ROZDZIAŁ 6

Zmiana planów

Severus

W związku z tym, że Solem nie chciała spóźnić się na spotkanie z rodzicami, a Amelia potrzebowała jeszcze odespać pracowitą noc, nieco zweryfikowaliśmy swoje plany i wyszliśmy razem do wioski, ale mieliśmy osobno wrócić. Spędziliśmy razem cały dzień i musiałem przyznać, że już dawno tak dobrze się nie bawiłem. Nawet wówczas, gdy dołączyła do nas Amelia ze swoim chłopakiem było całkiem miło i ciężko mi było się z nią rozstać, choć wiedziałem, że zaraz po wizycie rodziców spotkam się z nią w pokoju życzeń. Zdziwiłem się, gdy po powrocie w hallu głównym zastałem spory tłum uczniów i dopiero po chwili, w samym centrum dostrzegłem Sol, a także Pottera i Evans ze świńskimi ryjkami i wykrzykującą coś McGonagall. Zaniepokojony podszedłem do zdenerwowanej Amelii.

– Co się stało? – spytałem niepewnie.

– Spójrz w górę – odparła zmartwionym głosem.

Zamarłem. Cały sufit hallu wyłożony był mapami nieba Solem, na których naniesione już zostały wzory zaklęć. Część z nich była całkowicie zniszczona przez świece, które unosiły się tuż pod nimi. Wiedziałem, że ze względu na złożoność naniesionych już warstw nie naprawi tego żadne zaklęcie i domyślałem się kto stał za głupim żartem.

– Kiedy wróciłyśmy do zamku, Potter z Evans w najlepsze wysyłali jej mapy w górę i mocowali je tam przy pomocy zaklęć. Musieli włamać się do naszego dormitorium. To oryginały, a ich Sol praktycznie nie wynosiła z pokoju. Tylko na oryginałach można było sprawdzić poprawność jej teorii. Pracowała nad nimi od początku nauki tutaj. Każdy rodzaj zaklęć wymagał oddzielnej mapy w konkretnej porze roku – jęknęła ze łzami w oczach. – Sol się zdenerwowała i bez większego namysłu posłała w ich kierunku klątwę. Jaką, chyba widzisz – westchnęła, spoglądając w ich stronę. – Wkurzyła się i wcale jej się nie dziwię. W zasadzie to dziwię się, że tylko tak to się skończyło. Nie miałam zamiaru jej powstrzymywać, a wręcz przeciwnie, sama chętnie posłałabym jakąś świnką. Na jej nieszczęście do hallu wchodziła akurat McGonagall i nie muszę ci chyba mówić kogo stronę wzięła. – Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Nie miałem pojęcia, jak ktoś mógł zrobić Sol coś tak okrutnego. Przeniosłem wzrok na swoją zapłakaną dziewczynę i jedyne czego pragnąłem to własnoręcznie udusić tę trójkę, łącznie z tą starą wiedźmą od transmutacji. W tej chwili niewiele mogłem zrobić. Zacisnąłem pięści i poprzysiągłem sobie, że prędzej czy później zemszczę się na nich.

– Panno Stanley. – Dobiegł do mnie donośny głos profesorki. – Nie interesuje mnie co tych dwoje zrobiło. Nie pani jest od wymierzania kar w tej szkole, o ile dobrze pamiętam. Mam dość pani wybryków, dowcipów i tej ciągłej wendetty na uczniach Gryffindoru.

– Chyba już czas, żebym zawiadomiła o wszystkim Flitwicka – mruknęła Amelia i zniknęła w korytarzu prowadzącym do gabinetu ich opiekuna.

– Nie interesuje mnie czym tych dwoje pani zawiniło – kontynuowała McGonagall. – Jeśli skrzywdzili panią w jakiś sposób, należało to zgłosić do mnie, bądź opiekuna swojego domu. Po raz kolejny przekonujesz mnie, że jesteś arogancką, nieznośną pannicą, której maniery pozostawiają wiele do życzenia. Wahałam się nad wystawieniem opinii do komisji stypendialnej, ale teraz jestem już pewna, że ode mnie pozytywnego słowa nie usłyszysz. W tej szkole jest o wiele więcej uczniów, którzy zasłużyli sobie na wsparcie finansowe bardziej niż ty. Zapomnij o tym stypendium, o jakimkolwiek finansowaniu twoich studiów z zewnątrz możesz zapomnieć, już ja się o to postaram. – Zdziwiłem się, dostrzegając, że wzrok Solem przez cały czas utkwiony był w Blacku. Nie patrzyła ani na pokrzykującą McGonagall, ani na Pottera i Evans, nawet na Lupina, który jak zwykle stał z boku, tylko na Blacka.

– Pani profesor – Gryfon próbował przebić się przez tyradę swojej opiekunki. – To ja zawiniłem. – Odniosłem wrażenie, że się przesłyszałem. – To ja zabrałem te mapy z pokoju wspólnego Krukonów i to ja prowokowałem Solem. Nie chciała na mnie donosić i przez długi czas jedynie ignorowała moje dowcipy, ale chyba przesadziłem. To mnie proszę ukarać, nie ją – próbował jej bronić.

– Panie Black. – Minerwa McGonagall spojrzała na niego z oburzeniem. – Tu nie chodzi o to, kto ukradł cokolwiek pannie Stanley, ale o to, że ona po raz kolejny bierze sprawy w soje ręce. – Miałem ochotę wkroczyć i powiedzieć starej babie, że skoro nikt inny nie potrafi zapanować na jej ulubieńcami, to musiała znaleźć sposób, by sama się bronić, ale ponownie zacisnąłem pięści i dopisałem starą wiedźmę do listy tych, na których postanowiłem zemstę. Nikomu nie pozwolę bezkarnie krzywdzić mojej dziewczyny i nieważnym dla mnie było, czy to nauczyciel, uczeń, czy sam Minister Magii.

– Wygraliście Potter, Lupin i ty Evans najwyraźniej. Gratuluję. – Solem zwróciła się do stojących Gryfonów. – Możecie być z siebie dumni, zniszczyliście pracę, nad którą spędziłam kilka lat i ty Remus bardzo dobrze o tym wiedziałeś, jak ważne to dla mnie. Dobrze ci radzę i wam też; lepiej dla was, żebyście w przyszłości trzymali się ode mnie z daleka, bo być może nie będzie w pobliżu pani profesor, która przybiegnie z pomocą. – Zmierzyła całą trójkę zawistnym wzrokiem. – A pani, pani profesor, proszę się nie wysilać z pisaniem opinii na mój temat. Nie zamierzam dłużej walczyć o stypendium. Tych troje zapewne zasługuje dużo bardziej na to finansowanie, a ja na szczęście znalazłam środki na dalsze studia poza szkołą i choćby się pani bardzo starała, nie uda się pani mi ich odebrać. Na całe szczęście, moje i pani, pani profesor, nie potrzebuję także uczęszczać dłużej na pani zajęcia. Na kierunku, który planuję studiować, nie potrzebna jest pani opinia. Dziękuję za wszystko czego mnie pani nauczyła i żywię szczerą nadzieję, że po ukończeniu przeze mnie Hogwartu nigdy więcej się nie spotkamy. – Ku przerażeniu większości uczniów uniosła swoją różdżkę i jednym machnięciem zwiększyła płomienie świec, paląc mapy do końca. Obróciła się na pięcie i wolnym krokiem, z podniesioną głową udała się w stronę schodów. Ruszyłem w jej kierunku, ale spory tłumek skutecznie uniemożliwił mi szybkie przedostanie się na drugą stronę hallu. Patrzyłem zasmucony, jak dumnie wspinała się na schody. Z oddali dobiegły mnie krzyki Flitwicka i dostrzegłem jak niski czarodziej nabiega razem z Amelią. Słowa jakimi obdarzał swoją koleżankę z pracy, spowodowały, że chyba po raz pierwszy sprawiał wrażenie wysokiego mężczyzny. Westchnąłem głęboko i ruszyłem w kierunku wieży astronomicznej, gdzie spodziewałem się ją zastać.

Wkurzyłem się, widząc tam też Blacka. Zacisnąłem palce na swojej różdżce i udałem się pospiesznie w ich kierunku. Solem stała oparta o niski murek i z zadziwiająco łagodnym, jak na okoliczności, wyrazem twarzy tłumaczyła coś Gryfonowi.

– Solem, przepraszam. – Ku mojemu zdumieniu odezwał się Black. – Nie sądziłem, że to takie ważne, nie chciałem, by to zaszło tak daleko, nie chciałem zniszczyć twojej pracy, ani pozbawić cię możliwości dostania stypendium.

– Ale ci się udało – odparła, z trudem hamując łzy.

– Sol … pogadam z McGonagall, z Jamesem. Może razem coś u niej wskóramy. – Syriusz najwyraźniej próbował naprawić choć trochę szkód.

– Nie chodzi o to stypendium, Black – zwróciła się do niego spokojnie. – Pracowałam nad tym od pierwszej klasy, nie bez powodu te mapy zostawały w naszej wieży, gdzie jak mi się wydawało nic nie jest w stanie ich zniszczyć. Nawet profesor Flitwick i profesor Sinistra dostawali kopie.

– Pewnie i tak nie zrozumiałbym dlaczego kopie się nie nadają do badań – zakpił sam z siebie. – Solem, mogę jakoś pomóc?

– Zostaw mnie, Syriusz – poprosiła. – Jestem pewna, że zarówno Potter, jak i Evans zasługują na najwyższe stypendium bardziej niż ja. Może dopilnuj, żeby się nie zmarnowało – zadrwiła.

– Daj spokój, oboje wiemy, że Evans wykorzystuje każdego co bardziej pojętnego chłopaka w tej szkole, by mieć dobre stopnie, a rodzina Jamesa sama częściowo finansuje projekt stypendialny – zaśmiał się gorzko. – Sol … nie chciałem cię skrzywdzić. Przepraszam. Ja … może trudno ci w to uwierzyć, ale naprawdę chciałem jedynie się z tobą umówić.

– A ja naprawdę nie chciałam umówić się z tobą, ani z Jamesem, ani z Peterem, ani z Lupinem. Po prostu nie chciałam – odparła. – Zostaw mnie, proszę.

Zmierzyłem wzrokiem przechodzącego obok Blacka i podszedłem do niej. Stała wpatrzona w dal. Nie płakała, tak jak się tego spodziewałem, ale każda część jej twarzy była smutna, zawiedziona. Chwyciłem ją w ramiona i mocno przytuliłem. Nic nie mówiłem – nie musiałem. Chciałem tylko, by wiedziała, że przy niej byłem. Przylgnęła do mnie całym ciałem i w jednej chwili z dumnej, wyniosłej dziewczyny przemieniła się w bezbronną, kruchą istotkę. Bardzo chciałem ją móc ochronić przed całym złem tego świata, ale nie miałem pojęcia, jak tego dokonać. Wiedziałem, że przyjdzie taki dzień, w którym zemszczę się na bandzie Pottera, na McGonagall i całej reszcie, która sprawiła i sprawi jej przykrość, ale nie mogłem w żaden sposób naprawić tego co się stało. Przycisnąłem ją do siebie z całej siły i leciutko gładziłem jej plecy.

– Dziękuję – wyszeptała po chwili.

– Za co, słoneczko? – spytałem zaskoczony.

– Z tobą wszystko wydaje się łatwiejsze – wyznała i ponownie wtuliła w moją klatkę piersiową.

.: :.

Solem

– Jesteś tu jeszcze? – Uśmiechnęłam się, wchodząc późnym wieczorem do pokoju życzeń.

– Oczywiście, że jestem. – Podszedł do mnie i mocno uścisnął. – Czekam na ciebie, maleńka. – Odetchnęłam głęboko, wdychając jego zapach. Lubiłam z nim być. Jego towarzystwo działało na mnie niezwykle uspokajająco. Na nic innego nie miałam teraz ochoty, tylko tonąć w jego ramionach. Zaśmiałam się, widząc wciąż stojące na środku łóżko.

– Pomyślałem jedynie, że będziesz chciała chwilę odpocząć – wytłumaczył się.

– Dobrze pomyślałeś. – Wyswobodziłam się z jego ramion i opadłam na materac. Jęknęłam z zachwytu, gdy pod sufitem dostrzegłam unoszące się w powietrzu papierowe motyle.

– Nudziłem się. – Złapał jednego i posadził mi na ramieniu.

– Są piękne – szepnęłam, chwytając go w palce.

– Jak poszło z rodzicami? – spytał z krzywą miną.

– Masakra – mruknęłam, wywracając oczami. – Evans się jakoś wykpiła, ale dyrektor wezwał rodziców całej czwórki. Jak ojciec ich zobaczył to myślałam, że przeklnie każdego jakimś niewybaczalnym, a Flitwick wyglądał jakby chciał mu pomóc. Na szczęście był tam dyrektor. – Odetchnęłam głęboko. – Tata dopingował mnie z tym projektem od samego początku. Dla niego było to pewnie tak samo ważne jak dla mnie albo ważniejsze. Był tak zły, że jeszcze dziś chciał mnie zabrać ze szkoły i posłać do jakiejś innej, ale na szczęście mamie dość szybko udało się to wyperswadować. – Oparłam głowę na jego ramieniu, gdy delikatnie przyciągnął mnie do siebie. – Starzy Lupina to przyjaciele moich rodziców i to na nich głównie skupił się gniew mojego ojca. Rodzice Pettigrew siedzieli cicho, matka Blacka chciała go zabić zaraz po moim ojcu, a Potterowie zaproponowali, że sfinansują moje studia – zaśmiałam się.

– Interesujące. – Spojrzał na mnie z wysoko uniesioną brwią.

– Powiedziałam im, żeby sobie wsadzili te pieniądze … no dobra, miałam ochotę tak powiedzieć, ale spojrzenie mojej mamy skutecznie mnie powstrzymało. – Wywróciłam oczami. – Powiedziałam, że mam już finansowanie i żeby spytali profesor McGonagall, który z uczniów najbardziej na to zasługuje i jemu pomogli. – Severus parsknął głośnym śmiechem. – Stara jędza siedziała cicho przez cały czas i przez chwilę obawiałam się, czy przypadkiem nie spetryfikowałam jej swoim spojrzeniem, ale na koniec, gdy już wszyscy się rozchodzili, po licznych zapowiedziach kar i szlabanów, poprosiła, żebym jeszcze przemyślała swoją rezygnację z jej zajęć. Nawet dyrektor był zaskoczony jej tonem.

– Zaczynam żałować, że nie poszedłem tam z tobą – westchnął. – Co jej powiedziałaś?

– Powiedziałam, że naprawdę na kierunku, który wybrałam jako wiodący, nie potrzebna mi transmutacja. Szkoda, że wtedy nie widziałeś jej miny.

– Mogę sobie wyobrazić – odparł Severus. – Mam rozumieć, że zdecydowałaś się nie wybierać zaklęć? Tam cię nie przyjmą bez owutemu z transmutacji.

– Mój tata i profesor Flitwick zrobili tak zawiedzione miny, że dodałam po chwili, że lubiłam jej zajęcia i nie chciałabym z nich rezygnować. – Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się krzywo. – Naprawdę lubiłam jej zajęcia. Z moim brakiem talentu do transmutacji stanowiły nie lada wyzwanie – zapewniłam. – I po tym stało się najlepsze.

– Co? – Spojrzał na mnie, wstrzymując oddech.

– Uśmiechnęła się. Szczerze. Naprawdę szczerze się uśmiechnęła i chyba była zawstydzona – dopowiedziałam z przejęciem.

– Wciąż mówimy o McGonagall? – spytał sceptycznie.

– Tak, o tej starej, siwej, w kratkę.

– Czyli jednak zaklęcia? – dopytywał. Pokręciłam przecząco głową.

– Jak już w końcu wszyscy sobie poszli, zostałam z rodzicami sama. Mama cię pozdrawia – wtrąciłam w opowieść z uśmiechem. – Zapytali o tę umowę, czy chcę tę pracę i czy dobrze się nad tym zastanowiłam. Oczywiście zapewnili, że jeśli nie skorzystam z propozycji wydawnictwa, to nic się nie stanie, że mają odłożone pieniądze na moje studia i mogę wybrać takie kierunki jakie chcę, a jak będę chciała uczęszczać nawet na cztery kursy to też znajdą pieniądze – westchnęłam. – Ale ja chcę tam pracować. Myślę, że mimo wszystko wezmę drugi kurs z zaklęć, ale … ilustrowanie książek chyba mi się spodoba. – Przygryzłam lekko wargę. – Miałam małe wątpliwości czy to wypada, skoro właścicielem jest twój ojciec, ale mama się tylko roześmiała, a tata się dziwnie zmarszczył, kiedy użyłam określenia mój chłopak. Powiedzieli mi, żebym nie myślała o tym w ten sposób i jeśli tego chcę, bym korzystała z szansy.

– Sol, jeśli twoja mama kupi sklepik z eliksirami i ja po studiach znalazłbym tam zatrudnienie, to co byś pomyślała? – spytał poważnie.

– Że w końcu moja mama będzie bezpieczna – wyznałam.

– Dlaczego? – drążył.

– Bo jesteś w tym dobry. Potrafisz się skupić i nie znam nikogo, kto nadaje się do warzenia lepiej niż ty – odparłam.

– A gdybym nie był twoim chłopakiem? – Uniósł brew.

– Nadal byłabym szczęśliwa, że moja mama znalazła dobrego pracownika i byłabym spokojna – odpowiedziałam.

– Więc sama widzisz, że to nie ma znaczenia. – Uśmiechnął się. – Gdybyś była kiepska, Mendez nie zwróciłby uwagi na twoje prace. – Odetchnął i pogładził mnie po włosach. – Jak się czujesz?

– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Chyba mi trochę ulżyło, że mam to już za sobą. Nie muszę już podejmować żadnych poważnych decyzji. Trochę to nie tak, jak zawsze planowałam, ale może z czasem dołączę jeszcze kurs z astronomii. A ty co myślisz?

– Myślę, że dokonałaś bardzo dobrego wyboru – zapewnił. – Będziesz odtwarzała swoje mapy?

– Pewnie tak – westchnęłam głośno – ale jeszcze nie teraz. Badania były prawie skończone i te mogę oczywiście nadal wykorzystać, ale muszę tworzyć mapy od początku, a na to potrzeba przynajmniej roku i to jeśli będę miała stały dostęp do wieży astronomicznej, także z tym chyba poczekam jakiś czas.

Uśmiechnęłam się do niego promiennie i powoli zbliżyłam do niego swoje usta. Pocałował mnie z niebywałą czułością i przez chwilę czułam, jak jego magia mnie oplata, powoli wirowała wokół nas, z każdą sekundą zacieśniając swój krąg, mocno nas ze sobą wiążąc. Złączył swoją dłoń z moją i brał usta z ogromną delikatnością. Czułam wokół siebie jego miłość, czułam się ważna dla niego i z całej siły zapragnęłam, by i on poczuł ode mnie to samo. Niechętnie oderwałam się od niego i z leciutkim uśmiechem przywarłam swym czołem do jego. Przez długą chwilę spoglądaliśmy sobie głęboko w oczy. Nie potrzebowaliśmy słów i zdawało się, że w tej jednej chwili nie potrzebowaliśmy niczego.

Zdumiewało mnie, że Severusowi udało się skraść moje serce w tak krótkim czasie. Zdawało się, że ledwie wczoraj kłóciłam się z Amelią, kto naprawił mój teleskop, a dziś byłam zakochana w nim po uszy. Obezwładnił mnie i podporządkował sobie całkowicie. Ufałam mu bezgranicznie i czułam z nim niebywale bezpieczna, jakby był jedynym człowiekiem na świecie, który potrafił o mnie zadbać, zatroszczyć się o moje szczęście. Sama też bardzo chciałam tego dla niego. Lubiłam, gdy się uśmiechał i wygłupiał ze mną. Zwykle dość poważny i zdystansowany, gdy byliśmy razem stawał się otwarty i rozluźniony, jakby z chwilą, gdy łapał mnie za rękę, cały świat przestawał istnieć i byliśmy tylko my.

Wstrząsnęło mną, gdy zobaczyłam swoje mapy unoszące się po całym hallu, ale załamało mnie to dużo mniej niż się tego spodziewałam. Poświęciłam na to dużo czasu, a w każdą z map, wkładałam swoje serce i byłam przekonana, że gdyby nie świadomość kojących ramion Severusa, załamałabym się dużo bardziej. Teraz, gdy mnie całował, delikatnie pieścił szyję i dekolt, czułam że nic więcej nie jest ważne. Samą swoją obecnością dodawał mi sił i wiedziałam, że przy nim sięgnę gwiazd. Delikatnie chwyciłam jego twarz w swoje dłonie, gdy zbliżał usta do moich piersi i uniosłam ją, zmuszając, by na mnie spojrzał. Uśmiechnęłam się do niego leciutko i delikatnie musnęłam jego wargi. Odwzajemnił mój uśmiech i nie musiałam już mówić tego wszystkiego co do niego czułam, bo bardzo dobrze to wiedział.

.: :.

Severus

Synku, bardzo mi przykro z powodu tego co stało się z projektem Solem. Mogę się tyko domyślać co przeżywała i dziękuję wszystkim bogom, że ojciec zgodził się, by wydawnictwo finansowało jej drugi kurs, bo świadomość, że nie musi przez to rezygnować ze studiów na pewno pozwoliła jej szybciej się z tego otrząsnąć. Długo się wahał, by przystać na moją prośbę. Nie dlatego, że chciał jej poskąpić pieniędzy, ale liczy zatrudnić ją już na stałe po studiach, a z drugim fakultetem, w dodatku z zaklęć, obawia się, że trudno będzie mu ją zatrzymać jako ilustratora. Henry pokazał mi jej rysunki i muszę przyznać, że zachowanie ojca aż tak bardzo mnie nie dziwi. Gdybym przed nim zauważyła jej talent to z całą pewnością zrobiłabym wszystko, by tworzyła dla mnie. – Zamyśliłem się, czytając list od matki. Wiedziałem, że wydawnictwo początkowo chciało jej jedynie sfinansować kurs magicznych sztuk plastycznych i obawiałem się, że nie zdecyduje się wówczas na tę propozycję. Podzieliłem się obawami z matką, a ta najwyraźniej podzielała moje zdanie. Solem nie mówiła mi o tym, że wzięła udział w konkursie i gdyby ojciec nie musiał w ostatnim czasie wciąż wysłuchiwać opowieści matki na temat uroczej panny Stanley, zapewne nie podzieliłby się z nią odkryciem młodego talentu przez Mendeza. Teraz miałem tylko nadzieję, że nigdy nie wyda się, iż to Eileen maczała palce w wysokości jej stypendium. – Oczywiście możesz być pewien, że Solem nigdy nie dowie się jaka była pierwotna propozycja. Zobligowałam do tego zarówno twojego ojca, jak i Henry'ego.

Nie mogę się już doczekać, kiedy przyprowadzisz ją do naszego domu. Chciałabym ją w końcu uściskać, jest taka słodka i śliczna. Na pewno wciąż nie potrzebujesz ingrediencji do eliksiru? Ja wiem, że to delikatna dziewczyna i cieszę się, że tak właśnie z nią postępujesz. Obawiałam się trochę, że ciężko wam będzie zapanować nad hormonami i szczerze mówiąc, to wciąż się tego obawiam. Byłabym spokojniejsza, gdyby zażywała eliksir. Przecież to nie szkodzi, a gdyby zdarzyło się wam kiedyś zapomnieć … No wiesz co mam na myśli. Uwierz mi, w nieodpowiedzialnym zajściu w ciążę nie ma nic romantycznego, wiem o czym mówię.

Severusie, na początku tygodnia przytrafiło mi się coś bardzo dziwnego. To znaczy nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym nie wiedziała o Twoim uczuciu do Solem. Jesteś szczery, prawda? Nie oszukujesz tej biednej dziewczyny, tylko dlatego, żeby ją wykorzystać? Pamiętaj, jeśli to zrobisz przeklnę Cię. Oczywiście nie każę Ci się z nią żenić, ale wstydziłabym się za Ciebie, gdybyś ją oszukał, a do tego jeszcze wykorzystał. Ale wracając do tego co mi się przydarzyło. Pewnie pamiętasz, że wszyscy uczniowie waszej szkoły co trzy lata przechodzą badania kontrolne w naszym szpitalu. Nawiasem mówiąc, Ciebie także spodziewam się niebawem tutaj ujrzeć. I koniecznie przypomnij Solem. Albo sama jej przypomnę w święta. Wracając … na początku tygodnia była tutaj spora grupa Gryfonów i kilkoma z nich zajmowałam się osobiście. Nie muszę Ci chyba pisać, że czworo wyszło stąd dość mocno obolałych? Ale ja nie o tym. Była też ta Evans, która kiedyś Ci się podobała. Ruda, choć przyznaję niebrzydka, ale kompletnie do Ciebie nie pasuje. Jest taka jakaś, nijaka. Tak, właśnie takie określenie nasuwa mi się jako pierwsze, gdy o niej myślę. Gdy zapytałam, tak z grzeczności, jakie ma plany na przyszłość, to chyba nawet jeszcze nie wiedziała co chce studiować. Wspominała coś o jakichś kursach stylizacyjnych, studiowaniu zaklęć modyfikujących i maskujących niedoskonałości, nie wiem dokładnie co to. – Zmarszczyłem czoło, czytając fragment o Lily. Kiedyś zwierzyłem się matce z sympatii do dziewczyny i żaliłem, gdy nie bardzo odwzajemniała moje uczucia, ale wówczas matka nie chciała mi ani doradzić, ani mnie pocieszać. Podejrzewałem teraz, że po prostu nigdy nie chciała wpływać na moje uczucia, a najwyraźniej nie miała zbyt wysokiego mniemania o Evans. – Wyobraź sobie, że przez całą wizytę ta dziewczyna sugerowała mi, że między Tobą a nią istnieje jakieś uczucie, a wręcz czyniła aluzje, że macie jakieś poważne plany tuż po szkole. Czy to prawda Severusie? Czy Ty i ona jesteście wciąż razem? Czy między wami jest coś romantycznego? Nie oszukujesz pięknej Solem, prawda? Nie zdradzasz jej tylko dlatego, że jeszcze nie chce współżyć z Tobą? Ufam Ci syneczku i jestem pewna, że ta ruda dziewczyna coś źle zrozumiała, ale to i tak nie daje mi spokoju. Wcześniej pisałeś, że to ona brzydko Cię potraktowała i teraz już nic nie rozumiem. Wciąż mi tutaj świergotała jaki jesteś cudowny, uroczy, inteligentny i jak to pomagasz jej w nauce, a na koniec wyraziła zaniepokojenie Twoją nową znajomością. Rzekomo Solem (domyśliłam się, że o nią chodzi, bo użyła określenia czarnowłosa Krukonka) odciąga Cię od nauki. Powiedziałam jej, że ja się Twoimi wynikami w nauce tak bardzo nie martwię i cieszę się, że nie spędzasz już całego wolnego czasu w laboratorium albo bibliotece. Jestem w stałym kontakcie z Dumbledore'em i Slughornem, chociażby w związku z tymi szczegółowymi badaniami, i wiem, że radzisz sobie bardzo dobrze, wszyscy Cię chwalą, a Twój projekt z eliksirów robi na nich obydwu duże wrażenie. Ośmieliłam się także wspomnieć, że znam Solem, Twoją dziewczynę jak to określiłam i mnie wydaje się być bardzo ambitną, mądrą dziewczyną. Czy źle zrobiłam, Severusie? Później, jak o tym myślałam, to miałam wątpliwości, czy powinnam wspominać, że Solem to Twoja dziewczyna. Nie wiem co Ci chodzi po głowie, ale ufam, że nie okłamujesz żadnej z nich. – Zacisnąłem palce ze złości, czytając te słowa. Nie miałem pojęcia, czego chciała Evans, ale nie podobało mi się to, że próbowała jakichś sztuczek z moją matką. Zacząłem się poważnie martwić, czy przypadkiem fakt, iż początkowo próbowałem wzbudzić w niej zazdrość nie odbije się na mnie, a co gorsza na Solem. Miałem poważne podejrzenia, że cała ta sprawa z mapami to pomysł Lily. Fakt, że uczestniczyła w całym tym dowcipie bardzo mnie niepokoił. – Trochę się zaniepokoiłam, gdy napisałeś, że pokazałeś Solem pokój życzeń i że spędzacie tam sporo czasu, ale muszę przyznać, że panna Stanley bardzo mi zaimponowała. Fakt, że podchodzi do spraw seksu tak bardzo rozsądnie i poważnie, a nie wskoczyła Ci już pierwszego dnia do łóżka, bardzo się chwali. Nawiasem mówiąc, sporo Twoich koleżanek ze szkoły w ostatnim czasie poprosiło o eliksir antykoncepcyjny. Cieszę się, że Solem chce zaczekać i mam nadzieję, że Ty niczego nie próbujesz przyspieszać. Jesteś grzeczny dla niej, prawda? Wbrew temu co mówiła mi ta panna Evans, zdajesz się być szczerze zakochany w swojej dziewczynie. Sposób w jaki o niej piszesz jest taki romantyczny, to jak o nią dbasz i o słodki Merlinie, naprawdę pocałowałeś ją w bibliotece po raz pierwszy? Czy całowałeś już wcześniej jakąś dziewczynę? Nigdy mi o tym nie wspominałeś. A ona? Miała już chłopaka? Będę musiała się o wszystko wypytać ją, bo od Ciebie niewiele udaje mi się wyciągnąć, a to takie romantyczne. Błagam napisz, że zgodziła się przyjść do nas w święta. Wiem, wiem, że państwo Stanley też Cię zaprosili i wypada, byś to Ty pierwszy ich odwiedził, ale przecież święta trwają dwa dni. Błagam napisz mi, że nas odwiedzi. Jak myślisz z jakiego prezentu gwiazdkowego się ucieszy? Chciałbym jej coś podarować, chyba wypada, prawda? Mam także zamiar zaprosić ją na nasze przyjęcie sylwestrowe i może mógłbyś ją delikatnie uprzedzić, by nie robiła innych planów. No chyba, że sam masz jakieś romantyczne zamiary na ten wieczór. Jeśli mi obiecasz, że Solem zażyje eliksir, mogę się zgodzić byście pojechali na tę noc do naszego domku w Szkocji. Możecie się tam teleportować. Potrafi to robić, prawda? Och, na pewno potrafi, a jak nie to przecież możecie udać się tam siecią fiuu. Tylko ciekawe co na to jej rodzice. Może powinnam porozmawiać o tym z jej matką. Odwiedzam ją czasami, bo to bardzo miła kobieta i dość często kupuję w jej sklepiku eliksiry, ale ostatnio jakoś słowo do słowa i wypiłyśmy razem kawę w tej małej kawiarence, w centrum, w Dolinie. Była szczerze zainteresowana Twoją osobą i ja oczywiście opowiadałam o Tobie w samych superlatywach. Mówiła, że Solem napisała list, w którym pisała jej o Tobie, ale nie zdradziła mi niestety szczegółów, a ja nie śmiałam zapytać.

Miało być krótko, a oczywiście się rozpisałam, ale nie mogę przestać myśleć o tym jak romantyczne chwile teraz przeżywasz i chciałabym chociaż odrobinę w tym uczestniczyć.

Całuję, do zobaczenia wkrótce

Mama

Po raz kolejny przeczytałem fragment, w którym matka opisywała spotkanie z Lily i mocno się zaniepokoiłem. Evans nie była pokorną, sympatyczną dziewczyną. Dużo czasu zajęło mi, by to pojąć, ale gdy przestałem być podatny na jej wdzięki, dostrzegłem jaka naprawdę była. Nie znosiła porażek i obawiałem się, że jeszcze nie raz może spróbować zaszkodzić mnie i Solem. O siebie tak bardzo się nie martwiłem, ale Sol niczym nie zawiniła i nie zasługiwała, by ktoś odgrywał się na niej za moją głupotę. Nie miałem pojęcia co z tym zrobić. Pozostał nam jeszcze jeden semestr nauki w Hogwarcie i miałem nadzieję, że później drogi moje i Evans rozejdą się na zawsze. Jutro zaczynały się ferie świąteczne i nie było już sensu opisywać wszystkiego matce, ale wiedziałem, że muszę z nią poważnie porozmawiać. Musiałem komuś powiedzieć o swoich obawach, a matka zdawała się być najbardziej adekwatną do tego osobą.

.: :.

Nie miałem pojęcia co się stało, gdy po obiedzie Solem minęła mnie bez słowa, spoglądając jedynie z wyrzutem. Przez cały posiłek zdawała się być smutna i nawet wyraźne starania Amelii nie pomagały w wywołaniu uśmiechu. Tuż po posiłku pisaliśmy ostatni egzamin i nie miałem już czasu na rozmowę z nią. Z nadzieją czekałem pod salą egzaminacyjną, ale wymknęła się tak niepostrzeżenie, że zauważyłem ją dopiero, gdy była w głębi korytarza. Chciałem za nią pobiec, ale zatrzymała mnie jej przyjaciółka.

– Prosiła, bym ci to przekazała. – Wyciągnęła w moją stronę malutki zwitek pergaminu i odeszła, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.

Wszystkie plany świąteczne nieaktualne. Podziękuj rodzicom za zaproszenie i przeproś, proszę w moim imieniu. Wierzę, że się nie obrażą …

Nie czytałem więcej, tylko biegiem rzuciłem się za nią. Musiałem ją złapać, zanim schowa się w dormitorium. Większość uczniów wyjeżdżała na ferie już dziś, my mieliśmy w planach spędzić wieczór razem i dopiero jutro teleportować się z Hogsmeade. Jeśli się schowa albo co gorsza wróci już dziś do domu, nie miałbym okazji z nią porozmawiać do końca ferii.

Kolejny rozdział: „Pierwszy raz … nie jeden raz"