TRON: Geneza

Rozdział dwunasty: Strach


-No więc...- zaczął Ram po czym wyciągnął ze skrytki w płycie dyskowej cieniutką pałeczkę i rozwinął ją do postaci mapy- my jesteśmy tu- zatoczył palcem maleńkie kółko nad odpowiednim fragmentem Pustkowi- a najbliższa Brama Przepustowa jest w tym sektorze- wskazał na teren mieszkalny znajdujący się po drugiej stronie mapy.

-To daleko?- zapytałam.

-Kilka do kilkunastu microcykli drogi, zależy od warunków, tego czy kogoś spotkamy i jaką trasę obierzemy- wyjaśnił.

-Jakie są opcje tras?- zapytał poważnie Mori. Wyglądał na lekko spiętego. Nie dziwiłam się temu za bardzo. Śmierć która miała miejsce w Obozie Gier bardzo go dotknęła. Jako program bezpieczeństwa miał bardzo rozwinięty ''instynkt" opiekuńczy.

-Pierwszą opcją jest dotarcie do najbliższego terenu mieszkalnego i przebycie dalszej trasy pociągiem lub rozpoznawaczem.

-Wykluczone- powiedzieli jednocześnie Echo i Mori.

Axel zaśmiał się cicho, a Ram przewrócił oczami.

-Jednak jest coś w czym się zgadzacie- nie mogłam powstrzymać się od komentarzu.

-Po prostu, ochrona systemu będzie w obecnej sytuacji sprawdzała bardzo dokładnie wszelkie transporty między sektorami- odpowiedziała Echo z lekkim fochem.

-Wywnioskowałem to samo- mruknął cicho nasz program bezpieczeństwa. Wyraźnie nie był z tego zadowolony.

-Drugą opcją jest ominięcie gór otaczających sektory mieszkalne. Trasa jest dość długa ale można ją w całości przejechać światłocyklem- kontynuował blondyn.

-A jak tam wygląda sytuacja z energią?- zapytałam.

-Jest tam sporo stawów.

-A nie przeciągnie to wirusów?- zapytał Axel.

-To możliwe- westchnął Mori i spojrzał ponuro na blondyna- mamy trzecią opcję?

-Tak. Możemy przejść przez góry ale to będzie trudna trasa. Istnieją niewielkie odcinki które będziemy mogli pokonać na światłocyklach. Większość trasy będziemy musieli przejść pieszo, czasem trzeba będzie się wspinać. Sytuacja z energią jest tam dość nieciekawa, natrafimy na parę małych jeziorek i sporą rzekę która też będzie ciężką przeszkodą. Będziemy też musieli przejść przez niewielki teren mieszkalny znajdujący się w tej dolinie- wskazał odpowiednie miejsce na mapie.

-Dosyć głupie miejsce żeby zakładać osadę- zauważyłam.

-Bo to jedna z pierwszych powstałych w tym systemie- odpowiedział mi Mori- jest tam też Wieża I/O oraz...

-Czy można się skontaktować stamtąd ze Światem Użytkowników?- przerwałam mu. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Znałam na pamięć adres IP komórki Alana. Może mogłam bym wysłać mu wiadomość.

-Z tego co mi wiadomo Wieża jest sprawna...- Ram potarł się po brodzie- co kombinujesz?

Uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiem czemu ale uwielbiałam kiedy ktoś mnie pytał co kombinuje. Albo po prostu lubiłam to słowo.

-Gdybyśmy obrali tą trasę mogłam bym wysłać swoim wiadomość. Może nawet bym sprowadziła tu jakąś pomoc.

-Jesteś w stanie to zrobić?- zapytał Axel z zaciekawieniem.

-Może- odparłam zgodnie z prawdą- zawsze warto spróbować. I tak czy siak ta trasa wydaje się najlepsza.

-Racja- przytaknął mi Mori- tak będzie najbezpieczniej. Sark pewnie się już zorientował w sytuacji z wirusami i mobilizuje wszystkie siły do obrony Sektora Głównego...- zamilkł na dwie sekundy- pewnie dlatego z Obozem stało to co się stało. Pewnie chcieli zabrać stamtąd strażników i wtedy się wszystko wydało... mogłem to przewidzieć...- spuścił głowę.

-Już ci mówiłam że to moja odpowiedzialność- powiedziałam spokojnie.

Nastała chwila niezręcznej ciszy.

-Potrzebny nam będzie ekwipunek- Echo przerwała ciszę- masz coś Ram?

-Czy ty myślisz że skoro mieszkam na Pustkowiach to mam wszędzie pochowany ekwipunek?

-Właśnie tak myślę- odpowiedziała bez mrugnięcia okiem.

Blondyn speszył się lekko.

-Cały mój ekwipunek zostawiłem w obozie- mruknął.

Hakerka przewróciła oczami.

-Niby jesteś taki fajny, a jednak jesteś facetem- westchnęła.

Ram zamrugał.

-Co?

-Facet to facet- odpowiedziałam.

Męskie programy spojrzały na mnie z konsternacją.

-Chodzi o to że mimo swoich imponujących nam umiejętności i cech które uważamy za nawet uroczę jesteście po prostu mężczyznami- odparła Echo i wyszczerzyła do chłopaków ząbki- prawda Sam?

-Absolutnie- również się wysferzyłam.

-Funkcjonuje już długo ale nic z tego co powiedziałyście nie zrozumiałem- powiedział poważnie Mori.

-Uważają się za silniejsze i bardzie kompetentne od nas- wyjaśnił mu Axel.

Program bezpieczeństwa uniósł jedną brew. Ledwo się powstrzymałam przed wybuchnięciem śmiechem.

-Mężczyźni są silniejsi niż kobiety- powiedział szatyn.

-Jak się zaczną lać to stawiam na Użytkowniczkę- powiedziała Echo teatralnym szeptem.

W jaskini stało się nagle jakoś tak bardziej swojsko.

-Sparing był by miły- powiedziałam z uśmiechem- ale to może później. Najpierw trzeba się zająć sprawą ekwipunku- zmieniłam pozycję ze siadu tureckiego na siedzenie na kolanach, wyciągnęłam ręce przed siebie i położyłam je na podłożu. Skupiłam się na kodzie.

Tutaj stworzenie czegoś było o wiele trudniejsze. W Sieci wszystko było przystosowane by służyć woli Użytkownika. Proces tworzenia nie wymagał wiele trudu. Tutaj nie mogłam po prostu przywołać klawiatury. Musiałam się skupić i myśleć o kodzie. Manipulowałam nim w myślach aż przybrał pożądany przeze mnie kształt, rozmiar i fakturę. Parę sekund później przede mną pojawiło się siedem czarnych manierek.

-Puki mam dobry humor możecie składać zamówienia- powiedziałam z uśmiechem- ale raczej nie powinniśmy się obciążać zbędnymi klamotami bo to nas spowolni.

-Jak to zrobiłaś?- zapytała cichutko Echo. Na jej twarzy malowało się głębokie zdziwienie zmieszane z odrobiną konsternacji. Domyśliłam się że tak samo jak ja nie lubiła czegoś nie rozumieć.

-Napisałam je...- westchnęłam. Byłam zmęczona.

-A nie mogłaś by zrobić jakiegoś odrzutowca?- zapytała po raz kolejny hakerka.

-To zbyt skomplikowane. W takiej maszynie są tysiące elementów które muszą idealnie do siebie pasować. Jeden mały błąd w kodzie i wszyscy jesteśmy skasowani- spojrzałam na moich towarzyszy. Miny mieli nieciekawe- powinnam była was uprzedzić że chce coś stworzyć?- zapytałam.

-Powinnaś- odparł spokojnie Mori i pomasował czubkami palców swoje skronie- to że powiedziałaś że jesteś Użytkowniczką to jedno a pokazanie że nią jesteś to drugie... dopiero teraz naprawdę ci wierzę.

-Zawsze uwielbiałam szokować- odpowiedziałam i rozdałam wszystkim manierki- chcecie coś jeszcze?

-Przydały by się noże- powiedziała Echo tonem znawcy.

Kilka sekund później przede mną pojawiło się sześć wysuwanych, świetlnych ostrzy.

-Niesamowite- zachwycił się Axel.

-Niesamowitość to ty jeszcze nie widziałeś- skomentowałam i podałam mu nóż- pamiętasz tą swoją energię niskiej jakość?

-Tak, okazało się że...- zamilkł na kilka sekund- to ty sprawiłaś że stała się wysokiej jakość...- wyszeptał.

-Tak- uśmiechnęłam się po wariacku.

-Mnie to nawet nie dziwi- Ram zaśmiał się cicho- widziałem jak Flynn uruchamia popsuty Rozpoznawacz.

-Udało mu się tylko dlatego że to był pierwszy model Rozpoznawacza stworzony przez niego na potrzeby Kosmicznej Paranoi. Znał cały jego schemat na pamięć więc dlatego udało mu się go odpalić- gdy tylko to powiedziałam poczułam jak po karku przechodzi mi dreszcz. Wiedziałam że coś odkryłam, tylko nie wiedziałam jeszcze co.

-Dobrze programy- zaczął Mori po schowaniu swojego noża do kabury na udzie- skoro mamy już plan działania powinniśmy przejść teraz w ładowanie tak jak Mai- wskazała SI która po mojej opowieści zasnęła i przy okazji zrobiła sobie z nogi Echo poduszkę- wyruszymy w drogę na początku nowego microcylku. Obejmę pierwszą wartę- wstał i poszedł do wylotu jaskini by wypatrywać zagrożenia.


Obudziło mnie zimno. Rozejrzałam się dookoła. Wszyscy byli jeszcze opatuleni w koce które dla nich stworzyłam i smacznie spali. W słabym świetle obwodów dostrzegłam że warta Moriego już się skończyła i że zastąpił go Ram.

Poprawiłam okrywający mnie koc. Było mi zimno i czułam się samotna. Brakowało mi Trona. Odkąd spotkaliśmy się w Koloseum i próbowaliśmy się wzajemnie pozabijać praktycznie się nie rozstawaliśmy a jeśli już to na max kilka hexów. Chyba dopiero teraz w pełni doceniała to że mój mężczyzna tak się o mnie troszczył.

-Mam nadzieje że uda mi się do ciebie wrócić kochanie- powiedziałam w myślach.

Leżałam jeszcze chwilę po czym cichutko, tak by nikogo nie zbudzić, wstałam z ziemi, okryłam ramiona kocem i praktycznie bezszelestnie udałam się ku wyjściu. Po przejściu paru metrów zobaczyłam siedzącą u wylotu groty postać. Podeszłam do niej.

-Czy coś się działo- zapytałam cicho i usiadłam przy Ramie.

Program momentalnie wypuścił głośno powietrze.

-Wystraszyłaś mnie- powiedział patrząc mi w oczy.

-Wybacz, stary nawyk- odpowiedziałam.

-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się- a okolica jak na razie spokojna.

-To dobrze- poprawiłam koc.

Milczeliśmy przez kilka chwil.

-Wciąż nie mogę uwierzyć że cię spotkałem- powiedział w końcu blondyn.

-A myślisz że ja mogę? Żyłam w przeświadczeniu że już nie istniejesz.

-No fakt, masz trochę trudniej.

Uśmiechnęłam się.

-Tron parę razy mi o tobie opowiadał, tęskni za tobą.

-Naprawdę?- uniósł brwi.

-Tak, tata zresztą też.

-To miłe- uśmiechnął się- minęło tyle cykli a oni mnie pamiętają. Mam nadzieje że nam się uda i znów ich spotkam.

-Ja też- zasępiłam się. Tęskniłam.

-Czy coś jest nie tak?- zapytał wyraźnie zmartwiony.

-Zimno mi- odpowiedziałam. To nawet nie było kłamstwo.

-Jestem bardzo ciepły, jeśli chcesz możesz się do mnie przytulić- powiedział najzwyczajniej w świecie.

-Tron by się gniewał- odparłam.

Etykieta programów była dość wymagająca, a tulenie się do innego programu bez wyrażenia zgody partnera z pakietu było bardzo niewłaściwe. Swoją drogą zasad poprawnego zachowania było multum. Gdy je już jako tako poznałam odkryłam że Tron od naszej ucieczki z Areny praktycznie rzecz biorąc molestował mnie. Po wytknięciu mu tego skwitował to ''nie wyglądałaś na skrzywdzoną" po czym mnie pocałował, a następnie zrobił mi kilka bardzo przyjemnych rzeczy.

-Znam go, na pewno się nie obrazi.

Spojrzałam na niego niepewnie.

-Uroczyście przysięgam że będę się zachowywał wobec ciebie właściwie i że nasze relacje będą czysto przyjacielskie- gdy tylko to powiedział przytuliłam się do niego. Tak jak mówił był ciepły. Zazdrościłam mu umiejętności przystosowywania temperatury ciała wedle woli.

-Jesteś bardzo zimna- zaczął pocierać moje ramię przez koc.

-Co ty nie powiesz- prychnęłam.

Kilka chwil później zrobiło mi się trochę cieplej.

-Dzięki- powiedziałam cicho.

-Nie ma za co- spojrzał na mnie- twoje oczy przeciekają- powiedział z lekkim przerażeniem.

-Co?- dotknęłam palcami prawej dłoni okolice oczu. Poczułam wilgoć. Dotarło do mnie że płakałam.

-Nie mów o tym nikomu...- wyszeptałam bezwiednie i kantem dłoni starłam łzy z twarzy.

-Nic ci nie jest?- zapytał. Po jego minie było widać że poważnie się zmartwił.

-Wszystko w porządku, to naturalne. Zaraz przestane- pociągnęłam cicho nosem. Byłam pewna że jestem emocjonalnie roztrojona. W ostatnim czasie miałam tyle atrakcji że nawet nie było to dziwne.

-Mam nadzieje, Tron by mnie skasował gdyby coś ci się stało- uśmiechnął się.

-I to bardzo boleśnie- odpowiedziałam i westchnęłam po raz kolejny- Wiesz że nie musisz się mną opiekować? Sama dam sobie radę.

-Wiem ale gdyby sytuacja była odwrotna chciałbym żeby Tron zaopiekował się moją partnerką... no gdybym ją miał- skrzywił się lekko- a do tego masz w sobie część kodu Flynna i to mnie też zobowiązuje do ochrony ciebie.

Zaśmiałam się cicho.

-Minęło ponad tysiąc pięćset cykli a ty wciąż jesteś taki jakim mi cię opisano- wyszczerzyłam zęby.

-Jaki?- uniósł pytająco brwi.

-Wspaniały przyjaciel i wielki wojownik o woli walki przewyższającej niejeden program bezpieczeństwa- odpowiedziałam.

-Och...- wykrztusił- och...

Uśmiechnęłam się delikatnie. Domyślałam się że dla programu musi to naprawdę wiele znaczyć. Tak długo żył w zapomnieniu. W samotności. Żył na Pustkowiach nie wykonując swojej funkcji, jakby balansował między życiem a śmiercią.

Przez myśl przeszło mi stwierdzenie które przyszło mi do głowy kiedy byłam dzieckiem.

Dlaczego bohaterowie zawsze przeżywają chodź inni wokół nich giną? Żeby cierpieć.

Miałam nadzieje że nie był to los pisany Ramowi.

-Kiedy postanowiliśmy jaką trasę wybierzemy żeby się dostać do Bramy Przepustowej nie ustaliliśmy co zrobimy na miejscu- zaczął niespodziewanie.

-Przejdziemy do mojego serwera- odpowiedziałam bezwiednie.

-Do czego?- zdziwił się.

-Serwer to takie urządzenie w którym mieści się System- wytłumaczyłam mu- a ja mam taki jeden, tajny, na którym przechowuję wszystkie informację... bardzo cenne i niebezpieczne informacje- uśmiechnęłam się po wariacku- tam będziemy bezpieczni oraz będę mogła skontaktować się ze swoimi... a nawet jeśli nie uda mi się z nikim skontaktować, to tam będziemy bezpieczni... tak... tak zrobimy...- zamyśliłam się. Parę spraw naraz zaczęło chodzić mi po głowie i do tego wszystkie się kłóciły.

Program kiwnął twierdząco głową.

-Też chciałbym się nie bać, tak jak ty- wyszeptał.

-A skąd ci się wzięło że się nie boje?- uniosłam pytająco brwi.

-Jesteś taka spokojna...

Prychnęłam.

-Boje się ile wlezie- odpowiedziałam mu- strach to naprawdę dobre uczucie. Problem jest tylko wtedy gdy się go nie odczuwa- miałam wrażenie że te słowa same wychodzą z moich ust- tam gdzie nie ma strachu nie ma nadziei.

Po mojej niebywale mądrej wypowiedzi milczeliśmy. Wypatrywaliśmy zagrożeń. Słychać było tylko wycie wiatru które przypominało mi smętne zawodzenie. Chwilami miałam wrażenie że coś w nim słyszę. Że słyszę szepty i szyderczy śmiech. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.


Obudziłam się na kanapie w naszym domu w Sieci. Zamrugałam. Czyżby to wszystko mi się przyśniło? Usiadłam. Zobaczyłam że mam na sobie białą bluzkę na ramiączkach i czarne spodnie. Był to strój w którym chodziłam wyłącznie po domu.

-Dobrze spałaś?- usłyszałam czyjś głos.

Obróciłam głowę w kierunku z którego dobiegał i zobaczyłam Trona siedzącego na swoim ulubionym fotelu. W pierwszej chwili chciałam wskoczyć mu na kolana i opowiedzieć mu o moim śnie ale momentalnie się powstrzymałam. Coś było z nim nie tak. Gdy przyjrzałam mu się uważniej dostrzegłam że jego oczy były tak samo niebieskie jak moje, twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji na co mój partner nigdy nie pozwalał sobie w domu, a włosy były kilka tonów jaśniejsze.

Szybko przeanalizowałam sytuację.

-Ja śnie?- zapytałam..

-Tak- odpowiedział chłodno NieTron.

-Skoro śnię to dlaczego nie wyglądasz dokładnie jak Tron?- dopytywałam się. Musiałam jakoś zrozumieć tą sytuację.

-Jestem wytworem twojej wyobraźni, mój wygląd nie zależy ode mnie- odparł tak samo obojętnie jak przedtem.

-Po co tu jesteś?

-Bo mnie potrzebujesz.

Prychnęłam.

-Ja nikogo nie potrzebuje- odpowiedziałam twardo.

-Zdajesz sobie sprawę że okłamujesz samą siebie?

Ledwo powstrzymałam się przed tym żeby się nierozryczeń.

-Jesteś tylko snem. Zaraz się obudzę i o tobie zapomnę- odpowiedziałam cicho.

-Nie będziesz w stanie- wstał i podszedł do mnie- nie pozwolisz sobie na to- usiadł przymnie- sprawy które musisz zrozumieć zaczęły się na siebie nakładać a do tego jest ich zbyt dużo. Jeśli ich nie zrozumiesz, zginiesz.

-Niby co może być takiego ważnego?

-Wiesz to ale jeszcze tego nie rozumiesz.

-Niby czego nie rozumiem?

-Wiesz to ale jeszcze tego nie rozumiesz- powtórzył.

Cudem powstrzymałam się od przywaleniu w pysk. Wzięłam głęboki wdech. Oczyściłam umysł. Wypościłam powietrze. Coś przyszło mi do głowy. Przeraziłam się.

-Chyba nie chcesz żebym była całkowicie logiczna?- zapytałam poważnie.

Całkowita logika była przyczyną mojego szaleństwa. Przez nią jako nastolatka zrobiłam masę głupich rzeczy. To przez nią stałam się tak bezduszną osobą. Praktycznie nie uznawałam uczuć, a kiedy w końcu dałam im szansę nie potrafiłam ich rozpoznać i to co się stało w CalTech się wydarzyło. Długo po tym wszystkim zajęło mi zebranie się do kupy, a i tak te najdrobniejsze kawałki poprzyklejał Tron.

-Musisz znów się taka stać- odpowiedział.

-Mowy nie ma- warknęłam. Serce waliło mi jak po przebiegnięciu maratonu. Nie mogłam znów popaść w szaleństwo.

-Musisz.

-Ja nic nie muszę!- wrzasnęłam i rzuciłam się z pięściami na mężczyznę. Wtedy brunet, wręcz od niechcenia, złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do kanapy.

-Zostaw mnie w spokoju- warknęłam.

-Nie- również wywarczał- musisz przeżyć, musisz zrozumieć- zacisnął palce na moich przegubach- masz po co żyć.

Gdy tylko to powiedział całe napięcie ze mnie zleciało.

-Dla mojej rodziny- wyszeptałam.

Na do tej pory pozbawionej emocji twarzy NieTrona pojawił się psotny uśmieszek.

-Dobrze...


-Sam, Sam...- ktoś mną potrząsał- przejdź w online...

-Co jest...- mruknęłam otwierając powoli oczy. Zobaczyłam zmartwioną twarz Rama.

-Wirusy- wyszeptał lekko trzęsącym się głosem.