ROZDZIAŁ 24

Sąsiednie rozwiązanie

Solem

– Mamo, mogłabym spędzić wakacje w naszym domu? – spytałam, gdy teściowa pojawiła się rankiem w mojej sypialni. Eileen odwiedzała mnie każdego dnia z wyjątkiem sobót i niedziel i spędzała u nas czas do przyjścia Severusa. Bardzo lubiłam teściową, chociaż początkowo miałam sporo obaw. Bałam się, że będzie naruszała moją prywatność, nie da mi chwili wytchnienia i będzie próbowała prowadzić mój dom według własnych upodobań, nie licząc się z moim zdaniem i przyzwyczajeniami. Szczęśliwie rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Starsza kobieta troskliwie się mną zajmowała, świetnie gotowała, pamiętała o moich zwyczajach, a do mnie podchodziła z umiarem. Dotrzymywała mi towarzystwa, ale sporo czasu poświęcała swoim sprawom i świetnie wyczuwała mój nastrój, gdy chciałam zostać sama. Codziennym naszym rytuałem stało się szycie wyprawki. Teściowa podeszła do tego zajęcia dość sceptycznie, zapewniając, że przecież wszystko co tylko będę chciała możemy zamówić z katalogów sklepów wysyłkowych, ale dość szybko przekonała się, że czary szyjące nie były aż tak bardzo skomplikowane i teraz zarzucała mnie nowymi tkaninami, włóczkami i wzorami ubranek dla dzieci. Ze zwykłych skrawków czarowałyśmy prawdziwe cuda i dość szybko kufry zapełniały się małymi ubrankami. Severus i jego ojciec nie mogli wyjść z podziwu, jak w łatwy sposób można udomowić żonę. Głośno się z nas naśmiewali i wymyślając coraz to lepsze przezwiska dla naszego małego klubu kur domowych, ale często słyszałam od męża, że lubił taką żonę.

– Oczywiście, skarbeńku – odparła Eileen. – Już od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby o tym z wami porozmawiać, zwłaszcza, że w sierpniu przeniesiemy cię do szpitala.

– W jaki sposób się tam dostanę? – spytałam zdenerwowana. Od dłuższego czasu poród spędzał mi sen z powiek. Nie bałam się bólu ani operacji, ale nie byłam pewna, czy dziecko będzie gotowe, jeśli zostanie tak brutalnie wyciągnięte z mojego łona.

– Myślę, że najbezpieczniejszy będzie powóz medyczny. – Eileen spojrzała z troską. – Inną opcją jest pociąg do Londynu, ale to wolałabym raczej pozostawić jako ostateczność. – Pokiwała głową ze zrozumieniem. – Nie martw się, dziecinko. Ciąża rozwija się prawidłowo, malutka rośnie jak na drożdżach, a o dziwo i wszystkie twoje rany zdają się wciąż ładnie goić. Przyznam ci się, że teraz byłabym skłonna pozwolić ci nawet na mały spacer po ogródku.

– Naprawdę? – Ucieszyłam się.

– No może nie spacer, ale myślę, że możemy zjeść tam kolację. – Eileen uśmiechnęła się wdzięcznie i zachęcająco uniosła mój sweter, leżący na oparciu krzesła. – Jest już ciepło i wasz ogródek zaczyna wyglądać prześlicznie.

– Bardzo bym chciała – jęknęłam.

– W takim razie, nie mam nic przeciwko, a jak zrobi się jeszcze cieplej to mogłabyś spędzać tam nawet więcej czasu.

– Sev, powiesz wreszcie co się stało? – spytałam zaniepokojona wyraźnym poddenerwowaniem męża. Zaraz po wejściu do domu rzucił niedbale szatę, przeszedł niczym burza przez wszystkie pokoje i jak gdyby nigdy nic usiadł przy stole na ogródku.

– Nic – burknął obrażony, dziobiąc niewinnego ziemniaczka.

– No przecież widzę – odparłam spokojnie. – Nawet nie zwróciłeś uwagi na to, że jemy kolację w ogródku.

– Dlaczego nie jesteś w łóżku? – spytał, nagle przytomniejąc.

– Mama to zaproponowała – odpowiedziałam z uśmiechem, ignorując niezbyt przyjazny ton męża. – Rzuciła kilka czarów ogrzewających i powiedziała, że mogę spędzać tutaj więcej czasu.

– Cieszę się, kochanie. – Severus odetchnął i leciutko uścisnął moją dłoń.

– To co się stało? – ponowiłam pytanie.

– Wszystko w porządku – mruknął cichutko i udawał zainteresowanego jedzeniem.

– Yhy, i nic się nie dzieje. Mów natychmiast. Coś się stało na zajęciach?

– Nie – odpowiedział krótko. – Potter – dodał po chwili ze skwaszoną miną i rozgniótł ładnie pokrojoną marchewkę.

– Co z nim? – Trąciłam go lekko stopą w kostkę.

– Żyje, oddycha, kłapie paszczą, pracuje, mieszka – wyjaśnił, jak mu się wydawało dość wyczerpująco.

– A to ci nowość – sarknęłam. – Oddycha? Dziwne – ironizowałam.

– Odwróć głowę w lewo i spójrz powyżej żywopłotu – nakazał, a ja o mało nie zachłysnęłam się sokiem.

– James – wykrzyknęłam, widząc znajomego. – Co ty tu robisz?

– Nie słyszy cię. – Severus uśmiechnął się zjadliwie i z zadowoloną miną upił łyk wina. – Rzuciłem zaklęcia wyciszające i maskujące. Ten dureń nie będzie mi zaglądał do ogródka – prychnął z niewinną miną.

– Co on tu robi? – Z rozbawieniem spojrzałam na męża.

– Wygląda jakby się za czymś rozglądał i zdaje się mówi coś do skrzatki, która opiekuje się jego synem – mruknął. – O, a teraz podnosi tego gówniarza do góry i wyciera mu kapiącą ślinę. Ohyda.

– Severus – zganiłam go. – Nasza córka też się będzie …

– MOJA córka nie będzie się śliniła – warknął, uprzedzając mnie.

– Oczywiście, że nie, twoja córka urodzi się w pełni ukształtowaną, młodą kobietą – zakpiłam i dopiero po czasie ugryzłam się w język.

– Moja córka nie będzie żadną kobietą – zaperzył się.

– To zabrzmiało niepokojąco. – Zaczynałam coraz lepiej się bawić z fochów męża.

– Będzie moją córką i nie chcę słyszeć słowa kobieta w jej kontekście – syknął.

– Mhm – prychnęłam, udając olśnienie. – Syn Pottera jest w podobnym wieku.

– Insynuujesz coś, wstrętna kobieto? – warknął spod zmrużonych powiek.

– Nie, skąd, kochanie – odparłam, wywracając oczami. – Przecież nasza córka za dwadzieścia lat wciąż będzie małą dziewczynką, nie w głowie jej będą mężczyźni.

– Przestaniesz wreszcie? – warknął.

– Z czym, kochany? Nie mogę się doczekać, kiedy dorośnie. Kiedy kupię jej pierwszy biustonosz, opowie mi o swoim pierwszym chłopaku. Na pewno będzie łamała chłopięce serca – westchnęłam z rozmarzeniem. – Myślisz, że znajdzie swoją prawdziwą miłość jeszcze w szkole, tak jak my? Czy sama odkryje tajemnice pokoju życzeń, czy może powinniśmy jej ją zdradzić? A może babcia ją wyjawi, tak jak tobie? – Severus gapił się na mnie z mordem w oczach i zdawało mi się, że zaciskał dłoń na różdżce. – Nawet się nie obejrzymy, jak wyleci z rodzinnego gniazdka. – Pogłaskałam się z czułością lekko odstający brzuszek. – Och, och … aaa – jęknęłam. – Auuu – syknęłam z bólu.

– Słonko? – Severus natychmiast znalazł się obok mnie, zapominając o dorastaniu córki, jej przyszłości i Potterze. – Co się dzieje? – spytał zaniepokojony, gdy nagle się zapowietrzyłam i z trudem łapałam oddech.

– Już dobrze – odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się promiennie. – Kopnęła mnie, naprawdę mocno.

– Wyglądało to tak, jakby to było całkiem bardzo mocno, słoneczko – odparł zaniepokojony. – Wezwę mamę. Nie ruszaj się.

– Nic mi nie jest – krzyknęłam, ale on zdawał się nie słyszeć.

– Skarbeńku? – Eileen wpadła do ogrodu z prędkością światła.

– Mamo, nic mi nie jest – zapewniłam, ale teściowa już zaczęła wymachiwać różdżką nad moją niewinną głową.

– Chyba wszystko w porządku – mruknęła. – Zabolało cię? Gdzie dokładnie? – spytała, a ja wskazałam miejsce na środku brzucha.

– Najwyraźniej twoje dziecko wie, gdzie może bezpiecznie uderzyć – zaśmiała się kobieta. – Trzustka i nerki to chyba jedyne narządy, których nie miałaś uszkodzonych. Nic złego się nie dzieje, Severusie – zwróciła się do syna z lekkim rozbawieniem.

– Wolałem się upewnić, wyglądało jakby bardzo zabolało – odparł zmartwionym głosem.

Jego troska mnie rozczulała. Udawał zimnego drania, bywał nieprzyjemny i ciskał jadem na lewo i prawo, ale jeśli chodziło o mnie, puszczały w nim wszelkie bariery. Nie rezerwował dla mnie czułości jedynie w domowym zaciszu. Odnosił się z wielkim szacunkiem i ckliwością także w towarzystwie. Nie udawał przed kolegami obojętnego samca i nigdy nie pozwolił na obraźliwe uwagi pod moim adresem. Dbał o mnie w najbardziej słodki sposób, jaki byłam sobie w stanie wyobrazić. Bardzo go kochałam.

– Solem jest szczupła, więc szybciej i intensywniej odczuwa ruchy dziecka – wyjaśniła. – O, Merlinie, kopnęła raz jeszcze – zapiszczała, dotykając brzuszka, a po chwili Severus zastąpił jej dłonie swoimi. Eileen uśmiechnęła się do nas z czułością i zostawiła nas samych, dając wytyczne Ropuszce, by sama wezwała ją następnym razem, gdy spostrzeże coś niepokojącego u swojej pani.

– Widzisz – mruknął Severus, wciąż gładząc mój brzuszek. – Nie spodobało jej się to co mówiłaś – powiedział z przekąsem.

– Nie pozwolisz jej zbyt szybko dorosnąć, co? – Spojrzałam z troską na męża i położyłam dłoń na jego dłoni.

– Nie – odparł krótko i czule musnął mnie w usta. – Jest moją małą córeczką i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. – Uśmiechnęłam się łagodnie i pozwoliłam, by ucałował mój brzuch. – Powiesz mi w końcu co tu robi Potter? – spytałam, gładząc go po włosach.

– Wkurza mnie – burknął.

– Zrozumiałam. Wtargnął na ogródek sąsiedniego mieszkania, żeby z perfidną premedytacją ocierać brudną buzię dziecka na twoich oczach. Jestem pewna, że czekał na to cały dzień i specjalnie zabronił Harry'emu wcześniej się ślinić, żeby …

– Przestań wreszcie. – Severus zrobił zniesmaczoną minę. – Ten dzieciar ślini się za każdym razem, gdy spojrzę w tamtą stronę.

– Nawet tak małe dzieci robią ci na złość, mój ty biedaku – westchnęłam. – O Merlinie, biedne dziecko – jęknęłam po chwili. – Masz kontrakt na piętnaście lat, a to oznacza, że będziesz tu jeszcze, jak on zacznie naukę.

Czoło Severusa wygładzało się coraz bardziej w miarę, jak z wolna obracające się trybiki tworzyły obrazy wymyślnych tortur młodego ucznia. Odniosłam wrażenie, że gdybym nieco wytężyła wzrok, dostrzegłabym jak zębatki wpadają jedna w drugą i pobudzają umysł mojego męża. Zrobił zjadliwą minę i zadowolony zerknął na ogródek sąsiadujący z naszym.

– Oczywiście, że będę – mruknął do siebie.

– Mam nadzieję, że nie układasz teraz w głowie planu, w jaki sposób uprzykrzyć życie temu chłopcu. – Spojrzałam na męża z naganą.

– Możesz być pewna, że właśnie analizuje każdy, najdrobniejszy szczegół. – Uśmiechnął się pod nosem.

– Nie zrobisz mu krzywdy, tylko dlatego, że to syn Jamesa – syknęłam.

– Nie, kochanie, skąd – odparł z przesłodzonym uśmiechem. – Na każdym kroku będę przypominał mu, jak bardzo nienawidzę jego matki, to i tak wystarczająca dawka, jak na jednego dzieciaka.

– Jeśli to nie jest żart, Severusie, to osobiście uczynię z twojego życia takie piekło, jakie ty będziesz starał się uczynić z jego – odparłam, unosząc do góry głowę. – A teraz powiedz mi łaskawie co tu robi Potter? – warknęłam poirytowana, widząc rozmarzoną minę męża.

– Ten stary idiota poprosił go, by objął stanowisko po Blagojeviciu – odburknął obrażony. – Na szczęście tylko do końca roku szkolnego.

– Będą mieszkali obok nas? – Zrobiłam niezbyt zadowoloną minę. – I to akurat teraz, kiedy ja mogę w końcu odpocząć od tego łóżka.

– To zaklęcie maskujące z twojej książki zdaje się całkiem dobrze działać – pocieszył mnie. – Zobacz. – Severus machnął różdżką w kierunku lnianej chusteczki leżącej na stoliku i utworzył z niej kształt małego ducha. Machnął drugi raz i zaczął lewitować ją w stronę Pottera bawiącego się ze swoim synem.

– Bardzo dojrzałe – zganiłam go, ale po chwili moją buzię przyozdobił szeroki uśmiech. Mężczyzna odłożył małego chłopca do wózka i zaczął wymachiwać rękoma, próbując złapać tańczącego wokół niego ducha. Severus dokuczał swojemu dawnemu wrogowi, przybliżając i oddalając chustkę od jego nosa i po chwili także u mnie pojawiła się chęć spłatania figla. Machnęłam różdżką, zdjęłam zaklęcie wyciszające i zaczęłam straszyć Jamesa zmienionym głosem. Po chwili do naszych uszu dobiegł głośny śmiech dziecka, któremu najwyraźniej psota spodobała się bardziej niż jego ojcu, który z zawziętą miną wciąż próbował złapać chustkę.

– Jamesie Potterze – ryknęłam niskim głosem – czy obiecujesz być sprawiedliwym dla uczniów domu Slytherina i niesprawiedliwym dla uczniów domu Gryffindora? – Potter rozejrzał się nerwowo. – Zastanów się dobrze nad odpowiedzią.

– Zamierzam być sprawiedliwy dla wszystkich – burknął ledwie dosłyszalnie, a Severus w odpowiedzi puknął go chustką w nos.

– Źle, bardzo źle – upomniałam go głosem ducha. – Nakazuję ci wielbić wszelkich Ślizgonów i czcić piękne Krukonki – zagrzmiałam, a po chwili na ustach Pottera zaczął pojawiać się uśmiech.

– Obiecuję czcić Krukonki – odparł pewniejszym głosem, po czym zarobił duszkiem w czoło. – I przymykać oko na niesfornych Ślizgonów – dodał i zaczął szukać nas wzrokiem. Zamierzałam właśnie usunąć zaklęcia maskujące, gdy na sąsiedni ogródek weszła Lily.

– Z kim gadasz James? – spytała, mrużąc powieki.

– Z nikim – warknął, a Severus pozwolił mu w końcu złapać latającą chustkę. Mężczyzna podał ją roześmianemu dziecku, a ja z uśmiechem spojrzałam na męża, który jeszcze przez chwilę, ku uciesze malucha wykonywał nią taniec przy jego małej twarzyczce. Nawet nie zerknął w kierunku kobiety.

– Nieważne – odburknęła Lily. – Weź go umyj, bo znowu się zaślinił. Obrzydlistwo. – Spojrzała na malca z odrazą. – Ja teraz wychodzę, McGonagall mnie zaprosiła na herbatę. A i nie będzie mnie od jutra do końca weekendu. W ogóle nie wiem po co chciałeś, żebym się tutaj z tobą przeniosła. Już się nudzę.

– Sama nalegałaś, by się tu przeprowadzić – odparł, mierząc kobietę groźnym spojrzeniem. – Doprawdy, nie mam pojęcia dlaczego.

– Nie twoja sprawa – mruknęła pod nosem Lily i udała się z powrotem do domu. Odniosłam wrażenie, że Severusowi było żal mężczyzny, ale nic nie powiedział, a ku mojej uldze, gdy w końcu opadły bariery maskujące, nie rzucił pod adresem Jamesa żadnej kąśliwej uwagi, tylko w najlepsze nałożył sobie dokładkę kolacji i zajął się jedzeniem.

– Dzień dobry, James – przywitałam się, na co kolega lekko mi się skłonił.

– Powinienem od razu się domyślić kto mieszka obok – zaśmiał się i wziął Harry'ego na ręce. Podobieństwo między malcem a jego ojcem było wręcz uderzające i zaczęłam się poważnie zastanawiać nad teorią Amielii, jakoby Evans przeniosła na syna kilka cech fizycznych męża, próbując zatuszować swoją zdradę. Były to bardzo trudne zaklęcia, ale nie niemożliwe i często stosowane w takich przypadkach, niestety albo na szczęście z różnym, najczęściej marnym skutkiem. – W końcu udało ci się trochę przytyć Solem czy powinienem ci pogratulować Severusie? – zwrócił się z uśmiechem do siedzącego tyłem do niego mężczyzny, który odwrócił się przez ramię i posłał mu piorunujące spojrzenie. – W takim razie gratuluję. Gdybym wiedział, że będę miał tak przyjemne sąsiedztwo, zgodziłbym się przyjąć tę posadę już we wrześniu – kontynuował grzeczności Potter. – Na kiedy masz termin?

– Sierpień – odparłam z uśmiechem. – A ty zostajesz tutaj do końca roku, czy zdecydujesz się pracować także przez kolejny? – Severus posłał mi mordercze spojrzenie i pospiesznie kończył kolację.

– Teraz zacząłem poważnie rozpatrywać tę drugą opcję – wyznał. – Wszystko zależy od tego, jak Harry się tutaj zaaklimatyzuje. Nie ukrywam, że mieszkanie też przydałoby się większe. Mamy tu jedynie dwa pokoiki, a zależało mi na ogródku.

– Póki co, Harry wygląda jakby mu się podobało – zaśmiałam się.

– A wam jak się tutaj mieszka?

– Do tej pory było całkiem przyjemnie – mruknął pod nosem Severus. – Teraz będzie jeszcze bardziej – dodał i uśmiechnął się do mnie zjadliwie. – Zostaniesz tutaj jeszcze chwilę? – wyszeptał mi do ucha, pochylając się nisko. – Mam dla ciebie niespodziankę, ale muszę ją jeszcze dokończyć, a to chwilę potrwa.

– Mhm – mruknęłam z zadowoleniem i lekko musnęłam jego usta. – Jeśli to niespodzianka, to zaczekam tutaj. Zaklęcia ogrzewające wciąż działają, ale będę wdzięczna, jeśli podasz mi koc i książkę, tę która leży na szafce przy łóżku.

– Oczywiście, kochanie. – Ucałował mnie ostentacyjnie w usta, po czym posłał Potterowie pełne wyższości spojrzenie i poszedł po lekturę dla mnie.

Wymieniłam z sąsiadem jeszcze kilka uprzejmości i po zapewnieniu szybkiego spotkania w ogródku, pogrążyłam się w rozpoczętej książce.

Severus

Byłem zły na dyrektora za zatrudnienie Pottera i pocieszałem się myślą, że to jedynie niecałe dwa miesiące. Teraz jednak, po namyśle, uznałem, że to nie taka tragedia. O ile on i jego jadowita żona dadzą spokój Solem, będę mógł sobie na nich bezkarnie poużywać. A jeśli któreś z nich choćby próbowało skrzywdzić moją ukochaną, poślę w ich kierunku kilka całkiem przyjemnych klątw. Przygotowanie niespodzianki nie wymagało wiele czasu i miałem nadzieję, że Solem nie znudzi się czytaniem, nim skończę. Ostatni raz machnąłem różdżką, sprawdzając działanie i udałem się po nią na ogród. Nie czytała i na szczęście Potter nie zanudzał jej swoim towarzystwem. Wtulona w małą poduszkę przyczepioną do leżaka w najlepsze drzemała. Podszedłem do niej po cichu z zamiarem przeniesienia jej do sypialni. Uśmiechnąłem się i pogładziłem ją leciutko po policzku. Jej twarz rozpromieniła się nagle i nie otwierając oczu, chwyciła mnie za szyję i przyciągnęła do pocałunku.

– Kocham cię – wyszeptałem wprost w jej usta i przycisnąłem swoje czoło do jej.

– Ja ciebie też, bardzo – odpowiedziała, wciąż nie podnosząc powiek i zacząłem domyślać się dlaczego drzemała. – Niespodzianka chyba musi zaczekać – jęknęła, otwierając oczy pełne łez.

– Zaczeka, kochanie. – Z czułością pogładziłem ją po włosach i mocno przytuliłem. Dopiero teraz spostrzegłem, że całej scenie przyglądał się Potter. Zamierzałem posłać mu swoje najbardziej mordercze spojrzenie, ale powstrzymałem się, gdy dostrzegłem zmartwioną minę sąsiada. Mierzyliśmy się przez dłuższą chwilę. Potter zdawał się być szczerze poruszony tym co się stało, ale nie zdziwiło mnie to tak bardzo, jak rzucone po chwili zaklęcie maskujące na nasz ogród. Odwróciłem głowę w kierunku, w którym zwrócił się mężczyzna i widząc wbiegającą Evans, podziękował mu w duchu. Nie potrzebowałem teraz utarczek słownych z tą idiotką ani tym bardziej przykrych uwag rzucanych pod adresem mojej żony.

– Severus – wyszeptała przestraszona Solem. – Severus – powtórzyła, szarpiąc mnie za ramię.

– Co się stało? – wymruczałem zaspany. – Potrzeba ci czegoś? Mam ci coś rozmasować, przynieść do jedzenia, picia? – wypytywałem nauczony poprzednią ciążą.

– Nic nie chcę, coś mi się stało – wyjąkała po chwili.

– Co się dzieje, kochanie? – Poderwałem się nagle, siadając na łóżku.

– Widzę dziwnie – wydukała, spoglądając cały czas na sufit.

– To znaczy, jak dziwnie? Słonko, powiedz mi co się dzieje – poprosiłem łagodnie, chwytając ją za rękę.

– Widzę przez sufit – odparła przerażona. – Widzę niebo, Sev. Gwiazdy, księżyc nawet Jowisz. Kasjopeja, Cefeusz, Smok – wymieniała, wskazując palcem. Uśmiechnąłem się i położyłem głowę na jej poduszce, przytulając policzek do jej policzka.

– To moja niespodzianka, słonko.

Oparłem się na łokciu i przyglądałem rozpromienionej twarzy żony. Wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo z takim samym uśmiechem, jak tego wieczora, gdy znalazła w bibliotece naprawiony teleskop. Bez trudu mogłem przywołać w pamięci tamtą noc, jej rozwiane na wietrze włosy, smukłe palce oparte na drewnianej oprawie przyrządu i oczy, piękne, zielone. Wówczas jeszcze nie przypuszczałem, że zostanie moją żoną, ale już wtedy byłem zakochany w niej po uszy.

– Niespodzianka? Jak? – zdziwiła się.

– Rzuciłem zaklęcie, które usuwa betonową barierę – odpowiedziałem. – Trochę je musiałem zmodyfikować i teraz możesz przy pomocy czarów zamienić sufit w szklaną taflę. Rzuciłem je jak byłaś w ogrodzie, a później, gdy się położyliśmy kompletnie o tym zapomniałem. – Solem objęła mnie za szyję i pocałowała z czułością. – Musiałem ci w końcu udowodnić, że czasami zdarzało mi się uważać na kursie z zaklęć, a nie tylko gapić w twój dekolt. Przysięgam, to jedyny dekolt, w który się gapiłem.

– To najcudowniejszy prezent. – Przytuliła głowę do mojego ramienia i wpatrywała się w nocne niebo.

– Domyślam się, że teraz już nie pójdziesz spać – mruknąłem, całując ją w czubek głowy.

– Ale ty możesz – odparła. – Obiecuję, że będę cichutko.

– Obiecaj mi tylko, że jak zacznie świtać to zamkniesz ten sufit, pójdziesz spać i będziesz odsypiać do południa – poprosiłem.

– Obiecuję.

– I obiecaj, że to nie będzie się powtarzało co noc – dodałem, zamykając już oczy.

– Obiecuję – zaśmiała się i dała mi jeszcze całusa na dobranoc. – Wiesz malutka – wyszeptała po chwili, masując brzuszek – masz najfajniejszego tatę na świecie.

.: :.

Solem

– Zostawia go na całe dnie ze skrzatką? – zdziwiła się Amelia, gdy opowiedziałam jej o nowych sąsiadach.

– Przychodzi do malca na każdej przerwie, ale to trochę mało – opowiadałam z przejęciem. – Skrzaty mogą pomóc przy wychowaniu dzieci, ale nianie z nich są liche, a ten jego nie jest nawet przeszkolony i ostatnio już mama Severusa się wkurzyła, i zabrała Harry'ego na cały dzień do nas.

– A Evans? – Amelia nie dowierzała.

– Evans wciąż nie ma. Ostatnio słyszałam, jak mówiła Jamesowi, że jedzie na tydzień do swojej matki, a jak zapytał, czy nie może zabrać Harry'ego, to roześmiała się na cały głos i wyszła – odpowiedziałam. – Z tego co wiem, to Potter szuka opiekunki. Chciałby tutaj pracować przez kolejny rok, a bez opieki dla dziecka będzie mu ciężko.

– Dlaczego chce tutaj pracować? – zdziwiła się Bones. – Przecież nie potrzebuje pracować.

– Niby nie, z tego co wiem, to rodzice zostawili mu niezłą fortunę, ale może chce. – Wzruszyłam ramionami. – Pytałam Severusa, ale on jakiś taki tajemniczy, nic mi nie chciał powiedzieć.

– Może wykonuje jakąś misję dla Zakonu? – spytała szeptem Amelia, która już jakiś czas temu została wciągnięta w jego szeregi. Nie byłam zadowolona, że i ją udało się zmanipulować Dumbledore'owi, ale nie miałam na to wpływu. Z tego co się zorientowałam, moja przyjaciółka miała się przysłużyć jasnej stronie jako pracownica Ministerstwa, a być może w niedalekiej przyszłości członek Wizengamotu.

– W Hogwarcie? On się stąd nawet nie rusza.

– To może Evans coś robi? – kombinowała Amelia.

– Jasne, ma misje specjalne w salonie zaklęć stylistycznych – sarknęłam. – Ostatnio słyszałam, jak wezwała skrzata, żeby nakarmił Harry'ego, bo ona ma świeże paznokcie i nie może nic teraz robić.

– Głupia krowa – mruknęła Bones. – A ty jak się czujesz? Teściowa daje ci w kość? – spytała donośnym głosem i po chwili Eileen wetknęła głowę do pokoju zainteresowana odpowiedzią.

– Nawet nie wiesz jak bardzo – wyszeptałam, udając, że nie widzę w sypialni nowego gościa. – Każe mi jeść, a gotuje najwspanialej na świecie, masuje mi stopy, parzy herbatki i nawet czesze włosy. Jest najcudowniejszą teściową na świecie.

– I przez nią nigdy nie wyjdę za mąż – mruknęła Amelia.

– Przeze mnie? – zdziwiła się Eileen, wchodząc do pokoju.

– Tak, proszę pani. – Bones spojrzała na nią z krzywą miną. – Bo gdzie ja znajdę drugą taką teściową?

– Możesz mi wierzyć, że drugiej takiej nie ma. – Uśmiechnęłam się, a Eileen lekko się zawstydziła.

.: :.

Czas do wakacji zleciał nam szybko. Jeszcze przed wyjazdem do domu, zadbałam, by cała wyprawka i pokoik dla dziecka w naszym hogwardzkim mieszkaniu były gotowe. Pokojem w Londynie zajmowała się Eileen i Amelia. Miały go urządzić według moich dokładnych wytycznych i teraz mogłam w końcu podziwiać efekt ich pracy. Byłam im wdzięczna za pomoc i nawet, gdyby pokój nie wyszedł tak, jak zaplanowałam, nie miałabym sumienia marudzić. Na szczęście nie dały mi ku temu powodów. Był śliczny. Do samego końca drażniłam się z Severusem, że pokoik naszej córki będzie różowiutki i śmiałam się, widząc jak mój mąż zaciska zęby ze złości, ale ani razu nic nie powiedział.

Staliśmy objęci na progu dużej, przestronnej komnaty, utrzymanej w stonowanych kolorach. Beżowe ściany zdobiły namalowane przez Henry'ego Mendeza bajkowe zwierzątka. Na podłodze z ciemnego drewna ułożony był biały, gruby dywan i w takim samym kolorze były mebelki. Całość świetnie współgrała z niebieskimi dodatkami. Nie było tutaj ręcznie wykonanych zabawek i pokoik nie był tak śliczny, jak ten Teodora, ale i tak nie mogliśmy wyjść z zachwytu.

– Nie pomieszka tutaj zbyt długo – mruknęłam zasmucona.

– Słonko, jeśli chcesz mogę codziennie fiuukać albo teleportować się do szkoły. – Severus ujął delikatnie moją twarz w dłonie.

– Wówczas będziesz tracił sporo czasu, który mógłbyś spędzać z nią. – Uśmiechnęłam się. – A jestem przekonana, że będzie wolała bawić się z tobą niż siedzieć w tym pokoju.

– Miałem nadzieję, że i ty będziesz wolała spędzać czas ze mną.

– Wiesz, że tak – szepnęłam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową.

– Do łóżka, kochanie – nakazał po chwili. – Podróż, nawet magicznym powozem była dość męcząca i powinnaś odpocząć.

.: :.

Dziecko rozwijało się prawidłowo, a dzięki eliksirom zabieg kończący ciążę można było zaplanować na drugi tydzień sierpnia. Dziewczynka była spora i Eileen nie chciała ryzykować mojego zdrowia dłużej niż to konieczne. Początkowo protestowałam i chciałam nosić ciążę tak długo, jak tylko się da, ale po długich rozmowach z Severusem, teściową i innymi uzdrowicielami udało im się wyperswadować ten pomysł z mojej głowy. Zrozumiałam, że każde zagrożenie mojego życia było zagrożeniem także dla maleństwa i teraz, nieco spanikowana leżałam na szpitalnym łóżku w oczekiwaniu na zabieg.

Posmarowano mi już brzuch jakimiś eliksirami znieczulającymi i tuż przed głową rozstawiono magiczny parawan, uniemożliwiający zerkanie w dół, jakbym co najmniej miała na to ochotę. Bardzo się denerwowałam i tylko obecność Severusa tuż obok, dodawał mi odwagi i otuchy. Spojrzałam na niego przestraszona, gdy Eileen, asystujący jej dwaj uzdrowiciele i kobieta z pomocy medycznej weszli do sali.

– Wszystko będzie dobrze, kochanie – Severus wyszeptał mi wprost do ucha i leciutko pogładził po zielonym czepku osłaniającym włosy. – Jestem tutaj. – Delikatnie ucałował mnie w skroń i mocniej ścisnął dłoń.

Przestraszyłam się, czując chłodne drewno dotykające mojej skóry, ale po chwili ciało w tym miejscu odrętwiało i chłód zastąpiło przyjemne mrowienie. Przymknęłam powieki i całkowicie oddałam się w ręce teściowej. Uspokajający szept męża i oddech, którym owiewał moją szyję dodawały mi siły i odwagi. Przyłożył usta do mojego czoła i wiedziałam już, że wszystko będzie dobrze i za chwilę w moich ramionach utonie nasza mała córeczka.

– Pani Snape – z błogiego stanu oprzytomnił mnie lekko poddenerwowany głos jednego z asystujących medyków.

– Widzę – warknęła na niego Eileen, nie odrywając się od pracy.

– Co się dzieje? – Posłałam Severusowi przestraszone spojrzenie.

– Jest lekko owinięta pępowiną, skarbeńku – odpowiedziała teściowa, wciąż pochylona nad moim brzuchem. – Za chwilę ją wyjmiemy.

– Pani Snape … – zaczął niepewnie drugi z asystentów.

– Widzę, idioto – warknęła zdenerwowana. Mocniej ścisnęłam dłoń Severusa, który teraz nie miał odwagi spojrzeć w dół, tylko wpatrywał się przez cały czas w moje oczy. Starał się, ale nie udało mu się ukryć przerażenia. – Zaklęcie tamujące, szybciej baranie – nakazała. Wstrzymałam oddech, powieki zaczęły mi ciążyć, a w głowie zawirowało. – Nie zasypiaj mi teraz, dziecinko – poprosiła teściowa, a w jej głosie słychać było strach. – Nie możesz, skarbeńku. Jeszcze chwilę. Wytrzymaj, córuś. Musimy najpierw zatamować krwotok z wątroby. Dziecinka chyba musiała ją nieco uszkodzić tuż przed zabiegiem – tłumaczyła. Severus jeszcze mocniej zacisnął palce na mojej dłoni i z całej siły przyciskał usta do czoła.

– Będzie wszystko dobrze, kochanie – szeptał bez przekonania. – Będzie wszystko dobrze. Za chwilę ją zobaczymy. Za chwilę przytulimy naszą dziewczynkę.

– Pospiesz się z tą maścią, Dan – ponagliła Eileen. – Posmaruj tutaj i zakropl eliksirem, ja wyciągnę dziecko. – Trzymaj się, malutka – szeptała do siebie. – Jeszcze chwilę wytrzymaj. Babcia już cię wyciąga.

– Pani Snape. – Po raz kolejny odezwał się młodszy z asystentów.

– Przecież widzę – syknęła ze złością. Mój oddech przyspieszył i z nadzieją wyczekiwałam na płacz dziecka. Z cichych relacji teściowej wiedziałam, że ścianka mojej macicy została przecięta i teraz wystarczyło wyjąć maleństwo, ale wciąż nie słyszałam upragnionego dźwięku. – Oddychaj, malutka, oddychaj – szeptała Eileen. Palące łzy zaczęły wypływać spod moich ciężkich powiek. Severus wpatrywał się w trzymaną przez jego matkę małą istotkę i zdawało się przestał w ogóle oddychać. Przysunął się do mnie i mocno objął ramieniem, a po chwili moje łzy mieszały się z jego na moich policzkach. – Oddychaj, dziecinko – prosiła pani Snape, mocno masując plecki swojej wnuczki. Czas stanął w miejscu. Nie miałam pojęcia co się działo i bardzo chciałam już przytulić swoją córkę do piersi. Była taka malutka i wiedziałam, że bardzo mnie teraz potrzebowała. Chciałam wyciągnąć po nią ręce, ale teściowa wciąż mi jej nie podawała, a z jej gardełka nie dobiegały żadne dźwięki.

Kolejny rozdział: „Czarna Magia"