Dotychczas w skrzydle szpitalnym stały trzy szafki. Dwie ze zwłokami, jedna dla Dudleya. Teraz stało tu pięć szaf. Cztery ze zwłokami, jedna dla Dudleya.

Tym razem Ron też trafił do szpitala (razem z Harrym za dużo wypili, wzięli więc ich na przymusowy odwyk).

Pani Pomfrey właśnie opuściła salę. Było już dobrze po dziesiątej.

Dudley wydostał się ze swojej szafki i położył w łóżku obok łóżka Harry'ego.

Harry i Ron leżeli zaś i tylko jęczeli.

Nie wiadomo jakim cudem udało im się w tym stanie przytachać tu dwóch martwych (w tym jednego półolbrzyma!) oraz dwie szafy, a następnie schować trupy, tak żeby Pomfrey tego nie zauważyła.

Ale jakoś im się udało.

Mieli fart!

Za to jednak nękały ich deliria tremens. Mieli przywidzenia.

Harry już przysypiał, spojony trunkami, które tego dnia w siebie wlał, a gdy zasnął, nękały go z kolei koszmary.

Śniło mu się, że cztery trupy wyszły z szafki jak marionetki poruszane sznurkami i zaczęły bezwładnie się trząść w miejscu (co chyba miało być tańcem). Z oddali dolatywała bardzo głośna muzyka elektroniczna, w rytm której zwłoki tańczyły. I śpiewały:

Podejdź i spójrz, podejdź i spójrz

Spójrz, co mamy w środku

Gotowi, gotowi na rundkę oklasków

Podejdź i spójrz, podejdź i spójrz

Nigdzie nas nie schowasz

Gotowi, gotowi na rundkę oklasków

Później do skrzydła szpitalnego wkroczyła wielka kostucha. Niespiesznie pochwyciła pięć wrzeszczących ciał i umieściła w szafie, gdzie chował się za dnia Dudley Dursley.

Na tym koszmar się kończył.

Rankiem obudzili się z wielkimi sińcami.

– O, stary... – Ron wymamrotał. – Ale miałem sen, totalnie odjechałem.

– Też miałem sen!

Okazało się, że śnili o tym samym. Co do wszystkich szczegółów nie byli pewni, lecz zamysł ogólny koszmaru pozostawał ten sam. To „alko" musiał siąść im na mózgach i wytworzyć takie niestworzone obrazy.