PART 7
Aomine nie mógł ukrywać przed sobą, że zastanawiał się, jak to będzie wyglądało. Oczywiście, freedom i te sprawy, ale zwykle więcej jest po prostu gadania, a gdy przychodzi co do czego już nie jest tak pięknie. Ale nie tutaj, dał się zaskoczyć po raz kolejny. Powinien nie zapominać, że tu freedom było życiem i działało na sto procent. Jak mogłeś wszystko, to mogłeś wszystko i nikogo to nie interesowało, jeżeli właśnie to było twoją wolnością. Cóż, pewnie kozę być ruchał i by ich to nie dziwiło. Aomine kozy ruchać bynajmniej nie zamierzał, ale Kagamiego owszem. Z Kagamim było wszystko jasne i jak najbardziej mu to odpowiadało, nic więcej i nic mniej. Po prostu… Tak było dobrze i tyle, to im odpowiadało.
Wzdrygnął się, gdy kilkudziesięciokilogramowy ciężar zwalił się na jego kolana.
- I co tak dumasz? – Szeroki, niemal lisi uśmiech rozciągał te cholernie prowokujące i kuszące usta Taigi.
- Niektórzy mają mózg i go używają – zakpił, unosząc brew i upijając wodę z butelki. Z drgającą z irytacji brwią Kagami ścisnął butelkę, sprawiając, że Aomine omal się nie udusił.
- Pojebało cię?! – warknął do zanoszącego się śmiechem Kagamiego, który nieomal zleciał z jego nóg.
- Jaka seksowna z ciebie miss mokrego podkoszulka! – zachichotał diabelsko pod nosem, przysuwając twarz do twarzy Aomine. – Nic tylko brać – zamruczał, muskając jego wargi swoimi i sprawiając, że żołądek Aomine wywinął malownicze salto.
- Gejeeee, jak uroczo. Mogę dołączyć? – Spojrzeli na stojącą koło nich Kate, która uśmiechała się szeroko, opierając rękę o biodro.
- Jak przystało na dobrych pedałów ruchamy tylko facetów. Już nas nie kręcą cycki – odpowiedział Kagami, szczerząc się do dziewczyny.
- Mów za siebie – zamruczał Aomine, opierając się o siatkę ogrodzenia za sobą.
- Hej, ja i mój fiut czujemy się dotknięci do żywego! – fuknął, patrząc na niego z oburzeniem.
- A kto komu wkłada? – spytała Kate, unosząc z zainteresowaniem brew.
- Ja jemu – odpowiedzieli obaj, kiwając na siebie głowami.
- No chyba w snach. – Aomine wygiął usta w aroganckim uśmieszku, mrużąc powieki.
- Chyba w twoich fantazjach. – Kagami uśmiechnął się w sposób, który posłał ciarki po ciele Aomine.
- Hahaha, a ja i tak miałam go pierwsza. – Kate uśmiechnęła z wyższością.
- Po prostu pozwoliłem ci na rekonesans – odpowiedział Taiga, patrząc na nią bezczelnie. – Musiałem sprawdzić, czy warto rozdziewiczać jego tyłek.
- Kto kogo rozdziewiczył – zakpił Aomine. – Coś ci się chyba zapomniało, mam ci przypomnieć jak to było?
Kagami pochylił się, opierając ręce o siatkę po obu stronach jego głowy.
- Grozisz czy obiecujesz? – zamruczał gardłowo, patrząc na niego bezczelnymi, zadziornymi oczami, w których tlił się blask żądzy. Aomine poczuł, jak dreszcz spływa po jego kręgosłupie, kumulując się mrowiąco w podbrzuszu.
- To tylko wizja twojej najbliższej przyszłości. – Aomine rozciągnął usta w uśmieszku.
- A mogę chociaż popatrzeć? – spytała Kate, chichocząc pod nosem.
- Ej, długo będziecie się jeszcze gzić, czy możemy w końcu grać?
Kagami obejrzał się za sobie, a Aomine wychylił się zza jego ramienia, spoglądając na odbijającego piłkę Marco, który patrzył na nich pytająco z mieszaniną zniecierpliwienia i rozbawienia.
- Jeszcze dwie minuty, już dochodzę! – wydarł się Taiga, obracając z powrotem ku Aomine, który błyskawicznie rozsunął nogi, na których siedział Kagami i pchnął go w pierś, sprawiając, że Taiga zleciał na tyłek.
- Pojebało cię?! – wrzasnął.
Aomine wykrzywił usta w aroganckim uśmieszku wstając i patrząc na niego z góry.
- Wybacz, kochanie, musisz dojść na ręcznym, sprawy wyższe wzywają.
- To ja jestem twoją najwyższą sprawą, zjebie! – wydarł się. – Jeszcze zobaczymy, będziesz chciał, żebym wystukał ci tyłek!
- Stukać to ty możesz co najwyżej młotkiem w ścianę – wyszczerzył się Aomine, wchodząc na boisko.
- Ty niedoruchana wszo – zawarczał Kagami, sztyletując wzrokiem chichoczących kolegów. – Jeszcze to odszczekasz. I zamknąć się, barany! Grać, a nie śmiać się, do cholery!
(Prodigy - Warriors dance)
Aomine odstawił kufel na stolik śledząc wzrokiem dłoń dziewczyny wędrującą po ramieniu Kagamiego. Co interesujące, Taiga wydawał się radosny jak skowronek i z zapałem słuchał tego, co mówiła do jego ucha, wybuchając co jakiś czas śmiechem. Jakże uroczo. Taiga najwyraźniej był kompletnym tępakiem. Albo robił to celowo. Jedno z dwóch w każdym razie, chociaż Daiki bardziej stawiał na to pierwsze. Ale Aomine pomoże mu ogarnąć kilka bardzo istotnych kwestii. Z miłą chęcią mu pomoże. Tak mu pomoże, że Kagami zapamięta to do końca swojego życia.
Nie spuszczał z niego spojrzenia nawet wtedy, gdy Taiga poszedł do baru… W końcu najważniejsze w polowaniu to nigdy nie tracić swojej ofiary z oczu.
- Pojebało cię?! – wrzasnął Taiga, prawie rozlewając niesione przez siebie napoje. Uśmiechając się szeroko, Aomine uwolnił jego koszulę z chwytu i sięgnął po jedną z niesionych przez chłopaka szklanek, po czym wypił duszkiem zimny napój.
- Co ty… - Kagami nie zdążył się zdenerwować, coś w spojrzeniu Aomine odstawiającego na pobliski stolik szklankę zasznurowało mu usta. Szeroki, nieco zblazowany uśmiech wykrzywiający jego usta był z rangi tych… cholernie sugestywnych.
Kagami ciężko przełknął ślinę, gdy chłopak przysunął się, pochylając nad jego uchem.
- Pijesz? – Seksowny pomruk tchnął w jego ucho sprawiając, że ciarki przebiegły mu po plecach. Bardzo intensywne, bardzo drażniące ciarki.
Pokręcił głową, a szklanka zniknęła z jego ręki pozostawiając po sobie wilgotny ślad zimna.
- Nie szedłeś gdzieś przypadkiem? – spytał beztrosko Daiki, a elektryzujący granat niemal wbił się w oczy Kagamiego. Pociemniały, nieruchomy, wyzywający.
Taiga również się uśmiechnął, mrużąc nieco oczy. Wyzwanie? Wspaniale, o nic lepszego nie mógł prosić, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu aż go korciło, by po raz kolejny… by jeszcze raz…
Położył dłoń na piersi Aomine, popychając go w tył. Nie było niczego innego, prócz głębokiego granatu tęczówek i muzyki dudniącej w uszach.
- A nawet gdyby? – wychrypiał z przekornym uśmiechem, idąc w przód i zmuszając tym samym Aomine do cofania się aż nie natrafili na ścianę.
- Twoja znajoma mogłaby się poczuć porzucona – zakpił, łapiąc za rękę, która chciała spocząć na ścianie koło jego głowy.
- Moja znajoma poczeka.
- Czyżby? – zamruczał, pociągając go za bluzkę i przyciskając do ściany.
- Zazdrosny? – Oparł głowę, posyłając Aomine szeroki, wyzywający uśmieszek.
- Chciałbyś.
Kagami zaśmiał się pod nosem, a jego dłonie przesunęły się po plecach Aomine. Pochylił się, przygryzając lekko płatek jego ucha i zamruczał do niego ochryple:
- Cholernie.
Aomine spojrzał na niego, a jego ciało było gorące i napięte, Kagami czuł to pod palcami, które zakradły się pod materiał jego bluzki. To spojrzenie go uwięziło. Było coś w tych niebieskich oczach, co bez trudu potrafiło go pobudzić. Kagami czasem czuł, jakby natrafił na swoje drugie ja, które za nic w świecie nie chciało mu ulec i się podporządkować. I on sam również nie zamierzał tego robić. Bynajmniej.
Stłumił westchnięcie, wbijając paznokcie w kark Aomine, gdy jego usta spoczęły na jego szyi.
Aomine poczuł jak Kagami szarpie go za włosy. Jego zapach bombardował jego nozdrza, muzyka pulsowała w żyłach wraz z kumulującym się pragnieniem. Wyzywający, rozpalony wzrok mówił wyraźnie „zabawmy się"…
Aomine miał sen. Śniło mu się, że gra w kosza – nie pierwszy zresztą raz. Był to jeden z tych meczy, z tych najlepszych, gdzie mógł zagrać tak na sto procent, w niczym się nie powstrzymując. To był zajebisty sen, punktował, wymijał wszystkich przeciwników, bawił się nimi i piłką tak jak tylko chciał. Lecz w pewnym momencie coś stało się z jego nogami. Stały się ciężkie, nie chciały go nieść. Wkładał tak niesamowity wysiłek w to, żeby biec, że pot niemal zalewał mu oczy, a całe ciało płonęło od gorąca. Co się, do licha, stało? Czuł, jakby ktoś postawił za nim gigantyczny magnes, jakby ktoś zarzucił mu na plecy kilkaset kilogramów, a jego nogi… nie chciały…
Aomine wzdrygnął się, czując jak coś dmucha do jego ucha i otworzył oczy. Pochylająca się na nim, wyszczerzona w uśmiechu twarz niemal przyprawiła go o zawał serca.
- Nie w twarz! – wrzasnął Kagami, gdy Daiki w dzikim, jakimś pierwotnym odruchu zamachał gwałtownie rękami i spróbował go zrzucić z siebie.
- Pojebało cię?! – warknął Aomine, gdy siedzący na jego nogach Kagami złapał jego ręce, przyciskając je do kanapy.
- Hahaha, nie pluj się już tak! – zachichotał, susząc do niego te swoje kły.
- Jak się tu, do cholery, dostałeś? – warknął Daiki, gromiąc go spojrzeniem.
- Jak to jak? Przez balkon, jak prawdziwy Romeo – poruszył sugestywnie brwiami, pochylając się nad nim.
- Czy ty jesteś normalny? – syknął, próbując się odsunąć, gdy Taiga ugryzł go w szyję.
Kagami nie odpowiedział, tylko uniósł się nieco, patrząc na niego z góry, a jego uśmiech był pełen zadowolenia i zadziorności.
- Złaź ze mnie – zawarczał Daiki, gdy zdał sobie sprawę ze swojej mało komfortowa sytuacji, jednak mimo to nie zamierzał dać się… Właściwie co?
- Mam cię pod sobą no i co by tu z tobą zrobić, jak myślisz? – zamruczał Kagami, pochylając się i muskając wargami zaciśnięte usta Aomine.
- Spierdalaj, zapomnij – warknął Daiki.
- Brzydko do mnie mówisz – wyszeptał do jego ucha. Złapał jedną dłonią ręce Aomine, a druga powędrowała w dół. W bardzo interesujący dół, który bardzo ochoczo zareagował na jego obecność.
Aomine zgromił spojrzeniem szczerzącego się szatańsko Kagamiego, zaprzestając jednak szarpania się z nim. Nie zamierzał robić z siebie debila, chociaż bycie ciotą nie pasowało mu tym bardziej.
- No, Daiki… – zamruczał gardłowo Kagami wprost do ucha Aomine, sprawiając tym samym, że gwałtowne gorąco ogarnęło jego ciało. – Trochę więcej zaangażowania.
Aomine zasyczał, gdy dłoń chłopaka zacisnęła się mocno na jego członku.
- To postaraj się bardziej – zaszydził, unosząc biodra i otarł się wolno o Taigę, który sapnął zduszonym głosem. Tym razem to on uśmiechnął się kpiąco i z wyzwaniem, gdy Kagami na niego spojrzał.
Pożądanie gładkimi palcami Taigi ogarniało jego ciało, puls przyspieszał pod gorącymi ustami, które ponownie spoczęły na jego szyi. Ciężko było zapanować nad sobą, gdy ciało ogarniała ta dzika gorączka…
Stłumił sapnięcie Kagamiego własnymi ustami, paznokciami przesuwając po jego karku. Języki splatały się ze sobą gwałtownie, ręce szarpały ubrania, a kanapa skrzypiała przy każdym ruchu.
Oddychając płytko, Aomine oparł się wygodnie na poduszce, patrząc spod na wpółprzymkniętych powiek na Kagamiego, którego oczy płonęły czystą żądzą. Uśmiechnął się przewrotnie, obejmując go nogami w pasie, a Taiga jęknął zduszonym głosem, gdy ich ciała zetknęły się.
- Wymiękasz? – zamruczał, przesuwając językiem po jego uchu.
Kagami drgnął, a jego usta odnalazły wargi Aomine miażdżąc je w gwałtownym pocałunku, tłumiąc tym samym ich okrzyki.
Kurwa. Przecież nie był żadną pieprzoną ciotą. Za nic. Ale do licha… Ten pieprzony Kagami był zdecydowanie zbyt dobry w te klocki, gdy się go już odpowiednio podrażniło.
Taiga po raz kolejny przywarł do jego ust i Aomine poczuł, jak spełnienie zalewa jego ciało, a pod oczami rozbłyska biel i czerwień. Ocknął się, czując przyciskającego go gorące ciało. Poruszył się, próbując złapać głębszy oddech, a Kagami uniósł się patrząc na niego leniwymi, spokojnymi oczami. Delikatny uśmieszek wykrzywił jego usta.
- Mówiłem, że wyrucham ten twój tyłek.
- Pierwszy i ostatni raz. – Aomine uśmiechnął się ironicznie.
- Mhym, łudź się dalej – parsknął pochylając się nad nim. - Dobrze wiem, że teraz nie będziesz myślał o niczym innym jak tylko o tym, żebym cię… jeszcze… raz… - musnął jego wargi.
- Dobrze, że za marzenia się nie płaci, zjebie, bo nie miałbyś nawet gaci na dupie – zakpił Daiki, odsuwając go od siebie. – A teraz złaź ze mnie. Moja matka za niedługo wraca.
- Nie chcesz, żebym poznał teściów? – Kagami wyszczerzył się głupkowato.
- Chcę mieć starych żywych, a nie w grobie, zjebie – prychnął. – Gacie na dupę i sayonara.
- To ja chyba jednak zostanę na tej herbatce – stwierdził Kagami, rozglądając się za swoimi ubraniami.
- Jasne – parsknął Daiki idąc do łazienki. - Nie żartowałem z tym karabinem pod łóżkiem, ostrzegam.
- Jak mnie zabijesz, to się nie dowiesz, co chciałem ci powiedzieć! – zawołał Kagami, wciągając na nogi spodnie.
- Umieram z ciekawości! – zakpił.
- Domyślam się, hahaha! W każdym razie powiedz teściowej, że wyjeżdżasz!
- A wyjeżdżam? Interesujące.
- Wyjeżdżasz, wyjeżdżasz i nie pożałujesz, hahaha!
- Na pewno będę tego żałował, no ale gdzie?
- Do Vegas, chłopie. – Kagami wyszczerzył się sam do siebie. – Do prawdziwego Las Vegas, do samego serca wolności.
H.: Miało tego nie być, a przynajmniej nie tak szybko, ale tak mnie jakoś tknęło podczas czytania i się stało. Kolejna część prędko się nie pojawi, ale jak widać różnie to bywa w życiu. Zresztą muszę pomyśleć, bo teraz nic ino się gżą, a co za dużo to nie zdrowo i zaraz wszyscy będą mieć dość ze mną na czele. X-x
Zatem mokrego! U mnie akurat zbiera się na deszcz.
