ROZDZIAŁ 15

Chybiona propozycja

Solem

– Ślicznie wyglądasz, skarbeńku. – Rozpływała się Eileen, gdy tylko przekroczyliśmy próg ich domu. – Najpierw obowiązki, później przyjemności – zakomunikowała i poprowadziła mnie do gościnnej sypialni, nie pozwalając nawet przywitać się z ojcem. – Jak się czujesz? – spytała po czym nakazała mi się położyć.

– Dobrze, mamo, dziękuję – zapewniłam. – Tylko te bóle głowy są dość dokuczliwe i wymiotuję po każdym posiłku.

– Trochę mnie to niepokoi – westchnęła. – I zastanawia. Te eliksiry nie powinny wywoływać żadnych skutków ubocznych. Wybacz, że o to pytam, ale muszę się upewnić. Bierzesz jakieś eliksiry albo mugolskie mikstury, których nie zalecał ci Stan?

– Nie, mamo. – Odetchnęłam głęboko. – Brałam dotychczas tylko te, które warzył dla mnie Severus, nawet w szpitalu, a nie sądzę, by on coś robił niezgodnie z zaleceniami uzdrowiciela.

– Też nie sądzę, ale muszę go jeszcze dokładnie wypytać o te receptury. Nie powinnaś tak na nie reagować. – Eileen z troską przysiadła na brzegu łóżka, na którym leżałam. – Będziemy musieli się poważnie zastanowić nad tą terapią, jeśli te bóle i wymioty nie ustaną. Zbadam cię teraz, dobrze? – Przytaknęłam, a teściowa w skupieniu zaczęła machać nade mną różdżką. – Wszystkie obrażenia wewnętrzne goją się dobrze, ale to wciąż świeże rany, więc proszę cię, skarbeńku, uważaj na siebie.

– Coś jest nie tak? – Bez trudu wyczułam zawahanie w jej głosie.

– Philips miał rację, że nie ja powinnam się tobą zajmować, podchodzę zbyt emocjonalnie – wyznała z westchnieniem. – Skrabeńku, usiądź. Nie chcę niczego przed tobą zatajać. – Pani Snape pomogła mi zająć miejsce obok i chwyciła mnie mocno za ręce. – Zaprosiłam was na kolację, może jutro porozmawiamy?

– Mamo – zaśmiałam się gorzko. – Niech mama powie co musi.

– Sol, podczas wybuchu … – Eileen odetchnęła głęboko. – Twoja macica była poważnie poharatana … nie goi się tak dobrze, jak zakładałam. Zrosty powstałe po wypadku zamykają prawie całkowicie jej światło.

– Co to oznacza? – spytałam zaniepokojona.

– Prawdopodobnie … – Objęłam ramieniem teściową i przytuliłam do swojego ramienia, gdy ta się rozpłakała. – Nie powinno być odwrotnie? – zapytała, ocierając łzy. – Sol, skarbeńku, prawdopodobieństwo, że zajdziesz w ciążę i zdołasz urodzić kolejne dziecko jest minimalne. – Odetchnęła i z trudem przekazała diagnozę. Przełknęłam łzy i ponownie pozwoliłam teściowej przytulić się do swojego ramienia. Przez ostatnie tygodnie Eileen była dla mnie ogromnym wsparciem, a i dla niej sytuacja nie była wcale łatwa. Straciła wnuka, którego bardzo kochała, opiekowała się troskliwie żoną syna i jeszcze musiała wspierać jego w ciężkich chwilach. Zdawałam sobie sprawę z tego, że kobieta także potrzebowała w końcu się wypłakać, dlatego teraz pozwoliłam jej na to, chociaż sama miałam ochotę krzyczeć.

– Uprzedzano mnie już o tym, mamo – odparłam po chwili. – Jeszcze zanim pozwolono się mamie mną zajmować, jeden z uzdrowicieli, nie pamiętam nazwiska, wspominał mi o tym. – Przymknęłam powieki i z całej siły starałam się nie rozpłakać. – Minimalne, nie oznacza żadne, prawda?

– Prawda – zaśmiała się gorzko Eileen. – Są metody na pozbycie się chociaż części tych zrostów, ale żeby się tym zająć potrzeba jeszcze kilku tygodni.

– Mamo, gdy mnie przywieziono do szpitala, pamięta mama, czy ktoś mówił, gdzie mnie znaleziono? – spytałam po chwili ciszy. – Od frontu czy na tyłach domu?

– Dlaczego pytasz, skarbeńku? – Eileen spojrzała na mnie, marszcząc czoło.

– Miałam dziwny sen – wyjaśniłam. – Ale nie chcę o nim mówić, chcę tylko sobie wszystko poukładać, przypomnieć.

– Tata … – Kobieta ponownie się zawahała. – Tego popołudnia, tata nie mógł się ciebie doczekać i wyszedł ci naprzeciw. Dotarł do domu twoich rodziców krótko po wybuchu. Nie wiem, czy powinnam o tym mówić. Tobias, stara się o tym nie myśleć, nie chce o tym mówić i postaraj się go zrozumieć.

– Oczywiście, mamo. Nie będę o nic pytać, zdaję sobie sprawę z tego, jak trudne … Teo, tata … – Nie mogłam dokończyć, gdy obraz szczęśliwego Tobiasa z Teo w ramionach wypełnił mój umysł. – Chciałam tylko wiedzieć co się stało. – Odetchnęłam, odganiając łzy.

– Było słychać wybuch w całym miasteczku, ale nie było nic widać – opowiadała teściowa. – Dom był pod jakimiś dziwnymi barierami i gdy tata tam dotarł, aurorzy je dopiero z niego zdejmowali … Przy furtce. – Eileen schowała twarz w dłoniach i cicho zaszlochała. – Tak mi przykro, dziecko.

Objęłyśmy się i płakałyśmy mocno przytulone.

– Mnie też – westchnęłam. – Mamo, dziękuję za wszystko co dla mnie robicie.

– Skarbeńku, jesteś dla nas jak córka. – Pani Snape pogładziła mnie po plecach. – Chciałabym zrobić więcej.

Rozmawiałyśmy jeszcze dłuższą chwilę, zanim zdołałyśmy opanować się na tyle, by dołączyć do swych mężów. Byłam bardzo wdzięczna teściowej za oparcie i sama starałam się taka dla niej być. Chociaż w małym stopniu chciałam zwrócić troskę, jaką mnie otoczyli teściowie i podchodzić ze zrozumieniem do ich żalu po stracie wnuka. Próbowałam nie myśleć na razie o tym, że z dużym prawdopodobieństwem nie dam im kolejnego. Nic nie było jeszcze przesądzone, a ja nie zamierzałam się łatwo poddać.

Ten dzień jednak się jeszcze dla mnie nie skończył. Przede mną kolejna jedna trudna rozmowa. Gdy podpisywałam kilka lat temu umowę z wydawnictwem, sama zabiegałam o to, by nie faworyzowano mnie w żaden sposób i upierałam się, by była korzystna tak samo dla mnie, jak i dla nich. Wówczas nawet nie przypuszczałam, że nie będę fizycznie w stanie wywiązać się z jej warunków. Wiedziałam, że w takim przypadku, powinnam spłacić całą kwotę stypendium, bez względu na to ile już odpracowałam i chciałam to załatwić uczciwie, nie obarczać tym ani teściów, ani męża.

Severus

– Tato – zwróciła się do ojca, gdy Eileen posadziła ją na fotelu w salonie. Usiadłem na podłokietniku i leciutko musnąłem ustami czubek jaj głowy.

– Jestem tutaj – odezwał się Tobias, zaznaczając swoją obecność.

– Mój wieczór zaczął się parszywie, ale kolacja pachnie znakomicie i chętnie bym już spróbowała tej przepysznej pieczeni, więc załatwmy to szybko, dobrze? – poprosiła.

– Najpierw obowiązki później przyjemności, według dewizy Eileen? – zaśmiał się ojciec.

– Coś się stało, kochanie? – Zaniepokojony wyszeptałem do jej ucha.

– Porozmawiamy o tym w domu, w sumie nic czego nie wiedzieliśmy już wcześniej – odparła ze smutnym uśmiechem. – Tato – zwróciła się ponownie do teścia. – Nie jestem pewna, jaką dokładnie kwotę muszę zwrócić wydawnictwu.

– Sol, daj spokój, przecie...

– Tato, naprawdę chcę mieć to już za sobą, proszę. – Odwróciła głowę w jego kierunku, a mężczyzna głośno westchnął. – Wciąż jeszcze jestem na zwolnieniu, ale mogę na nim być jeszcze tylko miesiąc, nie sądzę, bym po tym czasie mogła pracować …

– Sol, możesz wrócić do pracy na inne stanowisko – wyjaśnił Tobias. – Twoja umowa stypendialna mówi dokładnie o ilości ilustracji, jaką musisz wykonać albo o podpisaniu kontraktu na pełen etat i taką zawarliśmy jeszcze w trakcie trwania twoich studiów. Jeśli po zwolnieniu nie będziesz mogła wrócić na swoje stare stanowisko, obejmiesz inne. Poza tym, to Henry brał odpowiedzialność …

– Na wypadek, gdybym nie została przyjęta na uniwersytet – wtrąciła.

– Na wypadek, gdybyś nie mogła pracować jako ilustrator także – przekonywał.

– Nie, tato. Nie zgodzę się na to. Ani pan Mendez, ani wydawnictwo nie ponoszą odpowiedzialności za to co się stało …

– Ty także nie – kłócił się.

– Zwrócę całą kwotę, ale potrzebuję trochę czasu. – Głośno odetchnęła. – W kontrakcie mam zagwarantowany roczny urlop, jeśli go dobrze uzasadnię …

– Sol, wysłuchaj teraz mnie, dobrze? – przerwał jej i usiadł na fotelu obok. – Rok to bardzo dużo czasu. Wierzę, że o wiele szybciej będziesz w stanie wrócić do pracy, ale …

– Musicie kogoś zatrudnić – dokończyła ze smutkiem.

– Solem. – Tobias chwycił ją za rękę. – Ta posada będzie na ciebie czekała, bez względu na to ilu ilustratorów zatrudnimy i jak długo będziesz chora. – Wiedziałem z jakim trudem przyszło ojcu wypowiedzenie tych słów. Bardzo lubił moją żonę i od pierwszego spotkania świetnie się dogadywali. Nikt tak bardzo nie zachęcał jej do tej pracy, jak on i od dawna też, nie było w wydawnictwie tak dobrego ilustratora, a to zapewne nie ułatwiało mu zadania. Widziałem, jak Sol z trudem powstrzymywała łzy i mocno ścisnąłem jej dłoń.

– Sol, nie chcę byś spłacała to stypendium – ponowił ojciec. – Czułbym się źle, gdybym na to pozwolił. Zgadzam się na ten urlop, jednak za rok, jeśli nie wrócisz jako ilustrator, choć ja osobiście innej opcji nie biorę pod uwagę, możesz wrócić do pracy na inne stanowisko. Wciąż mamy braki wśród selekcjonerów książek. To nie takie złe zajęcie, a nie musisz czytać jedynie książek dla dzieci, gwarantuję że dostanie ci się sporo literatury dla dorosłych, a w niedługim czasie zamierzamy też wydawać książki naukowe i tu także liczyłbym na twoją pomoc.

– Tato. – Solem odszukała dużej dłoni Tobiasa i mocno ją ścisnęła. – Dziękuję, za wszystko. – Starała się uśmiechnąć, ale tłumione łzy skutecznie jej w tym przeszkadzały. – To co dla mnie zrobiliście to dużo więcej niż mogłabym się spodziewać. Lubiłam ilustrować i tylko dzięki tacie mogłam się o tym przekonać i dzięki wam mogłam skończyć studia. Dziękuję. – Solem odetchnęła głęboko. – Pozwoli tata, że przemyślę i przedyskutuję tę propozycję z Severusem?

– Oczywiście, dziecko. – Ojciec uśmiechnął się do synowej i spojrzał na mnie ze smutkiem.

– Będziecie rozszerzać działalność? – spytała po chwili.

– Tak planujemy, chcemy na początek zająć się książkami do zaklęć, ale nie wykluczam innych dziedzin – odparł Tobias.

Przez resztę wieczoru Solem była nieco posmutniała i zaczynałem obawiać się, czy aby na pewno jedyną przyczyną była rozmowa z ojcem. Wiedziała, że nie mogli czekać na nią z posadą w nieskończoność i w sumie nie powinno to nikogo dziwić. Byłem też pewien, że jak tylko odzyska wzrok, zostanie zatrudniona od razu na swoim starym stanowisku, tak jak obiecał ojciec. Martwiło mnie jej zamyślenie. Wychodziła dziś z domu w bardzo dobrym nastroju, a teraz przez większość czasu siedziała osowiała i grzebała w talerzu. Z trudem powstrzymywałem się, żeby nie pomóc i nie nakarmić jej. Na szczęście rozpogodziła się przy deserze i do domu wróciliśmy w dość dobrych nastrojach.

Niewiele rozmawialiśmy wieczorem. Solem była zmęczona i tylko przekazała mi pobieżnie, co powiedziała jej matka. W sumie nic, czego nie wiedziałem już wcześniej, jednak w jej głosie słychać było zawód i domyśliłem się już co było faktyczną przyczyną jej złego samopoczucia. Nie rozmawialiśmy dotychczas o staraniu o kolejne dziecko. Dla obojga nas było o wiele za wcześnie, ale temat ten nieuchronnie pojawiał się, przez jej zniszczoną w wypadku macicę.

Zdenerwowałem się, gdy w środku nocy poczułem pustkę na poduszce obok. Początkowo myślałem, że korzysta z toalety, ale czas płynął, a Solem się nie pojawiała. Brak konieczności używania przez nią światła nieco utrudniał mi poszukiwania. Nie było jej ani w łazience, ani w kuchni, obszedłem cały dół, ale i tam jej nie było, a na głosy nie reagowała. Albo nie było jej w domu, albo nie chciała ze mną rozmawiać. Zmartwiłem się nie na żarty. Obiecała mi, że nie będzie już bez uprzedzenia wychodziła, jednak wszystko wskazywało na to, że nie dotrzymała słowa. Miałem właśnie wchodzić do sypialni, żeby się ubrać, gdy do moich uszu dobiegł cichutki płacz. Przymknąłem powieki i stałem przez dłuższą chwilę z ręką zawieszoną nad klamką do pokoju Teodora.

Siedziała wciśnięta między fotel a łóżeczko z misiem przyciśniętym do piersi i cichutko płakała. Domyśliłem się, że nie chciała mnie niepokoić i dlatego dopiero późno w nocy pozwoliła sobie na łzy żalu i smutku. Chciałem umieć ją jakoś pocieszyć. Uklęknąłem obok niej i przytuliłem ją mocno do siebie. Kołysałem ją i leciutko gładziłem jej włosy w ciszy, pozwalając, by wyrzuciła z siebie tak dużo ile teraz mogła. Nie miałem pojęcia ile czasu upłynęło, ale na dworze zaczynało już świtać, gdy odważyłem się odezwać.

– Kocham cię, słoneczko moje – wyszeptałem, a ona wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.

– Nie zostawiaj mnie samej, Sev – powiedziała słabym, zachrypniętym głosem. – Nie dam sobie rady bez ciebie. Nie potrafię bez ciebie żyć, chociaż wiem, że powinnam pozwolić ci ułożyć sobie życie …

– Nie chcę tego słuchać, Solem. Proszę nie waż się kończyć tego zdania, słyszysz. Nie chcę nigdy słyszeć czegoś podobnego z twoich ust, rozumiesz? – przerwałem jej twardym tonem. – Nigdy więcej, nigdy Sol. – Przycisnąłem ją i ponownie zacząłem leciutko kołysać.

– Była tak bardzo zawiedziona – odezwała się po chwili. – Twoja mama.

– Martwi się o ciebie – zapewniłem.

– Chciałbyś jeszcze kiedyś? – spytała słabym głosem.

– Chciałbym, ale to nie jest najważniejsze. Zresztą są różne inne sposoby, skarbie. – Odetchnąłem głęboko, a Solem leciutko przytaknęła. – Już ci mówiłem, że ty jesteś dla mnie najważniejsza.

– Sev, czy tutaj … ten pokoik … czy on może na razie taki zostać? – wyszeptała w moje ramię.

– Może zostać na zawsze – odparłem. – Podobał mu się – odważyłem się dodać po chwili.

Uśmiechnęła się nieznacznie, ale po chwili po jej policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy.

– Myślę, że ja znałam tego kto nam to zrobił – powiedziała po chwili.

– Pamiętasz coś? – spytałem, biorąc ją na ręce i zaniosłem do sypialni.

– Nie wiem, na ile to pamięć, a na ile sen. – Uspokajała się powoli w moich ramionach. – Wydaje mi się, że to nie była jedna osoba i rozmawiałam z nimi przy furtce. Może poszłam ich wpuścić. Nie pamiętam – westchnęła zrezygnowana.

– Dowiemy się kim byli ci ludzie, promyczku – odparłem. – A teraz śpij, najdroższa. Nie myśl teraz o tym.

.: :.

– Wciąż przeglądasz podania o przyjęcie do pracy? – Solem pojawiła się niespodziewanie w salonie.

– Niestety. – Odłożyłem plik dokumentów i podszedłem, by pomóc jej usiąść na kanapie. – Większości się wydaje, że by warzyć i sprzedawać eliksiry wystarczy zdać zadowalająco owutem.

– Nikt się nie nadaje? Może jesteś trochę za surowy? – Chwyciła mnie za dłoń i lekko się przytuliła. Westchnąłem głęboko. W istocie, byłem surowy, jeśli chodziło o dobór pracowników do sklepu, ale nawet jeśli obniżyłbym nieco poprzeczkę, nadal nie było odpowiedniego kandydata. Jeszcze razem z Liwią zatrudniliśmy jednego czarodzieja do pomocy, ale kiedy rozpocznę już pracę w Hogwarcie, Mike Alger nie wystarczy, zwłaszcza że nie był wykwalifikowanym Mistrzem Eliksirów, a jedynie zdolnym uczniem. Potrzebowałem przynajmniej jeszcze jednej osoby, a prawdę powiedziawszy powinienem zatrudnić dwie.

– A ta Susan, z którą miałeś część zajęć z eliksirów, ta z którą pisałeś na pierwszym roku pracę semestralną z robaków? – Próbowała pomóc. – Spotkałam ją tuż po naszym ślubie; mówiła, że nie jest zadowolona z pracy jaką znalazła. Może chciałaby pracować u nas?

– Nie – odparłem krótko.

– Dlaczego? Spróbuj chociaż – namawiała.

– Nie Sol, nie spróbuję namawiać na tę pracę Susan – burknąłem.

– Nie lubisz jej? Wydawała mi się miła.

– Nie jest miła, uwierz mi. – Odetchnąłem głęboko i przymknąłem na chwilę powieki.

– Coś się stało? Przeszkadzam ci? – spytała zmartwionym głosem.

– Nie, nic się nie stało, Sol i nie, nie przeszkadzasz mi – odpowiedziałem niezbyt przyjemnym tonem.

– Przepraszam, myślałam, że ją lubisz – wyszeptała.

– Nie lubię jej, Sol, do cholery i nie polubię. Nie zatrudnię jej w sklepie, choćby chciała pracować za darmo i była najlepszym warzycielem na świecie – krzyknąłem, a Solem skuliła się na kanapie. – Próbowała się ze mną przespać i zaproponowała to w dość obcesowy sposób. Chciała się ze mną pieprzyć za napisanie za nią pracy końcowej z ziół. Kolejna, która była gotowa obciągać mi za notatki i eseje. Zadowolona? – Ponownie podniosłem głos i po chwili mocno pożałowałem swojego wybuchu. Byłem zmęczony. Sol starała się jak mogła być samodzielna, a matka albo Amelia siedziały z nią, gdy tylko mogły, ale nadal potrzebowała mojej pomocy przy najprostszych czynnościach, a ja miałem wciąż sporo pracy w sklepie. Nie było nas stać na zatrudnienie kolejnego warzyciela po studiach ani z doświadczeniem, więc musiałem znaleźć kogoś, kto miał wybitne wyniki w szkole i odpowiednie rekomendacje od Slughorna, a o kogoś takiego było niezwykle trudno. Właściwie nikt dotychczas się nie nadawał. To jednak nie było jej winą i nie powinienem się tak zachować. – Przepraszam, kochanie – zreflektowałem się i objąłem ją ramieniem, chcąc przytulić, ale odsunęła się. – Sol, przepraszam.

– Nie powinnam ci przeszkadzać – odpowiedziała cicho. – Przepraszam. – Przeklinałem się w duchu, patrząc jak zasmucona odchodziła w stronę kuchni. Odetchnąłem głęboko i po chwili poszedłem za nią.

– Chciałabym zostać sama, proszę – powiedziała dość stanowczo, gdy pojawiłem się w progu.

– Pomogę ci – odparłem, widząc jak sięgała po czajnik, by zaparzyć sobie herbatę.

– Poradzę sobie – mruknęła i nie pozwoliła mi odebrać sobie naczynia. – Proszę, chcę zostać sama.

Westchnąłem głęboko i delikatnie pogładziłem ją po policzku. Nie odpowiedziała na moją pieszczotę, tylko bez słowa zajęła się parzeniem napoju.

– Dziękuję. – Zaskoczony podniosłem głowę znad czytanych podań, gdy na stoliku tuż przede mną postawiła kubek z parującym napojem. Skinęła głową i chciała wyjść, ale zatrzymałem ją, chwytając za rękę. Syknęła z bólu i dopiero dostrzegłem mocno czerwoną pręgę na jej dłoni. – Oparzyłaś się – stwierdziłem z przerażeniem, oglądając bliżej jej rękę. – Sol, kochanie.

– To nic. Zostaw. – Wyrwała dłoń i skierowała się do wyjścia, dając mi do zrozumienia, że czas, gdy chciała być sama jeszcze nie minął.

Byłem na siebie cholernie zły. Nie przypominałem sobie, bym kiedykolwiek wcześniej na nią krzyknął i zebrało mi się na wybuch akurat w momencie, gdy zaczynało być z nią coraz lepiej. Śmiała się częściej i nawet wydawało mi się, że pracowała nad czymś w gabinecie. Bałem się, że tym jednym głupim wybuchem zepsułem kilka tygodni terapii. Opadłem ponownie na kanapę i sięgnąłem po kubek herbaty, który mi przygotowała. Zaciągnąłem się jej zapachem i z zaciekawieniem upiłem mały łyk. Nie przypominała żadnej z mieszanek, które ostatnio kupowałem, a smakowała wybornie. Wdychałem przez chwilę cudowne opary, by po chwili zrobić kolejny łyk. Przeważał cynamon tamala, ale dało się też wyczuć lekko gorzkawy i ostry smak. Ponownie przystawiłem kubek do ust i z niedowierzaniem stwierdziłem, że z całą pewnością w napoju dało się wyczuć piołun, nutkę pieprzu i zdawało mi się, nagietek. Odstawiłem kubek i zaintrygowany poszedłem sprawdzić w kuchni.

Solem już tam nie było, ale gdy otworzyłem szufladę zdumiała mnie ilość przygotowanych mieszanek. W równym rządku poustawiane było około dwudziestu puszek, każda zgrabnie i ładnie opisana i ozdobiona. Znalazłem też kilka puszek z kawą doprawioną różnymi przyprawami i w pierwszym odruchu chciałem sobie zaparzyć każdej po kolei, ale westchnąłem głośno i poszedłem jej poszukać. W całym domu panowała męcząca cisza, a przez brak pozapalanych świateł ciężko było się zorientować, gdzie Sol była. Miałem tylko nadzieję, że nie zamknęła się w pokoiku Teodora; to zawsze oznaczało mały kryzys i chociaż rzadko jej się to zdarzało, trudno mi było sobie z tym radzić. Z cichym westchnieniem skierowałem kroki do łazienki i nie pomyliłem się. Leżała zamyślona w wannie i nawet nie drgnęła, gdy wszedłem. Wcale się jej nie dziwiłem. Też zapewne, bym się obraził, gdyby na mnie nakrzyczała bez powodu i jeszcze po latach wyznała, że jakiś mężczyzna próbował ją zaciągnąć do łóżka, a bawiąc się w szczegóły, to praktycznie w tym łóżku już z nim prawie była.

Niewiele miałem już do stracenia. Co najwyżej mogła mnie wyrzucić z łazienki i dalej się do mnie nie odzywać. Gorzej nie będzie. Zapaliłem jedną ze świec, rozebrałem się i wszedłem do niej, do wanny. Ulżyło mi, gdy przesunęła się do przodu, robiąc mi miejsce za sobą i modliłem się do wszystkich bogów, żeby przypadkiem teraz nie wyszła, zostawiając mnie samego w tej wielkiej wannie pełnej jakiejś głupiej piany, która nawiasem mówiąc, całkiem przyjemnie pachniała i znowu zdumiałem się, gdy na półeczce dostrzegłem szereg słoików z różnego rodzaju mieszankami płynnymi i musującymi do kąpieli.

– Kojący – mruknąłem, wyciągając gąbkę z jej dłoni i przyjrzałem się oparzeniu.

– Co? – spytała od niechcenia, ale nie wyrwała ręki.

– Zapach tego płynu. Co to jest? – Zainteresowałem się, wciąż badając czerwony ślad na jej dłoni.

– Wywar z szałwii i skórki pomarańczy – odparła.

– Zrobiłaś go sama? – zdziwiłem się.

– To tylko wywar z liści i skórki. – Wzruszyła ramionami.

– A herbaty i kawy? – spytałem chociaż bardzo dobrze znałem odpowiedź.

– To tylko mieszkanki – wyszeptała.

– Tę cynamonową z pieprzem, zrobiłaś dla mnie? Sol, to najwspanialsza herbata jaką w życiu piłem. – Sięgnąłem po różdżkę i dokładnie wyleczyłem jej oparzenie.

– Dziękuję, nie mogłam sama dokładnie trafić różdżką – mruknęła.

– Słoneczko … ja … wybacz mi, proszę. – Objąłem ją i mocno do siebie przycisnąłem.

– Co? To, że na mnie nawrzeszczałeś czy to, że nic mi nie powiedziałeś o dziwnej propozycji swojej koleżanki, a ja robiłam z siebie idiotkę za każdym razem, gdy widywałam tę Susan? – wyszeptała ze smutkiem.

– Nie jesteś idiotką, słonko. – Przycisnąłem ją mocno do siebie. – Przepraszam, nie powiedziałem ci, żeby cię nie denerwować, a poza tym to takie … nie czułem się z tym dobrze.

– Zrobiłeś coś, co mogłoby mi się nie spodobać? – spytała, wciskając się w moją klatkę piersiową. – Coś, czego nie chciałbyś, bym ja zrobiła z jakimś mężczyzną?

– Biorąc pod uwagę fakt, że wściekam się, gdy jakikolwiek mężczyzna znajduje się obok ciebie w odległości bliższej niż długość boiska do quidditch'a, to tak – odparłem. – Sol … nie zdradziłem cię. Nigdy nawet o tym nie pomyślałem.

– Ufam ci – wyznała cichutko, wciąż mocno zamyślona i zasmucona.

– Słonko, nic między nami nie było – powiedziałem błagalnym tonem. – Na drugim roku, Avery robił imprezę, a ty byłaś wtedy chora, pamiętasz? Źle się czułaś i chciałaś leżeć w łóżku, dlatego nalegałaś, żebym poszedł sam.

– Pamiętam – odparła.

– Susan się przyczepiła już na początku imprezy i wydawało mi się, że jest zainteresowana żukami, które udało mi się wyhodować na ćwiczenia z żywych ingrediencji. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się sami w pokoju. – Westchnąłem głośno. – Zamknęła drzwi zaklęciem i zaczęła się rozbierać, jednocześnie proponując mi siebie w zamian za pracę z ziół. – Postanowiłem przemilczeć fakt, że siedziałem wówczas pijany na łóżku, a Susan stała nade mną, kusząc mnie swoimi gołymi piersiami. – Chciałem stamtąd wyjść, ale wciąż dopytywała dlaczego jej nie chcę, a gdy powiedziałem, że kocham ciebie i nie zamierzam cię zdradzać zaproponowała seks oralny, uznając, że to przecież nie zdrada. Sol, kochanie …

– Chyba faktycznie nie ma sensu zatrudniać kogoś, kto nie bardzo radzi sobie z ziołami – mruknęła. – Nie musisz ukrywać takich rzeczy przede mną. Nie chcę byś to robił.

– Nie będę, Sol. Mam nadzieję, że już nigdy nic takiego się nie wydarzy – odpowiedziałem. – Solem, przepraszam. Wybacz mi, proszę. Nie powinienem krzyczeć, przepraszam. To szukanie pracownika jest dość frustrujące. Na rozmowy przychodzi cała masa idiotów i nawet jakbym obniżył swoje wymagania, nie byłbym w stanie wskazać kogoś, kto się nadawał.

– Chcesz bym się tym zajęła? – spytała po chwili.

– Możemy się tym razem zająć. Chciałabyś mi pomóc? – Ucałowałem czubek jej głowy i zacząłem masować ramiona.

– Ostatnio się trochę nudzę – wyznała. – Stąd taka ilość tych mieszanek.

– Nudzisz? Dlaczego? – zdziwiłem się.

– Ile można czytać? – westchnęła. – Amelia nie ma zbyt wiele czasu ostatnio, pracuje, uczy się i jeszcze poznała jakiegoś faceta, mama wpada jak po ogień; bada mnie i wraca do pracy, więc zostały mi już tylko książki. Ostatnio nie jestem zbyt atrakcyjnym towarzystwem.

– Ja uważam zupełnie odwrotnie. – Pozwoliłem sobie na nonszalancki ton.

– Yhy, bo trzymasz ręce na moich gołych piersiach – mruknęła.

– Sol, te olejki do kąpania, opowiedz mi o nich – poprosiłem. Wzruszyła ramionami i zaczęła opowiadać do czego służyły poszczególne mieszanki. Byłem zaskoczony nie tylko ich aromatem i działaniem, ale także konsystencją i niezwykłemu oddziaływaniu na skórę. Wyjaśniła mi też w jaki sposób stworzyła mieszanki herbat i kawy. – Dużo czasu zajmuje ich przygotowanie? – dopytywałem.

– Samo przygotowanie już nie, ale dobieranie składników trochę mi zajęło, a przy okazji stworzyłam kilka, które nie nadawały się do niczego i zmarnowałam trochę ziół z twoich zapasów. Myślę, że tobie poszłoby lepiej – odparła.

– Możesz brać tyle ziół ile potrzebujesz. – Zatopiłem nos w jej włosach. – Myślisz, że te olejki moglibyśmy sprzedawać w naszym sklepie? – spytałem poważnie.

– Przestań się ze mnie nabijać, bo to nie jest śmieszne. To tylko moje głupie mieszanki, nikomu się nie przydadzą – odrzekła ze złością.

– Nie śmieję się z ciebie, a to wcale nie jest głupie i jestem pewien, że wiele kobiet skusi się na coś takiego – przerwałem jej.

– Mówisz serio? – Solem była zaskoczona.

– Jak najbardziej – odparłem. – A jak je opisałaś? Te słoiczki i puszki są cudowne.

– Skorzystałam z zaklęcia kopiowania charakteru pisma, pióra samonotującego i przy pomocy czarów, przenosiłam opis na buteleczki.

– A kolor flakoników? – Spojrzałem na półkę z olejkami. – Te kolory niebywale dobrze ze sobą współgrają.

– To jedno z zaklęć, których uczyłam się w szkole – wyjaśniła. – Sev, mówisz to wszystko, żebym się dłużej nie gniewała?

– Co? Nie, kochanie. – Ucałowałem czubek jej głowy. – Podobają mi się i tak się zastanawiam, czy zgodziłabyś się tworzyć je dla sklepu.

– Przestań, nie musisz się nade mną litować. – Poderwała się i próbowała wyjść z wanny, ale zatrzymałem ją w silnym uścisku. – Twój tata nie mógł postąpić inaczej. Sama nalegałam na taką umowę, która w żaden sposób nie skrzywdzi wydawnictwa i będę musiała zaakceptować, jeśli znajdą kogoś na moje miejsce i będą musieli mnie zwolnić. Mam rok na spłatę stypendium, ale nie musisz zatrudniać mnie w sklepie i wciskać ludziom wątpliwej jakości wywarów i bzdur do kąpieli, tylko dlatego, że podoba ci się kolor buteleczek. Możesz być pewien, że sama spłacę całą sumę, nie zamierzam tym...

– Jesteś moją żoną, do cholery, Solem – przerwałem jej, krzycząc. – Jesteś moją żoną – powtórzyłem spokojniej, mocno ją tuląc. – Jeśli w przeciągu roku nie będziesz mogła wrócić do pracy albo zatrudnią kogoś na twoje miejsce, a wątpię, by Henry znalazł kogoś odpowiedniego, wówczas spłacimy stypendium razem. Mamy spore oszczędności. Sol, to nasz problem, nie twój i nie próbuj mnie wyłączać ze swojego życia, bo ci na to nie pozwolę. – Położyłem dłoń na jej ustach, gdy próbowała protestować. – Po drugie, jak już wcześniej zauważyłaś, sklep jest nasz, nie mój i o ile mnie pamięć nie myli, zaoferowałaś mi nie tak dawno pomoc, a bardzo chętnie z niej skorzystam. Sol, spośród innych tego typu sklepów, wyróżniały nas głównie twoje ręcznie malowane fiolki. Jestem przekonany, że jeśli się zgodzisz, twoje płyny i te granulki, później mi opowiesz jak je zrobiłaś, do kąpieli zrobią taką samą furorę. Wiesz jak nie znoszę się kąpać w wannie, a teraz nie mam ochoty z niej wychodzić, czuję jakby ta piana mnie przyciągała. Herbaty też nie są głupim pomysłem, ale nie chcę obarczać cię zbyt wieloma zadaniami. Wiem, że w twojej kochanej główce jest jeszcze tysiąc innych pomysłów i byłbym szczęśliwy, gdybyś chociaż częścią się ze mną podzieliła. Sol, kochanie, wiem jak lubiłaś ilustrować, wiem i obiecuję, że jak tylko wrócisz do zdrowia nie będę nalegał na twoją pomoc w sklepie, tylko pozwolę wrócić do wydawnictwa, ale wiem, że praca selekcjonera, którą ojciec ci zaoferował nie za bardzo ci się spodoba i jeśli nie masz innego zajęcia, chciałbym byś pracowała dla sklepu.

– Nie lituj się nade mną, proszę. Propozycja twojego taty była … jestem mu za nią wdzięczna, wiem, że nie chciał źle, a płaca jaką oferował była naprawdę dobra, ale nie zniosłabym pracy, w której muszę jedynie oceniać twórczość innych – wyszeptała wtulona w moją klatkę piersiową. – Nie nadaję się do tego, lubię sama coś tworzyć.

– Naprawdę uważam, że możesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju sklepu. Wiem, że to nie jest dla ciebie praca marzeń, ale spróbuj, może znajdziesz coś co ci się spodoba. – Rozprowadziłem pianę po jej lekko zmarzniętym ramieniu. – Pokażesz mi nad czym tak ostatnio intensywnie pracowałaś w gabinecie?

– Nad tymi granulkami – wyznała już nieco spokojniej. – I nad książką – dodała zawstydzona.

– Nad książką? – zdziwiłem się.

– Tak – mruknęła.

– Opowiedz mi o niej – poprosiłem zaintrygowany.

– Nie zainteresuje cię – odparła i chciała wstać, ale wciąż ją przytrzymywałem.

– Nalegam – powiedziałem stanowczo.

– Nie, koniec i kropka. Nie zainteresują cię te książki – warknęła.

– Książki? Sol, piszesz kilka książek naraz? – Zmarszczyłem mocno czoło.

– Mówiłam ci, że się nudzę. Ukończyłam nie tylko sztuki plastyczne, ale też zaklęcia o ile zapomniałeś – odburknęła.

– Książki z zaklęciami? Zaintrygowałaś mnie jeszcze bardziej, gadaj co to za zaklęcia – nakazałem.

– Nie – zaśmiała się.

– W takim razie jestem zmuszony wyciągnąć to z ciebie siłą – pogroziłem i mocno ścisnąłem ją jednym ramieniem, po czym wolną ręką rozpocząłem delikatne łaskotki.

– Przestań – błagała – przestań, proszę. – Solem próbowała mnie powstrzymać, ale nie pozwoliłem jej się wyrwać. – Nie powiem ci i tak – śmiała się. Przestałem nagle, chwyciłem jej twarz w dłonie i z pasją wpiłem się w jej usta.

– Nie gniewaj się już na mnie – poprosiłem, odrywając się po chwili od niej. Pokiwała leciutko głową i wtuliła w moje ramiona. – Przepraszam, że się uniosłem. Byłem zmęczony, przepraszam, słoneczko.

– Już dobrze – odparła. – Wiem, że to dla ciebie trudny okres, za półtora miesiąca zaczynasz pracę w Hogwarcie i prawie nie wychodzisz z laboratorium i sklepu. Zaczynam się martwić o ciebie. Wpadasz do domu, zjesz coś i schodzisz warzyć. Naprawdę chcę pomóc. Myślę, że mogę się przydać.

– Oczywiście, że twoja pomoc się przyda – zapewniłem. – Sol, nie chciałem cię prosić, bo nie byłem pewien, czy masz na to ochotę, ale przydałabyś się przy rzucaniu zaklęć z datą ważności na fiolki z eliksirami i szczelności na słoje. Mike oprócz obsługiwania w sklepie, zajmuje się też sprzedażą wysyłkową, a ja już nie wyrabiam z eliksirami.

– Sev, pewnie że wam pomogę. – Wyprostowała się i podała mi gąbkę, wskazując, bym umył jej plecy. – Są jeszcze jakieś dziewczyny, o których powinnam wiedzieć?

– Nie, kochanie i przepraszam, że nie powiedziałem ci o niej od razu. – Ucałowałem tył jej głowy i wtuliłem się w jej włosy. – Powiesz mi w końcu co to za książki? – Solem wybuchła gromkim śmiechem.

– Nie da ci to spokoju, co? – Roześmiana wtuliła głowę w moje ramię. – Dopóki ci nie powiem, będziesz mnie podglądał i szukał sposobów, żeby to ze mnie wyciągnąć?

– Możesz być pewna, że nie spocznę – zagroziłem.

– A dostanę coś w zamian? – spytała przekornie.

– Mogę ewentualnie znaleźć jeszcze trochę siły na szybki orgazm dla ciebie – westchnąłem zmęczonym głosem.

– Szybki, ha? – Solem przesunęła się lekko i wcisnęła pupę w moje krocze.

– Może dwa szybkie? – mruknąłem, gdy otarła się pośladkiem o moją męskość. – Albo może nawet nie takie szybkie – dodałem wraz z pojawianiem się na moim członku jej dłoni. – Dobra, niech ci będzie, kobieto – syknąłem, gdy przejechała palcami wzdłuż sterczącej erekcji. – To nie będzie wcale szybkie, zadowolona?

– Yhy – mruknęła zalotnie i próbowała wyjść z wanny, ale po raz kolejny zatrzymałem ją. Obróciłem do siebie przodem i bez ostrzeżenia, posadziłem na swoim twardym kutasie. Jęknęła głośno i pozwoliła mi kierować jej ruchami.

Solem

Nie byłam pewna, co bardziej mnie dotknęło; to że na mnie nakrzyczał bez powodu, czy to, że nie powiedział mi o Susan. Czułam się jak skończona kretynka. Często spotykałam tę dziewczynę na uczelni i zwykle ucinałam z nią sympatyczną, jak mi się wydawało, pogawędkę. Nie spodziewałam się, że knuła za moimi plecami i próbowała zaciągnąć mojego narzeczonego do łóżka. Zastanawiałam się, czy Severus nie powiedział mi o wszystkim z troski, czy z chęci świętego spokoju. Nie miałam pojęcia, ale już nie bardzo chciałam ciągnąć ten temat.

Martwiłam się o niego. Bardzo dużo pracował, a ostatnio jeszcze został wezwany przez Voldemorta i zmuszony do udziału w akcji przeciwko czarodziejom mugolskiego pochodzenia. Nie zabił nikogo, ale musiał kilkoro z nich torturować w okrutny sposób, w dodatku udając, że czerpie z tego chorą przyjemność. Gdy wrócił do domu, w pierwszej chwili próbował się przede mną ukryć, ale nie pozwoliłam mu zmagać się z tym w samotności. Przepłakał pół nocy, a mnie pękało serce. Wiedzieliśmy jednak, że to jedyny sposób, żeby zdobyć zaufanie Czarnego Pana. Nie było już odwrotu od jego decyzji i musiał znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, by się z tym zmierzyć, a mnie nie pozostawało nic innego, jak mu pomagać tak bardzo jak tylko to możliwe.

Starałam się nie narzekać, gdy zostawiał mnie samą w domu, tylko szukałam sobie jakiegoś zajęcia innego niż czytanie książek. Najpierw, zupełnie bezmyślnie, zaczęłam tworzyć płyny do kąpieli, a później udało mi się stworzyć zaklęcie, przy pomocy którego uzyskiwałam ze składników małe pastylki musujące i bryły o rozmaitych kształtach. Wciąż nie potrafiłam jeszcze uzyskać żądanego kształtu, a pastylki łączyły się ze sobą zupełnie przypadkowo, ale wydawało mi się to kwestią czasu. Dzięki wyuczonym w szkole zaklęciom plastycznym, w prosty sposób udekorowałam buteleczki, jedynie łącząc magicznie barwy i już jakiś czas temu ustawiłam swoje wynalazki w łazience. Mieszanki herbat i kaw także przygotowywałam od kilku dni i dziwiłam się, że Severus ich nie zauważył. Dopiero dziś dotarło do mnie, że od dawna nie miał czasu nawet wypić herbaty w domu.

Byłam chyba bardziej oszołomiona niż zła, na to co i w jaki sposób powiedział mi Severus. Nie chciałam się obrażać i kłócić; potrzebowałam jedynie pobyć przez chwilę sama i ochłonąć z kubkiem herbaty. Od czasu, gdy profesor Flitwick wynalazł dla mnie zaklęcie, dzięki któremu naczynia sygnalizowały, jak dużo płynu mogę jeszcze w nie nalać, nie miałam problemów z przygotowaniem gorących napojów sama. Jedną dłonią ściskałam kubek, a drugą przechylałam czajnik z wrzątkiem. Słyszałam coraz intensywniejszy gwizd, jaki wydawało naczynie, ale nie mogłam przestać wpatrywać się w płynący do niego płyn i pozwoliłam, by spływał po mojej dłoni. Oszołomiona zamrugałam kilka razy, ale ciemność pozostała ciemnością. Po raz kolejny w tym tygodniu, mózg płatał mi okrutnego figla, podsuwając wyobraźni obraz jaki powinnam mieć przed sobą.

Wtuliłam się w ramię leżącego obok mnie Severusa i uśmiechnęłam się lekko, całując jego klatkę piersiową.

– Zasłużyłem na nagrodę? – spytał z nonszalancją.

– Zdaje mi się, że już dostałeś – odparłam. – Całkiem głośny i obfity orgazm – zaśmiałam się.

– Ty, wstrętna kobieto, miałaś dwa – warknął obrażonym tonem. – Oczekuję wynagrodzenia za drugi.

– W sumie to trzy, ale nie będę się kłócić. – Odnalazłam ustami jego sutek i mocno ugryzłam.

– I tak mi się odwdzięczasz? – syknął z bólu i w odpowiedzi chwycił w usta płatek mojego ucha. – Serio trzy? – zdziwił się.

– Twój był tak głośny, że nie zwróciłeś uwagi na mój trzeci.

– Żądam wyjaśnień – powiedział władczym tonem.

– Mam ci wyjaśnić jak doszłam po raz trzeci? – prychnęłam.

– Co za książki piszesz? – spytał, oczekując wyczerpującej odpowiedzi.

– O doświadczeniach seksualnych – mruknęłam.

– Swoich? – Severus zrobił krzywą minę.

– Nie, twoich.

– Mów, kobieto, bo ciekawy jestem.

– Sto sposobów na trzeci orgazm – powiedziałam z powagą.

– Solem …

– Powiem ci tylko dlatego, że chce mi się spać – odparłam zrezygnowanym tonem. – Piszę książki z zaklęciami. To wszystko. – Odwróciłam się tyłem i udałam, że śpię.

– Nie tak szybko – mruknął. – Co to za zaklęcia?

– Nie zainteresują cię – burknęłam i próbowałam dalej spać, ale odwrócił mnie przodem do siebie i nie pozwolił zasnąć.

– Możesz być pewna, że zainteresują. Już mnie cholernie interesują – zapewnił. – Gadaj.

– Jesteś upierdliwy, wiesz?

– Wiem i nie zamierzam przestać – odparł z krzywym uśmieszkiem.

– Będziesz się śmiał. – Zaczynałam mięknąć.

– Nie będę, powiedzże wreszcie – poprosił.

– Zebrałam swoje zaklęcia – odparła od niechcenia. – Sprawdzam czy da się coś z tym zrobić, to wszystko.

– Mhm – mruknął i rozłożył się wygodnie na łóżku. – Jestem pewien, że zrobisz całkiem wiele nie tylko coś.

– Ta, i tak wątpliwe, że ktoś to wyda – burknęłam.

– Znam twoje zaklęcia i myślę, że całkiem sporo wydawnictw zrobiłoby to z chęcią, ale obawiam się, że możesz wydać te książki tylko w jednym – westchnął.

– Och, moja umowa – jęknęłam.

– Słonko … – Severus odetchnął głęboko. – Jeśli napiszesz w zrozumiały sposób swój poradnik z zaklęciami jestem pewien, że wydawnictwo sporo na tym zarobi. Zresztą jest sposób, by się przekonać, że chcą je wydać, bo uważają za wartościowe, a nie dlatego, że ty jesteś autorką. – Pogładził mnie po włosach i chwycił mój podbródek, lekko uniósł głowę i pocałował prosto w usta.

– Jaki? – spytałam zaciekawiona.

– Jesteś mi winna dwa – warknął i wciągnął mnie na siebie, namiętnie całując.

Kolejny rozdział: „Kandydaci"