Jak dobrze, że Harry miał na sobie dokładnie te same spodnie co wtedy i jak dobrze...

Wymacał w kieszeni spinacz do papieru.

... że nie wyjął go z kieszeni.

Nim Snape zdołał upuścić ostrze na głowę śpiącego Dudleya, Potter błyskawicznie uzbroił się w spinacz. Wygiął go tak, żeby zaokrągloną część wyprostować. Nie namyślając się długo, wbił ostrze w gardło mistrza eliksirów.

Ciało ludzkie jest naprawdę słabe. Wystarczy siła potrzebna do odgryzienia kawałka marchewki, aby odgryźć komuś palec.

Spinacz właściwie bez oporów zanurzył się w tchawicy nauczyciela. Po krótkiej chwili, w której świat całkowicie się zatrzymał, Snape puścił uniesioną siekierę. Gruchnęła o posadzkę.

Posoka wystrzeliła z szyi drapieżnie, ale natychmiast się rozleniwiła na dłoni Pottera, powoli brocząc ją sobą. Co nie znaczy, że nie buchała intensywnie z otworu w ciele i masywnymi strumieniami nie spływała po szyi nauczyciela. Bo bardzo chętnie to robiła.

Chłopak wyjął spinacz z wnętrza ciała.

Chlapnęło jeszcze bardziej.

Przyjrzał się z fascynacją ciemnoczerwonej cieczy zalegającej na ręce. Lekko drżała, choć palce pewnym chwytem zaciskały się na narzędziu zbrodni.

Ciało Snape'a gruchnęło o posadzkę.

Harry miał wielką ochotę nic już więcej dziś nie robić, tylko położyć się na łóżku, zapalić papierosa i spoglądać raz to na ciało martwego mistrza, raz na to śpiącego kuzyna. Pierwszy widok napawałby go niedowierzaniem oraz dumą, drugi zaś całkowicie uspokajał.

Dym z fajki zakołysał się na wietrze.

Potter nie palił, więc cała jego wizja legła w gruzach. Poza tym zachował trzeźwość umysłu, wiedział, że zwłoki nauczyciela należy skrzętnie ukryć. Na razie nie ma co się spinać. Ot, choćby gdzieś tutaj. Już wiedział.

Schowa je zwyczajnie do szafki. Potem trzeba będzie zmyć krew. Na pewno powstanie smuga krwi, gdy będzie ciągnąć ciało nauczyciela.

I tak też się stało, wedle jego przewidywań, choć nie na taką skalę, jak to sobie wyobrażał. Tym lepiej.

Już zaciągnął ciało. Upakował do szafki z białego drewna. Parę kropel z szyi Snape'a pobrudziło drzwiczki. Bardzo ładnie ta ciemna czerwień kontrastowała z bielą. Harry pragnąłby uwiecznić ten moment na zdjęciu, ale ani nie miał aparatu, ani nie umiał robić dobrych zdjęć. A nie chciałby skrewić tak ciekawego ujęcia.

– Dobranoc Snape – szepnął Harry, trzymając rękę na drzwiczkach. – Mam nadzieję, że nie jest ci tam wygodnie.

Zwieszona głowa Severusa nie mogła się unieść i usta jego przemówić już nie mogły. Zabójcę uderzyła bladość lica, nieśmiało wyglądająca zza burzy czarnych włosów nasiąkniętych martwym tłuszczem.

Kap, kap...

Teraz już nie było pewności, czy to kapał tłuszcz, czy to może krew tak obficie kapała.