ROZDZIAŁ 17
Przyjęcie
Solem
– Jak wyglądam? – spytałam niepewnym głosem.
– Merlinie złoty, idź na dół do swojego męża i złap go za strategiczne miejsce to się przekonasz, jak wyglądasz – odparła zirytowana Amelia. – Solem, nie wypuściłabym cię z domu, gdybym nie miała pewności, że będziesz tam najpiękniejszą kobietą.
– Myślisz, że kiedyś jeszcze to zobaczę? Błysk w jego oczach na mój widok? – Z rezygnacją opadłam na łóżko.
– Pewnie, że zobaczysz – Amelia usiadła obok i objęła mnie ramieniem. – Chociaż w przypadku twojego męża, zwykle dość ciężko wyczytać coś z jego oczu albo twarzy. Nad tym na dole dużo ciężej mu panować. Działasz na niego. Zawsze tak było. Stawał mu, jak tylko pojawiałaś się w zasięgu jego wzroku. Na twarzy mógł pozostać zupełnie zimny, ale jego fiut zdradzał jego uczucia. I tak jest do dziś.
– Przypominam ci, że rozmawiamy o moim mężu.
– Rozmawiamy o mężczyźnie, którego nie podnieca byle widok – odparła i cicho zachichotała.
– Amelio, odpowiesz mi szczerze? – spytałam z powagą.
– Yhy, zawsze to robię, przecież wiesz. Jesteś moją przyjaciółką, najlepszą na świecie i kocham cię tak bardzo, że nie mogłabym niczego przed tobą ukrywać.
– Te blizny na moim ciele i ta … ta na czole, czy to wygląda bardzo obrzydliwie? – Odetchnęłam głęboko i zrobiłam błagalną minę.
– Sama na to wpadłaś? Nie sądzę, że twój mąż mógł dać ci coś takiego do zrozumienia, bo mam wrażenie, że ostatnio jest na ciebie jeszcze bardziej napalony – westchnęła z rezygnacją i pogładziła mnie po włosach. – Sol, będę szczera, tak jak obiecałam. Ta blizna na czole, dodaje ci powagi. Teraz sprawiasz wrażenie silnej i odważnej kobiety, nie dziewczynki. Ta na brzuchu jest różowa i jej kolor może się nie podobać, ale jest równa, gładka i całkiem seksowna. Ta na twoich piersiach – Amelia ze świstem wciągnęła powietrze – chociaż nie gustuję w kobietach, mam ochotę ją polizać. Masz jeszcze jedną, na plecach i nie ma w niej nic obrzydliwego. Jedyną obrzydliwie wyglądającą rzeczą na twoim ciele zaczynają być twoje żebra. Kobieto, zacznij jeść, bo zgłoszę do opieki, że mąż cię głodzi. Na pewno u Malfoyów będzie coś dobrego. Najedz się na zapas.
– Nikt mnie nie głodzi – warknęłam. – Jem tyle ile potrzeba.
– Widziałam, Sol – odburknęła przyjaciółka. – Jesz tyle ile kot napłakał. Jak mierzyłaś suknie u krawcowej to żal było patrzeć, jak każdą jedną musiała spinać mocno spinkami, żeby się z ciebie nie zsunęła.
– Myślisz, że to takie proste? – krzyknęłam i ponownie opadłam na łóżko. – Przez cztery miesiące wymiotowałam po każdym posiłku, a i tak codziennie zmuszam się do kolejnych kęsów. – Łzy poleciały mi po policzkach. Nie chciałam ani krzyczeć na przyjaciółkę, ani się przy niej rozklejać. Dość już nasłuchała się moich żali, no i martwiła się o mnie, a wszystkie uwagi na temat mojego wyglądu podyktowane były wyłącznie troską.
– Wiem, że nie jest. – Amelia ze spokojem usiadła obok i mocno mnie przytuliła. – Wiem, kochanie. Nie raz sama trzymałam ci włosy nad kibelkiem, gdy zażywałaś jeszcze te eliksiry. Po prostu się martwię. Jesteś mi najbliższa i bardzo cię kocham. Solem, ja jedynie chcę, żebyś wyzdrowiała. Przepraszam, wiem, jak ci ciężko.
– To ja przepraszam – szepnęłam. – Naprawdę staram się jeść więcej.
– Jesteś ładną kobietą, Sol – powiedziała po chwili Amelia. – Zawsze byłaś ładna, a blizny są seksi. Severus ma jedną, fajną na plecach. – Pokiwała głową i ze świstem wypuściła powietrze.
– Skąd u licha wiesz o tym, że MÓJ mąż ma bliznę? – spytałam, mocno marszcząc czoło i ostentacyjnie zacisnęłam palce na różdżce.
Domyślałam się, że Amelia zobaczyła ją, gdy ostatnio Severus niespodziewający się gości w sypialni, wyszedł spod prysznica w dość mało oficjalnym stroju, jednak nie bardzo miałam ochotę odpowiadać przyjaciółce skąd blizny na jego ciele. Lord Voldemort miał dość brutalne metody sprawdzania lojalności czarodziejów, a kary cielesne należały do jednych z nich. Bliznę na plecach miał po klątwie ciętej, którą otrzymał tego samego dnia, gdy do niego przyszedł po raz pierwszy. W ten sposób sprawdzał, jak bardzo oddany był sprawie i czy drobne niedogodności nie będą przeszkodą w dążeniu do wspólnych celów. Do tych tortur przyznał mi się dopiero po tym, jak otrzymał mroczny znak. Wtedy też czarnoksiężnik uznał go za godnego bycia śmierciożercą i noszenia jego piętna. Severus był jego szpiegiem i prywatnym Mistrzem Eliksirów. Z tego co mówił, traktował go z większym szacunkiem niż większość kolegów, nie wysyłał na akcje przeciw zdrajcom krwi, które zarządzał głównie dla rozrywki bardziej szeregowym zwolennikom i często pytał o zdanie nawet w mało istotnych kwestiach. Czarny Pan był pewny siebie, zarozumiały i egocentryczny, nie liczył się z innymi i gotów był podbić świat w pojedynkę, ale jakimś sposobem Severus zdobył jego uznanie i był na tyle ważny, żeby wyróżniać go ponad przeciętnych, a to skutecznie chroniło go przed karaniem dla przyjemności i dla przykładu.
Severus
Solem szykowała się już podejrzanie długo i w końcu nie wytrzymałem i wszedłem na górę, chcąc ją nieco pospieszyć, ale powstrzymał mnie rozmarzony ton, z jakim mówiła Amelia.
– Wybacz, nie mogłam się oprzeć patrzeniu, kiedy stał tu taki ociekający wodą z wypiekami na nieogolonych policzkach … mhm … wciąż mam nadzieję, że znowu nakryję go pod prysznicem – wzdychała Bones.
– Możesz sobie patrzeć, ale trzymaj łapy przy sobie – warknęła ostrzegawczo Solem. – Znajdź sobie jakiegoś chłopa i przestań teraz myśleć o moim nagim mężu – dodała ze zniesmaczoną miną.
– Teraz nie mogę, wciąż wydaje mi się, że stoi … tfu, ukazuje mi się przed oczami – droczyła się z nią przyjaciółka. – Szkoda, że miał ten ręcznik – westchnęła rozmarzona, chcąc jeszcze bardziej zdenerwować Solem.
– Amelia, ostrzegam cię – warknęłam z powagą, a mnie urosło ego na widok zazdrości żony.
– Założę się, że twój świetnie umięśniony mąż, może dwa razy pod rząd – rozpływała się Amelia, oczekując szczegółów naszego życia intymnego.
– Co, mogę dwa razy pod rząd, jeśli wolno wiedzieć? – Nie wytrzymałem i wszedłem do sypialni z kwaśnym wyrazem twarzy i z zamiarem popędzenia żony.
– Bzykać się – odparła Amelia z niewinną miną, czym wywołała jeszcze większe skrzywienie zarówno u mnie, jak i Sol.
– Doprawdy, jesteś … gorsza niż moja matka. – Wyszczerzyłem się z niesmakiem. – Znajdź sobie kogoś, do cholery, i wynocha z naszej sypialni.
– Jakby to było takie proste. Nie każdy może dwa razy – żartowała Amelia, udając poważną.
– Oczywiście, że nie – mruknąłem. – Do tego potrzeba dwojga.
– Uważasz, że mi czegoś brakuje? – spytała prowokacyjnie Bones.
– Hej, ja tu jestem – wtrąciła oburzona Solem.
– Mhm, długo by wymieniał – burknąłem. – Słoneczko, wyglądasz … Amelia idź już sobie. – Mój wzrok padł na żonę i czułem, że w moich spodniach robi się zdecydowanie za ciasno. Widywałem ją codziennie, tuliłem w ramionach wieczorami, kochałem nocami i całowałem rankiem, a mój fiut nieustannie reagował na nią.
– Chciałbyś, nie po to się napracowałam przez godzinę nad jej fryzurą, żebyś ją teraz sponiewierał – odparła dumna z siebie.
– Wyglądasz pięknie – wyszeptałem wprost do ucha swej żony. – I możesz być pewna, że sponiewieram tę fryzurę, sukienkę i to co masz pod nią, jak tylko wrócimy do domu – dodałem już na głos.
– Severus – krzyknęła Solem. – Teraz możesz być pewien, że Amelia nie wyjdzie stąd do późna w nocy. Będzie chciała sprawdzić swoją teorię. Zmniejszy się i wciśnie pod łóżko, schowa w szufladzie, za zasłonką albo gdzieś. Jestem pewna, że będzie tu siedziała, jak wrócimy.
– Jeśli wyjdzie w nocy, nie przekona się czy mogę dwa, czy trzy razy – odparłem wyniośle.
– Zdecydowanie brakuje tutaj twojej mamy – mruknęła z niesmakiem Solem.
– Severusie? Solem? Jesteście? – Jakby na zawołanie z dołu dobiegł nas głos Eileen.
– Na górze, mamo – krzyknęła Solem z uśmiechem.
– Skarbeńku, wyglądasz oszałamiająco – zachwycała się matka.
– Wiem, mamo – odparłem, przywdziewając na twarz milutki uśmiech. – Choć wydawało mi się, że zawsze tak wyglądam. Zresztą nawet Amelia jest podobnego zdania.
– Nie ty – burknęła. – Ty wyglądasz jak zwykle. Masz wspaniały gust, jeśli chodzi o kobiety. Nie wiem jak przekonałeś ją do siebie – westchnęła rozmarzonym tonem, oglądając Solem z każdej strony. – Jesteś przepiękną kobietą, moja kochana.
– Mam pewną teorię na ten temat – wtrąciła z przebiegłym uśmieszkiem Amelia.
– Co masz na myśli, Amelio? – spytała z ciekawością Eileen.
– Chociaż nie wiem, czy to jedynie nie przechwałki Severusa – odparła, taksując mnie znacząco i zawieszając wzrok na moim kroczu.
– Myślisz, że Solem uległa jego męskim wdziękom? – Pani Snape najwyraźniej połknęła haczyk.
– Która by się oparła, pani Snape … trzy razy? – Amelia pokręciła z rozmarzeniem głową i teatralnie westchnęła.
– Idziemy, Severus – nakazała Sol.
– Trzy? – Eileen spojrzała na mnie zaskoczona. – Mam nadzieję, synku, że Sol w tym czasie ze sześć. – Zmarszczyła brwi, starając się ukryć rozbawienie. – Jeśli jest inaczej, chętnie udzielę ci wskazówek. Solem, skarbeńku czy macie z tym jakiś problem?
– Nie mam z tym problemu, ale Amelia ma, więc może jej mama wytłumaczyć co i jak – odparła poirytowana Sol.
– Problemem Amelii jest brak stałego partnera. Ty, moja droga sypiasz z moim synem i wolałabym mieć pewność, że on sprawdza się jako mężczyzna w każdej sytuacji – Eileen nie dawała za wygraną.
– Severus, błagam znajdź moje buty i chodźmy stąd – poprosił Solem.
– Nie możesz iść boso? Będę cię niósł – zaproponowałem z desperacją na co kobiety wybuchnęły gromkim śmiechem.
– Właściwie to przyszłam cię zbadać. – Eileen powstrzymała mnie przed szybkim przeszukiwaniem sypialni. – Zapomniałaś?
– Och, dziś sobota – jęknęła młodsza pani Snape.
– Przyjdę jutro, skarbeńku albo może zajrzycie jutro na kolację? – spytała zachęcająco i chwyciła nasze dłonie, próbując w ten sposób przekonać nas do wspólnego wieczoru.
– A będzie pieczeń? – Sol przygryzła wargę z nadzieją.
– Będzie i pieczone ziemniaki z rozmarynem, ale oczekuję czegoś w zamian – odparła z przekorą starsza kobieta.
– Za mamy pieczeń zrobię wszystko. – Solem zrobiła rozmarzoną minę.
– Uważaj, kochanie co obiecujesz tej przebiegłej wiedźmie – wtrąciłem.
– Oj tam, takie tam tylko babskie ploteczki mi wystarczą – zaśmiała się Eileen.
– Ja sobie chyba muszę z tatą poważnie porozmawiać – westchnęła Sol. – A ty chłopa sobie szukaj, a nie po cudzych sypialniach się włóczysz. – Zmarszczyła czoło w stronę, gdzie jak jej się wydawało, stała Amelia. Przyjaciółka uśmiechnęła się smutno i stanęła na linii wzroku mojej żony. Posłałem jej groźne spojrzenie, dostrzegając łzy zbierające się pod jej powiekami i na szczęścia dziewczyna powstrzymała wybuch płaczu.
Solem
Mocno wcisnęłam się w bok męża i kurczowo chwyciłam jego przedramienia, gdy wolnym krokiem zmierzaliśmy w stronę posiadłości Malfoyów. Aż do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak trudne to będzie. Z dużym prawdopodobieństwem niebawem stanę przed ludźmi, którzy odpowiedzialni byli za śmierć moich rodziców i syna, a być może chcieli także mojej śmierci. Panikowałam. Nie wiem co strzeliło mi do głowy, żeby towarzyszyć Severusowi podczas tego przyjęcia i nabierałam coraz większych wątpliwości. Nigdy nie byłam specjalnie rozrywkową dziewczyną, a moje doświadczenie z bycia na salonach było bardzo ubogie. Jeszcze nigdy nie uczestniczyłam w czymś równie wykwintnym i nie czułam się w podobnych miejscach zbyt swobodnie. Nie znałam się na wyszukanych daniach i wykwintnych trunkach, nie miałam pojęcia o jedzeniu wymyślnych potraw i co z jakimi winami łączyć. Lubiłam tańczyć, ale i ta dziedzina pozostawiała wiele do życzenia i nabierałam obaw, że przyniosę jedynie wstyd mężowi.
Słabo znałam Malfoyów. Lucjusz ukończył szkołę, gdy byłam na drugim roku, Narcyza rok po nim. Nie miałam pewności, czy którekolwiek z nich mnie w ogóle pamiętało i szczerze mówiąc, nie wiedziałam co lepsze; bycie w ich oczach małym kujonem mieszkającym w bibliotece, czy niewidomą żoną ich znajomego.
– Wyglądasz pięknie – powtórzył po raz kolejny Severus. – Wszystko będzie dobrze, promyczku. Nie denerwuj się – uspokajał mnie, mocniej oplatając moją dłoń na swoim przedramieniu. – Pomijając poglądy, to całkiem normalni ludzie.
– Przypomnij mi, dlaczego nalegałam, by przyjść tu z tobą? – spytałam zdenerwowanym głosem.
– Bo jesteś kochającą, cudowną żoną? – Objął mnie i ucałował w skroń. – Gdy na ciebie patrzę, absolutnie nie żałuję, że przekonałaś mnie, żeby przyjść tu razem ze mną, chociaż z każdym kolejnym spojrzeniem w twoim kierunku, myślę tylko o tym, by wyjść stąd jak najszybciej i zdjąć z ciebie tę suknię.
– Nie kuś mnie – zaśmiałam się. – Wciąż jeszcze możemy się wycofać. – Odetchnęłam głęboko. – Nie widziałam ich chyba od ukończenia szkoły, jak wyglądają? Narcyza jest piękna, prawda?
– Zbyt wyniosła i zbyt sztywna jak na mój gust, chociaż powiedzieć, że nie jest ładna byłoby kłamstwem. Ma niewątpliwie nienaganne maniery, chociaż zbyt mocno się stara. Nie podobała mi się, gdy była młodsza, tym bardziej nie podoba mi się teraz – zapewnił.
– A Lucjusz? Przystojny jak kiedyś? – spytałam niewinnie.
– A Lucjusz nadal jest blondynem – odparł krótko. – Sol, kochanie, po prostu spróbuj się dobrze bawić.
– Dobrze. – Uśmiechnęłam się. – Pod warunkiem, że z tobą.
– Z nikim innym ci nie pozwolę – odpowiedział i ponownie oplótł sobie moją dłoń wokół ramienia.
– Severusie, Solem – wykrzyknęła Narcyza, gdy tylko przekroczyliśmy próg ich domu.
– Witaj, Narcyzo. – Przywitałam się grzecznie, wciąż mocno ściskając męża.
– Pani Snape, Solem wyglądasz oszałamiająco. – Usłyszałam Lucjusza i po chwili moja mała dłoń została porwana przez jego dużą i silną.
– Dziękuję. – Uśmiechnęłam się lekko, choć z trudem powstrzymałam głośne parsknięcie, słysząc, z jakim wysiłkiem Severus wypowiada podobne komplementy pod adresem pani Malfoy.
Odetchnęłam z ulgą, gdy skrzat zabrał ode mnie pelerynę i ponownie poczułam, jak mąż splótł szczelnie nasze ręce.
– Mój mąż ma rację, wyglądasz przecudnie, Solem – zwróciła się do mnie Narcyza.
– Jako, że Severus nie jest raczej wylewny, jeśli chodzi o komplementy, jestem pewna, że i ty wyglądasz pięknie. – Uśmiechnęłam się do starszej koleżanki i pozwoliłam jej się ucałować w obydwa policzki.
Po krótkiej wymianie uprzejmości, państwo Malfoy zaprosili nas do wielkiej sali balowej, pełnej wytwornych gości i małych skrzatów krzątających się wokół z tacami uginającymi się pod smakołykami.
– Opowiedz – poprosiłam, a Severus zaczął relacjonować co dokładnie działo się na sali i kto ze znanych mi osób był obecny.
– Zbliża się Emil z jakąś cizią – mruknął.
– Z kim? – zdziwiłam się.
– Laską, cizią, towarem, panienką – odparł cichym głosem wprost do mojego ucha. – Podejrzewam, że zgarnął ją w drodze tutaj, z Nokturnu.
– Przyszedł z …
– Dziwką – dokończył za mnie.
– Taaa? – Nie mogłam uwierzyć.
– Jej sukienka ledwie zakrywa … właściwie to nic nie zakrywa – wyjaśnił z niesmakiem.
– Wygłupiłam się z moją długą suknią? – spytałam niepewnie.
– Nie, kochanie, masz na sobie jak najbardziej adekwatną suknię. To Mulciber, jak zwykle, próbuje grać na nerwach komu popadnie. Tym razem trafiło na Narcyzę – wyjaśnił.
– Chciałabym zobaczyć jej minę, gdy ich przywitała – zaśmiałam się pod nosem.
– Solem – wykrzyknął przyjaciel Severusa – jak zawsze piękna. Poznaj moją przyjaciółkę … jak masz na imię? – zwrócił się szeptem do swojej partnerki.
– Rennes de Burbon – przedstawiła się kobieta.
– Pochodzisz z Francji? – spytałam uprzejmie, starając się nie wyobrażać sobie sukienki, którą opisał mi mąż.
– Nie, z Londynu. Dlaczego z Francji? Wyglądam na Francuzkę? – dopytywała rozanielonym głosem.
– Twoje imię jest pochodzenia francuskiego, nazwisko zresztą też – wyjaśnił jej Mulciber.
– Jak to? – Kobieta zdawała się być zaskoczona. – Naprawdę mogłabym pochodzić z Francji?
– Solem, zarezerwujesz dla mnie taniec? – Emil postanowił zignorować swoją partnerkę. – Pozwolę ci Severusie, oczywiście, zatańczyć z Rennes – dodał z lekkim rozbawieniem.
– Podziękuję – mruknął Snape i mocniej chwycił moją dłoń. – Solem dziś tańczy tylko ze mną. – Objął mnie zaborczym gestem.
– Wybacz, Emilu. – Uśmiechnęłam się do znajomego. – Czuję się pewnie jedynie w ramionach męża.
– Rozumiem – zapewnił mężczyzna. – Niemniej jednak cieszę się, że cię widzę, Solem i liczę na taniec na kolejnym przyjęciu.
– A ja chętnie z tobą zatańczę. – Rennes zwróciła się do Severusa.
– A ja z tobą nie – odpowiedział z kpiną, czym zasłużył sobie na głośne parsknięcie Mulcibera i mocne uszczypnięcie ode mnie. – Sama możesz z nią zatańczyć, jeśli chcesz – szepnął mi do ucha obrażonym tonem.
– Nie lubisz takich kawałków? Ja w sumie też wolę coś szybszego. Tutaj jednak nie liczyłabym na coś rockowego. Jakoś ta muzyka nie brzmi zbyt imprezowo – dziewczyna paplała do Severusa. – Chodź, zaczynają nowy kawałek. Emil w ogóle nie potrafi tańczyć, może z tobą będzie fajniej. – Przeraziłam się, czując, jak ktoś próbuje odciągać ode mnie męża, ale na szczęście ten nie wypuścił mnie z ramion nawet na milimetr.
– Nie – odparł krótko. – Zatańczysz, kochanie? – zwrócił się do mnie i nie czekając na odpowiedź, pociągnął w stronę parkietu. Oprałam dłoń na jego ramieniu i pozwoliłam prowadzić się w walcu.
– Przypomnij mi, żebyśmy już nigdy nie zapraszali Emila na jakieś przyjęcia, imprezy i kolacje – szepnęłam.
– Czyżbyś nie polubiła Rennes? – spytał przekornie. – Możesz być pewna, że ona nie pojawi się z nim już na żadnej innej imprezie. Podejrzewam, że za godzinę znikną w jednej z sypialni Malfoyów, a po kolejnych dwudziestu minutach Emil samotnie zejdzie na dół.
– Daj spokój, jest profesjonalistką – odparłam z niesmakiem. – Zapewne zajmuje jej to dużo mniej czasu.
– Fakt – mruknął Severus. – Podejrzewam, że liczy na towarzystwo większej liczby mężczyzn.
– Miałam wrażenie, że bardzo liczy na twoje – westchnęłam.
– Nic już na to nie poradzę, że jestem tak bardzo rozchwytywany. – Severus uniósł brodę i jak mi się wydawało, uśmiechnął się z wyższością.
– Och, jestem pewna, że po powrocie do domu także mogę załatwić sprawę w krócej niż dwadzieścia minut – udałam obrażoną.
– Ani mi się waż – warknął. – Zamierzam się dziś w nocy cieszyć tobą i delektować. Oprócz tego, że cholernie mnie podniecasz – Severus przycisnął mnie mocniej do siebie, wciskając w moje podbrzusze swoją budzącą się do życia erekcję – czuję się w obowiązku dostarczyć ci argumentów do jutrzejszej rozmowy z matką.
– Nie zamierzam opowiadać twojej mamie o tym, co będziemy robili dziś w sypialni – mruknęłam, wykrzywiając usta z niesmakiem.
– A w hallu? – spytał przekornie.
– A co zamierzasz robić w hallu? – Zrobiłam niewinną minę.
– W tej sukni wyglądasz tak cholernie pociągająco, że ograniczę się do zdarcia ci majtek – odpowiedział, unosząc brwi i zgrabnie obrócił mnie w tańcu. – I oddam się rozkoszy penetrowania językiem twojej szparki.
– Brzmi zachęcająco. – Przysunęłam się jeszcze bliżej męża, gdy orkiestra zagrała wolną melodię. – Kontynuuj.
– Poczujesz mój język w każdym jej zakamarku – szeptał do mojego ucha. – Będę ssał twoją nabrzmiałą łechtaczkę i leciutko masował twoje wnętrze.
– Mam mokre majtki – mruknęłam mu prosto do ucha. – A jak nie przestaniesz to zaciągnę cię na górę.
– Mów mi o takich rzeczach, a możesz być pewna, że sam cię tam zaciągnę – syknął. – Napijesz się czegoś, promyczku? – spytał i po chwili prowadził mnie w głąb sali, gdzie mogliśmy w spokoju napić się szampana.
– Przepraszam cię, Solem. – Narcyza oburzona stanęła obok nas. – Nie mam pojęcia, co sobie myślał Mulciber, zapraszając ją tutaj.
– Jestem przekonany, że każdy z nas dobrze wie o czym myślał – wtrącił Lucjusz.
– Przestań, Lucjuszu – zganiła go żona. – Widziałaś jej sukienkę? – zwróciła się do mnie z niesmakiem, czym wywołała zmieszanie na mojej twarzy. – Och, przepraszam, przepraszam, Solem – zreflektowała się po chwili. – Jestem … to było …
– Nic się nie stało – uśmiechnęłam się. – Według mojego męża nie bardzo jest o czym opowiadać i niewiele widać tej sukienki. Sądzę, że nie pozostawia wiele do wyobraźni.
– Mam nadzieję, że ta Burbon była dla was uprzejma, jeśli nie to słowo daję, zaprosiliśmy Mulcibera ostatni raz i proszę, Lucjuszu, trzymaj tę kobietę z daleka od innych pokoi – trajkotała z oburzeniem. – Jeszcze trafi do sypialni Draco – westchnęła.
– Dobrze, Narcyzo, polecę skrzatom, by nie wpuszczały jej na górę, ale dopiero po tym, jak zatańczę z naszym gościem – odparł z powagą. – Severusie, pozwolisz?
– Lucjuszu, wybacz, ale nie bardzo mam teraz chęć na taniec z tobą. – Snape odpowiedział z poważną miną i upił łyk szampana. – Może po północy, jak zmienisz się w piękną królewnę.
– Jak zawsze zabawny – westchnął Malfoy. – Solem, mogę prosić? – Wyciągnął do mnie rękę. – Obiecuję trzymać cię pewnie i odprowadzić do męża, gdy tylko ucichnie muzyka – dodał, widząc moje wahanie. Bez względu na wszystko, nie wypadało mi odmówić gospodarzowi, ale nie potrafiłam ukryć swej niepewności. Odetchnęłam głęboko i wyswobodziłam się z objęć Severusa.
– Lucjusz to dobry tancerz. Nie skrzywdzi jej. – Usłyszałam jak Narcyza szepcze do mojego męża, gdy odchodziłam z Malfoyem w stronę parkietu. Na moje szczęście kolejny utwór nie był zbyt szybki, a Lucjusz prowadził na tyle pewnie, że po chwili zdołałam się rozluźnić.
– Przykro mi z powodu twojej straty – zaczął. Skinęłam w odpowiedzi. – Znałem twojego ojca. Był niezastąpiony, jeśli chodzi o wyszukiwanie informacji na każdy temat i zdawało się, był w stanie odszukać i dostarczyć mi każdą książkę. Bardzo go ceniłem.
– Po prostu sumiennie wykonywał swoje obowiązki – odparłam, w myślach prosząc wszystkich bogów o zmianę tematu albo wybuch na podeście dla orkiestry.
– To coś znacznie więcej niż sumienność – ciągnął dalej Malfoy. – W jego pracy czuć było pasję. Na każdy temat potrafił prawić godzinami. Miał bardzo obszerną wiedzę i potrafił z niej korzystać.
– To prawda – szepnęłam.
– Przepraszam, Solem – zreflektował się. – Nie chciałem poruszać drażliwych tematów. Naprawdę bardzo mi przykro i możesz być pewna, że sam wciąż naciskam na szefa aurorów, by osoby odpowiedzialne za tę zbrodnię poniosły zasłużoną karę. – Z trudem powstrzymałam się, by nie uciec i tylko skinęłam lekko do mężczyzny. – Jak zapatrujesz się na nową pracę Severusa? Cieszysz się z powrotu do Hogwartu? Mówił, że razem tam zamieszkacie. – Odetchnęłam nieco na zmianę tematu. Nie były to sprawy, o których chciałam dyskutować z Malfoyem, ale i tak było to lepsze niż rozprawianie o śmierci bliskich.
– Przeprowadzamy się zaraz po świętach – odpowiedziałam, próbując przywołać uśmiech. – Mamy zagwarantowane mieszkanie z wejściem z zewnątrz, także mam nadzieję nie natykać się zbyt często na niektórych starych znajomych. – Lucjusz roześmiał się na te słowa.
– Czyżby nasz drogi dyrektor, także tobie zalazł za skórę? – spytał z rozbawieniem.
– Można tak powiedzieć. – Malfoy obrócił mnie wokół swego ramienia i pewnie chwycił w pasie.
– Myślisz, że Severus dobrze spisze się jako nauczyciel? – kontynuował.
– Och, jestem przekonana, że uczniowie będą zachwyceni. Znasz jego poczucie humoru, zapewne rozśmieszy każdego jednego. – Nie mogłam się powstrzymać przed żartem.
– Założę się, że każdy jeden będzie przeżywał traumę przed kolejnymi zajęciami – zaśmiał się. – Solem, wybacz, że ponownie poruszam przykry temat, ale … – zawahał się – jestem dość biegły w pewnych czarach i wiem, że istnieją zaklęcia, które mogłyby przywrócić twoją pamięć z tamtego dnia.
– Znam je, Lucjuszu – odparłam z zakłopotaniem, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie chciałabym dalej ciągnąć tej rozmowy. – Jednak moje obrażenia były zbyt poważne, by móc je bezpiecznie zastosować. Z dużym prawdopodobieństwem straciłabym szansę na wyleczenie. Kusi mnie, by z nich skorzystać, ale nie mogę sobie na nie w tej chwili pozwolić. Ryzyko jest zbyt duże.
– Rozumiem i cieszę się, że wciąż istnieje nadzieja, że odzyskasz wzrok. – Poczułam, jak Lucjusz mocniej ścisnął moją dłoń, jakby w geście dodania otuchy. – Napijesz się jeszcze kieliszek szampana? – Taniec powoli dobiegał końca i Lucjusz, jak mi się zdawało, prowadził mnie w kierunku, z którego przyszliśmy na parkiet.
– Z przyjemnością. – Starałam się uśmiechnąć, ale Malfoy i tak wyczuł moje zdenerwowanie.
– Severus tańczy z Narcyzą – uspokoił mnie.
Byłam wdzięczna Lucjuszowi, że nie zostawił mnie samej przy barze i zabawiając rozmową, czekał ze mną na męża.
Severus
Niezbyt chętnie wypuszczałem żonę ze swych objęć. Wiedziałem, że się nie czuła się pewnie i nie chciałem by przebywanie tutaj, wśród tylu obcych dla niej ludzi, było jeszcze trudniejsze. Ufałem jednak w dobre maniery Lucjusza i tak jak szepnęła mi Narcyza, byłem pewien, że blondyn nie skrzywdzi Solem. Odprowadzałem ich przez chwilę wzrokiem, po czym z uśmiechem poprosiłem do tańca panią Malfoy.
– Twoja żona to naprawdę śliczna dziewczyna, Severusie – zwróciła się do mnie z rozbawieniem, gdy spostrzegła, że wciąż przyglądam się Solem.
– Trudno się z tobą nie zgodzić – odparłem nieco zmieszany.
– Muszę przyznać, że początkowo byłam dość mocno zaskoczona wiadomością o waszym ślubie – powiedziała, wciąż szeroko się uśmiechając. – W szkole zdawałeś się być szaleńczo zakochany w tej Gryfonce, Evans, zdaje mi się.
– Mnie też zdawało się, że jestem w niej zakochany do momentu, gdy Solem po raz pierwszy na mnie spojrzała – odparłem nieco zmieszany swą wylewnością.
– Nigdy nie chciałam się wtrącać w twoje sprawy, choć może jako starsza koleżanka powinnam, ale Evans zdawała się jedynie chcieć cię wykorzystać. Nie podobało mi się to – odparła z troską pani Malfoy. – Solem wydaje się dla ciebie idealna. Bardzo chciałabym ją lepiej poznać, Severusie. Nie rozumiem, dlaczego ukrywałeś ją przed światem przez tak bardzo długi czas. Powinnam się pogniewać.
– Wybacz, Narcyzo; w trakcie studiów nie mieliśmy zbyt wiele czasu na rozrywkę, a zaraz po ślubie Solem zaszła w ciążę. – Odetchnąłem głęboko. – Później … Dopiero od niedawna moja żona jest skłonna wychodzić z domu, a to pierwszy raz, gdy przebywa w towarzystwie tak wielu osób, musisz jej wybaczyć, jeśli nie będzie zbyt entuzjastycznie podchodziła do jakichkolwiek spotkań towarzyskich jeszcze przez jakiś czas.
– Oczywiście, Severusie. – Pani Malfoy spojrzała na mnie z troską i lekkim zakłopotaniem. – Nie zamierzam się jej narzucać, chciałam jedynie zaoferować swą przyjaźń. Wydaje się być bardzo inteligentną dziewczyną.
– Możesz być pewna, że Solem to doceni. – Uśmiechnąłem się do kobiety i lekko obróciłem, tak by móc nadal swobodnie obserwować swoją żonę z Lucjuszem.
– Nic się nie da zrobić? – spytała po chwili Narcyza. – Może istnieją jakieś zaklęcia, eliksiry, lekarstwa? Może moglibyśmy jakoś pomóc?
– Uwierz, że gdyby istniało cokolwiek co mogłoby sprawić, iż Solem odzyska wzrok, zrobiłbym wszystko, by to zdobyć. – Spojrzałem smutnym wzrokiem na swoją partnerkę w tańcu. – Niemniej, dziękuję za troskę.
– Co mówią uzdrowiciele? – dopytywała uporczywie.
– Nie są zgodni ani co do rokowań, ani co do tego co spowodowało jej uraz – wyjaśniłem spokojnie. – Jedni twierdzą, że to w wyniku traumy, że przed wybuchem musiało wydarzyć się coś, co mocno nią wstrząsnęło. Inni mówią o trwałych uszkodzeniach fizycznych i braku nadziei na wyzdrowienie, a ostatnio jeden z neuromedyków zasugerował, że to wynik jakiegoś zaklęcia, ale żeby to sprawdzić, trzeba użyć jednego z czarno magicznych czarów sondujących, a to w tej chwili mogłoby spowodować uszkodzenie wzroku na stałe. Nie jestem skłonny podjąć takiego ryzyka.
– Solem zdaje się radzić sobie bardzo dobrze, ale mimo wszystko mam nadzieję, że niebawem wyzdrowieje. – Narcyza uśmiechnęła się pokrzepiająco i bez słów pozwoliła poprowadzić się w stronę swojego męża i pani Snape.
Solem
– Pozwól, że ci kogoś przedstawię – odezwał się po chwili Lucjusz i lekko mnie obrócił w kierunku tajemniczej osoby.
– Solem – wykrzyknęła kobieta o znajomym głosie, ale kompletnie nie mogłam przyporządkować go do twarzy.
– Znacie się z Susan? – Lucjusz przybył mi na ratunek.
– Witaj. – Uśmiechnęłam się nieznacznie do dawnej koleżanki męża. – Susan studiowała eliksiry razem z Severusem – wyjaśniłam Malfoyowi.
– Co u niego słychać? – spytała kobieta. – Dawno go nie widziałam. Wiem, że szukał pracownika do sklepu i szczerze mówiąc, liczyłam, że rozpatrzy pozytywnie moją kandydaturę, praca w Mungu stała się nie do zniesienia, jednak nie zaprosił mnie nawet na rozmowę. Pisałam i próbowałam fiuukać, ale ciężko go złapać osobiście.
– Do tej pracy niezbędna jest perfekcyjna znajomość ziół. – Nie mogłam się powstrzymać przed kąśliwą uwagą.
– Twój mąż, Solem, nie odrywał od ciebie wzroku i muszę przyznać, iż wyglądasz tak ślicznie, że i ja wciąż spoglądam na ciebie z zazdrością.
Obok nas pojawiła się Narcyza z Severusem i po chwili poczułam, jak jego silne ramiona oplatają moją talię. Odetchnęłam z ulgą i lekko się w niego wtuliłam.
– Myślę, że akurat ty, Narcyzo nie masz mi czego zazdrościć. Zawsze wyglądałaś pięknie i jestem pewna, że to się nie zmieniło – odpowiedziałam uprzejmie.
– Witaj, Severusie – wtrąciła się Susan miłym głosem.
– Susan. – Snape lekko skinął w kierunku kobiety.
– Zatańczysz? – zwróciła się do niego. – Nie widzieliśmy się chyba od końca studiów.
– Z przyjemnością zatańczę. – Oblał mnie zimny pot, gdy usłyszałam słowa męża i z trudem powstrzymałam grymas niezadowolenia. – Jak powiedziała Narcyza, nie mogę oderwać od ciebie wzroku, kochanie – szepnął do mojego ucha i lekko musnął mój policzek. – O niczym innym nie marzę, tylko o tańcu z tobą. – Chwycił mocno moją dłoń i poprowadził na parkiet.
Odetchnęłam z ulgą, przytulając się ponownie do męża.
– Nie wiedziałem, że Malfoyowie ją znają, przepraszam, słoneczko. – Severus odetchnął głęboko. – Nie dokuczała ci?
– Nie, ale wspomniała, że starała się o pracę w sklepie i podobno usilnie próbowała się z tobą skontaktować – mruknęłam z lekkim rozbawieniem.
– Wybacz, nic nie powiedziałem, bo nie chciałem już ciągnąć tego tematu – tłumaczył się.
– Nic się nie stało. – Oparłam głowę na ramieniu męża. – Mam nadzieję, że wszystko w tym temacie sobie wyjaśniliśmy.
– Zapewniam, że temat nie istnieje. – Ucałował mnie lekko w czubek głowy. – Nie podobał mi się widok ciebie w objęciach Malfoya – mruknął po chwili.
– Czyżbym źle prezentowała się na tle blond mężczyzny? – spytałam, udając powagę.
– Jesteś piękna, promyczku i nie wyobrażam sobie sytuacji, żebyś kiedykolwiek prezentowała się źle. – Musnął z czułością mój policzek. – Nie mogę jedynie znieść, gdy ktoś inny cię dotyka, choćby w tańcu.
Severus
Musiałem przyznać, że pomimo niepokoju, bawiliśmy się tego wieczora wyśmienicie. Początkowe obawy o to, jak Solem poradzi sobie wśród tylu mało znanych osób szybko zostały rozwiane i pozwoliła nawet zaprosić się do tańca Mulciberowi. Nie byłem z tego zadowolony, ale Emil był moim przyjacielem jeszcze zanim trafiliśmy wspólnie do Hogwartu i wiedziałem, że nie pozwoli skrzywdzić mojej żony. Zastanawiała mnie ich gwarancja wsparcia. Zarówno Mulciber, jak i Malfoy zaoferowali swoją pomoc w odnalezieniu winnych śmierci syna i teściów. Nie wyczułem w tych deklaracjach fałszu i nabrałem przekonania, że żaden z nich nie miał nic wspólnego z wybuchem. Jeden przez drugiego podsuwali pomysły, czary i zaklęcia uzdrawiające wzrok, wspominali o nielegalnych metodach i zakazanej magii, gotowi ruszyć po ratunek dla Solem, choćby rozwiązanie znalazło się na drugim końcu świata.
Zresztą od samego początku ciężko było podejrzewać Emila. Chociaż sprawiał wrażenie zimnego drania lubującego się w torturach szlam i mugoli, to po narodzinach Teodora zadziwiał czułością i troską w stosunku do malca. Ani ja, ani Solem nie utrzymywaliśmy zbyt bliskich kontaktów z kolegami z Hogwartu. Właściwie Mulciber i Amelia byli jedynymi, z którymi spotykaliśmy się regularnie i to nam wystarczało. Nigdy nie należeliśmy do koleżeńskich osób i wzajemne towarzystwo wystarczało nam na co dzień.
Dobrze wiedziałem, że goście Malfoyów to w znakomitej większości śmierciożercy. Lucjusz dość dokładnie wprowadził mnie do tego świata, jednak nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że w stosunku do mojej żony zachowywali się z większym taktem i wyczuciem niż ci rzekomo stojący po stronie dobra. Każda jedna kobieta, którą poznaliśmy na przyjęciu wręcz kipiała, żeby móc bliżej poznać moją żonę, dostrzegając w niej dużo więcej niż tylko bezbronną, niewidomą dziewczynę po przejściach. Ani razu nie usłyszałem krzywdzącego słowa albo jakiejś nieodpowiedniej uwagi pod jej adresem. Zaskoczyło mnie to nieco i Solem także zdawała się być zdziwiona.
– Dobrze się bawiłeś? – spytała, wyrywając mnie z zamyślenia, gdy szliśmy wolnym krokiem poza bariery antyaportacyjne.
– Nie – odparłem krótko. – Zbyt wiele razy słyszałem, jak śmiałaś się z dowcipów Emila i ten taniec z nim zupełnie mi się nie podobał. Jakoś zniosłem ciebie w objęciach Malfoya, ale Mulciber? Co to, do cholery miało być? Chciałaś mi zrobić na złość? – dopytywałem z oburzeniem. Solem zamarła i zmieszana pochyliła głowę. – Przez większość wieczoru czułem się przez ciebie zaniedbywany. Jestem twoim mężem, Solem i oczekuję należytego traktowania – syknąłem jej do ucha, po czym mocno ścisnąłem w pasie i deportowałem nas oboje.
Kolejny rozdział: „Zmienne diagnozy"
