ROZDZIAŁ 13

Jak ukoić ból?

Severus

W pierwszej chwili przestraszyłem się, że ona wiedziała co zrobiłem i uciekła od mnie gdzieś daleko, ale po chwili oprzytomniałem. Bez względu na powody jej ucieczki musiałem ją jakoś znaleźć, wyjaśnić wszystko i błagać, by wróciła. Nakazałem matce czekać w szpitalu, a sam z pomocą Amelii i Tobiasa udałem się na poszukiwania. Każde na własną rękę miało sprawdzić wszystkie miejsca, jakie przychodziły im do głowy. Zacząłem od naszego domu i dopiero, gdy dotarłem na piętro, do sypialni, uświadomiłem sobie, że byłem w nim po raz pierwszy od wypadku. Uderzyła mnie panująca cisza i z trudem powstrzymałem łzy, gdy dostrzegłem pustą, lekko przykurzoną kołyskę.

Wziąłem głęboki oddech i wylewitowałem mebel do pokoiku Teodora. Po chwili zastanowienia zebrałem rzeczy maluszka porozkładane po całym domu i zrobiłem z nimi to samo co z łóżeczkiem. Solem miała niebawem wyjść ze szpitala. Bardzo chciała wrócić do domu i prosiła, bym go nie sprzedawał. Nie do końca wiedziałem co nią kierowało. Początkowo myślałem, że będzie lepiej, jeśli zabiorę ją do nowego mieszkania, ale najwidoczniej potrzebowała przeżyć żałobę na swój własny sposób, nie chciała od niej uciekać. Nie mogłem jednak pozwolić, żeby na każdym kroku natykała się na dowody niedawnej bytności naszego syna razem z nami. Do tego musiała dojść stopniowo.

Dom był pierwszym co przyszło mi do głowy, ale nie było tu po niej śladu. Nie zastałem jej też w zamkniętym sklepie ani w jego pobliżu. Odruchowo sprawdziłem w banku, czy przypadkiem nie podjęła pieniędzy na wypadek, gdyby zechciała uciec, musiała mieć trochę gotówki, ale nikt nie odwiedzał naszej skrytki od kilku tygodni. Ulżyło mi nieco, ale zaczynało brakować pomysłów, gdzie mogła być. Nie odnalazłem jej na wieży astronomicznej w Hogwarcie, a profesor Sinistra sama zarządziła przeszukanie reszty zamku, które nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Dyrektora nie było, ale portrety i duchy bez problemów udały się na poszukiwania i co chwilę składały raport.

W akcie desperacji udałem się do pokoju życzeń i coś we mnie pękło. Załamałem się. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi, opadłem na stos poduszek i rozpłakałem jak dziecko. Łzy jedna za drugą spływały po moich policzkach, głośny szloch wypełniał ciszę spokojnego pomieszczenia, a ja tuliłem jedną z poduszek i szukałem w niej ukojenia. Spędziłem tam jedne z najszczęśliwszych chwil w swoim życiu. Nie potrafiłem wskazać jednego szczególnego wspomnienia. Wszystkie spędzone z nią chwile były wspaniałe. Chyba po raz pierwszy poczułem, jak bardzo mi jej brakowało, jak bardzo jej potrzebowałem i jak bardzo bałem się ją stracić. Uśmiechnąłem się spostrzegając, z jaką dokładnością udało mi się odwzorować to miejsce. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak za pierwszym razem, a ja siedziałem w miejscu, w którym całowałem ją drugi raz. Mój wzrok padł na zegar księżycowy, który ona sama wówczas przywołała, zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do punktu, z którego mogłem się teleportować.

Jęknąłem z rezygnacją, gdy na pustym placu, na którym nie tak dawno stał dom teściów nie zastałem nikogo i niczego. Rozejrzałem się niepewnie i dopiero po chwili mój wzrok padł na miejscowy cmentarz. Nie wiem, jak sama miałaby tam dotrzeć, ale nie pozostały mi żadne inne pomysły. Serce pękało mi z rozpaczy, gdy dostrzegłem ją pod grobem rodziców i syna. Leżała okryta za dużą, czarną szatą, zapewne ukradzioną ze szpitala i cichutko płakała. Jej piękne, czarne loki rozrzucone dookoła głowy, były splątane, a dłonie brudne od ziemi. Tak bardzo chciałem jej jakoś pomóc, ale kompletnie nie wiedziałem jak. Nie znałem sposobu na ukojenie jej bólu, jej cierpienia. Wszystko co mogłem, to być obok.

Solem

Musiałam w końcu się z nimi pożegnać. Prosiłam kilka dni temu Severusa, ale on za namową lekarzy odwlekał ten moment, jakby to cokolwiek mogło zmienić. Jakby odwiedziny na grobie synka i rodziców mogły cokolwiek pogorszyć. Wiedziałam, że już nic nigdy nie będzie takie samo, ale chciałam się postarać dla Severusa, tak jak on starał się dla mnie każdego dnia. Od chwili, gdy uniosłam powieki, był przy mnie prawie cały czas. Czułam jego cierpienie, nie raz słyszałam przyspieszony oddech i głośno przełykaną przez ściśnięte gardło ślinę, chociaż tak bardzo starał się być przy mnie twardy. Chciałam dalej żyć dla niego, ale nie mogłam ruszyć dalej bez tego pożegnania.

Bez większego trudu teleportowałam się pod cmentarzem. Wychowywałam się w Dolinie Godryka i bardzo dobrze znałam to miejsce, nie potrzebowałam widzieć, by tutaj trafić. Do grobu poprowadziła mnie kobieta, która opiekowała się tym miejscem odkąd byłam dzieckiem. Pamiętała mnie dobrze i troskliwie się mną zajęła, gdy poprosiłam o pomoc. Posadziła na ławeczce przy grobie i obiecała nie zawiadamiać nikogo o moim pojawieniu się tam. Początkowo myślałam, że uda mi się wrócić do szpitala przed powrotem Severusa, ale nie miałam siły stamtąd odejść. Łzy, nie chciały przestać płynąć po moich policzkach, a wspomnienia z dzieciństwa zalewały umysł jedno po drugim. Błagałam bogów o jakiś chociaż maleńki znak, że Teo był teraz w silnych ramionach ojca, a matka śpiewała mu do snu kołysanki. Tak bardzo chciałam wierzyć, że był tam szczęśliwy i spokojny, że się nie bał i nie czuł bólu. Tak bardzo tego potrzebowałam. Z każdą kolejną kroplą spływającą z moich policzków i wsiąkającą w ziemię, na której leżałam czułam, jak przepełnia mnie bliska memu sercu magia; jak oplatała mnie z każdej strony cieniutka wiązka łącząca niegdyś z rodzicami. Westchnęłam głęboko i przymknęłam powieki. Byli tutaj. Wciąż blisko mnie i na pewno opiekowali się moim syneczkiem.

Przestraszyłam się, czując jak silne ręce podnoszą mnie z ziemi i odetchnęłam, gdy uderzył we mnie ukochany zapach. Dopiero wówczas zdałam sobie sprawę z tego, że już nie siedziałam na ławeczce, tylko leżałam pod nią, rozdrapując świeżą ziemię. Uczepiłam się szaty męża i przywarłam do niego całym ciałem.

– On już nie wróci, Sev … nie obudzi nas w nocy głośnym płaczem i nie będzie domagał się noszenia … odszedł na zawsze … mój maleńki – szlochałam na cały głos, a on spokojnie gładził moje splątane włosy. – Przepraszam, Severusie, przepraszam. – Płakałam w jego ramionach.

– Bałem się, Sol … tak bardzo. Nie strasz mnie tak więcej, błagam.

Przycisnął mnie do siebie z całej siły i pozwolił dalej płakać. Czekał cierpliwie aż ostatnia łza wypłynie spod opuchniętych powiek. Kołysał delikatnie i pozwalał wyrzucać z serca ból, który za nic nie chciał mnie opuścić.

– Zabierz mnie do domu, proszę. Chcę do domu – szeptałam.

Cichutko westchnął i bez słów wykonał moją prośbę. Objął mocno i poprowadził przed bramę, skąd mogliśmy się deportować. Bałam się, że Severus sprzeda dom. Nie chciałam tego. Tutaj przeżyliśmy razem szczęśliwe chwile, tutaj spędziliśmy noc poślubną i tutaj urodził się nasz syn. Nie chciałam od tego uciekać, chciałam zachować te wszystkie wspomnienia na zawsze i móc ich dotykać. Jak bardzo, by to teraz nie bolało, nie chciałam zapomnieć o Teodorze, o dziewięciu miesiącach, przez które byliśmy jednością i tym króciutkim czasie, jaki spędził w moich ramionach. Chciałam, żeby wciąż był obecny w mojej pamięci, potrzebowałam czuć, że był z nami naprawdę i mieć na to namacalny dowód.

Odetchnęłam, czując zapach domu. Miałam już dość szpitala i tych wszystkich śmierdzących eliksirów, którymi mnie pojono. Na sen, na uspokojenie, na wzmocnienie. Chociaż tutaj mój mąż warzył całe mnóstwo mikstur nasz dom zawsze pachniał świeżymi ziołami, przynoszonymi przez niego polnymi kwiatami, świeżym pergaminem i starymi księgami. Mocno zaciągnęłam się zapachem i przywarłam całym ciałem do Severusa, gdy wnosił mnie po schodach do sypialni.

Łzy ustały w chwili, gdy położył się za mną, mocno przytulając do moich pleców. Objął mnie z całej siły i szeptał kojące słowa. Tak bardzo brakowało mi tych chwil razem z nim. Był przy mnie każdego dnia, ale rzadko pozwalał sobie być tak blisko. Przymknęłam powieki i wsłuchiwałam się w jego przyspieszony oddech. Splotłam swoje palce z jego i leciutko pogładziłam dłoń kciukiem.

– Kochaj mnie, Severusie, proszę … kochaj mnie, mocno … – Słowa jakby same wyrwały się z moich ust. Czułam, jak zamarł i spiął wszystkie mięśnie. Z napięciem czekałam na dalszy ciąg. Jeszcze nigdy tak bardzo nie bałam się odrzucenia.

Severus

W pierwszym momencie nie byłem pewien tego, co usłyszałem. Bardzo pragnąłem z nią być, potrzebowałem tej bliskości i musiałem przyznać, że moje ciało zaczęło dość szybko reagować. Przycisnąłem ją do siebie z całej siły i leciutko zacząłem wodzić językiem po jej uchu i szyi. Oddychała głęboko i wciąż delikatnie gładziła moją dłoń.

– Weź mnie, proszę … mocno – szepnęła ponownie, a ja podniecony do granic przestałem bawić się w delikatność. Szybkim ruchem podwinąłem jej długą szatę i przesuwałem ręce po nagich udach. Jęknęła, gdy palce otarły się o jej wilgotną szparkę i wypięła biodra w moim kierunku, wbijając się w twardą męskość.

– Pragnę cię – mruknąłem jej do ucha, a po chwili poczułem, jak wciska między nasze ciała swoją małą dłoń i rozpina moje spodnie. Nie powstrzymałem głośnego warknięcia, gdy wyjęła nabrzmiałego członka przez rozporek i zaczęła go mocno masować. Odciągnąłem jej rękę i przesuwając na bok cienki paseczek okrywający jej kobiecość, wbiłem się w nią z całej siły. Krzyknęła głośno i mocniej przywarła do mnie plecami. Jedną dłonią chwyciłem jej wciąż osłoniętą pierś, drugą pieściłem nabrzmiałą łechtaczkę. Mocno ścisnęła mój pośladek i gestem nakazała, bym ponowił ruchy. Miękkie ścianki wilgotnej kobiecości otulały szczelnie moją męskość, wprawiając w niesamowitą rozkosz. Przyspieszyłem. Poruszałem się w niej szybko, wchodząc w nią na całą długość i uderzałem podbrzuszem o pośladki. Jej nagie biodra obijały się o moje, a głośne jęki i przyspieszone oddechy wypełniały ciszę. Tak bardzo jej potrzebowałem, chciałem, pragnąłem. Chwyciłem jej pośladki i z całej siły nadawałem rytm długim, szybkim pchnięciom. Oderwała się ode mnie i pochyliła do przodu, dając mi lepszy dostęp do swojej mokrej cipki. Mocno zaciskała palce na prześcieradle i wychodziła naprzeciw moim ruchom, sama się na mnie nabijając. Krzyczała głośno, a łzy ponownie zaczęły ściekać po jej policzkach. Przyspieszyłem i po chwili pchnąłem w nią z całej siły, wypełniając jej wnętrze strumieniem nasienia. Mój orgazm zdawał się nie mieć końca. Drżałem od niepowstrzymywanych rozkoszy, wciskałem się w nią i zostawiałem w niej kolejne krople spermy.

Objąłem ją za klatkę piersiową i przycisnąłem do siebie z całej mocy. Obróciła się przodem i schowała twarz w moich ramionach. Głośno szlochała i wbijała palce w moje barki. Cierpiała.

– Jak mam żyć? Jak żyć, Severusie? – szeptała przez łzy. – Nie umiem sobie poradzić. Nic nie umiem. Jak mam pracować? Jak mogę malować, kiedy nie widzę? Będę tylko ciężarem, dla ciebie, dla twoich rodziców, nawet dla Amelii. Niczego nie potrafię zrobić sama. Jestem tylko ciężarem … nie umiem nie widzieć. Nie umiem nic zrobić. Nie mogę się nawet sama ubrać. Nic sama nie mogę.

– Przestań – przerwałem jej. – Przestań, tak mówić. Sol … nigdy nie byłaś i nie będziesz dla nikogo ciężarem. – Odsunąłem ją nieznacznie i spojrzałem jej w oczy. Wiedziałem, że tego nie widzi, ale sam potrzebowałem w nie zajrzeć. Patrzyła na mnie i to dodawało mi sił. – Kocham cię, rozumiesz? Kocham ponad życie. Jesteś dla mnie wszystkim, wszystkim co mam. Bez ciebie nie umiem żyć, nie chcę, Sol. Nie jesteś ciężarem. Nie jesteś. – Ponownie przycisnąłem ją do siebie i gładziłem po plecach. – Radzisz sobie sama bardzo dobrze. Sama wyszłaś ze szpitala, sama trafiłaś na grób naszego synka, rzucasz skomplikowane zaklęcia … potrafisz, Sol. Potrafisz. Zrobię wszystko byś odzyskała wzrok, bym znowu mógł przeglądać się w twoich oczach, ale błagam, nie poddawaj się. Nie możesz, słyszysz? – Poczułem wilgoć na swoich policzkach i wtuliłem się jeszcze mocniej w jej włosy. – Będę tutaj, będę przy tobie zawsze, Sol. Słoneczko moje. Tak bardzo cię kocham i tak bardzo nie wiem, co robić. Nie wiem, co powiedzieć, żebyś czuła się lepiej, nie wiem czy mogę cię dotykać i nawet nie wiem czy mogę cię tak mocno tulić i tak bardzo … tak bardzo bym chciał znowu trzymać w ramionach naszego synka. Tak bardzo za nim tęsknię. – Coś ponownie we mnie pękło i niekontrolowany żal zaczął wypływać z moich ust. – Sol, boję się. Boję się, że i ciebie stracę. Gdy leżałaś nieprzytomna, bałem się, że już się nie obudzisz, każdego dnia umierałem ze strachu, a teraz … boję się, że już nigdy nie odzyskam mojej małej, roześmianej Solem. Błagam cię, nie opuszczaj mnie, nie zostawiaj mnie samego, Sol. – Mocno wplotłem palce w jej włosy i płakałem razem z nią.

Każde z nas przez ostatnie tygodnie przeżywało żałobę w samotności. Nie umiałem mówić o swoich uczuciach i bałem się ją tym obarczać. Teraz przyszedł czas, byśmy znowu się połączyli i przeszli przez to wspólnie, trzymając się za ręce. Już się nie bałem. Byłem gotów razem z nią opłakiwać i wspominać nasze małe szczęście, które tak brutalnie nam odebrano. Była moim oparciem w takim stopniu, jak ja byłem dla niej.

– Jestem tu, jestem, najdroższy – wyszeptała, wciskając swoje małe dłonie w moje plecy. – Potrzebuję czasu, żeby się śmiać, ale mam nadzieję, że w końcu się tego nauczę na nowo. Jestem tu. Jestem wciąż twoją małą Solem?

– Jesteś. Zawsze będziesz. Moje małe, kochane słoneczko, mój promyczek. – Ucałowałem czubek jej głowy i delikatnie kołysałem. – Nie zostawisz mnie? Nie zostawiaj, skarbie. Bez ciebie nie dam rady.

– Nigdy – zapewniła.

– Proszę nie odchodź, nie zostawiaj mnie samego – błagałem. – Poradzimy sobie z tym, opracuję eliksir, udamy się do najlepszych specjalistów, nawet tych mugolskich, poradzimy sobie, tylko proszę, nie zostawiaj mnie. Nie dam rady sam. – Utonąłem w jej ramionach i pozwoliłem, by mocno mnie przytuliła. Czułem na swojej klatce piersiowej silne bicie jej serce i ten rytm dodawał mi sił. Wiedziałem, że biło dla mnie i nigdy nie przestanie, że moja kochana żona zawsze przy mnie będzie. Cokolwiek by się nie stało.

– Zawsze będę przy tobie, najdroższy. Kocham cię.

Ponownie wtuliła się w moje ramiona i powoli zaczynaliśmy się uspokajać.

– Zrobiłem coś strasznego, Sol – wyznałem nagle. – Zrobiłem coś, czego żałuję i bardzo boję się ci o tym powiedzieć. Boję się, że mnie znienawidzisz. – Odetchnąłem głęboko i opowiedziałem o prawdziwej propozycji Dumbledore'a. Zaniemówiła na dłuższą chwilę, ale nie uciekła ode mnie, nie płakała, jak się tego spodziewałem i nie biadoliła nad moją głupotą. Była spokojna i wciąż mocno wtulała się w moje ramiona. – Nienawidzisz mnie? – spytałem niepewnie.

– Kocham cię, Severusie – odparła. – Nie umiałabym cię nienawidzić. Boję się tego, do czego będzie cię zmuszał, boję się, że będziesz musiał kogoś skrzywdzić. Boję się, że skrzywdzi ciebie. – Westchnąłem jedynie w odpowiedzi. Żadne słowa usprawiedliwienia nie przychodziły mi teraz do głowy. Nic, czym mogłem ją uspokoić, bo sam się tego wszystkiego cholernie bałem. – Nie chcieliśmy brać udziału w tej wojnie, ale nas w nią wciągnięto – kontynuowała po chwili. – Jeśli to oni są odpowiedzialni za śmierć Teo i rodziców, chcę ci pomóc. Nie wiem jak, ale nie spocznę, dopóki każdy z nich nie będzie cierpiał tak, jak nasz mały chłopczyk, jak my, jak mama i tato. Chcę, żeby dostali za swoje. Każdy z nich. Chcę, by doświadczyli takich samych tortur – dodała z determinacją.

Solem

Miałam mętlik w głowie. Nie byłam do końca pewna, co myśleć o nowej roli, jaką będzie odgrywał mój mąż. Starałam się zachować zimną krew, ale wewnątrz byłam przerażona. Chyba jeszcze nigdy aż tak bardzo. Severus miał szpiegować jednego z najbardziej niebezpiecznych czarodziejów, jakiego nosił świat. Byłam pewna, że będzie szukał zemsty, ale spodziewałam się raczej czegoś, co nie zagrozi jego życiu, a nie, że będzie próbował wygrać wojnę i zgładzić wszystkich śmierciożerców z ich przywódcą na czele.

Nie podobało mi się, że Dumbledore zwrócił się do Severusa z tą prośbą. Był potężnym czarodziejem i zdawał się stać po stronie dobra, ale nigdy specjalnie mu nie ufałam, a teraz życie mojego męża, najbliższego mi człowieka spoczywało w jego rękach. Nawet nie chciałam myśleć co on w tej chwili musiał przeżywać. Odetchnęłam głęboko i w duchu postanowiłam zebrać w sobie wszystkie siły i ułatwić mu życie na tyle, na ile potrafiłam. Nie mogłam obarczać go swoją chorobą i żalem, nie mogłam doprowadzić do sytuacji, gdy zamiast pozostać czujnym, będzie martwił się o mnie. Był nieprzeciętnie inteligentny, bystry i sprytny. Nie miałam wątpliwości, że sobie poradzi z rolą szpiega, ale będzie potrzebował wsparcia. Mojego wsparcia.

– Sol … proszę, nie pozwól mu sobą manipulować – zwrócił się do mnie po chwili. – Byłem zdesperowany i już następnego dnia żałowałem, że się na to zgodziłem. To nie są dobrzy ludzie, a ja będę musiał stawać się taki jak oni. Proszę, nie ulegaj żadnym propozycjom Dumbledore'a, dobrze? – Nie mogłam tego zobaczyć, ale czułam jego twarde spojrzenie, czarne tęczówki utkwione w moich zielonych.

– Dobrze, pod warunkiem, że pozwolisz mi sobie pomagać – odpowiedziałam. – Nie wiem jak, ale chcę pomóc. Jakkolwiek.

– Pomagasz, kochanie – westchnął i ucałował moje włosy.

Leżeliśmy wtuleni w siebie, w ciszy. Gładził delikatnie moje plecy, a ja leciutko drapałam jego. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułam spokój.

– Nie oddawaj mnie już do szpitala, proszę – wyszeptałam po chwili, a mój głos zabrzmiał bardzo desperacko.

– Nie oddam. – Chwycił moją twarz w dłonie i pocałował z całą mocą. Czule i namiętnie.

– Brakowało mi tego. – Uśmiechnęłam się do niego, gdy oderwał się od moich ust.

– Nawet nie wiesz, jak mi. – Ponownie zbliżył swe wargi do moich i całował z pasją, żarem i miłością. Nie mogłam zobaczyć jego desperacji w miłości do mnie, więc chciał bym mogła ją poczuć.

Severus

Nie wiem, kiedy zasnęliśmy. Przebudziłem się późno w nocy i z uśmiechem obserwowałem jej spokojną twarz. Najdelikatniej, jak potrafiłem przebrałem ją w piżamę i po cichu zaklęciem oczyściłem jej ciało wciąż brudne od ziemi i łez. Przykryłem ją kołdrą i sam wślizgnąłem się obok, gdy tylko pozbyłem się swoich ubrań. Nie pamiętałem już, kiedy ostatnio spałem tak dobrze. Jej zapach i ciepło sprawiały, że nie chciało mi się otwierać oczu, czując na twarzy pierwsze promienie słońca. Delikatnie wyplątałem się z jej ramion i zszedłem do kuchni przygotować śniadanie.

Ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie déjà vu. Zamarłem na progu, dostrzegając puste łóżko i po chwili odetchnąłem z ulgą, widząc ją siedzącą na tarasie. Chwyciłem koc i lewitując tacę z jedzeniem wyszedłem do niej.

– Jest chłodno, kochanie. – Otuliłem ją i ucałowałem z czułością czubek jej głowy.

– Mhm – westchnęła, zaciągając się zapachem. – Kawa i tosty z dżemem truskawkowym?

– Tak jak lubisz – odparłem zaskoczony jej dobrym węchem. – No dobra, nic innego nie było w lodówce. Nie zrobiłem zakupów.

– Na pewno są pyszne. – Odwróciła się w moim kierunku i wodziła w powietrzu dłonią, w poszukiwaniu mojej. Chwyciłem ją i pozwoliłem jej mocno ścisnąć.

Czułem się zagubiony. W szpitalu ją karmiłem, chociaż próbowała być samodzielna, ale przecież nie mogłem tego robić za każdym razem. Nie było wiadomo, jak długo potrwa jej stan i musiała nauczyć się normalnie żyć. Nie mogłem całkowicie uzależniać jej od siebie i pozwolić, żeby była zdana jedynie na mnie i mój wolny czas. Posmarowałem jej tosty, nalałem kawę do kubka i postawiłem na stoliku przed nią. Delikatnie chwyciłem jej rękę i naprowadziłem na naczynia. Przez chwilę obserwowałem, jak sobie radziła i uśmiechnąłem się, dostrzegając plamę z dżemu na jej nosku. Wzdrygnęła się, gdy bez ostrzeżenia otarłem go chusteczką, ale po chwili odwzajemniła uśmiech.

– Czy ono wciąż tam jest, Severusie? – spytała, odstawiając kubek z kawą.

– Co, ukochana? – Spojrzałem na nią, marszcząc brwi.

– Słońce. Czy ono wciąż świeci? – wyszeptała.

– Jest, ale nie świeci jak dawniej – odparłem i chwyciłem jej dłoń.

– Czuję, jakby we mnie zgasło – powiedziała z żalem. – Jakby ktoś pozbawił je wszystkich promieni; wyrwał i zostawił w zamian wielkie dziury. – Przymknęła powieki i odetchnęła głęboko. – Myślisz, że jeszcze kiedyś zaświeci dla mnie? – Splotłem z nią swoje palce i pogładziłem leciutko wierzch dłoni.

– Chciałbym, żebyś ty świeciła swym uśmiechem razem z nim – odpowiedziałem. Wstałem i uniosłem ją, sadzając na swoich kolanach.

– Chyba nie umiem – wyszeptała, wtulając głowę w moją klatkę piersiową.

– Czego, najmilsza?

– Nie umiem się uśmiechać, tak po prostu.

– Chciałbym powiedzieć ci, jak to robić, ale sam tego nie potrafię. – Odetchnąłem głęboko.

– Nauczymy się kiedyś? – Odwróciła się do mnie i chwyciła moją twarz w dłonie.

– Tak, promyczku, myślę, że tak. – Uśmiechnęła się leciutko i niezdarnie ucałowała czubek mojego nosa.

– I myślisz, że wtedy zaświeci jak dawniej?

– Tak, jeśli tylko znowu nauczysz się śmiać. – Wtuliła we mnie głowę i cichutko westchnęła.

– Moglibyśmy zacząć już dziś się uczyć? – szepnęła.

– Bardzo bym tego chciał.

Starałem się jej nie pomagać, gdy zapowiedziała, że potrzebuje prysznica, tylko obserwowałem ją uważnie przez cały czas. Poruszała się bardzo niepewnie i bałem się, że mogła zrobić sobie krzywdę. Na szczęście zdawało się, że odzyskiwała zapał i siłę do życia. Gdy nakazałem jej powrót do łóżka i wypoczywanie przez kilka kolejnych dni, zganiła mnie ostrymi słowami i zapowiedziała, że nie zamierza. Zaraz po kąpieli chciała zebrać wszystkie swoje księgi z zaklęciami i wybrać te, które mogły jej się przydać. Na szczęście zaklęcie głośnego czytania opanowała jeszcze w szpitalu i teraz bez trudu mogła uczyć się zaklęć, które dotychczas nie były jej potrzebne. Zaproponowałem pomoc, ale odmówiła.

Ciężko mi było panować nad podnieceniem, gdy obserwowałem, jak delikatnie masowała swoje nagie ciało gąbką i sam przez chwilę miałem ochotę rozpiąć rozporek i zacząć się masować. Przeklinałem ją w duchu za upór i odmowę pomocy przy kąpieli. Teraz zamiast mydlić jej ciało, mogłem się jedynie przyglądać. Odruchowo chwyciłem się za krocze i syknąłem cicho, gdy odwróciła się przodem i zaczęła myć wewnętrzną stronę ud. Tak naprawdę nie byłem z nią już od kilku miesięcy i to pragnienie teraz wyrywało się ze mnie w bolesny sposób. To co zaszło między nami wczoraj, nie było nawet namiastką seksualnego zbliżenia i chyba nie chciałem o tym myśleć w taki sposób. Potrzebowaliśmy się nawzajem poczuć, ale to co czułem teraz, patrząc na nią, było czymś o wiele więcej niż potrzebą bliskości.

Nie byłem pewien, czy była świadoma tego, że ją obserwowałem, ale gdy zawijała się w gruby, puszysty ręcznik wycofałem się do sypialni i tam, jak głupi nastolatek czekałem, żeby ponownie sobie na nią popatrzeć podczas ubierania. Siedziałem na łóżku, naprzeciwko szafy, gdy weszła. Poczułem się jak skończony idiota, gdy stanęła do mnie tyłem i próbowała odnaleźć szufladę z bielizną. Nawet, gdybym teraz chciał jej pomóc, nie mogłem się ruszyć. Mój penis sterczał tak mocno, że każdy ruch zaczynał sprawiać mi ból. Zaskoczyła mnie, gdy nagle odwróciła się przodem i głęboko oddychając przez lekko uchylone usta, zaczęła rozwijać ręcznik, po czym upuściła go na podłogę, stając przede mną zupełnie naga.

Solem

Czułam jego obecność przez cały czas, gdy brałam kąpiel. Doskonale wiedziałam, że sprawdzał, czy wszystko ze mną w porządku, ale nie sądziłam, że czerpał z tego jakąkolwiek przyjemność. Kiedy wróciłam do sypialni, słyszałam jego przyspieszony oddech i ciche westchnięcia, choć pewnie nie były one tak ciche, jak tego oczekiwał. Pragnęłam z nim być i już pod prysznicem oddałam się fantazji na ten temat z nadzieją, że może do mnie dołączy. Domyślałam się jednak, że czekał na mój ruch. Niełatwo było mi się przemóc, by po tak długim czasie zainicjować seks między nami, nie miałam też pewności, czy i on miał na to ochotę. Bez wątpienia dla niego, podobnie jak dla mnie, wczorajsze zbliżenie było niczym więcej, jak zaspokojeniem potrzeby bliskości, nie było w tym czułości i namiętności, której tak bardzo teraz pragnęłam.

Czułam jego obecność, ale nie mogłam być pewna, gdzie dokładnie był. Obawiałam się, że stając naga, odwrócona do niego bokiem, zamiast przodem, zrobię z siebie kompletną idiotkę, ale zaryzykowałam. Syknął głośno, gdy ręcznik opadł. Był tak blisko, że niemal czułam na sobie jego oddech, ale nie zareagował. Nigdy wcześniej nie potrzebowałam go specjalnie kusić i zwykle rzucał się na mnie zachłannie, gdy tylko zobaczył ledwie odkrytą pierś, a teraz nie wykonał nawet najmniejszego ruchu, by mnie mieć. Poczułam się bardziej naga niż byłam w rzeczywistości i dopiero po chwili zrozumiałam skąd ten brak reakcji. Byłam świadoma, jak bardzo moje ciało zmieniło się po ciąży, ale teraz te dodatkowe krągłości, zdobiły liczne blizny i oparzenia po wypadku. Wyczuwałam je pod swoimi palcami i domyślałam się, jak okropnie wyglądałam. Nie chciałam już, żeby na mnie patrzył, żeby dotykał mnie takiej kiedykolwiek i starałam się wyjść z pokoju, ale drzwi zdawały się przede mną uciekać.

Severus

Przymknąłem na chwilę powieki i próbowałem wyrównać oddech. Skupiłem się na kropelce wody, która ściekła z mokrych włosów i teraz powoli sunęła wzdłuż jej ciała, środkiem, mijając piersi, skręciła lekko przy krzywiźnie pępka i po chwili zniknęła między łonowymi włoskami. Siedziałem jak zaczarowany, patrząc na jej śliczne ciało. Mój członek wysyłał do mnie sygnały, bym rozpiął rozporek, oparł jej dłonie o drzwi szafy i zerżnął mocno i szybko, jednak reszta ciała nie bardzo mogła zareagować. Mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej, gdy palcem, leciutko przejechała po różowej bliźnie na swoim brzuchu, a później pogładziła tę, ciągnącą się przez obydwie piersi. Tego było za wiele i miałem właśnie wcielić w życie plan swojego penisa, gdy nagle poderwała do góry leżący u jej stóp ręcznik. Zakryła się nim szczelnie i nerwowo chwytając ściany, próbowała znaleźć wyjście z pokoju.

Chwyciłem ją silnie za wyciągniętą rękę i przyciągnąłem do siebie, z mocą wpijając się w jej truskawkowe usta. Ściągnąłem z niej ręcznik i odsunąłem od niej, by ponownie podziwiać jej cudowne ciało.

– Nie patrz na mnie – szepnęła, a w jej oczach zaszkliły się łzy.

– Nie mogę na ciebie nie patrzeć, nie mogę się powstrzymać. – Ciężko mi było pozbyć się desperacji w głosie.

– Severus … wyglądam okropnie … te blizny, poparzenia … proszę, nie patrz na mnie. – Pochyliła głowę i przymknęła powieki.

– Jakie blizny, Sol … Merlinie, jesteś taka piękna. – Zachłannie wodziłem po niej wzrokiem i zastanawiałem się jakim cudem jeszcze w nią nie wszedłem.

– Są okropne, czuję je. – Nieśmiało dotknęła tej, która ciągnęła się przez obydwie jej piersi. Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem do swojego krocza.

– Ubóstwiam twoje ciało – mruknąłem. – Jesteś najbardziej seksowną istotą na Ziemi, Merlinie, Sol, jeszcze chwila, a zacznę się sam zaspokajać – syknąłem.

– Wolisz zabawiać się sam niż z żoną? – zażartowała po raz pierwszy od kilku tygodni i nie miałem teraz pojęcia, czy cieszyć się bardziej z jej lekkiego, ironicznego uśmieszku, czy z tego, że za chwilę będę ją miał.

Zbliżyłem do niej usta i językiem przemierzyłem drogę, którą przed chwilą pokonała jedna zbłąkana jeszcze po kąpieli kropla. Jęknęła głośno, gdy dotarłem do jej kobiecości i rozchyliła leciutko uda, dając mi lepszy dostęp. Chwyciłem ją za pośladki i przyciągnąłem jej łono do swych ust. Zassałem łechtaczkę i po chwili wirowałem po niej swoim językiem. Krzyknęła cichutko, gdy wsunąłem w nią palec, a później następny i powoli zacząłem nimi poruszać.

– Posadź mnie … proszę – wydyszała, a ja nie mogłem powstrzymać się od uśmieszku, widząc, jak rozkosz wykrzywia jej twarz. Posadziłem ją na skraju łóżka. Uklęknąłem przed nią i wznowiłem swoje działania. Opadła plecami na łóżko i poddała mi się całkowicie. Mocno zaciskała dłonie na prześcieradle, gdy językiem maltretowałem guziczek rozkoszy i wydawała bardzo przyjemne dla ucha pomruki, kiedy palcami badałem wnętrze. Cała jej szparka ociekała od miłosnych soków i nie mogłem się powstrzymać przed spijaniem tej wilgoci. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo za nią tęskniłem, za nią, za jej ciałem, jej słodką cipką i ślicznymi, różowymi sutkami na szczytach jędrnych piersi.

Poczułem, że za chwilę sam nie wytrzymam i z ustami wciąż przyssanymi do jej wilgotnej łechtaczki, zacząłem rozpinać pospiesznie swoją koszulę. Podniosła się gwałtownie i mocno zacisnęła palce na moich włosach, gdy dreszcze rozkoszy przeszyły jej ciało. Opadła na łóżko i próbowała odzyskać oddech, ale nie zamierzałem dać jej teraz odpocząć. Szybkim ruchem ściągnąłem spodnie i ku jej zaskoczeniu raz jeszcze polizałem mokrą szczelinę kobiecości. Tym razem przesuwałem językiem w górę do momentu, aż moje usta napotkały jej. Pocałowała mnie namiętnie i z pasją. Przycisnęła z całej siły do siebie i przez chwilę mój członek ocierał się o jej wilgotne wejście. Oderwałem od niej swe usta i patrzyłem na jej twarz. Nagły ból przeszył moje serce, gdy uśmiechnęła się leciutko, spoglądając gdzieś ponad moje ramię zamiast w oczy i chyba po raz pierwszy dotarło do mnie, że i ja będę musiał się wielu rzeczy przy niej nauczyć. Jęknęła cichutko, gdy mój sterczący kutas ponownie otarł się o jej wejście. Objąłem dłonią jej policzek i kciukiem delikatnie przejechał po spierzchniętych ustach.

– Jesteś taka piękna – wyszeptałem i przekręciłem się na plecy, pociągając ją za sobą. Zaśmiała się, gdy złapałem ją w ostatniej chwili, chroniąc przed bolesnym upadkiem i ten dźwięk był dla mnie największą rozkoszą. Usiadła na mnie okrakiem i leciutko uniosła pupę, opierając dłonie na klatce piersiowej. Chwyciłem członka w jedną dłoń i nakierowałem go na wilgotne wejście. Osunęła się, powoli nadziewając na sterczący organ i po chwili mocno opadła, biorąc mnie całego. Krzyknęła głośno i ja też nie mogłem powstrzymać się przed niekontrolowanym dźwiękiem. Pochyliła się lekko i zaczęła poruszać. Chwyciłem ją za biodra i pomagałem utrzymać rytm. Widok kołyszących się przede mną piersi przyprawiał mnie o zawrót głowy i po chwili żądza zwyciężyła. Uniosłem się do góry i przyssałem do jednej z nich usta. Ssałem i lizałem raz jedną, raz drugą pierś, z rozkoszą wirując językiem po nabrzmiałych sutkach. Wbiła palce w moje plecy, objęła nogami w pasie i przyciągnęła do siebie jeszcze mocniej.

Ujeżdżała mnie coraz szybciej. Z każdym kolejnym ruchem wchodziłem w nią coraz głębiej, a jej miłosne soki pokrywały mojego penisa na całej długości, ułatwiając poruszanie. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze. Nie potrafiłem się powstrzymywać. Mocno chwyciłem jej biodra i nabijając ją na siebie jeszcze szybciej, głośno wykrzykiwałem jej imię. Gdy ścianki kobiecości zacisnęły się na moim członku, otulając go szczelnie z każdej strony, a dreszcze kolejnego orgazmu wstrząsały jej ciałem, nie wytrzymałem i z całej siły zagryzłem usta na delikatnej piersi, jednocześnie wciskając się w nią na całą swą długość i tryskając w ciasne wnętrze gorącym strumieniem nasienia. Krzyknęła głośno i sam już nie wiedziałem, czy z bólu, czy z rozkoszy wbiła paznokcie w moje plecy. Poruszałem się w niej jeszcze przez chwilę i dopiero, gdy z sykiem zacisnęła palce na moich włosach, zorientowałem się, że wciąż boleśnie zaciskałem zęby na sutku.

– Przepraszam, słoneczko … przepraszam – wyszeptałem, z trudem łapiąc oddech.

– Jeśli to z rozkoszy, to nie mam nic przeciwko – odparła po chwili zmęczona i opadła na mnie, mocno się przytulając.

– Matka mnie zabije – mruknąłem, gdy po dłuższym czasie wciąż głośno i ciężko oddychała.

– Byłam przekonana, że wie o tym, że współżyjemy już od jakiegoś czasu – zaśmiała się. – Pamiętaj, by następnym razem spytać ją o zgodę.

– Pozwoliła ci zostać w domu, pod warunkiem, że będziesz dużo wypoczywać i nie będziesz się przemęczać – przerwałem jej sarkastyczne uwagi.

– W takim razie, teraz ty będziesz na górze – odparła i wtuliła się moją klatkę piersiową, wygodnie na mnie układając.

– Nie za wygodnie? – spytałem z krzywym uśmiechem.

– Nie – odpowiedziała z niezadowoleniem. – Jesteś zbyt kościsty.

– Wiedźma – warknąłem i ugryzłem ją mocno w ucho.

Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę w ciszy, każde zatopione we własnych myślach. Było mi niesamowicie dobrze czuć jej ciepłe ciało na swoim. Jej długie loki leciutko łaskotały mnie w szyję i z rozkoszą zanurzyłem w nich swój nos. Pachniały cudownie.

– Boję się – szepnęła.

– Czego, kochanie? Jestem tutaj, przy tobie. Nic ci nie grozi. – Przycisnąłem ją do siebie z całej siły.

– Boję się tych ciemności – odpowiedziała cichutko.

– Wiem, promyczku, wiem. – Pogładziłem ją delikatnie po plecach. – Jestem przy tobie, cały czas jestem i będę zawsze, gdy będziesz mnie potrzebowała.

– Boję się, że już na zawsze zostanę w tych ciemnościach – wyznała. Odetchnąłem głęboko i przeczesałem leciutko jej włosy.

– Poradzimy z tym sobie, najmilsza. – Przymknąłem powieki i jeszcze chwilę pozwoliłem sobie rozkoszować się jej bliskością, gdy nagle coś sobie uświadomiłem. – Sol, skarbie, czy te zaklęcia i książki nie mogą poczekać do jutra? – spytałem, na co gwałtownie uniosła głowę i zmarszczyła czoło. – Chciałbym cię gdzieś zabrać, tak po prostu odpocząć. Moglibyśmy?

– Dokąd? – Zsunęła się ze mnie i położyła obok.

– Obiad, deser, spacer … gdziekolwiek.

– Severus. – Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. – Ja … przepraszam. Przez cały ten czas myślałam tylko o sobie. Przepraszam. Sev. – Odetchnęła głęboko. Nie miałem pojęcia o co jej teraz chodziło. Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem. – Nalegałam byśmy zostawili ten dom i sklep, a nawet nie spytałam, czego ty chcesz. Przepraszam. Nawet nie spytałam, jak ty się czujesz, czy chcesz tu być. Nie tylko ja cierpię.

– Chcę najdroższa, chcę – przerwałem jej. – Nie o to chodzi, że nie chcę tu być. Wcale nie chciałem sprzedawać domu, lubię go tak samo jak ty. Myślałem, że ty nie będziesz … Sol, nie masz za co mnie przepraszać. A sklep, wiem że niełatwo będzie go teraz prowadzić, ale damy jakoś radę. Będziemy musieli tylko kogoś zatrudnić, ale myślę, że damy radę. Wiem ile ten sklep znaczył dla twojej mamy.

– Odkąd pamiętam, to było jej marzenie – wyszeptała, a po policzku spłynęła jej łza. – Cieszę się, że mogła je spełnić i dziękuję, że jej w tym pomogłeś. – Oparła głowę na moim ramieniu i pozwoliła sobie na kilka łez.

– Kocham cię, Solem. – Chwyciłem jej podbródek i pocałowałem delikatnie usta. – Jest lepiej, z każdym dniem, z każdym twym uśmiechem, jest lepiej. Tęsknię za nim, ale to uczucie chyba nigdy nie zniknie. – Odetchnąłem głęboko i ponownie położyłem ją na łóżku. – Chciałem cię gdzieś zabrać, nie dlatego, że czuję się tu źle. Po pierwsze nie ma nic na obiad, a ja bym coś zjadł. – Uśmiechnęła się nieznacznie. – A po drugie jest jeszcze jeden powód, ale to później. Przy kolacji.

– Myślę, że mogłabym z twoją pomocą jutro coś ugotować. – Wcisnęła głowę w moje ramię.

– Byłoby miło, stęskniłem się za twoim jedzeniem, a o ile dobrze sobie przypominam, w dniu naszego ślubu obiecywałaś mi domowe obiady …

– Och – jęknęła. – Sev, wyleciało mi z głowy – wykrzyknęła i odszukała palcami moich ust, po czym zastąpiła dłoń swoimi wargami.

– Zapominalska – mruknąłem z obrazą.

– Nasza rocznica ślubu – westchnęła. – Nie mam nic dla ciebie – dodała zasmucona.

– A to kilkanaście minut temu i to co będzie po powrocie do domu to nic? – spytałem przekornie.

– A co będzie po powrocie? – Udała zdezorientowaną.

– Już ty dobrze wiesz co, kocico – mruknąłem do jej ucha i leciutko przygryzłem jego płatek.

– Obawiam się, że to zależy od tego, gdzie zjemy kolację.

– A to moja słodka tajemnica. Zobaczysz. – Ucałowałem jej czoło. – Kocham cię.

– Ja ciebie też – odpowiedziała z uśmiechem. – Sev, ja … nie chcę iść na Pokątną – wyznała po chwili.

– Nie pójdziemy – zapewniłem i pomogłem jej wstać z łóżka.

Kolejny rozdział: „Rocznica"