Harry leżał na skraju Zakazanego Lasu ze spoconą grzywką przylepioną nieapetycznie do czoła.
– Trzymaj, Harry! Jedz, ile chcesz! – zatroskany Lupin już podsuwał mu pod nos sreberko pełne czekolady.
– To straszne... Straszne! – płakała psor McGonagall – Jak oni mogli tak blisko podejść! Pierwsze widzę! Pierwsze słyszę!
Bo ich pani cały czas nie śledzi, tak jak ja... Pomyślał Potter, który dobrze wiedział, gdzie można wpaść na Dementorów.
Ron też tam był. Klęczał przed przyjacielem i z udawaną troską trzymał go za ramię (to też część planu Pottera – Ron swą troską miał odsuwać jakiekolwiek podejrzenia, że Harry robi to celowo).
– Ach, Potter – Minerwa zwróciła się do osłabionego chłopaka – świetne wypracowanie. Widać, że pisałeś z pasją.
– Dziękuję, pani profesor. Obiecuję, że będzie coraz lepiej! – wysapał, a Minerwie oczy zaszły łzami.
Chłopak wycieńczony po ataku tych nieludzkich stworów, a jeszcze zdolny jest trzeźwo myśleć i na dodatek podnosi poprzeczkę swych dokonań w sferze zadań domowych.
