TRON: Geneza

Rozdział ósmy: Program i programista

-...więc w środku komputera jest świat zamieszkany przez programy?- zapytałem dla pewności siedzącego wraz zemną na tylnym siedzeniu samochodu Alana Bradleya. Historia którą przed chwilą usłyszałem była niewiarygodna.

-Tak- odpowiedział spokojnie pan Bradley.

-Naprawdę nie widzę sensu informowania go o wszystkim- wtrącił się Tom/Tron siedzący na przednim miejscu pasażera.

-Ale ja widzę- odpowiedział siedzący obok mnie staruszek.

-Ja również- przytaknął mu pan Flynn zza kierownicy pojazdu- i wiesz mi stary, że również mi się to nie podoba ale tylko poinformowany jest w stanie nam pomóc.

-Z całym szacunkiem- zacząłem spokojnie choć miałem ochotę uciec z tego cyrku na kółkach na najbliższym czerwonym- ale nie kupuje tej całej historii z Siecią i programami... programy nie mogą mieć osobowości i cech ludzkich...

Niespodziewanie Tom/Tron obrócił się na fotelu w taki sposób że patrzyliśmy na siebie twarzą w twarz.

-Ja jestem programem i wierz mi, mam osobowość- powiedział lodowato.

Powoli zacząłem wątpić w to że gdzieś tu jest ukryta kamera.

-Jesteś?- wykrztusiłem- przecież Sam mówiła mi że jesteś synem... i chłopakiem...- położyłem dłoń na czole- o ja pierdole... blondyna to wymyśliła, tak? Zawsze wymyślała takie tak dziwaczne historyjki że ludzie brali je za prawdę bo były zbyt porąbane żeby ktoś mógł je wymyślić...

-Ja to wymyśliłem- powiedział prezes nie odrywając wzroku od jezdni.

-To już wiem po kim ona to ma...

Mężczyzna prychnął w odpowiedzi i wymamrotał coś co brzmiało jak "i całe moje Zen poszło się jebać".

Nie wnikałem.

A nawet nie chciałem w to wnikać. Z doświadczenia wiedziałem że bliższe stosunki z kimś o nazwisku "Flynn" kończą się z fajerwerkiem.

Nagle do mnie dotarło że skoro ich związek to podpucha to Sam jest wolna. W żołądku coś mi się przewróciło, a serce zaczęło bić mocniej. Moje szanse gwałtownie skoczyły. Tylko o co chodziło z tym "jakby by mi na to pozwolił" i "parą z pakietu"?

-Jak ty masz w końcu na imię? I dlaczego wyglądasz jak pan Bradley?- zapytałem programu.

-Nazywam się Tron, a Alan jest moim twórcą- odpowiedział z dumą w głosie.

-Dobra, to z synem to nawet po części prawda- zacząłem powoli- ale co co jeszcze wyskakiwać z tym "chłopakiem"?

-Ja jestem jej chłopakiem- facet zazgrzytał zębami.

-Przecież jesteś programem- spojrzałem na staruszka siedzącego obok mnie. Jego twarz z pogodnej zamieniła się w kamienno- poważną- co jest?- zapytałem.

-I ty myślisz że Sam to w ogóle coś obchodzi?- zapytał staruszek.

-No, ale to program! Program! Napisałeś go! Żaden z was nie reaguje na to?- zwróciłem się do programistów.

W samochodzie zapadła cisza.

-Słuchaj dzieciaku- zaczął powoli pan Flynn-znam Trona nie od dziś i gwarantuje ci że jest porządniejszy od większości ludzi jakich poznałem. W tym nie ma nic złego. Programy bywają bardziej ludzcy niż ludzie więc się nie opowiadaj bzdur skoro nie wiesz jak wygląda cała sytuacja... kurwa! Tysiąc cykli Zen poszło się jebać... mam ochotę komuś przywalić więc siedź cicho dzieciaku bo to będziesz ty!- wywarczał.

Dostrzegłem kolejne podobieństwo między ojcem a córką.


Gdy dojechaliśmy do Enconu Flynn poprowadziła nas do serwerowni. Miejsce to było zabezpieczone pancernymi drzwiami. Zdziwiło mnie to lekko.

-Dlaczego wewnątrz budynku są pancerne drzwi?- zapytałem zdziwiony.

-Bo Sam włamała się tu już kilkanaście razy a została przyłapana tylko raz- pan Flynn wpisał kod i przeciągnął kartę przez czytnik- ich oprogramowanie jest tak napisane że są "flynno odporne".

-Co?

-Włamania tutaj to ich tradycja rodzinna- pan Bradley poklepał mnie po ramieniu.

Nie miałem pojęcia czy mówi poważnie czy żartuje.

Przeszliśmy przez serwerownie i podeszliśmy do drzwi z napisem "schowek". Wtedy Flynn wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył nim zamek w drzwiach.

W pomieszczeniu ujrzałem laser podobny do tego w fConie, mnóstwo kartonowych pudeł oraz coś co zapewne miało być serwerem o którym była mowa wcześniej.

-Ed, potrafisz posługiwać się lutownicą?- zapytał Flynn.

-Nie- odpowiedziałem.

-Ja potrafię, Sam mnie nauczyła- Tron odezwał się pierwszy raz od rozmowy w samochodzie.

Ojciec blondyny pokiwał głową, pogładził się po brodzie i zaczął przesuwać pudła pod ścianę. Gdy na środku było wystarczająco dużo miejsca z jednego z pudeł wyciągnął plany serwera i zaczął nam tłumaczyć co i jak. Znałem się tylko trochę na budowie elektroniki ale to zalatywało star treckiem. Procesory zatopione w szkle, kable z metali szlachetnych i matryce sam nie wiem z czego. Bez wątpienia wszystkie elementy były robione na zamówienie i wedle ścisłych instrukcji zamawiających.

-A zawiadomiliście policję?- zapytałem gdy układałem połączone przez Trona matryce pamięci.

-No pewnie że tak- odpowiedział Alan.

-To dlaczego nie powiecie im o tym gdzie jest Sam?- nagle dotarła do mnie głupota moich słów- no tak racja...- spojrzałem na mojego szefa- podwójna gra, konspiracja i totalna schiza?- zapytałem.

-Albo jesteś taki mądry, albo naprawdę dobrze znasz moją córkę.

-To drugie- odpowiedziałem- prowadziliśmy ze sobą wojnę ale kilka razy łączyliśmy siły kiedy coś było korzystne dla nas obojga... nigdy nie zapomnę wycieczki do Wielkiego Kanionu...- uśmiechnąłem się na samo wspomnienie incydentu w czasie noclegu w hotelu.

-Opowiadała mi ale nie wspominała że to byłeś ty- powiedział wesoło staruszek.

Dalej pracowaliśmy w ciszy przerywanej od czasu do czasu przekleństwami Flynna. Słyszałem że facet jest oazą spokoju ale teraz bardziej zachowywał się jak jego córka. Mamrotał, zgrzytał zębami i klął na przedmioty. Byli do siebie tak bardzo podobni i na pewno świetnie się ze sobą dogadywali. Czułem z tego powodu lekką zazdrość. Jako dzieciak ciągle próbowałem zwrócić na siebie uwagę ojca ale ten nigdy nie miał dla mnie czasu. Zawsze mnie wystawiał, a jeśli się zjawił to na krótko i zawsze gadał przez telefon.

Kevin Flynn, największy wróg mojego starego wydawał się taki... w porządku. Mimo wszystkich szaleństw blondyny bardzo ją kochał. Byłem pewien że przed wypadkiem był dobrym rodzicem... ciekawe czy ta historia ze śpiączką też jest kolejnym kłamstwem. Jeśli była, to gdzie podziewał się ten człowiek? Gdziekolwiek był nie był na bieżąco z nowinkami technicznymi. Wiem to ze swoich źródeł...

Przez głowę przeszła mi szalona myśl. Może był uwięziony wewnątrz tej całej Sieci i Sam w jakieś epickiej przygodzie go stamtąd wyciągnęła? Cokolwiek się tam stało byłem pewien że była by to historia na niezły film. I to taki z wątkiem romantycznym.

Skrzywiłem się. Teraz wiedziałem że mam jakieś uczucia do blondyny i istnienie kogoś kto mi przeszkadzał było co najmniej irytujące. I żeby był to chociaż człowiek, ale nie. Sam zawsze musiała zrobić coś dziwnego i szokującego. Zawsze taka była. Często bywało że robiła coś na pokaz. Może bycie w związku z programem też tym było? Może to okrutne ale ta kobieta była wyrachowana i bezwzględna. Nie raz dała mi się siebie poznać od tej strony. Potrafiła się bawić ludźmi więc Tron nie powinien zrobić jej jakiejkolwiek różnicy.

Po paru godzinach gdy skończyła się część techniczna i przyszła kolej na programowanie Flynn wypieprzył nas ze swojego tajnego schowka i kazał być pod telefonem. Przez chwilę cała nasza trójka popatrzyła niepewnie po sobie. Atmosfera była napięta sekundzie refleksji Alan powiedział że idzie do swojego gabinetu trochę odpocząć i że mamy się nie pozabijać. Dawno nie widziałem żeby ktoś tak szybko się ulotnił.

Gdy zostaliśmy sami spojrzałem uważnie na stojący przede mną program. Był najwyższy czas ma zebranie informacji.

-Napijesz się kawy?- zapytałem.

Mężczyzna kiwnął twierdząco głową i oboje udaliśmy się od pokoju socjalnego. Szliśmy przez opustoszałe korytarze. Za oknami było już ciemno. O tej porze w firmie praktycznie nikogo już nie było.

W pokoju socjalnym zrobiliśmy sobie kawę i zaczęliśmy popijać ją w milczeniu.

-Więc...- zacząłem niepewnie- jak poznałeś Sam?- zapytałem.

Program łypnął na mnie złowroga znad kubka z kawą.

-Flynn przyprowadził ją raz ze sobą. Miała wtedy siedem lat...- jego twarz była lodowatą maską- oprowadzałem ją po systemie.

-Ja ją poznałem w liceum- odpowiedziałem niepewnie. Mimo wszystko to coś mnie przerażało.

-Wiem, opowiadała mi- upił łyk z kubka- nadal ma żal o ten komiks.

-Nikt jej nie kazał nim we mnie rzucać- odpowiedziałem.

Kąciki jego ust lekko drgnęły ku górze.

-A jak się to stało że jesteście parą?

Program zmierzył mnie wzrokiem. Jego oczy były lodowate jak śnieżna zamieć.

-I tak wiesz już dużo, a reszty sam się domyślisz- westchnął- Sam mówiła że jesteś sprytny, a rzadko o kimś to mówi- wyraźnie mu się to nie podobało- dwadzieścia waszych lat temu Główny Administrator zbuntował się przeciwko Flynnowi. Wtedy wybuchła Wojna ISO i zdrajca ją wygrał. Zawiodłem jako Główny Program Bezpieczeństwa- przez twarz przebiegł mu grymas- ten zdrajca miał zdolność przeprogramowania... to było okrutne tysiąc cykli... a potem zjawiła się Sam. Dała nam nadzieje i nas ukierunkowała.

-A co w tym wszystkim miałeś wspólnego ty? Przecież mówiłeś że zawiodłeś- zapytałem i uśmiechnąłem się zwycięsko.

-Byłem pierwszym który poszedł za nią.

-Czyli grzecznie wykonywałeś rozkazy, a gdy nadarzyła się okazja przyłączyłeś się do mocniejszej strony?

Na twarzy mężczyzny pojawiła się dzika złość. Kubek który ściskał w dłoniach pękł. Brunet jednym duży krokiem zbliżył się do mnie, złapał mnie za kołnierz i uniósł. Gdy moje stopy oderwały się od podłogi byłem pewny że ten twór mnie zabije. Nieświadomie spojrzałem na jego dłonie. Krwawiły lekko. Prawie jak u człowieka. Tylko że krew miała inny odcień niż normalnie.

-Nie mów o sprawach o których nie masz pojęcia- wywarzał i po chwili mnie puścił.

-No to mi wytłumacz- powiedziałem poprawiając ubranie.

-Jeśli już musisz wiedzieć to zostałem przeprogramowany. Moi najlepsi przyjaciele potraktowali mnie jak śmiecia. Byłem okrutnym egzekutorem praktycznie bez własnej woli. Sam mnie uwolniła i zaakceptowała to czym byłem. Tak to wyglądało i teraz się zamknij... a najlepiej przestań się interesować moją kobietą, doskonale wiem co ci chodzi po głowie- wręcz wywarzał na jednym wydechu.

Mimo groźniej atmosfery na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

-Więc mamy odpowiedź- powiedziałem powoli. Uśmiech nie był w stanie zejść z mojej twarzy- jesteś po prostu kolejnym zagubionym zwierzaczkiem któremu pomaga.

Program gapił się na mnie z niedowierzaniem.

-Sam mnie kocha- powiedział przez zaciśnięte zęby.

-Tak ci powiedziała?- uniosłem ze zdziwieniem brwi ale szybko wymyśliłem co na to odpowiedzieć- Może i cię kocha ale zapewne tak jak kocha małe bezpańskie kotki. Zawsze miała słabość do takich stworzonek...- spojrzałem na Tron. Na widok jego miny pełnej zwątpienia i załamania miałem ochotę odtańczyć taniec zwycięstwa. Był to dobry pierwszy krok do zniszczenia tej relacji. A kiedy już mi się to uda będę blisko by móc pocieszyć blondynę.

Może nie byłem tak zdolny jak Sam w tych gierkach, ale byłem cierpliwy. W końcu wygram.


Przybycie do Sieci było lekko przerażającym przeżyciem. Nagle znalazłem się w ciemnym, obco wyglądającym pomieszczeniem, a osoby z którymi tu przybyłem byli inaczej ubrani niż kilka sekund temu. Pan Flynn i Bradley byli ubrani w coś co przypominało połączenie stroju wojownika jedi i piżamy. Za to Tron miała na sobie coś co przypominało strój do motocrosa przylegający ściśle do jego ciała. Nie zakryte miał jedynie dwa zewnętrzne palce na każdej dłoni oraz twarz. Na różnych częściach ciała miał symetryczne białe, świecące linie a na środku klatki piersiowej widniała litera T złożona z czterech kwadracików. Nadgarstek prawej dłoni zdobiła ciasno przylegająca srebrzysta bransoleta.

Tylko ja byłem ubrany po staremu.

-Shadox i reszta już wiedzą o naszych planach- zaczął Flynn i jakby niby nigdy nic zaczął iść w stronę schodów- dzięki różnicy w czasie wszystko powinno być gotowe do naszej podróży.

-Zaraz- Tron złapał go za ramię- jakiej naszej, mówiłem że idę sam, w ten sposób mam większe szansę.

-Może i masz ale guzik mnie to obchodzi. Ja już wszystko zaplanowałem i to w moim starym stylu.

Program wytrzeszczył oczy, Alan zaczął chichotać a ja miałem wrażenie że staruszka opętała blondyna.

-Flynn...- zaczął program ale staruszek zrobił nadąsaną minę ala Sam Flynn- oh ja znam ten wyraz twarzy, nic nie wskóram, prawda?

-Eche- uśmiechnął się i zaczął iść po schodach- nie martw się stary ten plan jest tak dobry jak Wysysacz Dysków.

-I dlaczego ja cię lubię...- jęknął program i podążył za moim szefem.

Spojrzałem pytająco na Bradleya.

-To dobrzy przyjaciele- wyjaśnił programista.

Robisz to dla blondyny. Chcesz ją i chyba ją kochasz więc poświęć się i wytrzymaj ten cały cyrk.

Gdy całą czwórką pokonaliśmy schody znaleźliśmy się w kolejnym pustym pomieszczeniu z dużymi czarnymi drzwiami.

-AlanOne, Ed- zaczął poważnie Tron sięgając do klamki- trzymajcie się blisko nas albo kogoś kogo wam wyznaczę, a ty Flynn...- zamyślił się na ułamek sekundy- ty się po prostu nie ładuj w kłopoty...

-Ty...- zaczął pan Flynn ale wtedy program otworzył drzwi.

Na początku oślepiło mnie światło. Zrobiłem parę niepewnych kroków. Gdy odzyskałem ostrość wiedzenia zobaczyłem tłum futurystycznie ubranych ludzi stojących w zupełnej ciszy w odległości kilku metrów od budynku z którego wyszliśmy. Potem zauważyłem wysokie budynki z kolorowymi, świecącymi liniami. Poczułem się jak w jakieś grze RPG. To było takie piękne.

Nagle w tłumie nastąpiło jakieś poruszenie. Ludzie... nie... programy... zaczęły się rozstępować. Chwilę później stanął przed nami łysy, ciemnoskóry program.

-Stwórco- ukłonił się- Statek jest już prawie gotowy, a programy administracyjne zajęły się obsługą stacji przepustowej. Jedyne co zostało do zrobienia to zebranie załogi.

-Dobrze, dziękuje- odpowiedział Flynn- zbierz najlepsze programy i sprowadź je do doków jak tylko zalogujemy młodego- wskazał mnie kciukiem- dołączymy do was.


Po zalogowaniu, które było jednym z najbardziej przerażających doznań w moim życiu (te babki były bardziej przerażające niż wkurzona Sam) jechaliśmy samochodo-podobnym pojazdem prowadzonym przez Trona który z marsową miną słuchał planu Kevina Flynna.

Słuchając planu staruszka miałem wrażenie że to nie mówi on tylko jego córka. Oboje wymawiali tak samo literę "r", w ten sam sposób marszczyli brwi i tak samo wymyślali coś genialnego w biegu. A mianowicie nasz pan i władca wymyślił statek którym grupa ratunkowa miała przedostać się do systemu fConu i zabrać z stamtąd blondynę. Statek miał "bardzo skomplikowany napęd" i był napędzany czymś co Flynn nazwał "energią Użytkowników".

-Plan jest bardzo ładny i piękny- zacząłem ostrożnie gdy mój szef przestał paplać- ale po co w tym wszystkim robię ja i co to za energia?- zapytałem.

-Żeby mój statek poleciał potrzebni są co najmniej dwaj Użytkownicy na pokładzie więc będziesz robić za baterie- wyjaśnił.

To musiało być opętanie.

-A co zemną?- zapytał Alan.

-Ty wrócisz na drugą stronę i jakby ktoś pytał to powiesz że Tron i ja siedzimy w szafie i ryczymy z tęsknoty za Sam.

-Siedzicie w szafie?- zapytał.

-Jak chcesz to możesz wstawić coś innego. Masz nas porostu kryć, nie wiadomo ile nam to zajmie.

-W takim razie po co mnie tu ciągnąłeś? Mogłem zostać.

-Ładnie wyglądasz w tym stroju- odpowiedział z uśmiechem.

Wryło mnie.

-Ty się Flynn nie wydurniaj i skup się na uratowaniu małej. Nie martw się, coś wymyślę. Sam kryłem, was...- zamilkł.

-Jak kryłeś Sam?- Flynn zmarszczył brwi. W tym czasie Tron chyba udawał że go nie ma.

-Nie ważne...- przełknął głośno ślinkę.

-Nie kręć Bradley, tylko gadaj. Jesteś zbyt zdenerwowany by to było coś nieistotnego.

Na kilka sekund zapadła przeraźliwa cisza która została gwałtownie przerwana nagłym zatrzymaniem pojazdu przez kierowce przez co prawie wylądowałem na szybie.

-Co ty wyprawiasz!- krzyknąłem.

Brunet nie odpowiedział. Zamiast tego wystrzelił z pojazdu jak strzała. Po kilku sekundach wybiegł za nim Flynn. Zauważyłem że jak na staruszka jest dość żwawy.

-Co temu pieprzonemu programowi odwaliło?- warknąłem i wyszedłem z pojazdu. Ten cholerny zlepek danych fochał się o nie wiadomo co. Trzeba było ratować blondynę. Co prawda cała ta akcja była dla mnie kompletnym wariactwem i głupotą ale skoro wlazło się między wariatów trzeba było zachowywać się jak oni... na bo raczej wątpiłem że uda mi się ich pokonać.

Rozejrzałem się po okolicy. Architektura nadal była taka sama. Otaczały nas wieżowce ozdobione kolorowymi, świecącymi liniami. Parę metrów od pojazdu Flynn i Tron rozmawiali cicho. Nagle uświadomiłem sobie że stoimy na środku drogi. Zdziwiło mnie to że była pusta.

-Tron źle przeżywa rozdzielenie z Sam- powiedział cicho Alan podchodząc do mnie.

-Biedaczysko- prychnąłem sarkastycznie.

-A żebyś wiedział. Oni się praktycznie nie rozstają, a jeśli tak to na krótko i wiedzą gdzie są. Jak na nich patrze to mam wrażenie że to jeden organizm...

-Z tego co opisujesz wynika że są od siebie uzależnieni- odpowiedziałem. Cholernie chciało mi się palić.

-Może i są ale dobrze mi z tym. Są szczęśliwi... zresztą, co cię to obchodzi?

Tu mnie miał.

-Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem uznałem ją za najpiękniejszą dziewczynę na świecie... a potem... przez te jej oczy... przez te jej oczy to wszystko się stało...

-Przez te jej oczy porwałeś ten komiks?- zapytał poważnie.

-Mówiła panu?- wykrztusiłem.

-Chłopcze, Sam była tak wnerwiona że zamiast kotletów na obiad był mielony i trzeba było kupić nowy tłuczek, a do tego mamrotała pod nosem "ten przeklęty pinglarz".

-Oh... życie z blondyną musiało być ciężkie.

-Nie jest- uśmiechnął się- jeśli jesteś cierpliwy i zyskasz jej szacunek jest całkiem przyjemnie.

-To ona potrafi okazywać szacunek?- zapytałem nie kryjąc zdziwienia.

Sam była osobą która doskonale określało miano "buntownika bez powodu". Robiła co chciała i jak chciała, łamała wszelkie normy społeczne i moralne. W jej przypadku pojęcie "okazywanie szacunku" było na mnie czystą abstrakcją.

-Nie przesadzasz?

-A pamięta pan rozdanie świadectw?- zapytałem rzeczowo- mowę wygłosiła całkiem dobrą ale potem...- wzdrygnąłem się na samo wspomnienie.

-Moim zdaniem ta sytuacja była całkiem zabawna- Tron nagle pojawił się przy nas.

Podskoczyłem.

-Chcesz żebym dostał zawału?!- krzyknąłem.

-Tak- odparł po sekundzie zastanowienia.

Alan pokiwał przecząco głową.

-Już ci lepiej?- zapytał staruszek.

-Tak. Wyjaśniłem wszystko Flynnowi- skrzywił się nieznacznie- nie jest zachwycony.

-I to lekko powiedziawszy!- warknął ojciec blondyny wsiadając do pojazdu. Wyglądał jak ludzka chmura gradowa-To wszystko twoja wina!

Bez słowa wiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy dalej. Przez jakiś czas jechaliśmy w takiej ciszy że aż dzwoniło w uszach. Żeby trochę się od tego odciąć zacząłem się skupiać na architekturze mijanych budynków. Nagle ściana budynków się skończyła i moim oczom ukazał się ogromny plac na środku którego znajdował się chyba dwunastu metrowy pomnik blondyny. U jego stóp stało kilka setek programów trzymających światełka.

-Ja wiem że to jest egoistka ale to...

-Programy jej go postawiły- przerwał mi Tron- Na tym placu Sam wszczęła bunt przeciw władzy...- mówił niezwykle spokojnie- ona jest dla nas jak wasz Jezus.

Flynn prychnął.

-Przestań się złościć, nie masz racji- mówił program- ja jej tego nie nauczyłem. Była do tego zdolna jak już tu przyszła. Ja ją tylko nauczyłem jednego...

-Jak tłuc się po mordach- warknął staruszek z przedniego siedzenia.

Co jest...

-Nie, to też już umiała. Ja ją nauczyłem nie wahać się bez względu na sytuację.

Po karku przeszedł mi dreszcz. Nie rozumiałem o co przed chwilą chodziło ale jednego byłem pewny. Cokolwiek to było na pewno nie było niczym dobrym.