Ciało Filiusa było takie leciutkie. A skóra na szyi tak delikatna.
Nawet teraz, gdy umieścił Filiusa do szafki, czuł łatwość z jaką spinacz do papieru zanurzał się w jego mikro-ciele.
Piękne dzieło.
Harry dokonał pięknego dzieła.
Nie wiedział sam kiedy, nie wiedział sam jakim cudem.
Ale wymordował całe grono pedagogiczne Hogwartu, oprócz dyrektora.
Zabił też Rona i Hermionę – ich tylko zrzucił z wieży astronomicznej – tak aby pozbyć się wszystkich świadków.
Podziwiał szafki, które skrywały w sobie jego ofiary. Martwe i spokojne jak nigdy. Harry ten spokój dał im w prezencie. Sprezentował im zupełnie za darmo.
– Harry, nie śpisz...? – spytał Dudley, leżąc na łóżku w skrzydle szpitalnym.
– Nie, kuzynie, nie śpię, gdyż... podziwiam swoje dzieło, jednak czegoś mi w nim brakuje.
Harry odwrócił się do kuzyna.
– Dostawiłem dla ciebie szafkę, kuzynie. I to już będzie ostatnia szafka, jaką tu przyniosłem. Tak sobie myślę, że... Snape miał całkowitą rację, chcąc cię zabić. Jesteś Powiernikiem. Powiernikiem mojego małego sekretu. Za każdym razem patrzyłeś, jak wnoszę tu zwłoki, widziałeś też na własne oczy, jak zabiłem tutaj Snape'a i McGonagall!
– Nie widziałem, Harry, zawsze leżałem do ciebie plecami.
– To nie istotne. Istotne jest zaś to, że siedziałeś w każdej z szaf, do której trafiały zwłoki. Przyszedł więc już najwyższy czas, abyś na wieki skończył w ostatniej z szaf! Już na dobre!
Harry doskoczył do kuzyna w mgnieniu oka.
W odpowiednich rękach nawet spinacz do papieru jest śmiercionośną bronią.
