PART 5

Było gorąco. Och, dobry boże koszykówki, jak było gorąco. Aomine czuł, jak nagrzany beton, na którym leżał, niemal parzy go w skórę. Uchylił powieki, a blask słońca aż poraził go w oczy. Ech, co za pieprzone piekło.

- Jak się stąd nie ruszymy, zostaną z nas cholerne skwarki – mruknął, przeciągając się.

- Aha, chcesz, to się ruszaj – odmruknął leżący tuż obok Kagami. – Mogę być nawet skwarkiem, wszystko mi już, kurna, jedno.

Aomine zerknął na niego. Chłopak nie wyglądał, jakby zamierzał wstać. Zresztą Aomine też niespecjalnie miał na to ochotę. Był tak wykończony, że kiwnięcie palcem było w tym momencie ponad jego siły. Jeszcze nigdy, naprawdę nigdy, nie był tak zmęczony. Nikt nigdy nie doprowadził go do takiego stanu, że nie był w stanie się ruszyć. Ale co on się dziwi, skoro przez kilka dni grali niemal non stop od rana do samego wieczora? Okazało się, że jednak nie jest robotem, a szkoda, bo z miłą chęcią przypieczętowałby swoje… Właściwie które zwycięstwo? Już nawet nie pamiętał, chyba stracił rachubę.

Poruszył się, przeciągając i czując, jak plecy ocierają się o nieprzyjemny beton. Szlag by to trafił. Przez to granie od kilku dni słońce kompletnie zjarało mu skórę i teraz ta piekła go niemal żywym ogniem. Japonio, gdzie jesteś?

- Nie mam, kurwa, siły. – Kagami westchnął ciężko.

Daiki przeniósł na niego spojrzenie. Leżący na betonie Kagami obejmował ramionami piłkę do kosza i faktycznie wyglądał na zmęczonego, jakby nie spał kilka dobrych dni. On sam pewnie nie wyglądał lepiej. Gapił się przez chwilę na niego. Rozczochrane włosy były wilgotne od potu, a długi prosty nos i policzki zaczerwienione od słońca, co wyglądało nawet zabawnie. W ogóle to ciekawe czemu ludzie tutaj nie przypominali murzynów, przecież to słońce było zabójcze. Przyglądał się, jak Taiga nabiera powietrza i wzdycha po raz kolejny. Ramiona, którymi obejmował piłkę były mocne, umięśnione i opalone. Aomine potrząsnął głową, wyrywając się z pełnego zmęczenia otępienia. Był zmęczony. Bardzo, bardzo zmęczony.

Podniósł się, przecierając dłonią twarz. Kagami ziewnął, otwierając oczy i gapiąc się na niego nieco nieprzytomnym spojrzeniem.

- Co robisz?

- Wstaje, do licha, bo to pieprzone słońce zaraz mnie wykończy, jak tu, do cholery, można w ogóle wytrzymać? – warknął poirytowany, czując, że nagle z dupy jest mu cieplej niż było.

- Khehe, kiedyś się przyzwyczaisz – parsknął rozbawiony.

- Nigdy, kurwa, szybciej stąd wyjadę, niż przyzwyczaję się, do tego pieprzonego palnika.

Kagami zachichotał, zakładając ręce za głowę i zamykając oczy.

- Masz jeszcze kilka miesięcy, sam zobaczysz. Zresztą patrz, jakie to zabawne, gamy ze sobą codziennie, a za jakiś czas wyjedziesz i już nigdy nie się spotkamy, hahaha, ale jaja, to takie niesamowite.

Aomine popatrzył się na niego. Na tych upartych, bezczelnych ustach Kagmiego błąkał się delikatny uśmiech. Tak właściwie miał rację, minie jeszcze trochę czasu, wyjdzie i już nigdy więcej się nie spotkają. To miejsce było jak jakiś dziwny, odrealniony epizod, który trwa tylko przez chwilę.

Wzdrygnął się, gdy jego żołądek podskoczył dziwnie i oderwał spojrzenie od tego głupka, warcząc pod nosem. Wstał z zamiarem jak najszybszego udania się pod chłodny prysznic. Było mu tak gorąco, że czuł się jak rozpuszczane masło.

- Wybieramy się jutro na plażę, jedziesz z nami, nie?

- Po co?

Kagami odchylił głowę w tył patrząc na niego.

- Sufrowałeś kiedyś?

Aomine pokręcił głową, a Kagami wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- To będziesz miał okazję.

- Dryfować na tratwie? Nie dzięki – uśmiechnął się ironicznie, odwracając się i idąc do domu.

- Przyjdę jutro przed południem po ciebie! – zawołał za nim, unosząc rękę na pożegnanie.

- Jasne, jasne.


- Ty, żyj.

Aomine uchylił powieki, gdy Kagami trącił go w kolano. Spojrzał na niego z niesmakiem, opuszczając na nos okulary i osuwając się po siedzeniu.

- Żyłbym, gdyby nie ty. Dla normalnych ludzi przed południem to nie jest ósma rano – sarknął, tłumiąc ziewnięcie.

Kagami zaśmiał się, opierając o drzwi samochodu, a Aomine nie po raz pierwszy poczuł jak siatka dreszczy biegnie po jego kręgosłupie.

- Długo jeszcze będziemy czekać?

- Chyba tak. – Kagami zerknął za okno na przyjaciół. – Khehe, Kate chyba spodobał się sprzedawca.

Aomine zaśmiał się pod nosem.

- Próbuje z każdego pieca, hę?

- Hahaha! Najwyraźniej – roześmiał się, sięgając po okulary Aomine i wsadzając je na nos. – Rany, widzisz ty coś przez nie?

- Widzę cały świat i nic nie wypala mi oczu – uśmiechnął się ironicznie przypatrując się, jak Kagami przegląda się w bocznym lusterku auta.

- W ogóle to doszły mnie legendy na twój temat! – wyszczerzył się, patrząc na Aomine i unosząc okulary na głowę.

- Słucham? – Daiki uniósł brew, a Kagami zachichotał z czegoś najwyraźniej bardzo ubawiony.

- Kate to plotkara, jak ona wie, wiedzą wszyscy. W każdym razie, że ją stuknąłeś… Albo ona stuknęła ciebie? I że nie jesteś małym Japończykiem, hahahaha! – Złapał się za brzuch śmiejąc głośno. – Nie zdziw się, jak laski będą cię napastować, już Kate o to zadbała, hahaha!

Aomine wykrzywił usta w uśmiechu.

- Dobry seks, nie jest zły. – Wzruszył ramionami.

Kagami wyszczerzył się, opierając łokieć o przednie siedzenie i gapiąc się na Aomine oczami, w których tańcowały pełne rozbawienia ogniki.

- No właśnie. – Zmrużył w rozbawieniu oczy, a Aomine zauważył na jego nosie i policzkach ledwie widoczne piegi. Wcześniej ich jakoś nie widział.

- Tutaj jest California i nic nie jest złe, po co się ograniczać.

- Aż tak? – Brew Aomine uniosła się, a kącik ust wygiął ku górze.

Kagami pochylił się w jego stronę z szerokim uśmiechem.

- Jest freedom. Chcesz pić, pijesz, chcesz się bawić, bawisz się, chcesz grać, grasz, chcesz uprawiać seks, uprawiasz, nie ma znaczenia, gdzie i z kim.

Ten niski, nieco ochrypły głos Kagamiego podrażnił jego zmysły, choć było to ciężkie to ogarnięcia. Ale tu nie było zasad. Nie było żadnych zasad i nic nie miało znaczenia, granic i ram. Było wolne. Nie bardzo wiedział, czy mu się wydaje, czy to, co jaśniało gdzieś na dnie oczu Kagamiego było tym, na co wyglądało. Miał wrażenie, że jego fascynacja nie pozostaje bez echa… Ale może to złudzenie.

Oderwali od siebie spojrzenie, gdy głosy reszty zaczęły się przybliżać.

- Tankujemy i jedziemy, zanim Kate wyrucha tego biednego sprzedawczynę, hahah! – Marco zaśmiał się głośno, odkręcając bak.

- Jeszcze tego nie zrobiła? – Kagami ze śmiechem wychylił się przez okno. Aomine przeniósł wzrok na zbliżającego się Dicka i Ingrit. Przecież nie będzie się na niego gapił.


Patelnia, no najprawdziwsza na świecie patelnia. Piasek był tak rozgrzany, że niemal parzył w stopy. Czy istnieje większe piekło, niż to? Osunął się na leżaku stojącym pod parasolem, przyglądając się, jak Dick i Paul z deskami pod pachami idą w stronę oceanu. Jak komuś chciało się żyć w taki upał? Jak komuś chciało się cokolwiek, kurna, robić, gdy żar po prostu lał się z nieba? No kurwa.

- Możesz?

Aomine przeniósł spojrzenie na Kate, która ubrana tylko w czarny, skąpy strój kąpielowy wyciągała w jego stronę olejek do opalania.

- Daj mi chwilę do namysłu… Jak siądziesz przodem, to mogę. – Wygiął usta w uśmiechu, zabierając olejek z jej rąk.

Kate zachichotała, siadając na piasku tyłem do niego.

- Chciałbyś, co?

- Ty bardziej – zamruczał, nalewając olejek na dłoń i rozsmarowując go po szczupłych ramionach dziewczyny.

- Hoho, jaki pewny siebie, żebyś się tylko nie zdziwił – zakpiła. – Nie idziesz do wody?

- Nie, tu mi dobrze, nie jestem masochistą.

- No przestań, powinieneś posurfować, jak już tu jesteś!

- Dryfowanie na tratwie mnie nie kręci.

- Kate, cycki też ci posmarować? – Kagami roześmiał się, wbijając deskę w piasek.

- Kup sobie własne i je sobie smaruj – odpowiedziała bezczelnie, wstając z piasku.

- Sztuczne są do kitu, jakbyś chciała, to ja bardzo chętnie. – Wyszczerzył się, siadając na jej miejscu. – Ja też poproszę – wyszczerzył się do Aomine.

Aomine oparł się wygodnie i uśmiechnął ironicznie, podrzucając olejek w dłoni.

- Co za to dostanę?

- Ej, Kate o to nie pytałeś! – oburzył się.

- A może mi dać coś, czego nie miałem? – Uśmiech Aomine poszerzył się, a Kagami zarechotał na całe gardło. Aomine chrząknął, czując jak drobny dreszcz biegnie po jego kręgosłupie.

- Ty dupku, hahaha! No ale weź, kurna, bo te debile już łapią fale, dogadamy się potem, pozwolę ci wygrać ze mną czy coś.

- Khe, pozwolisz? – parsknął ironicznie, nalewając olejek na dłonie i przykładając je do ramion Taigi. – Chyba nie ogarniasz, że to ja wygrywam z tobą, a nie na odwrót.

- No chyba w twoich, kurwa, snach! – prychnął.

Aomine uśmiechnął się pod nosem, słuchając bluzgów Kagamiego i dłonią przesuwając po prostej linii jego kręgosłupa. Właściwie dopiero teraz zauważył, dwa japońskie znaki wytatuowane tuż poniżej jego karku, które układały się w słowo „wolność"… Czy każde z nich coś takiego miało? Wydawało mu się, że widział na stopie Kate amerykańskie „freedom".

- Co robisz?

Aomine wzdrygnął się, zerkając na gapiącego się na niego przez ramię Kagamiego. Chyba się zamyślił… Oderwał od niego ręce, czując dziwne zirytowanie, że cieszy się, że ma na nosie okulary.

- Twoje gadanie jest tak nudne, że zasypiam. – Uśmiechnął się z kpiną, wcierając resztkę olejku we własne przedramiona.

- Hę?! A w ryj byś nie chciał? – warknął, jednym skokiem stając na nogach. – Idziesz czy nie?

- Możesz iść utopić się w samotności, ja podziękuję.

- No co ty, chodź, fajnie będzie!

- Spadaj już, kretynie.

- Sam jesteś kretynem, ośle. Nie mów, że nie umiesz pływać – zaśmiał się z kpiną.

- Umiem, ale za pływanie na kawałku drewna podziękuję – prychnął.

- No zero zabawy! – Wyciągnął deskę z piasku. – A gdzie freedom, hę? – Kopnął w piasek obsypując nim Aomine.

- Spadaj, albo zarobisz w zęby – warknął, strzepując z siebie piasek i patrząc jak zanoszący się śmiechem Kagami oddala się w kierunku oceanu.

Jak można się jarać pływaniem na kawałku deski? Aomine chyba nigdy nie zrozumie tego narodu. Ale tak właśnie było, wszyscy cieszyli się jak małe dzieci, a do tego potrafili spędzić na surfowaniu niemal cały dzień. I dobrze, może i było z czego się cieszyć, może i było na co się popatrzeć, ale bez przesady. Ale jednak nie odrywał od niech spojrzenia. W swoim cudownym, błogosławionym cieniu przyglądał się, jak łapią fale z niemal takim samym zacięciem, z jakim grali w kosza. Cokolwiek robili, zawsze było w tym sto procent, bez żadnych ograniczeń, tak, jak z ich freedom. Po prostu wszystko na maks.

Och, oczywiście nie uniknął kąpieli w oceanie, ale wolał sam tam dojść, niż zostać tam wrzucony, jak stało się to z dziewczynami, które z nimi przyjechały, a które od surfowania dużo bardziej wolały kąpiele słoneczne. Co w sumie nie było takie złe, przynajmniej było się na co popatrzeć.

Zerknął na Himuro, który trącił co w ramię puszką piwa. Aomine wziął je z jego rąk, otwierając i upijając łyk lodowatego napoju patrząc, jak Tatsuya przysiada koło niego. Przeniósł spojrzenie z powrotem na Kate, która jak się okazało, miała całkiem niezłe gardło i to bez żadnych podtekstów. Uśmiechnęła się do przygrywającego jej na gitarze Kagamiego podejmując skoczny rytm piosenki.

- Zaskoczony, co?

Aomine przeniósł spojrzenie na Himuro, który przypatrywał mu się z uwagą i delikatnym uśmiechem na ustach.

- Że potrafi tymi ustami coś jeszcze? Owszem. – Uśmiechnął się ironicznie, a Himuro parsknął rozbawiony.

- Kate z niczym się nie czai, to fakt, ale to dobrze, w końcu o to w tym wszystkim chodzi. Freedom. – Przeciągnął się aż strzeliły mu kości. – Kate będzie występowała na Broadwayu.

- Będzie? – Aomine uniósł pytająco brew. – Skąd taka pewność? Ma tam kogoś?

Tatsuya zaśmiał się pod nosem.

- Skąd. Ona po prostu pojedzie i będzie tam występować. – Upił łyk piwa, gapiąc się w niebo. Aomine zauważył na jego nadgarstku te same znaki, które widniały na karku Taigi. Wcześniej dostrzegł też francuskie „liberté" wytatuowane na boku łydki Paula i był więcej niż pewny, że reszta też ma podobne tatuaże.

- To jej marzenie, więc dlaczego ma się nie spełnić? – uśmiechnął się delikatnie.

- Marzenia rzadko się spełniają, zwłaszcza takie.

- Chyba jeszcze nie wsiąkłeś – Himuro parsknął pod nosem. – To jest właśnie freedom, Daiki. My nie tylko bawimy się bez ograniczeń, chociaż tak to może wyglądać. Fredom to jest życie. Ona tam pojedzie i podbije Broadway, bo dla niej nie ma nic niemożliwego, żyje freedom, nic jej nie ogranicza, nic nie zatrzymuje, nie ma gdybania, że może, że być może się uda. Pojedzie i osiągnie to, co chce. Tym jest freedom. Wolnością od ograniczeń.

Aomine kiwnął głową choć nadal nie bardzo wierzył, by samą wolą było się w stanie coś osiągnąć. Przecież… to by było za proste, gdyby to tak działało, prawda?

- Ingrit będzie malarką. – Himuro kiwnął w stronę Hiszpanki. – Maluje tak, że włos się jeży. A Marco będzie grał w NBA. Właściwie każdy z nas ma lekkiego bzika na punkcie koszykówki, ale to Taiga i Marco chcą wiązać z nią przyszłość.

- Kagami też zamierza grać w NBA? – mruknął, gapiąc się z niebo, które z wolna zmierzchało. Od oceanu zaczynało ciągnąć ciepłe, suche powietrze.

- Taki był plan, ale nie jestem pewien, czy w jego przypadku tak się stanie.

Daiki zerknął na niego. Himuro marszczył brwi, gapiąc się na przyjaciela.

- Nie wiem, czy Taiga ci wspominał, ale ci kolesie, którzy chcieli się z wami wtedy bić…

- Mówił. Że zafundowali mu miesiąc w gipsie.

- Miesiąc? – Tatsuya parsknął, ale nie było w tym grama śmiechu. – Sześć tygodni w gipsie i rehabilitacja. Przez jakiś czas baliśmy się, że nie będzie chodził – mruknął, pocierając palcami powieki. – Ale okazało się, że brak czucia był tylko szokiem pourazowym…

- Te zjeby tak go urządziły?

Himuro zerknął na Aomine, w którego głosie zatańczyły chłodne nuty, lecz jego twarz była niewzruszona.

- Było ich sześciu, załatwili go na cacy – burknął, na samo wspomnienie czując piekącą złość. – Ale Taiga to cholerny potwór – zaśmiał się, rozluźniając się natychmiast. – Szybko się pozbierał.

- Nie powinien się oszczędzać? – mruknął w zamyśleniu. Jakoś nie zauważył, by Kagami grał jak ktoś kontuzjowany. Wręcz przeciwnie, grał bez żadnych hamulców.

- Powinien – zaśmiał się. – Ale spróbuj mi to powiedzieć. Wiesz, to też jest freedom. Wszystko albo nic, albo robisz coś na sto procent, albo nie warto się za to nawet zabierać. Z freedom nie ma półśrodków, Daiki. Chcesz czegoś, pragniesz czegoś, to po prostu to bierzesz.

Aomine oderwał spojrzenie od Taigi, kierując je na Himuro, który jednak nie patrzył na niego, ale Daiki miał wrażenie, że jego usta są wygięte w lekkim uśmiechu.


H.: Borze najzieleńszy, mam wrażenie, że moja jakość dramatycznie spada X_X To okropne, a tu takie ważne rzeczy mają się dziać w następnym rozdziale, no! Zaczynam się bać tego, co wyjdzie. Kolejny będzie stanowczo „M".