ROZDZIAŁ 8

Bal o północy

Severus

Po powrocie z ferii staliśmy się praktycznie nierozłączni. Początkowo Solem próbowała dzielić czas między mnie a naukę, ale dość szybko opracowaliśmy system, który umożliwiał nam wspólne odrabianie prac domowych i po skończonych zajęciach nie odstępowaliśmy się na krok. Upierała się, żeby uczyć się każdego dnia roboczego, a jedynie w weekendy robiliśmy sobie wolne i zazwyczaj po kolacji chodziliśmy do komnaty życzeń. Niezbyt chętnie poddałem się temu systemowi. Próbowałem przekonywać, że uczyć mogliśmy się także z powodzeniem w naszym pokoju, ale pozostawała nieugięta i nakazywała mi siedzenie w bibliotece, a w cieplejsze dni na błoniach. Wiedziałem, że miała rację i zapewne, gdyby mi uległa, każde pisanie eseju kończyłoby się moimi ustami na jej wilgotnej szparce, ale co mi szkodziło próbować.

Nie od razu odważyłem się na tak śmiałe pieszczoty, ale z każdym kolejnym razem stopniowo się do tego zbliżałem. Pierwszy raz pozwoliłem sobie na to w dniu swoich urodzin. Podarowała mi dwie książki. Jedną był osiemnastowieczny przewodnik po eliksirach na bazie ziół. Książka była niezwykle cenna i dość dużo czasu zajęło mi odzyskanie mowy po rozpakowaniu prezentu, a i to co wówczas miałem do powiedzenia, pozostawiało wiele do życzenia.

– Nie wiem co powiedzieć – szepnąłem. – Sol, to …

– Uwierzysz, że wygrzebałam ją za bezcen, w mugolskim antykwariacie? – przerwała mi.

– Żartujesz? – zdziwiłem się. – Jak to możliwe?

– Amelia zabrała mnie tam kiedyś w czasie wakacji – tłumaczyła. – Można znaleźć naprawdę niezłe okazy. Mugole chyba nie są świadomi co oddają.

Drugą książką był ilustrowany przez nią przewodnik po roślinach magicznego pochodzenia i tą zachwyciłem się jeszcze bardziej.

– Nie miałam pojęcia co ci podarować. – Zawstydzona pochyliła głowę. Zszokowany przenosiłem wzrok z niej na książkę.

– Jeszcze bardziej nie wiem co powiedzieć – wydukałem. – Nigdy, nikt nie podarował mi czegoś równie pięknego.

– Moja pierwsza książka – zaśmiała się cichutko. – Miała być na gwiazdkę, ale nie zdołałam jej skończyć. Chciałam, żeby była kompletna.

– Jest cudowna. – Podszedłem do niej i pocałowałem ją najczulej jak potrafiłem. Nie oponowała, gdy powoli przeniosłem ją na łóżko i zacząłem zdejmować z niej ubrania. Uwielbiałem całować jej ciało. Reagowała w niebywale naturalny sposób, jęczała cichutko i wzdrygała się, gdy przypadkiem natrafiłem na czułe miejsce. Czułem, jak jej oddech przyspieszał z każdym przesunięciem ust w kierunku kobiecości, a gdy wreszcie musnąłem leciutko szparkę, wciągnęła z sykiem powietrze, ale nie zatrzymała mnie. Rozchyliła lekko uda, dając mi lepszy dostęp i oddała się moim ustom bez reszty. Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać, gdy błądziłem językiem między fałdkami, ale ciche pojękiwanie, dawało pewność, że sprawiałem jej przyjemność. Polizałem ją przez całą długość, spijając słodką wilgoć i powoli wsunąłem w ciepłe wnętrze jeden palec, językiem trącając nabrzmiałą łechtaczkę. Dość dobrze zdążyłem poznać te partie ciała dłońmi i wiedziałem, jakie pieszczoty dawały jej satysfakcję. Nie chodziło tylko o to, by szybko doszła, ale chciałem jej też sprawić jak największą przyjemność. Oddychała coraz szybciej i coraz głośniej jęczała, gdy wirowałem językiem po guziczku rozkoszy, jednocześnie leciutko penetrując jej wnętrze palcem. Nie przypominałem sobie, bym czuł już taką wilgoć na jej cipce. Soki spływały po mojej dłoni i z coraz większą przyjemnością spijałem je z niej. Z trudem powstrzymałem uśmieszek, gdy głośno wykrzyczała moje imię, wygięła się w łuk i zaczęła lekko drżeć, desperacko starając się złączyć uda.

Zaskoczyła mnie, gdy oddała pieszczotę i powoli ściągając moje majtki, sięgnęła ustami do członka. Polizała delikatnie główkę i spojrzała z lekkim uśmiechem w moje oczy. Oddychałem głęboko i z trudem powstrzymałem się, by nie pchnąć jej głowy w dół. Przymknąłem powieki i z całej siły zacisnąłem palce na prześcieradle, gdy chwyciła moją męskość w usta i poruszała przez chwilę głową w górę i w dół. Wypuściła penisa i przejechała językiem po całej długości, przez chwilę wirując nim na samym koniuszku. Nie potrafiłem pohamować głośnego jęku, gdy ponownie zacisnęła na nim swe wargi. Jedną ręką masowała tę część, która nie zmieściła się w jej ustach, a drugą pieściła nabrzmiałe jądra. Chociaż starałem się przedłużać tę chwilę, tak bardzo jak tylko się dało, nie trwało to długo i po ledwie kilku minutach wytrysnąłem na jej dłoń. Na szczęście w porę zdążyłem odsunąć jej głowę i zdołałem nie spuścić się w usta.

– To moje najlepsze urodziny w życiu – wyszeptałem, gdy tuliła się do mnie.

– Kocham cię – mruknęła wprost do mego ucha.

To był pierwszy raz, gdy spędziliśmy całą noc w pokoju życzeń. Nie planowaliśmy tego, ale żadne z nas nie chciało wówczas opuszczać ramion drugiego i w końcu oboje zasnęliśmy.

Szalałem za nią bez pamięci i okazywałem jej to na każdym kroku. W tworzeniu figurek z pergaminu doszedłem już do perfekcji. Uwielbiała je i starałem się tworzyć coraz lepsze i bardziej skomplikowane. Kochałem i czułem się kochany. Evans została przeze mnie kompletnie zapominana, a jej mało subtelne próby wkupienia się w moje łaski kompletnie ignorowałem. Na szczęście i Solem zdawała się tym w ogóle nie przejmować. Nauczyła się nie zwracać uwagi na rozsiewane przez Gryfonki plotki i nie słuchać wścibskich komentarzy. Śmiała się na głos, gdy któraś z przyjaciółek Lily próbowała ją obrażać albo opowiadały przy niej o moich nowych podbojach i jak to co i rusz, któraś wymykała się nocami na spotkanie ze mną. Z ulgą przyjmowałem fakt, że nie wierzyła w żadne tego typu pogłoski i wciąż zapewniała o zaufaniu do mnie. Nie zamierzałem jej zawieść i nawet do głowy mi nie przyszło, by spotkać się z inną. Była perfekcyjna i nie chciałem żadnej innej.

Nie pomyliłem się, na balu była najpiękniejszą dziewczyną. Zaskoczyła urodą sukni i swoją nie tylko mnie, ale każdy zdawał się za nią oglądać. Ciemna zieleń jej kreacji w niebywały sposób podkreślała jasną barwę jej oczu i praktycznie na niczym innym nie mogłem skupić uwagi. Ani przez chwilę nie żałowałem, że nie ma żadnej z tych modnych kiecek. Tak jak zauważyła to matka, większość dziewczyn, próbujących zgrywać wytworne damy, miała na sobie bardzo podobne sukienki. Różniły się kolorem i dodatkami, ale odnosiło się wrażenie, że każda następna była jedynie kopią poprzedniej. Z dumą przechadzałem się z nią po Wielkiej Sali i z satysfakcją obserwowałem zawistne spojrzenie Lily Evans. Gryfonka z niezadowoleniem wodziła za nami wzrokiem.

W czasie przerwy wielkanocnej odbyłem z ojcem męską rozmowę i to skłoniło mnie do poważnych przemyśleń. Nigdy z Solem nie rozmawialiśmy na temat wspólnej przyszłości, ale teraz nie mogłem przestać o tym myśleć. Za kilka miesięcy obydwoje mieliśmy rozpocząć studia i zastanawiałem się jak to będzie. Magiczny Uniwersytet mieścił się w centrum Londynu, ale w przeciwieństwie do Hogwartu, tam troszczono się jedynie o plan zajęć. Nie byłem pewien, czy Sol będzie mieszkała z rodzicami, czy stypendium pozwoli jej na wynajęcie mieszkania w pobliżu szkoły. Ja ostatecznie, podobnie jak ona wybrałem jako dodatkowy kurs z zaklęć i wiedziałem, że przez kolejne trzy lata czekało nas naprawdę dużo nauki. Bałem się, że studia, powroty do domu i praca dla wydawnictwa zajmą tyle czasu, że ciężko będzie znaleźć jej go dla mnie. Uśmiechnęła się promiennie, jakby zapewniając, że wszystko będzie dobrze i nie stracę u niej na ważności, ale rozmowa z ojcem wciąż nie dawała mi spokoju. Musiałem podjąć męską decyzję.

– Mówiłem ci już, że jesteś piękna? – wyszeptałem jej do ucha, gdy wirowaliśmy wolno po parkiecie.

– Raz czy dwa, a może to było dwadzieścia? – zaśmiała się.

– Sol … – zacząłem nieśmiało – moglibyśmy dziś … myślisz, że … – Nie miałem pojęcia, jak powiedzieć jej o tym.

– Co, Severusie? – zachęciła mnie z uśmiechem.

– Moglibyśmy dziś pójść do pokoju życzeń? – spytałem i po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem się niezbyt pewnie w jej towarzystwie.

– Oczywiście – odparła, ale już bez uśmiechu. – Severusie, czy coś się stało? – Spojrzała na mnie uważnie.

– Nie, słoneczko. Porozmawiamy, jak będziemy sami, dobrze? – Przytaknęła i lekko się uśmiechnęła.

Solem

Nie miałam pojęcia co chodziło po głowie Severusowi, ale zdawał się być zdenerwowany bardziej niż kiedykolwiek. Od pobytu w domku letniskowym jego rodziców pozwalaliśmy sobie na wiele, jednak nie odważyliśmy się ani razu, by zakończyć to ostatnim etapem poznawania swych ciał. Domyślałam się co chodziło mojemu chłopakowi po głowie. Ze zdziwieniem zauważyłam, że sama z niecierpliwością czekałam na ten moment i oprócz pieszczot zadawanych przez jego usta i dłonie, z przyjemnością poczułabym coś więcej. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że chciałabym czekać dłużej, że może na zakończenie szkoły będę wreszcie gotowa, ale od kilku tygodni, nie mogłam przestać myśleć o tym, że chcę oddać mu się w całości.

– Powinnam uprzedzić Amelię, że nie wrócę na noc do dormitorium? – spytałam, przygryzając wargę.

– Zdaje mi się, że i ona tego dziś nie planuje – zaśmiał się, wskazując, jak przyjaciółka rzuca do mnie porozumiewawcze spojrzenie, machając dziwnie głową w stronę swojego chłopaka.

– No tak, jego współlokatorzy wciąż są w skrzydle szpitalnym – westchnęłam i kiwnęłam do Amelii, dając znać, że wiedziałam o co jej chodziło. – Nie gniewasz się, że dałam jej jedną porcję eliksiru, który dla mnie zrobiłeś? Było tego dość sporo, a ona chyba sama o tym nie pomyślała.

– Oczywiście, że nie – zapewnił. – Jeśli się skończy, po prostu zrobię kolejny. – Z jednej strony, spodziewałam się, że Severus chciał się ze mną kochać tej nocy, ale z drugiej, odnosiłam jakieś dziwne wrażenie, że to nie to zaprzątało jego umysł. Mówił o eliksirze z takim spokojem, jakby było czymś najzwyklejszym, że za miesiąc będę musiała przyjąć kolejną dawkę, a później następną i tak już przez długi czas.

Tańczyliśmy w ciszy, każde pogrążone w swoich myślach. Jego zafrasowana mina coraz bardziej przestawała mi się podobać. Uśmiechał się do mnie i wciąż lekko prowadził, ale miałam wrażenie, że myślami był zupełnie gdzieś indziej. Na sali pomału zaczynało się przerzedzać, jako że jedynie uczniowie szóstego i siódmego roku mogli zostać na balu do rana. Młodsze roczniki miały czas do północy i sądząc po ilości wychodzących uczniów, ta właśnie się zbliżała.

– Możemy już wyjść? – spytał mocno zdenerwowany.

– Oczywiście. – Uśmiechnęłam się lekko i podążyłam za nim.

Zaniepokoiłam się, gdy przekroczyliśmy próg pokoju życzeń. Na środku nie było łóżka, tylko na powrót stała kanapa, a Severus zdawał się być bardziej blady niż zwykle. Krążył przez chwilę po pokoju, jakby zapomniał, że już w nim jest i nie trzeba go drugi raz przywoływać. Chciałam go jakoś powstrzymać i dowiedzieć się w końcu o co chodziło, ale zdawał się potrzebować tej chwili tylko dla siebie, dlatego stałam przy drzwiach w ciszy, obawiając się co za chwilę mogę od niego usłyszeć.

Widziałam, jak podczas balu, gdy poszedł po poncz dla mnie, rozmawiał z Evans, ale wówczas nie bardzo się tym przejęłam. Gryfonka co i rusz próbowała go jakoś odciągnąć ode mnie, ale nie udawało jej się to ani wcześniej, ani dzisiejszego wieczoru. Teraz jednak zaczęło mi to dość mocno ciążyć.

– Wyjdź za mnie, proszę, Solem. – W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, gdy Severus nagle stanął przede mną i chwycił moje dłonie. Nie miałam pojęcia, czym podyktowana była jego prośba. Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości i teraz wydało mi się to dość nagłe. Zapewne, gdyby był kobietą podejrzewałabym go o ciążę.

– Sev, nie musisz … – zająknęłam się. – Ja chcę być z tobą. Chcę byśmy … nie musisz mi niczego obiecywać ani deklarować.

– Nie muszę, Sol. – Jego oddech przyspieszył ze zdenerwowania i nieco mocniej ścisnął moje dłonie. – Chcę. Bardzo tego chcę. Chcę byś została moją żoną, bo cię kocham, nie dlatego, że chcę cię zaciągnąć do łóżka. Z tym mogę czekać, tak długo jak chcesz. Po prostu pragnę byś ze mną była na zawsze – wyznał i zaczął nerwowo przygryzać wargę.

– Ja też chcę z tobą być, Severusie – zaczęłam cichutko.

– Jeśli potrzebujesz się zastanowić, to ja to rozumiem, naprawdę – przerwał mi nieco zawiedzionym tonem.

– Nie, nie potrzebuję, Severusie. – Spojrzałam na niego z powagą. – Chcę z tobą być, tylko … ja niewiele mam do zaoferowania. Kilka starych książek, średniowieczną mapę nieba, teleskop i ukończone kursy prowadzenia domu w posagu, to mało – wyszeptałam.

– Mylisz się. – Popatrzył mi w oczy, marszcząc czoło. – Masz wiele do zaoferowania. Jesteś mądra, piękna, utalentowana i dobra. Ujmuje mnie to, jak dbasz o mnie i ja czuję twą troskę na każdym kroku. Kocham cię, Solem. Pragnę jedynie spędzić z tobą resztę życia. Kochać cię i być kochanym, wieść spokojne życie u twego boku, założyć rodzinę. – Ku mojemu zdumieniu Severus uklęknął przede mną i wyciągnął małe, czarne pudełeczko. – Solem, czy zostaniesz moją żoną? – Wpatrywał się we mnie z nadzieją. Spojrzałam prosto w jego oczy i wiedziałam, że nie chcę już w życiu niczego innego, jak tylko tonąć w jego czarnych tęczówkach. Uśmiechnęłam się szeroko, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa i tylko pokiwałam energicznie głową. – Tak? – wykrzyknął z niedowierzaniem.

– Tak – wyszeptałam. – Tak – powiedziałam już głośniej. – Kocham cię. – Severus wstał i najpierw czule mnie pocałował, a po chwili otworzył małe pudełeczko i wyjął z niego pierścionek. Był niezwykły i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Niewielki, biały kamień słoneczny otoczony był maleńkimi zielonymi szmaragdami. Powoli, z uśmiechem i wyraźną ulgą, wsunął mi go na palec. – Sev, jest piękny. Planowałeś to? – zdziwiłam się.

– Kupiłem go zaraz po powrocie ze Szkocji – odparł. – Wiem, że to niewiele. Nie chciałem prosić rodziców, ale obiecuję, jak tylko opatentuję swój pierwszy eliksir, kupię ci najpiękniejszy pierścionek na świecie.

– Nie chcę innego – oburzyłam się. – Ten jest najpiękniejszy.

Severus

Odetchnąłem i poczułem, jak kamień spada mi z serca. Bardzo bałem się tego co odpowie. Obawiałem się, że uzna iż to za szybko, że za krótko byliśmy razem i nie będzie chciała uwierzyć w szczerość moich zamiarów. Patrzyłem teraz na jej roześmianą twarz i wiedziałem, że postąpiłem słusznie. Nie chciałem bez niej żyć i nieważnym było, że byliśmy ze sobą dopiero kilka miesięcy. Kochałem ją i co najważniejsze czułem, że i ona kochała mnie.

– Severus. – Poderwała się nagle przestraszona. – Chyba nie chcesz, żebyśmy pobrali się już teraz?

– Szczerze? – Spojrzałem na nią uważnie. – Początkowo myślałem, żeby zaczekać do końca studiów, ale teraz … może nie od razu, ale w wakacje?

– Severus. – Solem niepokojąco przygryzła wargę. – Nie moglibyśmy z tym troszkę zaczekać? Z wyznaczaniem daty? Chciałabym być z tobą i mogę zostać twoją żoną już dziś, ale nie chcę żebyśmy obarczali tym rodziców, no i chcę znać też ich zdanie na ten temat. Miałam nadzieję, że jak już rozpocznę studia to może uda mi się znaleźć jakąś dodatkową pracę, może w wydawnictwie zgodziliby się na jakieś dodatkowe zlecenia i wtedy moglibyśmy …

– Oczywiście, promyczku mój. – Podszedłem do niej i ująłem jej twarz w dłonie. – Rodzice kupili dla mnie mały domek w pobliżu uczelni i jest tam piwnica, w której chciałem urządzić laboratorium. Też o tym myślałem i dowiadywałem się już w tej małej wytwórni eliksirów w Londynie, czy kogoś nie potrzebują. Od września będę mógł tam pracować po dziesięć godzin tygodniowo, przygotowując ingrediencje. To niewiele, ale liczę, że z czasem zgodzą się na więcej. Zamieszkasz ze mną po szkole? – spytałem znienacka.

Solem

Po raz kolejny tej nocy zaniemówiłam. Czułam się oszołomiona i teraz nie bardzo wiedziałam, czy ze szczęścia, czy przerażenia. Kochałam go i bardzo chciałam spędzić z nim resztę życia. Chciałam je zacząć już dziś, zaraz, ale z drugiej strony potrzebowałam nieco zwolnić. Dopiero po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że przecież małżeństwo i wspólne życie dość ściśle wiążą się ze wspólnym mieszkaniem.

– Musiałabym najpierw znaleźć pracę, Severusie – odparłam w końcu. – Moje stypendium pokrywa jedynie koszt kursów. – Zbliżyłam się do niego i mocno przytuliłam. Zrobiło mi się smutno, gdy zobaczyłam jego zwiedzioną minę, ale nie chciałam godzić się na to, by utrzymywał mnie przez całe studia. – Chciałabym – uspokoiłam go.

– Chodziłaś na kurs prowadzenia domu? – Dotarło do niego co powiedziałam dłuższą chwilę temu. – Potrafisz gotować?

– Tak, wiem – wywróciłam oczami – te kursy były strasznie obciachowe, a ja musiałam na nie uczęszczać przez pierwsze trzy lata nauki w Hogwarcie, bo mama się na to uparła. I tak, potrafię gotować, nawet bez magii, potrafię też prać, prasować i sprzątać. Merlinie, Severus, nie każdy ma armię skrzatów do pomocy – zaśmiałam się.

– Nigdy nie uważałem, że to obciachowe. – Wzruszył ramionami. – Nigdy mi nic nie ugotowałaś.

– Nigdy nie mówiłeś, że jesteś głodny – odparłam z krzywym uśmiechem.

– Mhm. Będę miał najcudowniejszą żonę na świecie. – Severus rozsiadł się na kanapie z wysoko uniesioną głową i błogim uśmieszkiem.

– Severus. – Usiadłam obok niego i oplotłam się jego ręką. – Kocham cię.

– Chcesz mi coś powiedzieć? – spytał, wysoko unosząc brew i posadził mnie sobie na kolanach.

– Mało ci? – zaśmiałam się.

– Wiesz, że ta sukienka jest piękna, a tobie niezwykle do twarzy w zieleni, ale tak sobie myślę, że ja chyba wolę, jak nie masz na sobie sukienki. – Powoli zbliżył do mnie swe usta i po chwili całował z pasją, szybko pozbywając się mojego ubrania.

Niedużo czasu zajęło nam pozbycie się reszty ciuchów i po chwili Severus, wyrażając w myślach pilną potrzebę, przywołał łóżko. Już bez skrępowania pieściliśmy się nie tylko dłońmi, ale także włączając w to usta. Od samego początku czułam rosnące między nami napięcie. Jego ruchy były bardziej nerwowe niż zwykle, a pocałunki przerywał co chwilę, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak. Bez większego trudu swym zwinnym językiem doprowadził mnie na szczyt, a gdy wciąż przeżywałam orgazm, ułożył się na mnie i spojrzał prosto w oczy. Chciałam sprawić mu podobną przyjemność, ale zatrzymał mnie pod sobą i głośno przełknął. Domyślałam się czego pragnął i ja pragnęłam tego samego.

– Solem – wyszeptał, przyglądając mi się z uwagą.

Widziałam wahanie na jego twarzy i chciałam mu to jakoś ułatwić.

– Kochaj mnie – jęknęłam mocno podniecona.

– Jesteś pewna? – spytał, otwierając szeroko oczy.

– Tak, Sev … chcę z tobą być … kochaj mnie – zapewniłam. Myśl o tym co za chwilę nastąpi rozpalała mnie do czerwoności. Moja łechtaczka wciąż lekko pulsowała po przeżytym przed chwilą orgazmie, a na swoich udach czułam wypływającą ze środka wilgoć.

Byłam przygotowana na to, że nie będzie to najbardziej przyjemne przeżycie, ale chciałam tego. Ból pierwszego razu był nieunikniony i nie byłam w stanie się teraz zatrzymywać. Najwyraźniej Severus dość dokładnie się do tego przygotował. Delikatnie przesunął swym członkiem wzdłuż wejścia do mojego wnętrza i powoli wpasował go między wilgotne wargi. Przez cały czas patrzył prosto w moje oczy i nie śmiałam nawet na chwilę ich przymknąć. Przesunął jedną dłoń w dół i powolnymi ruchami zaczął masować łechtaczkę, a drugą nakierowywał swoją męskość wprost w mokrą szparkę. Jęknęłam cichutko, gdy wszedł we mnie na niewielką długość. Bardziej było to spowodowane bólem jakiego się spodziewałam niż tym co faktycznie czułam. Zatrzymał się i spojrzał pytająco. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i wysunęłam ku niemu biodra. Pchnął we mnie z całej siły i nie potrafiłam już ukryć bólu. Mocno ścisnęłam prześcieradło i zacisnęłam powieki. Chociaż ciężko było powstrzymać grymas na twarzy, to odczucia te nie były do końca negatywne. Zatrzymał się ponownie, ale nie przestawał masować guziczka rozkoszy. Przesunęłam dłonie na jego pośladki i delikatnie nacisnęłam, dając mu znać, żeby kontynuował.

Wciąż czułam lekki dyskomfort, gdy poruszał się we mnie i ciężko mi było zapanować nad lekkimi wzdrygnięciami, ale z każdym kolejnym pchnięciem i otarciem jego podbrzusza o łechtaczkę czułam coraz większą przyjemność. Nie byłam w stanie przez cały czas patrzeć mu prosto w oczy, ale to co widziałam w tych krótkich momentach, gdy to robiłam przekonywało, że to właśnie ten mężczyzna, że z nim chciałam przeżyć resztę życia i jemu jedynemu oddawać siebie.

Co jakiś czas składał na moich wargach czuły pocałunek, ale ciężko nam było utrzymać usta złączone razem. Początkowo ciche jęki powoli przemieniały się w coraz głośniejsze. Z każdym kolejnym westchnieniem przyspieszał coraz bardziej, doprowadzając mnie do coraz większej rozkoszy. Nie hamowałam już swoich odgłosów i on także zdawał się przestać nad nimi panować. Nie trwało to długo, nim nagle jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Poczułam jak cały zesztywniał i głośno krzycząc moje imię wbił się we mnie z całej siły. Z wyrazem spełnienia spoglądał prosto mi w oczy, gdy jego nasienie wypełniało moje wnętrze i po raz pierwszy poczułam się tak bardzo jego. Opadł na poduszkę obok mnie, ciężko oddychając. Wyciągnął do mnie rękę i oplatając szyję, przyciągnął do swego ramienia.

– Bardzo bolało? – spytał po chwili z troską. – Przepraszam. – Obrócił się na bok i ucałował moją skroń.

– Sev, przecież to chyba normalne, że boli za pierwszym razem – zaśmiałam się lekko. – Poza tym, bolało tylko na początku, później było bardzo przyjemnie. – Uniosłam nieco głowę i spojrzałam mu w oczy.

– Mogłem uwarzyć jakiś eliksir przeciwbólowy, przepraszam. Nie pomyślałem – tłumaczył się.

– Skarbie mój. – Ułożyłam się obok niego i wspierając na ramieniu, spojrzałam wciąż błogo się uśmiechając. – Severus, dla mnie było ważne, żeby to właśnie w taki sposób poczuć. Chciałam, żebyś był moim pierwszym i chciałam być z tobą tak naprawdę, bez eliksirów.

– Nie chciałem, żeby cię bolało. – Wciąż nie mógł się z tym pogodzić.

– Wiem, kochanie i uwierz mi, że było mi bardzo przyjemnie – zapewniłam. – Bardziej niż się tego spodziewałam. Jeśli by tak nie było, nie chciałabym tego powtórzyć. – Uśmiechnęłam się i zalotnie przygryzłam wargę.

.: :.

Mamo, tak jak obiecałam … dowiadujesz się pierwsza. Jestem szczęśliwa, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. To jednak nie wszystko, co chciałabym Ci powiedzieć. Możemy spotkać się w najbliższą sobotę w Hogsmeade?

Całuję, Solem

Nie mogłam pozbyć się z twarzy błogiego uśmiechu, gdy następnego dnia rano wysyłałam sowę do matki. Spędziłam najpiękniejszą noc swojego życia i wydawało mi się, że nie można być bardziej szczęśliwym. Mężczyzna, którego kochałam oświadczył mi się, a na dodatek przestałam być dziewicą. Zrobiliśmy to jeszcze raz tej nocy i tym razem ból był już dużo mniejszy, chociaż teraz czułam się trochę obolała. Odetchnęłam głęboko rześkim powietrzem i z uśmiechem udałam się do dormitorium na spotkanie z przyjaciółką.

– Czyżby noc nie była udana tak bardzo, jak się tego spodziewałaś? – Usłyszałam zawistny głos Evans, gdy byłam już na schodach.

– Nie wydaje mi się, by była to twoja sprawa, jak spędzam noce. – Próbowałam ją wyminąć, ale Gryfonka stanęła mi na drodze.

– On nie jest dla ciebie. – Lily zrobiła zawziętą minę i zmierzyła mnie wzrokiem. – Jak ty wyglądasz? Severus zasługuje na kogoś znacznie lepszego.

– Na ciebie? – spytałam z drwiną.

– Ty … ty … Ja mam mu wiele do zaoferowania – oburzyła się Evans.

– Co? – Wysoko uniosłam brwi.

– Moich rodziców chociaż stać na nowe książki dla mnie. – Lily próbowała mnie obrazić, ale wywołała jedynie szczery uśmiech na mojej twarzy. – Nie muszę żebrać o żadne stypendium. Mogę sobie studiować co tylko zechcę. – Gryfonka uniosła zarozumiale brodę.

– Oczywiście, Evans, wszystko. – Spojrzałam na nią z politowaniem. – A raczej za wszystko mogłabyś sobie sama zapłacić, gdyby gdziekolwiek chcieli cię przyjąć. Coś twoje wyniki w nauce się ostatnio dość znacznie pogorszyły. Ciekawe dlaczego? Zastanówmy się. – Udałam zamyślenie. – Dlaczego ci tak nagle zależy na Severusie, czyżby rodzice zagrozili, że Lily nie dostanie więcej pieniążków, jeśli nie poprawi ocen? A może karą był oklepany krój sukienki na bal? Biedna mała dziewczynka. – Westchnęłam. – Myślisz, że tupniesz nóżką i wszyscy będą chodzili tak, jak zagrasz? Odczep się, Evans, ode mnie i od Severusa. Nie pozwolę ci go wykorzystać, ale mogę ci pomóc. Jeśli chcesz mogę wytłumaczyć ci drogę do biblioteki. Na początek proponuję jedynie wejść i popatrzeć przez kilka minut w jaki sposób inni zdobywają wiedzę. Myślę, że już za drugim razem mogłabyś nawet spróbować zająć jakiś stolik. Blisko wyjścia, żebyś nie czuła się zbyt mocno osaczona. – Nie mogłam powstrzymać się przed ironią. – Jestem pewna, że jeśli pójdziesz tam po raz kolejny, pani Pince pokaże ci w jaki sposób korzystać z książek.

– Możesz sobie kpić ile chcesz. – Evans spojrzała na mnie ze złością. – Nadal pozostaniesz tylko nic niewartą, ubogą wieśniaczką.

– Przynajmniej nie muszę puszczać się za notatki. – Wywróciłam oczami z kpiącym uśmiechem i wyminęła Gryfonkę, trącając ją ramieniem.

– Pożałujesz, szmato – warknęła Evans.

Pomimo niezbyt przyjemnego spotkania, wciąż cała w skowronkach udałam się na śniadanie. Severus był dość mocno zmęczony i uprzedził, że zamierzał odespać, ale z niecierpliwością rozglądałam się za swoją przyjaciółką. Miałam nadzieję, że ta, mimo nieprzespanej nocy, zaszczyci mnie swą obecnością, podczas pierwszego posiłku.

– Jesteś cała przesiąknięta zapachem Snape'a. – Westchnęłam w duchu, słysząc przy uchu głos Lupina.

– A czyjego zapachu się na mnie spodziewałeś? Merlina? – Nie miałam ochoty na kolejne spotkania z Gryfonami, ale ci najwyraźniej pragnęli mojego towarzystwa bardziej niż kiedykolwiek.

– On cię wykorzysta, Solem, zobaczysz. – Remus udał zatroskany ton.

– Czego chcesz, Lupin? – Odwróciłam się w jego kierunku.

– Spotkaj się ze mną po śniadaniu, na błoniach. Chcę porozmawiać – odparł.

– Nie – Odpowiedziałam krótko i chciałam wrócić do posiłku, ale Lupin chwycił mnie z całej siły za ramię. Jęknęłam głośno i próbowałam się wyszarpnąć, ale uścisk był zbyt mocny.

– Chcę tylko pogadać. – Chłopak zreflektował się i nieco poluzował uścisk.

– No to mów, tylko szybko. – Zrobiłam krzywą miną i odsunęłam się od dawnego przyjaciela.

– Sol, proszę. – Remus spojrzał na mnie błagalnie. – Chcę się pogodzić, chciałem cię przeprosić.

– Chcesz się pogodzić, bo wiesz, że twoi kumple nie ośmielą się mi więcej dokuczać. – Wywróciłam oczami. – Remus, daj mi spokój. Z tego nic nie będzie. – Zrobiło mi się trochę żal chłopaka. – Nie potrafię ci już zaufać.

– Chociaż spróbujmy być znowu kolegami. – Lupin nie dawał za wygraną. – Proszę, nie ignoruj mnie dłużej.

– Dobrze, przestanę cię ignorować, jeśli powiesz mi prawdę, o co chodzi? – Westchnęłam i spojrzałam wyczekująco.

– Nie ufam Snape'owi. – Remus popatrzył na mnie z uwagą. – Sol, on mi się nie podoba. Martwię się o ciebie, nie chcę żeby cię skrzywdził. Zobaczysz, wykorzysta cię i zostawi. – Jęknęłam, słysząc te słowa i schowałam twarz w dłoniach. – Co to za pierścionek? – Lupin dość gwałtownie chwycił moją dłoń. – Oświadczył ci się? – Nie ukrywał zdumienia. – I zgodziłaś się? Solem, co z twoimi studiami? Zobaczysz, jak wyjdziesz za niego on nie pozwoli ci studiować, będzie cię chciał jedynie do kuchni i łóżka.

– Dobra myśl, jak wstawimy łóżko w kuchni, będzie miał dwa w jednym. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Odczep się, Remus. To nie jest twoja sprawa. Odczep się i ode mnie, i od Severusa. A jak następnym razem będziesz robił za pieska Evans, to upewnij się, że da ci dużą kość. – Chciałam się odwrócić i zająć wreszcie posiłkiem, ale chłopak z całej siły zacisnął dłoń na moim nadgarstku. Poczułam niewyobrażalny ból i głośno jęknęłam.

– Puść mnie – prawie krzyknęłam, gdy krucha kość zaczęła pękać pod naporem jego uścisku. Spojrzałam na niego przestraszona i z nadzieją zerknęłam na stół nauczycielski, ale jak na złość nikt nie patrzył w naszym kierunku.

– Oj Luniaczku, Luniaczku. – Syriusz z krzywym uśmiechem odciągnął go ode mnie. – Bądź uprzejmy dla damy. – Wyglądał na szczerze przestraszonego, gdy po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. – Idź ochłonąć – Black zwrócił się do przyjaciela i popchnął go w stronę wyjścia. Usiadł na krześle obok mnie i z niezwykłą delikatnością chwycił moją dłoń. – Zmiażdżył ci nadgarstek – stwierdził zszokowany. – Chodź. – Objął mnie i pomógł wstać. – Zaprowadzę cię do Pomfrey. – Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Ból był nie do zniesienia.

– Dziękuję – wydukałam przez łzy, a po chwili tuż przy nas pojawił się Potter.

– Znowu przesadził? – Spojrzał na mnie zmartwiony. – Solem … jeśli powiesz komukolwiek, wywalą go. – Zdziwiło mnie, że jak dotychczas, żaden z nich nie próbował mnie od tego odwieść. Nie grozili, nie próbowali przekupywać ani specjalnie na mnie wpływać.

– To co się z nim dzieje, to nie jego wina – odpowiedziałam, z trudem hamując szloch.

– Sol – Severus wykrzyknął przerażony, widząc cieknące po moich policzkach łzy. Natychmiast wyciągnął różdżkę i skierował ją na Gryfonów. Podeszłam do niego i ze spokojem opuściłam jego dłoń.

– Pomogli mi – wyszeptałam z grymasem bólu i wskazałam na swoją spuchniętą rękę. – Muszę iść do Pomfrey, to boli. – Severus spoglądał z uwagą raz na mnie, raz na nich. Mocno mnie do siebie przyciągnął i delikatnie ucałował w skroń.

– Co się stało, słonko? – spytał zaniepokojony.

– Sol, proszę – jęknął Potter.

– Nie wydam go, ale nie zamierzam okłamywać Severusa – odparłam. Po milionie zapewnień i przysiąg, że Severus odpuści i nie będzie próbował się mścić, opowiedziałam mu całą historię. Widziałam, jak ze złością zacisnął palce na różdżce i jak trudno było mu od razu nie ruszyć w stronę Lupina. Obawiałam się, czy nie użyje jej przypadkiem na pozostałej dwójce. Przecież nie obiecywał, że nie przeklnie kogoś innego.

– Obiecałem jedynie, że nie zrobię mu nic w szkole. – Uśmiechnął się zjadliwie. – Na szczęście niedługo ją kończymy – warknął i przytulił mnie z czułością, prowadząc w stronę skrzydła szpitalnego. – Wolałbym, żeby mama to obejrzała – odparł po chwili.

– Severus, to tylko złamanie – uspokajałam go.

– Dlaczego, Sol? Dlaczego ponownie mu odpuszczasz? – spytał zatroskany.

– Sev, to nie jego wina, że taki jest – tłumaczyłam byłego przyjaciela. – Miał trzy lata, gdy został zarażony. Znam go od dziecka. Nie wiesz z czym musiał się zmagać … Wiem, że powinnam to zgłosić, wiem Severus, ale nie mam sumienia. To zniszczyłoby jego życie. Był moim przyjacielem. – Przyciągnął mnie nieco mocniej i delikatnie pogładził po ramieniu.

– Wiem, Sol, ale przysięgam ci, że nie zostawię tak tego. – Zatrzymał się i spojrzał na mnie z uwagą. – Nie pozwolę, by ktoś cię krzywdził. Rozumiesz? – Pokiwałam głową i przygryzłam lekko wargę.

– Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? – Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.

– Wiem, słoneczko moje, wiem. – Ucałował mnie leciutko w czubek głowy. – I tak wolałbym, żeby mama to zobaczyła. – Zerknął na moją rękę i poprowadził do pielęgniarki.

Kolejny rozdział: „Trudne rozmowy"