04:00

Tęsknię za tobą. - Twój rozpaczliwie zmęczony i sfrustrowany zakochaniem się John

Usuń. Tak.

— Sherlock...

04:15

Kocham cię. - JW

Usuń. Tak.

— ...nigdy nie powiedziałem ci „żegnaj", więc nie zmuszaj mnie do wypowiedzenia tego słowa — powiedziałem do Sherlocka, którego nie było.

W niebieskim szlafroku Holmesa leżałem na kanapie odwrócony plecami do salonu. Nie zjadłem śniadania, odpuściłem sobie obiad, a kolacji zapomniałem. Nie głodziłem się, po prostu konsumowanie było zbędne w tamtej chwili, właściwie wszystko było mało ważne i nieistotne. Minęły dwa tygodnie od powrotu Sherlocka, czternaście dni, które zniszczyły moją niestabilną stabilność. Złożyłem w pracy wypowiedzenie, rozpocząłem szukanie mieszkania poza Londynem, wyłączyłem telefon, usunąłem bloga, zablokowałem Pałac Pamięci i przestałem wierzyć. Nie wychodziłem z domu, nie miałem na to siły, nie miałem nawet ochoty oddychać — jaki był tego sens?

Gazety pisały jedynie o powrocie wspaniałego geniusza, w wiadomościach zawsze musieli o wspomnieć o Holmesie, a ponad dwa tuziny zdesperowanych fanów codziennie pojawiało się na Baker Street z transparentami czczącymi Sherlocka. Czwartego dnia nie wytrzymałem: znalazłem starą tarczę do rzutek, zawiesiłem ją na ścianie (zasłaniając tym samym żółty twór Sherlocka), wyjąłem glocka i strzelałem. Strzelałem, póki magazynek nie był pusty, a następnie wystrzelałem kolejny. Pani Hudson nie histeryzowała (była u siostry), poinformowana policja zignorowała wezwanie (Greg wszystko załatwił), a fani uciekli. Idealnie.

Robiłem, co mogłem, aby zająć swój umysł, żeby tylko nie myśleć o cholernym Sherlocku Holmesie. Czytałem, robiłem przemeblowanie (kilka razy rozważałem wyrzucenie fotela detektywa przez okno), sprzątałem, oglądałem durne filmy, w tym porno. A porno okazało się najlepszym odmóżdżaczem, także poświęcałem swoje wieczory na wsłuchiwaniu się w jęki kopulujących. Tarcie, ślina, sperma, tarcie, tarcie, anal, oral. Facet, dwóch facetów, więcej penisów niż można by było pomyśleć. Trzy kobiety, brak penisów. I znowu tarcie, seks zabawka, tarcie, ślina, więcej śliny, sperma oraz jęki. Erekcje, podniecenie. Seks. Okropny, bezuczuciowy seks. Bez pożądania, bez miłości, mechaniczny, obrzydliwy. Wpatrywałem się w ekran laptopa, analizując wykrzywioną w przyjemności twarz kobiety, następnie mężczyzny. Obserwowałem ich idealnie zbudowane ciała, słuchałem ich. Nie wywołało to we mnie żadnych emocji, nie musiałem iść do łazienki, aby załatwić swoją sprawę. Pustka. Wyłączyłem laptopa, zamknąłem oczy, a Sherlock pojawił się prawie od razu. Uśmiechnięty detektyw, irytujący, pół-nagi, sarkastyczny, smutny, mój. Nie mój. Obraz Sherlocka na mnie oddziaływał, sprawiał, że ciepło rozchodziło się w całym moim wnętrzu, lecz także i nieprzyjemny chłód samotności i rozżalenia. Prawie czułem wzrok przyjaciela na sobie, niemal czułem dotyk jego dłoni na swoim ramieniu, a dotyk był o wiele bardziej zmysłowy od tarcia. Pustaka została zapełniona.

Usłyszałem otwierające, a następnie zamykające się, drzwi wejściowe, po czym ktoś (Greg) biegiem wspinał się na górę. Westchnąłem pod nosem, odwróciłem się niechętnie, lecz nie wstałem z kanapy.

— Czego chcesz? — Lestrade ledwo wszedł do salonu, nawet nie zdążył zarejestrować mojego położenia. — Sherlock wrócił, masz swojego geniusza, więc nie jestem ci już potrzebny, więc po co tu jesteś, jeśli nie chodzi o sprawę? — zapytałem kwaśno z sarkastycznym uśmiechem.

— Przede wszystkim cześć, John. Włącz telefon, nie można się do ciebie dodzwonić, człowieku.

— Może cię to zaskoczy, ale właśnie takim miałem w tym cel. Mów, o co chodzi, jestem zajęty. — Wciągnąłem głośno powietrze.

— Leżeniem i użalaniem się nad sobą? Wstań i wróć do pracy. Wróć do ludzi, John, nie możesz tak żyć.

— Zdradzę ci coś, nawet nie chcę jakoś specjalnie, więc daruj sobie ojcowskie pogadanki, mam już czterdziestkę na karku.

— Ech, jak uważasz. Przyszedłem po komórkę Sherlocka, masz ją prawda? Dałem ci ją, myśląc, że już nie wróci, ale...

— Bierz ją, leży pod kanapą. Nie potrzebuje jej. — Wstałem i podszedłem do okna. — Niedługo się stąd wyprowadzam.

— O czym ty mówisz? — Nie widziałem Grega, ale sądząc po tym, jak mówił, schylał się pod kanapę. — Nie wyjechałeś, kiedy odszedł, a teraz gdy wrócił, chcesz zostawić Londyn?

— Nie wrócił do mnie! — krzyknąłem sfrustrowany. — Nie przyszedł tutaj, rozumiesz? Zjawił się, ale nie było mnie w mieszkaniu. Tak, zauważyłem to, możesz mu to przekazać. Sherlock nie chce mnie spotkać, nie mam zamiaru dłużej tego ciągnąć. Czekałem dwa tygodnie, w tym czasie rozwiązał aż trzy sprawy, lecz ja dla niego nie istnieję. — Zatrzymałem się na chwilę, musiałem przełknąć gorzkie łzy. Każde słowo bolało. — Dawne czasy minęły, nowa epoka musi się rozpocząć. Wraz ze skokiem Sherlocka zniknęło wszystko między nami.

— On taki jest, znasz go. Musi mieć swoje powody, na pewno jakieś ma. Gdybyś poczekał jeszcze trochę, na pewno wszystko by się wyjaśniło.

Lestrade stanął za mną i poklepał lekko po plecach. Skrzywiłem się nieznacznie na obcy dotyk, jednak nie odsunąłem się.

— To już ponad dwa lata, za długo jak dla mnie. Zmieniłem się, nie jestem tamtym Johnem Watsonem, pamiętasz? Jestem krzyżówką Sherlocka i siebie, to wszystko zmienia. Pozdrów go, przekaż wesołe nowiny. Jego Baker Street niedługo się zwolni. Miłej nocy, Greg.

— Nawzajem i włącz telefon, John.

Sto sześćdziesiąt nieodebranych połączeń, pięćdziesiąt SMS-ów, czterdzieści trzy wiadomości głosowe. Sarah, Harry, Greg, a nawet Mycroft. Usuń wszystko.

Przetarłem oczy i opadłem na łóżko Sherlocka. Zawsze chłodne, samotne, może już zbyt dobrze znane. Dłonią przejechałem po delikatnym oraz drogim materiale poszewki godnej młodszego Holmesa. Żałowałem, że nigdy w nocy nie wślizgnąłem się do łóżka detektywa. Mógłbym przespać z nim całą noc, czuć obecność mężczyzny, słuchać jego oddechu i bicia serca. Czyż nie byłoby to idealne samo w sobie? Tak proste, lepsze od każdych pieniędzy, kosztowności czy seksu.

Dźwięk przychodzącej wiadomości.

03:04

Nie możesz się głodzić. - SH

SH. SH. SH. SH. Cholerne dwie litery, cholerny Sherlock i jego zbyt durny umysł, aby go zrozumieć. Dlaczego teraz? Dlaczego w chwili, gdy postanowiłem sobie odpuścić tę całą miłość, tamto zapomniane życie sprzed dwóch lat. Napisał, odezwał się, zakomunikował, (powierzchownie) uwodnił, że żyje. Nie powinien, a jednocześnie bardzo powinien to zrobić. Uśmiechnąłem się mimowolnie, następnie przekląłem w duchu za swoją słabość i prawie rozpłakałem z ulgi oraz niewiedzy. Drzwi pokoju Sherlocka w pałacu się uchyliły.

03:09

Nie głodzę, jadam we wtorki, czwartki i soboty. Dlaczego piszesz, skoro nie żyjesz? - JW

Wybaczenie nie było proste, nie wtedy, gdy byłem sobą i Sherlockiem. Wściekłość zbyt głęboko się we mnie zakorzeniła, żebym mógł przyjąć detektywa z otwartymi ramionami. Zdradził mnie, zostawił, nie odzywał się. Potrzebowałem czasu.

03:11

Chyba nie czytasz gazet ani nie oglądasz telewizji. Dlaczego usunąłeś bloga? - SH

03:13

Dla mnie umarłeś, Sherlock. Dobrze o tym wiesz. Zbyt sentymentalny. - JW

03:15

Lecz żyję, sprawdzałem. Musisz pogodzić się z biologią. - SH

03: 17

Mogę, ale nie muszę. Niczego nie muszę. Nie powinieneś do mnie pisać. - JW

03:19

Nie wyprowadzaj się. - SH

03: 21

Nic mnie już nie trzyma na Baker Street. Zapytasz, a co mnie wcześniej trzymało? Ty. Ale przecież wróciłeś? Szkoda, że nie do mnie. Miałeś swoje powody? Mam to gdzieś, z innymi mogłeś się spotkać. Inni nie są mną? Powinienem być ważniejszy. - JW

03: 25

Nie mogłem, John. Zrozum mnie. Nadal nie mogę. - SH

03:27

Naprawdę mnie to nie interesuje. Dobranoc. - JW

03:29

Zapomniałeś wykasować kilka wiadomości z mojego telefonu... Pisałeś do mnie, kiedy nie żyłem... - SH

03: 31

Nie będę mógł się z tobą spotkać. Może już nigdy. - SH

03: 35

Nie bądź dzieckiem, możemy w taki sposób rozmawiać. - SH

03:40

John, dobranoc... - Sherlock

04:00

-Połączenie wychodzące-

Jeden sygnał.

Drugi.

Trzeci.

-Połączenie zakończone-

04:02

Nie dzwoń do mnie. Nie możesz. - SH

04:04

Nie pisz do mnie. Nie pozwalam. - JW

Odłożyłem telefon na nocną szafkę i wsłuchiwałem się w dźwięk przychodzących wiadomości. Równo co minutę pojawiał się nowy SMS, a ja nie potrafiłem powstrzymać, chociażby minimalnego uśmiechu. Sherlock Holmes się starałam... na swój głupi i niezrozumiany sposób. Ile kosztowało mnie niesięgnięcie po komórkę oraz nieodpisanie mu, tego ja sam nie potrafiłem ocenić. Odwróciłem się plecami do urządzenia i liczyłem: dwunasta, trzynasta, czternasta... dwudziesta piąta, dwudziesta szósta. Koniec. Dokładnie o czwartej trzydzieści przestał pisać. Zmarszczyłem brwi, okryłem się kołdrą i z całej siły próbowałem zasnąć — bezskutecznie.

Moje myśli bezustannie uciekały w stronę pokoju Sherlocka, z czego nie byłem specjalnie zadowolony. Słabość względem konsultanta była może słodka i ludzka, lecz także niekorzystna oraz niebezpieczna. Nawet jeśli wszechświat zechciałby (a na pewno tego pragnął) pozwolić nam na nasze drugie, a jednocześnie pierwsze, spotkanie, to wszystko miało się zmienić.

Inny Sherlock wpatrujący się w innego Johna. Odmieniony Holmes próbujący porozumieć się z odmienionym Watsonem. Nowy detektyw oraz nowy doktor. Minęły dwa lata, ciężkie dwa lata. Okropne, przepełnione bólem oraz nostalgią miesiące, obsesyjne tygodnie, przemilczane dni. Doprowadzające do depresji pytania, zaczynające się od cholernego: „Co by było, gdyby...?" Męczący brak Sherlocka obok; brak jego głosu, dotyku, ciepła, oddechu. Tęsknota za wspólnymi głośnymi posiłkami, za fascynującymi pościgami, za robieniem herbaty detektywowi. Brak wspólnych wieczorów spędzonych przed telewizorem, brak randek, które (na szczęście) rujnował Sherlock, brak koncertów skrzypcowych o trzeciej w nocy. Nieobecność wszystkiego.

Holmes wrócił, choć dla innych taki sam, to wiedziałem, że Sherlock przeszedł zmianę; ewoluował. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, tę wręcz namacalną pewność siebie detektywa. Z dnia na dzień udowadniał mi, jakim był geniuszem oraz nieczułą istotą, przypominającą bardziej maszynę niż człowieka. Nie narzekałem, lubiłem to. W końcu uśmiechał się tylko dla mnie, prosił tylko mnie, i to moje imię stało się synonimem słowa „pomoc". Kolega, pomocnik, współpracownik, chłopak, przyjaciel — byłem tym wszystkim. Znając Sherlocka i jego tendencję do dramatyzowania, stawiałbym na głośne wejście... Może na wyskoczenie z tortu lub pojawienie się w restauracji, w której akurat bym spożywał posiłek, jako kelner. Problem w tym, że Holmes tak nie postąpił; ignorował moje istnienie, nie odzywał się zbyt długi czas i mimo wszystko dalej nie chciał się spotkać. Zbyt trafna i przerażająca konkluzja uderzyła w sam środek Pałacu Pamięci: Sherlock Holmes się bał, stracił pewność siebie. Detektyw-konsultant się zmienił i stał się człowiekiem.

04:05

Nie interesują mnie twoje zakazy i tak będę pisał. Idziesz spać? - SH

04:06

Wiem, że nie śpisz, odpisz. - SH

04:07

Wiem od Mycrofta, że masz problemy ze snem, więc jestem przekonany, że po prostu mnie ignorujesz. - SH

04:08

Jeśli to twoja zemsta, to w ogóle na mnie nie działa. - SH

04:09

Ani trochę. - SH

04:10

Nic, a nic. - SH

04:11

...

04:12

Odpisz! To rozkaz! Jesteś żołnierzem, powinieneś wykonywać rozkazy! - SH

04:13

Noc nie jest od spania, to cholerna strata czasu, John! - SH

04: 14

Zagrajmy w coś. - SH

04:15

Zrób mi herbatę. - SH

04:16

Musiałeś za mną bardzo tęsknić. Schlebia mi to. - SH

04: 17

Pisałeś do mnie wiadomości, choć myślałeś, że nie żyję. - SH

04:18

Rozmawiałeś ze mną? - SH

04:19

Ja z tobą tak, jak zawsze. Nie wziąłem ze sobą czaszki. - SH

04:20

Dwa razy albo pięć. No może dziesięć razy założyłem sweter. Stylowe, droga bawełna, najlepsza jakość. Nie takie jak ty nosiłeś. - SH

04:21

Raz założyłem jeansy. Cholernie niewygodne. - SH

04:22

W wolnych chwilach (wiele tego było) czytałem trochę o medycynie. Nic trudnego, jak mogłeś stracić tak wiele lat na naukę czegoś tak prostego? - SH

04:23

No tak, przecież jesteś idiotą. Nie obrażaj się, każdy jest. - SH

04:24

Wydaje mi się, że już kiedyś tak do ciebie powiedziałem. - SH

04:25

Zresztą, kto by to pamiętał. Sentymenty... Niepotrzebne zapychanie sobie głowy zbędnymi wspomnieniami. - SH

04:26

John, odpisz. - SH

04: 27

Nie mogę się z tobą spotkać, to zbyt niebezpieczne. Nie zrozumiałbyś, to oczywiste, że nie. Jesteś zbyt głupi. - SH

04:28

To, że w ogóle staram się zwrócić twoją uwagę, jest upokarzające, ale to, co zamierzam zaraz zrobić... - SH

04:29

Proszę, John. PROSZĘ. PROSZĘ. PROSZĘ. - SH

04:30

Gdybyśmy mogli się spotkać, napisałbym, że jestem w niebezpieczeństwie. Zjawiłbyś się. - SH

Końcowa wiadomość była zbyt prawdziwa, wręcz oczywista i może właśnie z tego powodu tak bardzo szokująca. Ostatni raz spojrzałem na ekran komórki, następnie wsunąłem ją do kieszeni spodni.

Baker Street jak zawsze emanowało nie nudnym spokojem. Poranna cisza należała do najprzyjemniejszych dźwięków, jakie kiedykolwiek było mi dane usłyszeć lub też nie usłyszeć. Pomimo tego, że Londyn nigdy nie spał, to warkot samochodów o szóstej rano nie był aż tak rażący. Uwielbiałem szybkość tego miasta, kochałem pole walki, którym była stolica Anglii, lecz czasem nie pragnąłem niczego tak bardzo, jak chwili oddechu.

Przetarłem oczy i uśmiechnąłem się nieznacznie. Unoszący się kurz, pobłyskiwał dzięki wpadającym przez okno promieniom słońca. Dokumenty oraz książki zajmowały znaczną powierzchnię podłogi salonu oraz biurka. Na blacie kuchennym znajdował się mikroskop oraz sprzęt chemiczny, a skrzypce leżały na fotelu Holmesa. Od dwóch lat nic się nie zmieniło, prawie wyobrażałem sobie, jak podniecony Sherlock wpada do mieszkania i informuje mnie o nowej fascynującej sprawie. Prawie...

Po zjedzeniu dość skromnego śniadania (dwa tosty z dżemem oraz herbata), zająłem miejsce w swoim fotelu. Złożyłem dłonie w wieżyczkę i czekałem... na cokolwiek. Mogłem poszukać nowej pracy oraz mieszkania, wyjść do baru, aby się upić, poprzeszkadzać Gregowi lub po raz setny poukładać papiery detektywa. Druga opcja raczej musiała poczekać, nikt nie otwierał dobrych pijalni o godzinie siódmej. A szkoda, bo zapomnienie w takiej chwili okazałoby się niesamowicie pomocne. Trudno było się przyznać, lecz miałem problem z alkoholem. Nie pijałem często, nie potrzebowałem tej używki na co dzień, ale w chwilach, gdy nie potrafiłem stawić czemuś czoła, zaglądałem do kieliszka... i pomagało. Sączenie piwa, wina lub wódki z rana było jednym z najprzyjemniejszych doznań: człowiek czuł się mniej pijany po alkoholu niż na trzeźwo. Tak działa miłość, otumania i wycisza wszystkie zmysły. Pozostawia tylko szumy i niepewności, a to zabija. Nie, raczej paraliżuje.

Przymknąłem na chwilę oczy i wciągnąłem głośnio powietrze. Czułem, że brak zajęcia doprowadzi mnie do szaleństwa. Greg miał rację, musiałem coś zrobić, nie mogłem...

Wibracja telefonu.

Wyjąłem komórkę z kieszeni i spojrzałem na ekran. Dwie wiadomości od Sherlocka.

07:05

Dzień dobry. - SH

07:05

Jak się nie spało? - SH

Prychnąłem pod nosem i pokręciłem głową. Jeśli zacząłbym odpisywać, to zgodziłbym się tym samym na wirtualną znajomość, czego bardzo nie chciałem — potrzebowałem spotkać Sherlocka. Nie interesowało mnie to, że cały świat mówił o powrocie Holmesa, skoro ja sam nie byłem tego pewien. Co, jeśli moje niezdrowa obsesja przemieniła się w szaleństwo i to wszystko nie działo się naprawdę? Z doświadczenia wiedziałem, aby nie ufać innym ludziom, a samemu przeprowadzać wszelakie eksperymenty. Także ostatecznie nie odpowiedziałem... od razu. Po piątej wiadomości się złamałem. Słabość lubi przysparzać problemy.

07:12

Zjadłem śniadanie. Jesteś ze mnie dumny? - SH

07:14

Nie wydaje mi się, abyś kiedykolwiek potrzebował mojego uznania, Sherlock. - JW

07:15

Nie potrzebuję, próbuję być miły. Od dawna nie byłeś na randce. Nie wybuchłeś jeszcze? - SH

07:16

Nie, zaspokajam się sam w domu. Pokazać? - JW

07:18

Niby jakim sposobem? - SH

07:19

Przecież wiem, że siedzisz u Mycrofta i siedzisz przed kamerami. - JW

07:21

John, jesteś zbyt pewny siebie. Dlaczego miałbym tracić czas na oglądanie faceta, który nic nie robi przez całe dnie? - SH

07:23

Dlatego, że cię to interesuje. Wiedziałeś, że nie jadam, pisałeś o tym wczoraj. Zazwyczaj trzymałem się swojego harmonogramu, ale nie przez ostatnie dwa tygodnie. Musiałeś wiedzieć, a nie chowasz się po kątach, więc kamery. I powiem więcej: siedzisz w fotelu, który został specjalnie przytargany z gabinetu Mycrofta oraz pijesz herbatę. Krzywisz się po każdym łyku, bo nie jest na tyle dobra, choć powinna być, gdyż jest droższa. Ale nie smakuje ci i zastanawiasz się dlaczego. Po czym do ciebie trafia, że nie ja ci ją przyrządziłem. Nie zjadłeś śniadania, nie okłamiesz mnie. Dzisiaj niedziela, nie jadasz w niedziele. - JW

07:26

Mycroft wspominał o tym, że zabawiasz się we mnie, ale nie powiedział, jak bardzo jesteś w tym beznadziejny. - SH

07:28

Zapomniałem zapytać: mylę się? - JW

07:29

Och, zamknij się. - SH

07:35

Nie mówiłem poważnie, John. - SH

07:39

Przestań udawać księżniczkę. - SH

07:45

John! - SH

I tak zaczęła się nasza mała gra. Każdego dnia wysyłałem do Sherlocka około pięciuset wiadomości o treści ogólnie. Rozmawialiśmy prawie o wszystkim, czyli w rzeczywistości o niczym. Komentował każda moją czynność, jak i brak aktywności. Opowiadał o sprawach, które rozwiązywał oraz narzekał na nieudolność przestępców. Kiedy napisałem, że pojawię się kiedyś na miejscu zbrodni, oznajmił mi, iż jest przygotowany na tak niesprzyjające okoliczności: niczego innego się nie spodziewałem.

Gdy SMS-y Sherlocka stawały się uciążliwe, włączałem laptopa i wyszukiwałem najbardziej ordynarne filmy pornograficzne, jakie mogły znaleźć się w internecie. W taki sposób odnalazłem kategorię, do których nigdy nie miałem zamiaru wrócić.

19:15

John, sądziłem, że jesteś na tyle zdrowym mężczyzną, że znajdziesz sobie kobietę, gdy zajdzie taka potrzeba. - SH

19:18

Nie rozumiem, jak możesz to oglądać. Jest to co najmniej niesmaczne... Obrzydliwe. Nalegałbym, abyś wyłączył to nagranie. Nie mogę się skupić. - SH

19:21

John, nie ignoruj mnie, tylko wyłącz ten pieprzony film! - SH

19:23

Co do pieprzenia, to spójrz na tę scenę. Cofnę, abyś mógł spojrzeć. - JW

19: 25

Nie będę na nic patrzeć. - SH

19: 27

John, dlaczego rozpinasz spodnie. Dlaczego... John! Jak możesz, gdy wiesz, że patrzę! Jak może cię to w ogóle podniecać. - SH

19: 30

Zmieniałem spodnie, oblałem się herbatą. W twojej głowie siedzą same nieprzyzwoite rzeczy. - JW

19: 31

Nie zgadzam się. Musisz przyznać, że masturbacja to raczej prawidłowa konkluzja, zważając na to, co oglądasz. SH

19: 33

Widocznie nie prawidłowa, skoro się mylisz. - JW

19: 35

Tylko raz. Więcej się to nie powtórzy. - SH

19: 36

Napisz coś na blogu. - SH

19: 38

Usunąłem go. - JW

19: 40

Mycroft sądzi co innego. - SH

19:41

Czego innego mogłem się po tobie spodziewać. - JW

19: 43

Nie masz zamiaru się masturbować? - SH

19: 45

Dlaczego o to pytasz? Sądziłem, że to nie przyzwoite, tak sobie dogadzać w towarzystwie. - JW

19:47

Upewniam się. Mógłbym dać ci trochę prywatności. - SH

19: 49

Przecież wiem, że nie odszedłbyś od kamer. Nie rozmawiasz z Gregiem. Obserwowałbyś mnie. - JW

19: 51

Oczywiście, że nie. Co interesującego może być w stymulacji penisa? - SH

19: 53

Sam sprawdź. Przecież go masz. - JW

19: 55

John, jesteś wulgarny. - SH

19: 57

Nie, jestem otwarty. Seks nie powinien być tematem tabu. - JW

19: 59

Kiedyś tak nie sądziłeś. Każda wzmianka o stosunkach seksualnych przy twoich dziewczynach doprowadzała cię do szału.

20:23

Kiedyś byłeś ze mną. - John

Sherlock nie odpisał. Uśmiechnąłem się słabo, zerknąłem na miejsce, gdzie znajdowała się kamera i szepnąłem:

— Dobranoc, mój Sherlocku.

Detektyw potrafił czytać z ruchu warg.