ROZDZIAŁ 19

Solem jest zagadką

Severus

– Solem, jesteś już gotowa? – Pozałatwiałem wszystkie sprawy związane ze sklepem i właśnie wróciłem do domu, gdzie miała na mnie czekać spakowana już żona. Od tygodnia praktycznie nie odrywała się od pracy. W przeciągu ledwie kilku dni zilustrowała dwie pokaźne książki i przygotowała kilka pudełek fiolek na eliksiry. Początkowo śmieszył mnie jej entuzjazm, ale po tygodniu uznałem, że już czas, żeby się otrząsnęła. Istniało spore zagrożenie, że przestanie widzieć, ale przecież nie mogła pracować na zapas. Na szczęście zgodnie z zaleceniami uzdrowiciela, Solem przesypiała całe noce. Czasem powracały koszmary, ale odniosłem wrażenie, że było ich coraz mniej.

– Już prawie – krzyknęła z sypialni.

– Tęskniłem – szepnąłem jej do ucha, obejmując ją od tyłu w pasie, gdy mocowała się z zamknięciem kufra. Pomimo zastosowania zaklęć, ten wyraźnie nie chciał się domknąć. – Wiesz, że jedziemy tylko na tydzień, prawda? – Spojrzałem na nią z rozbawieniem. – I wiesz, że będziesz przez większość czasu chodziła jedynie w stroju kąpielowym?

– Wiem, wiem – bąknęła i wyszeptała zaklęcie zmniejszające na swoją kosmetyczkę, której żadne czary nie chciały upchnąć.

– Coś ty tam napakowała? – Zerknąłem jej przez ramię i próbowałem włożyć rękę do kufra, ale przytrzasnęła mi ją wiekiem.

– Ciuchy i takie tam – wymruczała pod nosem, dalej mocując się z zapięciem.

– Jakie tam? – spytałem podejrzliwie.

– No wiesz, sukienka, kosmetyki i takie tam – odpowiedziała, lekko się rumieniąc.

– Pokaż co zabrałaś, chcę sprawdzić, czy spakowałaś mi wszystko czego potrzebuję. – Zaintrygowało mnie zachowanie żony i wraz z jej coraz bardziej niewinnym uśmieszkiem nabierałem coraz większych podejrzeń.

– Jest wszystko czego potrzebujesz. – Uśmiechnęła się z triumfem, gdy w końcu udało jej się zapiąć wszystkie klamerki.

– Chcę sprawdzić – odparłem, nie dając się zwieść jej minie i pomimo protestów jednym zaklęciem otworzyłem kufer.

– Ej! – krzyknęła. – Męczyłam się z tym dobre dwadzieścia minut. Jesteś … jesteś … zostaw to – warknęła, gdy zacząłem powoli wyciągać kupki z ułożonymi ciuchami. – Tam jest prezent dla ciebie i uważaj na teleskop. – Desperacko chwyciła moją dłoń, gdy podnosiłem podejrzany koc wyglądający jakby spoczywał na dnie kufra.

– Po co ci to? Tam jest upał, a prezenty wysłaliśmy wczoraj, zapomniałaś? – Domyślałem się już co ukryła w kufrze i nie bardzo wiedziałem, czy mam się śmiać, czy zacząć wściekać. Miałem już dość prawienia jej morałów i ciągłego zwracania uwagi na przepracowanie, ale do niej najwyraźniej nic nie docierało.

– Lubię ten kocyk. Zostaw, proszę.

– Są pod nim twoje przyrządy do malowania? – spytałem, uważnie przyglądając się jej twarzy.

– Tak – odpowiedziała krótko.

– Ile książek? – kontynuowałem przesłuchanie, bawiąc się rogiem kocyka.

– Jedna. – Solem pochyliła głowę ze skruchą.

– Jedną mogę zaakceptować, o ile przyznasz się co tam jeszcze jest.

– Naprawdę prezent dla ciebie – odpowiedziała z wciąż pochyloną głową.

– Solem. – Objąłem ją i mocno do siebie przytuliłem. – Masz odpoczywać, słonko, nie pracować. Wyjmij te przeklęte fiolki i flakoniki na płyny z tego kufra, ale już – syknąłem jej do ucha. – I pokaż co tam dla mnie masz.

– Skąd wiedziałeś? – Spojrzała z wyrzutem.

– Trzeba było rzucić zaklęcie wyciszające to może uwierzyłbym w tę książkę i prezent – odparłem, unosząc brew w geście triumfu.

– Słyszysz tylko to, co chcesz usłyszeć – mruknęła pod nosem i delikatnie wyciągnęła spod koca skrzyneczkę z naczyniami, ustawiając ją na komodzie, po czym zaczęła ponownie wkładać ciuchy.

– Sol – warknąłem groźnie. – Masz pięć lat? Wyciągaj wszystkie, ale już. – Westchnęła zrezygnowana i wyciągnęła resztę upchanych skrzynek.

– Jak ty całe dnie przesiadujesz w laboratorium to jest dobrze – mruczała pod nosem.

– Ale nie zabieram kociołków na wakacje, poza tym za dwa tygodnie zaczynam pracę w Hogwarcie i muszę zrobić sporo zapasów do sklepu.

– Oczywiście, tylko twoja praca jest ważna – kłóciła się.

– Sol. – Chwyciłem ją za ramiona i głęboko odetchnąłem. – Zachowujesz się teraz jak obrażone dziecko. Jak zacznę pracę w szkole to będę miał znacznie mniej czasu niż teraz i chcę wykorzystać ten czas, który nam został. Chcę spędzić te święta z tobą, nie z twoją pracą. – Pogładziłem ją czule po policzku i lekko ucałowałem w czoło. – Westchnęła głęboko i z lekkim uśmiechem wyjęła jeszcze cztery skrzynki z fiolkami. Wywróciłem oczami, ale już nie miałem siły mówić.

– To naprawdę miłe, że one komuś się podobają – usprawiedliwiła się.

– Podobają i nie komuś, ale wszystkim, co nie oznacza, że każdy je musi mieć. – Usiadłem na łóżku i przeglądałem ciuchy, jakie mi uszykowała na wyjazd. – Ostatnio do sklepu zawitał Hagrid po miksturę na mszyce i wyobraź sobie był bardzo zawiedziony, że nie może kupić jej w malowanej fiolce. – Solem uśmiechnęła się i usiadła obok.

– Przepraszam – mruknęła i oparła głowę na moim ramieniu.

– To co masz tam dla mnie? – Objąłem ją delikatnie i ucałowałem w czubek głowy. – Myślałem, że wczoraj wysłaliśmy wszystkie prezenty.

– To nie prezent gwiazdkowy, po prostu coś dla ciebie – westchnęła. – Miałam dać ci dopiero pod koniec ferii świątecznych, ale możesz zobaczyć teraz. – Uniosła koc i wyciągnęła dość gruby notatnik. – Pomyślałam, że sam nie znajdziesz na to czasu. – Zawstydzona pochyliła lekko głowę i przygryzła wargę. Rozczulało mnie, że wciąż reagowała tak niewinnie i potrafiła jeszcze zawstydzić się w moim towarzystwie. Po raz kolejny okazała mi niesamowitą troskę i wcale nie uważałem, żeby miała powody do wstydu, ale taka właśnie była. Robiła coś niekonwencjonalnego, a później z braku pewności siebie czerwieniła się, gdy ktoś podziwiał jej pracę. Patrzyłem na nią przez chwilę i jej widok mocno chwycił mnie za serce. Wyglądała dokładnie tak samo, jak tamtego wieczoru, gdy pocałowaliśmy się po raz pierwszy w pokoju życzeń. Siedziała z pochyloną głową, oblana rumieńcem i bawiła się rąbkiem sweterka. Zdawało mi się nawet, że to ten sam sweterek, który wówczas na sobie miała. Zastanawiałem się, czy już wtedy wiedziałem, że ta dziewczyna odmieni moje życie, że pomimo tragedii jaka nas spotkała, ona jedyna będzie w stanie sprawić, bym był szczęśliwy. Zaśmiałem się pod nosem, uświadamiając sobie, że tak samo jak wtedy, teraz myślałem o tym, jak bardzo ponętne były jej usta.

– Nie śmiej się ze mnie, jeśli nie przydadzą ci się te zaklęcia to po prostu z nich nie korzystaj. – Spojrzała na mnie z wyrzutem, nieopacznie rozumiejąc mój uśmiech.

– Słonko. – Pogładziłem ją czule po policzku. – Nie tylko nie miałem czasu na tworzenie i szukanie zaklęć przydatnych podczas nauczania eliksirów, ale nawet nie wpadłbym na pomysł, że mogę sobie ułatwić w ten sposób pracę. Dziękuję, jak zwykle troszczysz się o mnie bardziej niż o siebie. – Przysunąłem ją bliżej i ucałowałem w skroń. – Uśmiechałem się, bo wyglądasz dokładnie tak samo jak podczas naszej pierwszej wizyty w pokoju życzeń i złapałem się na tym, że wciąż podnieca mnie myśl o pocałunku z tobą. – Zbliżyłem do niej swoje usta i z czułością pocałowałem. – Dziękuję, te zaklęcia są … jesteś cudowną żoną. Bardzo mi się to wszystko przyda. – Przekartkowałem notatnik i zatrzymałem się na jednym ze stworzonych przez nią zaklęć. – Nie jestem pewien, czy uczniom przypadną do gustu zaklęcia ograniczające ich warzenie do jednego kociołka, ale to naprawdę ułatwi mi pracę.

– Pomyślałam, że w ten sposób unikniesz przykrych wypadków podczas lekcji, gdyby zdarzyli ci się uczniowie pokroju Huncwotów – wytłumaczyła się.

– No i nie będą sobie po kryjomu pomagać. – Uśmiechnąłem się zjadliwie i zacząłem dalej przeglądać zaklęcia, jakie dla mnie przygotowała. Było tego całkiem sporo i nie mogłem się nadziwić z kreatywności żony. Wydawało się, jakby było tam wszystko, czego potrzebował nauczyciel eliksirów, jakby sama była pedagogiem z wieloletnim stażem. Czar sygnalizujący, w którym miejscu dochodzi do niepożądanych reakcji, zaklęcie powiązane z instrukcją na tablicy, wskazujące, w którym kociołku był źle wykonywany eliksir. Kilkanaście zaklęć, które pozwolą mi w prosty sposób kontrolować pokoje zajmowane przez Ślizgonów wydawało się być dla mnie jak zbawienie. Przerażała mnie myśl, że kilka razy dziennie będę musiał sprawdzać dormitoria swoich podopiecznych i użerać się z nimi; teraz w duchu odetchnąłem. Formuła przesyłająca obraz z wizjera na drzwiach gabinetu do tego na drzwiach prywatnych kwater wyglądała na bardzo złożoną i domyślałem się, że musiała poświęcić na nią sporo czasu, a stanowiła nie lada ułatwienie. W ten sposób mogłem weryfikować, czy konieczny był mój powrót do służbowych obowiązków, czy mogłem sobie darować niechcianego gościa i nie latać bez sensu przez cały zamek, by wpuścić kogoś tylko dlatego, że akurat tamtędy przechodził i przypadkiem zapukał do moich drzwi. Dla swoich wychowanków musiałem być dostępny przez całą dobę, ale nie zamierzałem być nadgorliwym profesorkiem i po godzinach pracy przyjmować niechcianych gości, rodziców i uczniów innych domów niż mój.

– Jak się nie pospieszymy i nie pomożesz mi z upychaniem tego z powrotem w kufrze, to twoja mama znowu będzie przez cały dzień snuć głośne domysły na temat tego co nas tak długo zatrzymywało przed wyjściem z domu i zapewne będzie miała dla nas sporo porad, jak zrobić TO szybciej bez uszczerbku na przyjemności. – Solem brutalnie wyciągnęła mi notatnik z ręki i rzuciła na szafkę koło łóżka.

– On jedzie z nami – warknąłem i włożyłem zeszyt do kufra. – I wcale nie lubię TEGO robić szybko. Największą przyjemność sprawia mi twoja bliskość, nie szybki orgazm.

– Doprawdy? – Spojrzała na mnie z drwiącym uśmieszkiem.

– Doprawdy. – Zmarszczyłem brwi i przyciągnąłem ją do siebie, chwytając za talię. – Chociaż z barku czasu …

– Zamykaj kufer, twoi rodzice czekają na nas od dwudziestu minut. – Pocałowała mnie w nos i wyswobodziła się z moich ramion.

.: :.

Solem

– Solem? – Eileen wyrwała mnie z zamyślenia, gdy rozłożona na leżaku rozkoszowałam się słońcem.

– Tu jest cudownie – westchnęłam, uśmiechając się do teściowej, która zajmowała właśnie miejsce obok. Severus i Tobias po krótkiej kąpieli w morzu udali się do miasta po choinkę i zakupy na świąteczną kolację, więc miałyśmy chwilę tylko dla siebie.

– Jak sobie z tym radzisz? – zapytała wprost. Zauważyłam jej smutne spojrzenie, gdy Severus wyszedł z domu w samych kąpielówkach i doskonale wiedziałam o co pytała. Usiadłam wyprostowana i spojrzałam w oczy Eileen.

– Staram się nie dawać mu do zrozumienia, jak głupio zrobił – odparłam, czując palące łzy pod powiekami. Severus powiedział rodzicom o swoim mrocznym znaku, o misji jaką wypełnia dla Dumbledore'a i dlaczego się na to zgodził, tuż po tym, jak któregoś razu Tobias odwiedził go w laboratorium i ten zapomniał o opuszczeniu mankietów. Ojciec o nic nie pytał, ale wiedziałam jak mój mąż cenił sobie szczerość w stosunku do bliskich i niczego nie owijając w bawełnę, wyznał im wszystko. – Staram się myśleć o tym co robi, jak o czymś co zrobić musi. Jest dobrym i odważnym człowiekiem, i dopóki mam tę świadomość będą wspierać go całą sobą. Boli mnie, że został … wszyscy zostaliśmy tak brutalnie wykorzystani przez kogoś, kto stoi po stronie dobra, że ktoś kto uważa się za strażnika jasności wykorzystał chwilę słabości mojego męża, jego czuły punkt, że zamiast odwodzić od zemsty, podjudza go, chociaż jestem przekonana, że robi to z czysto egoistycznych powodów, a nie by pomóc nam. Cierpię bardzo, gdy wraca zdruzgotany po tym, co musi robić niewinnym ludziom, ale staram się być dla niego oparciem i udaję, że sama tego oparcia wówczas nie potrzebuję. Czuję fizyczny ból, gdy wraca po torturach do domu i odnajduję na jego ciele świeże blizny. I … chyba wolałam ich nie widzieć. – Przymknęłam powieki i pozwoliłam wymknąć się pojedynczej łzie. – Ale wiem, że robi to, żeby pomścić śmierć naszego synka i moich rodziców, by mogli odpoczywać w spokoju. Wiem, że robi to dla mnie, poświęca się, bym mogła wreszcie pójść naprzód i zakończyć żałobę, robi to bo jest dobrym człowiekiem i niech mama się nie waży go źle oceniać, bo potrzebuje mamy wsparcia i bez tego sobie nie poradzi. – Spojrzałam twardo na teściową i po chwili utonęłam w jej ramionach.

– Skarbeńku – wyszeptała mi do ucha. – Jest moim synem i będę przy nim zawsze. Obydwoje zawsze możecie liczyć na nasze wsparcie, zawsze, dziecinko. – Odetchnęłam głęboko i ukryłam twarz w ramionach teściowej. – Wiesz? – odezwała się po chwili, lekko mnie kołysząc. – Straszne jest to, że gdybym miała więcej odwagi, zrobiłabym to samo co mój syn. Szukałabym zemsty za to, jak bardzo nas skrzywdzono i pewnie postąpiłabym tak samo głupio jak on.

– Mamo. – Oderwałam się od jej ramion i spojrzałam głęboko w oczy. – Nie chcę, żeby naszym życiem kierowała zemsta. Chcę znaleźć sprawców śmierci moich bliskich i chcę, by dosięgła ich sprawiedliwość, ale chęć zemsty zniszczy nasze życie do końca. Boję się, że to pochłonie Severusa bez reszty, że stracę go jeśli pozwolę mu na vendettę.

– Jestem pewna, że nawet jeśli dokona swojej zemsty, miłość do ciebie utrzyma go na powierzchni. – Eileen odwzajemniła moje twarde spojrzenie i uśmiechnęła się nieznacznie. – Ty nie wierzysz w tę bajkę o śmierciożercach, prawda? – Zaprzeczyłam ruchem głowy.

– To takie proste w dzisiejszych czasach, każdą śmierć wrzucić do jednego worka. – Odetchnęłam głęboko. – A mama? Jak mama daje radę? – spytałam z troską.

– Jest moim synem. Boli, ale nie zamierzam obarczać go swoim cierpieniem, wolę, by czuł moje wsparcie i jestem gotowa mu pomóc, choćby zmagał się z największym okrucieństwem – wyznała. – Jestem gotowa mu pomóc – powtórzyła pewnym głosem, a ja nie byłam już pewna, o jaką pomoc jej chodziło. Czy planowała pomagać Severusowi w wypełnianiu jego misji, leczyć rany na ciele i psychice, czy pomagać w dążeniu do zemsty, ale nie miałam wątpliwości, że Eileen gotowa była poświęcić dla swego syna wszystko.

Nie poruszałyśmy już więcej trudnych tematów, tylko oddałyśmy się rozkoszy kąpieli słonecznej. Zapomniałam o całym świecie. Zamknęłam oczy i z przyjemnością wystawiałam twarz do słońca, jęcząc teściowej, by pozwoliła mi sobie pomóc przy gotowaniu pieczeni na jutrzejszą kolację.

– Jak dam ci przepis to będziesz ją sobie piekła sama i nie będziesz chciała przychodzić na nią do mnie – odparła z nutką pretensji.

– Gada mama jakbyśmy przychodzili do was tylko się najeść – prychnęłam.

– W sumie to chyba nigdy jeszcze nie jadłaś mojej rolady wieprzowej z tajemniczym nadzieniem, więc będę miała nowy atut – zaśmiała się z triumfem.

– Ukrywała mama przede mną po... – Uniosłam nieco głowę i chciałam spojrzeć na teściową, ale nic nie widziałam.

– Skarbeńku? – zaniepokoiła się Eileen. – Dziecinko, co się dzieje? – Kobieta usiadła na swoim leżaku i chwyciła mnie za rękę. Przymknęłam powieki i z całej siły próbowałam przywołać obraz przed swoje oczy.

– Już w porządku. – Odetchnęłam głęboko, czując rażące słońce na powiekach. – Głowa mnie nagle rozbolała. Niech mama nie mówi Severusowi, proszę. – Spojrzałam na teściową z błaganiem w oczach.

– Dobrze, ale chodź do domu. Leci ci krew z nosa. Zatamuję to i rzucę zaklęcie sondujące – zakomunikowała i miałam właśnie sięgnąć po chusteczkę, gdy nagle zawirowało mi w głowie i poczułam, że unoszę się w powietrzu. – Severus, puść ją natychmiast. – Usłyszałam jeszcze krzyk teściowej i po chwili lądowałam w zimnej wodzie.

– Słoneczko. – Severus przestraszył się, widząc strużkę krwi pod moim nosem. Chwycił mnie natychmiast z powrotem na ręce i zaniósł na leżak.

– Mówiłam ci, żebyś ją puścił – warknęła na niego Eileen. Chciałam coś powiedzieć, bo najwyraźniej zimna woda odgoniła mój ból głowy i poczułam się znacznie lepiej, ale teściowa już machała nade mną różdżką, tamując nieistniejący już krwotok.

– Puściłem – mruknął. – Zaniosę ją do domu – zwrócił się do matki z troską w głosie i już chwytał mnie ponownie na ręce.

– Pos...

– Połóż ją w sypialni – nakazała Eileen.

– Ale …

– Potrzebujesz jakichś eliksirów? – spytał.

– Nie, bolała ją głowa, ale nie znalazłam niczego niepokojącego, więc zwykły przeciwbólowy wystarczy – odpowiedziała starsza pani Snape, podążając za synem.

– Seve … – Wciąż nie mogłam się przebić z prośbą, żeby mnie postawił.

– Rzucę na nią zaklęcie suszące. – Teściowa zaczęła ponownie machać różdżką i mamrotała do Tobiasa, jak ma ułożyć poduszki.

– Może podaj jej coś do ubrania – poprosił Severus matkę i wskazał na nasz wciąż nierozpakowany kufer.

– A może …

– Zabrałaś jakiś sweterek, dziecinko? – Eileen spojrzała na mnie pytająco, ale nie pozwoliła mi dojść do głosu, tylko posadziła na łóżku i wciągała na mnie bluzkę z długim rękawem.

– Ale …

– Wypij. – Kobieta przycisnęła mi zimną fiolkę do ust i chciał nie chciał, zostałam zmuszona do wypicia eliksiru, którego wcale już nie potrzebowałam.

– Czy …

– Severusie, zasłoń okna. Tutaj jest stanowczo za jasno, a ja zaraz przygotuję coś do jedzenia – zakomunikowała. – Na pewno nie jadła porządnego śniadania.

– Jad...

– Nie stój tak, Tobias, idź wstaw wodę na herbatę – nakazała mężowi.

– Może podać eliksir słodkiego snu? – Severus zwrócił się do matki. Podciągnęłam się i zrezygnowana usiadłam na łóżku, zakładając sobie ręce na piersi.

– Nie, nie. Nie powinna teraz spać – odparła Eileen i ponownie próbowała położyć mnie na poduszkach, ale tym razem już się jej nie udało i w końcu spojrzała pytająco. – Czegoś ci trzeba? Wody, na pewno chcesz wody. – Nie czekając na odpowiedź, wyczarowała pełną szklankę płynu.

– Nie chcę wody – warknęłam. – Jest gorąco i chce wyjść spod tych pierzyn popływać. Nic mi nie jest. Zabolała mnie głowa i poleciała mi krew z nosa. Wielkie mi rzeczy. – Wywróciłam oczami i spojrzałam na swoich nadgorliwych opiekunów z krzywym uśmiechem. – Zimna woda dobrze mi zrobiła, a krew przestała mi już lecieć na długo zanim mama rzuciła zaklęcie. Merlinie, zgłupieliście?

– To dlaczego nic nie powiedziałaś? – Eileen popatrzyła na mnie z zaskoczeniem.

– Bo nie daliście mi dojść do słowa – syknęłam. – Odnoś mnie na leżak, ale już. – Zmrużyłam oczy i popatrzyłam groźnie na męża. – A mama się z obiadem zadeklarowała, a ja w sumie to bym coś zjadła – zaśmiałam się i wyskoczyłam z łóżka, rzucając Severusowi ponaglające spojrzenie. – Nieś mnie.

– Dobrze się czujesz? – Stanął naprzeciwko mnie i delikatnie objął w pasie.

– Merlinie, przecież mama mnie zbadała. Nic. Mi. Nie. Jest. Leżałam na słońcu trochę za długo. Chcę popływać, a później posiedzę w cieniu.

– Herbatka wzmacniająca dla ciebie, Solem. – Do pokoju wszedł Tobias z parującym napojem i spojrzał zdezorientowany.

– Mama niech sobie ją wypije i nie gapcie się tak, nic mi nie jest. Serio. – Wywróciłam oczami i sama ruszyłam w stronę wyjścia na plażę.

Severus

– Wygłupiliśmy się? – Podszedłem do niej, gdy już po kąpieli w morzu, przebrana w letnią sukienkę, ubierała choinkę.

– Trochę – mruknęła. – Miło, że się o mnie martwicie, ale niepotrzebnie, Sev. Nic mi nie jest. Czuję się dobrze.

– Mama mi powiedziała co się stało – wyznałem cichym głosem.

– Miała ci nic nie mówić – westchnęła.

– Zrobiła to nieopacznie, a właściwie to się domyśliłem, a ona tylko potwierdziła moje przypuszczenia.

– Spędźmy miłe święta, dobrze? – Spojrzała na mnie z błaganiem w oczach. – Bardzo tego potrzebuję, normalności, radości, beztroski.

– Powiesz, jeśli poczujesz się gorzej?

– Powiem i sama pójdę się położyć do ciemnej i chłodnej sypialni – zapewniła z uśmiechem.

Przestraszyłem się nie na żarty, gdy dostrzegłem krew na jej twarzy tuż po tym, jak wrzuciłem ją do wody. Nie zastanawiałem się nad tym, co mogło jej się stać, tylko chciałem jak najszybciej pomóc, sam nie wiedziałem w czym. Zdawałem sobie sprawę z tego, że byłem nadopiekuńczy w stosunku do żony, ale aż do dziś starałem się nie zapominać, że ona w kwestii tej opieki ma coś do powiedzenia i dziś chyba po raz pierwszy, tak bardzo się jej narzuciłem. Zresztą reakcja matki wcale nie pomogła w chłodnej ocenie sytuacji. Podobnie jak Solem chciałem spędzić miłe i beztroskie święta. Objąłem ją mocno w pasie i uniosłem do góry, by móc swobodniej całować jej usta. Przycisnąłem ją mocno do siebie i postanowiłem w duchu, że zrobię wszystko, by to były bardzo miłe święta. Chwyciłem różdżkę i wyczarowałem śliczną, migoczącą gwiazdę na czubku choinki, podobną do tych, które towarzyszyły nam od naszych pierwszych wspólnych chwil.

Solem

– Och, otwierajże szybciej tą paczkę, Solem – ponaglała mnie Eileen, gdy jeszcze przed śniadaniem rozsiedliśmy się w piżamach w salonie, żeby otworzyć prezenty.

– To mój prezent i będę sobie otwierać tak długo, jak mi się podoba – bąknęłam i z namaszczeniem rozwiązywałam ślicznie zawiązaną kokardę.

– Pokaż, pokaż, pokaż – piszczała teściowa.

– Sev. – Spojrzałam na męża. – Jest piękna. To najpiękniejsza spinka, jaką kiedykolwiek widziałam. Dziękuję. – Z małego pudełeczka wyjęłam dużą, owalną klamrę do włosów. Środek stanowił duży, biały kamień słoneczny dookoła wyłożony małymi, zielonymi szmaragdami. Wzór był dokładnie taki sam jak na pierścionku zaręczynowym i wpatrywałam się w nią, nie mogąc wyjść z podziwu. – Kocham cię – szepnęłam i ucałowałam jego miękkie usta. Ku uciesze Eileen, Severus mocno przyciągnął mnie do siebie i na chwilę pogłębił pocałunek.

– Oni są tacy romantyczni, prawda Tobias? – Eileen westchnęła głośno, a my wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. – Dlaczego co roku kupujesz spinki do włosów swojej żonie? – zwróciła się do syna.

– To taka nasza tradycja. – Odetchnął i opowiedział rodzicom, jak przed naszymi pierwszymi wspólnymi świętami obserwował mnie, kiedy męczyłam się z włosami i wykradaniem naczyń z Wielkiej Sali. Zaczerwieniłam się do granic możliwości i zawstydzona schowałam głowę w jego ramię.

– Oddałam wszystkie, naprawdę – powiedziałam, gdy rodzice spojrzeli z rozbawieniem i po chwili mocowałam się ze swoimi lokami, by móc spiąć je nową spinką. – To wcale nie jest proste – warknęłam, gdy po raz kolejny, któreś niesforne pasemko wymknęło się z kitki. – I nie, nie działają na nie żadne zaklęcia. Rzucę jakieś i po chwili znowu każdy idzie w swoją stronę. Moje włosy żyją własnym życiem – warczałam, nie mogąc ich okiełznać nawet przy pomocy Severusa i spinki. – Kiedyś je obcięłam, chyba w drugiej klasie.

– Nie pamiętam cię z krótkimi włosami – zdziwił się Severus.

– Bo odrosły następnego dnia – syknęłam. – Robią to za każdym razem i z każdym odrośnięciem są coraz gorsze.

– Masz piękne włosy, słonko. – Objął mnie i ucałował w czubek głowy.

– Dziękuję – szepnęłam, gdy w końcu udało mi się pospinać wszystkie kosmyki i po chwili zaklęłam cicho, gdy jednak jednemu udało się wyskoczyć na moje czoło. – Co tam mama chowa z tyłu? – Spojrzałam z naganą na teściową. – Myślałam, że mieliśmy wszyscy obejrzeć prezenty. Łamie mama zasady.

– To nic takiego. A ty co tam masz Severusie? – Eileen wyraźnie unikała mojego wzroku.

– Pokażę, jak mama pokaże swój. – Uśmiechnął się zjadliwie, dobrze wiedząc, co kupiłam jego matce.

– To nie dla twoich oczu – zaperzyła się nieco.

– Teraz to i ja jestem ciekaw. – Tobias sprawnie, przy pomocy różdżki przywołał do siebie kawałek jedwabiu, który ukrywała za plecami jego żona. – Co to u licha jest? – Chwycił materiał w dwa palce i rozłożył przed sobą malutką koszulkę nocną.

– Piżama – warknęła na niego Eileen i wyciągnęła mu ją z rąk.

– To zdaje się takie mi mama ostatnio zachwalała? – zaśmiałam się.

Kilka dni temu dostałam wykład na temat tego, jak seksowna bielizna wpływa na zmysły mężczyzny. Teściowa miała dość dużo do powiedzenia zwłaszcza na temat tej nocnej i razem z Severusem, postanowiliśmy w końcu trochę odegrać się na matce za ciągłe wciskanie nosa w nasze intymne sprawy. Severus dołożył swoje trzy grosze i dyskretnym ruchem różdżki wyczarował nad głową Eileen jemiołę. Zaśmiałam się głośno i gestem ponagliłam Tobiasa, który dzielnie stawił czoła tradycji, i z czułością ucałował swoją żonę w usta. Byłam mocno zaskoczona pokaźnym rumieńcem na twarzy teściowej. Zwykle miała sporo do powiedzenia w sprawach seksu i wydawało się, że była pod tym względem dość otwarta i nie stroniła od nowych doświadczeń. Teraz jednak, mocno zastanowiłam się nad swoim osądem. Obserwowałam przez chwilę Eileen, jak z nieśmiałym uśmiechem przesuwała między palcami delikatny jedwab i wciąż zaczerwieniona schowała prezent do pudełka. Przez chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się i posłałam teściowej łagodny uśmiech.

– O słodki Merlinie – wykrzyknął Tobias. Seksowna piżamka, to nie jedyny romantyczny prezent, jakim obdarowaliśmy rodziców. Przez ostatnie lata zgromadziłam w swoich szkicownikach sporo portretów Eileen i tuż przed świętami uzupełniłam album kilkoma z jej młodszych lat, narysowanymi na podstawie fotografii. Patrzyłam z uśmiechem na zachwyconą minę teścia i po chwili poczułam, jak oplatają mnie silne ramiona męża.

– Dziękuję – wyszeptał mi wprost do ucha. – Już dawno nie widziałem rodziców tak beztrosko uśmiechniętych i wpatrzonych w siebie.

– Są tacy romantyczni – szepnęłam, chichocząc i leciutko pocałowałam go w usta.

– Skąd je masz? – Eileen spoglądała jeszcze bardziej zarumieniona na ręcznie wykonany album. – Och, one są …

– Piękne, jak ty, kochanie – dokończył za nią Tobias i już wiedziałam, że podarowaliśmy teściowi coś, co z całą pewnością sprawiło mu radość.

Severus

– To świstoklik? – zdziwiłem się, wyciągając z pudełka onyksowe spinki do mankietów.

– Przyniesie cię do mnie, zawsze, gdy będziesz tego pragnął i potrzebował – wyjaśniła, mi nieśmiało.

– Są piękne i … słonko, jak? To cholernie trudne …

– Świstoklik odnajdujący drogę przez serce? – przerwała mi zdumiona Eileen. – To nie jest cholernie trudne, Severusie, to praktycznie niewykonalne. Jak ci się to udało? – Chwyciła ode mnie małe pudełeczko i podziwiała prezent, jaki podarowała mi żona. Pochyliła zawstydzona głowę i znowu nie mogłem się nadziwić jej skromności.

– Chodziłam na zajęcia ze starożytnej magii – wyjaśniła nieśmiało.

– Jako jedyna na roku została na nie przyjęta przez profesora Davisa – dopowiedziałem za nią, pękając z dumy.

– I nigdy się nawet nie pochwaliłaś? – Eileen nie mogła ukryć pretensji w głosie. – Musimy spędzać razem więcej czasu. Ostatnio wciąż dowiaduję się o tobie czegoś niezwykłego.

– To tylko zaklęcia, każdy mógłby się tego nauczyć, gdyby miał szansę – tłumaczyła się.

– Yhy, każdy przeciętny czarodziej rzuca na lewo i prawo zapomnianymi czarami, właśnie dlatego są zapomniane – zakpiła z niej teściowa. – Zaczynam podejrzewać, że w poprzednim wcieleniu byłaś Merlinem.

– Gwarantuję ci mamo, że moja żona była i jest kobietą – zaperzyłem się, przywołując w głowie obraz paskudnej twarzy Merlina z jednego z hogwardzkich portretów.

– Dużo starożytnych zaklęć znasz? – spytał z powagą Tobias.

– Starożytna magia nie opiera się formułkach i nie ma ich przypisanych do poszczególnych zaklęć. Opierają się na umyśle, duszy, krwi, sercu, ale są też takie, przy wykorzystaniu których korzysta się ze zmysłów – tłumaczyła. – Istotą nie jest połączenie z różdżką, ale z poszczególną sferą odpowiedzialną za czar. Na tajnikach starożytnej magii opiera się magia bezróżdżkowa i częściowo zaklęcia niewerbalne.

– Czyli nie potrzeba różdżki do tej magii? – dopytywał pan Snape.

– Zasadniczo nie, ale potrzeba naprawdę dużego pokładu mocy, żeby rzucić potężne zaklęcie bez różdżki. Różdżka działa jak zbiornik mocy – zaśmiała się. – Oczywiście ktoś potężny, nie potrzebuje jej gromadzić, żeby zakląć spinki do mankietów, ale ja musiałam najpierw odprowadzić sporo ze swojej mocy, żeby móc to zrobić.

– Inaczej mówiąc, twoja różdżka posłużyła ci jako ostateczny generator mocy przy zaklinaniu ich? – Tobias przysłuchiwał się jej dokładnie.

– Gdybym nie odprowadzała do niej stopniowo swojej mocy, tylko próbowała rzucić czar z marszu, prawdopodobnie mocno bym osłabła – wyjaśniła.

– Można się w taki sposób pozbawić mocy? – kontynuował ojciec.

– Nie, trwale nie, ale przez jakiś czas można mieć problem z rzucaniem zaklęć – wyjaśniła.

– Ile czasu zajęło ci stworzenie tego czaru na spinkach? – spytałem.

– Około pół godziny, ale to było jeszcze zanim odzyskałam wzrok, a wówczas łatwiej mi było się koncentrować – odparła z uśmiechem.

– Nauczanie starożytnej magii jest tajne? Dlaczego Davis nie przyjmuje więcej studentów? – Do rozmowy włączyła się równie ciekawa Eileen.

– Nie, nie jest to tajna sztuka, ale żeby nauczyć się czerpać z siebie, z własnego wnętrza, potrzeba umiejętności wysokiej koncentracji, a czasem wyjścia poza granice umysłu – odparła Solem. – Nie każdy jest w stanie osiągnąć taki poziom, a bardzo trudne to jest w większym gronie. Nie do końca wiem, czym profesor kierował się swoim wyborem, ale wiem, że zanim podjął decyzje dość pilnie nas obserwował podczas zajęć z zaklęć praktycznych.

– Na zajęcia z nim próbują się dostać nawet czarodzieje, którzy już od dawna są Mistrzami Zaklęć – wtrąciłem. – Zwykle przyjmował jedną osobę na semestr, a Solem chodziła do niego przez cztery. Gdybyś była przeciętną czarownicą, a twoim jedynym atutem byłaby umiejętność koncentracji, z pewnością by cię do siebie nie przyjął. – Spłonęła rumieńcem. – Nie masz się czego wstydzić, słonko. Jesteś mądrą, zdolną wiedźmą i masz w sobie potężną moc. Jestem dumny, że mam taką wspaniałą żonę. – Objąłem ją mocno i czule ucałowałem w usta. Solem wciąż mocno zawstydzona podniosła nieco wzrok i napotkała uśmiechnięte oczy teściowej.

– Oni są tacy …

– Nie kończ, błagam – jęknąłem.

– Sev – wykrzyknęła Solem, otwierając kolejną paczuszkę i ze wzruszenia momentalnie popłynęły jej łzy. Natychmiast przyciągnąłem ją do siebie i pogładziłem jej włosy. – Jak? Skąd? – Nie była w stanie wiele więcej powiedzieć, tylko mocno przycisnęła do piersi Dziesięć map nieba kreślonych przez dziesięć kolejnych stuleci, książkę, którą dostała od ojca po otrzymaniu listu z Hogwartu. Na pierwszej stronie, choć mocno wyblakła, widoczna jeszcze była dedykacja od taty. – Przepraszam. – Solem wyrwała się z moich objęć i uciekła do sypialni.

Odetchnąłem głęboko i spojrzałem przepraszająco na rodziców. Miałem nadzieję, że prezent co najwyżej wzruszy moją żonę, nie spodziewałem się, że zareaguje tak bardzo emocjonalnie, a już na pewno, że wywoła u niej ból. Chciałem pójść do niej, ale zatrzymała mnie matka.

– Daj jej chwilę na wspomnienia. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Jestem pewna, że ma wiele szczęśliwych związanych z tą książką.

Matka się nie pomyliła. Po chwili Solem wpadła z powrotem do salonu i niczym tornado rzuciła mi się na szyję.

– Jak ją odzyskałeś? Skąd? Myślałam, że przepadła na zawsze. Szukałam podobnej we wszystkich antykwariatach mugolskich i czarodziejskich. Jak? Była zupełnie zniszczona, sklątki zrobiły z niej miazgę. Przywołałam zaklęciem moją torbę, ale to co się wtedy z niej wysypało zostało. Nie byłam tak zdesperowana, żeby tam włazić, zwłaszcza, że dopadły się do moich książek jakby co najmniej umiały czytać – wylewała z siebie pytania wciąż wciśnięta w moje ramiona. – Jesteś najwspanialszym mężem na świecie. – Kątem oka dostrzegłem, jak matka objęta przez ojca posyła mi wymowne spojrzenie. – Kocham cię. – Usłyszałem jej cichutki głosik.

– Mówiłem ci, że do sklepu od czasu do czasu przychodzi Hagrid – zacząłem, wciąż mocno ją tuląc. – Jakiś czas temu potrzebował eliksiru hamującego rozród tych przeklętych sklątek, bo mnożyły mu się niczym króliki, a że nie byłem w najlepszym nastroju, powiedziałem mu co myślę o całej tej jego hodowli i wspomniałem o głupich dowcipach, jakie przy pomocy tych sklątek robili Huncwoci. Hagrid był nieco zmieszany i poniekąd przyznał mi rację, dodając, że co roku znajdują się głupi uczniowie, którzy dla kawału wrzucają coś do tej zagrody i on ma tych rzeczy całkiem pokaźną kolekcję. Wyobraź sobie, że tak bardzo dałem mu do słuchu, że następnego dnia wrócił z twoją książką. Był pewien, że to coś mojego zginęło i przetrząsnął wszystko w poszukiwaniu czegoś o eliksirach i dopiero, gdy te mapy wpadły mu w ręce, domyślił się, że chodziło mi o ciebie. – Uśmiechnąłem się do niej, gdy w końcu oderwała głowę od mojego ramienia. – Nie sądziłem, że coś z tego odzyskam, bo faktycznie była z niej miazga, ale przy pomocy profesor Sinistry, Flitwicka, pani Pince i kilku eliksirów udało się ją jakoś poskładać – wyjaśniłem, a po jej policzkach ponownie popłynęły łzy.

– Dla mnie? Naprawialiście ją dla mnie? – Solem nie mogła ukryć wzruszenia i ponownie mocno wtuliła się w moje ramiona.

– Dla ciebie, głuptasku, a dla kogo? – Oderwałem ją od siebie i spojrzałem prosto w szczęśliwe oczy.

– Dziękuję – szepnęła, tuląc do piersi książkę.

Reszta świąt przebiegała nam w równie miłej atmosferze. Z radością patrzyłem na roześmianą twarz żony, która dumnie częstowała nas własnoręcznie przyrządzoną pieczenią według przepisu Eileen. Miałem nikłe wrażenie, że była dużo lepsza niż ta matki, ale wolałem nic na ten temat nie wspominać. Wieczorami Solem objaśniała nam mapy nieba i pokazywała, gdzie dokładnie rozmieszczone były wspominane przez nią konstelacje. Snuła przy tym tak niezwykłe opowieści, że żadne z nas nie miało ochoty kłaść się spać.

Byłem zdezorientowany, gdy tuż po świętach wymknęła się cichcem z sypialni i kierowany ciekawością i troską, udałem się po cichu za nią. Oniemiałem, gdy na brzegu morza zrzuciła z siebie szlafrok i całkiem naga zanurzyła się w zimnej wodzie. Wyglądała nieziemsko. Jej zgrabna sylwetka skąpana w blasku księżyca co i rusz wynurzała się z wody. Mokre włosy spływały kaskadami na ramiona, a jędrne piersi kołysały lekko, gdy unosiła się na plecach na wodzie. Obcowanie z nocnym niebem zdawało się być dla niej bardzo intymne i czułem, że powinien się wycofać i oddać jej prywatność, ale nie potrafiłem się ruszyć. Stałem ukryty w cieniu i oczekiwałem jej kolejnego wynurzenia.

– Zamierzasz tam stać czy dołączysz do mnie? – Przy uchu usłyszałem jej szept, chociaż ona sama pozostawała wciąż w wodzie. – W piżamie do wody? – szeptała z głową zwróconą w stronę jasno świecącego księżyca. Nie miałem pojęcia, skąd wiedziała, że się do niej zbliżałem ubrany, ale powoli rozwiązałem spodnie i zsunąłem je z siebie, po czym szybko zanurzyłem się w wodzie, wypływając tuż za nią.

– Imponujące – mruknąłem jej do ucha.

– Myślałam, że moje czary już dawno przestały ci imponować. – Odwróciła się z uśmiechem.

– Nie mówiłem o czarach. – Oparłem swe czoło o jej i przycisnąłem ją do siebie z całej siły.

– To o czym? – zdziwiła się.

– O tym – delikatnie przesunął dłonie po jej pośladkach – i o tym – przeniosłem je na piersi – i to mi się cholernie podoba – przejechałem opuszkami palców po jej szyi – a to uwielbiam – wpiłem się w jej usta i powoli zacząłem je penetrować, stopniowo zwiększając intensywność pocałunku. – Jesteś doskonała – szepnąłem jej prosto w usta i chwyciłem ją za pośladki, sadzając sobie na biodrach.

– Muszę być skoro mam doskonałego męża – zaśmiała się i ponownie mnie pocałowała.

Rano obudziłem się w sypialni, z nią wtuloną w ramię i nie do końca byłem pewien, czy nocna kąpiel była rzeczywistością, czy tylko przyjemnym snem.

– To od Amelii. – Solem odebrała zwój od popielatej sówki. Przeprosiła nas kończących jeszcze śniadanie w niewielkiej jadalni i udała się do sypialni. Podążyłem szybko za nią. Tuż przed wyjazdem na święta Sol oddała przyjaciółce różdżkę do zbadania i ta korzystając z urlopu swoich szefów i niskiej liczby pracowników w Ministerstwie, sprawdziła zaklęcia rzucane nią w dzień wybuchu. Sądząc po tym, że trudziła się z napisaniem listu podczas wakacji musiała coś znaleźć.

Kolejny rozdział: „Hogwart"