TRON: Geneza
Rozdział szósty: Iskra
-Ty jesteś dla mnie miła...- wyszeptała Mai.
Jej odpowiedź trochę zbiła mnie z tropu.
-To chyba dobrze?- zmarszczyłam brwi.
-Dobrze... chyba dobrze... przeważnie inne programy nie są dla mnie miłe...
-A dziwisz się...- mruknął Axel i chyba chciał jeszcze coś dodać ale wtedy spojrzałam na niego poważnie na co program natychmiastowo stracił chęć komentowania.
-Nie przejmuj się tym matołkiem. Uderzył się w głowę i ma coś z procesorem.
Dziewczynka zachichotała i uśmiechnęła się nieśmiało. Odwzajemniłam uśmiech. Jej uśmiechnięta twarz sprawiała że czułam się lepiej. A potem coś do mnie dotarło.
Ona zostanie skasowana w swojej pierwszej grze.
-Jestem z sektora Beta Prim. Zostałam uznana za zbędną i wysłano mnie tutaj- powiedziała cicho.
Zapadła niezręczna cisza.
-Na pewno jesteś zmęczona po podróży- zaczęłam wesoło. Ta cisza była straszna- Axel daj tą buteleczkę- rudy program zrobił nadąsaną minę i bez słowa wyją ze swojej skrytki pojemnik z energią- wypij trochę i przejdź w władowanie, to ci dobrze zrobi. Jeśli chcesz możesz zostać na moich kolanach, mi to nie przeszkadza.
Mały program posłusznie wypełnił moje polecenie. Parę klików później siedziałam pod ścianą z tulącą się do mnie dziewczynką pogrążoną w ładowaniu. Biedactwo wyglądało tak niewinnie. Wszystko było by pięknie gdyby nie nadąsana mina Axela.
-Wyglądasz jakby bolał cię podprogram- powiedziałam cicho i zaczęłam głaskać Mai po włosach. Ta czynność była bardzo kojąca.
-Dziwi mnie twoje zachowanie, to wszystko- odpowiedział i spojrzał na dziewczynkę- jak możesz być miła dla SI?
-A dlaczego miałabym być dla niej nie miła?- uniosłam brwi.
-Bo to SI- odpowiedział.
-Czyli mam ją źle traktować bo taką stworzył ją jej Użytkownik?- zapytałam.
Twarz mężczyzny momentalnie stężała.
-Nigdy tak o tym nie myślałem... - spuścił wzrok.
-A do tego pomyśl o tym że niedługo trafi do gry. Spójrz na nią, ona zostanie zdezerowana w ciągu kilku nano. Ona się tu kompletnie nie nadaje.
-Masz rację...- westchnął- mój pierwszy współlokator powiedział mi że zostanę skasowany w pierwszej grze. A gdy nas wyprowadzono...- zamilkł na nano- ja wróciłem a on nie... kto by pomyślał że program administracyjny na talent do gier.
-Znam jednego mechanika z takim talentem... Beck to jeden z moich najlepszych przyjaciół...- westchnęłam, a potem dotarło do mnie że wrócił do mnie fragment wspomnień. Uśmiechnęłam się- jedyne co możemy zrobić dla tego maleństwa to sprawić że te ostatnie chwilę będą dla niej przyjemne. Nie-myślenie o niektórych sprawach pomaga. Na krótko ale zawsze.
-Aż boje się zapytać jaka jest twoja funkcja...
-Nie pamiętam...
-Mam nadzieje że masz rację i Użytkownicy istnieją, widzą co tu się dzieje i w końcu coś z tym zrobią- powiedział Axel z ponurym wyrazem twarzy.
-Ty mnie źle zrozumiałeś. Ja wierze że Użytkownicy tworzą programy ale nie wierze w ich wszechmocność i zainteresowanie w to co tu się dzieje.
-Więc po co twoim zdaniem nas stworzyli?- zapytał poważnie.
-Bo mogą- odpowiedziałam.
Obecnie nie byłam pewna wielu rzeczy ale co do tego byłam pewna. Użytkownicy tworzą programy bo mogą. Tylko i wyłącznie bo mogą. A mój Twórca stworzył mnie... stworzył mnie bo... bo...
...stworzył mnie przez przypadek... i całkiem był z tego zadowolony...
Nie cały hex później do naszej celi przyszli strażnicy. Cała nasza trójka wyszła spokojnie. Mai trzymała mnie za rękę. Bałam się momentu kiedy będzie musiała ją puścić. Ale to czego się bałam nie następowało. Prowadzono nas gdzieś razem. W pewnym momencie przechodziliśmy koło jednej z aren. Widzieliśmy derezacje jakiegoś programu. Mały program SI spojrzała na mnie ze strachem i odrobiną zrozumienia. Ona wiedziała co ją czeka. Biedactwo. Gdybym mogła coś zrobić... cokolwiek.
-Oni nas prowadzą na arenę światłocykli- wyszeptał Axel.
Uśmiechnęłam się.
Już po was dupki.
Kilka klików później strażnicy zostawili nas na małej platformie. Teoretycznie można by teraz uciec ale na dłuższą metę oznaczało by to pewną kasację.
-Światłocykle to najtrudniejsza z gier- powiedział cicho Axel- chyba wysłali nas wszystkich tu przez twoją ostatnią walkę. Chcą się pozbyć kłopotu.
Mógł mieć rację.
-Niech Użytkownicy mają nas w swojej opiece, w nich cała nasza nadzieja- wyszeptałam słowa jednej z modlitw których nauczył mnie program ze wspomnień. Miałam nadzieje że i tym razem będę słyszeć jego podpowiedzi.
-Mojej Użytkowniczki już nie ma, więc wysłano mnie do Gier- powiedziała smutno Mai.
-Nie martw się i trzymaj się blisko mnie, jestem mistrzynią Bitwy Światłocykli- uśmiechnęła się przyjaźnie- nie dam ci zrobić krzywdy.
-Dlaczego chcesz mi pomagać? Przecież jestem SI, możesz mieć przez to kłopoty.
-Kłopoty będzie miał program który spróbuje cię skasować, a co do innych... oni mnie nie obchodzą.
Nie pozwolę jej zginąć.
Chwilę później na platformę naprzeciw nas wkroczyły trzy wrogie programy. Trzej mordercy którzy kasowali niewinne, nieprzysposobione do walki programy.
Ty też jesteś mordercą. Zabiłaś go.
Ten śmieć skrzywdził Alana. Zabije każdego kto skrzywdzi tych których kocham.
Nie miałam czasu dalej się nad tym zastanawiać. Zostaliśmy przeniesieni na arenę. U moich stup leżała pałeczka ze światłocyklem. Podniosłam ją i pobiegłam. Maszyna zmaterializowała się podemną.
-Axel, Mai musimy trzymać się razem- powiedziałam do słuchawki w moim kasku- to jedyna szansa.
Już chciałam ruszyć na przeciwników jadących na wprost gdy usłyszałam krzyk Mai. Odwróciłam się. Pojazd małego programu SI był normalnego rozmiaru. Jej stopy wisiały kilka centymetrów nad pedałami, a dłonie ledwo sięgały kierownicy. Nie miała praktycznie sterowności i z tego co widziałam jechała na ścianę.
Skręciłam błyskawicznie i ruszyłam ku niej. Kilka nano później zrównałam się z jej pojazdem, chwyciłam ją i posadziłam przed sobą. W ostatniej chwili udało mi się odbić i uniknąć zderzenia ze ścianą.
-Ty naprawdę jesteś mistrzynią światłocykil!- usłyszałam w kasku głos Axela.
-A coś ty sobie myślał! Ja rzadko kłamię!- odpowiedziałam- a teraz posłuchaj mnie uważnie. Spróbuj ich do siebie zwabić. Ja zajmę się resztą!
-Ufam ci!- zawołał.
Obserwowałam jak Axel odciąga od nas trzech przeciwników. Głupcy. Byli przyzwyczajeni do zwycięstw więc stracili podstawową czujność. Gdy cała trójka pędziła za moim współlokatorem okrążyłam ich. Rudowłosy w ostatniej chwili uciekł zanim zamknęłam pułapkę. Potem pozostało nam tylko patrzeć jak te żałosne programy próbują przedłużyć swoja egzystencje o te kilka nano jeżdżąc tak by nie wpaść na swoje wstęgi światła. Ale to nie trwało długo. Nie byli dla mnie wielkim wyzwaniem. Nikt w moim systemie nie był w stanie pokonać mnie w bitwie światłocykli.
Kiedy znów znaleźliśmy się na platformie startowej podeszło do nas kilku strażników, a wraz z nim jakiś program o czerwono różowych obwodach ładnych rysach twarzy. Wyglądał na wkurzonego.
-Co to miało znaczyć?!- wrzasnął łapiąc mnie za kołnierz kombinezonu i zaczął szarpać.
-Sam!- krzyknęła wystraszona Mai i chciała do mnie podbiec ale Axel ją przytrzymał.
...co by się nie działo zawsze zachowaj spokój...
-Niby co?- zapytam z obojętnym wyrazem twarzy.
-Czemu ją zdjęłaś ze światłocykla kretynko!- wskazał na Mai- to nie zgodne z zasadami!
-W bitwie Światłocykli jest tylko jedna zasada: brak zasad. Nie widzę tu żadnych nieścisłości... no może poza tym że moi przeciwnicy posiadają zdolności bojowe bitów- powiedziałam beznamiętnym głosem.
Wkurzył się. Jego obwody świeciły niczym olbrzymie neony. Rozzłościło go to że miałam rację.
-Zabrać ich do celi- powiedział z opanowaną acz wyczuwalną furią w głosie.
Po raz kolejny po walce nie dostała żadnej energii. Na szczęście bitwa trwała krótko i stosunkowo żadnego z naszej trójki to nie wyczerpało. Nasze dobre nastroje na razie nam wystarczyły.
-Tego też się nauczyłaś?- zapytał wesoło Axel gdy siedzieliśmy pod ścianą naszej celi. Mai oczywiście siedziała mi na kolanach i tuliła się do mnie. Co jak co, ale mała się we mnie wręcz zakochała.
-Poniekąd- uśmiechnęłam się- w moim systemie takie walki są częste tylko że po nich obie drużyny idą sobie na drinka- odparłam- dla nas to tylko zabawa.
-Ty jesteś z innego systemu?- zapytał zszokowany program. Mała SI tylko na mnie patrzyła dużymi oczami.
-Na to wygląda- spojrzałam to na jedno to na drugie- czy to jakiś problem?
-Nie powinno cię tu być- odpowiedział rudowłosy- programy z zewnątrz nie są dopuszczane do tego systemu od jakiś pięciuset cykli- pogładził się po brodzie- Sark został zainstalowany niedługo po moim logowaniu, wtedy to się zaczęło- poklepał ścianę- nie wiem czemu ale przypomniała mi się legenda którą opowiedział mi strażnik wierzy I/O po moim logowaniu. Opowiedział mi wtedy że został uprowadzony ze swojego pierwotnego systemu przez jakiś program który chciał wchłonąć jego i wiele innych funkcji. Prawie w ostatniej chwili zostali uratowani przez program nazywany Czempionem Użytkowników. Gdy ten, jak mu tam było... MCP został pokonany to tamten wojownik twierdził że w uwolnieniu tamtego systemu pomógł mu Użytkownik... dokładnie nie wiem... nie za bardzo wtedy słuchałem.
-Szkoda- powiedziała cicho Mai- chciałam bym spotkać Użytkownika.
-I co byś zrobiła gdybyś go spotkała?- zapytał Axel.
-Poprosiłam bym go żeby nie było już tego obozu ani Sarka.
-Mam nadzieje że kiedyś jakiegoś spotkasz- mężczyzna uśmiechnął się i poklepał ją delikatnie po głowie.
Nagle drzwi celi się otworzyły. Stanął w nich strażnik.
-Chodź tu programie- wskazał na mnie palcem.
Bez słowa posadziłam brunetkę na kolanach zszokowanego programu.
-Słuchaj się Axela malutka- powiedziałam cicho i skierowałam się do wyjścia. Miałam złe przeczucia.
Byłam prowadzona przez korytarze obozu gier. Zauważyłam wtedy że obiekt był tak zbudowany by idący więźniowie byli światkami walka innych graczy. Jakby w tym wszystkim chodziło o rozpacz. Po kilku klikach opuściliśmy strefę gier. Minęliśmy kilka cel. Następnie zostałam przyprowadzona do małego pokoiku i przykuta kajdanami do ściany za ręce i nogi. Zostałam sama. Bałam się nieznanego.
Po jakimś czasie do pokoju wszedł ten sam program który na mnie nakrzyczał.
-Witaj, z góry cię przepraszam za to przypięcie do ściany ale to wymóg bezpieczeństwa- powiedział przyjaźnie.
-Jeśli chcesz mnie skasować to miejmy już to za sobą- powiedziałam z kamiennym wyrazem twarzy.
-Nie che cię skasować, a wręcz przeciwnie- zaczął poważnie- chce byś dołączyła do strażników. Z twoimi umiejętnościami masz przed sobą wspaniałą przyszłość- uśmiechnął się.
-Nie- odpowiedziałam.
Momentalnie uśmiech zniknął mu z twarzy.
-Zdajesz sobie że to twoja jedyna szansa na przeżycie?
-Nie lubię twojego szefa.
-Zabawna jesteś- powiedział rozgniewany i podszedł do mnie tak blisko że nasze nosy prawie się stykały.
-Twoje oczy różnią się od oczu innych programów- dotknął mojego policzka.
Zareagowałam automatycznie. Uderzyłam go z całej siły z byka. Zabolało mnie to ale miałam nadzieje że jego zabolało to bardziej.
-Ty jedno bitowy programie- warknął- chcesz się tak bawić, to się pobawimy- zbliżył się do mnie i zaczął jeździć dłonią po moich obwodach na ramieniu.
Szarpnęłam się. Czułam obrzydzenie. Ten program nie miał prawa mnie dotykać... tak mnie dotykać ma prawo tylko...
Jedna z jego dłoni zagłębiła się w moich włosach, a druga zaczynała się przenosić z ramienia na udo.
...nie pozwól nikomu się tak dotykać jak mi. Jestem twoim partnerem z pakietu, tylko ja tak mogę robić...
-Tron!- wrzasnęłam.
Po moim ciele przeskoczył impuls energii. Moje kajdany i zabezpieczenie na dysku pościły. Bez zastanowienia odepchnęłam od siebie napastnika, kopnęłam go w brzuch i w tym samym czasie wyciągnęła dysk, na koniec zdezerowałam go jednym szybkim ruchem. Nawet nie zdążył porządnie krzyknąć. Nano później do pomieszczenia wbiegli strażnicy zaalarmowani urwanym krzykiem swojego przełożonego. Chwilę później dołączyli do tego co zostało z mojego poprzedniego przeciwnika.
Biegłam przez korytarz aż dotarłam do cel które mijałam przed wejściem do części administracyjnej. Pierwsza i druga były puste. Dopiero w trzeciej znalazłam to co było mi najbardziej potrzebne. A mianowicie pięć zdziwionych moją obecnością programów bezpieczeństwa. Wszyscy byli dobrze zbudowanymi, wysokimi mężczyznami ubranymi w pełne zbroje.
-Formacja 4 Delta w parach!- krzyknęłam naciskając przycisk zwalniające blokady dysków.
Programy patrzyły na mnie tępo.
-Ruszacie się ja Bajty po energii! Ruchy!- wdarłam się na nich.
Cała piątka momentalnie poderwała się z podłogi i z okrzykiem "tak jest!" rozdzieliła się i ruszyła wypełniać rozkaz.
-Skąd znasz tak starą dyrektywę jak 4 Delta?- zapytał program będący ze mną w parze przez korytarz- nie jesteś programem bezpieczeństwa.
-Mam znajomości- powiedziałam- wróg za zakrętem.
Przyspieszyłam i w ostatniej chwili zrobiłam ślizg co umożliwiło mi zadanie głębokiego ciosu w kolano.
-Jestem Mori, były Główny Program Bezpieczeństwa- pomógł mi wstać. Dopiero wtedy zauważyłam że ma czarne włosy takiej samej długości jak ja, niebieskie oczy i całkiem ładną twarz.
-Sam, miło mi- odpowiedziałam po czym pobiegliśmy dalej.
Formacja 4 Delta polegająca na wyeliminowaniu przeciwnika bez wmieszania w to programów postronnych okazała się pełnym sukcesem. Żaden z pięciu programów nie został skasowany. A żeby było weselej żaden strażnik nie zdążył powiadomić centrali o buncie w związku z czym tymczasowo byliśmy bezpieczni.
Po uwolnieniu wszystkich z cel programy zebrały się na arenie światłocykli. Tylko ta arena była w stanie pomieścić wszystkich graczy. Niestety przez to całe zamieszanie nie mogłam znaleźć moich przyjaciół z celi. Niestety to nie było moje największe zmartwienie. Niektóre programy chciały opuścić to miejsce, inne chciały grzecznie wrócić do cel a jeszcze inne chciały by zadecydowano za nie.
-Ten chaos skończy się naszą kasacją- mruknął zdenerwowany Mori- trzeba nad nimi jakoś zapanować...
Miał rację. Trzeba było coś z tym zrobić.
-Muszę stanąć gdzieś wysoko- powiedziałam.
-Po co?- zapytał Mori marszcząc brwi.
-Uratowałam ci podprogram, mógłbyś mi zaufać- odpowiedziałam.
Były Główny Program Bezpieczeństwa pokiwał przecząco głową.
-Mol, chodź tu- kiwnął na jeden ze swoich programów- ukucniemy, a ty wejdziesz na nasze barki- zwrócił się do mnie.
Gdy już stałam wysoko ponad innymi programami włożyłam dwa place do ust i zagwizdałam głośno. Zrobiło się momentalnie cicho.
-Przyjaciele programy!- zawołałam. Miałam wrażenie że już coś takiego robiłam- jestem Sam i miałam zaszczyt rozpocząć ten bunt... Teraz gdy jesteśmy wolni pojawiła się kwestia co zrobić dalej. Jedni chcą uciekać, a inni poddać. Jedyne czym się różnią te wyjścia to czas kiedy zostaniem skasowani- tłum zaczął szeptać- ale jest też trzecie wyjście. Walka. Pewnie myślicie sobie "co my tam możemy zrobić" odpowiem wam, możemy dużo. Sześć wkurzonych programów rozwaliło około pięćdziesięciu strażników. Tylko sześć, a nas jest tu kilka setek. Razem moglibyśmy pokonać Sarka. Mamy wszystko co potrzeba. Obóz znajduje się na źródle energii daleko w głębi pustkowi, a do tego informacja o buncie nie wyciekła. Możemy się tu spokojnie przygotować i uderzyć w najdogodniejszej dla nas chwili.
-Kim ty właściwie jesteś?!- krzyknął ktoś z tłumu.
-To ta kobieta co załatwiła czterech strażników w niecały klik!- ktoś odpowiedział.
Następnie ktoś wykrzyknął moje imię. Tłum to podchwycił. W ciągu chwili tłum zaczął skandować moje imię.
Rebelia się rozpoczęła.
