ROZDZIAŁ 5
Przedwcześnie rozładowane napięcie
Severus
Cichutko szlochając, usiadła na skraju łóżka. Z jednej strony ulżyło mi, że jeszcze nie uciekła i wysłuchała mnie do końca, z drugiej, nie miałem bladego pojęcia, co teraz zrobić. Uklęknąłem przed nią i delikatnie otarłem łzy z jej policzków.
– Rozkochałem cię w sobie? – spytałem cicho, a ona jedynie pokiwała głową i nieśmiało spojrzała na mnie. – Przepraszam, Sol. Nigdy nie chciałem cię zranić. Nie umiałbym. Błagam, wybacz mi. – Chwyciłem jej dłonie i ucałowałem, spoglądając na nią błagalnie.
– Dlaczego? – spytała cichutko.
– Nie chciałem cię skrzywdzić …
– Dlaczego mnie kochasz? – przerwała, precyzując pytanie. Spojrzałem jej prosto w oczy i poczułem, jak uczucie do niej zalewa moje serce.
– Masz najpiękniejsze na świecie oczy – zacząłem, na co się leciutko uśmiechnęła. Odetchnąłem i nabrałem nieco więcej odwagi. – Jesteś niezwykła, otwarta i niesamowicie naturalna. Wiem, że nie potrafiłabyś mnie zranić i wiem, że jesteś ze mną szczera, w tym co mówisz i w tym co robisz. Z niesamowitym zapałem oddajesz się swoim pasjom i uwielbiam wtedy patrzeć na ciebie; gdy obserwujesz gwiazdy, kreślisz mapy nieba czy rysujesz. Jesteś pierwszą osobą, która zainteresowała się mną. Mną takim, jaki jestem. Kiedy o coś pytasz, wiem, że oczekujesz prawdy i wiem, że ciekawi cię co robię, niczego nie udajesz. Nie przeszkadza ci to jaki jestem i nie patrzysz na mnie jak na dziwoląga z wielkim nosem i zamiłowaniem do robali. Nie próbujesz mnie zmieniać i nie starasz się bym był piękniejszy ani bardziej popularny. Uśmiechasz się najpiękniej na świecie i przeuroczo marszczysz nosek, i rumienisz się tak słodko. Jesteś inteligenta i masz niesamowitą wiedzę, kochasz książki i czytasz chyba w każdej wolnej chwili, co także uważam za niezwykle urocze. Robisz świetne notatki i jeszcze nigdy nie spotkałem tak ambitnej i utalentowanej czarownicy jak ty. – Uśmiechnąłem się w duchu, widząc, jak się spłoniła. – Mimo wszystko pozostajesz wciąż skromna i zjawiskowo niewinna. W jednej chwili skradłaś moje serce, zawładnęłaś mną i moją duszą. Chciałbym umieć sprawić, byś była szczęśliwa, byś uśmiechała się, wstając rano z łóżka i żeby ten uśmiech towarzyszył ci przez cały dzień. Kocham cię, Solem i zrobię wszystko byś mi wybaczyła.
– Ja … – szepnęła cichutko – też cię kocham. – Spojrzałem na nią zaskoczony i z trudem powstrzymałem uśmiech. Moje serce podskoczyło i obawiałem się, czy ona przypadkiem nie słyszy, jak mocno łomotało między żebrami. Pochyliła się nade mną i pocałowała z niebywałą czułością. Jeszcze nigdy mnie tak nie całowała. Gdy leciutko zwilżyła moje wargi językiem czułem, jakby świat zawirował, jakby cała magia, która przepełniała nas oboje, teraz próbowała wyrwać się z naszych ciał i umysłów. Z coraz większą zachłannością spijałem słodycz z jej ust. Wplotła palce w moje włosy i przyciągała do siebie z całej siły. Nie odrywając się od niej, chwyciłem ją delikatnie i ponownie ułożyłem na łóżku. Palcami wodziłem łapczywie po jej ciele, jakby za chwilę miało nas nie być, jakbym chciał poznać ją całą w jednej chwili. Chwyciła mnie za rękę, gdy dość szybko zacząłem pokonywać drogę od rąbka jej spódnicy do pośladka i gestem nakazała, bym zwolnił. Zwolniłem.
Przesunąłem swe usta nieco niżej i całowałem każdy najmniejszy fragment jej szyi. Powoli odpiąłem górny guziczek koszuli i tym razem nie czekałem, tylko od razu zająłem się resztą. Wciąż badałem strukturę jej szyi, gdy w końcu mogłem swobodnie rozchylić materiał szkolnej bluzki. Westchnęła cichutko, a jej oddech mocno przyspieszył, kiedy wpatrywałem się w obnażone przed chwilą partie ciała.
– Severus – szepnęła i spojrzała na mnie, przygryzając dolną wargę.
– Nie chcę niczego przyspieszać, słoneczko. – Uniosłem się lekko na ramieniu i spojrzałem jej w oczy. – Obiecuję, że nie posunę się za daleko. Jeśli chcesz to przestanę już teraz – powiedziałem cicho, ale z pewnością w głosie. Wciąż patrzyłem w jej oczy i przez jeszcze długą chwilę nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wyglądała niezwykle niewinnie; z lekko uchylonymi ustami, oddychała głęboko i wciąż na mnie przenikliwie patrzyła. Dziesiątki razy wyobrażałem sobie ten moment. Śniłem o niej i nie mogłem doczekać się chwili, gdy będę mógł zobaczyć jej piersi, ją nagą. Nie raz obserwowałem jej biust, gdy lekko kołysał się w rytm kroków, a teraz miałem go przed sobą, na wyciągnięcie ręki, okryty jedynie cieniutką bawełną. Pogładziłem lekko gładką skórę na jej brzuchu i nieśmiało przesuwałem palce w górę. Westchnęła cichutko i na chwilę wstrzymała oddech, gdy zbliżyłem się do jej krągłości. Poczułem jak całe napięcie, które rosło we mnie od tygodni, zebrało się teraz w jednym, dość strategicznym narządzie, który już dłuższą chwilę temu osiągnął swój maksymalny rozmiar. Żałowałem, że nie rozładowałem tego napięcia przed przyjściem tutaj. Teraz, gdy moje palce, jeden po drugim wślizgiwały się pod materiał stanika poczułem, że za chwilę nie wytrzymam. Przyciągnęła mnie do pocałunku, ale nie zdołałem połączyć swych warg z jej. Moje palce dość niespodziewanie natrafiły na nabrzmiały sutek. Całe moje ciało zesztywniało, jęknąłem przeciągle w jej usta i po chwili poczułem, jak gęsty płyn plami moją bieliznę.
Solem
Nie wiedziałam co się dzieje, gdy nagle się zatrzymał. Zdawało się, że szeptał moje imię prosto w usta. Chciałam go pocałować, dać mu do zrozumienia, że mógł pozwolić sobie na trochę więcej, że chciałam by mnie dotykał, pieścił w tak delikatny sposób. Czułam, jak całe napięcie kumulowało się w moim podbrzuszu i bardzo chciałam choć trochę dać mu upust. Z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy dotknie moich nagich piesi i nie miałam pojęcia, co się stało, gdy nagle poderwał się i ruszył w stronę drzwi. Nie byłam doskonała, ale nie wydawało mi się, by moje ciało mogło aż tak przerażać. Nie miałam blizn ani znamion, nie byłam gruba, a spódniczki nosiłam w najmniejszym rozmiarze. Moja bielizna nie pochodziła z najnowszych kolekcji, ale nie nosiła śladów znoszenia i była bardzo czysta.
– Przepraszam – wyszeptał i sięgnął po swoją torbę, nawet na mnie nie spoglądając. Zerknęłam na jego krocze i w jednej chwili spłynęło zrozumienie. Ostatnio dość sporo czytałam na temat zbliżenia, a Amelia pożyczyła mi nawet mugolską książkę. Byłam świadoma, że takie rzeczy zdarzały się dość często niedoświadczonym chłopcom, a i doświadczonych mężczyzn to spotykało. Gdzieś w środku poczułam nawet satysfakcję, że potrafiłam tak działać na niego. Nie chciałam, żeby się wstydził, uciekał.
– Nie wychodź, proszę – szepnęłam z desperacją, gdy chwytał za klamkę. – Proszę – powtórzyłam, wstając z łóżka. Objęłam go od tyłu w pasie i przytuliłam głowę do jego pleców. – Jeśli wyjdziesz, będę się czuła bardzo źle, będę się czuła opuszczona i samotna, bo nie wiem co zrobiłam nie tak. – Zdawało mi się, że minęły wieki, nim się odezwał.
– Nic nie zrobiłaś nie tak, to ja – mruknął. – Ja nie chciałem, Sol. Przepraszam. – Odwrócił się do mnie nieśmiało ze spuszczoną głową. Chwyciłam go za dłonie i lekko je ścisnęłam.
– Nie wychodź, proszę – powtórzyłam.
– Naprawdę chcesz bym został? – spytał z niedowierzaniem. – Nadal chcesz ze mną być?
– Bardzo – szepnęłam. – Bardzo mi na tobie zależy, Severusie. – Mocniej chwyciłam go za dłonie i pociągnęłam z powrotem na łóżko. Usiadłam na brzegu i zachęciłam, żeby zrobił to samo. Mocno wplotłam swoją dłoń w jego dużo większą i nieśmiało oparłam głowę na ramieniu. – To dla mnie niełatwe pokazywać ci swoje ciało. Nie dlatego, że nie chcę, żebyś ty je oglądał, ale się go wstydzę, jednak próbuję się przemóc. – Odetchnęłam głęboko. – Wiem, że nie jesteśmy w stanie do końca panować nad swoimi ciałami i ja sama też nie wiem, czego mogę się po sobie spodziewać. Nie mam żadnego doświadczenia i jesteś pierwszym, któremu pozwoliłam się tak dotykać. Severus, bardzo nie chcę, żeby coś stanęło między nami, nie chcę też, jeśli dojdzie do czegoś więcej, żebyśmy się hamowali i próbowali panować nad pożądaniem. Chciałabym, wiedzieć jak na ciebie działam i chciałabym też wiedzieć, jak sprawić, by było ci przyjemnie. Nie chcę żeby to było udawane, nie chcę żebyś przy mnie próbował panować nad każdym gestem albo żebyś mnie nie dotykał w obawie przed tym co może się stać. – Poczułam jak mocno oplótł mnie ramieniem i poczułam ulgę, gdy przycisnął do siebie.
– Gniewasz się na mnie? – Westchnęłam w duchu, słysząc te słowa. Nie chciałam, by winił się za cokolwiek.
– Nie mam za co się gniewać. – Spojrzałam w jego kierunku i nieznacznie się uśmiechnęłam.
– I chciałabyś, żeby doszło między nami do czegoś więcej? – Unosząc wysoko brew, zerknął na moją wciąż niezapiętą bluzkę. Poczułam, jak rumieniec powoli wypływał na moje policzki.
– Severus – zaczęłam poważnie – nie gniewaj się, ale ja chyba nie jestem na to jeszcze gotowa. Myślę, że chcę więcej niż pocałunki, ale nie do końca wiem ile więcej. – Westchnęłam cichutko i pochyliłam głowę.
– Solem, ja żartowałem. – Chwycił mój podbródek i zmusił, bym na niego spojrzała. – Nie chcę niczego przyspieszać i też nie chcę, byśmy kontrolowali nasze reakcje. Podoba mi się, że reagujesz w tak naturalny sposób i wiem, że niczego nie udajesz. – Mówił, lekko się uśmiechając. – Zapewniam też, że nie masz się czego wstydzić. Twoje ciało jest perfekcyjne i z trudem odrywam od ciebie wzrok. – Uśmiechnął się, lustrując moją sylwetkę. – Słoneczko, możesz być pewna, że nie zamierzam na ciebie naciskać, nie będę cię do niczego zmuszał. Poczekam, tak długo jak będziesz chciała. – Odwzajemniłam uśmiech i musnęłam delikatnie jego wargi, po czym zaczęłam zapinać swoją bluzkę. – Solem – odezwał się po chwili. – Chciałbym … – urwał, spoglądając na mnie z uwagą. Odetchnął głęboko, jakby zbierał w sobie całą odwagę i przestraszyłam się w pierwszym momencie czego może chcieć. – Wiem, że to odległa przyszłość, ale chciałbym …
– Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim – zachęciłam. – Najwyżej się nie zgodzę – dodałam z uśmiechem.
– Zanim dojdzie do czegoś między nami … chciałbym, żebyś wypiła eliksir – wyrzucił z siebie jednym tchem. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. Myślałam o tym już wcześniej i nawet przestudiowałam książkę opisującą wszelkie znane środki antykoncepcyjne dostępne w magicznym i mugolskim świecie, ale potrzeba zażycia któregoś, zawsze wydawała mi się tak odległa, że teraz byłam w głębokim szoku, gdy o tym usłyszałam. Nie chciałam zajść w ciążę, to oczywiste. Chciałam skończyć szkołę, studia, zacząć pracę i dopiero wówczas myśleć o założeniu rodziny. Przez jedną chwilę poczułam, że wszystko zaczyna nabierać bardzo szybkiego tempa i nie byłam pewna, co o tym myśleć. Miałam z nim iść na bal, ładnie wyglądać i dobrze się bawić, a teraz zastanawialiśmy się, jak zapobiec ciąży. – Solem, ja … – zawahał się. – Staram się być tylko szczery – westchnął, widząc, że zaniemówiłam. – Moja mama powiedziała mi o tym pokoju i jak się do niego dostać. Zaszła w ciążę, zanim jeszcze ukończyła Hogwart, chyba właśnie tutaj. Urodziła mnie, gdy ledwie rozpoczęła studia. Nigdy nie narzekała, ale domyślam się, jak musiało być jej ciężko, jej i ojcu, chociaż mieli naprawdę sporo pomocy od moich dziadków. Udało im się ułożyć życie, ale mimo wszystko, nie chcę tego dla ciebie. Chcę byś była szczęśliwa, a nie zaczynała życie od problemów, których i tak nie masz mało – usprawiedliwiał się.
– Severus, to oczywiste, że się zabezpieczymy – przerwałam mu. – Tylko ja … to … czy traktujesz poważnie to co jest między nami? – spytałam z rozbrajającą szczerością.
– Oczywiście, że tak – odparł z pewnością w głosie. – Sol, najdroższa … kocham cię. – Pogładził mnie delikatnie po policzku.
– Ja też cię kocham, Severusie. – Wtuliłam się w jego dłoń. – Tylko chyba właśnie to do mnie dotarło, jak poważne jest to między nami i jak bardzo mi na tobie zależy. – Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na niego z uśmiechem. – Chciałbyś sam uwarzyć eliksir? Ufam w twoje umiejętności.
– Znam taki jeden, który daje sto procent pewn...
– Chyba sobie żartujesz. – Poderwałam się z miejsca i spojrzałam na niego ze złością. – Za kogo ty mnie masz. Wiedz, Severusie, że czytałam kilka publikacji na temat eliksirów antykoncepcyjnych, a także kilka książek opisujących zapomniane już eliksiry. – Spojrzałam na niego wymownie. – I dokładnie wiem o czym mówisz. Wiem jak się warzy ten eliksir i wiem, jak trzeba go pić. Sam sobie pij żywe pijawki – krzyknęłam. – Już wolę raczej kochać się jedynie w celach prokreacji niż pić to świństwo.
– … pewności, jednak nie byłbym skłonny pozwolić ci go pić. Już prędzej wolałbym żyć w celibacie do końca życia – dokończył, spoglądając na mnie z wysoko uniesioną brwią. Poczułam się jak skończona kretynka, gdy wybuchnął gromkim śmiechem i z krzywą miną skoncentrowałam się na swoich dłoniach. Sięgnął po moje ręce i pociągnął mnie na łóżko. – Cieszę się, że o tym porozmawialiśmy – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – I jestem pewien, że wybierzesz taki eliksir, który odpowiada nam obojgu.
– O Merlinie. – Chciałam się poderwać, ale zatrzymał mnie na łóżku. – Severus, twoja mama – wykrzyknęłam.
– Co z nią? – spytał, marszcząc czoło.
– Jak byłam ostatnio w szpitalu, kilka tygodni temu, rozmawiała ze mną na ten temat – wyjaśniłam. – Chciała mi nawet dać eliksir i zdziwiła się, że nie chcę, a później chyba z godzinę rozmawiała ze mną o tym, chociaż rozmawiała to chyba zbyt dużo powiedziane. Ona mówiła, ja słuchałam. Dała mi całą stertę broszur, broszurek, próbek i Merlin jeden wie, czego tam jeszcze. – Z każdym moim kolejnym słowem Severus coraz głośniej się śmiał. – Z czego się śmiejesz? To wcale nie była rutynowa rozmowa, bo zarówno Amelia, jak i reszta dziewczyn z mojego domu, były bardzo zdziwione. Żadna nigdy, nawet na badaniach kontrolnych, nie odbyła takiej rozmowy ani z twoją mamą, ani z innym uzdrowicielem. To nie jest śmieszne, Severus. Na pewno wzięła mnie za jakąś rozpustnicę, dlatego mi dała te wszystkie ulotki.
– Sol, moja mama rozmawiała z tobą, bo wie, że mi się podobasz, już wtedy wiedziała – wyjaśnił. – Zapewniam, że nie uważa cię za rozpustnicę, a wręcz przeciwnie.
– Skąd wiedziała? – Nie mogłam ukryć zdziwienia.
– Jak wtedy wybiegłaś z biblioteki i nie pojawiłaś się następnego dnia rano na śniadaniu to się martwiłem – odparł nieco zawstydzony. – Słyszałem, jak Lupin coś wspominał, że widział jak opuszczasz szkołę za zgodą dyrektora i miałaś udać się gdzieś kominkiem z Hogsmeade. Wydedukowałem, że musi to być szpital. Martwiłem się i spytałem mamę, czy jesteś w Mungu, a ona domyśliła się dlaczego pytam – tłumaczył się.
– Szpiegowałeś mnie? – spytałam z oburzeniem.
– Interesowałem się tobą – mruknął.
– I martwiłeś się, gdy zniknęłam? – Spojrzałam na niego nieco łagodniej.
– Bardzo – burknął, a ja leciutko musnęłam jego wargi. – Mam coś dla ciebie. – Sięgnął po torbę, z której wyciągnął przepiękny, oprawiony w skórę szkicownik i podał mi go. Zaskoczył mnie i nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć. – Wciąż szukałem odpowiedniej okazji, by ci go dać. Nie chcę zapeszać, ale umowa z wydawnictwem wydaje się być adekwatną okazją do takiego prezentu.
– Jest piękny. – Pogładziłam leciutko sztywną skórę okładki i nie mogłam powstrzymać łez gromadzących się pod powiekami. Westchnęłam, próbując je odgonić i uśmiechnęłam się do niego niepewnie. – Nie wiem czy mogę go przyjąć, czy powinnam. – Zarumieniłam się.
– Proszę, to tylko szkicownik – westchnął.
– Jest naprawdę piękny. – Próbowałam się uśmiechnąć, ale łzy napłynęły pod powieki.
– Co się stało, Sol? – Severus z lekkim niepokojem objął mnie i przytulił. Gdy tylko poczułam ciepło jego ramion, rozpłakałam się. Pogładził mnie nieco niezdarnie po plecach i jeszcze mocniej do siebie przyciągnął. – Co się stało, słoneczko? Uraziłem cię? To przez ten szkicownik?
– Nie wiem, co mam zrobić – zaszlochałam. – Zawsze wiedziałam co chcę robić w życiu, po skończeniu szkoły. Jeszcze zanim zaczęłam uczyć się w Hogwarcie, marzyłam o studiowaniu astronomii, zawsze to lubiłam i byłam pewna, że tego właśnie chcę – szeptałam, z trudem hamując łzy. – Później Flitwick namieszał mi z zaklęciami. Od pierwszej klasy wmawia mi jakiś talent, chociaż ja specjalnie niczym się nie wyróżniam. Owszem, udało mi się kilka stworzyć, ale to nie są jakieś zaawansowane czary. Wciąż mi gada, że on w moim wieku, nie miał pojęcia czym jest Patronus, a mój co prawda od niedawna, ale jest całkiem trwały i mogę przesyłać przy jego pomocy wiadomości, ale to nic trudnego, każdy potrafi wyczarować Patronusa. – Spojrzał na mnie z wysoko uniesionymi brwiami. – A teraz jeszcze ten facet z wydawnictwa wmawia mi, że mam talent na tyle duży, by uczyć się ożywiania obrazów. Wiem, że jeśli podpiszę z nimi umowę, mogę podjąć wszystkie trzy kursy, ale co dalej? Nie chcę robić wszystkiego naraz. Mogę połączyć zaklęcia i astronomię, ale co z rysunkiem? – Rozpłakałam się, tonąc w jego ramionach.
– Sol, maleńka. Masz jeszcze kilka miesięcy nauki w Hogwarcie. Nie musisz już dziś podejmować decyzji.
– Ale jeśli zgodzę się pracować dla tego wydawnictwa to będę musiała pracować jako grafik, bez względu na to jaką pracę ewentualnie bym chciała później dodatkowo podjąć. Która wówczas praca będzie dodatkowa? I jeśli skończę zaklęcia i astronomię to co? Gdzie mam pracować? Nie chcę szukać pracy w Ministerstwie, ja się do tego nie nadaję. Czułabym się ograniczona. Potrzebuję robić coś twórczego, coś co będzie mnie pochłaniać. Nie chcę robić czegoś tylko dlatego, że profesor zaklęć wmówił mi, że jestem z nich dobra. – Ponownie wcisnęłam się w jego ramiona. – Robiłam sobie spokojnie moje mapy nieba, od lat je tworzę, bo lubię i nagle bach, wpadł mi do głowy pomysł z tymi zaklęciami … i teraz już nic nie wiem. Jeśli powiem rodzicom o moich wątpliwościach, to się nie zgodzą na propozycję wydawnictwa, żebym miała więcej czasu na zastanowienie, a później sami będą się zaharowywać, żeby sfinansować moje fanaberie. Nie potrzebuję trzech kursów do życia. Wystarczyłby mi jeden wiodący i drugi ewentualnie dodatkowy. A moja mama … nie chcę, by tam pracowała. Jeśli dostanę to stypendium od wydawnictwa, to ona będzie mogła odkupić ten sklep albo otworzyć swój własny. W Dolinie przydałby się jeszcze jeden z eliksirami.
– Słonko – westchnął. – Sama musisz podjąć decyzję. Prześpij się z tym, jestem pewien, że jutro będziesz wiedziała, co zrobić. – Pogładził mnie po włosach i delikatnie ucałował skroń.
– Twoja mama o nas wie? – spytałam, podrywając nagle głowę.
– Wie – odparł cicho. – Masz coś przeciwko temu, że jej powiedziałem?
– Nie – zaśmiałam się – tylko ona mnie zna od dziecka. Czuję się trochę dziwnie z myślą, że widziała, jak moje całe ciało pokrywały bąble po tym jak wpadłam w gniazdo trzminorek. – Severus jęknął na myśl o bolących bąblach.
– A będzie ci bardzo dziwnie, jeśli poproszę byś odwiedziła nas w święta? – Spojrzałam na niego zaskoczona. – Mama prosiła w liście, bym zaprosił cię na kolację w jej imieniu, ale ja też bardzo bym chciał spotkać się z tobą w ferie, nie tylko w czasie tej jednej kolacji.
– Oczywiście, że się spotkamy podczas ferii – roześmiałam się. – Moja mama liczy cię poznać. Też wspominała mi w liście, że zaprasza cię na świąteczną kolację.
– Mówiłaś jej o mnie? – Posłał mi takie spojrzenie, jakbym zdradziła największą z jego tajemnic.
– Miałam dziwne wrażenie, że ona coś wie, jeszcze zanim się przyznałam – odparłam. – Nie pisze do mnie często, a ostatnio ciągle dostaję od niej sowy i wypytuje mnie w nich o chłopaka. Nigdy się tym nie interesowała, a teraz jakby dostała jakiegoś olśnienia.
– A to olśnienie ma na imię Eileen, jak się domyślam. – Severus szczerze się roześmiał.
– Lubię jak się śmiejesz – wyznałam. – Chciałabym, byś śmiał się częściej.
– Śmiałbym się częściej, gdybyś częściej mnie całowała. – Chwycił delikatnie moją twarz w dłonie i zbliżył swe usta.
Severus
Tym razem sprawdziłem się o wiele lepiej niż poprzednio. Rozczulił mnie jej słodki rumieniec, gdy powoli rozpinałem jej stanik, ale po chwili z lekkim uśmiechem sama zaczęła zdejmować moją koszulę. Tego wieczoru nie pozwoliliśmy sobie na więcej. Nie chciałem jej wystraszyć, a i dla mnie oglądanie gołych piersi, było już sporym przeżyciem. Nie mogłem nadziwić się, jak gładką miała skórę, a gdy po raz pierwszy zbliżyłem usta do jej nabrzmiałych sutków, czułem jakby świat się zatrzymał. Nie byłem już tak bardzo zdenerwowany i z satysfakcją obserwowałem, jak i ona rozluźniała się pod moim dotykiem. Wprawiła mnie w prawdziwy zachwyt, gdy odważyła się na nieco śmielsze pieszczoty i z niezwykłą delikatnością wodziła językiem po płatkach moich uszu. Podobało mi się, jak wplatała palce we włosy, przeczesując je i zaciskając na nich, gdy ja zbyt łapczywie poznawałem strukturę jej piersi ustami.
Nigdy nie przypuszczałem, że może być tak przyjemnie z dziewczyną, nawet nie posuwając się zbyt daleko. Z zasłyszanych w pokoju wspólnym i dormitorium opowieści kolegów, wnioskowałem, że pieszczoty nie dość, że miały prowadzić tylko do jednego, były zwykle dość pospieszne, szybkie i chaotyczne. Z Solem tak nie było. Poznawaliśmy się powoli, badaliśmy nawzajem swoje ciała, całowaliśmy, dotykaliśmy, a nawet śmialiśmy, gdy niechcący natrafiłem na miejsca, gdzie miała łaskotki. Chciałem zatrzymać te chwile na wieczność, nie wypuszczać jej z tego magicznego pokoju albo zrobić tak, jak w jednym z listów zażartowałem do matki. Rzucić szkołę, obrabować Gringotta i uciec z nią na koniec świata. Byłem gotów na wszystko, byle tylko z nią być.
Przez kilka pierwszych dni z nią, bałem się, że to tylko sen. Analizowałem nawet w myślach eliksiry jakie warzyłem i dokładny ich skład, czy przypadkiem nie nawdychałem się jakichś szkodliwych oparów i nie dręczą mnie teraz omamy. Czasem budziłem się rano i sprawdzałem, czy nie leżałem na oddziale zamkniętym u Munga, a później w trakcie śniadania, ona tak pięknie się do mnie uśmiechała i świat przestawał istnieć. Wszystko to wydawało mi się zbyt idealne, by było prawdziwe. Nie sądziłem, że tak cudowna dziewczyna, że jakakolwiek dziewczyna, może się mną zainteresować na poważnie i szczerze mnie pokochać.
Przez długie miesiące latałem za Evans. Wmówiła mi, że byłem niewiele wart, a zajmowanie się śmierdzącymi eliksirami uważała za zajęcie niegodne kogoś na poziomie. Dopiero teraz spostrzegłem, że sama interesowała się jedynie sobą i zastanawiałem się, co mną kierowało, by w ogóle chcieć przebywać w jej towarzystwie. Zawsze próbowała mnie zmienić. Zrobić ze mnie kogoś, kim nie byłem, nigdy nie będę i nie chciałem być. Nie interesowało mnie zawodowe latanie na miotle ani ubieranie się w modne szaty. Solem nigdy nie przeszkadzało to jaki byłem. Z czułością gładziła poplamione palce i obiecała opracować zaklęcie czyszczące na tyle silne, by zmyło każdą ingrediencję. Nie próbowała mnie zmienić wedle własnych upodobań, nie nakazywała zmiany fryzury i ubierania szat z drogich butików. Teraz rozumiałem, że ona akceptowała mnie takim jakim byłem, taki właśnie jej się podobałem.
Gdy przypominałem sobie jej ciche kocham szeptane do ucha, czułem w sercu radość, jakiej nie dawało mi w życiu nic innego. Oddałbym świat za to jedno słowo słyszane z jej ust. Nie planowałem wyznawać miłości. Wcześniej się nad tym zbyt dużo nie zastanawiałem, ale gdy słowa opuściły moje usta, wiedziałem, że to właśnie czuję. Delikatnie odgarnąłem zbłąkane loki z jej twarzy i pogładziłem po zarumienionym policzku. Była śliczna i nie pojmowałem, jak w ogóle mogło mi przyjść do głowy coś tak okrutnego, by ją wykorzystać. Nie chciałem jej skrzywdzić i w głębi serca obiecałem sobie, że zniszczę każdego, kto to zrobi. Nie pozwolę by cierpiała. Moja dziewczyna.
Solem
Patrzył na mnie jak w najpiękniejszy obrazek. Podobało mi się, gdy trzymał mnie w ramionach i dotykał w niebywale delikatny sposób, jakbym była jego najcenniejszym skarbem. Mogłabym tak trwać z nim bez końca. Z rozkoszą wdychałam jego zapach; drzewo sandałowe, piżmo i nowy pergamin i spijałam smak z jego ust. Nigdy żaden chłopak nie wywarł na mnie takiego wrażenia. Nie sądziłam, że kiedykolwiek mogłabym komuś tak bardzo zaufać. Nie miałam przed nim żadnych tajemnic i byłam pewna, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Trochę zabolało, gdy powiedział o Evans, o tym, jak chciał mnie początkowo wykorzystać, ale trudno było uwierzyć, że byłby do tego zdolny. Być może myślał tak w złości na dawną przyjaciółkę. Dokładnie pamiętałam ich kłótnię i to jak Gryfonka go potraktowała, więc nie dziwiło mnie, że chciał się zemścić. Przecież też nie raz myślałam o odgrywaniu się na Lupinie i niejeden raz byłam skłonna wykorzystać do tego celu innych, ale ostatecznie zawsze kończyło się na odgrażaniu. Nie skrzywdził mnie, a wręcz przeciwnie; sprawił, że byłam szczęśliwa. Całą sobą czułam miłość do tego chłopaka i całą siebie chciałam mu dać. Mój chłopak – powtarzałam w myślach niczym mantrę, spoglądając na niego z uśmiechem.
– Śpisz? – Po cichu wślizgnęłam się do dormitorium. Nie raz już dziękowałam Merlinowi za to, że na moim roku, w Ravenclaw były jedynie dwie dziewczyny. Dość często zdarzało mi się wracać po nocy z biblioteki albo wieży astronomicznej i obawiałam się, że zbyt duża liczba koleżanek mogłaby mi to utrudniać. Amelia była pod każdym względem wyrozumiała, była prawdziwą przyjaciółką i jak tylko mogłam starałam się tę przyjaźń pielęgnować. Zawsze znajdowałam w niej oparcie i w zadziwiający sposób potrafiła mnie rozweselić. Położyłam się obok przyjaciółki i z uśmiechem czekałam, aż ta w końcu przestanie udawać i otworzy oczy.
– No mówże jak poszło. – Amelia w końcu nie wytrzymała i podniosła powieki.
– Kocham go – odparłam rozmarzonym tonem.
– O Merlinie, Sol. Mam nadzieję, że mówisz o tym facecie z wydawnictwa, Flitwick jest … błagam, powiedz, że to nie Flitwick. – Dziewczyna, aż usiadła z wrażenia.
– Co? – W pierwszej chwili nie miałam pojęcia o czym mówiła. – Jaki Flitwick?
– No jak się rozstawałyśmy po kolacji, to szłaś na spotkanie z tym facetem z wydawnictwa – wyjaśniła zdezorientowana.
– A to. – Machnęła od niechcenia ręką, dając znać, że to teraz nieważne. – Jak wyszłam od Flitwicka poszłam spotkać się z Severusem. – Poczułam rumieniec na policzkach.
– Bzyknęłaś się z nim. – Amelia wyskoczyła spod kołdry i uklękła na łóżku z szeroko otwartymi oczami. Machnięciem różdżki rozpaliła świece i trwała w oczekiwaniu na szczegóły.
– Nie bzyknęłam. Kocham go – powtórzyłam, wzdychając.
– Powiedziałaś mu? – spytała już spokojniej Amelia na co lekko przytaknęłam. – Ty pierwsza czy on? – dopytywała. Opowiedziałam jej co wydarzyło się w pokoju życzeń. W takich chwilach trudno mi było się zwierzać przyjaciółce. Tak jak obiecała Severusowi nikomu nie zdradziłam tajemnicy komnaty i utrzymywałam, że spotykaliśmy się w laboratorium, z którego korzystał Severus. Amelia domyślała się, że ukrywałam prawdziwe miejsce spotkań, ale nie wypytywała i nie próbowała dociekać. Za to też bardzo ją ceniłam. Dotrzymywała tajemnic i nigdy nie próbowała niczego wyciągać na siłę. Ufałyśmy sobie i nie wyciągałyśmy jedna z drugiej, gdy nie chciałyśmy sobie o czymś powiedzieć.
– Pomożesz mi? – Spytałam błagalnie.
– Z czym mam ci pomóc? – Amelia posłała mi niepewne spojrzenie.
– Z sukienką na bal – odparłam zrezygnowanym tonem. – Chciałabym ładnie wyglądać, a nie mam kasy na nową – dodałam.
– Mogę ci pożyczyć co mam, ale to starczy góra na jeden rękaw. Może jakbyś kupiła taką na ramiączka starczyłoby na obydwa. – Dziewczyna spojrzała z krzywym uśmiechem.
– Przestań, nie chcę pożyczać pieniędzy, chcę byś pomogła mi z przerobieniem starej – wyjaśniłam. – Lepiej się znasz na tego typu czarach, ja kompletnie nie mam do nich głowy.
– Mhm – zamyśliła się panna Bones. – Pokaż mi ją. – Wyskoczyła z łóżka i stanęła obok mojego kufra.
– Daj spokój, jutro. Mamy jeszcze sporo czasu – uspokoiłam nadgorliwą przyjaciółkę.
– Pokazuj – nakazała. – I tak już nie zasnę.
Z ociąganiem podeszłam do swoich rzeczy i wyciągnęłam starą, bordową szatę wyjściową. Nie patrzyłam na nią od czasu zeszłorocznego balu i teraz mocno posmutniałam. Suknia była piękna, dawno temu. Nosiła ją jeszcze moja matka i pomimo napraw, ciężko było ukryć, że pamiętała Hogwart sprzed dwudziestu lat. Łzy napłynęły mi do oczu i ze złością wrzuciłam ją z powrotem do kufra. Amelia westchnęła i bez słów rozłożyła bordowy materiał na swoim łóżku.
– Zielona z dodatkiem srebra? – spytała, wysoko unosząc brwi.
– Mam wyglądać jak jego dziewczyna, nie jak maskotka Slytherinu – mruknęłam.
– Dawaj resztę swoich ciuchów – nakazał po chwili zastanowienia i sama także sięgnęła do swojego kufra. Z zaciekawieniem patrzyłam na wyczyny koleżanki. Roześmiałam się na cały głos, gdy dziewczyna przy pomocy czarów rozciągała mój czarny, koronkowy stanik i jęknęłam z przerażeniem, kiedy bezceremonialnie rozdarła dekolt wyjściowej sukni. – Idź spać i przestań jęczeć. Na jutro będziesz miała nową kieckę – zakomunikowała po chwili i z przebiegłym uśmieszkiem sięgnęła po ozdobne wstążki do włosów. – Niepokoi mnie jedynie kolor, ale w ostateczności pójdziesz w czarnej albo szarej. – Zaśmiała się i popchnęła mnie w kierunku łóżka.
Zaniemówiłam, gdy rankiem ujrzałam efekt nocnej pracy Amelii. Na drzwiach szafy wisiała piękna, długa suknia. Niewiele zostało ze starej szaty odziedziczonej po matce i zastanawiałam się przez chwilę, czy to przypadkiem nie nowy nabytek mojej przyjaciółki. Rozpoznałam ją po rozdarciu na dekolcie, które Bones zrobiła, zanim poszłam spać i po delikatnym tiulu, którym obszyty był wierzch sukni. Chociaż stary i nieco zużyty, teraz dodawał stylowego wyglądu. Amelia zmieniła kolor sukni na ciemną zieleń. Ta w przeciwieństwie do tamtej nie miała rękawów, a lekko marszczone, szerokie ramiączka ciągnęły się aż do ozdobnej szarfy, tworząc mocno rozłożystą literę V, którą wypełniała czarna koronka zrobiona ze stanika naszyta na czarną tkaninę. Zarówno koronka, jak i szarfa oplatająca talię, wyszyte były delikatnymi, mieniącymi się kamykami, które wcześniej ozdabiały spinki do włosów. Rozłożysty dół sukni obszyty był takim samym materiałem co dekolt i już chyba nie chciałam wiedzieć skąd przyjaciółka go wzięła. Suknia była zjawiskowa. Z trudem powstrzymałam się przed ubraniem jej widząc, że koleżanka nie pozszywała jeszcze całości i cichutko, nie chcąc jej zbudzić udałam się na śniadanie. Była sobota, a Amelia napracowała się przez całą noc i pozwoliłam jej jeszcze trochę pospać, troszcząc się o śniadanie do łóżka dla niej.
Severus
Chciałem jej kupić dziś prezent gwiazdkowy, dlatego umówiliśmy się dopiero w herbaciarni w Hogsmeade koło południa. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem ją podczas śniadania siedzącą samotnie. Zająłem miejsce na drugim niż zwykle końcu stołu, dlatego przez dłuższą chwilę mogłem się jej bezkarnie przyglądać. Pomimo wyraźnego niewyspania, wciąż wyglądała ślicznie. Zwykle ciasno związane włosy, tego ranka opadały jej swobodnie na plecy i ramiona. Zaśmiałem się w duchu, widząc, jak próbowała okiełznać niesforny pukiel wślizgujący się wciąż na jej twarz. Po długich bojach z włosami, w końcu transmutowała serwetkę w spinkę i ze złością spięła nią swoją bujną czuprynę.
Zanotowałem w pamięci, żeby do prezentu gwiazdkowego dołączyć jakąś ozdobę do włosów i już chciałem się do niej dosiąść, gdy ponownie wprawiła mnie w rozbawienie. Najpierw rozejrzała się niepewnie po sali, po czym dyskretnie wsunęła do swojej torby srebrną tacę, sztućce i jeden duży talerz. O mały włos nie roześmiałem się na cały głos, gdy zobaczyłem jak męczy się ze zmniejszeniem jednego z dzbanków z kawą i w wyczarowane pudełka próbowała niezauważenie wciskać jajecznicę, bekon i tosty. Gdy jak mi się zdawało, wszystko co zaplanowała było gotowe, jej twarz przyozdobił taki uśmiech, jakby co najmniej obrabowała kilka czarodziejskich banków, a nie zwinęła trochę jedzenia i kilka srebrnych naczyń.
– Rozumiem, że ciężko ci jest wytrzymać od śniadania do obiadu, ale nie prościej było zabrać kilka ciastek i owoców albo zrobić kanapki? – Podskoczyła, gdy szepnąłem jej wprost do ucha i z uśmiechem obserwowałem, jak jej twarz zaczynał pokrywać szkarłatny rumieniec. – Nie wyglądasz na kogoś, kto tyle je – kontynuowałem, gdy nie mogła wypowiedzieć słowa. – Obawiam się też, że wyniesienie tych sreber poza teren szkoły może być niemożliwe. – Pochyliłem się nad jej uchem. – Może spróbuj to przerzucić przez ogrodzenie, mogę ci pomóc, jeśli bardzo chcesz. Tylko wiesz, za jeden talerz, tacę i dzbanek, wiele nie dostaniesz.
– No i się wydało – westchnęła zrezygnowana. – Jestem wiecznie głodnym wynosicielem srebra. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Proszę, nie wydaj mnie. – Spojrzała z błagalną miną.
– Ewentualnie mogłabyś mnie przekupić. – Uniosłem brwi w oczekiwaniu.
– Co chcesz? – jęknęła. – Widelec, nóż, a może cukierniczka? Jajecznicy nie oddam.
– Kiedy spakowałaś cukierniczkę? – Zdziwiłem się.
– No i gdzie się patrzyłeś, gdy ją pakowałam do torby? Mężczyźni. – Solem teatralnie wywróciła oczami i pokręciła głową.
– Zawsze prosto w twoje oczy, słoneczko. – Objąłem ją delikatnie i cmoknąłem w policzek. – Dzień dobry. – Odwzajemniła gest i pozwoliła, bym odprowadził ją do wieży jej domu.
Nie zaskoczyła mnie, gdy wyznała, że planowała wieczorem przyjąć propozycję wydawnictwa. Wcześniej nie chciałem jej niczego sugerować, ale z tego co zaobserwowałem to największą radość czerpała właśnie z rysunku i malarstwa. Miałem dziwne przeczucie, że to z tym kierunkiem zwiąże swoją przyszłość. Uwielbiała patrzeć w niebo i prowadzić swoje badania, ale podczas rysowania dostrzegałem w jej oczach niezwykły blask. Ująłem delikatnie jej twarz w dłonie i spojrzałem w oczy. Uśmiechnąłem się i w myślach zweryfikowałem nieco swój pomysł na prezent gwiazdkowy. Bardzo chciałem uszczęśliwić tę piękną, ale nieco niepewną swych wartości dziewczynę. Chciałem dać jej wszystko czego zapragnie.
Kolejny rozdział: „Zmiana planów"
