TRON: Geneza
Rozdział dziesiąty: Zapłata
Po moim brawurowym okrzyku stały się dwie rzeczy. Po pierwsze, wirusy, pomimo tego że wcześniej człapały, zaczęły biec w moją stronę całkowicie nie zauważając SI. Po drugie, dotarło do mnie że po ogólnym rozrachunku wychodzi na to że jestem kompletną kretynką.
Zeskoczyłam z kawałka złomu na wprost wirusów i pobiegłam. Miałam nadzieje że uda mi się odciągnąć je od reszty. Bądź co bądź byłam najlepszą biegaczką w Sieci. Bieg przez System był jedną z niewielu konkurencji w których mogłam brać udział i był połączeniem maratonu, biegu z przeszkodami i parkuru. To był wymagający sport przy którym ucieczka przez złomowisko z wirusami na karku wydawała się śmieszna.
Biegłam. Omijałam z gracją przeszkody. Gdy uznałam że dystans dzielący wirusy i programy jest wystarczająco duży sięgnęłam po swój dysk. Odwróciłam się na pięcie i skoczyłam im pod nogi. Cięłam jednego w nogę i przeturlałam się na bok. Wirus się rozpadł. Poderwałam się z ziemi. Cyfrowe zombie zdążyły otoczyć mnie w półkole. Zrobiłam dwa kroki do tyłu. Moje plecy natrafiły na jakiś złom. Kontem oka zobaczyłam że jest zbyt wysoki by mogłam go przeskoczyć. Nie mogłam też po nim się wspiąć bo wirusy był zbyt blisko.
Zaatakowałam.
Pierwszemu, stojącemu najbliżej mnie stworowi obcięłam głowę. Zombie zagulgotały. Dwóch się na mnie zamachnęło. Kucnęłam i trafiłam jednego w biodro tym samym go kasując. Wróciłam do pionowej postawy, zrobiłam pół kroku do przodu po czym kopnęłam najbliższego przeciwnika w brzuch, a ten przewrócił się i nadział się głową na jakąś pręt. Niebyli zbyt mądrzy. Przeniosłam ciężar ciała na drugą nogę gdy niespodziewanie jeden z wirusów stojących po lewej wyciągnął swój dysk.
Krew w moich żyłach wręcz zawrzała ze wściekłości. To były kiedyś programy i przez czyjeś zaniedbanie spotkał je taki los. Moje ciało poruszało się samo, jakby coś wewnątrz mnie przejęło nad nim kontrole. Moje ruchy były szybkie i precyzyjne. Nawet nie wiem jakim cudem dysk wirusa znalazł się w mojej lewej dłoni. Czułam jak przez moje ciało przepływa energia. Czułam moc...miałam wrażenie że każda żyła w moim ciele zaraz pęknie. Na chwilę pociemniało mi przed oczami. Wszystko trwało kilka sekund.
Gdy było już po wszystkim rozejrzałam się dookoła. Wszystkie wirusy leżały u mych stup w postaci małych kostek pokrytych ohydnym glutem. W każdej z moich dłoni znajdował się aktywny dysk. Ich ostrza wirowały z cichym szumem, a ja potrafiłam jedynie się na nie gapić. Jak to było w ogóle możliwe? Przecież... przecież... coś takiego zdarzyło się Tronowi, a on kazał mojemu ojcu przekopiować jego fragmenty kodu w miejsce moich uszkodzeń kiedy wykrwawiałam mu się na rękach (widziałam nagranie z tego incydentu, to było straszne). Nogi się pode mną ugięły. Serce waliło mi jak oszalałe. Oddychałam ciężko. Zbierało mi się na wymioty. Siedziałam na ziemi z kolanami pod brodą wśród śmieci, martwych pikseli i śmierdzącego, zielonkawego szlamu wciąż ściskając aktywne dyski.
Kiedyś, kiedy zaczynałam walczyć o Sieć zastanawiałam się czy jestem jeszcze człowiekiem. Teraz zastanawiałam się jaki jest skład procentowy człowieka w moim ciele.
Z otępienia wyrwał mnie czyiś rozpaczliwy krzyk. Poderwałam się gwałtownie. Nogi niosły mnie same przez wysypisko. Gdzieś w biegu złączyłam swoje dyski. Gdy dotarłam do miejsca z którego dobiegał krzyk na sekundę moje serce stanęło.
Axel...
Mój pierwszy przyjaciel w tym systemie leżał na ziem, a dwa wirusy próbowały go pożreć. Biedak z przerażeniem na twarzy próbował odpychać ich twarze od siebie. Jednym susem zbliżyłam się do nich. Złapałam pierwszego z wirusów za włosy, pociągnęłam do góry i obcięłam głowę. Wtedy rudowłosy kopniakiem odepchnął od siebie drugiego zombiaka. Jego również dopadłam z skasowałam.
-Axel, jesteś cały?- zapytałam klękając przy programie, zaczęłam zgarniać z niego śluz i martwe piksele.
-Nie...- powiedział cicho. Jego twarz była wykrzywiona z bólu- moja ręka...- spojrzałam. Na środku jego prawego przedramienia znajdowało się duże ugryzienie odsłaniające niebieskie piksele które stopniowo zmieniały swoją barwę na czarny- już po mnie prawda?- spojrzał na mnie ze strachem w oczach.
-Rany tego kalibru są wyłącznie dekoracyjne- powiedziałam i dotknęłam jego ramienia. To był praktycznie cud że nie doszło do destabilizacji kodu- zaraz ci pomogę i wszystko będzie dobrze- objęłam jego przedramię dłonią kilka centymetrów nad ugryzieniem. Wiedziałam co muszę zrobić.
-Nic nie zrobisz, ja wiem jak to działa... zmienię się w wirusa... ja nie chcę- zaczął oddychać spazmatycznie- boje się... Mój Użytkowniku... proszę nie pozwól mi się stać jednym z nich...
Ręka zaczęła mi się trząść gdy sięgałam po dysk.
-To zaboli tylko przez chwilę- powiedziałam cicho po czym nieaktywnym dyskiem odcięłam mu zakażoną część ręki.
Program krzyknął. Zaczęłam kierować energię do dłoni która go trzymała by zapobiec przejściu w restart. Na razie tylko tak mogłam mu pomóc.
-Sam!- ktoś zawołał. Obróciłam głowę i zobaczyłam biegnącego ku nam Morieg, Echo, Mai i Świrka.
-Wszystko w porządku?- zapytał program bezpieczeństwa gdy dotarł na miejsce- O Mój Użytkowniku...- wyszeptał na widok kikuta za którego trzymał się ranny program.
-Jak to się stało?- blond włosy program ukląkł przy moim przyjacielu i obejrzał uszkodzenie- świetna robota- powiedział po chwili.
Kiwnęłam głową.
-Sam, wszystko w porządku?- zapytała cicho Mai.
-Tak- wstałam powoli i spojrzałam na moją małą podopieczną- a tobie nic nie jest.
-Nie, bo znów mnie ocaliłaś- uśmiechnęła się po czym przytuliła się do mnie.
-Powoli wchodzi to nam w nawyk- odpowiedziałam cicho i pogłaskałam ją po włosach.
-Sam...- Axel wstał z ziemi przy niewielkiej pomocy Świrka- dziękuje...gdyby nie ty...- głos mu zadrżał- dzięki...
-Jak to zrobiłaś?- zapytał blondyn przerywając tą uroczą scenę.
-O co ci chodzi?- zapytała Echo.
-Idealne cięcie, a do tego Axel nie przeszedł w restart. To wręcz cud że nie uległ kasacji- wskazał brodą ranny program.
-Użytkownik nad nim czuwał i tyle- prychnęła hakerka.
Spojrzałam poważnie na Świrka. Wciąż miałam wrażenie że go znałam.
-Nie wiem o co ci chodzi- zaczął Mori- przecież Sam to zwykły program jak ty czy ja.
-Może masz rację, tylko że te oczy nie wyglądają jak oczy programu- odparł z kamiennym wyrazem twarzy.
Po mich plecach przebiegł dreszcz. On musiał już spotkać Użytkownika, a jeśli wspomniał o oczach... musiał spotkać tatę. Musiał spotkać mojego ojca bo tylko my mamy takie dziwaczne, świecące oczy. W Sieci nieraz mnie po nich rozpoznawano.
-Co ty masz do jej oczu? Wydają się jakieś inne ale Sam na pewno jest programem. Bo niby czym innym?
-Spotkałeś Flynna?- zapytałam poważnie blondyna. To pytanie było bezpieczne i dzięki niemu mogłam wybadać ile wie.
-Tak- odpowiedział spokojnie.
Pozostałe programy zaczęły przypatrywać się nam w zdumieniu.
Nagle przypomniała mi się jedna z dobranockowych opowieści taty. To co do mnie dotarło było mało prawdopodobne ale biorąc pod uwagę ostatnie hexy mogło być prawdą.
-Jak się obudzę to chcę opowiedzieć kumplom ten sen ze szczegółami, gdzie ja jestem?- powtórzyłam słowa mojego ojca wypowiedziane tak dawno temu.
-Skąd ty to wiesz?- zapytał cicho. Jego twarz niebyła już chłodna. Malowało się na niej mnóstwo emocji. Widziałam ulgę, radość i niedowierzanie. Oczy wręcz mu płonęły.
-Opowiadał mi o tobie- odparłam i uśmiechnęłam się delikatnie- Flynn mi o tobie opowiadał Ram.
Zapadła cisza. Wszyscy spoglądali niepewnie po sobie. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Większość tu obecnych nawet nie wiedziała jak ogromne znaczenie miała tamta rozmowa.
-No ten...- zaczęła niepewnie Echo rozglądając się na boki- ja nie wiem o co chodziło w tej waszej rozmowie blondaski i prawdopodobnie nie chce- wzdrygnęła się- ale chyba brakuje nam jednego towarzysza.
Chwilę po oświadczeniu Echo zaczęliśmy całą grupą szukać Olliego. Nie chcieliśmy się rozdzielać. Sytuacja nam na to nie pozwalała. Nasza obecna siła tkwiła w grupie. No i Ram zrobił się bardzo miły i nie posyłał mi tych dziwnych spojrzeń. Cieszyłam się z tego. Program był bohaterem jednej z opowieści taty i spotkanie go było wspaniałe. Nie wiedziałam jeszcze jakim cudem tu jest ale wiedziałam że z czasem wszystko rozgryzę. No i oczywiście musiałam powiedzieć reszcie grupy kim jestem. Raczej nie było sensu ciągnąć dalej tej szopki. Po tej wymianie słownej z Ramem musieli się czegoś domyślać i lepiej by było gdybym im to na spokojnie wytłumaczyła. Zresztą chciałam naprawić Axelowi rękę, a jego kontuzji nie był w stanie uleczyć żaden medyk.
Gdy w końcu znaleźliśmy mechanika wszyscy dostaliśmy od niego opieprz że się szlajamy zamiast szukać części. Zamilkł dopiero gdy zobaczył brak ręki programu administracyjnego. Gdy usłyszał co się stało zamrugał kilkakrotnie.
-Jakim cudem ty nie jesteś w restarcie?- zapytał zdziwiony- powinieneś być. Moja partnerka z pakietu jest medykiem, opowiadała mi o takich obrażeniach, bez dużej ilości energii przy amputacji przechodzi się w restart- spojrzał na mnie- ty maczałaś w tym palce prawda? Ty od początku wydajesz się jakaś dziwna. I ten twój światłocykl. Kto by specjalnie pod twoje predyspozycje budował pojazd? I jak ci się udało uwolnić? Nikt z was się nad tym nie zastanawiał?
-Masz rację- zaczął Mori- i wierz mi ja też się nad tym zastanawiam- wzdrygnęłam się- wiele rzeczy mi nie pasuje i to co przed chwilą się stało- spojrzał na mnie- wybacz mi Sam ale z tobą coś jest nie tak i jestem pewien że wasza dwójka coś wie- wskazał na Echo i Rama- może nie jest to najodpowiedniejszy moment na zwierzenia ale może być prawdopodobnie ostatnim- podszedł do mnie i wyciągnął rękę żeby mnie dotknąć ale Ram błyskawicznie złapał jego nadgarstek.
-Nie dotykaj jej- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Już dość długo ignorowałem nieprawidłowości które ją otaczają- wywalczał- gdyby coś mnie do nie nie przyciągało...
-Ej, chłopaki, stop!- zawołałam- to nie czas na bójki. Teraz najważniejsze są części i ucieczka z systemu. Na rozmowę o mnie przyjdzie czas później. Mam dobre intencje i to powinno na razie wystarczyć...
-...a jak nie to ja z wami pogadam- przerwała mi Echo- przy pomocy tego- dobyła dysku.
-Ty...- warknął Mori.
Dziewczyna w odpowiedzi aktywowała dysk.
-Spokój!- krzyknęłam. Koniec z wyrozumiałą Sam- zwykle jestem fanką rozwiązań siłowych ale teraz nie ma czasu na walenie się po twarzach. Trzeba działać programy!
-Ale...- zaczęła hakerka ale zamilkła gdy posłałam jej gniewne spojrzenie. Nie miałam ochoty się już cackać.
-Dobrze- program bezpieczeństwa wypuścił głośno powietrze- później się tym zajmi...- nie dokończył bo mechanik nagle złapał się za głowę i zaczął krzyczeć. Ale to nie był jego zwyczajowy, zwykły krzyk. To był krzyk bólu.
-Olli, co ci jest- zbliżyłam się do mężczyzny i chciałam go złapać za ramie ale ten odskoczył jak oparzony po czym umilkł.
-Moja... nie ma... w obozie...- wyszeptał z rozpaczą wymalowaną na twarzy- jestem sam... jej już nie ma...
-O co ci chodzi?- zapytałam wystraszona. Kontem oka zauważyłam że reszta tu obecnych jakby skamieniała.
-Już nic...- sięgnął po swój dysk- już nic nie jest ważne...- wycelował w siebie aktywne ostrze.
Przez ułamek sekundy wszyscy patrzyli na niego tępo, a potem dotarło do nas co chce zrobić. Krzyknęliśmy jednocześnie ''NIE!" i rzuciliśmy się w stronę mężczyzny by go powstrzymać ale nie zdołaliśmy. W następnej sekundzie po zbiorowym krzyku zdezerował się na naszych oczach. Wszyscy skamienieliśmy.
Ręce zaczęły mi się trząść. Po raz kolejny zrobiło mi się niedobrze. Czułam jak moje serce trzepocze jak... jak mały ptaszek. W końcu zrozumiałam o co wtedy chodziło tacie. Nogi się pode mną ugięły, a przed oczami zatańczyły czarne plamy.
Zgroza... zgroza...
Gdy zaczęłam znów kontaktować odkryłam że jestem przywiązana do czyiś pleców i jadę na światłocyklu z dużą prędkością.
-Jak ja się tu znalazłam- powiedziałam głośno.
-Echo cię do mnie przywiązała- powiedział Ram odwracając się do mnie twarzą na moment- wystraszyłaś nas- znów patrzył na trasę przed nami.
-Co się stało?- zapytałam.
-Po tym jak mechanik... to zrobił, coś się z tobą stało. Upadłaś. Gdy cię podnieśliśmy zachowywałaś się jakbyś była w restarcie, a mimo to funkcjonowałaś.
-To się nazywa katatonia. To od szoku...- obwinęłam ręce wokół jego pasa. Nie podobało mi się trzymanie się jego na sznurku- wracamy do obozu prawda? Olli mówił coś o obozie...
-Tak wracamy- westchnął cicho- Axel powiedział że partnerka Olliego była w obozie. Musiała zostać skasowana, Mori podejrzewa że coś się tam stało, więc postanowiliśmy wrócić natychmiast. Po części zdążymy jeszcze wrócić.
-To logiczne... daleko jeszcze?
-Musimy pokonać to wzgórze przed nami i już będziemy widzieć obóz- odparł.
Kiedy wszyscy dotarliśmy na szczyt żałowałam że nie byłam już w szoku.
Obozu już nie było. Były tylko płonące błękitnym płomieniem zgliszcza nad którymi unosiło się parę rozpoznawaczy.
-Moi przyjaciele...- wyszeptał Mori zsiadając z światłocykla na którym jechał wraz z Axelem- musimy ich ratować... oni...
-Nie- ześlizgnęłam się z pojazdu który dzieliłam z Ramem i podeszłam do szatyna- ich już nie ma- położyłam mu rękę na ramieniu.
-Ale...- spojrzał na mnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
-Pewien program dał mi kiedyś najlepszą radę w całym moim istnieniu. ''Skup się na przeżyciu" powiedział. Zastosowałam się. I teraz wszyscy musimy się zastosować do tej rady. Musimy być sprytni. A co do tych programów... nie obwiniaj się za ich kasacje. Oni byli moją odpowiedzialnością więc ich derezacja spada na mnie. Ciebie to nie dotyczy- powiedziałam z kamiennym wyrazem twarzy- Ram, czy jest tu gdzieś jakieś bezpieczne miejsce gdzie moglibyśmy zastanowić się na spokojnie co powinniśmy zrobić dalej?
-Tak- odpowiedział krótko.
-Prowadź- odparłam, zmaterializowałam swój pojazd.
Blondyn ruszył prowadząc nas tylko sobie znaną trasą. Przez całą drogę ryczałam z bezsilności. Obiecałam wtedy sobie że wyprowadzę tą piątkę z tego systemu chodziłby miało by mnie to zabić.
Jakieś dwa hexy później siedzieliśmy w płytkiej jaskini przy niewielkim niebieskim ognisku. Nikt się nie odzywał. Jakoś nikt nie miał na to odwagi. Postanowiłam być pierwsza.
-Zapewne chcecie wyjaśnień- zaczęłam powoli- Więc jestem, jak wy to nazywacie, Użytkowniczką.
Mori drgnął.
-To nie jest śmieszne- powiedział twardo. Zauważyłam że zaciska pięści ze złości.
-A czy ja się śmieje?- zapytałam unosząc brwi- zresztą Ram i Echo już wiedzą. Echo powiedziałam sama żeby kryła moje małe wpadki, a Ram się po prostu domyślił bo już spotkał kogoś takiego jak ja- spojrzałam na blondyna- Co mnie zdradziło?
-Oczy- wyjaśnił- wszyscy Użytkownicy mają takie oczy?
-Nie, tylko Flynn i ja...
-Zaraz- wtrącił się Axel- czy chodzi tu o tego Użytkownika z legendy o Tronie?
-O tego samego- odpowiedział Ram- byłem jednym z tamtej trójki uciekinierów. Zostałem skasowany i potem znalazłem się tutaj. Nie wiem jak to się stało.
-Sark też wtedy został skasowany- westchnęła cicho- myślę że musiałeś się jakoś zapisać na jego kopię zapasową. Inne rozwiązanie nie przychodzi mi do głowy.
-To jest wręcz niemożliwe- wyszeptał program bezpieczeństwa.
Prychnęłam.
-Mój partner powiedział kiedyś że jeśli Użytkownicy maczają palce w jakieś sprawie to słowo ''niemożliwe" jest bardzo elastyczne- uśmiechnęłam się na samą myśl o Tronie.
-Mówiłaś że twój partner to program bezpieczeństwa- do rozmowy wtrąciła się Echo- czyli chodzi o to że Użytkownicy też mają funkcje jak programy?
-Kiedy powiedziałam że to program bezpieczeństwa miałam na myśli że to jest program bezpieczeństwa- odpowiedziałam.
-To Użytkownik może być z programem?- wykrztusił Mori.
-Jeśli oboje tego chcą to raczej nie ma w tym nic złego- odpowiedziałam poważnie.
-Moja Użytkowniczka z programem bezpieczeństwa... widać że system się kończy...- mruknęła blondynka.
-Coś ci nie pasuje?- zapytałam.
-Nie przepadam za programami bezpieczeństwa.
-One za tobą też- wtrącił się Mori.
Przewróciłam oczami.
-Możesz mi powiedzieć co u Flynna?- zapytał niespodziewanie Ram.
-U taty wszystko w porządku- odparłam bez zastanowienia.
-Ale ja się pytałem o Flynna, a nie o tatę.
-Flynn to mój tata... jak to on tłumaczył programom... wyobraźcie sobie dwóch Użytkowników. Kobietę i mężczyznę. Gdy są parą mogą połączyć po połowie swojego kodu by stworzyć nowego Użytkownika. Wtedy taki stworzony Użytkownik nazywa kobietę mamą, a mężczyznę tatą. Tak to mniej więcej u nas wygląda, chodź cały proces jest o wiele bardziej skomplikowany.
-Dlatego masz takie same oczy jak on?- zapytał Ram.
-Tak.
-A po co to robicie?- Echo wyraźnie zainteresowała się tematem.
-Z czasem nasze kody się degradują i odchodzimy. W ten sposób cząstka nas zostaje gdy nas już nie ma- odparłam spokojnie.
-Skoro jesteś Użytkowniczką- zaczęła milcząca dotąd Mai- to dlaczego po prostu nas stąd nie zabrałaś? Dlaczego nie uratowałaś innych?
-To tak nie działa- uśmiechnęłam się smutno- w systemie jestem jednocześnie słaba i silna- odpowiedziałam- ja po amputacji zwijałam bym się z bólu przez wiele microcykli, a Axel niemal natychmiast doszedł do siebie- wzmianka o rudowłosym programie przypomniała mi coś- mógłbyś dać mi swój dysk?- zwróciłam się do programu administracyjnego- chce naprawić twoją rękę.
Mężczyzna bez słowa podał mi to o co prosiłam.
-Szybciej od was się męczę, dłużej dochodzę do siebie- zaczęłam pracować nad jego kodem- moja skóra nie jest tak wytrzymała jak wasza, nie jestem w stanie kontrolować temperatury ciała ale za to nogę znieść więcej obrażeń niż jakikolwiek program, mogę się bardzo długo obyć bez energii bo mój organizm ją wytwarza, mogę uleczyć to czego żaden medyk nie jest w stanie, potrafię tworzyć i niszczyć samym dotykiem. Ogranicza mnie jedynie posiadana wiedza i umiejętności.
Wszyscy patrzyli niepewnie po sobie. Prychnęłam cicho. Nie miałam ochoty znów być gwiazdą i sądząc po ich minach raczej nie będą uważali mnie za wszechmocną.
-Proszę- oddałam Axelowi jego dysk.
Program kiwnął głową z wdzięcznością i zadokował swój dysk. Po kilku sekundach jego utracona kończyna zaczęła się odnawiać. Gdy proces się zakończył wszyscy wpatrywali się w odtworzoną rękę.
-Dziękuję- wyszeptał program oglądający z fascynacją swoje palce.
-Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się- W Sieci bardzo często pracuje w szpitalach i leczę właśnie takie kontuzje.
-W Sieci?- zapytała Mai.
-Tak się nazywa System który stworzył mój tata dla programów i Użytkowników. To bardzo piękne miejsce chodź ma dość smutną historię...
-Opowiesz?- zapytała Echo z nadzieją w głosie.
-To długa opowieść- ostrzegłam.
-Opowiedz- zachęcił mnie Ram a reszta mu przytaknęła.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Beck, Mara, Zed i Bodhi zawsze namawiali mnie bym opowiedziała mi jakąś historię, a ja zawsze im ulegałam. Szczególnie jak Beck prosił. Program był dla mnie jak młodszy braciszek.
-Sieć- zaczęłam słowami które na zawsze pozostaną w mojej pamięci- cybernetyczna przestrzeń. Mój ojciec zastanawiał się jak wyglądają przepływające informację. Jak statki, jak motocykle? Czy obwody przypominały autostrady? Śnił o nieosiągalnym świecie aż pewnego microcyklu...- zmieniłam to by zrozumieli o co chodzi-... dostał się. A świat jaki tam znalazł był piękniejszy i bardziej niebezpieczny niż sobie wyobrażał. Spotkał tam pewnego wojownika. Nazywał się Tron. Zaprzyjaźnili się. Gdy system w którym istniał Tron upadał i kiedy został już tylko on Flynnowi udało się go z stamtąd zabrać i przenieść do nowego, dopiero powstającego systemu. Tworzyli razem system system idealny ale Użytkownik nie mógł przebywać tam cały czas więc stworzył program który wyglądał i myślał jak on i nadał mu imię CLU...
-... i wtedy pliki ISO znów zaistniały w Systemie- zakończyłam swoją opowieść.
-Jak kto, to już koniec?- zapytała Echo- przecież... jak się tu dostałaś skoro Sieć to zamknięty system? Musiałaś jakoś wyjść przez portal ale ktoś musiał go uaktywnić.
-To jest już zupełnie inna historia- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
Dziewczyna jęknęła.
-Czyli twoją parą jest Tron- zachichotał Ram- zawsze siedziałem że bardzo kocha Użytkowników ale żeby do tego stopnia?- znów zachichotał- a tak w ogóle co się z nim działo zanim tu trafiłaś?
-Mieszkał wraz zemną w Świecie Użytkowników.
-To tak można?- zapytał.
-A kto mi zabroni?
-Taki bohater jeszcze nie powstał- Echo zaśmiała się cicho- a co ty uważasz Mai- spojrzała na dziewczynkę opierającą się o jej bok. Okazało się że mała przeszła w ładowanie.
-Zawsze uważałem postawę programu Tron za godną pochwały i jako wzór do naśladowania- odezwał się Mori- a teraz nie wiem co myśleć. Popełnił takie oczywiste błędy...zawiódł...- wyraźnie załamał mu się światopogląd.
-A dałbyś radę przeżyć to co on, zachować zmysły i zwalczyć nadpisaną świadomość?- zapytałam rzeczowo.
-Nie.
-A on dał rade. I to co się stało uczyniło go silniejszym. To bohater i nic tego nie zmieni.
Wtedy zapadła cisza.
Wiedziałam że dzięki mojemu wyznaniu i opowieści o Sieci nastroje wśród grupy poprawiły się. Dzięki temu będziemy lepiej pracować w zespole. Nasze szansę na przeżycie wzrosły. Teraz trzeba było wymyślić nowy plan. Teraz liczyło się tylko przetrwanie.
...ale my- dzicy jak głodne wilki...
...Zamień poniżenie więzienia w siłę pięści i walcz...
...Poza tą zamkniętą klatką , możesz dorwać ofiarę swoją...
...Tak jak twe ciało przepełnia się pragnieniem zabicia wroga...
Śmierć którą miałam na sumieniu mogłam opłakać później.
...Modlą się tylko ci którzy, są naprawdę nieporadni...
Przy odrobinie szczęścia będę miała okazję ich pomścić.
...Poza tą zamkniętą klatką , możesz dorwać ofiarę swoją...
...Oni zwierzyną a my myśliwymi!
