Zniknięcie jednego z profesorów Hogwartu... – ok, trochę to podejrzane!

Ale zniknięcie dwóch i to w tak krótkim okresie czasu?!

Remus Lupin i Filius Flitwick samozwańczo zostali głównymi śledczymi w sprawie ich porwania (bo założono, że dokonał tego któryś z uczniów celem „rozwalenia systemu"). Systemu szkolnictwa ma się rozumieć.

Oczywiście do czasu... do czasu, gdy szkołę odwiedził minister magii – szanowny Korneliusz Knot, cieszący się znacznym autorytetem wśród uczniów. Wtedy też to on i Lucjusz Malfoy, przybyły razem z nim, przejęli pałeczkę śledztwa.

Przesłuchaniom nie było końca.

Potter, Weasley i Granger byli przesłuchani w pierwszej kolejności (bo jakżeby inaczej?).

Harry oczywiście wykorzystał sposobność i po przesłuchaniu, na którym w ogóle nie ponosiły go nerwy, wybiegł z sali na korytarz i zaczął się gorączkowo awanturować przez próg, że ministerstwo uwzięło się na niego i hańbi jego „image", biorąc go i jego przyjaciół pod pierwszy ostrzał!

Zwrócił tym samym na siebie uwagę wielu przechodniów, co bardzo mu się spodobało. Zaczęli też natychmiast o nim plotkować, co dało chłopakowi kopa.

– Następny, następny... – skwitował nosowo i spokojnie Korneliusz Knot, machając ręką na kolejnego ucznia w kolejce na przesłuchanie.

– Mów, co wiesz... – rozległ się niebezpiecznie stanowczy głos ministra.

Drzwi zatrzasnęły się za nieszczęśnikiem!

Bach!

Tego dnia, wieczorem, Harry i Ron poszli do Hagrida popić zwyczajową wódkę i ogólnie „alko". Dać sobie w szyję, a co!

Było grubo po ósmej, więc aby specjalnie się nie afiszować, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, wymknęli się z zamku skryci pod materiałem peleryny niewidki.

– Cześć, Hagrid! – przywitali się z nim.

– Siemacie! Zasiadajcie, chłopaki. Wiecie, co to jest litr na trzech?

Spojrzeli na siebie z uśmiechami, bowiem znali odpowiedź.

– Nic! – gajowy Hogwartu cały rozpromieniony rozwiązał zagadkę. – Dlatego dziś, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, obalimy co najmniej dwie butelki Bolsa.

– Ale Hagrid... – wydawało się, że Harry czegoś nie zrozumiał, gdyż zmarszczył czoło. – Jak to... „w świetle ostatnich wydarzeń"? Co ma śmierć nauczycieli do picia?

– Och, Harry, ale ty wolno kumasz! – zganił go Ronald-pijus (już chłeptał piwsko z puszki, którą wygrzebał z jakieś sterty toreb Hagrida). – Pijemy dziś za ich prędki powrót, czy to nie oczywiste?

– Ron, lepiej bym tego nie określił – gajowy pochwalił przyjaciela. – My pijemy, gdy jest nam smutno, żeby było weselej! A gdy jesteśmy weseli, to żeby uczcić i podkreślić tę wesołość, to chyba jasne?

– No, ta... tak właśnie myślałem, ale lepiej się upewnić... – wybąkał Harry mimochodem.

– Bo dzisiaj... jest nam smutno, tak, Harry? – spytał Hagrid i uważnie przyjrzał się twarzy Pottera.

– No przecież! To znaczy... szkoda, że profesor McGonagall nie ma, ale Snape'a to ani trochę nie żałuję, mógłby już na zawsze sczeznąć w jakiejś dziurze.

– Zaślepia cię nienawiść...

– A właśnie, że nie!

Lupin?! To Lupin powiedział „Zaślepia cię nienawiść..."!

Co on tu robił?

– Panie profesorze, my tylko... – zaczął Ron i obtarł prędko pianę z piwa z górnej wargi.

– My tylko chcieliśmy wypić za pana zdrowie! – Harry sprostował...

Lecz...

Lecz...

Lecz wsunął dłoń do kieszeni i powolnym ruchem palców przygotowywał schowany tam spinacz do paznokci, aby wbić go w gardło Remusa.

– Ach, jeśli za moje zdrowie, to pewnie, pijcie! A mógłbym się przyłączyć?

Nikt nie widział przeciwwskazań.

Już nieco podpili.

Lupin w amoku skarżył się na swą narzeczoną - Tonks.

–... a ja wtedy mówię jej: „Będę pił tyle mleka, ile mi się podoba"... bo wiecie, ona w kwestiach mleka to ostra i bezwzględna jakaś jest... Może i jest to jakieś moje uzależnienie, może mam po tym wzdęcia, ale... na litość Boską!, to mleko tylko jest! A nawet nie „tylko", ale i „aż"! Bo to napój bogów, panowie! Napój bogów! – pocałował się w palce. – Napój bogów, panowie! – powtórzył.

– No, może i bogów, ale mnie jakoś do niego nie ciągnie specjalnie – Hagrid podsumował. – Wolę coś mocniejszego.

Widać było po Lupinie, że jeśli coś popijał wieczorami, to raczej mleko, a nie procenty. Odezwała się jego słaba głowa i gadał od rzeczy biedny chłopak. A przynajmniej tak odbierała to reszta towarzystwa.

Tak się złożyło też, że Ron dziś jakoś wyjątkowo szybko chłonął zarówno piwo i wódkę, więc procenty już nieźle śmigały w jego ciele.

Rudzielec to spoglądał na Lupina, to na Harry'ego i nie mógł się powstrzymać od śmiechu... bowiem widział, że Remus nie wie, że Harry specjalnie wpada na Dementorów – li tylko po to, by dobrać się do remusowej czekolady.

Także klepał się po twarzy, niebezpiecznie chichotał i cały czas wskazywał na twarz Lupina. Aż nagle wypsnęło mu się:

– Harry, jesteś świetny... chi, chi, świetny plan!

– Co tam mamroczesz, rudy...? – Hagrid wziął łyka wódki prosto z gwinta – nie cackał się jakimiś kieliszkami.

– No bo Harry robi to wszystko dla czekolady... CHA, CHA, CHA!

Ron nie wytrzymał i oddał się spazmatycznemu rechotowi. Sam nie wiedział, dlaczego, ale strasznie go rozbawiło, że powiedział to w obecności Lupina.

– Ron, zaklinam się na bogów czczących mleko, jeszcze jedno słowo i koniec z naszą przyjaźnią! – Harry jawnie groził koledze.

Ale chyba było za późno...

Lupin drżącymi rękoma (działanie alkoholu) wyjął zza pazuchy sreberko z czekoladą.

Twarz ściągnęła się jak u drapieżnika.

Chyba nie trzeba było więcej mówić.

Domyślił się.

Mimo tylu procentów – domyślił się.

– Robiłeś to... – zaczął i od razu się zaciął. – Robiłeś to wszystko dla czekolady... – znów się zaciął. – Robiłeś to... aby... pozbawiać mnie moich pokład czekolady... robiłeś to w tak... pustym celu... domyślałem się... już wcześniej, że specjalnie wpadasz w ich łapy... bo to... było zbyt podejrzane... tak często Dementorzy cię dopadali... zawsze przeczuwałem, że... coś jest na rzeczy, ale... żeby robić to tylko dla... czekolady?

Boże, Remus tnie się dosłownie jak Harry, gdy mówi na ten temat.

Tknęła myśl Rona.

– No, brawo, Ron... – Harry przeciął swym ostrym głosem całun ciszy. – Teraz trzeba będzie go wykończyć, jak Snape'a i McGonagall.

Prychnął.

Ups!

– Zaraz, cholibka...! – Hagrid krzyknął. – Jak Snape'a i McGonagall?!

Ciach! Ciach!

Dwoma wartkimi cięciami posłał Hagrida i Lupina do grobu.

A chciał tylko sobie zażartować...

Cóż, po pijaku czasem co nieco za dużo się powie i potem odczuwa się tego konsekwencje. Choć najwięcej tym razem nie poczuł autor słów, a słuchacze. Poczuli aż zanadto, jak na ich wytrzymałość i w sumie już więcej nic a nic nie poczują.

I tak też bywa, na tym przedziwnym świecie.