Pozdrowienia programy! Wróciłam i nie zamierzam odchodzić. Komentujcie.
TRON: Geneza
Rozdział trzynasty: Nocturn
Spojrzałam na skalisty krajobraz rozciągający się przed wejściem do jaskini. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku ale gdy przyjrzałam się uważniej dostrzegłam bezkształtne, zielonkawe coś znajdujące się na granicy mojego wzroku. To coś wyraźnie było w ruchu.
-Pójdę wybudzić resztę, a ty nadzoruj ich pozycje. Jeśli wirusy znacznie się zbliżą, zawołaj- powiedział Ram po czym skierował się w głąb jaskini.
Przełknęłam głośno ślinkę. W duchu obiecałam sobie że jak to przeżyje to wywalę do rzeki całą swoją kolekcje filmów o zombie. Następnie zaczęłam wyrzucać sobie to jak kiedyś marzyłam o takiej sytuacji. Przed przybyciem do Sieci czasem fantazjowałam o apokalipsie zombie. Chciałam żeby cały świat poszedł w cholerę i żebym już miała święty spokój. Wizja takiego świata wydawała mi się tak bardzo pociągająca. Mniej zmartwień, odczuwanie radości z prostych rzeczy. Zaplanowałam nawet co bym zrobiła w trakcie tej mojej wymarzonej apokalipsy. Pojechałam bym po Alana. Mimo że byłam w tamtych czasach tak bardzo na niego wściekła chciałam go mieć wtedy przy sobie. Jak to mówią: uważaj czego sobie życzysz...
Kilka chwil później cała ekipa wyszła z tymczasowego schronienia.
-Jak sytuacja?- zapytał poważnie Mori.
-Nie wykryli nas. Posuwają się powoli. Perymetr tymczasowo bezpieczny jeśli zachowamy ciszę- zdałam płynnie raport i wróciłam do wpatrywania się w horyzont.
-Dobrze- mężczyzna podrapał się po brodzie- teraz wszyscy na światłocykle. Ram prowadzi wyznaczoną trasą.
-Przypominam że musimy zatrzymać się przy jakimś źródle energii- dodał Axel- od microcykla nic nie piliśmy i do tego Pustkowia też robią swoje. Niedługo zaczniemy słabnąć... szczerze mówiąc to już powinniśmy zacząć słabnąć, zwłaszcza ja...- skrzywił się nieznacznie i spojrzał na swoje ramię.
-Za trzy hexy jazdy światłocyklem będziemy przekraczać rzekę, tam się napijemy- powiedział Ram.
-Duża ta rzeka?- zapytałam. Byłam bardzo świadoma swojego wodnego problemu i nie za bardzo miałam ochotę go ujawniać. Aż wstyd przyznać ale nawet Tron nie znał całkowitego ogromu mojego hydrologicznego problemu. Tylko tata i Alan wiedzieli jak to u mnie wygląda.
-Średnio, nie będzie łatwo ale damy radę- odpowiedział.
Chwilę później ruszyliśmy w drogę. Chciałam obejrzeć się za siebie ale zabrakło mi odwagi.
Nasz konwój mknął przez Pustkowia bez większych problemów. Czasem na naszej trasie pojawiał się jakiś pojedynczy wirus. Za każdym razem gdy dochodziło do takiego spotkania Echo wybijała się z grupy, wyciągała dysk i likwidowała potencjalne zagrożenie. Jej postawa na pojeździe w czasie tych manewrów była nienaganna. Przypominała trochę CLU w czasie mojej pierwszej Bitwy Światłocyklów. Była śmiertelnie perfekcyjna.
Dawno nie myślałam o tym zbuntowanym programie. Myśli o nim były złe. Zastanawiałam się jak by to wszystko się potoczyło gdybym nie od razu rozpoznała w nim Głównego Administratora. Gdybym potraktowała go tak jak chciałam tatę? Albo gdyby moja złość za pozostawienie mnie wzięła górę i rzuciłabym się na niego z pięściami i zaczęła na niego krzyczeć że mnie okłamał i zostawił? Tyle niewykorzystanych opcji. A ja zawsze jakimś dziwnym trafem wybierałam te najlepsze dla mojego otoczenia. Przecież mogłam grzecznie siedzieć na tyłku po tym nieszczęsnym spotkaniu po latach i pożytkować swoją energię na ignorowanie taty oraz pracowanie nad przyjaźnią z Rinzlerem. To smutne że dopiero teraz potrafię patrzeć na to wszystko z odpowiednim dystansem. Dopiero teraz kiedy wpakowałam się w jeszcze większe tarapaty... no może tym razem to tak do końca to nie jest moja wina. Cholernie miła odmiana.
Zgodnie z przewidywaniami po trzech hexach dotarliśmy do rzeki. Krajobraz bardzo przypominał brzegi rzeki biegnącej przez Wielki Kanion tylko że bez roślinności. Gdzieniegdzie było dość stromo ale dominowały łagodne plaże. Świetlisty nurt rzeki nie był nawet zbyt silny. Energia płynęła dosyć leniwie. Niby bajka ale jednak nie. Ta rzeka nie była średnia. Ta rzeka była tak kurewsko szeroka że ledwie widziałam drugi brzeg!
-Kto ostatni ten dziki bit!- zawołała radośnie Echo zeskakując ze swojego pojazdu i biegnąc w stronę wody. Parę sekund później z głośnym chlupnięciem wskoczyła do rzeki- no chodźcie!- pomachała do nas i zanurzyła się po ramiona po czym zderezowała swój kombinezon.
Tak po troszku zaczynałam rozumieć czemu Alan obwiniał mnie o swoją siwiznę.
-Jestem za- powiedział wesoło Ram po czym pobiegł w ślady hakerki.
Chwilę później na brzegu był tylko Mori i ja, a reszta towarzystwa wesoło się pluskała. I tylko mój program był nagi.
Lekko zakłopotana spojrzałam na stojącego przy mnie monitora systemu. Jego twarz była kamienną maską nie ukazującą żadnych emocji ale mimo to widziałam że był nieźle wkurzony. Zaciskał zęby, a ja potrafiłam to rozpoznać. Miałam nie małą praktykę.
-Jak ktoś tak poukładany jak ty mógł stworzyć ją?- program wskazał brodą bawiącą się w najlepsze blondynkę.
-Ty uważasz mnie za poukładaną?- zapytałam unoszą brwi. Słyszałam wiele opinii na mój temat ale czegoś takiego nigdy- kolego, ty nie widziałeś mojej szafy ze skarpetkami.
Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem.
-Tak- odparł lodowato.
-O co jesteś zły?- zapytałam podejrzliwie.
-Nie jestem zły.
-Zaciskasz zęby, jesteś zły.
Program westchnął ciężko.
-Echo jest zbyt lekkomyślna. Zrobiliśmy postój, powinniśmy sprawdzić perymetr a nie pluskać się w rzece.
Przygryzłam lekko wargę. Mori po części miał rację ale pomimo wszystko Echo w swoim wariactwie postąpiła słusznie. Ależ ze mnie była wielka sprzeczność.
-Co jest najsilniejszą bronią programu bezpieczeństwa?- zapytałam.
-Jego morale- odpowiedział bez zająknięcia.
-I to się tyczy wszystkich programów. I Echo tak samo jak ja ma niezwykłą zdolność do jego podnoszenia- ostatnie słowa wręcz wysyczałam. Zdenerwowałam się i sama nie wiedziałam czemu. Może to miało coś wspólnego z nieTronem? Ta halucynacja mówiła że coś wiem ale tego nie rozumiem. Może byłam zła na samą siebie? Stan logiki absolutnej by pomógł ale było to zbyt niebezpieczne. Koniec końców Logika pożera swoją lodowatą naturą własne dzieci, a ja jako Flynn byłam jej ulubionym dzieckiem i mnie pożerała najokrutniej, powolutku. Kawałek po kawałeczku. Brała aż nie zostało już nic poza złamanym sercem w które się za bardzo nie wierzyło ale i tak bolało. Życie było dziwką ale za to Logika była wyrachowaną i okrutną suką.
-Pójdę sprawdzić okolicę- powiedział cicho Mori.
Gdy odchodził rzucił mi jakieś dziwne spojrzenie przez ramię. Chyba go zawiodłam.
Kiedy mężczyzna zniknął mi z oczu postanowiłam usiąść przy brzegu i pooglądać moich pluskających się przyjaciół. Po dotarciu na miejsce z ulgą odkryłam że kombinezon Echo wrócił na swoje miejsce.
-Sam! Chodź do nas!- zawołał wesoło Mai i ochlapała stojącego przy niej Rama wodą/energią.
-Nie, dziękuje- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Mimo wszystko cieszyłam się że mała była teraz żywsza i weselsza. Była dzieckiem, a dzieci powinny być wesołe, szczęśliwe i używać swoich nieskończonych zapasów energii na sprawianiu swoim opiekunom zmartwień. Bo pracą rodzica jest martwienie się o dziecko.
-Sam, no weź...- dziewczynka stanęła przede mną. Woda sięgała jej do kostek. Taką głębokość mogłam przeżyć ale naprawdę nie miałam na to ochoty.
-Nie lubię być mokra- odpowiedziałam i delikatnie pogłaskałam ją po mokrych włosach. Mimowolnie zauważyłam że jej mokre włosy mają ten sam odcień brązu co włosy mojego partnera.
-Sam- Echo podeszła do dziewczynki i położyła jej dłoń na ramieniu- mamy bardzo do siebie zbliżone charaktery i upodobania?- zapytała poważnie.
-Raczej tak- zmarszczyłam brwi. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Boisz się co?- zapytała po raz kolejny.
-Nie wiem o czym mówisz...- odpowiedziałam. Nie wiedziałam czy wyszło mi to przekonująco ale czułam się jak królik na autostradzie, a to nie wróżyło niczego dobrego.
-Chłopaki!- zawołała hakerka, pomachała do dwóch programów znajdujących się parę metrów od nas i ochlapujących się wzajemnie wodą- pozwólcie na momencik.
-Czy coś się stało?- zapytał pogodnie i poprawił zasłaniającą mu oczy grzywkę.
-Włosy ci oklapły- zauważyłam i uśmiechnęłam się szeroko. Jego oklapnięte loczki wyglądały naprawdę komicznie.
-Jak wyschnął wrócą do normy- prychnął- co chciałaś Echo?
-Czy wiecie co się robi z programami które boją się zamoczyć?- zapytała.
-To przecież każdy wie...- odezwał się Axel po czym wlepił we mnie wzrok- no niemów...
Nagle w mózgu zapaliła mi się kontrolka UCIEKAJ! Niestety nie zdążyłam. Męskie programy skoczyły na mnie, złapały za ramiona i uniosły lekko.
-Co wy robicie!- wrzasnęłam i zaczęłam się szarpać.
-To dla twojego dobra- odpowiedziała blondynka i złapała mnie za nogi.
Wrzasnęłam po raz kolejny. Programy zaczęły wnosić mnie do rzeki. Szarpałam się, krzyczała i chyba ugryzłam Rama w palec ale oni i tak nieśli mnie coraz dalej od brzegu. Moje ciało powoli sztywniało ze strachu. Czemu oni to robili!? Czemu!? Ja im nic nie zrobiłam. Przecież o nich dbałam a oni...
-To dla twojego dobra- powiedziała poważnie Echo. Jakimś szczątkiem percepcji odnotowałam że woda sięgała jej do pasa.
-Ja ci dam dla mojego dobra! Zatłukę cię suko! Wszystkich was zatłukę!- wrzasnęłam ze wściekłością. Już nabierała powietrza by wypluć z siebie kolejne obelgi gdy programy puściły mnie prosto do wody.
Gdy tylko poczułam wilgoć na skórze skamieniałam. Chciałam krzyczeć ale nie byłam w stanie wydusić z siebie najmniejszego dźwięku. Tak bardzo chciałam krzyczeć. Chciałam Trona, tatę, Alana, Becka, Quorre i nawet Castora. Chciałam żeby ktoś mnie uratował. Przez cholerny ułamek sekundy znów czułam się jak zaraz po pogrzebie babci, kiedy regularnie budziłam się w środku nocy i wędrowałam do pokoju Alana by sprawdzić czy wciąż tam jest, czy żyje.
Kiedy byłam już pod wodą odrętwienie odeszło. Zaczęłam się szamotać niczym ryba w sieci. Chciałam by ten koszmar się skończył. Z ogromnym wysiłkiem udało mi się wystawić głowę nad powierzchnie i zaczerpnąć powietrza. Nic mi tak w życiu nie smakowało jak ten rozpaczliwie wzięty haust tlenu.
Gdy już myślałam że zaraz wszystko się skończy czyjeś ręce zaczęły wpychać mnie pod powierzchnie. Pociemniało mi przed oczami. Instynktownie zaczęłam walczyć ale bardziej to przypominało szamotanie muchy w pajęczynie. Już miałam się poddać gdy nagle zobaczyłam nieTrona.
Stał przede mną. Ja też stałam. Nikt mnie nie trzymał ale nadal byłam pod wodą. Nie było gruntu ani powierzchni. Otaczała nas mroczna pustka.
Mężczyzna wyciągnął do mnie rękę. Złapałam ją a on przyciągnął mnie do siebie. Nasze twarze znalazły się tak blisko siebie że prawie stykaliśmy się nosami. Przyjrzałam się jego twarzy. Przy naszym poprzednim spotkaniu nie wyrażała absolutnie niczego, a teraz był wyraźnie zmartwiony. Jakby dopiero uczył się emocji.
-Czego się boisz?- wyszeptał.
Właściwie czego ja się bałam? Nigdy nie bałam się ciemności więc czemu miałam bym się bać wody?
Moja halucynacja skończyła się równie nagle co zaczęła. Znów byłam w rzece i ktoś mnie topił. Zaczęłam walczyć po raz kolejny ale nie ze strachu tylko ze wściekłości. Byłam wojowniczką. Zawsze nią byłam i nie dam się zabić. Kilka sekund później udało mi się wyrwać. Natychmiast stanęłam na nogach. Zakręciło mi się w głowie. Upadłam bym gdyby ktoś mnie nie złapał.
-Czy wy jesteście uszkodzeni!?- krzyknął Mori i przycisnął mnie mocno do swojego torsu- co to miało znaczyć?
Ktoś mu odpowiedział ale za bardzo nie wiedziałam kto i co powiedział. Moja wewnętrzna karuzela powoli zwalniała.
-Sam- poklepał mnie delikatnie po policzku- jak się czujesz?
-Mokro- mruknęłam po czym oswobodziłam się z jego uścisku.
-Sam, ja chciałam ci pomóc...- zaczęła Echo podchodząc do mnie ale nie dokończyła, bo przerwała jej moja pięść uderzając ją w twarz.
-Nie gadam z wami- mruknęłam i udałam się w stronę brzegu.
Siedziałam na rufie łódki którą kilka chwil wcześniej stworzyłam i obserwowałam oddalający się brzeg. Nasz wodny środek transportu był na tyle duży że od reszty naszej wesołej kompani dzieliło mnie jakieś sześć metrów. Dzięki temu miałam jakieś pozory prywatności. Przebywanie w większej grupie męczyło mnie.
Mimo że od topienia mnie minął zaledwie kwadrans już nie było we mnie gniewu. Przed przybyciem do Sieci gniew rządził moim życiem. Nie mogłam pozwolić się mu ponieść. Nie po to tata, w czasie długich godzin medytacji, nauczył mnie jak sobie z nim radzić żebym teraz zaczęła szaleć. Żal to co innego. Do trójki podtapiaczy żywiłam go wręcz w ilościach hurtowych. Miałam do tego święte prawo i żadne treningi zen mi tego nie były w stanie odebrać. Nagle usłyszałam za sobą delikatne kroki i lekkie szuranie.
-Wszystko w porządku?- zapytała Mai i usiadła przy mnie.
Spojrzałam na dziewczynkę. Przygryzała lekko górną wargę. Wiedziałam co jej chodzi po głowie.
-Tak- odpowiedziałam.
Zapadło niezręczne milczenie.
-Trochę głupio to wszystko wyszło...- zaczęła ale jej przerwałam.
-Wyszło i to bardzo głupio, a teraz idź powiedz Echo że jak chce ze mną pogadać to ma przyjść sama a nie wysyłać ciebie na przeszpiegi.
-Dobrze- odpowiedziała dziewczynka po czym się oddaliła.
Skrzywiłam się lekko. Nie powinnam tak potraktować małej. Ona nie zrobiła nic złego, a mojej hydroterapii nie mogła przeszkodzić. Była zbyt drobna. Gdyby doprawić jej skrzydła mogłaby robić za wróżkę albo aniołka. Zbyt niewinna. A najgorsze było to że musiałam ją nauczyć jakiś podstaw walki. Musiała umieć się bronić.
-Cześć- powiedziała cicho Echo i usiadła w tym samym miejscu co wcześniej Mai.
Nie odpowiedziałam. Milczałyśmy kilka chwil.
-No przepraszam!- krzyknęła nagle- ja też się kiedyś bałam i taki jeden też mi tak zrobił i mi pomogło. Ja chciałam dobrze- była podenerwowana.
-Moje ciało działa inaczej niż wasze. Mogliście mnie skasować- odpowiedziałam chłodno.
-Przepraszam...- wyszeptała płaczliwie- chciałam dla ciebie dobrze... wszyscy chcieliśmy... kocham cię... zawszę kochałam tylko ciebie Stwórczyni...
Moja reakcja była natychmiastowa. Objęłam dziewczynę rękoma i mocno przytuliłam do siebie.
-Nie gniewaj się na mnie- zaskomlała.
-Nie gniewam się- zaczęłam głaskać ją po włosach. Ona była mną- ja kiedyś bym zrobiła to samo co ty.
Siedziałyśmy tak przez chwilę przytulone do siebie.
-Chłopaki się patrzą- szepnęła Echo.
-Dobrze że mi o nich przypomniałaś- odszepnęłam po czym przerwałam uścisk.
Wstałam i w kilku dużych krokach pokonałam odległość dzielącą mnie od chłopaków.
-Ram, Axel do mnie- rozkazałam.
Programy podeszły do mnie powoli. Mori zza swojego miejsca za sterem zaczął na nas zerkać.
-Mimo tego że za to co zrobiliście powinnam skopać wam tyłki to wam wybaczę ale tylko dlatego że to podtapianie mi pomogło- powiedziałam spokojnie.
-Naprawdę?- ożywił się Axel.
-Tak, nie chcieliście mi zrobić krzywdy tylko pomóc i w jakiś pokrętny sposób potrafię to zrozumieć. Mimo wszystko pomiędzy programami i Użytkownikami jest ogromna różnica kulturowa i muszę to zaakceptować. Ale ostrzegam, następnym razem przy tego typu numerze skopie wam podprogramy. Rozumiecie?
-Rozumiemy- odpowiedzieli równocześnie.
-To dobrze- uśmiechnęłam się- a teraz daj dysk Ram, naprawie ci to ugryzienie.
Po dotarciu na drugi brzeg zniszczyliśmy łódkę i znów wsiedliśmy na światłocykle. Po paru hexach jazdy i nienapotkaniu żadnego wirusa teren zrobił się zbyt stromy by po nim jechać więc postanowiliśmy rozbić obóz, trochę się przespać i od początku nowego microcyklu zacząć pieszą wędrówkę.
-Szybko ci przeszło- powiedział Mori kiedy we dwoje sprawdzaliśmy najbliższą okolicę wokół obozowiska- myślałem że pioruny zaczną strzelać w ziemię wokół nas.
Mimowolnie zachichotałam.
-Jak bym nad sobą nie panowała mogło by się tak stać- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Gdybym nie wiedział że jesteś Użytkowniczką wziął bym cię za program bezpieczeństwa.
-A nie jestem za wesoła?- zapytałam.
-Nie kiedy potrzebne jest skupienie- odparł poważnie.
Już miała odpowiedzieć gdy nagle ziemia zaczęła się trząść.
Zachwiałam się. Coś skrzypnęło. Rozległ się dźwięk jakby coś w oddali się zawaliło. Zaczęłam spadać.
