ROZDZIAŁ 18
Zmienne diagnozy
Severus
Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu, chwyciłem zszokowaną Solem za nadgarstki i mocno przycisnąłem do zamkniętych drzwi, napierając na nią swymi ustami. Wpiłem się w nie z całą mocą i z zachłannością penetrowałem ich wnętrze językiem. Niczym napalony nastolatek, nerwowo ugniatałem jej pierś, wolną ręką podciągając dół sukienki. Jęknęła cichutko, kiedy przeniosłem dłonie na pośladki, wbiłem w nie palce i uniosłem ją, sadzając na biodrach. Przerwałem pocałunek i syknąłem głośno, czując, jak jej krocze ociera się o prężącego członka. Odchyliłem się i spojrzałem w dół. Osłonięta czarną koronką cipka szczelnie przyległa do wybrzuszenia, jakie utworzyło się w moich spodniach. Niebywale podniecający widok. Niewiele myśląc, rozerwałem dekolt ślicznej sukienki i brutalnie wyciągnąłem piersi z miseczek stanika. Warczałem pod nosem jakiś komplementy na temat ich urody i z zachwytem patrzyłem, jak unoszą się w rytm przyspieszonego oddechu. Zacisnąłem palce na jej pośladkach i wygłodniały przysysałem się raz do jednej, raz do drugiej, wywołując głośne postękiwania.
Przylgnęła do mnie jeszcze mocniej, wbijając szpilki w moje pośladki. Poczułem ból, ale to jedynie potęgowało podniecenie. Wciąż przyssany do jej piersi, przeniosłem dłonie niżej i mocno pociągając za cieniutki materiał zerwałem delikatne majteczki. Jęknęła cichutko, gdy wcisnąłem w nią dwa palce i nieco głośniej, kiedy leciutko pompowałem nimi w ciasnym wnętrzu. Była wilgotna i zachłannie wypychała biodra na spotkanie z moją dłonią. Kciukiem odszukałem nabrzmiałą łechtaczkę i nie przerywając ruchów palcami, zacząłem natarczywie ją masować. Wystarczyła ledwie chwila, a z jej gardła wydobył się głośny krzyk, ścianki pochwy zacisnęła na mojej dłoni, a palce obu rąk znaczyły skórę pleców długimi zadrapaniami. Oderwałem dłonie od jej kobiecości i wplotłem we włosy, jednocześnie wędrując ustami od piersi do ust. Oddychała ciężko i chwilami wydawało się, że nie mogła złapać tchu, ale nie zamierzałem na tym poprzestać.
Przystopowałem i pocałowałem ją z czułością, powoli badając i liżąc wargi i szyję. Pozwoliłem jej nieco odpocząć i powoli, nie odrywając od niej ust, przeszedłem do salonu, układając ją na kanapie. Próbowała odpiąć mój rozporek, ale dość stanowczo odciągnąłem jej dłonie. Mój członek męczył się w spodniach, gotów je za chwilę rozerwać, byłem podniecony do granic i czułem wilgoć na bieliźnie. Bardzo pragnąłem zatopić się w niej, oddać się rozkoszy jej ciepłego wnętrza, ale chciałem też pobawić się jeszcze jej ciałem, przygotować i posmakować wilgoci orgazmu. Przez cały ten czas, żadne z nas nie powiedziało ani słowa, a ciszę przerywały ciężkie oddechy, westchnienia i jęki ekstazy. Patrzyłem na nią przez dłuższą chwilę. Siedziała oparta wygodnie na kanapie i próbowała uspokoić galopujące serce. Wyglądała niezwykle seksownie w rozdartej sukience, z lekko rozchylonymi udami. Domyślałem się, że będzie na mnie później zła, ale nie mogłem się powstrzymać. Do końca zdarłem z niej ubranie i powoli obsypywałem ciało pocałunkami. Nie zatrzymywałem się na dłużej, tylko delikatnie wodząc po niej językiem, schodziłem w dół. Ominąłem wilgotną szparkę i leciutko masując jej pośladki, wargami badałem strukturę skóry ud, łydek i stóp, dziękując w myślach, że preferuje czary ogrzewające, a nie pończochy.
Odchyliłem się nieco, wciąż klęcząc między jej nogami i spojrzałem na nią ponownie. Wyciągnęła dłonie, wplatając je w moje włosy i lekko przygryzła wargę, czekając na dalszy ciąg. Chwyciłem delikatnie jeden z jej nadgarstków i ucałował dłoń. Przymknąłem powieki i nie odrywając ust od ręki żony, delektowałem się aromatem. Pachniała cudownie. Ostry zapach jej perfum perfekcyjnie kontrastował z delikatną skórą. Splotłem z nią na chwilę swoje palce i pochyliłem do przodu, zaciągając zapachem wilgotnej kobiecości. Krzyknęła, gdy przejechałem po całej długości językiem. Łechtaczka wciąż jeszcze była nieco wrażliwa po orgazmie, ale wystarczyło kilka powolnych ruchów, by była gotowa na kolejny. Solem przestała hamować wszelkie odgłosy, gdy zachłannie pieściłem jej najczulsze miejsca. Oparła stopy na brzegu kanapy, dając mi jeszcze lepszy dostęp i mocno wplatała palce w moje włosy, przyciskając głowę do krocza. Opadła na oparcie kanapy, gdy ponownie wbiłem w nią swoje palce i wypchnęła biodra, lekko je unosząc.
– Nie wytrzymam – warknąłem i nie przerywając wirowania językiem po łechtaczce, odpiąłem najpierw kilka górnych guzików koszuli, a później rozporek, uwalniając nabrzmiałą męskość. Wyprostowałem się i zstępując język kciukiem, wbił w nią powoli twardego kutasa. Jęknąłem na cały głos, czując jej wilgoć. Oplotła mnie swymi zgrabnymi udami i przyciągnęła do siebie, namiętnie całując.
Poruszałem się w niej powoli. Nie chciałem dojść zbyt szybko, pragnąłem delektować się każdą chwilą i każdym pchnięciem, a i ona zdawała się być zadowolona ze zmiany tempa rozkoszy. Uniosłem ją nieco i nie wychodząc z niej, przeniosłem nas na dywan. Położyłem się i pozwoliłem, by teraz ona przejęła kontrolę. Oparła ręce na mojej klatce piersiowej i powoli poruszała się w górę i w dół. Splotła nasze palce i odchyliła się do tyłu, wypinając mocno piersi, które falowały leciutko w rytm coraz szybszych ruchów. Nabijała się na mnie z całej siły, coraz mocniej i coraz szybciej. Oszołomiony kompletnie straciłem nad sobą kontrolę. Usiadłem, zarzucając sobie jej nogi na pasie, chwyciłem pośladki i ponownie to ja nadawałem tempo naszej miłości. Uklęknąłem z nią oplecioną wokół moich bioder i położyłem ją na dywanie z nogami na moich ramionach. Syknęła głośno, gdy kciukiem zająłem się jej łechtaczką. Odchyliłem się i wpatrywałem przez chwilę w miejsce zespolenia naszych ciał, w mokrego od jej soków penisa znikającego w wilgotnej, różowej cipce. Już nie jęczała, tylko głośno krzyczała, zaciskając dłonie na miękkim dywanie. Wygięła się mocno w łuk, gdy pchałem w nią z całej siły, a pulsujące ścianki pochwy mocno zacisnęły się na mnie, doprowadzając do eksplozji. Nie mogłem powstrzymać głośnego warknięcia. Poruszałem się w niej jeszcze przez krótką chwilę i opadłem wyczerpany na jej piersi.
– O kurwa – zakląłem.
– Yhy – wydyszała mocno zmęczona. – Chyba częściej będę tańczyła z Emilem.
– Ani mi się waż – mruknąłem, kładąc się obok niej. – Byłem cholernie zazdrosny. – Zbliżyłem do niej swe usta i pocałowałem namiętnie. – Ale muszę przyznać, że to było całkiem udane przyjęcie i miło było widzieć ciebie tak roześmianą. – Pogładziłem ją delikatnie po policzku i przyciągnąłem do swego ramienia, drugą ręką sięgając po koc i okrywając nas oboje.
– Będziemy tu spali? – spytała ze śmiechem.
– Chwilowo nie mam siły się stąd ruszać, ale gwarantuję ci, że jeszcze długo nie będziemy spali – odparłem, wciąż ciężko oddychając. – Przepraszam za sukienkę, nie mogłem się powstrzymać – szepnąłem po czym delikatnie chwyciłem płatek jej ucha zębami.
– I tak mi się nie podobała – mruknęła z lekkim uśmiechem i mocniej wtuliła się w moje ramiona.
Nie byłem świadom, kiedy zasnęliśmy wtuleni w siebie na podłodze w salonie. Nie przeszkadzało mi twarde podłoże, brak poduszek ani szorstki koc. Dawno tak dobrze nie spałem i dopiero chłód poranka nieco mnie otrzeźwił. Z ociąganiem uchyliłem powieki i zupełnie nieświadomie uśmiechnąłem się do promieniejącej Solem. Minęła dłuższa chwila, zanim zorientowałem się, że moja żona oparta na łokciu, wpatruje się we mnie swoimi pięknymi zielonymi oczami. Nieśmiało dotknąłem jej rumianego policzka i obrysowałem kciukiem wargi wykrzywione w pięknym uśmiechu.
– Boję się mrugnąć – szepnęła.
– Sol … – Brakło mi słów. Chciałem chwycić ją w ramiona, ale przestraszyłem się, że jeśli nią poruszę znowu przestanie widzieć. Tak bardzo chciałem się nasycić swoim odbiciem w jej rozszerzonych źrenicach, trwać w nich i chłonąć świdrujące spojrzenie. Śmiała się całą twarzą, dokładnie tak samo jak wtedy, gdy byliśmy szczęśliwi. – Dawno nie śpisz? – spytałem nieśmiało.
– Jakąś godzinę – odpowiedziała z uśmiechem. – Sev … ja wiem, że być może za chwilę, jak tylko zamknę powieki, przestanę widzieć, wiem i jestem na to przygotowana. Nie chcę robić sobie złudnych nadziei i nie chcę ich robić też tobie, po prostu chcę się tym cieszyć tak długo, jak długo się da. – Chwyciłem jej twarz w dłonie i mocno pocałowałem, zmuszając by przymknęła powieki.
– Nie możesz tak spędzić reszty życia – zaśmiałem się, widząc, że uśmiech nie schodził z jej twarzy.
– Mogłabym, gdybyś się stąd nie ruszał – odparła i przyciągnęła mnie ponownie do pocałunku.
Spędziliśmy tak jeszcze koło godziny. Wpatrywaliśmy się w siebie, całowaliśmy, przytulaliśmy i cieszyliśmy swoim widokiem. Chłód i głód zmusiły nas do ruszenia się z salonu, ale nic nie było w stanie zmusić nas do rozłączenia splecionych dłoni. Solem powoli zaczynała normalnie mrugać, ale wciągnęła mnie pod prysznic, nie chcąc tracić z oczu.
– Daj się sobą nacieszyć – mruknęła i powoli opuściła się na dół, zajmując moją gotową erekcją. Mógłbym oddać wiele, by tak wyglądał każdy mój poranek. To co wyprawiały jej usta z moim członkiem przechodziło wszelkie wyobrażenia. Nie przypominałem sobie, by kiedykolwiek pieściła mnie w taki sposób, by kiedykolwiek było mi w jej ustach tak dobrze jak tego poranka. Ssała mnie zachłannie, połykając niemal w całości. Nie szczędziła pocałunków jądrom i muskała pachwiny. Wirowała językiem po całej długości, badała każdą wystającą żyłę i zaciskała mocno wargi wokół trzonu. Odleciałem do raju. – Wczoraj mi na to nie pozwoliłeś – szepnęła. Popatrzyła na mnie spod długich rzęs i z zalotnym uśmiechem otarła z ust resztki nasienia. Nie przerywając spojrzenia, zassała leciutko palec i spiła mnie do końca.
– Mhm – jęknąłem i delikatnie ją pocałowałem. – Zostawiłem to na później, ale nieoczekiwanie zasnęliśmy – zaśmiałem się. – Nie mogłem się wczoraj powstrzymać i raz jeszcze przepraszam za sukienkę. Kupię ci sto nowych.
– Myślę, że wystarczy zaklęcie naprawiające – odparła z uśmiechem i podała mi gąbkę, bym umył jej plecy.
– To jakaś forma rewanżu? – Zrobiłem krzywą minę i posłusznie namydliłem całe jej ciało.
– Co teraz? – spytała, stając naprzeciw szafy.
– Możemy się ubrać albo zjeść śniadanie nago, jak wolisz – odparłem, unosząc w rozbawieniu brwi.
– Oj, wiesz o co mi chodzi – mruknęła ze złością.
– Ubierzemy się, zjemy śniadanie i zafiuukamy najpierw do mamy, a później do szpitala – odpowiedziałem, obejmując ją od tyłu w pasie.
– Nie chcę tam zostawać – szepnęła ze łzami w oczach. – Oni znowu nic nie będą wiedzieli i będą mnie chcieli badać, a ja się boję, że to zaraz minie i chcę się tym nacieszyć.
– Słonko – westchnąłem i pociągnąłem ją na łóżko, sadzając sobie na kolanach. – Nikt nie może cię zmusić, żebyś została w szpitalu. Każdy jeden neuromedyk w tym kraju przedstawił już swój punkt widzenia i zdaje mi się, już ustaliliśmy, że Philips jest tym, któremu ufamy najbardziej i jego diagnoza zdaje się potwierdzać. Skontaktujemy się z nim i tylko jemu pozwolimy cię zbadać, chyba że on nakaże jakieś konsultacje. Wówczas zastanowimy się co dalej.
– I nie pozwolisz im mnie tam zatrzymać? – Spojrzała na mnie błagalnie.
– Nie pozwolę, chyba że sama będziesz chciała. – Przyciągnąłem ją do siebie i lekko musnąłem skroń. – Kocham cię. Dobrze jest znowu przeglądać się w twoich oczach – szepnąłem jej do ucha.
– Ja ciebie też kocham, najdroższy. – Musnęła moje usta i leciutko się uśmiechnęła. – Chciałabym dziś zjeść kolację u twoich rodziców; mama obiecała pieczeń, a wiesz jak ją uwielbiam.
– Zjemy kolację u rodziców – obiecałem.
– A jak szybko załatwimy sprawy w szpitalu, to moglibyśmy pójść na świąteczne zakupy. – Solem rozpromieniła się.
– Słonko, może poczekamy z robieniem planów do wizyty u Philipsa? – Zrobiłem nieco skwaszoną minę.
– Dobrze już dobrze, poproszę Amelię – zaśmiała się. – Merlinie, nie mogę się na ciebie napatrzeć. Nawet nie przypuszczałam, że mam tak przystojnego męża. – Zmierzyła moją sylwetkę, gdy wstałem z łóżka i podszedłem do szafy, by wybrać ubranie. Jej uśmiech nieco przygasł, gdy wzrok padł na mroczny znak zdobiący lewe przedramię. Podeszła do mnie i mocno się wtuliła.
– Sol – jęknąłem ze skruchą. – Wybaczysz mi kiedyś?
– Nie mam czego, Severusie. – Odetchnęła głośno. – Zrobiłabym to samo.
Gdy tylko pojawiliśmy się na progu gabinetu Stana Philipsa, Solem wpadła w ramiona matki, a i mężczyzna był wyraźnie poruszony stanem swojej pacjentki. Rzucił na nią kilka standardowych zaklęć sondujących, sprawdził dokładnie oczy, nerwy wzrokowe i stan skrzyżowania wzrokowego. Samodzielnie pobrał krew do analizy i gdy po przyjściu wyników nie spostrzegł żadnych anomalii, rozsiadł się wygodnie w fotelu i rozlał kawę do filiżanek.
– Pani Snape, co pani robiła tuż przed odzyskaniem wzroku? – spytał z powagą.
– Spałam – odparła nieco pospiesznie i kątem oka dostrzegłem, jak matka unosi z rozbawieniem brwi.
– Nie wydarzyło się nic szczególnego? Spała pani tak, jak zwykle? – dopytywał.
– Właściwie to … – zająknęła się. – Nie do końca – odparła, czerwieniąc się, a Eileen z trudem opanowała śmiech. – Byliśmy wczoraj wieczorem na przyjęciu i zasnęliśmy w salonie – opowiadała cichym głosem. – Po raz pierwszy do dłuższego czasu nie męczyły mnie koszmary – dodała nieco śmielej.
– Piła pani jakiś alkohol lub eliksiry na przyjęciu? Jadła lub robiła coś, czego wcześniej nie próbowała? – Stan Philips doszukiwał się przyczyn jej wyzdrowienia. – Tańce, lewitowanie, zbiorowa teleportacja, młodzi ludzie dość często eksperymentują podczas zabawy i proszę mi wierzyć, nie chcę pani oceniać, sam lubię się czasem dobrze pobawić, po prostu staram się dojść do tego co mogło spowodować powrót do zdrowia, chociaż obawiam się, że to chwilowe.
– Kilka lampek szampana i wina. I nie robiłam nic, czego nie próbowałabym wcześniej. – Rumieniec Solem pogłębił się, a ja z trudem powstrzymałem uśmiech, przypominając sobie naszą wczorajszą zabawę w salonie. Jeszcze zanim zasnęliśmy kochaliśmy się dwa razy, wymyślając tak dziwne pozycje, że nawet w książkach do kamasutry ciężko by było znaleźć coś podobnego. Najwyraźniej Solem nie bardzo miała ochotę zwierzać się uzdrowicielowi ze swojego życia erotycznego, uznając zapewne, że to co zaszło między nimi wczoraj, nie miało wpływu na jej wzrok.
– Pani Snape, biorąc pod uwagę pani wcześniejsze przebłyski widzenia, musimy liczyć się z tym, że jest to jedynie kolejny krótki epizod. – Odetchnął głęboko, spoglądając na nią ze współczuciem. – Umówiliśmy się na początku, że będę z panią szczery i nie zamierzam się teraz z tego wycofywać. Nie chcę robić pani złudnych nadziei. Mam szczerą nadzieję, że taki stan utrzyma się już na stałe. Wolałbym myśleć o pani jako o pacjentce widzącej z chwilowymi zaburzeniami widzenia niż odwrotnie, ale niestety tak nie jest. W czasie wypadku doszło u pani do rozległych obrażeń mózgu i chociaż wszystko goi się dobrze i uszkodzone komórki w dużym stopniu zostały już odbudowane, to jeszcze długa droga przed nami, bym mógł z całą pewnością powiedzieć, że pani organizm powrócił do formy sprzed wybuchu. Nie może pani przyjmować wszystkich eliksirów, ale te słabsze, które zażywasz zdają się sobie dość dobrze radzić i przy nich na razie pozostaniemy. – Mężczyzna zamyślił się przez chwilę, przyglądając się jej z uwagą. – Mówiła pani o koszmarach, czy dotyczą wypadku?
Solem przytaknęła, a na jej twarzy pojawiło się lekkie przerażenie. Chwyciłem mocno jej dłoń w swoją i przysunąłem bliżej krzesło.
– Wciąż ten sam koszmar. Nie co noc, ale często.
– Przypomina sobie coś pani z tamtego dnia? – wypytywał.
– Nic – szepnęła. – Chociaż te koszmary … nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że to się właśnie wydarzyło, że to moje wspomnienia. – Stan Philips ponownie się zamyślił, przyglądając się jej uważnie. – Czegoś mi pan jednak nie mówi. – Uśmiechnęła się.
– Chodzi mi po głowie jeszcze jedna przyczyna utraty przez panią wzroku. – Mężczyzna spojrzał uważnie najpierw na Solem, a po chwili przeniósł wzrok na mnie i matkę stojącą opartą o krawędź jego biurka.
– Powie pan wreszcie? – spytała niecierpliwie.
– Źle rzucone zaklęcie w połączeniu z szokiem, może wywołać stan podobny do neurozy. – Philips odetchnął głęboko i przetarł twarz dłońmi.
– Ale przecież nie znaleziono działania żadnych klątw ani uroków …
– Mówię o zaklęciu ofensywnym – wyjaśnił uzdrowiciel. – Z relacji aurorów wynikało, że to dom został zaatakowany zaklęciami niszczącymi nie pani bezpośrednio. Przyznam się do czegoś, czego nie powinienem robić. – Mężczyzna odetchnął. – Przyznaję, że pani przypadek bardzo mnie intryguje, a bardziej trafnym byłoby określenie irytuje mnie brak jakichkolwiek wskazówek co do tego co pani dolega, dlatego pozwoliłem sobie pod pozorem względów medycznych wystąpić do Biura Aurorów o dokumenty dotyczące zaklęć rzucanych podczas ataku. Niewiele tego, ale z tego co zdołali ustalić, na tereny pani rodziców nałożone były silne bariery i na tej podstawie aurorzy wykluczyli atak bezpośredni na panią i pani rodziców.
– Biuro Aurorów wrzuciło tę sprawę do teczki z napisem Sam-Wiesz-Kto. Nie było żadnych świadków, chociaż godzina była dość wczesna, nikt nie był widziany w pobliżu domu moich rodziców i nie można było odnaleźć sygnatur teleportacji. Nikt nic nie słyszał do momentu wybuchu i nic nie było widać do przybycia aurorów i zdjęcia barier – wyjaśniała Solem. – Moi rodzice nigdy nie nakładali na swój teren żadnych wymyślnych czarów, na pewno nie takich, z którymi aurorzy musieliby się męczyć kilkadziesiąt minut, a tak podobno było. Sugerowali, że po prostu nie pamiętam, jak sama rzucałam zaklęcia po przyjściu do nich, mimo tego, że na różdżce nie było podobnych śladów. Myśli pan, że ktoś mógł nas zaatakować w domu? – Solem odetchnęła ciężko, a ja jeszcze mocniej chwyciłem jej dłoń.
– Nie znam się na metodach śledczych, ale … pani Snape … tak, myślę, że ktoś zaatakował panią bezpośrednio jakimś zaklęciem ofensywnym. Ze względu na pani stan nie mogliśmy założyć na panią czarów sondujących i w tej chwili nie wszystkie zaklęcia rzucane tamtego dnia, da się odczytać, ale jeśli któreś zostało rzucone w nieprawidłowy sposób, zostawiło z całą pewnością ślad.
– Myśli pan o jakimś konkretnym? – wtrąciłem.
– Tak poważne uszkodzenia mogą powodować tylko zaklęcia oddziałujące bezpośrednio na układ nerwowy – tłumaczył. – To mogła być prosta Drętwota czy Petrificulus Totalus chociaż wątpię, by ktoś pomylił się przy ich rzucaniu tak bardzo, a pani nie była w stanie ich odeprzeć. Podejrzewam bardziej złożony czar, może to być Conjunctivitis, Obliviate, Imeprius, Crucio, a nawet Avada – urwał, spoglądając uważnie na swoją pacjentkę. Poczułem, jak żona mocniej zaciska palce na mojej dłoni, a Eileen wydała z siebie cichy jęk.
– Możemy to teraz sprawdzić? – spytała, głośno wzdychając.
– Niestety jest jeszcze za wcześnie. Mogę zarzucić na panią sondę, ale w pani stanie może się to skończyć jeszcze gorszymi obrażeniami. – Przysłuchiwałem się mężczyźnie z coraz większą trwogą o swoją żonę. Bałem się, że ktoś może chcieć dokończyć swojego dzieła. Nabierałem też coraz więcej wątpliwości, czy to śmierciożercy byli odpowiedzialni za atak na moją rodzinę. Solem była silna magicznie, była mistrzem zaklęć i potrafiła się bronić, ale nie sądziłem, by potrafiła stawić czoło kilku wyszkolonym do tego czarodziejom, w dodatku używającym czarno magicznych zaklęć. Choć prawda bolała, byłem pewien, że gdyby to poplecznicy Czarnego Pana chcieli ją zabić, już dawno by nie żyła. Nawet gdyby celem byli jej rodzice, nie bawiliby się w modyfikowanie pamięci u niej, tylko bez mrugnięcia okiem dołączyliby ją do listy ofiar. W myślach analizowałem zaklęcia wykrzykiwane przez nią podczas koszmarnych snów. Skupiła się na obronie. Czyżby naprawdę ktoś walczył z nią w domu, a ona z narażeniem życia broniła naszego maleńkiego synka i rodziców? Bezwiednie przysunąłem się jeszcze bliżej niej i objąłem ją mocno ramieniem.
– Eileen? – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Philipsa. – Widziałaś swoją synową zaraz po przywiezieniu tutaj, myślisz, że jej obrażenia mogły być spowodowane od klątw, nie tylko w wyniku wybuchu? – Starsza z kobiet westchnęła głęboko.
– Początkowo myślałam, że jej obrażenia, zwłaszcza te wewnętrzne, to wynik Sectumsempry, kilku klątw ciętych i łamaczy. Do wybuchu pasowały mi jedynie oparzenia i blizny na plecach – odpowiedziała drżącym głosem. – Jednak aurorzy przekonali mnie, że nie ma na niej śladów Czarnej Magii.
– Fakt iż oni niczego nie znaleźli niczego nie dowodzi – westchnął mężczyzna. – Wszystko zależy od tego w jakim czasie była przez nich badana. Przepraszam – zreflektował się, widząc coraz większe przerażenia na twarzy swojej pacjentki. – Pani Snape, do mnie należy zająć się pani wyzdrowieniem. Nie powinienem pozwalać sobie na snucie domysłów i podważanie pracy aurorów. Przepraszam.
– Panie Philips, pana zdanie na ten temat jest dla mnie bardzo ważne – przerwała mu. – To co się stało zdaje się mieć duży wpływa na to, czy wyzdrowieję.
– Jestem podobnego zdania, jednak z sondą musimy jeszcze zaczekać miesiąc albo dwa. – Uzdrowiciel odetchnął głęboko. – Pani Snape, tymczasem nic więcej nie mogę pani powiedzieć. Jeśli wczoraj nie działo się nic specjalnego, nic co mogło wpłynąć na pobudzenie nerwów wzroku, muszę zakładać, że tak jak w przypadku tych krótkich przebłysków, jest to stan chwilowy. Bardzo chciałbym powiedzieć, że to już nie wróci, ale nie mogę tego pani obiecać.
– Wiem – szepnęła cichutko. – Jestem na to przygotowana.
– Powinna pani porozmawiać jeszcze z psychomedykiem …
– Nie – przerwała mu. – Nie potrzebuję. Tak jak już powiedziałam, wiem co się może wydarzyć w każdej chwili. Nie oczekuję tego, ale wiem, że to może się stać. Poradziłam sobie wtedy, poradzę sobie, jeśli ponownie zapanuje wokół mnie ciemność. Nie potrzebuję pomocy – powiedziała twardo, czym zasłużyła sobie na szczery uśmiech Eileen.
– Wiem, że widzi teraz pani dobrze, ale tak nagła zmiana może niekorzystnie wpłynąć na nerwy wzroku. Zwłaszcza światło słoneczne może zaszkodzić. Wiem, jak ciężko byłby pani się teraz powstrzymać przed patrzeniem na świat, dlatego jeśli pani pozwoli, rzucę na nią zaklęcie osłaniające. To nieco pogorszy jakość widzenia; będzie tak, jakby patrzyła pani na wszystko przez nieco przyciemnioną szybę. Osłona będzie się samoistnie zmieniać w zależności od stopnia nasilenia światła. Zaklęcie trzeba będzie odnawiać co trzy dni, ale myślę, że Eileen sobie z nim poradzi. – Spojrzał na starszą z kobiet, która mu lekko przytaknęła. – Proszę nadal odpoczywać, wbrew temu co pani czuje, pani organizm nie powrócił jeszcze do dawnej kondycji – westchnął. – I niech pani nie przychodzi do głowy, by wykorzystać teraz każdą chwilę na patrzenie, zwłaszcza tę przeznaczoną na sen. – Uniósł brwi i uśmiechnął się krzywo, a Solem zmieszana przygryzła wargę. – Brak snu może tylko zaszkodzić, pani oczom także.
Wpadła w moje ramiona, gdy tylko opuściliśmy gabinet. Przytuliłem ją z całej siły i pozwoliłem na łzy. Eileen stała z boku i spoglądała na mnie z troską w oczach. Rozumiałem ją. Sam też ciągle czułem, że przez brak winnych śmierci naszego syna nie mogliśmy ruszyć do przodu. Ta sprawa wciąż powracała i byłem przekonany, że żadne z nas nie zazna spokoju dopóki śmierć bliskich nie zostanie wyjaśniona. Poczułem jak mocno wciska we mnie swoje palce i delikatnie pogładziłem ją po plecach. Po chwili odetchnęła głęboko i rozluźniła uścisk, ale nie wyswobodziła się z moich ramion do końca.
– Przepraszam – szepnęła nieco zawstydzona swoim wybuchem.
– Nic się nie stało, słonko. – Chwyciłem jej podbródek i zmusiłem, by na mnie spojrzała. – Nic się nie stało, kochanie. Jak się czujesz?
– W porządku, tylko to wszystko … – Odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się lekko. – Zabierzesz mnie na spacer? – Przytaknąłem z uśmiechem i delikatnie musnąłem jej słodkie wargi. – Pójdzie mama z nami? – Spojrzała zachęcająco na teściową.
– Jesteście tacy romantyczni – westchnęła. – Chodźcie do mojego gabinetu na kawę, a później, skarbeńku, zostawię was samych. Nacieszcie się sobą, ale mam nadzieję, że kolacja wciąż aktualna?
– Oczywiście – wykrzyknęła Solem.
– W takim razie później mi opowiesz ze szczegółami co takiego szczególnego robiliście wczoraj wieczorem, a czego tak bardzo nie chciałaś zdradzić Philipsowi. – Eileen uniosła wymownie brwi. – Jestem twoją uzdrowicielką powinnam być informowana o wszystkim co dzieje się w twoim życiu – dodała na usprawiedliwienie, wpuszczając nas do swojego gabinetu.
– Mamo – warknąłem, siadając na jednym z foteli. – To nie są twoje sprawy.
– Och, daj spokój wreszcie. – Eileen spojrzała na mnie z oburzeniem. – Jakbym nie wiedziała, że się kochaliście pewnie do białego rana. Podkrążone oczy, wyraźnie obolałe mięśnie; nie chcesz mi chyba powiedzieć, że aż tak dużo tańczyłeś. Chciałabym tylko wiedzieć co takiego się wydarzyło, że nie zdołaliście dojść do sypialni – zaśmiała się i zaklęciem przywołała trzy filiżanki.
– Nic czym chcielibyśmy się z tobą dzielić – syknąłem poirytowany.
– Ty może nie, ale twoja żona na pewno chętnie się podzieli – odparła mocno rozbawiona.
– Moglibyście o tym nikomu nie mówić? – przerwała nam zamyślona Solem.
– Skarbeńku, oczywiście, że nikomu nie powiem. – Eileen spojrzała na nią zaskoczona. – Nigdy nikomu nie wyjawiłam twoich intymnych sekretów, żadnych sekretów. Dziecinko, z nikim innym nie rozmawiam na temat waszego życia seksualnego, w ogóle na temat waszego życia.
– Co? – Solem wydawała się być zdezorientowana. – Nie, ja … wiem, mamo, że mogę mamie zaufać, wiem. Prosiłam, żebyście na razie nikomu nie mówili, że widzę.
– Och, powiedziałam tacie – jęknęła Eileen.
– Taty nie zaliczam do grona tych, którym nie chcę powiedzieć – zaśmiała się Sol.
– Możesz być pewna, że dopóki wyraźnie nie powiesz, że chcesz, nikt się nie dowie – zapewniłem.
– Solem, z góry za niego przepraszam; jest tak rozanielony, że przygotował już dla ciebie cały stos książek. Mówiłam mu, że musisz odpoczywać, ale on się uparł, że to są książki, których nie powierzy nikomu innemu nawet, jeśli ty nie będziesz mogła rysować – westchnęła matka.
– Nie mogę się już doczekać kiedy zobaczę te książki – pisnęła Sol. – Wiem, że to nieuczciwe, że tata zawsze mi daje te najlepsze, ale ja jakoś tak nie mam wystarczająco dużo silnej woli, żeby zaoponować – zaśmiała się. – Chciałabym tylko móc chociaż jedną skończyć.
– Myślę, że z powodzeniem skończysz, dziecinko. – Eileen uśmiechnęła się wdzięcznie. – Stan jest bardzo ostrożny w swoich diagnozach, ale jestem przekonana, że nie stracisz wzroku tak po prostu. Dbaj o siebie, unikaj stresów, to na pewno szkodzi. Nie twierdzę, że taki stan się utrzyma już na zawsze, ale tak samo jak teraz, twój organizm będzie cię informował o tym stopniowo. Przygotuje cię na to, musisz tylko nauczyć się czytać sygnały i być może odpowiednio reagować. Wiem, że czujesz się gotowa na utratę wzroku w każdej chwili, ale … Sol, skarbeńku … to nie będzie łatwe i choć bardzo chcę wierzyć, że to się nie stanie, musimy się z tym liczyć.
– Wiem, mamo – westchnęła. – Wiem, że psychicznie nie jestem w stanie się na to przygotować, żadne z nas – spojrzała na mnie z czułością – ale przynajmniej wiem już, jak radzić sobie z niewidzeniem i teraz chciałabym się cieszyć tym co widzę, a nie martwić tym co będzie jak przestanę.
– Jesteś mądrą, silną dziewczyną. – Eileen podeszła do swojej synowej i mocno ją uściskała. – Wpadnijcie przed piątą to sobie jeszcze pogadamy. – Uśmiechnęła się do Solem znacząco.
– Tak wcześnie? – zdziwiłem się.
– Babskie pogaduszki wymagają czasu – odparła w odpowiedzi młodsza kobieta.
– Błagam powiedz, że o modnych wzorach sukien.
– Oj, wszystko byś chciał wiedzieć. – Sol uśmiechnęła się przekornie i puściła oczko do teściowej.
– Żądam uczestnictwa w tej rozmowie. – Posłałem kobietom wyniosłe spojrzenie, zakładając ręce na piersi.
– Nie mam nic przeciwko – odparła matka. – Chętnie posłucham co masz do powiedzenia na temat pieszczot …
– Dość, odebrałaś mi apetyt i nie wiem w takim układzie, czy chcę przyjść do was na kolację. – Przymknąłem powieki i w duchu błagałem o cierpliwość. – Zjemy chyba z Sol na mieście.
– Wiesz synku, takie rozmowy bardzo pomagają. Może, skoro wstydzisz się rozmawiać ze mną, namówię ojca, żeby …
– Ani mi się waż – warknąłem. Solem wybuchła gromkim śmiechem. – Jesteś stracona. – Zmierzyłem z niesmakiem żonę.
– Kochanie, te rozmowy naprawdę pomagają. – Sol uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie. – Gdyby twoja mama nie była skłonna podzielić się ze mną …
– Powiedziałem dość – przerwałem jej, robiąc jeszcze bardziej skwaszoną minę. – Nie chcę w tym uczestniczyć. Nie chcę byś w obecności mojej i mojej żony wypowiadała słowa penis, członek, pochwa, wagina, pieszczota i seks.
– Severus, czasem naprawdę dobrze wymienić się z kimś doświadczeniami – nalegała Eileen, a ja powoli wychodziłem z siebie. Najwyraźniej matka i żona chciały sobie na mnie poużywać.
– Chcesz posłuchać o moich doświadczeniach z wczorajszej nocy? Dobrze. – Spojrzałem na swoją małżonkę z krzywym uśmieszkiem i poczułem satysfakcję, widząc przerażenie w jej oczach. Matka rozsiadła się wygodnie w fotelu i spokojnie popijała kawę. – Mam zacząć od tego jak rozerwałem sukienkę Solem, by dobrać się do jej sterczących piersi, czy może jak zdzierałem z niej mokre majtki i wsuwałem w nią palce? Chyba, że wolisz posłuchać, jak mój sztywny członek prawie rozerwał bieliznę, gdy ocierała się o niego swoim kroczem, a może mam przejść od razu do tego co czułem, gdy Sol pozwoliła mi pieścić swój tyłeczek i ile …
– Severus – szepnęła Solem, chwytając mnie za rękę. – Przestań, proszę. – Spojrzałem na nią i w jej oczach dostrzegłem łzy. – Żartowałyśmy sobie. Twoja mama jest uzdrowicielem i dość dobrze zna się na ludzkim ciele i jego reakcjach. Rozmawiamy czasem o seksie i intymnych sprawach, bo … jesteś moim jedynym partnerem i przed tobą nie miałam żadnych doświadczeń, nie wiedziałam jakie zachowania są prawidłowe i czego się mogę spodziewać, nie miałam pojęcia jak sprawiać ci przyjemność i te rozmowy pomogły mi w wielu sprawach się przełamać. Rozmawiałyśmy czysto teoretycznie, czasem spytałam, jak miałam jakiś problem albo byłam czegoś ciekawa, ale nigdy nie opowiadamy sobie o tym ze szczegółami, w ogóle nie opowiadamy … – Solem mocno się zaczerwieniła, a po jej policzku spłynęła łza. Kątem oka zerknąłem na matkę, która teraz przyglądała mi się z karcącą miną.
– Przepraszam, słonko … – Przymknąłem powieki i odetchnąłem głęboko. – Przepraszam, mamo. – Czułem się jak skończony kretyn. Wiedziałem, że moja żona zwierza się matce z wielu spraw, ale gdy pomyślałem o tym, jak opowiada o naszych zbliżeniach poczułem do niej żal, że dzieliła się tym z kimś innym. Najgorsze było to, że od początku dobrze wiedziałem, że próbują mnie jedynie sprowokować i świetnie im się udało. Powinienem bardziej zaufać Solem i wiedzieć, że nie wyjawia nikomu naszych sekretów. Teraz sam to zrobiłem, nie siląc się ani na delikatność, ani subtelność. Opowiedziałem o niej, jakby służyła mi tylko do pieprzenia i poczułem się, jak skończony drań. – Przepraszam, kochanie. Sam też nieraz prosiłem matkę o radę. – Wstałem i uklęknąłem przed nią. Kątem oka dostrzegłem, jak matka znika za drzwiami, zostawiając nas samych. – Przepraszam. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Na myśl o tym, że ktoś słucha o naszych chwilach … nie chcę się tym dzielić z nikim. – Solem pokiwała lekko głową. – Jestem naprawdę szczęśliwy, że ze mną zdobyłaś całe swoje doświadczenie, że jestem tym pierwszym i jedynym pod wieloma względami.
– Pod każdym względem – szepnęła i nieśmiało spojrzała mi w oczy.
– Ty też jesteś dla mnie jedyna. – Oparłem głowę na jej kolanach i teraz czułem się jak zbity psiak. Zawstydzony podniosłem głowę i popatrzyłem w jej zasmuconą twarz. Gładziła mnie lekko po włosach i spoglądała w dal, a po jej policzku spływała ogromna łza. – Sol? Kochanie, wszystko w porządku?
– To chyba nie potrwa zbyt długo, nie sądzę bym zdołała wykonać jakiekolwiek ilustracje – odparła beznamiętnym tonem.
Domyśliłem się jedynie, że przed chwilę miała zaburzenia w widzeniu i skarciłem się w duchu, wymyślając sobie od najgorszych, że sam się do tego przyczyniłem. Wstałem i mocno ją do siebie przytuliłem.
– Słonko, walcz z tym. Jestem pewien, że potrafisz się temu przeciwstawić. – Poczułem, jak leciutko przytaknęła.
– Zabierzesz mnie na ten spacer, a później na kolację do rodziców? – spytała z nieśmiałym uśmiechem.
– Zabiorę, a po drodze możemy zrobić też zakupy świąteczne. – Chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem z czułością i namiętnością. Nie przestałem nawet w momencie, gdy usłyszałem pukanie i ciche chrząknięcie dobiegające od drzwi. Dopiero, gdy Eileen ostentacyjnie rozsiadała się w fotelu pozwoliłem Sol oderwać się od swoich ust. – Co? – Zerknąłem w kierunku matki. – I tak już nie mamy przed tobą nic do ukrycia.
– Jestem pewna, że jeszcze całkiem sporo miałbyś mi do powiedzenia. – Spojrzała na mnie z krzywym uśmieszkiem. – Rozerwałeś tę piękną suknię?
– Stałaś przez ten cały czas pod drzwiami i czekałaś, żeby o to zapytać? – zakpiłem.
– Mam jeszcze całkiem sporo pytań, ale to mi przyszło do głowy jako pierwsze – odparła z drwiną. – Może dlatego, że rozerwanie sukni, żeby dostać się do pięknych piersi żony i to z jakim rozmarzeniem o nich mówiłeś jest takie … seksowne – przekomarzała się. – Solem, skarbeńku, już przestaję, przepraszam. – Eileen spojrzała na zamyśloną dziewczynę.
– Nie, spokojnie. Rozmawiajcie sobie – odparła znudzonym tonem. – W sumie i tak już mama wszystko o nas wie – dodała, posyłając mi ironiczny uśmiech.
– Mylisz się, dziecinko. Severus sprawił, że teraz mam jeszcze więcej pytań. – Uśmiechnęła się przebiegle. – Wybacz mi. To przez to, że muszę uświadamiać wiele młodych dziewcząt w tej kwestii. Często wracają do mnie już jako dorosłe kobiety i także oczekują porad. Obiecuję już o nic …
– Och, dobrze mama wie, że i tak będzie się mnie ciągle pytać o jakość naszego pożycia, więc niech już mama lepiej nie obiecuje. – Solem wywróciła oczami i posłała teściowej kpiący uśmieszek.
Solem
Spacer brzegiem Tamizy nieco mnie rozluźnił. Tuż po przebudzeniu, gdy ujrzałam spokojną twarz Severusa, poczułam euforię, ale ta po chwili przerodziła się w strach i taka huśtawka nie opuszczała mnie praktycznie przez cały ranek i przedpołudnie. Początkowo myślałam, że to jedynie kolejny krótki przebłysk, ale mijały minuty, godziny, a ja wciąż wszystko widziałam. Jeszcze wpatrując się nad ranem w Severusa, zaczęłam snuć plany, w jaki sposób wykorzystać ten czas, ale po chwili przyszło opamiętanie i obawa przed tym co dalej. Wbrew głośnym zapewnieniom, że byłam gotowa na ponowną utratę wzroku, w głębi wcale tak nie czułam. Bałam się tego, bałam się życia w ciemności i bardzo nie chciałam do niej wracać.
Uzdrowiciel ostrzegał, że taki stan może się utrzymać kilka godzin, ale może też już tak pozostać na zawsze. Nie chciałam spędzić reszty życia w strachu przed tym co złego może mnie spotkać i wyczekiwać najgorszego. Severus miał rację, mówiąc, że to jak będzie, w dużej mierze zależało ode mnie samej i nie zamierzałam łatwo się poddać. Chciałam wykorzystać ten czas na życie, na swoje pasje, na bycie dobrą żoną i partnerką dla Severusa, pragnęłam odwdzięczyć się przyjaciołom i teściom za wsparcie i, jeśli los pozwoli, wykonam tyle ilustracji dla wydawnictwa ile tylko zapragną. Ze wszystkich ograniczeń, jakie niósł ze sobą brak wzroku, malowania brakowało mi chyba najbardziej. W życiu codziennym radziłam sobie już całkiem dobrze. Odszukałam sporo przydatnych zaklęć, kilka stworzył dla mnie profesor Flitwick, a kilka sformułowałam sama i jakoś powoli potrafiłam sprostać niedogodnościom. Stęskniłam się za nocnym niebem i z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy będę mogła w nie spoglądać. Nie zanosiło się na to, bym miała wiele zobaczyć przez zachmurzone niebo, ale wystarczała mi sama możliwość patrzenia na przebijające gdzieniegdzie gwiazdy i księżyc. Bardzo za tym tęskniłam.
Nie odrywałam wzroku od uśmiechniętego Severusa i nie chciałam teraz myśleć o tym co będzie, gdy ponownie obarczę go swoją chorobą. Chciałam dać mu teraz tyle siebie ile zdołam. Próbowałam nie myśleć o wypadku i sugestiach pana Philipsa. Sama nie raz analizowałam całe zajście w myślach i wiedziałam, że teraz na nic nie wpadnę. Dziś szkoda mi było czasu na zadręczanie. Zbliżały się święta i przeprowadzka do Hogwartu, czas kiedy mogłam odpocząć od dręczących mnie przez ostatnie miesiące demonów.
– Kocham cię – szepnęłam, wciąż wpatrując się w twarz swojego uśmiechniętego męża.
– I nie gniewasz się już? – spytał, zatrzymując nagle.
– Za co?
– Za to co stało się w gabinecie mamy – odparł, na co roześmiałam się głośno.
Początkowo byłam zła, ale dość szybko dotarło do mnie, że sama byłam sobie winna. Severus bardzo cenił sobie prywatność i chociaż dość często z Eileen albo Amelią żartowałyśmy na tematy intymne, to nigdy żadnej nie zdradziłam szczegółów z naszego pożycia. Często zasięgałam rady u teściowej, zwłaszcza na początku, ale były to jedynie teoretyczne pytania, nigdy nie opowiadałam jej o szczegółach, a tymczasem mój mąż w dwóch zdaniach zdradził nasze upodobania i seksualny temperament.
– Nie gniewam się i ja też przepraszam. Nie powinnam tak żartować. – Uśmiechnęłam się i wspięłam na palce, by z czułością musnąć jego usta. – Myślę, że do dziś twoja mama była przekonana, że nasza sypialnia jest jedynym miejscem, w którym dochodzi do zbliżeń między nami.
– Myślisz, że nie wie o tym, że kochaliśmy się w garderobie podczas przyjęcia z okazji jej urodzin dwa lata temu? – Spojrzał zaskoczony. – Zawsze, jak nam się coś takiego przytrafia, to ona później tak na mnie patrzy, jakby bardzo dobrze wiedziała co i jak robiliśmy.
– Myślę, że to dlatego, że my ciągle gdzieś to robimy, a ona po prostu patrzy normalnie – mruknęłam, spoglądając na niego z uniesioną brwią. – Jestem ciekawa co powiedziałaby, gdyby się dowiedziała o tym, co robiliśmy podczas ostatnich świąt w tej dużej łazience na dole. Dzięki ci Merlinie za czary wyciszające.
– Jestem pewien, że Eileen, stwierdziłaby, że jesteśmy romantyczni. – Roześmialiśmy się i ruszyliśmy w kierunku małej herbaciarni.
– No, nie wiem – mruknęłam. – Gdyby zobaczyła na jakie strzępy jesteś w stanie rozerwać majtki … Przez cały wieczór siedziałam w salonie z gołym tyłkiem i błagałam, żebyś już więcej nie szeptał do mnie tych sprośności.
– I dlatego cały czas, podczas kolacji twoja stopa wędrowała pod moją nogawkę? – spytał, wysoko unosząc brew.
– Moja stopa zamierzała dotrzeć dużo wyżej, ale mnie powstrzymałeś – westchnęłam.
– Merlinie, kobieto, gdybym cię wówczas nie powstrzymał, musiałbym wziąć cię jeszcze raz, a obawiałem się, że nasze kolejne wspólne wyjście do toalety może wzbudzić jakieś podejrzenia.
– Byłoby szybko, nie miałam już majtek.
Zaśmiewaliśmy się, wspominając wspólne lata. Severus nagle spoważniał i spojrzał na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
– Kocham cię, Solem. Bez względu na wszystko, bez względu na to co będzie, nigdy nie przestanę – powiedział poważnie. Objął dłońmi moją twarz i spojrzał prosto w oczy. – Jesteś moim światem, moim powietrzem i życiem. Bardzo cię kocham.
– Wiesz, że nigdy nie robiliśmy tego w kuchni moich rodziców? – Severus szepnął mi do ucha, gdy staliśmy już przed furtką domu państwa Snape.
– Niedopatrzenie – mruknęłam i z szerokim uśmiechem przywitałam się z teściem, który od razu pociągnął mnie do biblioteki, by pokazać książki, które odłożył do ilustrowania. Bardzo lubiłam teścia. Chociaż z pozoru poważny i zasadniczy, w rzeczywistości był bardzo uroczym mężczyzną, a swoją sympatię okazywał mi na każdym kroku. Podobnie jak i mój ojciec, Tobias kochał książki i czytał chyba wszystko co wpadało mu w ręce. Mógł się zresztą pochwalić całkiem okazałym zbiorem klasyki czarodziejskiej i mugolskiej. W największy zachwyt wprawiało mnie pierwsze wydanie pierwszej ilustrowanej książeczki dla dzieci, które posiadał w swojej kolekcji. Była prawdziwym dziełem sztuki i tylko raz odważyłam się zdjąć ją z półki i przejrzeć. Obrazki wykonane ręcznie, były tylko częściowo ożywione, a pięknie wykaligrafowany tekst można było chłonąć bez reszty.
– Napijesz się wina? – Mężczyzna wyrwał mnie z zamyślenia, gdy wodziłam palcem wzdłuż grzbietu książeczki.
Zanim jeszcze urodził się Teodor, Tobias miał w planach podarować ją swojej wnuczce. Nie miałam pojęcia dlaczego zawsze podkreślał, że wnuczce, a nie wnukowi i początkowo zakładałam, że był pewien narodzin dziewczynki. Jednak po przyjściu na świat Teo, nadal trwał przy swoim. Dla Teodora miał inny prezent, który miał czekać na niego do jedenastych urodzin, zamknięty w skrzyni, w naszej bankowej skrytce. Ani ja, ani Severus nie wiedzieliśmy co to było. Bez wątpienia pudełko wciąż tam leżało, ale nie sądziłam, bym kiedykolwiek znalazła tyle odwagi i siły, by do niego zajrzeć.
– Poproszę – odpowiedziałam po chwili wciąż wpatrzona w półkę z książkami. Łzy zebrały mi się pod powiekami, ale nie bardzo miałam ochotę rozpłakać się przy teściu. Poczułam na swym ramieniu jego silną dłoń i wiedziałam, że myślał dokładnie o tym samym co ja.
– Godzinę zajęło aurorom zdjęcie barier nałożonych na posiadłość twoich rodziców – wyszeptał. – A widok, jaki mi się wówczas ukazał … dom … wszystko było … Czas stanął dla mnie w miejscu, gdzieś w głębi serca miałem nadzieję, że poszłaś z Teo inną drogą, że wrócę za chwilę do domu i będziecie tam na mnie czekali. Merlinie, układałem nawet w myślach co mam ci powiedzieć i wtedy … w pierwszej chwili nie wiedziałem czy to ty, czy Liwia, ale twoje włosy … Powiedziano mi wówczas, że nie żyjesz. – Słowa przychodziły mu z wielkim trudem. – Nie pozwoliłem im zrezygnować, nie mogłem. Straciłbym nie tylko synową, straciłbym wszystko, syna, a w konsekwencji także żonę. Jesteś jego światem, oddechem i wiedziałem to już z chwilą, gdy po raz pierwszy przekroczyłaś próg naszego domu. – Odetchnął głęboko, a ja przestałam hamować łzy. – Przeżyłaś, bo jesteś silną, mądrą kobietą. Przeżyłaś wbrew wszystkim wyrokom. Wysłano mnie do Severusa, żebym powiedział mu o … Uzdrowiciele powiedzieli, żebym nie robił mu nadziei i żeby się pospieszył, jeśli chce się pożegnać. Ale ja wiedziałem, że nie musi się spieszyć, byłem pewien, że dasz radę. – Mocniej zacisnął dłoń na moim ramieniu. – Eileen i inni nie dawali ci wielkich szans na odzyskanie wzroku, ale ja od początku wiedziałem, że się mylą. Byłem pewien, że starczy ci sił i na tę walkę. Wiem, wiem, że to nic w pełni trwałego, że w każdej chwili … wiem, ale wierzę, że będziesz widziała, dziecko. Magia obdarowała cię niezwykłym talentem i jestem pewien, że magia nie pozwoli go zmarnować. – Tobias nabrał powietrza i wypuścił je bardzo powoli. – Solem. – Sięgnął po dotykaną przeze mnie książkę i chwycił ją pewnie w dłonie. – Kiedyś powiedziałem ci, że podaruję ją mojej pierwszej wnuczce. Jestem przekonany, że tylko osoba o niezwykłej wrażliwości, jak ty, dostrzeże prawdziwe piękno i doceni kunszt tego dzieła, a taka właśnie będzie twoja córka. – Odwróciłam się do niego z oczami pełnymi łez. Chciałam coś powiedzieć, ale przerwał mi. – Wiem, Eileen mi powiedziała. Ona jest pesymistką w tych sprawach i czasem mi się wydaje, że nie nadaje się z tym podejściem na uzdrowiciela. Ja jednak wiem swoje. To nie pierwszy raz, gdy stawiasz czoła przeciwnościom losu i ja nadal będę trzymał tę książkę dla mojej wnuczki. – Wytarłam spływające po policzkach łzy i uśmiechnęłam się do teścia tak promiennie i szczerze, jak tylko potrafiłam. Był prawdziwą podporą rodziny.
– Skąd w tacie tyle optymizmu?
– Daj spokój, dziecko. Nie potrzeba być optymistą, gdy się ciebie chociaż trochę zna – odparł i mocno mnie przytulił. – Zaprosiłem cię tutaj, bo mam dla ciebie prawdziwe perełki do ilustrowania, ale to nic pilnego. Zrobisz je …
– Nie mogę się doczekać, by je zobaczyć – przerwałam mu pełna zapału i zaczęłam przeglądać wybrane do ilustrowania książki. Przez cały czas czułam na sobie baczne spojrzenie teścia.
– Chciałbym dać ci coś jeszcze – westchnął nieco zrezygnowanym tonem. – Powinienem oddać ci to wcześniej, ale … nie byłem pewien … żaden moment nie wydawał mi się odpowiedni. Nie powiedziałem nikomu, że ją znalazłem. Bałem się, że aurorzy mi ją zabiorą, a wiem, że ją lubiłaś. – Mężczyzna odetchnął i sięgnął do małej szkatułki ukrytej za jedną ze starych ksiąg. Wyciągnął z niej wąski, złoty łańcuszek na rękę, którego ogniwa przetkane były maleńkimi gwiazdkami. Dostałam ją od Severusa po narodzinach Teodora i do tej pory myślałam, że przepadła w wybuchu. Chwyciłam ją niepewnie w palce. – Nie leżała przy tobie i chyba jakimś cudem pierwszy ją spostrzegłem – wyjaśnił Tobias, widząc moje pytające spojrzenie. – Znalazłem ją na chodniku, przy sąsiednim domu.
– Teo … – zawahałam się – chwycił ją mocno tamtego dnia i zerwał mi ją. Podobała mu się i założyłam mu ją na chwilę na jego nadgarstek. Oplotłam mu go trzy razy. – Łzy ponownie boleśnie zapiekły pod powiekami i musiałam szybko zamrugać kilka razy, by się nie rozpłakać. – Dziękuję – wyszeptałam. – Pewnie nie oddaliby mi jej, tak jak większości moich rzeczy. Nawet moją różdżkę zatrzymali.
– Różdżkę? – zdziwił się Tobias.
– Podobno musieli ją dokładnie zbadać, a na koniec powiedzieli, że muszą ją zatrzymać do wyjaśnienia sprawy – odparłam z krzywą miną. – Ta była zapasowa – wyjaśniłam, gdy spojrzał na tę, którą trzymałam ukrytą w rękawie. – Na szczęście tej nie zauważyli.
– Zawsze nosisz przy sobie dwie różdżki? – Pan Snape był jeszcze bardziej zdziwiony.
– Czasem trzy – mruknęłam, czerwieniejąc.
– Na Merlina, dziewczyno po co ci aż tyle różdżek i skąd je wzięłaś? – spytał nieco rozbawiony.
– Nawyki ze szkoły – odparłam też już nieco rozluźniona. – Nie wszyscy w szkole pałali do mnie sympatią i często, zwłaszcza w szóstej klasie zdarzało mi się troszkę narozrabiać, choć dziś wcale nie jestem z tego dumna.
– Lupin, Potter…
– I cała reszta Gryfonów – dokończyłam.
– Byłem kiedyś wzywany do dyrektora, jak Severus miał małe spięcie z panem Lupinem. – Odetchnął głęboko i usiadł na kanapie z lampką wina. – Ubłagał, a raczej mną zmanipulował w taki sposób, żebym zatrzymał jego tajemnicę dla siebie i wymógł to także na Severusie. Szczerze przyznam zrobiłem to niezbyt chętnie. Życie Severusa było zagrożone przez tego chłopaka i chociaż byłem pewien, że mój syn będzie ostrożny, to trochę obawiałem się o inne dzieciaki. Wtedy też dowiedziałem się o całej tej bandzie i w jaki sposób traktowali mojego syna.
– Zdaje mi się w szóstej klasie zajęłam jego miejsce – zaśmiałam się. – Dokuczali mi, ja się im odpłacałam i tak w kółko aż do połowy siódmej klasy. Niemniej, bez mała każdy mój dowcip albo zaklęcie rzucone na któregoś z nich było od razu karane przez McGonagall. Bez skrupułów odbierała mi różdżkę i sprawdzała rzucane zaklęcia.
– Jak udało ci się kupić pozostałe różdżki? – dopytywał.
– W wakacje przed moją szóstą klasą, pracowałam w sklepie u pana Ollivandera – opowiadałam. – Początkowo miały to być cztery godziny dziennie, ale wówczas zachorowała jego córka i skończyło się tak, że całe wakacje praktycznie nie wychodziłam z jego sklepu. Może sobie tata wyobrazić, jak nudna to praca w sklepie z różdżkami, a na dodatek moje sumienie nie bardzo było w stanie zgodzić się na przyjęcie wyższej zapłaty niż umówiliśmy się na początku – westchnęłam na to wspomnienie. – Od razu wiedział po co przyszłam, gdy odwiedziłam go w ferie świąteczne i dał mi dwie dodatkowe różdżki na zapas, prawie identyczne z moją pierwszą. Fizycznie nie do odróżnienia. Dzięki temu byłam w szkole chociaż częściowo bezkarna – zaśmiałam się.
– Dumbledore nie wiedział, że masz więcej niż jedną? – Tobias był szczerze zainteresowany moją szkolną opowieścią. – Uczniowie nie mogą posiadać ich więcej. Zasadniczo w ogóle można posiadać jedną.
– Profesor Flitwick … mhm … muszę poprosić tatę o słowo czarodzieja, że nie wyjawi tego sekretu nikomu. – Spojrzałam groźnie na teścia. – Ktoś mógłby mieć wówczas kłopoty.
– Masz moje słowo – szepnął konspiracyjnie.
– Profesor Flitwick kontroluje w Hogwarcie wszelkie czary ochronne, w tym też wszelkie nielegalne przedmioty, książki, notatki i pomoce naukowe – opowiadałam, popijając wino. – Wiedział, że mam różdżki i wiedział, dlaczego je mam. Nie bardzo lubił potyczki z McGonagall, do których był niestety często przez moje wybryki zmuszany, więc dla świętego spokoju pokazał mi czar ukrywający różdżki. – Tobias wybuchnął gromkim śmiechem, a mnie zdawało się, że usłyszałam jego śmiech po raz pierwszy. Śmiał w dokładnie taki sam sposób jak mój mąż i chyba dopiero teraz dostrzegłam tak duże podobieństwo między nimi. – Profesor Flitwick nauczył mnie jeszcze jednej sztuczki, chyba na zachętę do studiowania zaklęć. Niech tata uważa. – Odłożyłam kieliszek na mały stolik i stanęłam naprzeciwko teścia. Ku zdumieniu mężczyzny, machnęłam szybko różdżką, jednocześnie wykonując ruch drugą dłonią i zarówno z różdżki, jak i z dłoni wyleciały maleńkie motylki.
– Jak u licha to zrobiłaś? – Pan Snape patrzył zdumiony i przyjrzał się z uwagą mojej pozornie pustej dłoni. – Dwie różdżki? Jak na Merlina udało ci się rzucić zaklęcie dwiema jednocześnie.
– Niestety potrafię rzucać tylko jedno zaklęcie. Profesor nauczył mnie rozdzielać moc na dwie ręce – wyjaśniłam. – Nie mam problemów z rzucaniem czarów ani jedną, ani drugą, ale niestety nie potrafię rzucić dwóch różnych zaklęć jednocześnie. No i potrafię to tylko z prostymi czarami.
Severus
– Znowu się popisujesz? – Stanąłem na progu i z rozbawieniem patrzyłem na sztuczki żony. – Zacząłem się niepokoić. Zniknęliście prawie godzinę temu i nabrałem obaw, czy przypadkiem nie zabrałaś się od razu do pracy, a ty w najlepsze odstawiasz swoje czary-mary przed ojcem, zostawiając mnie na pastwę matki. – Pokręciłem głową z dezaprobatą. – Pokaż mu jak potrafisz celnie strzelać z dwóch. – Rozsiadłem się obok taty i zachęciłem ją gestem, za co zostałem potraktowany krzywym uśmieszkiem.
– Nie popisuję się, tylko wyjaśniałam tacie sens noszenia dwóch różdżek – odparł nieco obrażonym tonem.
– Nosisz dwie tylko i wyłącznie po to, by się popisywać – mruknąłem ironicznie.
– Strzelasz z dwóch różdżek? – Tobias nie krył zdziwienia. – Mówiłaś, że potrafisz rzucać tylko proste czary.
– Tato, dla niej każdy czar jest prosty – bąknąłem, wywracając oczami.
– Nie przesadzaj, nie każdy i nie każdy potrafię rzucić dwiema różdżkami. – Sięgnęła po kieliszek i skierowała się powoli do jadalni, skąd nawoływała już Eileen. – Wciąż nie udaje mi się wysłać dwóch Patronusów. Nie wiem, może dlatego, że Patronus jest zbyt mocno związany z umysłem.
– Jakiego masz Patronusa? – spytał mnie nagle Tobias. – Pamiętam, że w któreś ferie, chyba w ostatniej klasie, bardzo mocno ćwiczyłeś ten czar i wówczas udało ci się stworzyć kruka zdaje się.
– Nie powinno cię to dziwić. – Do rozmowy włączyła się Eileen. – Zapewne już wówczas jego najszczęśliwsze wspomnienia wiązały się z pewną Krukonką. – Posłała mi ironiczny uśmieszek, który skwitowałem groźnym spojrzeniem.
– To był orzeł, nie kruk – sprostowałem. – I nadal pozostaje orłem.
– No tak, przecież to orzeł jest w godle Ravenclaw – ironizowała matka, a ja byłem coraz bardziej na siebie zły, że podczas gdy Solem rozmawiałam z ojcem w bibliotece, pozwoliłem, by Eileen wyciągnęła ze mnie każdy szczegół naszej ostatniej nocy. Zaczęła niewinnie, udając zaniepokojenie, że być może nie byłem wystarczająco delikatny skoro pozwoliłem sobie na podarcie sukni i już to powinno zapalić mi w głowie lampkę kontrolną z napisem stop, ale ja głupi dałem się wciągnąć w rozmowę starej Ślizgonce. Teraz miałem tylko nadzieję, że Solem nigdy nie dowie się o moich wymuszonych zwierzeniach.
– A Solem? Wciąż masz nietoperza? – Pani Snape zwróciła się do synowej. – Pamiętam, jak mi go pokazałaś kiedyś w szpitalu.
– Nie, to już nie jest nietoperz – mruknęła zaczerwieniona Solem. – Pieczeń pachnie wyśmienicie. – Próbowała zmienić temat. – Musi mi mama w końcu zdradzić przepis.
– Yhy, kiedyś ci zdradzę. – Eileen spojrzała na nią z wysoko uniesioną brwią. – Czaruj – nakazała po chwili.
– Pieczeń? – Sol udała zaskoczoną.
– Patronusa, ale już. – Starsza z kobiet patrzyła na nią ponaglająco. Nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem głośnym śmiechem, przypominając sobie minę swojej wówczas jeszcze dziewczyny, gdy jej Patronus zmienił postać.
– To trudne zaklęcie i ciężko … – próbowała się wymigać.
– Nie gadaj mi tu głupot, bo teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa – przerwała jej mama, a Tobias rzucił w jej kierunku równie zaciekawione spojrzenie.
– To wąż – odparła ze złością. – Zadowoleni? – Solem zrobiła obrażoną minę i sięgnęła po prawie już pusty kieliszek.
– Nie, nadal chcę zobaczyć. – Matka nie dawała za wygraną, a kłótnia zaczynała coraz bardziej mnie bawić. Chociaż osobiście niezbyt lubiłem Patronusa żony, byłem ciekaw reakcji rodziców. – Daj spokój, moim i Tobiasa Patronusem są sowy, nie masz się czego wstydzić. Pokazuj tego wężyka. To na pewno jakiś milutki gadzik.
– Przestań się śmiać – warknęła na mnie Solem. – To przez ciebie mój miły nietoperzyk się tak zmienił.
– Wybacz, najdroższa. – Opanowałem się na chwilę i ucałowałem ją w skroń, po czym napełniłem jej pusty kieliszek winem.
– Solem – ponagliła ją matka. – Nie próbuj odszukiwać w pamięci wspomnienia, które przywoływało twojego nietoperza, tylko pokazuj. – Niecierpliwiła się Eileen.
– Słowo daję, jeśli ktoś skomentuje mojego wężyka w nieodpowiedni sposób to zabiorę pieczeń i wyjdę – ostrzegła groźnie Solem, po czym wstała i machnęła różdżką, z której wystrzeliły najpierw srebrzyste smugi, a po chwili uformował się z nich ogromny bazyliszek.
– O słodki Merlinie, co to jest? – Eileen poderwała się z miejsca, przewracając krzesło.
– Milutki gadzik – zaśmiewał się z niej Tobias, któremu od początku idea małego zwierzątka nie pasowała do synowej.
– Niech się mama nie boi. – Widząc reakcję teściowej, Solem nie mogła się powstrzymać i dołączyła do rozbawionego Tobiasa. – No co? – krzyknęła z wyrzutem, gdy Eileen posłała jej zniesmaczone spojrzenie. – To przez niego. – Wskazała na mnie palcem, a ja pękałem z dumy, że moja żona na wspomnienie o mnie potrafiła stworzyć tak silnego Patronusa, który w dodatku był stworzeniem magicznym.
– Ciekawe z jakim konkretnie wspomnieniem go utożsamiasz? – Starsza pani Snape ochłonęła i teraz zaczęła wymownie spoglądać na mnie i moją żonę.
– Sowiarnia, ha? – Solem uśmiechnęła się zjadliwie do teściowej, po czym ta, chyba po raz pierwszy w życiu spłonęła rumieńcem.
Reszta kolacji minęła nam w równie miłej atmosferze. Eileen, ku mojej uldze nie opowiedziała co wydarzyło się między nią a Tobiasem w sowiarnii i ogólnie wieczór mogliśmy zaliczyć do udanych.
– Nie cieszysz się z wyjazdu na święta? – zwróciłem się do mocno zamyślonej Solem, gdy przechadzaliśmy się późnym wieczorem po opustoszałych już alejkach Londynu.
– Cieszę, kochanie – odparła, uśmiechając się. – Dlaczego miałabym nie. Miło będzie odpocząć od zimowej pogody.
– To o co chodzi? – dopytywałem, widząc jej zafrasowaną minę. – Odkąd wyszliśmy, jesteś jakaś zamyślona.
– Przepraszam. – Chwyciła mnie za rękę i oplotła nią swoje ramiona. – Po prostu … tata dał mi to. – Wyciągnęła z kieszeni łańcuszek i położyła go na otwartej dłoni. Chwyciłem go niepewnie w dwa palce, po czym spojrzałem zaskoczony.
– Skąd go miał?
– Znalazł chwilę po tym jak zdjęto bariery z domu rodziców – wyjaśniła. – Sev, nie miałam go wtedy na ręku. Pamiętam, że bawiłam się z Teo i on tak mocno go pociągnął, że puściło zapięcie. Widzisz? Tutaj. – Wskazała miejsce zepsucia. – Był tak bardzo z siebie zadowolony, że udało mu się go zdobyć, że założyłam mu go na nadgarstek, zamierzałam go naprawić, ale najwyraźniej nie zdążyłam. – Westchnęła, spoglądając zbolałym wzrokiem. – Tata znalazł go na chodniku, obok domu sąsiadów. – Chwyciłem ją mocno za ramiona i przyciągnąłem do siebie z całej siły.
– Chciałabym tam pójść, Sev – powiedziała z determinacją. Przystanęła i spojrzała mi prosto w oczy.
– Sol, nie. – Oplotłem jej twarz dłońmi i oparłem czoło o jej. – Nie, nie powinnaś tam iść.
– Może dzięki temu coś sobie przypomnę – jęknęła.
– Nie rób tego sobie, słonko, proszę. – Wiedziałem, że ostateczna decyzja i tak należał do niej, ale liczyłem, że mnie posłucha. – Dowiemy się kto to, obiecuję ci, ale proszę nie poświęcaj swojego zdrowia.
– Tam nic nie ma, prawda? – Pokiwałem głową i lekko ją ucałowałem.
– Nic – wyszeptałem. – Proszę, nie idź tam, jeszcze za wcześnie.
– Pójdziesz tam ze mną, gdy już będę gotowa? – Ulżyło mi, słysząc te słowa. Bałem się, że widok pustego placu, na którym stał kiedyś jej rodzinny dom, podziała na nią destrukcyjnie. Nie była jeszcze gotowa, by się z tym zmierzyć i bardzo chciałem ją przed tym uchronić.
– Pójdziemy, ale jeszcze nie teraz – odparłem, głośno wzdychając. – Dobrze?
– Dobrze. – Uśmiechnęła się smutno i pociągnęła mnie do parku.
Zaciągnęła mnie na jedną z ławek i rozłożyła się wygodnie, kładąc głowę na moich kolanach.
– Dzień dobry, gwiazdeczki – szepnęła do siebie, a na jej twarzy pojawił się jasny uśmiech. Przez chwilę miałem wrażenie, że zamiast księżyca, to słońce zaczęło świecić nocą. Pogładziłem ją lekko po włosach i odchyliłem głowę do tyłu, by także spojrzeć na nocne niebo.
– Sev. – Solem poderwała się nagle i usiadał obok, przygryzając nerwowo dolną wargę – Sprawdzałeś moje różdżki po wypadku?
– Nie, dlaczego … myślisz, że mogłaś rzucać zaklęcia zapasową różdżką? – spytałem, marszcząc czoło.
– Jeśli ktoś naprawdę zaatakował nas w domu to myślę, że mógł mnie rozbroić; nie miałam różdżki w dłoni, znaleziono ją gdzieś w pobliżu, ale nie w mojej dłoni, a zapasowa była pod zaklęciem – spekulowała. – Mama mi ją oddała krótko po tym, jak odzyskałam przytomność. Nie pytałam jej skąd ją ma, bo myślałam, że po prostu była w moich rzeczach, ale możliwe, że jeśli dotknęła mojej dłoni, to różdżka się ujawniła.
– Sol, używasz tej różdżki od miesięcy ciężko będzie dojść do zaklęć rzucanych tamtego dnia – odparłem, ciężko wzdychając.
– Nie, używałam tej, którą ty mi przyniosłeś do szpitala. – Spojrzała na mnie z nadzieją. – Tę, którą wtedy nosiłam jako zapasową rzuciłam ledwie kilka czarów. Sprawdźmy ją. Chcę wiedzieć co się stało. – Objąłem ją ramieniem i mocno przytuliłem.
– Myślisz, że damy radę sami?
– Nie wiem. Nigdy nie sprawdzałam kilkunastu zaklęć wstecz – odpowiedziała i odetchnęła głęboko nocnym, mroźnym powietrzem. – Może Amelia mogłaby pomóc? Ma przecież dostęp do tego całego sprzętu w Ministerstwie.
– Albo Ollivander – dodałem.
Kolejny rozdział: „Solem jest zagadką"
