Harry Potter znów trafił do skrzydła szpitalnego z powodu nieżytu żołądka. Pierwsze co zrobił, gdy został sam, to sprawdził, czy Snape tkwi na miejscu, czyli tam gdzie tkwić miał, czyli w szafie.
Tkwił.
Harry objął jego zwłoki. Miłe ten obrazek współgrał z promieniami zachodzącego Słońca. Coś się zakończyło. Dzień i wraz z nim życie.
Harry'ego bardzo wzruszyło to porównanie. Był czułym, acz bezwzględnym artystą, więc otarł tylko spod oka samotną łzę i zaniemówił na resztę dnia.
A może był psychopatą?
Gdy wieczór nastał i całkowity zmrok zawitał w skrzydle szpitalnym, Dudley wyszedł ze swojej szafy (Harry polecił mu tam chować się za dnia), wykonał krótką gimnastykę, dokonał rytuału wieczornej toalety, korzystając ze zlewu, po czym położył się do łóżka obok Pottera.
Aż dziw, że nikt jeszcze nie odkrył ciała Snape'a, ani obecności Dudleya.
Co do tego drugiego to pewnie czysty łut szczęścia, zaś to, że nie odnaleźli Severusa, było też po części sprawką Harry'ego – rzucił on bowiem na ciało Smarkerusa zaklęcie tłumiące zapach. Tak by pani Pomfrey, przekładając plastry z szafki do szafki, albo pojąc pacjenta lekiem, nie wyczuła czasem rozkładającego się mięsa.
Dobrze też się trafiło, że Harry był całkowicie sam – dzięki temu jego kuzynek nie musiał spać na stojąco w szafie, a mógł za to wygodnie ułożyć się w łożu.
– Dudley, dobrze ci się śpi...? – Harry spytał kuzyna.
– Tak. – Odparł. – A tobie?
– Ja jeszcze nie śpię.
– Nie? Czemu? Nie możesz?
– Nie, czekam na Rona. Ma tu wpaść z alkoholem, będziemy brechtać ze wspomnienia, które ukradłem Malfoyowi.
– Acha... – odparł lekko skonfundowany (czyli jakby ktoś na niego rzucił Confundusa).
Nie bardzo wiedział, jak można komuś ukraść wspomnienie.
Nareszcie.
Przybył Ron, a sądząc po szklanych odgłosach, jakie towarzyszyły, gdy kroczył, wziął ze sobą trochę „alko".
Rudy przysunął jedno z łóżek bliżej potterowego.
– Hej! – Rona coś tknęło. – Zazwyczaj oglądamy je z perspektywy Malfoya! A co powiesz, żeby raz dla odmiany, obejrzeć wydarzenia w nim zawarte z mojej perspektywy!
– Jasne... – Harry powiedział na tyle wyraźnie, na ile pozwalały mu policzki wypchane popcornem.
Ron przytknął różdżkę do skroni i wyjął niebieskiego gluta. Rzucił nim o ścianę przed nimi, rozpłaszczając go na niej.
Pssst...
Pssst...
Otworzyli sobie „alko"...
Zajadali się popcornem...
Dudley spał, leżąc do nich plecami...
