TRON: Geneza

Rozdział siódmy: Dwie dusze z jedną twarzą.

Zaprowadzenie porządku nie było trudno. Wspólnie z Morim wszystkim się zajęliśmy. Zaczęliśmy od zorganizowania pomocy medycznej dla tych którzy tego potrzebowali oraz załatwiliśmy kilka programów administracyjnych by zrobili spis tego ilu nas jest i jakiej funkcji. Po względnym ogarnięciu tego chaosu wraz z programami bezpieczeństwa udaliśmy się do kwater naczelnika by zaplanować dalsze działanie. Nie wiedzieliśmy kiedy bunt wyjdzie na jaw. Trzeba było się spieszyć. Nagle usłyszałam jak ktoś biegnie po korytarzu. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą w moim kierunku Mai oraz goniącego ją Axela.

-Sam!- krzyknęła SI i wręcz rzuciła mi się na szyję.

Przytuliłam mocno do siebie dziewczynkę. Cieszyłam się że jest bezpieczna, że się uśmiecha. Chciałam ją chronić i jak na razie nieźle mi to wychodziło.

-Cześć malutka- powiedziałam z uśmiechem- słuchałaś się Axela?

-W ogóle- wysapał rudzielec podbiegając do nas- Mój Użytkowniku, jak ona szybko biega.

Zaśmiałam się.

-Kto to Sam?- zapytał Mori.

-To moi współlokatorzy z cel: Axel i Mai. Idą z nami- oznajmiłam mu- Axel jest funkcją administracyjną, będzie moim sekretarzem- zaczęłam iść w kierunku kwatery naczelnika z Mai opartą na biodrze.


Kwatera naczelnika była dużym, ładnie urządzonym pokojem. Ściany i podłogi były białe. Na środku pomieszczenia stał duży okrągły stół z krzesłami. Pod jedną ze ścian stała biała kanapa, a pod przeciwległą stało duże łóżko z białą pościelą oraz niewielka szafka i zlew z energią. Były również drzwi które zapewne prowadziły do łazienki.

Od razu po wejściu do pokoju sprawdziłam czy pościel jest czysta. Gdy upewniłam się że jest posadziłam moją podopieczną na łóżku i dałam jej szklankę z energią. Po tym jak ją opróżniła ułożyłam ją do ładowania. Dziewczynka miała dziś zbyt dużo wrażeń. Musiała odpocząć.

Kiedy była już w ładowaniu usiadłam przy stole gdzie czekali na mnie już programy bezpieczeństwa. Wszyscy mężczyźni oprócz rudowłosego patrzyli na mnie co najmniej dziwnie.

-Coś nie tak?- zapytałam siadając na krześle.

-Po prostu jesteś taka miła na SI...- powiedział nieśmiało Mol- ja nic nie mam do tego typu programów ale nie są one zbyt lubiane.

-Kłótnie między funkcjami nigdy nie przynoszą nic dobrego- westchnęłam- przez to system jest podzielony i dlatego Sark robi tu co chce.

-Za takie gadanie tu trafiłem- zarechotał Mori.

-No to jesteś mądry- odpowiedziałam- a teraz czas na zaplanowanie dalszych działań. Proponuje zaraz po otrzymaniu raportu o ilościach naszych sił i ich funkcjach poddanie tych zdolnych do walki treningowi a resztę skierować do administracji tego obiektu. Z samej walki nie wyżyjemy, udało by się to tylko wtedy gdybyśmy atakowali od razu. Do czasu kiedy będziemy gotowi do ataku trzeba także wyznaczyć straże i przebrać ich za naszych byłych gospodarzy. Codziennie przybywają nowe transporty więźniów w ten sposób możemy pozyskiwać nowych rekrutów nie ryzykując ujawnienia. Jeśli dobrze to rozegramy może udać się nam ciągnąć to aż do czasu kiedy będziemy gotowi- zakończyłam.

Nie wiedziałam czemu ale czułam się w tej sytuacji bardzo naturalnie. Jakby moją funkcją była administracja wyższego poziomu.

-Jeśli ja jestem mądry to ty jesteś genialna- szatyn skomentował moją wypowiedź- słyszeliście szefową- zwrócił się do swoich podwładnych nieznoszącym sprzeciwu tonem głosu- jazda wykonać jej polecenia.

Jeszcze nie widziałam żeby ktoś tak szybko spieprzał. Ten program był silny i to się czuło.

Gdy zostaliśmy sami Mori spojrzał na mnie uważnie. Jego wzrok badał mnie dokładnie.

-Zachowujesz się jak program administracyjny i to taki od którego coś w systemie naprawdę zależy i jednocześnie walczysz jak porządny program bezpieczeństwa, nawet znasz dyrektywy...- pogładził się po brodzie- kim jesteś bo na pewno nie zwykłym programem. Funkcjonuje długo i widziałem wiele wzniosłych idei i różnych mów ale nie widziałem żeby ktoś tak porwał tłum.

Uznałam że opłacało mi się teraz być szczerą.

-Jestem z innego systemu. Więcej ci nie powiem, nadal mam kłopoty z pamięcią z powodu przeniesienia.

-Jak tyś się tu dostała?- wykrztusił- przecież nie jesteś programem hakerskim. To byłoby widać.

-Sama chętnie chciałam bym się dowiedzieć.

Milczeliśmy.

-Jest już późno- zaczął po chwili czarnowłosy- jako Główny Program Bezpieczeństwa tego buntu zalecam tobie jako Głównemu Programowi Administracyjnemu przejść w ładowanie- powiedział z uśmiechem.

-A skąd pomysł że jestem Głównym Administratorem tego buntu?- uniosłam brwi.

-Bo robisz to co do Głównego Administratora należy, planujesz dalsze ruchy i dbasz o nasze przetrwanie- odpowiedział jakby była to najzwyczajniejsza rzecz na świecie.

-Możesz mieć raję...- wyszeptałam.

-Zdarza mi się- odparł po czym wskazał brodą na pogrążaną w ładowaniu dziewczynkę- a poruszając to co zaczął Mol... czemu się nią zajmujesz? Wyglądasz mi na program który nie robi niczego na czym sam nie zyska.

-Kiedyś gdy najbardziej tego potrzebowałam ktoś się mną zaopiekował chodź wcale nie musiał- odparłam poważnie.

-Naprawdę dziwny z ciebie program- westchnął i wyszedł.

Miałam silne przeczucie że miał racje.


Leżałam na łóżku przy opatulonej dokładnie kołdrą i pogrążoną w ładowaniu Mai. Dziewczynka wyglądała bardzo uroczo. Trudno było mi uwierzyć że inne programy mogły być wobec niej agresywne.

-Nie jestem stuknięta! Rozumiecie! Nie jestem!

Poderwałam się bezszelestnie z pościeli. Chciało mi się krzyczeć. Musiałam szybko zająć czymś umysł. Postanowiłam trochę pobiegać. Cicho przemknęłam przez pokój i wyszłam na korytarz. Zaczęłam biec.

Jeden metr... półtorej metra... dwa metry...

-Babciu! Obuć się, proszę! Babciu...

...czterdzieści metrów... czterdzieści jeden metrów... czterdzieści dwa metry...

Minęłam kilka programów. Patrzyli na mnie dziwnie. Nie obchodziło mnie to. Nic mnie to nie obchodziło...

-Chodziło mi tylko o kasę. Nie rób takiej kociej mordy, sama jesteś sobie winna. Gdybyś nie była taka dziwaczna to bym z tobą został..

...sto jedenaście metrów... sto dwanaście metrów...sto trzynaście metrów...

-...spokojnie Sam, spokojnie... jestem przy tobie, zawsze będę.

...sto trzydzieści dwa metry... sto trzydzieści trzy metry... sto trzydzieści cztery metry...

Wbiegłam na następne piętro. Minęłam jakiegoś medyka. Nic mnie już nie obchodzi...

-Dla mnie jesteś bohaterem...

...pięćset metrów... pięćset jeden metrów... pięćset trzy metry...

-Sammy wracaj!

Jak mogłam wrócić? Przecież z tej drogi nie ma powrotu...

...osiemset metrów... osiemset dwa metry... osiemset cztery metry...

Dobiegłam do spiralnych schodów. Bez zastanowienia zaczęłam po nich biec.

-Kocham cię tato...

Jeden stopień... trzy stopnie... pięć stopni...

-Jesteś moim przyjacielem, to jest moje zmartwienie.

... piętnaście stopni... siedemnaście stopni... dziewiętnaście stopni..

-Dla mnie jesteś bohaterem...

-Mówisz jak Flynn.

-Mówisz jak Alan...

-Po prostu pocałuj mnie idioto...

-Jesteś moja...

-Kocham cię moja Użytkowniczko...

Tron. Mój Tron. Mój partner z pakietu. Gdzie jesteś? Tęsknie. Nie czuje twojej obecności.

-Nazywam się Sam Flynn i jestem Użytkowniczką.

Wbiegłam na szczyt schodów. Pamiętałam wszystko. Rozejrzałam się wokół siebie. Znajdowałam się na balkonie wierzy. Na czarnym niebie płonęły setki gwiazd. Otaczające nas pustkowia rzucały na wszystko niebieskawy blask. Gdzieś w oddali było widać światła zamieszkanego sektoru. To było takie piękne. Nagle wyczułam czyjąś obecność za swoimi plecami. Instynktownie sięgnęłam po dysk i w ułamku sekundy przystawiłam intruzowi do gardła.

-Jestem pod wrażeniem- powiedział cicho Mori.

-Och... to ty- odłożyłam dysk na miejsce.

Zauważyłam wtedy że ręce mi się trzęsą.

-Wszystko w porządku?- zapytał mężczyzna- wyglądasz na roztrzęsioną.

-Jest w porządku- oparłam dłonie o barierkę balkonu wierzy- moje wspomnienia wracają- spojrzałam na gwiazdy- czemu ty jesteś?

-Doniesiono mi że biegasz po korytarzach więc chciałem to sprawdzić.

Parsknęłam cicho. Programy bezpieczeństwa wszędzie były takie same.

-Lubie sobie czasem pobiegać, pomaga mi się to skupić- odpowiedziałam- teraz jest mi to bardzo potrzebne.

-Z powodu wspomnień?- stanął z boku mnie.

-Między innymi- westchnęłam- mam ich dużo złych, to trochę przytłaczające.

-A dobre?

-Też są- uśmiechnęłam się na samą myśl o Tronie. Musiałam jakoś się z nim skontaktować i dać znać gdzie jestem żeby tata mógł wymyślić jak mnie stąd wydostać. Jakoś nie wierzyłam w Juniora. Spojrzałam w gwiazdy- w moim systemie jest tylko jedna- powiedziałam.

-Naprawdę?- zdziwił się- Wiesz, u nas nazywamy je Oczami Użytkowników. Każda gwiazda symbolizuje jednego z nich. Tu jest stosunkowo jasno od skał pustkowi ale w ciemniejszych częściach systemu robią fenomenalne wrażenie.

-Mojemu partnerowi z pakietu by się to spodobało- powiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.

-Masz partnera?- wykrztusił.

Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się głęboki szok i rozczarowanie. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Po reakcji Moriego wyraźnie było widać że był mną zainteresowany. Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy nie wytwarzam feromonów przyciągających Główne Programy Bezpieczeństwa.

-Tak, jakiś problem?- zapytałam unosząc jedną brew.

-Żaden- powiedział cicho.


Gdy wróciłam do mojego pokoju odkryłam że Mai już nie była w ładowaniu.

-Sam!- dziewczynka rzuciła mi się na szyję jak tylko przekroczyłam próg kwatery.

-Powinnaś być jeszcze w ładowaniu- wzięłam ją na ręce i zaniosłam do łóżka- przed nami ciężki microcykl.

-Wiem- dziewczynka uśmiechnęła się delikatnie- będziesz ładowała się ze mną?

-Tak, teraz już tak.

Położyłyśmy się obie w łóżku. Mai natychmiast się do mnie przytuliła. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po włosach. Ta mała była niezaprzeczalnie słodka. Spojrzałam na nią. Mogła mieć jakieś pięć- sześć lat. Zapewne została taka stworzona bo łatwiej jest stworzyć sztuczną inteligencje będącą dzieckiem niż dorosłą osobą. Nie miała również jasno określonej funkcji. Zadaniem takich programów było po prostu uczyć się tak jak człowiek. Wtedy przez głowę przeszłam im myśl że mogłam bym zabrać ją ze sobą. Do Sieci. Jeśli w jakiś sposób udałoby mi się tam wrócić i zabrać ze sobą małą... kiepsko to pamiętałam ale większość programów ochało i achało na mój widok w czasie pierwszej wizyty w moim systemie tak wiele lat temu. Tron mówił mi nawet że uważał mnie wtedy za najsłodszą istniejącą istotę. W systemie na pewno znalazła by się jaką miła para która by przygarnęła Mai... albo... Tron mówił że chciałby mieć córkę, a ja powoli pozwalałam faktowi że, zbytnio się od siebie różnimy genetycznie by mieć dziecko pojawiać się w moim umyśle. Zresztą mój facet to program, a programy nie mają dzieci. Taka była smutna prawda i chyba oboje byliśmy tego w jakiś sposób świadomi tylko nie przyznawaliśmy tego przed sobą. Czasem po prostu lepiej jest żyć złudzeniami...

Dziewczynka leżąca przymnie poruszyła się lekko. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się smutno.

Jeśli uda mi się przezwyciężyć ten cały bajzel zabiorę Mai ze sobą i jeśli Tron też będzie chciał to ją adoptujemy. A jeśli nie będzie chciał to go przekonam. Jeśli chciałam potrafiłam być bardzo przekonująca.


Obudziło mnie znajome mrowienie w karku. Błyskawicznie po odzyskaniu świadomości otworzyłam oczy i w przytłumionym świetle kwatery zobaczyłam pochylającą się nade mną zamaskowaną postać.

Bez zastanowienia wystrzeliłam z łóżka niczym sprężyna i rzuciłam się intruzowi do gardła. Mój przeciwnik zachwiał się. Wylądowaliśmy na podłodze. Światła rozbłysły gwałtownie. Zaczęliśmy się tarzać po podłodze w pseudo zapasach. Bez przerwy czułam to cholerne mrowienie. Napastnik szybko skorzystał z tego że moja głowa jest nie osłonięta i walnął mnie z byka. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Wrogi program mimo swojej niewielkiej budowy przygniótł mnie do podłogi po czym zamarł. Mimo że jego twarz była zakryta czułam jego wzrok. Oboje gapiliśmy się na siebie. Nie wiedziałam czemu. Po prostu w tamtej chwili poczułam w nim coś znajomego.

Patrzylibyśmy na siebie tak może i wiecznie gdyby nie niespodziewana interwencja Mai. Moja mała podopieczna uderzyła mojego przeciwnika nieaktywowanym dyskiem prosto w płytę dyskową przez co napastnik przeszedł w restart.

-Nic ci nie jest?- zapytała dziewczynka z przerażeniem w głosie.

-Nie- zwaliłam leżące na mnie ciało- bardzo dobrze zareagowałaś- pochwaliłam ją.

-Naprawdę?- uśmiechnęła się.

-Tak- ukucnęłam przy napastniku by przyjrzeć mu się uważnie.

Jego ciało, a raczej "jej" wnioskując po niewielkim wybrzuszeniu w górnych rejonach klatki piersiowej było drobne. Ubrana była w czarny kombinezon przez którego przebiegało kilka niebiesko- białych obwodów. Na szyi miała czarny szalik.

Po wstępnych oględzinach delikatnie puknęłam palcem powierzchnie jej maski, a ta zdezerowała się natychmiast.

Zamarłam.

Dziewczyna wyglądała jak ja w wieku siedemnastu lat.

-Echo- wyszeptałam- Mai przynieś trochę energii- rozkazałam.

Gdy dziewczynka poszła po to o co ją poprosiłam szybko dotknęłam obwodów mojego programu i wysłałam jej trochę mojej energii. Dziewczyna momentalnie otworzyła oczy.

-Jesteś podobna do mnie- wyszeptała bezwiednie.

-Raczej ty do mnie- pomogłam jej usiąść na podłodze po czym wręczyłam jej szklankę którą przyniosła Mai, a ta wypiła ją duszkiem.

-Mai, sprowadź mi tu Axela i Moriego- powiedziałam pierwsze co mi przyszło do głowy. Musiałam pogadać na osobności z panną zamachowiec.

Gdy zostałyśmy same spojrzałam krytycznie na Echo.

-Co to wtargnięcie miało znaczyć?- zapytałam marszcząc brwi.

-Ja... chciałam zrobić... zaraz! Co ja wyprawiam! Nie muszę ci się tłumaczyć!- próbowała wstać ale ją powstrzymałam.

-Dostałaś prosto w płytę dyskową, siedź i nie wierzgaj- warknęłam.

-Cicho bądź klonie...- syknęła i spojrzała na mnie spode łba.

-Słuchaj laleczko- zaczęłam złośliwie. Wiedziałam że to ją wkurzy- mów czemu się tu wkradłaś i próbowałaś mnie skasować.

-Nie chciałam cię skasować, ty masz chyba za duże mniemanie o sobie.

-Mam większe mniemanie o sobie niż ty- odpowiedziałam.

-Nie da się- powiedziała poważnie, a następnie obie wybuchłyśmy śmiechem.

Charaktery i poczucie humoru miałyśmy takie same.

-Niech zgadnę- zaczęłam spokojnie- chciałaś skasować naczelnika by zrobić zamieszanie i nawiać z tego systemu?

-Skąd wiesz?!

-Kiedyś zrobiłam bym tak samo... a co do twojego planu to się trochę spóźniłaś, bo to ja skasowałam naczelnika i w tej chwili trwa tu bunt... czy ty tu przyszłaś z zewnątrz?- spojrzałam na nią uważnie.

-Tak...- spojrzała na mnie badawczo- kim ty jesteś? Kiedy na ciebie patrze czuje coś dziwnego... ty chyba nie jesteś moim zastępstwem?- zapytała z przerażeniem.

-Jestem Sam- byłam ciekawa czy mój program będzie tak samo domyślny jak ja.

-To imię mojego Użytkownika!- oburzyła się- Nie rób sobie ze mnie żartów!- zamarła- nie...

-Tak...- uśmiechnęłam się.

-Nie... to niemożliwe...

-Ależ tak...

-Ty jesteś... Sam89 wysłała cię po mnie! Wiedziałam moja Użytkowniczka mnie kocha!

Wryło minie.

-To ja jestem twoją Użytkowniczką jedno bitowa istoto- warknęłam.

-Uderzyłaś się w głowę? Nie możesz być Użytkowniczką debilko. Żaden Użytkownik nie przybyłby do tego zapyziałego systemu.

-Jakbym miała w tej sprawie coś do powiedzenia. Wiesz Echo, myślałam że będziesz sprytniejsza...

-Skąd wiesz jak mam na imię?- ton jej głosu momentalnie się zmienił.

-Bo cię napisałam.

-Udowodnij że nie kłamiesz.

-No to patrz- wyciągnęłam rękę przed siebie i skupiłam na niej swoją energię. Sekundę później moja dłoń stanęła w niebieskich "płomieniach"- może być czy mam zrobić coś jeszcze? Mam zmienić krzesło w światłocykl?- "zgasiłam" rękę.

Blondynka patrzyła na mnie tępo.

-Jesteś Użytkowniczką?- zapytała zszokowana.

-Tak.

-Stworzyłaś mnie?

-Bingo.

Sekundę później dziewczyna rzuciłam mi się na szyję. Zaczęła mnie tulić i płaczliwym głosem przepraszała za swoje zachowanie.

-No spokojnie Echo, nic się nie stało- starałam się być poważna ale cała sytuacja zaczynała mnie lekko bawić.

-Na pewno?- zapytała cicho.

-Oczywiście, a teraz przestań mnie tak ściskać bo mnie uszkodzisz.

-Wybacz- Echo odsunęła się ode mnie- ja po prostu... trudno mi w to uwierzyć... zawsze chciałam cię poznać...

-A ja ciebie- uśmiechnęłam się- a teraz posłuchaj mnie uważnie, inni nie wiedzą kim jestem i lepiej żeby tak pozostało. Mogą różnie zareagować a teraz jest mi to nie na rękę. Może jak zrobię porządek z Sarkiem i uda mi się wymyślić jak się z stąd wydostać...

-Musisz działać błyskawicznie, Moja Użytkowniczko- powiedziała Echo i poprawiła szalik- ten system upadnie i jest to kwestią najbliższych microcykli.

I z tymi słowami cały mój misterny plan na wydostanie się stąd poszedł się jebać.