Epilog


KWESTIA SPACERU:

Armand siedział w garderobie Amandy. I robił problemy.

- Nie mam ochoty. Może jutro...

Amanda popatrzyła ponuro. Od dwóch tygodni usiłowała namówić go na ten spacer. Zdrowe pół twarzy miał pokryte grubą warstwą charakteryzacji. A drugie pół przykrywała maska. A on znów nie chciał. Teraz powinna, jak zwykle, próbować go przekonać.

- To nie - wzruszyła ramionami. I wyszła.

Armand zamrugał zdziwiony. Przecież postanowił, że dziś już pójdzie na ten cholerny spacer. Tylko nie chciał zbyt otwarcie przyznać się do tego, że zmienił zdanie. Łatwiej było pozwolić Amandzie się przekonać.

A ona sobie poszła. Dlaczego akurat dziś musiała stracić cierpliwość?


WSPÓŁPRACA:

Saglatt i Armand dyskutowali o czymś zawzięcie. Amanda uśmiechnęła się. Dogadywali się z sobą nad podziw dobrze.

- Nie! - Saglatt uderzył otwartą dłonią w fortepian, a Amanda aż podskoczyła. Mała poprawka: zazwyczaj się dogadywali. Armand popatrzył groźnie i coś cicho tłumaczył. On nigdy nie krzyczał, ale na Sagatta i tak nic nie działało. Można było tylko bardziej go zdenerwować.

Amanda wyraźnie usłyszała odpowiedź Maestra.

- Przykro mi, ale to ja jestem tu dyrektorem muzycznym i mam większe umiejętności by to ocenić! Choćby tylko interpersonalne!

Skrzywiła się. To było brutalne. Armand tylko popatrzył z urazą i odszedł, pozwalając Saglattowi postawić na swoim. Minie jeszcze sporo czasu zanim Upiór nauczy się, że tak nie wolno, a Maestro nauczy się żeby tego nie wykorzystywać.


ODPOCZYNEK:

Amanda zamknęła drzwi na klucz. Jej najgorętszym pragnieniem było żeby już nigdy w życiu nie spotkać innego człowieka.

Wszystko skończyło się mniej więcej dobrze, ale ona miała dość. Potrzebowała odpoczynku. Wycierając oczy zastanowiła się, czy Upiór czuł się tak jak ona teraz, kiedy z tego czy innego powodu nie dawała mu spokoju.

A obecnie Upiór, przejęty swoją nową rolą signora Chavigny'ego, wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że potrzebuje pomocy niemal na każdym kroku. Dobrze, może i potrzebował, ale nie zamierzała nic robić.

Z wyjątkiem jednej rzeczy. Już przekonała Maestra, że wyjazd do ich rodzinnego miasteczka jest dobrym pomysłem. On odwiedzi siostrę, a ona tatę. I oboje odpoczną.


ŚLUB:

Skończył grać, wstał i podszedł do Amandy. Pozwoliła się objąć. Armand delikatnie ją pocałował. Ale się bał więc wyszło zbyt delikatnie. Spojrzała na niego z urazą.

- A wyjdziesz za mnie? Ale tak oficjalnie? - Zapadła cisza. Amanda westchnęła i się odsunęła. - No. To jak mi się oświadczysz, to pomyślimy.

Zawahał się.

- Przecież wiesz, że to niemożliwe.

- Wiem? - Drwiący uśmiech.

W każdym razie on wiedział. Nie zamierzał się żenić, a tym bardziej mieć dzieci. Jednak po tej rozmowie zaczął się znów zastanawiać. Ale jedyne do czego doszedł to to, że nie wie co zrobić. Postanowił spróbować tak, jak prawdopodobnie zrobiłaby to Amanda - czyli nie myśleć za dużo.

Kiedy znów byli sami po prostu zapytał.

- Wyjdziesz za mnie?

Przez chwilę patrzyła bez jakichkolwiek emocji.

- Nie.

- Nie?...

- Nie, naprawdę. To nie jest dobry pomysł. Nie powinieneś się ze mną żenić dlatego, że tylko ja zostałam.

Zastanowił się. Czy gdyby teraz mógł wybrać, wybrałby Christine?

- I ja też nie powinnam za ciebie wychodzić nie będąc naprawdę przekonana. Wybacz, że wtedy kazałam ci się oświadczać.

- To znaczy, że ty naprawdę nie chcesz i... No to po co to wszystko? Po co zmusiłaś mnie do opuszczenia Groty?

- Wiesz... Tak myślę... - Potarła nosek. - Że inaczej musiałabym się przyznać do porażki.

Już nic nie odpowiedział. Po prostu sobie poszedł. Ale następne co postanowił, to wykorzystać sytuację. Samemu osiągnąć tyle, żeby Amanda żałowała tego, co zrobiła.