział i skrzywił się nieznacznie.
-Twój ojciec wczoraj sprawdzał czy nie kręci się za mną jakiś ochroniarz- mruknęłam do siebie- głupia- pacnęłam się dłonią w czoło- dlaczego mi pomagasz?- zapytałam.
-Może w to nie uwierzysz ale naprawdę chciałbym wybrać się z tobą na kawę.
-Ty wiesz że mam chłopaka?
-Chłopak rzecz zmienna- odparł spokojnie.
-Jakby mi na to pozwolił...- powiedziałam mimowolnie.
Ed chciał coś odpowiedzieć ale przyłożyłam mu dłoń do ust i przycisnęłam do ściany. Usłyszałam odgłos przynajmniej pięciu par butów dochodzących zza zakrętu.
-Jest ich co najmniej pięci... jakieś siedem metrów od nas- wyszeptałam.
Bądź co bądź byłam "mobilnym głównym administratorem" i Tron wytrenował mnie na dobry program bezpieczeństwa. Czasem nawet się śmiał że moje imię oznacza "system administracyjno monitorujący". Znałam się na tym co teraz robiłam.
-Możesz jakoś wyjaśnić im dlaczego tu jesteś?- zapytałam.
Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
-Wydostań się stąd i zawiadom Toma. On już będzie wiedział co trzeba zrobić- wybiegłam mężczyzną na spotkanie.
Korzystając z elementu zaskoczenia ogłuszyłam jednego z mężczyzn na "dzień dobry" skorzystałam również z tego że moi przeciwnicy byli ode mnie wyżsi i mieli większą masę ciała. Wąski korytarz również ułatwiał mi walkę. Po chwili walki jeden z nich skoczył mi na plecy. Wyłuczonym odruchem trzasnęłam nim o ścianę. A potem przez moje ciało przebiegło wyładowanie elektryczne. Jeden z ludzi Dillingera potraktował mnie paralizatorem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Upadłam na kolana. Ktoś złapał mnie za ramiona i zaczął ciągnąć mnie po podłodze jak worek ziemniaków. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji było to że Ed był bezpieczny i że nie posikałam się od tego prądu. Wiedziałam że coś takiego czasem się zdarza.
-Witam pannę Flynn- usłyszałam czyiś głos po kilku minutach ciągnięcia.
Spojrzałam w górę. Przede mną stał Edward Dillinger Senior. Miał na sobie szary garnitur.
-Cześć- wyszczerzyłam do niego zęby. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowaliśmy się w laboratorium wypełnionym elektroniką. Ku swojemu przerażeniu zobaczyłam coś co przypominało laser taty tylko toporniej wykonany. Musiałam to dobrze rozegrać.
-Widzę że humor ci dopisuje- odpowiedział.
-To cecha rodzinna- wstałam z trudem- czym zasłużyłam na takie ciepłe powitanie?
-To nic osobistego. Tu chodzi o twojego ojca. Taka mała zemsta.
-Bo upomniał się o swoje? Tak, to bardzo dobry powód...- powiedział ironicznie.
-Każdy to widzi tak jak chce- odpowiedział.
Facet nie był głupi i mówił w moim języku. Mimo wszystko potrafiłam to docenić.
-Ok... a to urządząnko za tobą...ciekawi mnie... wytłumaczysz jak blondynce?- potrząsnęłam głową.
-Encon prowadził kiedyś taki eksperyment. Cyfryzacja obiektów rzeczywistych do świata cybernetycznego.
-To brzmi jak scenariusz filmu sf klas D- powiedziałam lekko.
Miałam nadzieje że Dillinger nie wie nic o Sieci. Liczyłam na to że to był jego pomysł.
-Może i tak brzmi ale wierz mi że to prawda.
-A co to ma wspólnego ze mną?- wiedziałam że nie mogę przeciągać tej rozmowy psychopatów w nieskończoność. Musiałam znać jak najwięcej szczegółów.
-Będziesz pierwszym człowiekiem który przetestuje działanie tego maleństwa na własnej skórze- dotknął czule lasera.
Przeraziłam się. Laser zrobiony przed dwudziestoma laty wyglądał na lepiej skonstruowany niż ten przede mną, a do tego który skonstruowaliśmy razem nawet się nie umywał. Źle skalibrowany laser mógł mnie nawet rozerwać na kawałki albo spalić. Ciocia Lora opowiedziała mi to co się działo z pomarańczami na których przeprowadzała testy.
-Boisz się co?- uśmiechnął się- A tak w ogóle jak się wydostałaś?
-Wybiłam sobie kciuk- uniosłam poranioną dłoń.
-To jest dopiero zachowanie jak z filmu. A teraz- podszedł do mnie, wyciągnął z kieszeni marynarki nożyczki i obciął mi mój warkocz prawie przy głowie po czym zwrócił się do swoich przydupasów- do komory cyfryzacji z nią.
Dałam się grzecznie do niej zaprowadzić. Wierzganiem nic bym nie uzyskała. Pozostało mi tylko liczenie ta to że laser jest dobrze ustawiony. Jeśli był dam sobie radę.
Dam sobie radę...
Czułam coś dziwnego na twarzy. Było to światło ale jakieś inne. Było jednocześnie bardzo odległe i bliskie. Biło od niego ciepło. Spojrzałam w bok. Stał przy mnie mężczyzna i bacznie mi się przyglądał. Miał dużo brązowych włosów, lekko spiczaste rysy twarzy i ciepłe brązowe oczy. Mężczyzna ujął moją dłoń i przyłożył ją do swoich ust. Gdy jego warki dotknęły mojej skóry nieznajomy spojrzał mi w oczy i...
Otworzyłam oczy. Głowa bolała mnie nie miłosiernie. Nie wiedziałam gdzie jestem.
-Wreszcie przeszłaś w online- usłyszałam czyiś głos.
Natychmiastowo poderwałam się z podłogi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w małym pokoju o czarnych ścianach i przechodzącymi przez nie czerwonymi obwodami. W jednym z kątów pomieszczenia siedziała rudowłosy mężczyzna o niebieskich oczach i twarzy w kształcie migdała w czarny kombinezon z paroma fragmentami zbroi.
-Kim jesteś?- zapytałam i automatycznie sięgnęłam po dysk na moich plecach. Ku mojemu przerażeniu dysk był zablokowany.
-Spokojnie programie- podszedł do mnie i uśmiechnął się przyjaźnie.
Cofnęłam się o krok. Moje plecy natrafiły na ścianę.
-Jestem Axel, a ty?
-Ja... nie pamiętam...- wyszeptałam i opuściłam głowę.
-Jesteś w szoku po transporcie, to normalne niedługo wszystko sobie przypomnisz- powiedział Axel- czy wiesz gdzie jesteś?
-Nie- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Więc... jesteśmy gościmy miłościwie nam rządzącego Głównego Programu Administracyjnego Sarka.
-Kojarzę skądś to imię... co tu się dzieje?- osunęłam się pod ścianę.
-Jesteśmy w Obozie Gier- mężczyzna usiadł przy mnie- Sark zamyka tu każdy program który jego zdaniem źle funkcjonuje. Zostaniesz zmuszona do brania udziału w Grach.
-Jestem dobra w Grach- odpowiedziałam pewnie.
Rudowłosy tylko się zaśmiał.
-Jestem tu od trzydziestu ośmiu microcykli i wiem jedno. W grach dobre są jedynie programy bezpieczeństwa. Jest tu taka jedna grupka. Ponoć siedzą tu najdłużej. Jakbyś była dobra w grach to by przydzielili cię do nich na trudniejsze poziomy. Dobra to ty możesz być w conajwyrzej w szachach.
Zmarkotniałam. Nie chciałam ginąć.
-Nie martw się, jesteś kobietą, może jesteś tu tylko przejściowo Szósta- próbował mnie pocieszyć.
-Dlaczego nazwałeś mnie „Szósta"?- zmarszczyłam brwi.
-Bo jesteś moim szóstym współlokatorem z celi. Mam ten pech że jestem żatkim wyjątkiem który nieźle daje sobie radę w grach- westchnął- czasem zastanawiam się czy nie dać sobie z tym spokoju. I tak nigdy stąd nie wyjdę... nawet już nie wiem czy Użytkownicy jeszcze istnieją.
-Istnieją- spojrzałam mu w oczy po czym się uśmiechnęłam.
-Zazdroszczę ci wiary, ja już dawno przestałem wierzyć.
...nie guzdraj się Sam, oboje winy że twój czas reakcji jest o wiele krótszy...
-Jestem Sam- powiedziałam.
-Widzisz, mówiłem ci że zaczniesz sobie przypominać. A teraz odpocznij, jeśli wezwą cię do Gry musisz być wypoczęta.
Jakieś trzy hexy później do naszej celi weszło dwóch strażników o czerwonych obwodach i uzbrojonych w świetlne pałki.
-Ruszać się więźniowie- powiedział jeden z nich i puknął pałką w podłogę.
Wyszliśmy bez słowa.
-Powodzenia- szepnął Axel gdy strażnicy poprowadzili nas w dwóch różnych kierunkach.
Szłap spokojnie prowadzona przez strażnika. Nie wiedziałam co robić. W głowie miałam wielki mętlik i ciągle miałam wrażenie że czegoś brakowało. W końcu znalazłam się na niewielkiej arenie z otwartym dachem na której czekały już na mnie cztery czerwone programy.
-Bitwa na Dyski. Cztery na jednego- oznajmił nagle bezpłciowy głos.
W tym samym czasie poczułam że blokada na moim dysku puściła. Bez zastanowienia chwyciłam go.
… jeśli masz przed sobą więcej niż dwóch przeciwników to jeśli to możliwe zaatakuj pierwsza. Nie będą się tego spodziewać co daje ci kilka nano przewagi. Może to nie wiele ale może to zadecydować o twoim życiu.
Ruszyłam do ataku. Moi przeciwnicy tego nie oczekiwali. Pierwszego cięłam w ramię aż do destabilizacji kodu. Program krzyknął i rozpadł się na piksele. Dopiero wtedy jego towarzysze zorientowali się że nie mają do czynienia z niedoświadczonym programem.
… świetnie, a teraz postaraj się wykorzystać otoczenie na twoją korzyść.
Wbiegłam na ścianę, odbiłam się od niej, zrobiłam salto i w locie o odcięłam głowę kolejnego przeciwnika. To było takie łatwe.
-Który następny?- zapytałam chłodno pozostałe przy życiu czerwone programy.
Przeciwnicy spojrzeli po sobie po czym zaatakowali równocześnie.
… twoim atutem jest szybkość...
Moje ciało zaaresztowało samo. Zrobiłam duży krok do przodu. Upozorowałam cios i przywaliłam jednemu z wrogich programów lewą pięścią w szczękę. Jednocześnie blokowałam dyskiem atak drugiego przeciwnika. Następnie szybko ukucnęłam czym kompletnie wybiłam ich z rytmu. Ich derezacja nastąpiła dwie nano później.
Stałam wśród martwych pikiseli z dyskiem w dłoni. Czegoś brakowało. Bezwiednie uniosłam ręce nad głowę. W obu moich dłoniach zaciskałam dysk. To było takie znajome...
Nagle poczułam że ktoś mnie obserwuje. Uniosłam głowę i zobaczyłam że przy górnej krawędzi areny stało kilku graczy i przyglądało mi się z niedowierzaniem. Zauważyłam też kilku strażników oraz rudą czuprynę Axela.
Gdy wróciłam do celi czekał już na mnie uradowany Axel.
-Sam, byłaś wspaniała!- zawołał gdy tylko drzwi się zamknęły- jak ty to zrobiłaś? Jesteś programem bezpieczeństwa?
-To nie jest moja funkcja, a co do walki to ktoś mnie nauczył. Nie mogę sobie przypomnieć kto.
-Nauczył cię?- wykrztusił.
-Nie wyraźnie mówię czy masz coś z audio?- zapytałam chłodno.
-Wybacz- powiedział speszony po czym usiadł pod ścianą.
Uczyniłam to samo.
-Czy wiesz jak długo wraca pamięć po przeniesieniu?- zapytałam.
-To zależy. Czasem nawet nie hex czasem cały dekacykl. To raczej cecha indywidualna.
Posmutniałam.
-W czasie walki wracały urywki wspomnień- powiedziałam cicho i przeczesałam dłonią moje króciutkie włosy sięgające mi ledwie do karku. Miałam dziwne wrażenie że kiedyś były dłuższe.
-To minie. Ja przez dwa microcykle nie wiedziałem jak się nazywam- spojrzał na mnie bacznie- dali ci energii?
-Nie.
-Pewnie są wkurzeni że załatwiłaś im świeżych rekrutów. Myśleli że będziesz dla nich świetnym materiałem ćwiczebnym- zdjął płytkę zbroi z ramienia po czym wyją z niej małą, ciemną buteleczkę- jest niskiej jakości ale powinna na razie wystarczyć- podał mi buteleczkę- wypij tylko trochę bo ci zaszkodzi.
Przyłożyłam buteleczkę do ust i upiłam trochę. Gdy ciecz dotknęła moich warg poczułam dziwne mrowienie.
-Dzięki- oddałam mu buteleczkę- dlaczego jesteś dla mnie taki miły?- zapytałam.
Program parsknął.
-Jak będziesz tu tak długo ja to zrozumiesz- odpowiedział i upił łyk z butelki. Nagle jego oczy się rozszerzyły- to czysta energia- wykrztusił- jak...- spojrzał na mnie- to twoja sprawka?
-Chyba żartujesz. Przecież żaden program nie posiada takich umiejętności... zresztą ja nawet nie pamiętam co się ze mną działo microcykl temu.
Axel spojrzał na mnie poważnie po czym westchnął głośno.
-Wybacz Sam, po prostu... tu była... chyba mam uszkodzony procesor i pamięć mi się miesza.
-Nic nie szkodzi- poklepałam go po ramieniu- Powinniśmy odpocząć przed następną grą.
-Jasne- uśmiechnął się- jak chcesz możesz oprzeć głowę na moim ramieniu.
-Czy ja ci wyglądam na ten typ?- zapytałam unosząc jedną brew.
-Nie- wyszczerzył się po czym zwinął się w kulkę i przeszedł w ładowanie.
Spróbowałam zrobić to samo ale z marnym skutkiem. Bardziej interesowało mnie to kim jest ten program z moich wspomnień. Wydawał mi się co najmniej dobrym przyjacielem. To on nauczył mnie jak się bronić, jak walczyć. On mnie chronił...
Nagle drzwi naszej celi się otworzyły i coś małego zostało wepchnięte do środka. Poderwałam się natychmiast z podłogi i stanęłam w pozycji bojowej. Axel uczynił to samo ułamek sekundy później.
-Nie róbcie mi krzywdy!- ''to coś'' zapiszczało cienkim głosikiem, skuliło się na podłodze i zasłoniło głowę rękami.
Dałam czerwonowłosemu znak dłonią żeby został na miejscu. Podeszłam do małego programu i ukucnęłam przy nim.
-Nikt nie zamierza cię skrzywdzić...- powiedziałam spokojnie- no przynajmniej nie w tej celi- dodałam.
-Obiecujesz?- odezwał się już nie tak piskliwie głosik.
-Obiecuje.
Wtedy program opuścił ręce i pokazał nam swoją twarz. Nasz nowy lokator był żeńskim programem o brązowych włosach sięgających do ramion, dużych niebieskich oczach i elfim kształcie twarzy.
To dziewczynka... mała, zgubiona dziewczynka...
-Nic ci nie jest skarbie?- zapytałam z uśmiechem.
-Nie...- powiedziała niepewnie.
-Sam, to jest program SI- odezwał się cicho Axel.
-No i co z tego?- zapytałam.
W tym momencie mały program przytulił się do mnie mocno. Niektóre z naszych obwodów się zetknęły. Poczułam dziwny dreszcz. Jej zachowanie było dosyć nie właściwe ale nie obrażało mnie to. Ona była przerażona. Potrzebowała ciepła drugiej osoby. Wręcz instynktownie pogłaskałam ją po włosach. Program uniósł głowę i spojrzał na mnie w szoku.
-Jestem Sam, a ty?- zapytałam przyjaźnie.
-Mai...- wyszeptała.
-Więc Mai...- pogłaskałam ją po raz kolejny po włosach- Jak się tu znalazłaś?
