TRON: Geneza

Rozdział jedenasty: Upadek bogów

-Po Sam bym się tego spodziewał ale po tobie...- Beck nalał do szklanego, pękatego dzbanka energii, po czym wrzucił do niego małą zieloną kostkę- w twoim stylu jest bardziej przyciskanie do ściany i przystawianie dysku do gardła... ba! Chyba wszyscy w hangarze po raz pierwszy słyszeli jak krzyczysz- postawił dzbanek na środku stołu znajdującego się w kanciapie mechaników zaraz przy maszynowni.

-Shadox słyszał już wcześniej jak krzyczę, ty zresztą też- odpowiedziałem chłodno i skupiłem wzrok na błękitnej cieczy w której kostka powoli się „rozwijała" do postaci bladozielonego kwiatu który powoli nadawał energii delikatnej, zielonej barwy oraz zmieniał jej smak na smak herbaty. Był to jeden z wynalazków mojej Użytkowniczki stworzony specjalnie dla programów.

-To nie zmienia faktu że uderzyłeś Użytkownika w twarz- postawił przede mną szklankę po czym usiadł na przeciwległym krześle- czy to nie jest czasem złamanie twojej głównej dyrektywy?

-Nie skasowałem go- odpowiedziałem równie spokojnie co poprzednio.

-Ale za to wykonał piruet i wylądował na tyłku- mechanik nalał nam herbaty- twoje opanowanie jest wręcz legendarne, a teraz zareagowałeś na zaczepki...- zamilkł nagle- tu chodzi o Sam, prawda.

Powstrzymałem się od westchnięcia.

Żałowałem że wyszkoliłem go tak dobrze. Żałowałem że zdecydowaliśmy z Sam na opuszczenie Sieci.

Przed opuszczeniem systemu byliśmy tacy szczęśliwi. Moja Użytkowniczka wydawała mi się o wiele szczęśliwsza niż na początku naszego związku. Częściej śmiała się szczerze. Prawie nie płakała przez sen. Udawało się nam odganiać od siebie swoje koszmary. Dogadywała się z Flynnem bez jakichkolwiek spięć. Programy i ISO ją kochały. Było cudownie do czasu aż zjawił się mój Twórca.

To nie było tak że nie cieszyłem się z tego że go poznałem. Cieszyłem się i to bardzo. Byłem zadowolony z jego nagłego przybycia tak samo jak Sam ale... zawsze było jakieś ''ale" i tym razem tym ''ale" było to że Świat z którego pochodziła moja partnerka niszczył ją.

Przez pierwszych kilka dni było w porządku. Praktycznie całe dnie spędzaliśmy w ogrodzie znajdującym się z tyłu domu AlanaOne. Cieszyliśmy się słońcem, czytaliśmy książki i urządzaliśmy sparingi. W tym ogrodzie, na miękkiej, równej, zielonej trawie czuliśmy się jak w Parku. Wtedy jeszcze wszystko było dobrze. Dopiero gdy moja adaptacja do Świata Użytkowników się skończyła coś zaczęło się dziać z moim światełkiem. Robiła się markotna. Jej mięśnie stale były napięte jakby spodziewała się jakiegoś ataku. Stopniowo coraz bardziej przypominała kobietę z którą walczyłem na Arenie jako Rinzler. Jej oczy już nie były przepełnione ciekawością. Znów widziałem w nich tą spokojną błogość i obietnice końca bólu. Widziałem jak przy każdej interakcji wymusza w sobie tą swoją błyskotliwą wesołość. Widziałem że jest bardzo przygnębiona kiedy myślała że nie patrzę. Widziałem to, jednak nic nie mówiłem. Znałem ją aż za dobrze i wiedziałem że kobieta nie widzi tego co się dzieje. Jej umysł nie dopuszczał do niej tej informacji.

Sam kiedyś mi opowiadała że jej mózg działa wybiórczo i nie dopuszcza do podświadomości niektórych informacji. Był to mechanizm obronnym chroniący ją przed jej rodzimym światem. Ochroną przed sprawami Użytkowników było również jej mieszkanie. Było znacznie oddalone od innych terenów mieszkalnych i strasznie zagracone. Wszędzie walały się części od motocykli, książki, komiksy i puszki po zielonym groszku. I do tego wszystkiego dochodził Flynn.

Użytkownik był moim przyjacielem ale na chwilę obecną wkurzał mnie. Ignorował Sam. Zajmował się tylko Enconem.

Ale najgorsze z tego wszystkiego było to że nie wiedziałem co z tym wszystkim zrobić. Gdyby byliśmy w Sieci złapałbym ich do Bańki Grawitacyjnej i zamknął bym ich w odosobnieniu na microcykl. Niestety nie mogłem tego zrobić. To nie była Sieć. To był Świat Użytkowników. Tu obowiązywały inne reguły. Tu Sam i Kevin zachowywali się inaczej.

Z czasem odkryłem że ja również się zmieniam. Zacząłem czytać książki Użytkowników. Czytałem powieści, artykuły i publikacje naukowe. Pochłaniałem ich wiedzę, a Sam mnie w tym wspierała. Polecała mi swoje ulubione książki. Rozmawialiśmy o nich w nocy kiedy nie mogliśmy zasnąć. Mówiliśmy wtedy również o przyszłości. Chcieliśmy mieć dziecko. Marzyła mi się mała kopia Sam. Chciałem czuć to co Flynn czuł tak dawno temu kiedy opowiadał o swojej małej córeczce. Nigdy nie zapomnę dumy na jego twarzy kiedy o niej opowiadał. Nim się obejrzałem nie byłem już jak zwykły program. W niewielkiej części przejąłem cechy Użytkowników.

A potem pojawiło się zagrożenie. Ktoś skrzywdził AlanaOne i Sam zainterweniowała. I mimo że to co zrobiła było straszne uważałem że zrobiła dobrze. Postąpił bym tak samo. Tylko że... ona nie miała żadnych skrupułów. Gdyby to był program postąpiła by inaczej. Okazała by litość. Kiedyś powiedziała mi że ten świat jej nienawidzi, teraz wiedziałem również że kobieta odwzajemnia to uczucie. Moja genialna, piękna Sam Flynn należała całą sobą do mojego świata i był to niezaprzeczalny fakt.

Parę godzin po ataku porwano moją Użytkowniczkę. Wszystko wydarzyło się bardzo nagle. Staliśmy przy samochodzie. Blondynka pakowała do środka swoją torbę ze sprzętem. Żartowaliśmy. Sam była wtedy taka żywa. Oczy jej błyszczały jak dawniej. Niezaprzeczalnie była w swojej funkcji. Able nie bez powodu nazywał ją Włamywaczem. Najgorsze w tym wszystkim było to że porwanie udało się z mojej winy. Nie byłem dość czujny. Zamiast wsiąść do samochodu i za nimi pojechać pobiegłem. Sięgnąłem do kabury na łydce ale jej tam nie znalazłem. To nie była Sieć. Całe moje doświadczenie i umiejętności były tu bezużyteczne. Byłem tu bezużyteczny.

Gdy to do mnie dotarło miałem wrażenie że wszystko czego dokonałem w mojej egzystencji runęło. Funkcjonowanie programu polegało na jego przydatności. Równie dobrze można było mnie wtedy skasować. Bezużyteczny program to skasowany program.

Zawiadomiłem Flynna i pozwoliłem zająć mu się resztą. Była policja, było FBI. Przesłuchiwano mnie. Wyczuwałem że tutejszym strażnikom bezpieczeństwa coś nie podobało się w moje zachowanie. Pewnie uważali że powinienem rzucać kubkami w ściany i drzeć się żeby ruszyli tyłki i znaleźli moją kobietę. Przerażało ich moje opanowanie ale przecież w takich sytuacjach trzeba było być opanowanym. Zapewne, tak jak w filmach, uznali że maczałem w tym palce. Większość Użytkowników była taka głupia. To było aż przerażające.

Gdy dano całej trójce spokój pojechaliśmy do domu Alana i powiedziałem mężczyzną to czego Sam dowiedziała się wczoraj od schwytanego napastnika. Po tym gdy powiedziałem im to co było przeznaczone wyłącznie dla ich uszu Użytkownicy zaczęli się kłócić sam nie wiem o co. Zresztą nie zwracałem na to uwagi. Musiałem jakoś odnaleźć Sam, musiałem przeanalizować wszystkie fakty i wykorzystać to czego nie mogłem powiedzieć służbą bezpieczeństwa.

Chciałem się pomodlić, ale szybko uznałem że nie ma to sensu. Mój Użytkownik znajdował się tuż obok. Nie był wszechpotężną istotą. Jego miękkie ciało było słabe i świadczył o tym ogromny siniec pod okiem zakryty warstwą makijażu.

A potem przyszedł ten cholerny Ed. Sam mi o nim opowiadała. Chodzili razem do szkoły i szczerze się nienawidzili. Blondynka wyznała mi też że przez pewien czas miała do niego lekką słabość. Twierdziła że w szkolnych czasach jako jeden z nielicznych rozumiał co mówi.

Mężczyzna dostarczył mi ważnych informacji. Wiedziałem już co mam zrobić. Wiedziałem. Całą czwórką udaliśmy się do Wieży Enconu. Flynn uparł się żeby zabrać Juniora ze sobą i powiedzieć mu prawdę, a potem ten uszkodzony bit zaczął kwestionować istnienie mojej osobowości. Ciągle dawał mi to do zrozumienia, a kiedy zostaliśmy sami w pokoju socjalnym powiedział że Sam traktuje mnie jak zwierzątko. Byłem taki wściekły. Kubek pękł mi w dłoniach, po moich palcach ściekała ciecz łudząco przypominająca krew. Chciałem na chwilę znów stać się Rinzlerem i rozerwać tego Użytkownika na kawałki.

Już od bardzo dawna nie wierzyłem w wszechmocności Użytkowników ale żywiłem szacunek do ich niezwykłych umiejętności i zdolności tworzenia. Teraz jedynym w co wierzyłem były uczucia które żywiła do mnie Sam. Każdego microcyklu czułem ich szczerość i to co powiedział ten... ten śmieć było świętokradztwem. To właśnie było świętokradztwo, a nie mój związek z Użytkowniczką.

Gdy wróciłem do Sieci wszystko potoczyło się bardzo szybko. Flynn zaczął zachowywać się jak dawniej, jak przed czystką. Był wesoły, bezczelny i szalony zupełnie jak jego córka. Mimo wszystko byłem zadowolony z tej zmiany.

Wszystko było w miarę w porządku aż po poruszeniu sprawy napastnika ze zeszłej nocy. Użytkownicy znów zaczęli paplać. Denerwowali mnie. Nawęd wkurzona Sam była przyjemniejsza w obyciu niż ta trójka. Dziewczyna rzadko podnosiła głos nawet w czasie kłótni. W końcu nie wytrzymałem. Zatrzymałem pojazd którym aktualnie jechaliśmy, wysiadłem i oddaliłem się na kilka metrów. Po chwili podszedł do mnie Flynn.

-Stary, co to miała znaczyć?- zapytał mężczyzna.

-Junior mnie denerwuje- odpowiedziałem. Nie chciałem wspominać o tym co zrobiła Sam.

-Znam cię i wiem że to za mało żeby cię wyprowadzić z równowagi. Spoiłeś się gdy zapytałem Alana o ''krycie" Sam- zmarszczył brwi w ten sam sposób co jego córka- coś przede mną ukrywasz, prawda? Oboje coś ukrywacie.

-To nie twoja sprawa.

-To moja córka, to jest moja sprawa.

-Sam powiedziała mi kiedyś coś podobnego- westchnąłem. Postanowiłem odpuścić- to co wczoraj się stało nie było wypadkiem...

-O czym ty... o nie... nie, nie, nie...- głos mężczyzny zadrżał- chyba nie mówisz mi że moja mała... że moja Sammy... że zamordowała tego faceta z zimną krwią... to... to twoja wina, to ty ją nauczyłeś walczyć- był już całkiem roztrzęsiony.

-Nie widzę związku, Flynn- odpowiedziałem spokojnie.

-A jak myślisz czemu ja nigdy nie nauczyłem się walczyć?- zaczął kręcić przecząco głową, jego wargi poruszały się jakby z kimś rozmawiał- później, załatwimy to później...

następnie wróciliśmy do pojazdu i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Zastanawiałem się nad tym co powiedział mój przyjaciel. W przeszłości kilka razy proponowałem mu naukę samoobrony ale zawsze odmawiał. Dotychczas uważałem że walka po prostu nie była jego funkcją ale mogło chodzić też o coś poważniejszego. Widziałem dostatecznie dużo by wiedzieć że każdy Użytkownik noszący nazwisko ''Flynn" jest niebezpieczny i nie wolno go ignorować. Nawet Kevina który obecnie nie wygląda zbyt groźnie. Postanowiłem pomyśleć o tym później. Musiałem się skupić i wyciszyć by być w stanie uratować moje światełko.

Po do dotarcia do hangaru w którym znajdował się Rozpoznawacz przystosowany do podróży między systemowych byłem już prawie wyciszony i myślałem jasno mimo tego że sama już obecność obcego Użytkownika mnie irytowała. Był zbyt podobny do Sarka i zbyt chętny do interakcji z Sam co było również trochę dziwne biorąc pod uwagę historię ich wcześniejszych relacji. Utwierdzało mnie w to fakcie że Użytkownicy są dziwni.

Po całym terenie stoczni uwijali się mechanicy i programy bezpieczeństwa, wszędzie stały ogromne skrzynie ze sprzętem które raz po raz brały lub przywoziły liczne wózki widłowe. Dostrzegłem też sporo wolontariuszy. Naprawdę miło było widzieć jak inne funkcje pomagają mechanikom w ich zadaniu jak tylko mogą. Coś takiego zdarzyło się wcześniej tylko raz. Nagle dostrzegłem zbliżającego się do nas głównego mechanika.

-Statek jest już prawie gotowy- powiedział Able podchodząc do nas. Program podał Flynnowi płytkę danych - zgłaszam się również do udziału w misji i nominuje również funkcje mechaniczne o imionach Beck, Bothi, Mara i Zed.

-Dobrze, przygotuj wszystko- powiedział poważnie po czym rozkazał bym przygotował moich podwładnych do misji i przy okazji został niańką Juniora gdy w tym czasie on i Alan sprawdzą Stację Przepustową. Zgodziłem się niechętnie. Uważałem że skoro mężczyzna przyprowadził ze sobą dodatkowego Użytkownika to on powinien się nim zajmować.

-No więc... co teraz?- zapytał brunet zaraz po tym jak wysłałem wiadomość przez komunikator na nadgarstku do moich podwładnych by zebrali się w pokoju socjalnym stoczni.

-Nic o czym masz pojęcie- odpowiedziałem i zacząłem iść w stronę miejsca zbiórki. Podążył za mną.

-Mógłbyś być dla mnie milszy- powiedział.

Przemilczałem to. Nie mogłem dać się wciągnąć w rozmowę z nim. Wiedziałem że chce wytrącić mnie z równowagi. Jego wcześniejsze działania dobrze to pokazywały.

Na zebraniu stawiło się dwadzieścia pięć najlepszych programów bezpieczeństwa. Każdy z nich miał ogromne doświadczenie i znakomite umiejętności. Kilu z nich pamiętało czasy sprzed Czystki. I właśnie w czasie tego spotkania doszło do incydentu.

-Ten Użytkownik powiedział że Sam jest psychopatką- odpowiedziałem cicho Beckowi.

-Gdybym się nie spóźnił sam bym mu przywalił zamiast odciągać cię od niego- powiedział i upił łyk ze swojej szklanki- jak do tego doszło?

-Riv zapytał się kim jest i gdy dowiedział się że to Użytkownik zapytał się czy jest przyjacielem Sam. Ed odpowiedział że nigdy się za bardzo z tą psychopatką nie przyjaźnił...

-...i wtedy go walnąłeś a ja wszedłem i zacząłem cię od niego odciągać?- przerwał mi i spojrzał na mnie znacząco.

-Tak- zacisnąłem dłonie na szklance i wlepiłem wzrok w znajdującą się w niej ciecz.

-Ty tak nie robisz.

-Teraz zrobiłem...

-Jest coś jeszcze- nie zapytał. Stwierdził to.

-Moja więź z Sam.

-Wasza...- zamilkł na kilka nano- jesteście w pakiecie?

Kiwnąłem twierdząco głową.

-I nic mi nie powiedzieliście?

Uśmiechnąłem się mimowolnie.

-Więc wiesz czy Sam...- zawahał się- nic nie jest?

-Żyje jeśli o to ci chodzi- odparłem- ale nie oto się martwię.

-A o co?

-Cokolwiek tam się stało, teraz Sam jest wszystko jedno. Brak smutku, gniewu czy radości. Ona po prostu czeka na śmierć.


Wyszedłem z kanciapy dopiero po tym jak przyszedł po mnie Shadox z informacją że wszystko jest już gotowe do odlotu i że jestem wzywany na mostek. Przeszliśmy kilka klików w ciszy przerywanej jedynie pospiesznymi krokami i szeptami mijających nas programów.

-To co zrobiłeś było poważnym naruszeniem dyrektyw- powiedział w końcu.

-Jestem tego świadomy- odpowiedziałem i zacisnąłem dłonie w pięści. Shadox to zauważył.

-Mnie również to zdenerwowało ale to była sprawa Użytkowników i pomiędzy nimi powinna być załatwiona.

Ledwo powstrzymałem ochotę żeby prychnąć.

-Gdybyś był w ich świecie zrozumiałbyś że postąpiłem słusznie- odparłem- tam... po prostu nie pozwolę komukolwiek obrażać mojej kobiety i tyle.

-Nie zmienia to faktu że to było bluźnierstwo.

-Żyłem w Świecie Użytkowników przez trzy dekacykle i wiem o nich więcej niż jakikolwiek program, więc mnie nie pouczaj- powiedziałem chłodno.

-Ja tylko się o ciebie martwię.

-Niepotrzebnie, mimo wszystko potrafię o siebie zadbać.

-Nie wądpie w to ale...

-Żadnych ale- przerwałem mu. Doskonale wiedziałem o co mu chodziło- już dawno poradziłem sobie z przeszłością, jestem tylko zdenerwowany, ty też byś był na moim miejscu.

Mój zastępca nie odpowiedział. Dalej szliśmy w milczeniu. Odpowiadało mi to.

Po dotarciu na mostek na sekundę wszystkie programy siedzące przy swoich pulpitach ustawionych wzdłuż ścian zamilkły, wszystkie oczy skierowały się na nas po czym wszystko wróciło do stanu poprzedniego. Miałem ochotę się roześmiać. Sam by pewnie to zrobiła i na dodatek rzuciła by jakiś złośliwy komentarz o uprzedzeniach po czym obwinęła by swoją rękę wokół mojego ramienia i przemaszerowała by przez mostek z dumnie uniesioną głową i z tym jej chytrym uśmieszkiem. Wtedy jeszcze bardziej zatęskniłem za moją partnerką.

Podszedłem do stojących przy sterze Użytkowników. Kiwnąłem lekko głową w kierunku Flynna.

-Czy Alan został odeskortowany do portalu?- zapytałem.

-Tak, powiedziałem mu co dokładnie ma robić... trochę też pogadaliśmy i...- spojrzał na mnie i uderzył mnie lekko pięścią w ramię- w porządku stary?- zapytał.

W tym wypadku już nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Chciał mnie przeprosić ale był zbyt dumny by to powiedzieć.

-W porządku- odpowiedziałem.

-Ciesze się- odwzajemnił uśmiech- bądź co bądź jesteśmy rodziną...- Ed prychnął głośno. Flynn spojrzał na niego, przygryzł lekko górną wargę po czym przybliżył się do niego i powiedział mu coś na ucho. Mężczyzna pobladł- Junior już nie będzie cię denerwował- powiedział wesoło Kevin- a teraz ruszajmy, Sammy czeka już wystarczająco długo. Tron czyń honory- wskazał dłonią ster.

Stanąłem za układem sterującym i złapałem drążek. Ten układ wyglądał jak w standardowym Rozpoznawaczu z tą tylko różnią że otaczały mnie cztery okręgowe pulpity sterownicze za którymi już siedzieli administratorzy. Po uruchomieniu silników wyleciałem ze Stoczni i skierowałem się do Stacji Przepustowej. W czasie lotu widziałem zmianę jaka natopiła w mieście. Platforma miasta stała się większa. Pusta przestrzeń otaczająca miasto wystarczyła by na kilkanaście dużych sektorów. Wiedziałem że jakkolwiek zakończy się ten microcykl w Sieci nastanie nowa era. Miałem nadzieje że Sam poprowadzi nas przez nią tak samo jak zakończyła tyranię CLU.

Stacja Przepustowa wyglądała prawie tak samo jak zapamiętałem te ze Starego Systemu. Duży, okrągły portal i stojący przy nim budynek będący centrum kontroli nad portalem. Po tym jaki Flynn wprowadził współrzędne Systemy fConu portal otworzył się, a ja skierowałem statek w sam jego środek. Lot przez Tunel Informacyjny był spokojny. Z zadowoleniem stwierdziłem że niewiele się zmieniło od czasu kiedy nimi ostatni raz podróżowałem. Tunel tak jak kiedyś wydawał się zbudowany z błękitnego światła. Ponownie miałem ochotę się pomodlić ale tym razem nie do mojego twórcy tylko do Sam. W Sieci modliło się do niej wiele programów, głównie funkcje administracyjne, programy bezpieczeństwa, mechanicy oraz, nie wiedzieć czemu, złodzieje. Ponoć ich modlitwa brzmiała ''wybacz nam Użytkowniczko bo wiemy co czynimy" ale równie dobrze mogły być to tylko plotki.

Jeśli cię odzyskam... kiedy cię odzyskam nie pozwolę by znów nas rozdzielono. To co mówił ten mały, żałosny człowieczek to kłamstwo. Nie jestem traktowany przez ciebie jak zwierzątko. Ty traktujesz mnie jak równego sobie. Ten pieprzony Użytkownik nie wiedzieć czemu chce cię mieć. Nie pozwolę mu na to. Jesteś moja, to twoje słowa. Będę o ciebie walczył bo jesteś tego warta. A jeśli się spóźnię i nie będzie cię już w żadnym ze znanych światów to pójdę za tobą. Jakiekolwiek to będzie miejsce, jeśli ty tam będziesz nazwę je Niebem.

Po modlitwie poczułem się odrobinę lepiej mimo że wiedziałem że moja partnerka tego nie usłyszała. Wiedziałem że coś w tamtym systemie musiało się stać skoro wszystko co odczuwa Sam to czysta obojętność ale puki była żywa miałem nadzieje. Z każdym klikiem byłem coraz bliżej.

Minęło niecałe ćwierć hexa kiedy statek wyszedł z Tunelu Informacyjnego. To co zobaczyłem wprawiło mnie w przerażenie. Spodziewałem się że tutejsze programy bezpieczeństwa zgodnie z procedurą zaatakują nas jako Nieautoryzowane Przybycie ale nie na ujrzenie tego. Przez okno widać było martwy, praktycznie pozbawiony energii skalistego krajobraz. Nawet nasze Rubieże były pełniejsze życia.

-Co się tu stało...- wykrztusił któryś z administratorów. W całej sterówce panowała idealna cisza.

-To Upadek Systemu- powiedziałem spokojnie chodź miałem ochotę zacząć krzyczeć. Przeżyłem już jeden Upadek. Było to straszne doświadczenie i sama myśl że moja kobieta też przez to przerzedła była niedopisania.

-Jak my ją tu znajdziemy...- szepnął Shadox podchodząc do mnie.

-Zajmę się tym- powiedziałem i zamknąłem oczy. Skupiłem się na mojej więzi z Użytkowniczką- jest niedaleko- skierowałem statek w stronę pobliskich wzgórz. Gdy tam dolecieliśmy znalazłem odpowiednie miejsce, zainicjowałem proces lądowania i przekazałem stery jakiemuś z zabranych z nami pilotów. Wybiegłem ze sterówki i udałem się do wyjścia. Mój zastępca podążył za mną. Gdy dotarłem na platformę wyjściową, gdzie czekali na mnie moi podwładni, uruchomiłem ją i zacząłem wydawać rozkazy.

-Gdy tylko wyjdziemy grupa pierwsza i druga zabezpiecza perymetr. Nie wiadomo co ty zaszło. Nie oddalajcie się od siebie, a jeśli już to w parach. Reszta pójdzie za mną po Użytkowniczkę.

-A skąd wiadomo gdzie ona jest, sir?- zapytał ktoś z zespołu.

-Po prostu wiem- odpowiedziałem.

Następnie platforma dotknęła gruntu. Pobiegłem prowadząc za sobą grupę trzy, cztery i pięć. Biegłem coraz szybciej. Wyczuwałem Sam. Ocknęła się z zobojętnienia. Biegła do mnie. Nawet nie wiem ile to trwało. Jedyne co czułem to zbliżanie się do mojej kochanki. Byłem coraz bliżej. Kiedy pojawiła się w zasięgu moje wizji miałem wrażenie że energia w moim ciele zaraz zacznie wrzeć. Kilka nano później stała już przede mną. Złapałem ją w ramiona i przycisnąłem mocno do siebie.

Dziewczyna zaczęła płakać. Przez jej ciało przechodziły dreszcze. Zacieśniłem uściski.

-Jesteś tu... naprawdę tu jesteś...- wyszeptała pociągając nosem.

-Jestem- pocałowałem ją w czoło. Smakowała krwią i potem- Jestem kochanie, jestem...