ROZDZIAŁ 10

Uziemiona

Severus

Zakuło mnie i przeklinałem się w myślach od najgorszych, gdy po powrocie do domu dostrzegłem ją na kanapie. Leżała zwinięta w kłębek i cichutko łkała. To był pierwszy raz, gdy przeze mnie płakała i bardzo mi się ten widok nie spodobał. Nie chciałem, żeby było jej przykro, chciałem, żeby cieszyła się dzieckiem tak samo jak ja, ale najwyraźniej swoim wyjściem dałem jej do zrozumienia, że było zupełnie inaczej. Wyszedłem z domu bez słowa, nawet na nią nie patrząc i dopiero teraz docierało do mnie, że zachowałem się jak skończony idiota. Nie było mnie tylko chwilę, ale nie chciałem wiedzieć co zdążyła przez tę chwilę poczuć.

Solem

Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się taka samotna i opuszczona. Wciąż było mi niedobrze i chciało mi się wymiotować, ale nie miałam nawet siły podnieść się z kanapy. Zostawił mnie. Bez słowa wyszedł i zostawił, jakby dziecko sprawiło, że straciłam dla niego całą wartość. Jakbym wraz z wypowiedzianymi słowami przestała się liczyć. Zganiłam się w myślach, za to w jaki sposób przekazałam mu informację o ciąży. Może powinnam go jakoś przygotować, naprowadzić, a nie odurzać niczym obuchem. W duchu liczyłam, że może potrzebował chwilki, by ochłonąć, że wróci i wszystko będzie jak dawniej, ale wiedziałam, że nic już nie będzie jak dawniej. Spodziewałam się dziecka i jemu najwyraźniej się to nie podobało. Byłam świadoma, że dla dobra maleństwa powinnam chociaż spróbować się uspokoić, ale nie potrafiłam przerwać potoku łez, te zdawały się nie mieć końca. Skuliłam się na kanapie i poddałam cierpieniu.

Zaskoczyło mnie, gdy koło mojego nosa zaczęła unosić się niewielka, papierowa gwiazdka, a później następne i jeszcze kolejne. Za chwilę do gwiazdek dołączyły motyle i ptaki, a latający słoń wywołał lekki uśmiech. Tylko on potrafił tak pięknie czarować i wiedziałam, że wrócił, ale nie odwracałam się, w obawie przed jego spojrzeniem. Po dłuższej chwili poczułam na plecach kojący masaż jego dłoni i odetchnęłam.

– Przepraszam, promyczku – wyszeptał mi do ucha. – Zachowałem się jak idiota. Chciałem ci pokazać, jak bardzo jestem szczęśliwy i nawet nie pomyślałem, żeby najpierw ci o tym powiedzieć. Nie powiedziałem nawet, jak bardzo cię kocham. Kocham cię, słoneczko moje. Bardzo cię kocham i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To znaczy byłbym najszczęśliwszy, gdybyś uśmiechnęła się do mnie.

Niezbyt pewnie obróciłam się na kanapie i zaniemówiłam. Cały pokój tonął w czerwonych różach, a z każdego kąta spozierał na mnie jakiś wielki pluszak. Severus klęcząc przy mojej głowie, wyciągnął niewielkie pudełeczko i podał mi z niepewnym uśmiechem. W środku było śliczne serduszko, zawieszone na cieniutkim łańcuszku.

– Jest śliczne – szepnęłam. – Zwariowałeś? – spytałam już nieco głośniej.

– Na twoim punkcie – odparł z uśmiechem i wręczył mi jedną z czerwonych róż.

– Jak będziemy poruszać się po salonie? – Wskazałam na wielkie bukiety pokrywające całą podłogę w pokoju.

– Możemy lewitować – zaśmiał się. – Sol, będę ojcem – stwierdził, chwytając moją twarz w dłonie.

– Yhy – mruknęłam jedynie w odpowiedzi. – Cieszysz się? – spytałam niepewnie.

– Bardzo. Sam nawet nie przypuszczałem, że można tak bardzo – wyznał. – Dwa dni temu, wydawało mi się, że nie można być już bardziej szczęśliwym, ale się pomyliłem. Dziś jestem, Sol, jeszcze bardziej. Nie tylko dlatego, że zostanę ojcem, ale też dlatego, że ty będziesz mamą mojego dziecka. – Chwycił moją twarz w dłonie i z czułością pocałował. – Przepraszam, kochanie. Nie chciałem tak wyjść. Dopiero, jak kupowałem tego tygrysa to uświadomiłem sobie co robię i że chyba nic nie powiedziałem przed wyjściem. Nie chciałem, byś płakała.

– Bałam się, że już nie wrócisz – wyznałam cichutko ze łzami w oczach.

– Słonko, kocham cię. Przepraszam. Jak mógłbym do ciebie nie wrócić? Jak mógłbym w ogóle odejść? – Ujął moją dłoń i lekko pogładził kciukiem. – Nie umiałbym bez ciebie żyć, nie chciałbym. Jesteś całym moim światem. Chciałem ci tylko pokazać, jak bardzo się cieszę, jak szczęśliwy jestem. Chciałem pobiec jedynie po kwiaty i nie mogłem się zatrzymać.

– Obszedłeś wszystkie kwiaciarnie w Londynie? – zaśmiałam się.

– Bardzo prawdopodobne, że więcej róż w Londynie nie ma – odpowiedział dość poważnie.

– Wariat jesteś. – Chwyciłam jego twarz w dłonie i delikatnie pocałowałam.

– Zakochany wariat – odparł. – Sol, jak się czujesz? Wyglądałaś dość słabo po powrocie, nadal nie najlepiej wyglądasz.

– To nie są słowa, które kobieta chce słyszeć od męża – mruknęłam, robiąc krzywą minę.

– Wiesz o co mi chodzi. – Severus wywrócił oczami. – Dlaczego mama cię odprowadzała?

– Czuję się troszkę lepiej, ale rano myślałam, że ze mną już koniec, dlatego przefiuukałam się do mamy, do gabinetu – wyjaśniłam. – Nie przypuszczałam, że jestem w ciąży. To dość niespodziewane i myślałam, że wymiotuję, bo ktoś mnie przeklął. – Zaczerwieniłam się, wypowiadając na głos te słowa.

– Ale lepiej ci już? Mama dała ci coś na te wymioty? – dopytywał z troską.

– Nie, nie mogę nic brać – wyjaśniłam. – Nie mogę też się teleportować ani fiuukać, a świstoklika mogę użyć tylko w nagłych wypadkach. Chyba będę musiała pracować z domu – dodałam, wykrzywiając usta. – I kupnem domu w Dolinie będziesz musiał zająć się sam.

– Myślałem o tym, Sol. – Spojrzał na mnie niepewnie. – I doszedłem do wniosku, że może warto rozbudować ten? Terenu jest dość i można zbudować piętro – tłumaczył. – Nie wyjdzie taniej, ale wiem jak go lubisz i wiem też, że podoba ci się mieszkanie w Londynie i sam nie wiem, skąd przyszedł nam do głowy pomysł z Doliną Godryka. – Roześmiałam się na te słowa. Prawda była tak, że i ja nie chciałam opuszczać Londynu. Lubiła to miasto; muzea, galerie, zabytki, a gdy już dziecko przyjdzie na świat, to w pobliżu była cała masa parków i placów zabaw, w których będzie mogło się bawić. Wszystko tutaj miałam pod ręką, a do tego, tak jak powiedział Severus, lubiłam nasz domek. Sporo pracy w niego włożyliśmy i teraz smuto byłoby mi go sprzedawać. Uśmiechnęłam się ciepło do męża i wtuliłam w jego ramiona.

– Nie mam pojęcia, które z nas wpadło na ten pokręcony pomysł. – Spojrzałam na niego i obydwoje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.

– Severus? – Przeciągnęłam się nieznacznie i z ulgą odnotowałam, że po raz pierwszy od dwudziestu czterech godzin, nie chciało mi się wymiotować. Zdziwiłam się, że mojego męża nie było już w łóżku i z niepokojem otworzyła jedną powiekę. Uśmiechnęłam się, widząc bukiecik polnych kwiatów na jego poduszce, a po chwili wszedł do sypialni z ogromną tacą wypełnioną jedzeniem. – Wiem, że wczorajsza kolacja nie była najbardziej wykwintna i przepraszam, ale nie sądzisz, że to co sobie przygotowałeś, to trochę dużo, nawet jak dla ciebie? I od kiedy to zmieniłeś swoje zwyczaje i jadasz w łóżku? – Popatrzyłam na męża, marszcząc brwi.

– To dla ciebie, głuptasie. Ja już jadłem – wyjaśnił i postawił tacę na stoliku, po czym pomógł mi usiąść.

– Zrobiłeś omlet? Sam? – zdziwiłam się.

– Owszem i sam nawet pokroiłem chleb, zaparzyłem też herbatę, przysięgam zagotowałem sam wodę – zakpił. – Masz też jajka na miękko, na twardo, jajecznicę, boczek, kiełbaski i twarożek. Nie byłem pewien na co masz ochotę, dlatego upiekłem …

– Chleb? – zaśmiałam się.

– Tosty, włożyłem do takich dwóch dziurek i pociągnąłem dźwignię. – Spojrzał na mnie z obrażoną miną. – Wyobraź sobie, że można w naszym tosterze ustawić stopień zrumienienia, wiedziałaś?

– Ile spaliłeś zanim doszedłeś do perfekcji? – spytałam z rozbawieniem.

– Miej trochę wiary w swojego męża, nie było tak źle. – Wywrócił oczami. – Jakby ci nie smakowały moje tosty, masz jeszcze bułeczki, ciepłe i zimne, chleb biały i ciemny.

– A rogaliki? – Udałam, że się rozglądam po tacy.

– Powyginaj sobie bułkę – mruknął nieco obrażony. – Tutaj masz herbatę zieloną, tutaj miętę z melisą. – Wskazał na dzbanki. – A tu – dodał pospiesznie, widząc, że otwieram usta – gorące mleko i kakao.

– Umówiłeś wizytę? – Spojrzałam na niego z troską.

– Jaką wizytę? Mówiłaś, że mama ma dziś przyjść, ale mogę zaraz zafiuukać. – Zmarszczył czoło w zamyśleniu.

– Dla siebie, czy umówiłeś – Uśmiechnęłam się krzywo. – Do psychiatry.

– Solem … nie interesuje mnie co na ten temat myślisz – mruknął. – Masz wszystko zjeść, bez gadania.

– Faktycznie, na psychiatrę chyba już za późno – zaśmiałam się. – Zjem trochę, Severusie. Tylko teraz nie wiem co.

– Dlatego zjesz wszystko – upierał się. – Jak chcesz to skoczę do sklepu po rogaliki.

– Chcę, byś usiadł obok i pomógł mi zjeść chociaż część tego, wariacie. – Odetchnęłam głęboko i poklepałam miejsce obok siebie, zachęcając go, żeby usiadł. Oparłam głowę na jego ramieniu i przez chwilę rozkoszowałam się bliskością męża. – Naprawdę sam to wszystko przygotowałeś?

– Tak, nawet posiekałem sam szczypiorek do twarożku, bo wiem, że lubisz – odparł spokojnie. – Sol, nie jestem takim nieudacznikiem w kuchni na jakiego wyglądam. Obserwowałem cię przez lata.

– Ale nigdy sam nic nie ugotowałeś. Nawet kanapki – obruszyłam się lekko.

– Bo ty to robisz zdecydowanie lepiej. Jakbym pokazał ci, że potrafię sam coś sobie ugotować, to ty przestałabyś to robić – odpowiedział i posmarował tosta masłem. – Tak wiem, którą stroną trzymać nóż – sarknął.

– No cóż, sądząc po smaku i zapachu tej jajecznicy, możesz być pewien, że będę cię wykorzystywać w kuchni do granic. – Zrobiłam rozkoszną minę, po czym w ostatniej chwili ściągnęłam tacę z kolan i pobiegła do toalety. – Wiesz, chyba ograniczę się do tosta i herbaty – krzyknęłam z łazienki.

.: :.

Przez kolejne tygodnie, Severus troszczył się o mnie, chuchał i dmuchał na każdym kroku. Co gorsza do jego starań o moje dobre samopoczucie dołączyli także rodzice. Bardzo chciałam pracować i od miesięcy już paliłam się do pracy na pełnym etacie. Dość szybko przekonałam się, że ilustrowanie książek to zajęcie dla mnie i teraz nie wyobrażałam sobie, bym mogła robić cokolwiek innego. Bardzo chciałam móc większość czasu spędzać w wydawnictwie. Tobias zapewnił mi małą pracownię, w której mogłam pracować w samotności albo, gdybym tego potrzebowała, otworzyć ją na innych pracowników wydawnictwa. Spędziłam już tam trochę czasu podczas wakacji i taki system bardzo mi odpowiadał. Lubiłam pracować w ciszy, ale od czasu do czasu potrzebowałam zrobić sobie przerwę na pogaduszki z kolegami z pracy. W wydawnictwie miałam też pod ręką pana Mendeza, który bardzo mi pomagał, dając wskazówki i porady. Na jego ogromnym doświadczeniu i towarzystwie podczas pracy zleżało mi najbardziej.

Niestety teraz musiałam z tego zrezygnować. Dolina Godryka, w której mieściło się wydawnictwo, znajdowała się w drugiej części kraju i bez możliwości teleportacji lub sieci fiuu, nie mogłam codziennie rano udawać się do biura. Początkowo Tobias chciał kategorycznie zabronić mi pracować. Uznał, że nic nie szkodzi, jeśli mój urlop macierzyński zacznie się już teraz i skończy, jak jego wnuk pójdzie do Hogwartu. Roześmiałam się na tę propozycję i dopiero po dłuższej chwili spostrzegłam, że byłam jedyną, która się śmiała. Zarówno rodzice, teściowa, jak i o zgrozo mój mąż, uznali tę propozycję za jak najbardziej poważną.

– Cóż – westchnęłam, widząc, że czeka mnie ciężka przeprawa. – Będę musiała zrezygnować z pracy i poszukać czegoś tutaj, na miejscu. W tej mugolskiej restauracyjce za rogiem szukają kelnerki. – Usiadłam ciężko na kanapie. – Może tam się na razie załapię, a jednocześnie będę szukać czegoś w zawodzie. Może jakieś muzeum kogoś potrzebuje albo galeria. Może, jeśli tata się zgodzi, oczywiście, bym nadal sprzedawała swoje obrazy poza wydawnictwem, uda mi się malować dla jakiejś albo może w muzeum potrzebują konserwatora obrazów. Jak nie, myślę, że przyjmą mnie w tej knajpce. – Z dużym trudem przychodziło mi udawanie zasmuconej, ale byłam pewna, że to podziała na rodzinę.

– Dobrze już, ale pod warunkiem, że Severus będzie sprawdzał w ciągu dnia, czy nie pracujesz za dużo, a mama będzie cię badała co drugi dzień – wymiękł Tobias.

– Och, myślę, że każde z nas znajdzie odrobinę czasu, żeby cię doglądać – wtrąciła moja matka.

– Mogę tu przychodzić na każdej przerwie – dodał ojciec.

– I z wydawnictwa też będzie ktoś codziennie przychodził – zapewnił pan Snape.

– Ja mam zdecydowanie najbliżej, więc nie widzę przeszkód, żebym badała cię każdego dnia nawet – Eileen była wniebowzięta.

Poczułam się osaczona. Chciałam pracować i to bardzo. Nie wyobrażałam sobie innego zajęcia. Rozpoczynaliśmy powoli prace remontowe w domu, ale zaklęciami budowlanymi zajmowała się specjalistyczna firma i dopóki nie skończą, nie było dla mnie zajęcia. Jeśli jednak miało być tak, jak przedstawiła to przed chwilą rodzina, wolałabym już siedzieć w domu przez kolejnych dwanaście lat i nic nie robić. Spojrzałam z lekkim wyrzutem na męża.

– Zawsze jesteście mile widziani w naszym domu – odezwał się po chwili. – Jestem wdzięczny, mamo, że zgodziłaś się przychodzić tutaj na wizyty kontrolne, ale wydaje mi się, że jedna na tydzień wystarczy. – Uśmiechnęłam się nieznacznie do niego. – Sporo eliksirów wykonuję w pracowni w domu i jestem pewien, że poradzę sobie z dopilnowaniem, żeby moja żona się nie przepracowała.

– Jestem w ciąży, mi naprawdę nic nie dolega – uspokajałam ich, widząc, że przemowa Severusa nie zrobiła wystarczającego wrażenia.

– Poza tym, że od dwóch miesięcy wymiotujesz cały czas – narzekała matka.

– Przecież siedzę tutaj z wami i jakoś nie wymiotuję, chociaż jak was słucham … – Ku zaskoczeniu rodziców mocno się zirytowałam. – Nie jestem dzieckiem, które trzeba doglądać – dodałam już nieco spokojniej. – Będę wdzięczna, jeśli będziecie nas odwiedzać albo za towarzystwo podczas spaceru czy zakupów, ale nie trzeba mnie pielęgnować i sprawdzać. Jestem duża. Od jakiegoś czasu całkiem dobrze radzę sobie z samodzielnym jedzeniem i załatwiam potrzeby na sedes. I ubrać się sama potrafię, a wczoraj nawet sama buty zawiązałam. – Ponownie się nieco zirytowałam, widząc zawzięte spojrzenia rodziny. – Odwiedziny, towarzystwo, spacer, zakupy – tak, ale wszelkiego rodzaju doglądanie sobie darujcie, bo się pogniewam.

– Byłaś w tym dużym centrum handlowym z rzeczami dla niemowląt? – spytała podniecona Eileen, chcąc zmienić temat.

– Nie, ale zdaje się mama już była – zaśmiałam się.

– Tak, tylko weszłam na chwilę, zorientować się co tam mają – mruknęła.

– Możemy się tam wybrać razem, któregoś dnia. We dwie albo we trzy, jeśli mama ma chęć – odparłam i po chwili pożałowałam.

– Byłaś tam Liwio? – Ku mojemu przerażeniu matka przytaknęła z entuzjazmem. – Widziałaś dział z kocykami, a łóżeczka? Cudne. Szkoda, że Solem i Severus nie chcą znać płci. – Matki trajkotały jedna przez drugą na temat wyprawki, mebelków, kolorków i innych pierdół, a gdy do tej paplaniny dołączyli także Tobias i Modest zrobiło mi się naprawdę niedobrze.

– Możemy udać, że to nie nasz dom i stąd uciec? – szepnęłam do męża.

– Też chcesz, żeby się już zamknęli, a najlepiej, żeby poszli i wrócili … powiedzmy nigdy? – odparł z przebiegłą miną.

– Masz jakiś pomysł? – Spojrzałam na niego z nadzieją.

– Wiem jak pozbyć się trojga, nie wiem co z matką – wyznał.

– Zrób cokolwiek, żeby się zamknęli – westchnęłam. – Z jedną sobie poradzimy.

– Mamo – Severus z trudem znalazł lukę w zaciętej dyskusji na temat rodzajów pieluch. – Czy są jakieś przeciwwskazania, żebyśmy z Solem uprawiali seks? – Z trudem powstrzymałam śmiech, widząc ojca opluwającego się kawą. Matka nagle zaczęła czegoś gorączkowo szukać w torebce, a Tobias sprawdzał z jakiego materiału wykonane są obicia fotela.

– Dobrze, że o to pytasz, synku. – Wiedziałam, że na Eileen w takich chwilach można liczyć. – Oczywiście Solem jest zdrowa, ciąża rozwija się prawidłowo i w tej chwili możecie się kochać praktycznie bez ograniczeń. Później, pod koniec drugiego trymestru, zalecałabym zrezygnować ze zbyt żywiołowego seksu i wymyślnych pozycji, ale na to i tak już pewnie nie pozwoli brzuszek. Zresztą, jeśli będę miała jakieś uwagi, na pewno wam o tym powiem. – Uśmiechnęła się dobrodusznie. – Osobiście zalecałabym wam kochać się w pozycji …

– Przepraszam – przerwała jej mama. – Córuś, my z tatą będziemy się już zbierać. Severusie, zostawiam ci listę eliksirów, które się kończą. Byłabym też wdzięczna, gdybyś pomógł mi jutro z tymi zaklęciami na fiolki. Przyszła nowa dostawa i jest tego naprawdę dużo. – Mama zmieszana ostatnim tematem rozmowy, szybko chciała załatwić niezbędne sprawy. – Jest też dość spore zainteresowanie tymi ręcznie malowanymi fiolkami, zwłaszcza z eliksirami miłosnymi, ale …

– Zrobiłam całe pudełko – wtrąciłam. – Jutro Sev ci je dostarczy do sklepu. Jak już się zacznie je malować to idzie bardzo szybko, a to dla mnie miła odmiana. – Interes jaki prowadził mój mąż wraz z matką, prosperował już dość dobrze, ale wciąż potrzebowali sposobów na przyciąganie nowych klientów. Początkowo Severus nie zgadzał się, bym oprócz swojej pracy, pomagała też w sklepie, ale udało mi się przekonać go, że robiłam przede wszystkim to co lubię, a sklep był nasz wspólny i też miałam prawo do swojego wkładu.

– Nie musisz, Sol …

– Ale chcę. – Uśmiechnęłam się do rodziców, którzy już powoli udawali się w stronę kominka.

– My też będziemy się zbierać, Eileen. – Tobias najwyraźniej także zapragnął się czym prędzej ewakuować i dość stanowczo wyrwał Modestowi puszkę z proszkiem fiuu.

– Mój kochany mistrz manipulacji. – Uśmiechnęłam się promiennie do męża i z całej siły wtuliłam w jego ramiona.

– Dla ciebie, kochanie, zrobię wszystko i przepraszam. – Spojrzał z krzywym uśmiechem. – Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, jak musisz się czuć, a ja zamiast cię wesprzeć dolałem oliwy do ognia.

– Już się bałam, że będziesz uparcie trzymał ich stronę. – Oparłam głowę na jego ramieniu i wdychałam przez chwilę męski, uwielbiany przeze mnie zapach.

– Możemy byśmy sprawdzili poprawność teorii mojej matki, na temat przyjemności jakie dają poszczególne pozycje w tej fazie ciąży? – Uśmiechnął się i po chwili wpił namiętnie w moje chętne usta.

– Może dziś sprawdzimy, jaka jest różnica między łóżkiem, a naszą kanapą? – mruknęłam wprost do jego ucha.

.: :.

– Amelia. – Nie kryłam radości z wizyty przyjaciółki. Po siedmiu miesiącach ciąży byłam wdzięczna za towarzystwo każde inne niż Eileen, Liwia albo Severus. Podejrzewałam, że nawet z wizyty Lupina ucieszyłabym się.

– Jak się czujesz, mamusiu? – Przyjaciółka z czułością pogładziła mój lekko odstający brzuszek i z przekornym uśmieszkiem postawiła na stole dużą butelkę szampana.

– Mhm, mój ulubiony – mruknęłam. – Świętujemy?

– Owszem, ja i Severus. Ty będziesz patrzeć, jak świętują ci, co mogą – zadrwiła Amelia. Obrażona rozłożyłam się na kanapie i ignorując koleżankę, ostentacyjnie sięgnęłam po grubą książkę. – Nie udawaj, że nie interesuje cię, co będziemy świętować.

– Zapytam później Severusa – odburknęłam znad okładki. – Codziennie przynosi mi świeże ploteczki. Nie krępuj się – dodałam po chwili, widząc, jak przyjaciółka przynosi sobie kawę z kuchni. – Czuj się jak u siebie w domu.

– Och, przecież dla ciebie też coś mam – nie wytrzymała i wyciągnęła siatkę pomarańczy.

– Przyjęli cię do cyrku i trenujesz dowcipy? – Burknęłam obrażona i ruchem różdżki wycisnęłam sobie sok z owoców do szklanki.

– Blisko – odparła z uśmiechem panna Bones.

– Mhm, zoo? – Spojrzałam na nią, unosząc brwi.

– Niektórzy tak nazywają to miejsce – zaśmiała się Amelia. – Przyjęli mnie do pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa – wykrzyknęła. – Na razie będę tylko asystentką, ale liczę, że z czasem awansują mnie na członka Wizengamotu.

– I nie będzie już sprawiedliwości na tym świecie – westchnęłam teatralnie i z szerokim uśmiechem podeszłam uściskać przyjaciółkę. – Cieszę się, Amelio. Zasłużyłaś na to i jestem pewna, że niebawem będziesz wysyłać zbirów do Azkabanu. Tylko bądź surowa i pamiętaj o naszej przyjaźni jeśli zbłądzę przypadkiem. – Roześmiałyśmy się i przytuliłyśmy jeszcze mocniej. – Spodziewałam się, że to okazja do czegoś lepszego niż papka z pomarańczy … – Panna Bones westchnęła cicho i wywracając oczami, wyciągnęła z torebki duże pudełko czekoladek.

– Tylko po pierwsze nie miej pretensji, jeśli znowu będzie ci niedobrze, a po drugie, jeśli Severus spyta, ja nie miałam z tym nic wspólnego – burknęła. – A tak nawiasem, to gdzie się podziewa, pan mąż doskonały?

– Jest na dole, warzy – wyszeptałam cichutko. – Zawołam go dopiero, jak skończysz z ploteczkami. I co ty tak się martwisz o mojego męża? – spytałam z oburzeniem.

– Bo mam ploteczki nie dla jego uszu – szepnęła konspiracyjnie i usiadał na kanapie obok mnie. – Potter – mruknęła mi do ucha. – Jest w ciąży.

– James? – Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Słyszałam o różnych magicznych cudach medycznych i pewnie dla dobrego medyka ciąża u mężczyzny nie byłabym wielkim wyzwaniem, ale nie sądziłam, że James byłby zdolny do podobnego poświęcenia.

– Jaki James? – Amelia zamyśliła się chwilę. – Nie, Evans, ale wyszła za Pottera kilka miesięcy temu, to teraz Potter. – Pokiwałam głową ze zrozumieniem. – I nie uwierzysz.

– Nie? – Zdziwiłam się przesadnie.

– Nie – mruknęła Bones. – Nie układa im się.

– O, w to akurat jestem w stanie uwierzyć, że komuś się nie układa z tą kretynką – odparłam obojętnym tonem.

– W sumie masz rację, ale to nie wszystko – kontynuowała przyjaciółka. – James podejrzewa, że to nie jego dziecko.

– Nie? – Teraz byłam szczerze zaskoczona.

– Podobno wciąż się kłócą i Potter kilka razy wyprowadzał się z domu – opowiadała Amelia.

– Chrzanisz – Słuchałam z niedowierzaniem.

– Nie chrzanię. Spytaj się swojej mamy, Potterowie mieszkają na tej samej ulicy – wyjaśniła dziewczyna.

– Skąd to wszystko wiesz? – Spojrzałam na nią podejrzliwie.

– Mam swoje źródła. – Bones wyraźnie się zmieszała.

– Jakie?

– Swoje, nie twój interes – burknęła Amelia.

– O nie – wykrzyknęłam – spotykasz się z Potterem na boku?

– Zwariowałaś? – Przyjaciółka nie kryła oburzenia. – Nie z nim.

– Ha, czyli z kimś, kto dużo o nim wie … o nie. Amelia błagam, nie mów mi, że …

– No co? – Panna Bones wyraźnie się zarumieniła. – Spotkałam się z nim raz czy dwa, na kawie. Daj spokój, wydoroślał, spoważniał i nawet skończył kurs transmutacji. Między nami nic nie ma, tak tylko się spotkaliśmy. Nie zapomniałam, jaki był podły dla nas w szkole. Stara się być dla mnie miły i odnoszę wrażenie, że potrzebuje się komuś wygadać z problemów Pottera, a może wie, że poprawia nam tym humor? W każdym razie między nami nie ma nic poważnego i nic poważnego nie będzie.

– No ja mam nadzieję – mruknęłam. – Chciałabym, żebyś została matką chrzestną naszego dziecka, a to wiąże się z częstymi odwiedzinami. Nie wiem, jak zniosę obecność kundla.

– Naprawdę? – Amelia spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Och, skarbie, ja nie chciałam. – Mocno się zmieszałam i przytuliłam koleżankę. – Jeśli między wami coś jest to ja go jakoś zaakceptuję. Postaram się jakoś go tolerować. Jestem pewna, że teraz nawet będę umiała go polubić.

– O czym ty mówisz? – Bones popatrzyła na mnie jak na kretynkę.

– A dlaczego płaczesz?

– Bo ja mam być matką chrzestną? – Kobieta patrzyła z wyczekiwaniem.

– No, jakbyś się zgodziła. – Spojrzałam błagalnie na przyjaciółkę.

– A Severus też chce? – Amelia nie dowierzała.

– No pewnie, że chce – zaśmiałam się.

Było mi smutno, gdy żegnałyśmy się wieczorem. Amelia wyjeżdżała na trzymiesięczne szkolenie z magicznego prawa i byłam niepocieszona z nieobecności przyjaciółki w najważniejszych chwilach. Bones, była jedyną osobą, która zachowywała się w moim towarzystwie normalnie. Nie nadskakiwała, nie pytała co trzy minuty, jak się czułam, czy nie byłam głodna i na co miałam ochotę. Traktowała mnie jak normalną dziewczynę, która była w ciąży i za to czułam do niej ogromną wdzięczność.

Remont domu przeciągał się w nieskończoność. Severusowi wciąż coś nie odpowiadało i ekipy budujące zmieniały się chyba ze trzy razy, dlatego odetchnęłam, gdy na dwa miesiące przed planowanym porodem mogłam w końcu wcielić w życie swoje plany dekoratorskie, popisując się nowymi zaklęciami, które obmyślałam w wolnych chwilach. Sklep z eliksirami prosperował coraz lepiej i mogliśmy pozwolić sobie na odnowienie także starej części domu. Kupiliśmy nowe meble do salonu i sypialni, a największą radość sprawiły mi nowe szafki i sprzęty kuchenne. Mama pomogła nam z urządzeniem ogrodu i teraz, miesiąc przed rozwiązaniem, mogłam wreszcie zająć się sobą i dzieckiem. Wzięłam już urlop w pracy i z niecierpliwością przygotowywałam się na przyjście dziecka.

Severus

Z czułością podglądałem ją wieczorami, gdy w dużym fotelu szyła ubranka dla dziecka albo na głos czytała książki. Była śliczna, a ciąża dodawała jej więcej uroku. W ostatnim czasie wróciła także do gwiazd. Cieszyło mnie to. W trakcie studiów nie miała na czasu. Nauka i praca pochłaniały ją do tego stopnia, że w teleskop spoglądała jedynie w przelocie. Teraz z radością oddawała się swojej starej pasji. Po incydencie sprzed pięciu lat, nie odtworzyła swoich map nieba i z tego co wiedziałem, nie wracała też do wówczas prowadzonych badań. Domyślałem się, że głównie z braku czasu i westchnąłem w duchu, gdy uświadomiłem sobie, że pewnie jeszcze przez kilka najbliższych lat nie znajdzie go dostatecznie dużo.

Wyglądała zjawiskowo, gdy późnym wieczorem stawała na tarasie i w przewiewnej sukience spoglądała w niebo, masując swój duży brzuszek. Rozczulało mnie, gdy szeptała do dziecka i pokazywała mu konstelacje, opowiadając wszystko o poszczególnych gwiazdach i planetach. Zupełnie sama przygotowała też pokój dla malucha. Przez kilka tygodni zamykała go przede mną na klucz, a gdy w końcu pokazała efekt końcowy, zaniemówiłem. Pokój był dużo większy niż nasza sypialnia i znajdowało się w nim wszystko, czego małe dziecko mogło potrzebować. Wciąż nie znaliśmy płci, dlatego całość utrzymana była w odcieniach zieleni. Jedną ze ścian zdobiły wizerunki postaci z dziecięcych bajek, dużo piękniejsze niż ilustracje, które wykonywała dla wydawnictwa. Nie były ożywione i chyba dodawało im to większego uroku. Komoda, szafa i dwa regały na zabawki i książeczki były zrobione z jasnego drewna, tak samo zresztą łóżeczko, w którym była ułożona już czysta, wykrochmalona, biała pościel w różnej wielkości misie. W pobliżu stały dwa fotele z miękkimi obiciami, a na nich ułożone były uszyte przez nią koce. Zauważyłem, że całe mnóstwo zabawek zdobiących regał, wykonana była ręcznie, a jak się dobrze przyjrzałem to i malutki koń na biegunach wyglądał na stworzonego przy pomocy jej zaklęć. Po sufitem unosiły się pergaminowe gwizdki i zwierzątka, które robiłem dla niej przez lata. Nasz mały dzidziuś będzie zachwycony.

– Tamtą dostałam jako pierwszą – wskazała na jedną z gwiazdek.

– Zbierałaś je wszystkie? – zdziwiłem się.

– Jedną figurkę musiałam rozwinąć, żeby dostać się do przepisu na Wywar Żywej Śmierci. – Uśmiechnęła się nieznacznie. Przytuliłem ją mocno i pogładziłem delikatnie brzuszek. Uwielbiałem kłaść na nim swoje dłonie i wyczekiwać na ruchy dziecka. Dzięki zaklęciu, którego nauczyła nas matka, czasami wieczorami siadaliśmy przed kominkiem i wsłuchiwaliśmy się w bicie jego serduszka. Byłem szczęśliwy i ona taka zdawała się być. Uśmiechała się każdego dnia i widziałem w tym geście szczerość. Nie był to wymuszony sztuczny uśmiech, nawet wtedy, gdy dziecko kopało zbyt mocno albo puchły jej kostki.

– To najpiękniejszy pokój na świecie i przez chwilę przeleciała mi przez głowę myśl, że szkoda, że nie jesteś moją mamą – powiedziałem, podchodząc do okna, w którym zawieszone były koronkowe, delikatne firanki. Roześmiała się na cały głos i po chwili z głośnym jękiem usiadła na jednym z foteli. – Słonko? – Podszedłem do niej szybko, widząc, jak jej twarz nagle stężała w bólu. – Powiedz coś, proszę. Sol. – Nabrała głęboko powietrza i przez chwilę wyglądała jakby miała duszności.

– To chyba … o kurczę – jęknęła. – Boli.

Kolejny rozdział: „Zaborczy tata"